Dodaj do ulubionych

pies, a praca

09.10.07, 14:45
Aktualnie przeprowadziłam się do dużego, przestronnego mieszkania i
bardzo bym chciała mieć psa, ale...(dlaczego zawsze musi być jakieś
ale)
1) mieszkam na 4 piętrze
2) niestety ale obydwoje z mężem pracujemy zawodowo i piesek te 8
godzin musiałby siedzieć w domu sam
Moje pytanie, czy mogę wziąść psa do domu i jeżeli tak, to
jakich "niespodzianek" mogę oczekiwać. Czy pies pozostawiony na taki
okres wytrzyma z np. siusianiem?
Obserwuj wątek
    • blue.berry Re: pies, a praca 09.10.07, 15:32
      1) mieszkam na 4 piętrze
      jesli bez windy to wybieraj psa tej wielkosci aby mozna bylo go
      nosic po schodach na rekach. zawsze bowiem moze zdazyc sie jakies
      nieszczescie (zerwane wiezadlo, skaleczona lapa, zlamana kosc) ktora
      uniemozliwi psu samodzielne chodzenie po schodach. nie wybieraj ras
      ktore po shcodach chodzic nie powinno, chyba ze wiesz ze np bedziesz
      psa nosic (dotyczy to np jamnikow czy mopsow)

      > Czy pies pozostawiony na okres wytrzyma z np. siusianiem?
      przez pierwszy rok, poltora nie wytrzyma, nie ma takiej mozliwosci.
      pozniej i owszem. tylko trzeba pilnowac aby te 8 godzin to byl max
      majac na wzgledzie nerki psa w pozniejszym wieku.

      > jakich "niespodzianek" mogę oczekiwać.
      wszystkich:)
      - zasikianego parkietu/wykladziny/mebli
      - poobgryzanych/zniszczonych/zjedzonych
      mebli/ubran/butow/....eeee....wszystkiego co wpadnie w paszcze?
      - wizyt u weterynarza zamiast raz do roku na szczepienie, np. co
      tydzien bo pies okaze sie byc alergikiem/dysplastykiem/miec chora
      watrobe/trzustke/serce/oczy
      - weekendow w szkolce dla psow bo pies okaze sie odporny na wasze
      nauki lub wasza wiedza okaze sie niewystarczajaca
      - problemow z sasiadami jesli pies bedzie szczekal lub wyl kiedy
      bedzie siedzial sam w domu (od pretensji po wizyty policji i
      problemy we spolnocie/spoldzielni)
      - zmiany wakacyjnych planow
      - zmiany codziennego rytmu zycia
      - zwiekszonej dawki milosci i bezgranicznego oddania:)

      > Moje pytanie, czy mogę wziąść psa do domu
      na to pytanie musisz sobie sama odpiwiedziec. pies to cierpliwosc,
      odpowiedzialnosc, wyrozumialosc, czas, pieniadze, zmiany. i duzo
      duzo w zamian:)

      pozdrawiam
      • lu221 Re: pies, a praca 09.10.07, 17:01
        Zapomniałaś dodać, że pies to także ogromna ogromność miłości w jednym ciele :-)
        i największy przyjaciel.
        Początki zawsze są trudne, ale jeśli w jakiś sposób podołacie czasowo, będzie
        Wam się milej wracało do domu, gdzie przywita Was merdający futrzasty :-)
        • albert.flasz1 Re: pies, a praca 10.10.07, 08:22
          A może by tak na razie kupić akwarium albo pluszaka a decyzję o
          posiadaniu psa odłożyć na później, gdy zmienią się warunki?
          Zaprawdę, powiadam Wam - zwierzęta męczy się niekoniecznie i nie
          tylko w rzeźniach i cyrkach. Tak tylko pytam...:-(((
          • a.nancy Re: pies, a praca 10.10.07, 11:08
            albert.flasz1 napisał:

            > A może by tak na razie kupić akwarium albo pluszaka a decyzję o
            > posiadaniu psa odłożyć na później, gdy zmienią się warunki?

            opisane warunki sa NORMALNE. wiekszosc ludzi zyje podobnie. czy wszyscy powinni
            zrezygnowac z marzen o psie?
            prawda jest taka, ze nie ma zadnej gwarancji, ze pies bedzie szczesliwszy w domu
            z ogrodem, niz w mieszkaniu. czy psy trzymane na lancuchach maja lepiej, niz w
            bloku? inna sprawa, ze aby pies w miescie byl szczesliwy, potrzeba wiele, wiele
            zaangazowania ze strony wlasciciela. tak, pies moze przebywac sam przez 8 godzin
            - jezeli poza tym moze np. codziennie liczyc na dwugodzinny spacer, polaczony z
            aktywnoscia fizyczna i szkoleniem, a nie dziesiec minut wokol bloku. jesli kogos
            stac na zapewnienie psu swojej uwagi, poswiecenie czasu na spacery i szkolenie,
            dbalosc o wlasciwa socjalizacje - miejsce zamieszkania jest naprawde kwestia
            drugorzedna.
          • blue.berry Re: pies, a praca 10.10.07, 11:30
            albert, najwazniejszy jest zdrowy rozsadek i madre dopasowanie
            wybranego zwierzaka do swoich mozliwosci
            mieszkaniowych/czasowych/finansowych.
            moj pies (dog de bordeaux czyli duze bydle:) przez 6 lat mieszkal w
            bloku na 9 pietrze w 2 pokojowym mieszkaniu. i nie sadze by wielce
            sie meczy. mial swoje duze poslanie (ponton typu max:) mial drugie w
            innym pokoju, mial miejsce na swoje spore miski i takie gdzie mogl
            spokojnie zjesc i nikt mu nie stal nad glowa. blok mial sprawne
            windy i dalismy rade nawet w okresie pooperaycjnym (rekonstrukcja
            wiezadel w obu tylnich nogach). otoczenie bylo bardzo sprzyjajace -
            duzo terenow zielonych tak wiec codziennie uzbieralo sie i 2 a nawet
            3 godziny spacerow. oczywiscie ze teraz majac do dyzpozycji ogrod ma
            lepiej - wielkie sie z niego panich zrobilo na miedzy:) ale juz do
            miski trzeba zasowac kawal drogi:)))
            dla porownania - moi sasiedzi maja niby idealne warunki dla psa -
            dom z ogrodem i nie siedza po 10 godzin w pracy. i co? i nic. pies
            (rasy beagel dodam) siedzi od wczesnego rana do poznej nocy na
            zewnatrz. i nie ma bynajmniej ogrodu do dyspozycji tylko wylozony
            kostka podjazd przed domem (ogrod jest szczelnie odgrodzony) na
            spacery wychodzi od wielkiego dzwonu, podobnie jest z kontaktem z
            domownikami ktorzy wogole sie nim nie zajmuja. sunia ma dwa lata i
            juz w tym moemencie ma zachowania psa schroniskowego.
            czyli powiedzmy sobie szczerze - to nie meiszkanie w bloku
            dyskredytuje czlowieka jako potencjalnego wlasciciela psa ale jego
            mentalnosc na ktora i wielki dom z ogrodem nie pomoze.
            • albert.flasz1 Re: pies, a praca 10.10.07, 11:48
              blue.berry napisała:

              > czyli powiedzmy sobie szczerze - to nie meiszkanie w bloku
              > dyskredytuje czlowieka jako potencjalnego wlasciciela psa ale jego
              > mentalnosc na ktora i wielki dom z ogrodem nie pomoze.

              Czy ja napisałem że nie??? Tylko - za dużo tu wątków pod
              tytułem "jakie zwierzę do bloku", "jakie zwierzę dla dziecka" itp.,
              itd.. Ciągła nachalna promocja posiadania zwierzęcia jako dodatku do
              mieszkania, wyrazu statusu materialnego i kulturalnego oraz
              zadośćuczynienia najbardziej wyszukanym ludzkim zachciankom prowadzi
              właśnie do tego: ludzie kupują żywe bibeloty i zabawki, którym ma
              wystarczyć krótki spacerek, najlepsza gotowa karma i treser. Prędzej
              zrozumiem wieśniaków utrzymujących psy łańcuchowe (oni przynajmniej
              robią to w miarę jakichś konkretnych potrzeb i mniej więcej zgodnie
              z naturą psów - mniejsza o lepsze lub gorsze warunki tego
              utrzymania), niż oszołomionych telewizją mieszczuchów - dewiantów.
              Ja w każdym razie z przyjemnością uciekłem na wieś, gdzie nikt
              wiecznie mnie nie straszy policją, strażą miejską, nikomu nie
              przeszkadza szczekanie a pies na smyczy i w kagańcu jest sensacją
              (agresywne trzyma się właśnie na łańcuchu i w klatkach).
              • a.nancy Re: pies, a praca 10.10.07, 12:16
                co do zniechecania "pewnego typu ludzi" - masz racje.

                > zrozumiem wieśniaków utrzymujących psy łańcuchowe (oni przynajmniej
                > robią to w miarę jakichś konkretnych potrzeb i mniej więcej zgodnie
                > z naturą psów

                a tu sie zgodzic nie moge. bycie na lancuchu nie jest zgodne z natura zadnego
                zwierzecia. pies strozujacy - tak, ale nie na dwumetrowym lancuchu 24/7.

                > Ja w każdym razie z przyjemnością uciekłem na wieś, gdzie nikt
                > wiecznie mnie nie straszy policją, strażą miejską, nikomu nie
                > przeszkadza szczekanie a pies na smyczy i w kagańcu jest sensacją
                > (agresywne trzyma się właśnie na łańcuchu i w klatkach).

                a ja z przyjemnoscia ucieklam na wies, gdzie spotykam codziennie sasiadow
                wyprowadzajacych swoje psy na smyczy, gdzie nie ma psow agresywnych, a psy
                strozujace biegaja po obejsciu. jezeli spotykam zle wychowanego psa, to na 100%
                nalezy do miastowych, ktorzy przyjechali tu na wakacje.
                • albert.flasz1 Re: pies, a praca 10.10.07, 12:50
                  a.nancy napisała:

                  > psy strozujace biegaja po obejsciu. jezeli spotykam zle
                  wychowanego psa, to na 100%
                  > nalezy do miastowych, ktorzy przyjechali tu na wakacje.

                  A tak, tu masz rację. U moich sąsiwdów jest właśnie taki jeden i
                  siedzi w klatce, bo jak zagryzł psa innym sąsiadom i zaczął się
                  rzucać na ludzi, sąsiedzi nie wytrzymali i wmieszali w to policję
                  (rzadkość): najpierw był owczarek collie ale zagryzły go wałęsające
                  się psy (sporo wyrzuconych przez "miastowych", którym się znudziły),
                  potem pitbull ale zastrzelił go kłusownik. Teraz jest rotweiler,
                  wszystkie oczywiście rodowodowe, z dobrych hodowli. Wszystkie
                  przywiezione zostały przez ich dzieci, które mieszkają w Warszawie,
                  kupują modne szczeniaczki a gdy już im się znudzą albo okażą się
                  niewygodnymi - wywożą je "na wieś". W sumie i tak nieźle, przecież
                  mogli po prostu oddać je do schroniska lub wywieźć do lasu...
              • blue.berry Re: pies, a praca 10.10.07, 12:48
                nie sposob sie nie zgodzic z tym ze zbyt duzo ludzi decyduje sie na
                posiadanie psa (lub innego zwierzaka) a ich decyzja wynika z
                chwilowej zachcianki, mody czy checi dorowanania serialom
                amerykanskim:) jak dla mnie 50%, a nawet 70% posiadaczy psow psow
                tym posiadac nie powinni. nigdy. dodatkowo napadzane jest to tym ze
                psa w naszym kraju bradzo latwo i tanim kosztem mozna nabyc.
                wystarczy zajrzec na allegro a tam za 200 pln kupic kazda rase. bez
                rodowodu oczywiscie. a ze 200 pln to niewielki pienadz pozniej
                takiego psa bez problemu jak juz sie znudzi mozna oddac do
                schroniska. czy wiecie ze na warszawski paluch tygodniowo trafia ok
                80 psow?

                watki "jakie zwierzę do bloku", "jakie zwierzę dla dziecka" -
                przyznam ze nie potrafie tego ocenic. z jednej strony uwazam ze to
                dobrze, jak ktos przed pojeciem decyzji probuje sie dowiedzic co i
                jak. bo w koncu jest to element dostosowania sytuacji do potrzeb
                zwierzaka. i bardzo dobrze ze takowy sie pojawia. i nie mozna
                skreslac kazdej osoby mieszkajacej w bloku czy majacej dzieci -
                wsrod nich tez sa prawdziwi milosnicy zwierzat. aczkolwiek
                niewiele:) no ale i jest wlasnie ta druga strona, o ktorej
                piszesz... to tak jakby po samochodzie, mieszkaniu, nowym dvd,
                przychodzil czas na psa/kota/chomika niezaleznie od prawdziwych
                potrzeb.

                no ale chyba nie za bardzo da sie to zmienic. trzeba by bylo
                wprowadzic wysokie podatki za psy, zmienic ustawe o ochronie
                zwierzat. likwidowac pseudohodowle, edukowac ludzi (suka NIE musi
                przynajmniej raz w zyciu miec malych, dzieci NIE musza uczestniczyc
                w cudzie narodzin, pies NIE musi choc raz zostac tata), zreformowac
                polskie schroniska i ulatwic adoptowanie psow/kotow. no ale przeciez
                ja mowie o kraju w ktorym burdel panuje od samej gory wiec nie ma co
                liczyc ze ktos tutaj zajmie sie zwierzetami

                a co do wsi i miasta - cooz miejsce nie ma znaczenia, znaczenia maja
                ludzie i ich mentalnosc. a polska wies nie jest jednak dobry
                przykladem w temacie jakosci bytowania zwierzat.

                pozdrawiam
                • albert.flasz1 Re: pies, a praca 10.10.07, 13:01
                  blue.berry napisała:

                  > no ale chyba nie za bardzo da sie to zmienic. trzeba by bylo
                  > wprowadzic wysokie podatki za psy, zmienic ustawe o ochronie
                  > zwierzat. likwidowac pseudohodowle, edukowac ludzi (suka NIE musi
                  > przynajmniej raz w zyciu miec malych, dzieci NIE musza
                  uczestniczyc
                  > w cudzie narodzin, pies NIE musi choc raz zostac tata),
                  zreformowac
                  > polskie schroniska i ulatwic adoptowanie psow/kotow. no ale
                  przeciez
                  > ja mowie o kraju w ktorym burdel panuje od samej gory wiec nie ma
                  co
                  > liczyc ze ktos tutaj zajmie sie zwierzetami

                  Ech, i znów zamiast konkretów - modne "chciejstwo"... Albo mamy
                  wolność albo monopol rodowodowych geszefciarzy. Inaczej się nie da.
                  Nigdy nie miałem zwierzęcia rodowodowego i miał go nie będę.
                  Rozmnażając je "gdzieś" mam nawiedzonych "animalsów", czy
                  inne "arki" - mogą mi "skoczyć na kant".
                  PS. Status materialny i możliwości finansowe nie mają nic wspólnego
                  ze stosunkiem ludzi do zwierząt. Czasem nawet miewają wpływ
                  negatywny: znam ludzi, którzy swego francuskiego buldoga - medalistę
                  nigdy nie spuszczają ze sznurka (żeby się nie zgubił, bo tyle
                  kosztował) a przed wyjazdem spryskują go lakierem do włosów (żeby
                  nie złapał jakiegoś świństwa, np. kleszcza - oczywiście co najmniej
                  raz na 2 tygodnie jest spryskiwany wszelkimi
                  możliwymi "wynalazkami").
                  • a.nancy Re: pies, a praca 10.10.07, 13:15
                    > Albo mamy
                    > wolność albo monopol rodowodowych geszefciarzy.

                    to nie tak. nikomu nie chodzi o "monopol" (kundle zawsze byly i beda). czy
                    wolnosc oznacza wedlug ciebie przyzwolenie na dzialalnosc geszefciarzy, ktorzy
                    rozmnazaja psy w typie rasy i wciskaja kupujacym kit, ze "to rasowy szczeniak,
                    matka byla czempionem, a nie ma rodowodu bo urodzil sie ostatni w miocie"? gdyby
                    to byl tylko problem braku rodowodu, to luz. ale psy "w typie rasy" sa bardziej
                    narazone na choroby i wady genetyczne.
                    i o tym mowimy, mowiac o walce z pseudohodowlami.

                    > Rozmnażając je "gdzieś" mam nawiedzonych "animalsów", czy
                    > inne "arki" - mogą mi "skoczyć na kant".

                    a jak oceniasz prawdopodobienstwo, ze szczenieta trafily w dobre rece? i kolejne
                    pokolenie szczeniat? i kolejne? owszem, 100-procentowej pewnosci nie mialbys
                    rowniez przy psie rodowodowym. ale prawdopodobienstwo wzrasta. wielu (dobrych)
                    hodowcow sledzi los "swoich" szczeniat, zdaza sie, ze odbieraja psa, jesli
                    okazuje sie, ze ma nieodpowiednie warunki, a jesli pies nie nadaje sie na
                    reproduktora (wady), wymagaja kastracji. robisz to samo dla swoich zwierzat?
                  • blue.berry Re: pies, a praca 10.10.07, 13:21
                    > PS. Status materialny i możliwości finansowe nie mają nic
                    wspólnego ze stosunkiem ludzi do zwierząt.

                    jesli chodzi o traktowanie zwierzat - to owszem nie maja nic
                    wspolnego. sa bogaci ludzie beznadziejnie traktujacy swoje rasowe
                    psy za wielkie pieniadze, sa i biedni ludzi kotrzy zatluka kijem lub
                    zaglodza psa ktorego dostali od sasiadow. do schronisk trafiaja psy
                    wszelkiej masci. jednak tych z tatuazami jest znikoma ilosc.

                    ale jesli chodzi o nabywanie zwierzat to i owszem - maja bardzo duzo.
                    zdecydowana wiekszosc psow kupiona "przez mode, zachcianke lub
                    snobizm" to psy "rasowe bez rodowodu" - bo po co wydawac 2000 jesli
                    mozna wydac 200.
                    gdyby ludzie mieli wybor - kupno psa za 2000 pln lub adopcja psa ze
                    schroniska to ilosc "szczesliwych wlascicieli" psow zmniejszyla by
                    sie conajmniej o polowe. bo wydanie sporej kwoty na psa wymaga
                    zaangazowania, czesto uzbierania tej kwoty lub pozyczenia nawet
                    (wiem generalizuje ale nie bede pisac elaboratu). bo adopcja psa
                    wymaga milosci. a kupno psa za 200 pln czesto nie wymaga niczego. i
                    te wlasnie psy "robia" w naszym kraju ta niesamowita ilosc zwierzat,
                    najpier kupowanych pozniej zyjacych albo w zlych warunkach albo
                    oddawanych. i "monopol rodowodowych geszefciarzy" nie ma z tym nic
                    wspolnego.
                    • albert.flasz1 Re: pies, a praca 10.10.07, 13:24
                      Utopia...
                      • blue.berry Re: pies, a praca 10.10.07, 14:27
                        wiem ze doprowadzenie to takiego stanu to utopia. po prostu w
                        odpowiedzi na Twojego posta podzielilam sie moimi przemysleniami
                        ktore wynikaja z dlugoletnich obserwacji i doswiadczenia. po prostu
                        wiem i taka wlasnie jest prawda ze olbrzymi procent ludzi ktorzy
                        kupili psa "rasowego bez rodowodu" za te przyslowiowe 200 pln, nigdy
                        w zyciu by sie nie zdecydowalo na psa gdyby mialo za niego zaplacic
                        2000 pln lub adoptowac go ze schroniska. i wlasnie najlepszym
                        przykladem jest moj sasiad, ktory wrecz szczyci sie tym jaki to
                        swietny interes zrobil kupujac tanio beagla i ktory oczywiscie
                        zamierza rozmnozyc swoja suke aby jeszcze sobie na tym zarobic. juz
                        dla niej wybral kawalera - beagla z osiedla obok. i tym sposobem
                        znow w swiat pojdzie nastepna partia psow do ludzi ktorzy w 90% psow
                        miec nie powinni. no bo przeciez jaki to problem a i jaki swietny
                        interes kupic sobie modnego pieska za 200 pln.
                        • albert.flasz1 Re: pies, a praca 10.10.07, 14:48
                          Myślę, że skoro nie ma możliwości, by zmusić np. producentów karm do
                          przestrzegania np. takich przepisów:
                          www.abc.com.pl/serwis/du/2003/1642.htm
                          które oficjalnie dotyczą tylko środków żywienia zwierząt, których
                          produkty zą zjadane przez ludzi, nie ma także możliwości
                          wprowadzenia w życie innych, bardziej wydumanych wymagań. Tak
                          naprawdę, to zbyt dużo ludzi żyje ze zwierzęcego biznesu (chodzi
                          także o zwierzęta domowe, inaczej zwane "towarzyszącymi", nie mylić
                          ze zwierzętami gospodarskimi), by zależało im na rzeczywistym
                          ograniczeniu ich populacji oraz rozpasanej konsumpcji - niestety...
                          • a.nancy Re: pies, a praca 10.10.07, 14:57
                            alez my nie mowimy o przepisach prawnych
                            nie dazymy do wprowadzenia zakazu rozmnazania psow bez rodowodu, to byloby
                            absurdalne
                            a jesli chodzi o ludzi "zyjacych z (tu wstaw co chcesz) biznesu", to owszem,
                            uswiadamianie opinii publicznej i namawianie do bojkotu moze byc skuteczne*.
                            przyklad: producenci kosmetykow rezygnuja z testowania na zwierzetach.

                            * nie: skuteczne w 100%. ale nic nie jest skuteczne w 100%. lepiej starac sie o
                            minimalna poprawe sytuacji, niz nie robic nic. popyt na "tanie rasowe yorki bez
                            rodowodu" bedzie zawsze, ale nawet jesli tylko jedna osoba, chocby pod wplywem
                            takich dyskusji jak ta, zdecyduje sie wziac psa ze schroniska zamiast kupowac
                            "pseudoyorka", to oznacza ocalenie jednego psiego zycia. niewiele? dla tego psa
                            to bardzo wiele.
                            • albert.flasz1 Re: pies, a praca 10.10.07, 15:01
                              A róbcie sobie co chcecie, macie do tego prawo. Ja natomiast będę
                              robił swoje - ło.:-P
                              • blue.berry Re: pies, a praca 10.10.07, 15:35
                                albert.flasz1 napisał:
                                > A róbcie sobie co chcecie, macie do tego prawo. Ja natomiast będę
                                > robił swoje - ło.:-P

                                czyli opowiadal o wszechobecnych spiskach producentow karm dla
                                zwierzat oraz monopolu rodowodowych geszefciarzy, jak rowniez o
                                spisku weterynarzy ktorzy namawiajac na sterylizacje chca jedynie
                                sobie dorobic. oraz o tym ze kazdy moze sobie rozmnazac zwierzeta.
                                oraz ze psom na wsi to calkiem dobrze jest, nawet na merowym
                                lancuchu, a przynajmniej lepiej niz u tych pojebow z miasta.

                                w sumie poglady jak na weterynarza dosc watpliwe.
                                • albert.flasz1 Re: pies, a praca 11.10.07, 08:14
                                  Jakiś problem? Uważasz że lepsze jest myślenie stereotypami,
                                  przyjmowanie wyłącznie gotowej, wstępnie przetrawionej
                                  intelektualnej papki, wściekłe atakowanie i mieszanie z błotem
                                  każdego, kto ośmiela się mieć inny pogląd na sprawę, spamowanie
                                  itd.? Jako weterynarz poglądy mam takie, jakie mam. Przynajmniej
                                  wynikają one z posiadanej wiedzy oraz doświadczenia w połączeniu z
                                  minimum krytycyzmu oraz umiejętnością wyciągania wniosków, czego
                                  niestety nie można powiedzieć o Waszym "towarzystwie wzajemnej
                                  adoracji". N'est-ce pas?:-DDD
                                  • blue.berry dalej off topic do alberta 11.10.07, 10:20
                                    no prosze.
                                    widzisz, moje poglady rowniez wynikaja z posiadanej wiedzy,
                                    doswiadczenia, umiejetnosci logicznego myslenia i wyciagania
                                    wnioskow.nie atakuje wsciekle (czego czasami nie da sie nie
                                    powiedziec o Tobie) i nie mieszam z blotem.
                                    natomiast uwazam ze czesc Twoich wypowiedzi, jak dla mnie,
                                    kompletnie nie idzie w parze z wykonywanym zawodem. w tym momencie
                                    mysle glownie o tematach takich jak steryliizacja oraz warunki
                                    zwierzat na wsi. w tych tematach, jak dla mnie, czesc Twoich
                                    wypowiedzi (a juz sporo sie ich naczytalam) jest bardzo watpliwa, ja
                                    osobiscie nie chcialabym miec z Toba kontaktu jako z weterynarzem,
                                    ktory mialby leczyc moje psy lub mi doradzac w roznych kwestiach.
                                    byc moze na codzien jestes jednak innych czlowiekiem - nie potrafie
                                    tego ocenic, a moja ocena Twoich wypowiedzi internetowych jest po
                                    prostu nienajlepsza. szczegolnie jesli patrze na to przez pryzmat
                                    wykonywanego przez Ciebie zawodu.
                                    co do tematow karm, szczepien, niepotrzebych wizyt u weterynarzy,
                                    niepotrzebych zabiegow, marketingu zoologicznego, czy najzwyczajniej
                                    w swidcie ludzkiej glupoty - tu akurat nasze poglady w duzej mierze
                                    sie pokrywaja. ale ilekrosc czytam Twoje wypowiedzi, to mysle sobie
                                    ze bardzo duzo traca one ze wzgledu na formę. bo masz spora wiedze
                                    (skadinad predysponuje cie do niej wykonywany zawod) ale ilosc
                                    pogardy jaka masz dla innych, mieszanie z blotem wlasnie osob ktore
                                    maja inne poglady, po prostu te wiedze deprecjonuje. przez forme,
                                    tresci czasem najzwyczajniej w swiecie czytac sie nie chce.

                                    nie wiem tez dlaczego piszesz o "Waszym "towarzystwie wzajemnej
                                    adoracji"". nie wydaje mi sie zeby tutaj ktos kogos adorowal. kazdy
                                    ma swoje poglady i je wyraza. ja rowniez. moje spojrzenie na "psie
                                    sprawy" wynika z wielu lat (ok 15 juz w tym momencie)
                                    pasji/hobby/zainteresowania zwiazanego z psami i kynologia. to
                                    rowniez doswiadczenie zdobyte podczas wspolpracy z fundacjami
                                    ratujacymi psie zycia czy wolontariatem (np na klinice sggw). to tez
                                    wymuszone niestety doswiadczenia wlasne (opieka nad chorymi psami,
                                    wlasnymi i niewlasnymi). te lata i te doswiadczenia mocno
                                    zweryfikowaly zarowno moj entuzjazm jak i podejscie do wielu spraw
                                    (chociazby karm gotowych, sterylizjaci, czy innych).
                                    jesli tego nie widzisz i stawiasz mnie na rowni z rozentuzjazmowana
                                    i rozhisteryzowana nastolatka chcaca zbawiac swiat (bo taki ton
                                    przebija z twoich wypowiedzi) to swiadczy to jedynie o tym ze tak
                                    naprawde srednio cie interesuje, kto co pisze. masz postawione
                                    sztywne aksjomaty, zakladajace ze tylko ty masz sluszne poglady a
                                    cala reszta jest omamiona "przetrawiona intelektualna papka" i
                                    zreszta sama taka pape stanowi. dlatego tez tak naprawde nie chcesz
                                    lub tez nie umiesz podjac merytorycznej dyskusji, za kazym razem
                                    uciekajac wlasnie w takie wypowiedzi jak powyzsza "mowa-trawa".

                                    Jako weterynarz poglady masz takie, jakie masz. Ja jako czlowiek tez
                                    mam poglady takie jakie mam. a patrzac na twoje poglady, mysle sobie
                                    ze nie chcialabym miec z toba do czynienia i nie powierzylabym ci
                                    moich zwierzat.

                                    ot i tyle
                                    • albert.flasz1 Re: dalej off topic do alberta 11.10.07, 14:08
                                      blue.berry napisała:

                                      > natomiast uwazam ze czesc Twoich wypowiedzi, jak dla mnie,
                                      > kompletnie nie idzie w parze z wykonywanym zawodem.

                                      Uważasz, że Ty wiesz najlepiej jakie poglądy powinna a jakich nie
                                      powinna mieć osoba wykonująca mój zawód? Niech Cię głowa nie boli, z
                                      kodeksem deontologii i etyki jestem wporządku.

                                      w tym momencie
                                      > mysle glownie o tematach takich jak steryliizacja oraz warunki
                                      > zwierzat na wsi.

                                      Cóż, widzę że te tematy reprezentują lwią część Twych zainteresowań.
                                      Moje poglądy są trzeźwe, pozbawione emocji i nie mam w zwyczaju
                                      wrzucać wszystkiego do jednego wora, naginając rzeczywistość do
                                      własnych wyobrażeń bo wiem, że w życiu bywa różnie. Irytują mnie
                                      tylko wypowiedzi w stylu "natychmiast wysterylizuj, bo umrze na
                                      raka"; "zwierzętom na wsi jest źle, bo trzymane są na metrowych
                                      łańcuchach", "myśliwi to mordercy" itd.

                                      w tych tematach, jak dla mnie, czesc Twoich
                                      > wypowiedzi (a juz sporo sie ich naczytalam) jest bardzo watpliwa,
                                      ja
                                      > osobiscie nie chcialabym miec z Toba kontaktu jako z weterynarzem,
                                      > ktory mialby leczyc moje psy lub mi doradzac w roznych kwestiach.

                                      Czy ja Cię do czegoś zmuszam? To jest forum dyskusyjne, którego
                                      jestem uczestnikiem, nie ekspertem a forum nie darmowym słupem
                                      ogłoszeniowy dla różnych (idąc Twoim tokiem wysławiania się) mocno
                                      wątpliwych działaczy, gdzie mogą być prezentowane tylko "właściwe"
                                      postawy. Netykiety i regulaminu nie naruszam, jeśli coś Ci się w
                                      moich wypowiedziach nie podoba - skorzystak z opcji "wujek Dobra
                                      Rada".

                                      > byc moze na codzien jestes jednak innych czlowiekiem - nie
                                      potrafie
                                      > tego ocenic, a moja ocena Twoich wypowiedzi internetowych jest po
                                      > prostu nienajlepsza. szczegolnie jesli patrze na to przez pryzmat
                                      > wykonywanego przez Ciebie zawodu.

                                      To nie jest Twój problem, patrz wyżej.

                                      > ilekrosc czytam Twoje wypowiedzi, to mysle sobie
                                      > ze bardzo duzo traca one ze wzgledu na formę.

                                      To nie Twój problem (patrz wyżej).

                                      > ilosc
                                      > pogardy jaka masz dla innych, mieszanie z blotem wlasnie osob
                                      ktore
                                      > maja inne poglady, po prostu te wiedze deprecjonuje. przez forme,
                                      > tresci czasem najzwyczajniej w swiecie czytac sie nie chce.

                                      Sobie nie masz absolutnie nic do zarzucenia? Co do reszty - patrz
                                      wyżej.

                                      > nie wiem tez dlaczego piszesz o "Waszym "towarzystwie wzajemnej
                                      > adoracji"". nie wydaje mi sie zeby tutaj ktos kogos adorowal.
                                      kazdy
                                      > ma swoje poglady i je wyraza. ja rowniez. moje spojrzenie na "psie
                                      > sprawy" wynika z wielu lat (ok 15 juz w tym momencie)
                                      > pasji/hobby/zainteresowania zwiazanego z psami i kynologia. to
                                      > rowniez doswiadczenie zdobyte podczas wspolpracy z fundacjami
                                      > ratujacymi psie zycia czy wolontariatem (np na klinice sggw). to
                                      tez
                                      > wymuszone niestety doswiadczenia wlasne (opieka nad chorymi psami,
                                      > wlasnymi i niewlasnymi). te lata i te doswiadczenia mocno
                                      > zweryfikowaly zarowno moj entuzjazm jak i podejscie do wielu spraw
                                      > (chociazby karm gotowych, sterylizjaci, czy innych).

                                      I tu się różnimy: moje podejście do zwierząt jest pozbawione
                                      nadmiaru emocji, gdyż wynika nie z hobby, tylko z codziennej, nieraz
                                      ciężkiej pracy w różnych miejscach i w różnym charakterze. Może
                                      dlatego pojęcie "zwierzę" nie ogranicza się u mnie tylko do pieska,
                                      kotka i schroniska.

                                      > jesli tego nie widzisz i stawiasz mnie na rowni z
                                      rozentuzjazmowana
                                      > i rozhisteryzowana nastolatka chcaca zbawiac swiat (bo taki ton
                                      > przebija z twoich wypowiedzi) to swiadczy to jedynie o tym ze tak
                                      > naprawde srednio cie interesuje, kto co pisze.

                                      Jeśli ten ktoś zakłada, że jedynym skutkiem jego pisania jest
                                      przyjęcie w 100% i bez zastrzeżeń jego poglądów przez drugą stronę,
                                      to zgadłaś.

                                      > sztywne aksjomaty, zakladajace ze tylko ty masz sluszne poglady a
                                      > cala reszta jest omamiona "przetrawiona intelektualna papka" i
                                      > zreszta sama taka pape stanowi. dlatego tez tak naprawde nie
                                      chcesz
                                      > lub tez nie umiesz podjac merytorycznej dyskusji, za kazym razem
                                      > uciekajac wlasnie w takie wypowiedzi jak powyzsza "mowa-trawa".

                                      Guzik prawda. Co do "mowy - trawy", to jak mam się ustosunkować do
                                      Twojego wykładu?

                                      > Jako weterynarz poglady masz takie, jakie masz. Ja jako czlowiek
                                      tez
                                      > mam poglady takie jakie mam. a patrzac na twoje poglady, mysle
                                      sobie
                                      > ze nie chcialabym miec z toba do czynienia i nie powierzylabym ci
                                      > moich zwierzat.

                                      Patrz wyżej (przymusu nie ma - jakoś to przeżyję, dołącz mnie do
                                      wrogów).

                                      > ot i tyle

                                      Ot.:-P
                                      • blue.berry Re: dalej off topic do alberta 11.10.07, 14:48
                                        coz, ta wypowiedzia tylko utwierdziłes mnie w moich spostrzezeniach.
                                        nie bede dalej ciagnac tej "dyskusji" bo nie ma ona najmniejszego
                                        sensu. ciezko jest prowadzic jakakolwiek wymiane zdan z czlowiekim
                                        ktory uwaza ze wie najlepiej a wszystkich innych traktuje z
                                        wyższoscia i pogarda.
                                        • albert.flasz1 Re: dalej off topic do alberta 11.10.07, 14:59
                                          Nawzajem, nawzajem...
              • cud_natury25 Re: pies, a praca 10.10.07, 14:30
                albert.flasz1 napisał: Prędzej
                > zrozumiem wieśniaków utrzymujących psy łańcuchowe (oni
                przynajmniej
                > robią to w miarę jakichś konkretnych potrzeb i mniej więcej
                zgodnie
                > z naturą psów - mniejsza o lepsze lub gorsze warunki tego
                > utrzymania),

                To chyba za krótko mieszkasz na wsi. Prawdę mówiąc chciałam zabrać
                do domu kuvasza od teściowej ze wsi i cały czas zastanawiam się
                gdzie będzie się gorzej czuł, u niej, czyli: krótki łańcuch, buda po
                5 wcześniejszych psach i brak zainteresowania ze strony właścicieli,
                czy w mieszkaniu, gdzie będzie miał własne posłanie i dużo "ciepła"
                ze strony właścicieli.
                Nawiązując jeszcze do tych wieśniaków, gdy spytałam teściową po co
                im właściwie pies, -no po to żeby szczekał- ale przecież one
                szczekają cały czas i nikt na to nie reaguje, nie potrafiła mi
                udzielić rzeczowej odpowiedzi. Zwłaszcza, że parę dni wcześniej
                jakiś drapieżnik zadusił jej wszystkie kury, psy oczywiście
                ostrzegały, ale nikt z domowników nie zareagował.
                Chcę psa nie dla kaprysu, wyznacznika majątkowego, czy innej
                zachcianki. U mnie w domu zawsze były psy, tylko, że moja mama nie
                pracowała i miały całodniową opiekę. Teraz gdy jestem "na swoim" po
                prostu podskórnie odczuwam brak psa. Tak, wiem, że kuvasze potrafią
                być agresywne i w ogóle są trudne do życia w mieszkaniu, ale
                gdybyście zobaczyli to jakże piękne stworzenie na łańcuchu i
                usłyszeli tekst, że to nie jest dobry pies, bo nie szczeka, to też
                pewnie byście chcieli go zabrać do domu (wypowiadam się tylko w
                swoim imieniu, bo oczywiście nie wiem co byście zrobili, ale cholera
                jasna i tak by was trafiła).
                Bardzo dziękuję za wszystkie wpisy, bo bardzo dużo spraw mi
                uświadomiły.
                • albert.flasz1 Re: pies, a praca 10.10.07, 14:40
                  No, z różnymi wsiami to ja mam sporo doczynienia już od kilkunastu
                  lat w różnym charakterze: weterynarza, zootechnika, żywieniowca,
                  repa, mieszkańca...
      • a.nancy Re: pies, a praca 10.10.07, 10:59
        > > Czy pies pozostawiony na okres wytrzyma z np. siusianiem?
        > przez pierwszy rok, poltora nie wytrzyma, nie ma takiej mozliwosci.

        alez jest. nie zdaza sie czesto, ale jest mozliwe. przykladem moj pies.
      • lukibiker Re: pies, a praca 11.10.07, 10:02
        Z tego co ja gdzieś wyczytałem wiem, że można nauczyć psa jedzenia raz dziennie i nawet sikania raz dziennie. To pierwsze nie jest ciężko go nauczyć. Z sikaniem jest większy problem, udało się to komuś?
        • blue.berry Re: pies, a praca 11.10.07, 10:32
          lukibiker napisał:
          > Z tego co ja gdzieś wyczytałem wiem, że można nauczyć psa jedzenia
          raz dziennie
          > i nawet sikania raz dziennie. To pierwsze nie jest ciężko go
          nauczyć. Z sikani
          > em jest większy problem, udało się to komuś?

          mam nadzieje ze nie masz psa i nigdy go nie bedziesz miał.

          psy zywione sa w okresie szczeniecym do 4 razy dziennie, pozniej
          zmienia sie to na 3 razy dziennie. kiedy dorastaja (okolo 2 roku)
          powinny byc karmione 2 razy dziennie. pozniej (w zaleznosci od cehc
          osobniczych danego psa) mozna przejsc na karmienie raz dziennie lub
          pozostac przy dwoch posilkach.

          co do potrzeb fizjologicznych. fizjologicznie to pies moze sikac
          tylko raz na dobe (psi pecherz moze trzymac mocz 24 godziny).
          zapewne z ludzmi tez by tak sie dalo. jak nie bedziesz pil to nie
          bedziesz sikal. psy ktore nie maja mozliwosci wyjsc na dwor, ktore
          siedza w domu po 8,9 godzin zazwyczaj w tym czasie wogole nie pija.
          wymuszanie na psie sikania dwa razy an dobe to prosta droga do
          zafundowania mu choroby nerek chociazby. pomijam juz spory
          dyskomfort zycia jaki mu fundujemy.
          bosz... rece opadaja. jak wogole mozna napisac cos takiego:(
    • y3y Re: pies, a praca 10.10.07, 01:20
      w zeszlym roku znajomi mnie zapytali - mieli ochote wziac kotka - czy kot bedzie
      wchodzil na stol albo na szafe itd. odpowiedzialam im w podobnym tonie jak to
      zrobila blue.berry . zrobili wielkie oczy , kotka oczywiscie nie wzieli. po
      kilku miesiacach dowiedzialam sie , ze maja psa a po kolejnych 2 miesiacach
      powiedzieli mi , ze najchetniej oddaliby go bo dlugo siusia w mieszkaniu i
      jeszcze inne problemy sa .....

      niestety , u wielu osob to chwilowy kaprys aby przygarnac jakies zwierze . gdy
      to zwierze sie pojawi i pojawia sie problemy - chca sie go pozbyc. dlatego
      kazdy kto decyduje sie na wziecie zwierzecia powinien byc swiadomy jakie
      problemy i obowiazki go czekaja.
      • tys-ia1 Re: pies, a praca 10.10.07, 14:29
        mam mieszkanie w bloku i od miesiąca mam psa - 1,5 roczną śliczą
        sunie owczarka collie zabraną ze schroniska (pojechalismy po nia z
        mężem 200km tam i z powrotem). czas pracy ustawiliśmy tak aby nie
        siedziała w domu dłużej niż 8 godzin sama. to ryzyko zabierac ze
        schroniska już dorosłego psa ale kto nie ryzykuje...... Posiadanie
        psa nie wzięło się z kaprysu "rasowego psa dla młodego małżeństwa"
        ale ze szczerego zamiłowania do tych czworonogów(wczesniej rodzice
        się przeprowadzili na wieś i zabrali nasze dwie sunie chowane
        notabene w mieszkaniu: jedną 7 letnią kundelkę chowaną od szczeniaka
        i druga ok 5 letnią mieszańca, przybłedę która jest z nami już 2
        lata ;>). Zawsze też wiedziałam że jak bedę miała własnego psa to
        tylko zabranego ze schroniska. taki psiak wymaga naprawdę dużo
        uwagi, nauki i czasu, cierpliwości. Suka jest dla mnie najlepszym
        kompanem codziennych spacerów i wycieczek dzieki niej po biurowej
        pracy mam motywacje do wyjścia i ruchu. Nie jest problemem
        mieszkanie w bloku czy dom z ogrodem jak już słusznie zauważyliście
        drodzy forumowicze.
        • tys-ia1 Re: pies, a praca 10.10.07, 14:33
          a i jeszce jedno , obie poprzednie suki sa po sterylizacji a nasza
          rasowa czeka na nią jak juz się przyzwyczaji do nas, do domu i
          poczuje sie bezpiecza. to nic strasznego:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka