Dodaj do ulubionych

Czy można wykastrować kota w podeszłym wieku?

15.01.08, 09:25
Przygerneliśmy z mężem kota ze schroniska, który podobno ma 14 lat.
Mówię podobno bo nikt nie był w stanie jednoznacznie określić jego
wieku. Kot jest niestety niewykastrowany, więc zapach jego moczu
jest dla nas bardzo uciążliwy. W schornisku był miesiąc jednak nikt
go tam nie wykastrował, ze względu niby na ryzyko, że może nie
przeżyć narkozy.
Mam dwa pytanie:
1. Czy kota w tym wieku można wykastrować, czy niesie to za sobą
jakieś szczególne ryzyko?
2. Czy kastracja kota w takim wieku spowoduje, że jego zapach będzie
mniej uciążliwy? Co prawda kot nie znaczy terenu, jednak jest u nas
jak na razie dopiero 3 dzień i się jeszcze bardzo boi. Ja sie z
kolei boję co będzie jak sie oswoi i zacznie nam znaczyć mieszkanie:(
Obserwuj wątek
    • g.i.jane Re: Czy można wykastrować kota w podeszłym wieku? 15.01.08, 12:25
      Poczytaj w vetserwisie, to prawdziwa kopalnia informacji.

      www.vetserwis.pl/kastracja_kot.html
      www.vetserwis.pl/operacja_kot.html
      Jeśli kot jest w dobrej formie, co potwierdzą badania i będzie go
      operował chirurg, powinno być OK.
      • bobralus Re: Czy można wykastrować kota w podeszłym wieku? 15.01.08, 12:57
        moja 17letnia kotka przed podaniem narkozy miala zrobione badanie krwi - wyszlo
        ok i lekarz nie widzial przeciwskazan do podania narkozy. jezeli kotek nie
        choruje i jest w dobrej formie, to chyba mozna o tym myslec. nie chce nic
        radzic, ale moja kicia wyszla z tego bez szwanku.
    • avasawaszkiewicz Re: Czy można wykastrować kota w podeszłym wieku? 15.01.08, 13:32
      U kota o takim wieku i tak dobrze byłoby wykonać badania krwi na podstawie
      których podejmie się decyzję co do owego zabiegu kastracji. Badanie to wyjaśni
      jego ogólny stan zdrowia plus stan nerek, wątroby a więc narządów, które biorą
      główny udział w filtrowaniu środków anestetycznych użytych do wykonania zabiegu
      kastracji (bo to one głównie niosą ze sobą największe ryzyko).
      Daj znać po badaniach co i jak.
      A czy nowy kociak będzie kotem wychodzącym czy raczej mieszkalnym?
      Pozdrawiam - Ava
      • bolton4 Re: Czy można wykastrować kota w podeszłym wieku? 15.01.08, 19:51
        Kot będzie niewychodzący. Mam nadzieję, że po kastracji nie przyjdzie my do
        głowy znaczenie i zapach moczy nie będzie uciążliwy.
        • g.i.jane Re: Czy można wykastrować kota w podeszłym wieku? 15.01.08, 20:27
          Nie martw się. Po prawidłowo zrobionej kastracji zapach moczu nie będzie taki
          ostry i kot nie będzie znaczył. Zresztą nawet niekastrowany kot nie zawsze
          znaczy teren moczem, szczególnie jak na ten teren nie przychodzą inne kocury.
      • wet1 Re: Czy można wykastrować kota w podeszłym wieku? 17.01.08, 15:56
        Kota można wykastrować w każdym wieku.
        Pytanie tylko po co ?

        Ze wskazań lekarskich - zawsze.
    • dar61 Moda / chęć zarobku? 17.01.08, 19:12
      Co to za dziwna niewiedza.
      .
      Koty swych mieszkań (SWOICH!) nie znaczą moczem.
      Przecież służy to moczenie jako informacja na
      słupie "ogłoszeniowym": "Tu byłam, to mój zapach", a u
      kocurów: "Tu jestem, to mój teren - wara innym
      konkurentom".
      I tylko wtedy, jeśli "słup" jest ogólnodostępny dla
      innych "wąchaczy".
      .
      Z zapachu ponoć mogą te zwierzaki wywnioskować o
      kondycji sąsiada. A u kotek - czy są chętne do
      współdziałania.
      .
      A który to weterynarz czy inny reklamiarz wymyślił, że
      niekastrowanego kota mocz cuchnie bardziej???!
      Czuć na milę, ale coś innego - chęć zarobienia za
      zabieg.
      .
      Miewam, z przerwami, koty i kotki od 25 lat i
      poświadczam mym nosem, że KAŻDEGO I KAŻDEJ mocz
      cuchnie.
      Szczególnie w mieszkaniu.
      .
      Przyzwyczajać kota i SIEBIE od razu do kuwet - i
      tyle...


      • mist3 Re: Moda / chęć zarobku? 17.01.08, 20:35
        ośmielę się nie zgodzić z dar61.
        znaczenie moczem w mieszkaniu się zdarza i (to wniosek z moich obserwacji) jest
        bardzo częste. Wszystkie koty znaczą swój teren zapachem, nawet te
        niewychodzące. Z tym że kastrowane kocurki (oraz kotki) po prostu się ocierają
        policzkami, a niekastrowane spryskują moczem - spryskują a nie siusiają.
        jeśli dar61 nie widzisz różnicy w zapachu moczu kastrowanego i niekastrowanego
        kocura to gratuluję węchu, naprawdę. dla mnie jest to różnica po prostu kolosalna.
        i od razu mówię - nie jestem weterynarzem i nie namawiam autorki wątku do
        wykonania zabiegu w moim gabinecie za sowitą zapłatą, bo takiego nie posiadam.
        • igge Re: Moda / chęć zarobku? 18.01.08, 00:49
          ja też zdecydowanie zgadzam się z mist3 jeśli chodzi o zapach moczu
          kocurów. Też jak w przypadku dar61 wiele lat mieszkały ze mną koty.
          Ze znaczeniem terenu nie miałam kłopotów ale generalnie moim kocurom
          częściej zdarzało się nasikać tam gdzie nie powinny niż kotkom (choć
          nie lubię takich uogólnień ale piszę o swoim konkretnie
          doświadczeniu). Po nasikaniu przez kota na kanapę musiałam wywalić
          kanapę, nie dało się to niczym uprać, wyrzuciłam też buty, pościel,
          dywaniki, wykładzinę. Teraz to zabawne ale wtedy koszmar. Sama
          bałabym się wykastrować kota w tak zaawansowanym wieku, swoje koty
          kastrowałam w wieku młodym ale wtedy kiedy kocurkom mocno zmieniał
          się zapach na taki nie do wytrzymania. Po kastracji i przy
          regularnych zmianach piasku/żwirku w kuwecie zapach z mieszkania
          totalnie znikał. Ostatni kocurek był super czysty, niczym się nie
          stresował i nigdy na nic w domu mi nie nasikał.
      • rezurekcja Re: Moda / chęć zarobku? - nic z tych rzeczy 18.01.08, 00:25
        dar61 napisał:

        > Koty swych mieszkań (SWOICH!) nie znaczą moczem.

        Hm, to nam sie trafiaja jakies dziwolagi. Nasze znaczyly.

        > Przecież służy to moczenie jako informacja na
        > słupie "ogłoszeniowym": "Tu byłam, to mój zapach", a u
        > kocurów: "Tu jestem, to mój teren - wara innym
        > konkurentom".

        No, kocur przed kastracja oblewal moczem buty nasze i buty gosci,
        plaszcze nasze i rzeczy gosci, w okresie godowym lał na sciane i
        nie tylko - pisal "listy milosne"do kocicy.
        We wlasnym mieszkaniu lał.
        Po kastracji mu przeszlo, a i w kuwecie tak nie cuchnelo.
        Nie wspomne o tym, ze uspokoil sie, nie darl sie po nocach, nie
        szukal obiektu seksualnego..

        > I tylko wtedy, jeśli "słup" jest ogólnodostępny dla
        > innych "wąchaczy".

        Sam byl.

        > A który to weterynarz czy inny reklamiarz wymyślił, że
        > niekastrowanego kota mocz cuchnie bardziej???!

        Ja nie wymyslilam, ja czuje.


        > Miewam, z przerwami, koty i kotki od 25 lat i
        > poświadczam mym nosem, że KAŻDEGO I KAŻDEJ mocz
        > cuchnie.
        > Szczególnie w mieszkaniu.

        Hm, a ja dzisiaj sprzatalam kaluze po kocie, jednym z 4, jakie
        w tej chwili mamy. I ja tej kaluzy nie poczulam - a wech do kotow
        mam taki, ze sama siebie żałuje - ja ją zobaczylam, a i to calkiem
        niechcacy, w kącie byla.
        Wszystkie 4 sa kastrowane/sterylizowane.

        Wiec pozwolisz, ze w oparciu o wlasne doswiadczenia nie zgodze sie z
        Twoim twierdzeniem.
        • bolton4 Re: Moda / chęć zarobku? - nic z tych rzeczy 18.01.08, 07:59
          Drogi dar61.
          Zapewniam, że mocz kastrowanego i niekastrowanego "pachnie" zupełnie
          inaczej. Mój wet nie musiał zaglądać kotu pod ogon, żeby zobaczyć,
          że jest niekastrowany. On to poprostu poczuł. Kot puki co nie
          znaczy. jednak nie jest powiedziane, że jak dojdzie do siebie to
          znaczył nie będzie. Już od czasu do czasu zadziera ogon i tyłek:(
          • dar61 Paka czto Wasze koty chyba... 18.01.08, 13:42
            ...nie wychodzą za potrzebą NA ZEWNĄTRZ.
            Jeśli, jak mniemam (w tym opisanym stadku 4 kotów),
            zdarza się znaczenie moczem - to chyba koty te musiały
            pokazywać swą hierarchię stadka.
            .
            Gdzieś wyczytałem o kotach, że KILKA razy na dobę
            kocury MUSZĄ penetrować region swych włości dla
            zaktualizowania swego komunikatu zapachowego i
            odczytu, kto mu JEGO rejon zbrukał.
            Wasze koty, mniemam, cierpią na syndrom niewypuszczania
            z mieszkań, czy co u licha.
            Moje koty od 10 lat mają swe klapki w drzwiach. A ja -
            spokój.
            Zapachowy spokój.
            .
            Moje koty/ (koty mające mnie) ZAWSZE na początku swego
            rezydowania znaczyły moje mieszkanie. Potem, po
            skojarzeniu, że nie ma w nim obcych zwierząt, ZAWSZE
            niechały tego znaczenia.
            Acz, gdy tylko wyjdą na zewnątrz domu - na poręczy
            schodów mają już 1. słup "zapachowy"
            .
            MODA na kastrowanie domowych futrzaków przyszła do nas
            z zachodu. Tam to PODSTAWA BYTU WETERYNARZY.
            Mam kolegę - wet'a. Nagabuje mnie zawsze o
            sterylizację mej kotki i dziwuje się - "inni to robią -
            Ty nie?".
            TO TEMAT DO INNEJ DYSKUSJI - więc tu: "wężykiem"...
            .
            W większości rozmawiam tu z paniami, na ten karb
            składam ich WIĘKSZE wyczulenie zapachowe.
            U mnie, jako samca, dziwnie zanika zmysł węchu.
            Choć przecież podświadomie, feromonowo??...
            .
            Ciekawy ten przykład o moczeniu BUTÓW gości.
            Terytorium_Obce_Na_Mym_Terenie - myśli kot na widok
            (zapach) obcego buta:)))


            • bobralus Re: Paka czto Wasze koty chyba... 18.01.08, 20:48
              po pierwsze to wspaniale, ze koty obsikuja klatke schodowa, grunt ze nie robia
              tego w domu, zawsze odpada sprzatanie kuwety, sasiedzi musza byc wniebowzieci. a
              po drugie skoro nie kastrujesz kotow, które wychodzą, zapladniają one bezdomne
              kotki, a to wiecej bezpanskich kotow, a to rownie wspaniala rzecz jak
              obsikiwanie klatki. a jesli masz kotke, ktora wychodzi i jest niesterylizowana,
              to chyba tez wiecznie jest w ciazy, co tez jest swietne.
              • mist3 Re: Paka czto Wasze koty chyba... 18.01.08, 21:13
                teraz zgodzę się z bobralus. sterylizuję i kastruję koty nie dla zysku (bo można
                powiedzieć, że na tym tracę - wydaję kasę z własnej kieszeni i kieszeni
                znajomych), ale dlatego, że znam 'politykę' ludzi - jak kotka zajdzie w ciążę,
                to przecież lepiej 'pozbyć się kociąt' (eufemizm na topienie ich i inne
                okropieństwa) niż WCZEŚNIEJ pomyśleć i zapobiec temu sterylizując kotkę.
                Podobnie inna postawa - kocury wychodzą i znaczą teren, zapładaniają kotki - ale
                to nie mój problem bo to są kocury, a więc ja nie muszę się martwić o to, co się
                z kotkami stanie i jak sąsiedzi mają się pozbyć zapachów ze swoich drzwi, ścian,
                drzew w ogrodzie.

                A potem powstają wątki typu - jak się pozbyć kocurów, jak przekonać sąsiada,
                żeby trzymał swoje śmierdzące koty w domu. Ale kolega-przeciwnik kastrowania
                kotów zapewne nie widzi związku.

                Jakbym ja miała znajomego weterynarza (choć po tylu wizytach mogę chyba
                stwierdzić, że moja pani wet jest moją znajomą - ale tylko na gruncie zawodowym)
                to byłabym szczęśliwa. Miałabym pewność że zrobi on wszystko, żeby kastracja
                mojego kota przebiegła pomyślnie. Nie podejrzewałabym od razu, że dybie on na
                mój majątek namawiając mnie na kastrację.
                • mist3 Re: Paka czto Wasze koty chyba... 18.01.08, 21:17
                  I jeszcze jedno - obyśmy takie rzeczy z zachodu importowali coraz szybciej - jak
                  szacunek dla zwierząt i świadomość, że niesterylizowanie swoich pupili
                  przyczynia się do nieszczęść, które czekają na inne (nie tak odżywione i
                  wypieszczone) zwierzęta na tym świecie. Twoje koty mają się na pewno świetnie,
                  ale wiele bezdomnych kotek właśnie m.in. dzięki tobie właśnie gdzieś rodzi swoje
                  młode, na które nikt nie czeka i które w swoim krótkim (zapewne) życiu będą
                  spotykały się z okrucieństwem ludzi.
    • dar61 Hmm...Zarzucono mi tu 4 rzeczy: seksizm, ... 18.01.08, 22:40
      Zarzucono mi 4 rzeczy:
      1. seksizm: "...zapładaniają kotki",
      2. "...jeśli masz kotkę",
      3. znieczulicę na "...obsikuja klatkę",
      i 4. - znieczulicę na bezdomność kotów.
      Jak tu odrzec krótko...
      .
      ad. 1.
      Kocury już tak mają...
      Czy chcemy, jak w Niemczech, mieć kłopot z podażą i
      popytem na kocięta (wcale nie rasowe) po TOTALNYM
      nakazie (?) sterylizacji dziko się wałęsającej
      kociarni? Do Polski pono już po kocięta przyjeżdża
      ten "ordnung_muss_sein" naród.
      Notabene - wrogiem wałęsania się kotów jestem.
      Leśnicy, myśliwi, ornitolodzy już powiedzą dlaczego.
      Ale dokarmiam - vide ad. 4.
      .
      ad 2.
      Mam i ją, i jego na przemian / vide ad 4.
      Mą bieżącą pupilkę SZCZEPIĘ regularnie antyrujowo.

      Raz się okociła.
      Anty- tabletkęm dawał, parzyła się jednak - mądrala
      tabletkę wypluwała czy co?
      Ba! - nie wiedziałem o jej ciąży i daliśmy jej
      następnie anty- zastrzyk, co takie kłopoty potem przy
      wykoceniu się stworzyło, że dużo by pisać.
      Ot - mamką po cesarskim cięciu zastępczą byłem. Całą
      1. noc na nogach.
      Przeżyły wszystkie 4.
      Są u dobrych piekunów dziś. Sam dobierałem ich.
      .
      ad 3.
      Źle tam poprzednio napisałem "przy poręczy schodów".
      Dokładniej: "słup" zapachowy jest NA ZEWNĄTRZ domu.
      NA klatce schodowej OBCE koty czasem znaczyły moczem .
      Problem ten się rozwiązuje po tym ,gdy nie będzie
      wolnych, bezpańskich kotów.
      Radykalnie. Po niemiecku . Ordnung muss...
      .
      Zewnętrzna klapka mojego kota MAGNETYCZNĄ jest. Kotka
      moja ma swój KLUCZ na szyi. Może otworzyć klapkę TYLKO
      ona.
      Czekam z utęsknieniem, by w Polsce w hurtowniach
      pojawiły się - i to w znośnej cenie - te klapki, co
      zareagują na CZIP noszony przez koty W SOBIE.
      Odejdzie potencjalny problem gubienia "kluczy".
      .
      ad 4. ZAWSZE me koty są przygarniane. Nie mogę patrzeć
      na głodzenie przez sąsiadów ICH kotów. Dodają
      oni: "kot na wsi się sam wyżywi". Głodzony - ptakami
      się żywi, zimą przy "bezmysim" przednówku to już
      tragedia.
      Po pewnym czasie koty są już moje/ ja ich.
      Ostatnia ma rezydentka to już podarunek od rodziny, co
      miała kilka podwórzowych kotów. Takich
      co_to_się_same_wyżywią.
      Moja żyje - a tych znajomych resztę LISY ZJADŁY.
      .
      .
      W imieniu bezdomnych kotów, psów pozdrawiam po 61-kroć
      Braci Większych z tego forum.
      .
      dar61
    • dar61 Feliway 18.01.08, 22:52
      chwalą ten produkt tu:

      vetmedicine.about.com/od/behaviortraining/a/Feliway.htm
      • mist3 Re: Feliway 19.01.08, 17:12
        no cóż - ja napiszę tylko:
        1. Artykuł w 'fakcie' czy innym 'superekspresie' o niemieckich porywaczach kotów
        okazał się (jak wiele artykułów w tej gazecie) zwykłą kaczką dziennikarską.
        2. Tak - wolałabym żeby ludzie mieli problem ze zdobyciem kota czy psa - może
        wtedy bardziej by je szanowali. Ja znam sytuację w Holandii. Tam nie ma
        praktycznie bezdomnych zwierząt i schronisk, ponieważ większość ludzi
        sterylizuje swoje zwierzęta. W związku z tym schroniska to coś w rodzaju
        przechowalni, w której zwierzęta są bardzo krótko. Żeby móc dostać kota czy psa,
        trzeba wypełnić formularz, podpisać umowę adopcyjną, zgodzić się na wywiad
        środowiskowy i czekać na pozytywną decyzję. Właśnie coś takiego mi się marzy
        zamiast przepełnionych schronisk, topienia kociąt i szczeniąt, zabijania
        ciężarnych suk, katowania psów czy kotów oraz 'schronisk' prowadzonych przez
        sadystów. Ale to marzenia ściętej głowy, jak na razie nie do spełnienia -
        właśnie słyszę w teleekspresie, że w schronisku w Zabrzu na adopcję czeka 200 psów.
        3. Podawanie kotkom hormonów też kosztuje (śmiem twierdzić, że na przestrzeni
        wielu lat więcej niż tak wyklinana przez dar61 sterylizacja), prowadzi do chorób
        układu płciowego - co w efekcie kończy się najczęściej i tak sterylizacją
        (kosztującą wtedy już o wiele więcej) albo śmiercią zwierzęcia.
        4. Nadal nie uzyskałam odpowiedzi jak sprawiasz, że twoje koty nie zapładniają
        bezdomnych kotek? Albo kotek właścicieli, którzy tak jak ty nie sterylizują z
        obawy żeby przypadkiem jakiś weterynarz na ich ciężko zarobionych pieniądzach
        się nie dorobił? Co się dzieje z kociętami urodzonymi dzięki twoim kocurom?
        • dar61 Re: jak sprawiasz 19.01.08, 18:02
          Od 4 lat nie mam kocura.
          .
          Mą kotkę przy 1. oznakach rui NIE WYPUSZCZAŁEM na
          krok.
          Jeśli już - smycz + kołeczek-świderek w glebę i przy
          mnie na ogródku była.
          Dopiero 2. ruję przegapiłem wierząc w skuteczność leku
          dogębowego - o czym już pisałem.
          Od 3 lat - uważnie ją hormonizuję, obserwując i ją, i
          pogodę wiosenną (LUTOWĄ u mnie...).
          .
          Chirurgiczna sterylizacja jest dla mnie z podobnego
          pułapu metod jak ODCINANIE kotom PALICZKÓW Z PAZURAMI
          dla niedrapania przez koty mebli.
          Leczenie skutków miast przyczyn.
          .
          Przyczyna - nadmiar nienawiści ludzkiej do kotów, więc
          i nadmiar kotów bez opiekunów. Kółko się wtedy zamyka
          i mylimy skutek i przyczynę.
          Jedynie dodam, że nie chcę kotce swej zamknąć kiedyś
          szansy okocenia się, gdy w Polsce wyginą inne:))))
          .
          Uważnie słucham porad weterynarzy i nie przesadzam z
          ilością serii leków hormonalnych w roku - dla
          zapobieżenia chemicznej kastracji...
          .
          Z wątkiem nienawiści do kocurów wyzierającym z
          wypowedzi {mist'y3} nie polemizuję.
          Zbyt seksistowski on.
          .
          O innych , niderlandzkich przykładach - MARZĘ.



          • bobralus Re: jak sprawiasz 19.01.08, 18:50
            niestety u kotek sprawa nie jest tak latwa jak u suczke ktore maja pelnobjawowa
            cieczke co iles tam miesiecy (nigdy nie wiem czy raz czy dwa razy w roku). ruje
            moga miec nawet co kilkanascie dni i wcale o tym nie "informowac" - ja u swojej
            nic nie zauwazylam, po prostu zniknela nagle na 10 dni. poza tym, z tego co
            mowil moj wet, penisy kocurow maja specjalne haczyki, ktore podczas stosunku
            draznia narzady kotki, indukujac u niej owulacje. stad owe marcowe koci krzyki -
            nie sa to bynajmniej dowody rozkoszy kotek, ale wlasnie bolu powodowanego owymi
            haczykami. nie pisze tego z powodu nienawisci do kocurow, po prostu opisuje
            biologie. jezeli komus kiedys zabraknie kotow, to zapraszam na swoje podworko -
            mieszkajac na parterze niemal codziennie widze male kociatka, ktore miaucza przy
            smietniku i ktorym nie wiem jak pomoc. do dar: nie doszukuj sie paranoicznie u
            wetow checi zarobku, u wlascicieli sadyzmu i seksizmu. wszystkie sterylizowane
            kotki, ktore znalam dozyly slusznego wieku w zdrowiu i spokoju. tym po
            antykoncpecji zdarzaly sie martwcie macicy i inne komplikacje. myslisz ze
            antykoncpecja to naprawde naturalny wybor? i jeszcze a propos zarzucanego mi w
            innym poscie znecania sie and kotami, ktore postanowilam trzymac przez zime w
            domu - naprawde uwazasz, ze szczesliwszy jest kot na smyczy przybity palikiem w
            ogródku, czy dwa szalejace zdrowe kotki majace do swojej dyspozycji prawie
            100metrowe mieszkanie pelne przestrzeni i zakamarkow?
            • dar61 Re: czy naprawdę uważasz 20.01.08, 01:04
              Kiedyś rozśmieszył mnie widok pieśniarki V.V. na
              spacerze z kotem na smyczy:)))
              Ja swej kotce daję wolność na codzień.
              A wówczas na smyczy to ją wyprowadziłem by się
              załatwiła i obwąchała swe słupki zapachowe.
              I chyba też dlatego, że było mi jej żal. Tęskne jej
              stękania i pomruki wytrzymywałem.
              Cóż - to nie miłość - to hormony...
              .
              Co do kocich tajemnic z alkowy to dodam, że pono
              chemia hamuje kocią samicy chęć - ale nie
              jajeczkowanie.
              Weterynarz mi po przyjacielsku oznajmił, że kocur jak
              zechce - to przytrzyma, zrobi swoje i zakocenie
              okolicy i tak wzrośnie.
              Zrozumiałem wtedy, że ma reklamacja szczepień
              przeciwrujowych po urodzeniu przez mą rezydentkę
              czworga pociech nie będzie przyjęta...
              .
              .
              Szanowna {Bobralus}
              Jeśli {Bobralus} wyczuwa w mych tu wpisach zarzut
              o "znęcaniu" [dziwne, chyba tak nie pisałem] - to mam
              prawo mieć odczucie o seksizmie antykocurowym u pewnej
              forumianki.
              .
              Jestem w sprawach kocich na tyle bezkompromisowy, że
              mego dyrektora (ot - sąsiad był) zarzut o zniszczeniu
              drzwi mieszkania zakładowego [założyłem wtedy właśnie
              kocią klapkę w owe drzwi] zbyłem.
              I wiedziałem wtedy już, z opowieści innego wiekowego
              sąsiada, że pono tenże dyrektor z gatunku takich
              ludzi, co do nadwyżki kotów podwórkowych, po ich
              zaworkowaniu - z fuzji myśliwskiej strzelał był...

              Taaak, są tacy ludzie wśród nas.

              Inny sąsiad - ma porażka pedagogiczna jak mawiam -
              podczas mojej nieobecności, zimą, kocią mą klapkę (we
              wspólnych drzwiach z klatki schodowej) zakitował był
              silikonem - bo mu pono wiało przez nią...
              Potem całą zimę zostawiał, mimo mych próśb, te drzwi
              zimą otwarte.
              Tenże - swą sukę traktuje "z buta", jak pisałem tu -
              ciągnie za smycz przydeptując ją... Tak, podświadomie,
              w trakcie rozmowy. Zdębiałem na ten widok.
              Wspólnie z innym sąsiadem i jego, i jego żonę trochę w
              imieniu tej suczki podkrytykując, doprowadziliśmy do
              tego, że sunia już jest raz dziennie na smyczy
              wyprowadzana.
              Przedtem wyła w swej klatce TYGODNIAMI.
              Dziś nie wyje. Osowiała, zrozumiała, gdzie trafiła.
              Mam i inne opowieści o niej, ale mniejsza z tym...
              .
              No i last but not...
              .
              Proszę się przyjrzeć męskim penisom dokładniej...
              To gwoli ohaczykowania kocurowych niewymownych...


              • ewa8a Re: czy naprawdę uważasz 20.01.08, 11:25
                dar61 napisał:

                > Kiedyś rozśmieszył mnie widok pieśniarki V.V. na
                spacerze z kotem na smyczy:)))

                Mnie już nawet nie śmieszy to, co w tym wątku wypisujesz, w ogóle
                szkoda czasu na komentowanie tych zwichniętych teorii na temat
                antykoncepcji, obsikiwania, w które kompletnie się zaplątałeś i
                kastracji, jako podstawy bytu weterynarzy.
                Kot na smyczy to znacznie lepsze rozwiązanie niż kot puszczony
                samopas w ruchu miejskim, na którego na każdym kroku czyhają rożne
                niebezpieczeństwa. Z tego co piszesz wynika, że mieszkasz w bloku
                lub kamienicy. W tej sytuacji opiekun Twojego pokroju jest dla mnie
                człowiekiem zupełnie nieodpowiedzialnym, a jego pisanina to tylko
                element folkloru.

                • dar61 Re: szkoda czasu 20.01.08, 15:17
                  na obrażanie interlokutorów.
                  [...się zaplątałeś]
                  [...zwichniętych teorii]
                  [...Twojego pokroju]
                  .
                  A wystarczyło dostrzec emotikon...
    • rezurekcja Re: Czy można wykastrować kota w podeszłym wieku? 19.01.08, 19:12
      Bobralus, sprobuje zakonczyc dyskusje, bo zbacza na tematy poboczne:
      kastracja jest ryzykiem jak kazda inna operacja. Skonsultuj sie
      z lekarzem, zrob badania krwi i serca i w zaleznosci od wynikow:
      operacja albo nie.
      Kocur niekastrowany wychodzacy powieksza liczbe niechcianych kotow
      w okolicy.
      Kocur niekastrowany niewychodzacy meczy sie (hormony spac nie daja)
      i wspolmieszkancow (miauczenie, listy milosne itd.)

      Powodzenia.
      • mist3 Re: Czy można wykastrować kota w podeszłym wieku? 20.01.08, 17:06
        przepraszam Cię rezurekcjo, ale skoro zostałam po nicku wywołana do tablicy więc
        odpowiem.
        Nie wiem, gdzie w mojej wypowiedzi przebija nienawiść do kocurów (czy też może
        do płci męskiej w ogóle?!)?
        Koty kocham - płci wszelakiej, zarówno męskiej jak i żeńskiej. Sama mam w domu
        kotkę teraz - tak akurat się udało, ale miałam i kocury. Znam też wiele kocurów
        i wszystkie uwielbiam.
        Co nie przeczy faktowi, że kastrację i sterylizację uważam za humanitarny sposób
        zapobiegania rozmnażaniu się kotów.
        Chyba że za seksistowskie uznaje dar61 uwagi o kocurach znaczących teren? Nie
        lubię tego zapachu, ale staram się coś z tym robić (Choćby uczestnicząc w
        programach kastracji bezdomnych kocurów) - natomiast wiele jest na tym forum
        wątków ludzi, którzy za zapach zostawiany przez koty na ich terenie obwiniają...
        koty, a nie ich właścicieli (którzy oprócz instynktu mają jeszcze mózg i powinni
        z niego korzystać).

        Co do rzekomego okaleczania zwierząt poprzez kastrację - posłużę się cytatem:
        "Widzę, że poruszony został gorący temat --> kastracja: plusy i minusy. Każdy
        wypowiadający się w tej sprawie ma rację. Najistotniejsza jest sprawa -
        ZAGROŻENIA niekastrowanego kota jeśli chodzi o skaleczenia, zakażenia czyli
        wszystko co wiaże się z "testosteronem" : włuczęgostwem i wybieraniem się na
        dalekie podróże (wątpie aby ten w nocy siedział na mrozie blisko domu :) tak
        samo myślimy o naszych dzieciach napewno na dyskotece czyta książkę :)).
        Kastracja nie będzie jednak niwelować jego zainteresowania wychodzeniem ale
        ochroni go poniekąd od walk i niebezpieczeństw związanych z obroną terenu. Nie
        zabierzemy mu więc swobody a jedynie zminimalizujemy samczy pociąg do
        przekazywania genów - nie watpię aby Twój kociak miał je wspaniałe ale naprawdę
        wszędzie kocich genów jest już za dużo.
        Ważna jest też sprawa dotycząca samego zabiegu. Ludzie maja obsesję
        (szczególnie mężczyźni) na punkcie znaku męskości jakim są jądra. Znam bardzo
        wielu mężczyzn, którzy jeśli już konieczne było wykonanie kastracji na ich
        zwierzętach (oczywiście ze względów medycznych) prosili o implanty, aby nie
        było widać, że zwierze pozbawione jest jąder. To trzeba przyznać jest chore i
        mówi o naszej świadmości.
        Zwierzęta jednak nie myślą abstrakcyjnie. Nie patrzą na siębie jak ludzie - "o
        jaka kaleka bez nogi", "o kurczę tracę wzrok to już koniec świata", "nie ma
        jąder ale nieudacznik". Przyjmują świat takim jakim jest. Patrzą na siebie tak
        samo jak wcześniej. Nie ma to dla nich znaczenia jak kto wygląda. Miło by było
        abyśmy i my - ludzie--> zwierzęta rozumne tego się od nich nauczyli. Jako też
        Ci chwalący się, swoją inteligencją powinniśmy nauczyć się przewidywać. Głównie
        chodzi mi o to, że nie miło patrzy się na młode kocięta gnijące w piwnicach i
        spotykane na drogach w postaci mokrych plam i kolejnych przy tych poprzednich,
        które myślaly, że zdobyły bezwysiłkowy posiłek. A przecież potrafimy to
        przewidzieć."

        To cytat z Pani Avy - naszej forumowej weterynarz (mam nadzieję że nie ma mi
        tego za złe) z wątku:

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=525&w=56429743
        Z mojej strony (zgodnie z życzeniem rezurekcji :) ) EOT
        • deerzet Re: antykocurowość 20.01.08, 21:01
          agorianie/-nki tu piszą:
          [...nie kastrujesz kotow, które wychodzą,zapładniają
          one bezdomne kotki];
          [...kocury wychodzą i znaczą teren, zapładniają kotki -
          ale to nie mój problem bo to są kocury];
          [...jak sprawiasz, że twoje koty nie zapładniają
          bezdomnych kotek];
          [...Co się dzieje z kociętami urodzonymi dzięki twoim
          kocurom].


          Cieszyć się można z naszej tu, na forum, miłości do
          zwierząt.
          Oraz ze starań o powszechne zmądrzenie naszych
          sąsiadów, co nie są jeszcze opiekunami zwierząt - a
          nadal ich "właścicielami"...
          .
          Oby nieczęsto zdarzało sie potwierdzać powiedzonka:
          "Im bardziej poznaję ludzi - tym bardziej kocham
          zwierzęta".
          • bolton4 Re: Udało się 21.01.08, 08:44
            Kot w piątek został wykastrowny. Wszystko poszło jak najlepiej.
            Czuje się dobrze:) Mam nadzieje, że uciążliwy zapach moczu niedługo
            się zmieni.
            • bobralus Re: Udało się 21.01.08, 10:11
              cieszę sie, ze kotek dal rade:) trzymam kciuki, zeby jak najszybciej doszedl do
              siebie
              • mist3 Re: Udało się 21.01.08, 21:05
                ja również :)
                • igge Re: Udało się 21.01.08, 22:50
                  i ja też się cieszę
                  • dar61 Co na to kot? 22.01.08, 00:09
                    Mreeeuuu...
            • rezurekcja Re: Udało się 21.01.08, 23:01
              kotu zdrowia i radosci zycia zyczymy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka