chochliczka 22.01.08, 13:32 Jedne kochasz, inne zjadasz? vege.spinacz.pl/plik_zdj/987.jpg Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
albert.flasz1 Re: Pomyśl... 22.01.08, 13:50 Niniejszym oświadczam, że na fotosyntezę się nie przestawię, choćby nie wiem co. Odpowiedz Link Zgłoś
marzenia11 Re: Pomyśl... 22.01.08, 16:38 Taak.. zgadzam się z Toba, ale tego nie unikniesz, niestety, w dzisiejszym świecie. Jest mnóstwo przykładów, z życia ludzi, w których np. zapewniasz coś swojej rodzinie kosztem innego człowieka. I co, co - kogo - wtedy wybierasz? Odpowiedz Link Zgłoś
etta2 Re: Pomyśl... 22.01.08, 18:39 Pomyśl, czy taka naiwna PROPAGANDA może kogoś przekonać. Jakoś nie mam ochoty na trawę....tfu, tfu, ona też przecież żyje...to co? Odpowiedz Link Zgłoś
po.prostu.ona Re: Pomyśl... 22.01.08, 19:56 Dowiedziono już dawno, że rośliny czują, komunikują się a także walczą o życie, w sytuacji zagrożenia np. przez szkodniki. Oczywiście wygląda to zupełnie inaczej niż w przypadku istot z królestwa zwierząt, ale nie znaczy, że nie istnieje. Słynny wśród moich znajomych przypadek paprotki: koleżanka miała dorodną paproć, którą nie tylko podlewała i zasilała nawozami, ale też chwaliła za piękny wygląd :-) Przemawiała do niej, itp. Kiedy musiała wyjechać, opiekę nad rośliną poleciła swej siostrze. Zostawiła dokładny grafik - jak podlewać, kiedy nawozić, itp. Siostra sumiennie się wywiązywała, jednak paproć po kilku tygodniach zaczęła gubić liście, a po paru miesiącach obumarła. Z tęsknoty? :-) Odpowiedz Link Zgłoś
terra_net Re: Pomyśl... 23.01.08, 13:49 Chowanie głowy w piasek nie wystarczy... empatia.pl/plik/171.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
igge Re: Pomyśl... 24.01.08, 00:23 no właśnie tak sobie pomyślałam wcześniej dzisiaj krojąc wielgachny krowi jęzor dla pieska. Ja, moja córka i psy jesteśmy wybitnie mięsożerni ale może kiedyś jak mój syn przestanie pływać wyczynowo 5 godzin dziennie to ja przestanę mieć obsesję białkową i wtedy zgodzę się na jego i reszty rodziny wegetarianizm. Jestem też leniwa i chowam głowę w piasek: mięsko zapakowane, poporcjowane, na białych tackach, w dobrym gatunku nie kojarzy mi się z cierpieniem rzeźnych zwierzątek. Podroby, kości, tchawica bieduli w torbie od rzeźnika - już bardziej. Jak rzeźnik każe ubić własnoręcznie zwierzaka - przestanę być mięsożerna od razu. Widziałam straszne filmy o fastfoodach, z rzeźni, eukanuby testowanie karm na psiakach ale nie dojrzałam jeszcze do pożegnania się z mięsem z powodów ideolo Odpowiedz Link Zgłoś
tenshii Myślę, ale inaczej 24.01.08, 10:04 Głupim dla mnie jest powiedzenie "jedne kochasz, drugie zjadasz", dlatego, że ja np kocham wszystkie zwierzęta. Niezależnie od tego czy jest to piesek, kotek, chomiczek czy świnka, krówka albo kurka. Mięso jednak jem i jeść będę bo zwyczajnie mi smakuje i je lubię. Te zwierzęta (krowy, świnie itd) kiedyś by zdechły ze starości. Nikt nie sprawi, że będą żyły wiecznie. Osobiście uważam, że jeśli już chcecie (wegetarianie) im (zwierzętom) "pomagać" to może bardziej nastawcie się na propagowanie "humanitarnego" zabijania zwierząt, a nie na wymuszanie - i to poprzez wyrzuty sumienia - jedzenia jedynie roślinek. Może warto zrobić kampanię dla domorosłych rzeźników, albo specjalistycznych rzeźni, które i tak mają w nosie jak zwierzęta są u nich pozbawiane życia i tam zastosować metodę opartą na wyrzutach sumienia, np "jedne głaszczesz i tulisz, innym świadomie sprawiasz bół i cierpienie". Tak się złożyło, że w naszej kulturze jedzenie psów czy kotów jest uważane za swojego rodzaju "zbrodnię". Zauważcie, że np w Chinach pies to doskonały przysmak. Nie chcę tutaj mówić, czy powinno się jeść psy czy nie. Sama osobiście raczej nie wzięłabym psiego mięsa do ust bo zwyczajnie mi również wydaje się to obrzydliwe. Głównie z tego powodu, że żyję tu gdzie żyję i pewne wzroce wpojono mi w trakcie socjalizacji. Również na pewno z tego powodu, że przez całe życie byłam związana blisko z psami i po prostu czułabym się nieswojo jedząc "przyjaciela człowieka". Jednak np w Indiach nikt nawet nie pomyśli o tym, aby zjeść krowę, co dla nas wydaje się bardzo normalne i na miejscu. Ja osobiście mam ojca rzeźnika. Kiedyś niechcący byłam świadkiem tego jak mój ojciec mordował świnię na wsi, u mojej ciotki. Przeżyłam to strasznie. Od tamtej pory jak tylko mogłam przeszkadzałam mu w tym. Chowałam, wyrzucałam narzędzia. Wypuszczałam gołębie, które miały być na obiad. Wynosiłam z domu do rzeki karpie świąteczne. Zdarzyło się również, że wyrzuciłam do osiedlowego śmietnika całą zawartość zamrażarki dzień wcześniej przygotowaną z ciepłej świnki przez mojego ojca. Moi rodzice w końcu zrozumieli i mój tato od wielu lat nie praktykuje już mordowania. Nie potępiam wegetarianizmu. Potępiam jedynie akcje takie jak ta. Na pewno nie zdarzy się tak, że WSZYSCY zostaną wegetarianinami, więc zwierzęta nadal będą mordowane. Można jednak spróbować, bo to bardziej możliwe, zapobiegać i zapobiec kiedyś bestialskiemu mordowaniu żywych istot. Na tym się skupcie. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
chochliczka Re: Myślę, ale inaczej 24.01.08, 11:26 tenshii napisała: >... bardziej nastawcie się na propagowanie "humanitarnego" zabijania zwierząt... Czy można "humanitarnie" zabijać? Czy jakiekolwiek zabijanie jest humanitarne? Ej? Nie fajnie jest hodować jedne zwierzęta aby je głaskać, a inne aby nimi handlować (brrr...), aby je zabijać i zjadać :( Odpowiedz Link Zgłoś
lu221 Re: Myślę, ale inaczej 24.01.08, 12:25 Zastanów się zatem co lepsze. Bo ludzie nagle nie przestawią się na fotosyntezę (jak napisał Albert). Więc tak czy siak, zwierzęta będą ginąć. Kwestia tego, w jakich warunkach. A takimi sposobami nikogo do wegetarianizmu nie namówisz. I choć naprawdę całym sercem wegetarianizm popieram, to ludzi takich jak Ty, i podobnie Tobie agitujących, już nie. Odpowiedz Link Zgłoś
albert.flasz1 Re: Myślę, ale inaczej 25.01.08, 08:00 lu221 napisała: > Zastanów się zatem co lepsze. Bo ludzie nagle nie przestawią się na fotosyntezę > (jak napisał Albert). Mój pies również kategorycznie odmawia.:-) Odpowiedz Link Zgłoś
tenshii Re: Myślę, ale inaczej 24.01.08, 12:56 chochliczka napisała: > tenshii napisała: > > >... bardziej nastawcie się na propagowanie "humanitarnego" zabijania zwier > ząt... > > Czy można "humanitarnie" zabijać? Czy jakiekolwiek zabijanie jest humanitarne? > Ej? Dlatego też słowo "humanitarny" napisałam w cudzysłowie. "humanitarny «mający na celu dobro człowieka, poszanowanie jego praw i godności oraz oszczędzenie mu cierpień; też: mający na celu dobro zwierząt»" To definicja ze Słownika Języka Polskiego PWN. Tobie oczywiście "posłuży" bardziej, bo powiesz mi, że mając na celu dobro zwierząt nie powinniśmy ich zabijać. I tu oczywiście masz rację, ale... ...jak mówiłam wcześniej NIGDY NIKT nie doprowadzi do tego, żeby WOGÓLE nie zabijano zwierząt - szczególnie jeśli chodzi o zabijanie ich w celach konsumpcyjnych, bądźmy realistami. Zatem mając na celud obro zwierząt pomimo tego można skupić się na takim sposobie zabijania zwierząt, aby nie musiały cierpieć, aby nie musiały wisieć żywe głową w dół dopóki cała krew się z nich nie wytoczy. Mówiąc o humanitarnym zabijaniu miałam właśnie coś takiego na myśli. > > Nie fajnie jest hodować jedne zwierzęta aby je głaskać, a inne aby nimi handlow > ać (brrr...), aby je zabijać i zjadać :( W porzaku, przypuśćmy, że nagle przestaje się zabijać zwierzęta dla mięsa. Tylko, że ja i zapewne inni ludzie nie weźmiemy sobie do domu krowy, nie położymy jej na kanapie i nie będziemy się do niej tulić. Powodów chyba tłumaczyć nie muszę. Krowa nadal będzie stała w oborze, świnia w chlewie a kura w kurniku. Czy zatem aby wprowadzić "równouprawienie" zwierząt, o które tak walczysz musze wyrzucić swojego psa na dwór? Przywiązać go do budy i tak tam zostawić? Czy mam wynieść na dwór kota i więcej nie wpuścić go do domu? Można się dobrze opiekowac krową ale jej miejsce (chociaż to nie ładnie brzmi) jest w oborze, a nie w domu. Natomiast pies czy kot, z racji gabarytów i całej swojej otoczki nadaje się na zwierzę domowe. Zapewniam Cię, że gdyby nie kultura, która warunkuje to co "jeść można a co nie", to Polacy i inne narody jedliby zarówno krowy jak i psy, świnie jak i koty, kury jak i węże. Ja już słyszałam o jedzeniu psiego mięsa w Polsce. Zatem podsumowując i mówiąc za siebie - nie trzymam w domu psa a nie krowę bo uważam że pies jest do tulenia a krowa do zabijania. Powody takiej a nie innej sytuacji podałam wyżej. Uważam natomiast, że należy skupić się na jak największym zminimalizowaniu cierpienia zwierząt rzeźnych. Po prostu. Odpowiedz Link Zgłoś
albert.flasz1 Re: Myślę, ale inaczej 25.01.08, 08:30 tenshii napisała: > Uważam natomiast, że należy skupić się na jak największym zminimalizowaniu cier > pienia zwierząt rzeźnych. Po prostu. Dobrze by było, jednak łatwiej oraz przyjemniej jest rzucać lekkostrawnymi hasełkami pod publiczkę... Kilka lat temu odbywałem któryś z rzędu staż w pewnych dużych zakładach mięsnych. Przedubojowe oszałamianie zwierząt jest tam prowadzone metodą amerykańską (w Polsce zwykle robi się to prądem) - w komorze wysyconej stężonym dwutlenkiem węgla. Odbywa się to w ruchu ciągłym: zwierzęta doprowadzane są czymś w rodzaju rynny, wpadają do powoli, pionowo obracającej się karuzeli, zjeżdżają na 2-3 minuty do gazu, po czym wyjeżdżają już nieprzytomne. Otóż, pewnego razu doprowadzająca rynna się zatkała (normalka, świnie są tam pędzone hurtem, panuje powszechna panika i hałas) - jedna ze świń nie chciała iść. Obsługa usunęła jedną blachę z boku rynny i bez ceregieli wyciągnęła świnię na zewnątrz. Stała tam kilka minut rozdygotana - do końca życia nie zapomnę przerażenia w jej oczach, choć widywało się różne rzeczy... Wreszcie, złapali ją za tylne nogi, zawiesili na haku linii ubojowo - rozbiorowej, przebijając skórę za ścięgnem Achillesa (tak się robi) i "na żywca" dokonali uboju (wykrwawienie). W zasadzie nic się nie stało. Trudno przecież stale monitorować i wymagać wrażliwości od ludzi, którzy od lat codziennie robią to samo (w tych zakładach, "eksportowych", porządnie "doinwestowanych" i posiadających wszystkie certyfikaty na jednej zmianie biło się 800 - 1 200 świń oraz 50 - 200 szt. bydła); niemal w każdym transporcie zwierząt (zapewniali go "prywaciarze" posiadający umowy z zakładem - tak wychodziło taniej i część formalności można było zwalić na innych) trafiały się sztuki pokaleczone, z połamanymi nogami, nawet miednicami... Takie życie, jednak gdzieś pozostał pewien niesmak. Odpowiedz Link Zgłoś
tenshii Re: Myślę, ale inaczej 25.01.08, 09:13 Albercie, dlaczego Ty zawsze musisz krytykować kogoś za to, że rzuca "lekkostrawnymi hasłami pod publiczkę" ? To co napisałam nie jest pod publiczkę. Tak myślę po prostu i chyba każdy z nas chciałby, żeby zwierzęta nie cierpiały w rzeźniach - z tego co widzę nawet Ty. Tak jak napisałeś - takie życie i ja nic z tym nie zrobię niestety, jednak to nie zmienia faktu, że uważam, iż tak być nie powinno bo zwyczajnie jest mi tych zwierząt żal. A ponieważ wegetarianie nie doprowadzą do zamknięcie wszystkich rzeźni to może niech skupią swoje siły przeciwko temu okrutnemu traktowaniu zwierząt rzeźnych? Ty też nic nie zrobiłeś aby "pomóc" tej świni. Po prostu nie mogłeś, się wie. Ale to również nie zmienia faktu, że pozostawiło to w Tobie pewien niesmak. Odpowiedz Link Zgłoś
igge Re:Albercie, jescze kilka podobnych do Twojej 25.01.08, 17:02 wypowiedzi i...jednak moja rodzina przejdzie na wegetarianizm Odpowiedz Link Zgłoś
sun_of_the_beach Re: Myślę, ale inaczej 25.01.08, 22:49 tenshii błagam - czytaj uważniej posty. Nie wszystkie sformułowania skierowane są do ciebie :) Odpowiedz Link Zgłoś
tenshii Re: Myślę, ale inaczej 26.01.08, 11:59 sun_of_the_beach napisał: > tenshii błagam - czytaj uważniej posty. Nie wszystkie sformułowania skierowane > są do ciebie :) Sun, Albert poprzedził swe wywody cytatem z mojej wypowiedzi. Chyba po coś? :):):) Odpowiedz Link Zgłoś
albert.flasz1 Re: Myślę, ale inaczej 26.01.08, 19:27 Poprzedziłem, bo podjąłem myśl ale chodziło mi bardziej o tych, dla których obrona zwierząt ogranicza się do fok, wielorybów oraz wytartych banałów w stylu "futro to morderstwo" i na więcej nie starcza im chęci ani cywilnej odwagi. Odpowiedz Link Zgłoś
albert.flasz1 Re: Albercie. Przestałam jeść mięso. 02.02.08, 18:27 I co z tego? aż tak dumna jesteś z tego poświęcenia, że musiałAś się tym pochwalić? A ja nie przestałem i nie praestanę, bo widzę powodu. Odpowiedz Link Zgłoś
marzenia11 Re: Albercie. Przestałam jeść mięso. 03.02.08, 17:04 Nie jestem dumna,to nie te kategorie, chciałam się po prostu tym podzielić, bo to wpływ Twojego opisu ze stażu. Nie chwalę się, Ty możesz być dumny, ale tego Ci chyba nie brakuje. :) Odpowiedz Link Zgłoś
albert.flasz1 Re: Albercie. Przestałam jeść mięso. 04.02.08, 08:09 Bzdury. Chciałem tylko pokazać na z życia wziętym przykładzie, że toż życie nie jest takie proste, jak niektórym się wydaje. Odpowiedz Link Zgłoś
marzenia11 Re: Albercie. Przestałam jeść mięso. 04.02.08, 20:33 Nie wiem do czego mam odnieść twoje określenie "bzdury". Napisałam co myslę więc jesli do tego to wybacz, ale mam prawo do własnych myśli, bez oceniania ich przez Ciebie, tym bardziej, że dotyczą rzeczy subiektywnych. Nie sądzę, choc pewnie się mylę, że nie wiesz, że to co mówisz i robisz może mieć wpływ na ludzi, którzy to słyszą czy widzą. To normalne zjawisko w relacjach międzyludzkich. Odpowiedz Link Zgłoś
albert.flasz1 Re: Albercie. Przestałam jeść mięso. 05.02.08, 08:19 Pisząc "bzdury" miałem na myśli następujące zdanie z Twojej wypowiedzi: "Nie chwalę się, Ty możesz być dumny, ale tego Ci chyba nie brakuje." Ani mnie ziębi ani grzeje co sobie pomyślisz o moich wypowiedziach oraz czy się do nich ustosunkujesz, czy też nie a jeśli tak, to jak. Każda dorosła i dojrzała emocjonalnie osoba ma swoje życie i odpowiada za siebie a ja już dawno wyrosłem ze skłonności do nawracania całego świata, choć chyba mam prawo kontestować postawy innych osób - moim zdaniem "z deka" egzaltowanych. Dlatego właśnie napisałem tamtą historyjkę. Odpowiedz Link Zgłoś
terra_net ciepły artykuł na wp.pl 01.02.08, 11:03 Ciepły artykuł na wp.pl "Odpowiedzialne oswajanie" tiny.pl/lg8r Pomyślcie, to wszystko zaczyna się od zezwolenia na zjadanie mięsa :( Odpowiedz Link Zgłoś
yuka66 Re: ciepły artykuł na wp.pl 04.02.08, 09:35 Ja mysle, ze dzis nie chodzi juz tylko o to, jak sa zabijane zwierzeta, ale tez o to jak zyja. Moja kolezanka trafnie to ujela, ze nie mamy juz farm zwierzat, ale obozy koncentracyjne dla zwierzat. Przestrzen zyciowa kur i kurczakow jest wielkosci kartki papieru, zeby sie nie podziobaly, obcina im sie dzioby. Swinie mieszkaja stloczone w kilkupietrowych oborach. Te ktore karmia mlode, sa przywiazywane w pozycji lezacej i nakrywane czyms ciezkim, zeby nie mogly wstac. Odpowiedz Link Zgłoś