laiczka9
28.11.08, 11:08
patrzę za okno... jeden leży na stercie piachu, drugi na trawniku.
odpoczywają. właśnie skończyły sie bawic. a nie, znów zaczeły.
radosny galop przez całą posesję. do bramy i z powrotem. zaraz
wyjdzie miły pan i coś Im podrzuci. cos smacznego.rano jadły z innym
panem kanapkę. siedziały grzecznie a pan rzucał im po kawłaku , raz
jednemu, raz drugiemu. o, podeszły do moich drzwi... obserwuję je od
4 miesięcy. co dzień pojawiają się rano i z małymi przerwami są z
nami do 16. piękna, błyszcząca sierść, zaokrąglone boki. czasem się
boję.brama jest otwarta a za nią bardzo ruchliwa ulica. a to młode
zwariowane zwierzaki. młode,ale już miejskie wygi,ostrożnie
przechodza przez ulicę.
to psy sąsiadów. Rumunów którzy co rano jadą na targ handlować
ciuchami. ja siedzę w pracy i przez ogromne witrażowe okno patrzę i
myślę: DLACZEGO TAK RZADKO WIDUJĘ TAK SZCZĘŚLIWE PSY! i boję się, bo
jeszcze trafi się jakiś pseudo obrońca zwierząt i zadzwoni do
schroniska. bo psy biegają luzem, bo mogą wpaść pod samochód, bo
mogą kogoś pogryźć.bo, bo, bo...
tak, wolałabym aby te zwierzęta były lepiej pilnowane. i wolałabym
aby wszyscy tak dbali o swoje zwierzęta jak moi sąsiedzi z pracy. bo
one nie przychodzą do nas dlatego że są głodne. przychodzą, bo
lubią,-nas, duży plac, gdzie mogą się bawić i gdzie nikt ich nie
krzywdzi.
mam nadzieję że nic Im się nie stanie. bo ja nie przyczynię się do
zamknięcia Ich w schronisku.