Dodaj do ulubionych

długość czy jakośc życia...

28.11.08, 11:08

patrzę za okno... jeden leży na stercie piachu, drugi na trawniku.
odpoczywają. właśnie skończyły sie bawic. a nie, znów zaczeły.
radosny galop przez całą posesję. do bramy i z powrotem. zaraz
wyjdzie miły pan i coś Im podrzuci. cos smacznego.rano jadły z innym
panem kanapkę. siedziały grzecznie a pan rzucał im po kawłaku , raz
jednemu, raz drugiemu. o, podeszły do moich drzwi... obserwuję je od
4 miesięcy. co dzień pojawiają się rano i z małymi przerwami są z
nami do 16. piękna, błyszcząca sierść, zaokrąglone boki. czasem się
boję.brama jest otwarta a za nią bardzo ruchliwa ulica. a to młode
zwariowane zwierzaki. młode,ale już miejskie wygi,ostrożnie
przechodza przez ulicę.
to psy sąsiadów. Rumunów którzy co rano jadą na targ handlować
ciuchami. ja siedzę w pracy i przez ogromne witrażowe okno patrzę i
myślę: DLACZEGO TAK RZADKO WIDUJĘ TAK SZCZĘŚLIWE PSY! i boję się, bo
jeszcze trafi się jakiś pseudo obrońca zwierząt i zadzwoni do
schroniska. bo psy biegają luzem, bo mogą wpaść pod samochód, bo
mogą kogoś pogryźć.bo, bo, bo...
tak, wolałabym aby te zwierzęta były lepiej pilnowane. i wolałabym
aby wszyscy tak dbali o swoje zwierzęta jak moi sąsiedzi z pracy. bo
one nie przychodzą do nas dlatego że są głodne. przychodzą, bo
lubią,-nas, duży plac, gdzie mogą się bawić i gdzie nikt ich nie
krzywdzi.
mam nadzieję że nic Im się nie stanie. bo ja nie przyczynię się do
zamknięcia Ich w schronisku.
Obserwuj wątek
    • blue.berry Re: długość czy jakośc życia... 28.11.08, 11:44
      laiczko - ludzie zajmujacy sie zwierzetami doskonale wiedza jak jest
      w polskich schroniskach. dlatego tez 1000 razy sie zastanowią zanim
      odwiaza bezdomnego psa do schronu. w takich sytuacjach predzej
      dowiedza sie czy np nie trzeba pomoc w kupnie budy, dolozyc sie do
      szczepionki czy obrozy przeciwpchielnej. ew. porozmawiaja z
      wlascicielami/opiekunami o leszym dozorze czy sterylizacji.
      nie wpadaja na pomysly aby na sile zabierac psa z miejsca gdzie zyje
      siebie szczesliwie i dobrze. bardziej obawiaj sie ze do
      schroniska/gminy/strazy miejskiej zadzwoni ktos kto psow nie lubi i
      nie zyczy sobie zeby mu sie "pętały luzem pod bokiem" bo brudzą,
      szczekają i napewno pogryzą jego dziecko.
      a w przypadku psow ktorym naprawde zle sie dzieje bo sa glodzone,
      chore, na lanczuchach, zaniedbane - one nie trafiaja do schronisk
      jesli sa zabierane przez osoby zajmujace sie pomoca zwierzeta (zwane
      przez was tutaj "pseudoobrońcami zwierząt". taki psy trafiaja do
      klink, fundacji, domow tymczasowych. gdzie (za niemale zazwyczaj
      pieniadze i spore zaangazowanie i czas) zwraca im sie zdrowie,
      godnosc i normalne zycie. aby pozniej znalezc im dobry dom.

      i tak na sam koniec - ze spora przykroscia patrze z jak duza
      latwoscia wielu z was pluje na ludzi ktorzy pomagaja zwierzeta.
      poswiecaja czas, swoje pieniadze, swoje serca. leczą, socjalizują,
      przywracaja do normalnego życia. brodza po koski w gównach w
      schroniskach, spedzaja wiele godzin w klinikach, szpitalach, psich
      hotelach...
      nie wiem, jest to smutne i tyle.
      • laiczka9 Re: długość czy jakośc życia... 28.11.08, 12:22
        dwa lata temu mieliśmy tu kocura. przyplątał się taki szkielet,
        zapchlony i zakleszczony. na posesji były wtedy trzy duże firmy. kot
        był zdziczały. oswoiliśmy go, odpchliliśmy, w jednym magazynie miał
        swoj kąt. po kilku miesiącach Beczka już sam nie wiedział gdzie ma
        się ułożyć żeby mu było jeszcze wygodniej:))) któregoś dnia znikł.
        odczekaliśmy kilka dni po czym "delegacja" posesji pojechała do
        schroniska. okazało się że owszem, było zgłoszenie o bezdomnym
        (!!!!!) kocie, pracownicy pojechali wieczorem, odłowili. a gdzie
        kot? a uciekł. wybacz, ale ja czegoś nie rozumiem. po co odławiali
        kota gdy gołym okiem było widać że to zadbany i utuczony pieszczoch?
        i jak to uciekł?
        rozumiem, że ktoś podły nie był zadowolony iż kot znalazł opiekę.
        nie rozumiem postępowania pracowników schroniska.
        i jeśli piszę o pseudo miłośnikach zwierząt to właśnie ich mam na
        myśli. nie bierz wszystkiego do siebie:)) bardzo cenię ludzi
        poświęcających swoj czas dla bezdomnych zwierząt. sama to robię
        jeśli tylkko mogę. ale nie działam w różncyh fundacjach. wolę
        zawieźć budę i worek żarcia dla psa przywiązanego do beczki. wolę
        uświadomić znajomych na wsi że pies nie może jeść spleśniałego
        chleba itd. a teraz coś o schroniskach. znajoma przebywająca w
        Radomiu z wizytą znalazła pod zsypem ok. roczną małą suczkę.
        ponieważ ma już dwa psy i małe mieszkanie - dowiedziała się o adres
        schroniska i odwiozła sukę. wiesz , ja znam to tylko z opowiadań,
        więc przedstawie to tak jak słyszałam. otóż myśl o suce nie dawała
        jej spokoju. ponieważ chodziła jak struta,jej synowie przemyśleli
        sprawę i postanowili zabrać sukę ze schroniska. uznali że ich
        wykastrowane psy ucieszą się z koleżanki, a jak już jest dwa psy w
        domu to trzeci też się zmieści. na przemyślenich zeszło im dwa dni i
        pojechali do schroniska. bardzo się zdziwili gdy usłyszeli że danego
        dnia nikt żadnej suki nie przywoził. zadzwonili do matki. ta w te
        pędy do schroniska. i znów to samo. nikt suki nie przywoził. kobieta
        przeszła przed boksami dla suk i zgłupiała. znajdy nie było. ale coś
        ją ruszyło i poszła między boksy z psami. i znalazła swoją sukę.
        została wypuszczona do psów, jako ze już mogła(!!!) bo wczoraj
        została wysterylizowana(!!!!). to są właśnie pseudo miłośnicy .
        swoją drogą co za tempo. jednego dnia suka przybywa.drugiego
        seterylizują. trzeciego wpuszczją na wybieg dla psów. co za
        fantazja.
        o moich doświadczeniach ze schroniska dla zwierząt pisać nie będę.
        po prostu staram się do tego nie wracać.
        • blue.berry Re: długość czy jakośc życia... 28.11.08, 12:36
          w polskich schroniskach nie pracuja ani milosnicy zwierzat, ani
          nawet pseudomilosnicy. pracuja ludzie ktorzy po prostu innej pracy
          nie znalezli. nie lubia zwierzat i maja gdzies ich dobro. i dotyczy
          to rowniez weterynarzy schroniskowych. (oczywiscie uogolniam bardzo,
          ale niestety zbyt czesto sie z tym spotykam zeby nie uogolniac).
          schroniksu a raczej hyclowi (bo zazwyczaj on zabiera zwierzeta z
          ulic) jest wszytsko jedno w jakim stanie jest zwierze, on zabierze
          nawet psa z bardzo widoczna adresowka. dalczego? ano bo mu za to
          zaplaca, 200, 300 i wiecej pln od sztuki. a w schronisku... ano w
          schronisku wykastruja zwirze ktore ledwie dycha, a dla odmniany
          zdorwy egzempolarz nie pojdzie pod noz i nie zostanie wyadoptowany
          bo przeciez jest niewykastrowany. psy z ranami, rowniez
          posterylkowymi siedza po pachy w gownie, niesterylizowane suki razem
          z psami w jednym boksie, leczenie zwierzat ogranicza sie do
          zamkniecia ich w malej szpitalnej klatce. i dlugo bym tak mogła
          wymieniac, a zeby bylo smieszniej ( a wlasciciwe straszniej) to
          akurat przyklady ze schroniska o swietnej opnii - warszawskiego
          palucha ktory co jak co ale na brak pieniedzy nie moze narzekac.

          ja nie biore niczego do siebie, po prostu jestem zniechecona tym co
          dzieje sie na tym forum. i tyle.
          • laiczka9 Re: długość czy jakośc życia... 28.11.08, 12:49
            och. chyba naprawdę źle mnie odebrałaś. pamiętajmy że każdy ma prawo
            do swojego zdania.
            powtarzam, bardzo cenię ludzi pomagających zwierzętom. uważam że
            odwalają wspaniałą robotę.
            pozdrawiam Cię serdecznie.
            • blue.berry Re: długość czy jakośc życia... 28.11.08, 13:38
              nie odebralam cie zle. malo tego - w pelni sie zgadzam z tym o czym
              piszesz.
              chodzilo mi glownie o to ze niestety pracownik schroniska b. czesto
              NIE jest osoba ktora pomaga zwierzetom. a hycel przyslany na miejsce
              odłowu nie bedzie sie zastanawial czy zwierze ma dobrze czy zle -
              odlowi je, bo za to mu placa. natomiast zgloszenie (do
              schroniska/hycla/gminy) o bezdomnym psie/kocie zazwyczaj nie
              pochodzi od milosnika zwierzat tylko od jego przeciwnika.
              • baczek-1 Re: długość czy jakośc życia... 28.11.08, 14:22
                80 % polskiego społeczeństwa nie wie i nie chce wiedzieć co sie
                dzieje w schroniskach. Tacy ludzie zdarzaja sie nawet wśród
                miłośników zwierząt. Ludzie ci żyją w błogim przeświadczeniu, że
                schronisko to jest 5-cio gwiazdkowy hotel dla zwierząt, nigdy tam
                nie byli i o dziwo nie chcą iść.
                Zdarzyło sie kiedyś, ze niedopilnowałam suki, pojawiły sie
                szczenieta a wraz z nimi problem, co z nimi zrobić. Jęczałam w
                pracy, bo nie było na nie chętnych, albo zgłaszały sie jakieś świry.
                I wtedy moja koleżanka, mądra, wykształcona, posiadaczka kotów
                zaproponowała, żebym oddała szczeniaki do azylu. Spytałam tylko, czy
                była kiedykolwiek w schronisku i widziała co sie tam dzieje. Nie
                była i nie pójdzie-taką uzyskałam odpowiedź.
                Czy myślisz, ze moja wykształcona koleżanka, zaopiekowałaby sie
                znalezionym na ulicy psem. Bo ja myslę, że nie. Odwiozłaby go do
                schroniska
                Niestety nikt nie selekcjonuje Polaków pod kątem predyspozycji do
                wykonywania zawodu. Są prace, których nikt nie chce wykonywać, bo są
                niewdzięczne i mało płatne. Dochodzi jeszcze znieczulica, by nie
                zwariować. I tak mamy wszędzie ludzi, którzy nienawidzą swojej pracy
                i wykonują ja na tzw "odpieprz".
                • laiczka9 Re: długość czy jakośc życia... 28.11.08, 14:36
                  wiem... ale popatrzcie wyżej, na dwóch psich przyjaciół. są jeszcze
                  ludzie, którzy może nie wysterylizują, może nie zapewnią swoim
                  zwierzętom idealnej opieki weterynaryjnej - ale najwyraźniej kochają
                  swoje psy. a ich psy sa szczęśliwe. to budujące. a takie
                  wykształcone, inteligentne, posiadające książkową wiedzę koleżanki
                  są własnie tym, czego się obawiam. to między innymi tacy ludzie
                  dzwonią do schronisk gdy widzą psa któremu coś według nich "grozi".
                  • blue.berry schroniska 28.11.08, 14:43
                    dlatego niestety trzeba duzo i glosno mowic o tym co dzieje sie w
                    polskich schronmiskach. jakie panuja tam warunki, jacy pracuja tam
                    ludzie i przede wszystkim jak zyja i jak umieraja tam zwierzeta. z
                    glodu, chorob, zagryzien, zimna. wiekszosc schronisk w polsce to
                    umieralnie dla zwierzat. a nawet tam gdzie jest jedzenie i jako
                    takie warunki wciaz brakuje szacunku i normalnego dobrego
                    postepowania.
                    • minniemouse Re: schroniska 30.11.08, 01:04
                      ""Zdarzyło sie kiedyś, ze niedopilnowałam suki, pojawiły sie
                      szczenieta a wraz z nimi problem, co z nimi zrobić. Jęczałam w
                      pracy, bo nie było na nie chętnych, albo zgłaszały sie jakieś
                      świry.""

                      no prosze - a w innym watku z pewnoscia siebie piszesz ze
                      "wszystkim znalazlas dom z wyjatkiem jednego ktory zostal u ciebie".

                      a teraz okazuje sie ze NIE bylo chetnych, i ze z TRUDEM znalazlas im
                      domy i nawet nie dla wszystkich.
                      najwazniejsze przemilczalas.

                      ja jeszcze bylabym ciekawa dalszych losow tych cztrech pieskow.
                      moze ktorys z nich po kilku latach tez jest/bedzie mieszkancem
                      schroniska. (czego bym nie chciala, oczywscie)


                      Minnie
                      • minniemouse Re: schroniska 30.11.08, 01:06
                        ""i znalazła swoją sukę.
                        została wypuszczona do psów, jako ze już mogła(!!!) bo wczoraj
                        została wysterylizowana(!!!!). ""


                        a co, wolalabys aby suka ktora SAMA byla w schronisku jako
                        bezpanski pies jeszcze miala szczenieta?

                        Minnie
                        • laiczka9 Re: schroniska 30.11.08, 10:12
                          nie, wolałabym aby suka dzień po sterylizacji miała zapewniony
                          spokój, a nie była wpuszczana na wybieg do psów. jako zwolenniczka
                          sterylizacji być może wiesz, jak czuje się pies dzień po.
                          polecam naukę czytania tekstu ze zrozumieniem.
                          • minniemouse Re: schroniska 01.12.08, 03:04
                            przyznam sie ze nie doczytalam do konca.

                            rzeczywscie lpeiej by bylo gdyby suka byla odizolowana jeszcze
                            jeden dzien
                            ale np. moj pies jeszcze tego samego dnia po sterylce rwal sie do
                            zabawy. suka nie pamietam jak sie zachowywala ale tez raczej gladko
                            wszystko przeszla.

                            Minnie

                      • baczek-1 Re: schroniska 03.12.08, 10:24
                        Bardzo widze interesujesz sie moimi pieskami. Więc proszę oto ich
                        historia. Jeden jest u mojej siostry, żyje do dziś. Drugi jest u
                        mojego wujka, żyje do dziś. Trzeciego wzięła dziewczyna dla swojej
                        mamy, bo tej zdechł ze starości poprzedni pies. Nie mam z nia
                        kontaktu, ale myślę że pies żyje do dziś. A czwarty został u mnie.
                        Więc chyba ta historia zakończyła się happy end`em.
    • laiczka9 Re: długość czy jakośc życia... 01.12.08, 09:14
      psy w schroniskach to psy dręczone. zgadzam się. schroniska to
      umieralnie. ale opowiem jeszcze jedną historię. o Azorze który
      ugryzł w twarz dwuletniego chłopca. mały do końca życia będzie
      oszpecony.
      Azor mieszkał w tzw. budzie, bez podłogi, przy stodole. karmiony nie
      był, bo mial być zły, mial pilnować gospodarstwa. a jak "wiadomo" ,
      jak pies jest nażarty to mu się nic nie chce. raz na kilka dni
      rzucano mu jakiś ochłap. Azor raz zagryzł i pożarł kurę która
      nieopatrznie znalazła się w zasięgu metrowego łańcucha na którym był
      przywiązany. no, to natłukli go łopatą. kiedyś gospodarz rzucił mu
      skórki od chleba. upadły za daleko, pies nie mógł ich dosięgnąć. ale
      mały chłopiec już tak. podszedł, podniósł skórki, zrobił krok do
      przodu - i pies zaatakował.
      Azora znów natłukli łopatą, i otoczyli jego budę kilkoma
      sztachetami, żeby dziecko znów nie podeszło.
      Azor żył (choć to szumne słowo) na wsi, kilkanaście kilometrów od
      wojewódzkiego miasta.
      Azor, Burek, Ciapek. tyle psów, tyle nieszczęść. czy uważacie że
      zabranie takim ludziom psa - to najlepsze wyjście? pies nie
      jest 'towarem " trudno dostępnym. gospodarz bez trudu zdobędzie
      następnego. i następnego będzie głodził, bił...
      tłumaczyć? co? jak? przecież od pokoleń są nauczeni ze pies żreć nie
      musi, budy mieć nie musi, musi pilnować. iść na posterunek? raz
      zadziała, ale przecież na małych wioskach często pan policjant ma
      takie same podejście i o psa szumu robić nie będzie. a jak raz się
      uda psa zabrać, z następnym będzie tudniej.
      psy na wsi. psie tragedie o których także się nie mówi.
      człowiek ma tą wyższość nad maszyną, że potrafi sprzedać się sam
      • blue.berry Re: długość czy jakośc życia... 02.12.08, 11:03
        laiczko - niestety znam takich historii zbyt wiele. i widzialam
        wiele psow z takich miejsc, z oskalpowana glowa od uderzenia byc
        moze wlasnie lopata, z przerznieta szyja od lancucha, w stanie
        agonalnego zaglodzenia itd.
        czy zabranie takim ludziom psa to najlepsze wyjscie? TAK I JESZCZE
        RAZ TAK! najlepiej w asyscie policji. a do tego zgloszenie sprawy o
        znecanie sie na prokuraturze. gdy samemu brak odwagi - warto
        poszukac pomocy u takich organizacj jak Straz dla Zwierzat czy
        fundacji zajmujacych sie interwencyjnym odbieraniem psow (EMIR,
        Arka). czasy na szczescie troche sie zmienily i mozna juz odebrac
        zwierze w trybie interwencyjny, jak rowniez oskarzyc wlasciciela o
        znecanie sie nad nim (bicie/glodzenie/brak wody/brak leczenie/brak
        schronienia - reguluje to ustawa o ochronie zwierzat). wprawdzie
        czesc spraw nadal jest umorzana ale czasem zgloszenie na prokurature
        wystarczy jako straszak na takiego czlowieka. warto tez pamietac
        pozniej o takim miejscu i sprawdzac je czy wlasnie ktos taki nie
        sprawil sobie nowego psa. niestety nie jest latwo ale chyba jednak
        warto.
        tutaj sa przyklady przeprowadzonych interwencji
        www.strazdlazwierzat.com.pl/index.php?pliki=interwencje
        a tutaj pojedyncze przyklady pokazujace to ze warto probowac tak
        traktowane psy odbierac wlascicielom.
        fundacja-emir.org/aktualnosci/archiwum/rumba.htm
        fundacja-emir.org/aktualnosci/archiwum/czarok.htm
        fundacja-emir.org/aktualnosci/archiwum/ari.htm
        fundacja-emir.org/aktualnosci/archiwum/emi.htm
        fundacja-emir.org/aktualnosci/archiwum/bohun.htm
        fundacja-emir.org/aktualnosci/archiwum/rambo.htm
        • laiczka9 Re: długość czy jakośc życia... 02.12.08, 12:01
          zgadzam się w całej rozciągłości:) nie jest to łatwe, ale warto to
          robić. nie jest to łatwe... znam przypadek kiedy cała wieś z
          sołtysem na czele chowała swoje psy bo " przyjechał ten wariat od
          zwierząt". ale przecież nie zawsze uda się pochować wszystkie bidy.
          a prawo u nas jest żałosne. czemu chłop ma się bać jak najwyżej
          dostanie wyrok w zawieszeniu? wiesz, ja zbyt mało pomagam
          zwierzętom, abym mogła się tu wymądrzać ale... czasem lepiej niż
          straszyć - porozmawiać. np.będąc u rodziny na wsi, zobaczyłam u
          sąsiada taką psią bidę. a ponieważ sąsiad stał za płotem zaczełam
          opowiadac o mojej znajomej (całkowicie fikcyjna postać). mówiłam jak
          to ta znajoma męczy swojego psa, nie karmi go, nie daje mu wody - a
          do koscioła lata co niedziela. i co z niej za chrześcijanka jak
          znęca się nad stworzeniem. wyrzekałam długo nad podłością i
          fałszywością fikcyjnej znajomej. a sąsiad słuchał. poskutkowało.
          może to odosobniony przypadek, ale zadziałał. wyszłam z założenia że
          na każdego jest jakiś bat - trzeba go tylko znaleść i nim pomachać.
          czasem wystarcza.
          nie wiem, popraw mnie jeśli się mylę, ale według mnie niektórzy
          ludzie są ... nieuświadomieni. jeśli całe ich dotychczasowe życie
          pies stał przy budzie karmiony od przypadku do przypadku, a nagle
          przychodzi ktoś i mówi że to złe - oni nie wierzą. jak to złe? to
          zawsze było dobre a teraz złe? eee... śmiać mi się chce jak kiedyś
          mój pies wzbudził sensację na letnisku. bo umiał siadać, warować
          itd. miejscowi stwierdzili że mądry bo... rasowy. a ich burki głupie
          bo kundle. i święcie w to wierzyli.
          taką mamy świadomośc w narodzie. jedni krzywdzą zwierzęta z podłości
          a inni z niewiedzy.
          • blue.berry Re: długość czy jakośc życia... 02.12.08, 13:50
            laiczka9 napisała:
            > nie wiem, popraw mnie jeśli się mylę, ale według mnie niektórzy
            > ludzie są ... nieuświadomieni.

            nieuswiadomieni? pytanie w jakiej kwestii? tego ze zwierze czuje,
            marznie, gloduje, choruje? myslisz ze to nieuswiadomienie? ja bym to
            nazwala inaczej. ale nie znajduje słow ktore nie beda powszechnie
            uznane za nieobelzywe.
            i nie za bardzo wiem jak mozna uswiadamiac kogos kogo pies lezal na
            podworzu, przywiazany lancuchem do drzewa i konal z glowdu i choroby
            a wlasciciele stwierdzili ze "no tak chory jest ale przeciez nic mu
            sie nie dzieje". psa odebrano ale niestety nie udalo mu sie juz
            pomoc mimo gigantycznych staran weterynarzy....

            to praca u podstaw - od najmlodszych lat, zajecia w szkole,
            pogadanki, informacje, chocby takie jak ta:
            fundacja-emir.org/aktualnosci/alert/DLADZIECI/okrucienstwodzieci.htm
            czy ta:
            fundacja-emir.org/aktualnosci/WOLONTARIATWARSZAWA/warszawa.htm
            • laiczka9 Re: długość czy jakośc życia... 02.12.08, 14:29
              ależ właśnie o to mi chodziło. a "nieuświadomionych' użyłam z braku
              lepszego słowa. masz rację, praca u podstaw jest bardzo ważna. ale
              próbowałam zwrócic uwagę że dla ludzi starszych (niektórych
              starszych. oczywiście) , mieszkających na wsi pies nie jest
              zwierzęciem gospodarskim o które trzeba dbać. o krowę - tak, bo daje
              mleko, mięso i kosztuje kupę kasy. o konia, kury itp. także. a o
              psa - nie. bo jak jeden zdechnie wezmą następnego. zupełnie za
              darmo. zrozum, mnie też się to nie podoba. całe życie mieszkałam w
              mieście, na wsi zaczęłam bywać po wyjściu za mąz. i długo nie mogłam
              zrozumieć jak to jest że gospodarz 3 razy dziennie niesie wiadro z
              wodą dla krów i jakoś nie pomyśli żeby trochę tej wody wlać psu do
              miski. ale skoro jego ojciec tego nie robił, jego dziadek tego nie
              robił to dlaczego on ma troszczyć się o psa? taka jest mentalność
              niektórych ludzi ze wsi. i oni naprawdę nie widzą w tym nic złego.
              nic, tylko usiąść i płakać.prosty gospodarz nie siedzi w internecie,
              nie ogląda programów edukacyjnych. jak nazwać to o czym piszę?
              okrucieństwem? tak. znęcaniem się? tak. a jaka jest tego przyczyna?
              Ty wiesz że psa trzeba zaszczepić na wściekliznę. ja to wiem. a
              wiele osób, gdy wet. jeździ po wsi wyprowadza psy do lasu. bo to
              kosztuje. jak można ryzykować własne życie dla 15 zł? powiem Ci. " a
              bo co to da? a kto tu o wściekliźnie słyszał?".
              Blue , ja nie pisze o ludziach celowo krzywdzących zwierzęta. piszę
              o ludziach którzy je krzywdzą - bo nie widzą w tym nic złego. uwierz
              mi, takich jest bardzo dużo. i zgadzam się, trzeba z nimi walczyć
              • j_adore Re: długość czy jakośc życia... 02.12.08, 14:46
                Jeśli chodzi o szczepienia przeciw wsciekliźnie.
                Mieszkałam kiedyś "służbowo" na wsi. Dostałam pięknego rasowego
                pieska i szczepiłam swojego pieska przeciw wsciekliźnie
                nieodpłatnie. Po prostu kilka dni wczesniej, po wsi szła kurenda, że
                dnia tego i tego, we wsi bedzie szczepienie psów.
                Wtedy od samego rana było widać gospodarzy z dwoma, trzema psami
                idących w kierunku wyznaczonego miejsca.
                Rzeczywiście niektóre psy, to były to "z budy". Ale też były
                szczepione. Sąsiad pilnował sąsiada, by zaszczepił swoje psy.

                Wydaje mi się, że bardziej w mieście, nieodpowiedzialny właściciel
                nie zaszczepi psa, bo za to musi zapłacić, a nikt go nie sprawdzi
                dopóki nic się nie stanie.

                • j_adore Re: długość czy jakośc życia... 02.12.08, 15:08
                  To były lata 1984-1989. Teraz doczytałam, że te szczepienia na wsi
                  teraz są płatne:(
                  Tak, czy siak wątpię, czy ci Rumuni, właściciele opisywanych przez
                  Ciebie piesków, zaszczepili pieski:(
                  • laiczka9 Re: długość czy jakośc życia... 02.12.08, 15:21
                    ucciwie mówiąc, nie wiem. ale nie wiem także czy sąsiadka z bloku
                    zaszczepiła swoje psy:)
                • laiczka9 Re: długość czy jakośc życia... 02.12.08, 15:12
                  najwidoczniej trafiłaś na wieś z mądrymi mieszkańcami.ale niestety,
                  nie dzieje się tak zawsze. i nie twierdzę że nieodpowiedzialni
                  właściciele znajdują się tylko na wsi. na wsiach na których ja bywam
                  podczas ogólnego szczepienia są , jak napisałam , spacery z psami do
                  lasu. aż człowieka szlag trafia. ale widziałam też obrazek który
                  ubawił pół wsi. otóż znajomy gospodarz nie mógł być obecny podczas
                  szczepienia. w związku z tym psa nie zaszczepiono. jego pani go nie
                  utrzymała, a wet nie był pomocny. ów znajomy przez 3 miesiące
                  umawiał się z wet na szczepienie. a wet. jakoś nie mógł dojechać.
                  znajomy zaczepił psu łańcuch i ku uciesze połowy wsi przeszedł z nim
                  4km do wet. a pies nie ułomek. mieszaniec kaukaza z owczarkiem. j-
                  adore uwierz mi. są jeszcze takie wsie, gdzie pies w samochodzie
                  wzbudza sensację. a ludzie spacerujący z psem na smyczy są
                  postrzegani jako nienormalni.
                  • laiczka9 Re: długość czy jakośc życia... 02.12.08, 15:33
                    dodam jeszcze że moja własna babcia która dzieciństwo i młodośc
                    spędziła na wsi, jest święcie przekonana że psy i koty roznoszą
                    wszystkie możliwe choroby, z odrą i złamaniem kości włącznie. od 50
                    lat mieszka w mieście a poglądów nie zmieniła. acha, i roznoszą
                    robactwo - wszelkie możliwe. fobie przelała na córkę. i choć jej
                    wnuki mają psy i koty od wielu lat, niczym się nie zarażają od
                    swoich ulubieńców - według babci igramy ze śmiercią.) taaak, w
                    prostej lini pochodzę z ciemnogrodu.
              • blue.berry Re: długość czy jakośc życia... 02.12.08, 16:44
                laiczka9 napisała:
                > ale próbowałam zwrócic uwagę że dla ludzi starszych (niektórych
                > starszych. oczywiście) , mieszkających na wsi pies nie jest
                > zwierzęciem gospodarskim o które trzeba dbać.

                ja to rozumiem. ale nie jest to dla mnie ani rozgrzeszeniem ani
                wytlumaczeniem. jest to po prostu wstretną czlowieczą mentalnoscią
                ktora nie potrafi uszanować zywego stworzenia. poza tym takie
                postepowanie nie jest postepowaniem 100% osob mieszkajacych na wsi
                (czy tez w miescie). w kazdym miejscu trafiaja sie ludzie znecajacy
                sie nad zwierzetami i doprowadzajacy je do strasznych warunkow (choc
                jednak wies w tym zdecydowanie przoduje). i sorry ale nie bede tego
                tlumaczyc tym ze "jego dziadek tak robił". moge to jedynie
                wytlumaczyc tym ze ktos jest paskudnym i złym człowiekiem.
                • laiczka9 Re: długość czy jakośc życia... 02.12.08, 18:18
                  dla mnie to też nie jest wytłumaczenie. ale piszesz o czymś ważnym.
                  mianowicie o uszanowaniu żywego stworzenia. i teraz ... jeśli widzę
                  owrzodzonego psa z kawałkiem sznurka wrzynającego się w szyje -
                  dzwonię po policję. to przypadek kiedy nie ma się nad czym
                  zastanawiać - trzeba działać.
                  ale pisałaś o szacunku. szacunek to coś co nie pojawi się pod
                  wpływem strachu przed grzywną. jeśli zabiorę psa komuś kto nie daje
                  mu wody i nie karmi go regularnie, on nie zacznie tego psa szanować.
                  przykre ale prawdziwe.jak długo mogę sprawdzać tego człowieka czy
                  nie sprawił sobie nowego psa? rok? dwa? a co potem? czasem, choć
                  nie zawsze, wystarczy mówić. sprawić aby ten hipotetyczny ktoś
                  zobaczył w psie żywe cierpiące stworzenie, a nie rzecz która jest za
                  darmo.dziwisz się że ludzie sami z siebie tego nie wiedzą? ja też
                  się dziwie, ale tak jest.masz rację, to wstrętna człowiecza
                  mentalność.i ta mentalność sama się nie zmieni.nie mówię o
                  przypadkach okrucieństwa, bestialstwa wobec zwierząt. Blue,
                  prawdopodobnie nie masz rodziny na wsi, ja od niedawna mam. i pewne
                  rzeczy wciąż mnie szokują. najchętniej kilka osób przywiązałabym na
                  łańcuchy do stodoły na kilka dni. ale nie mogę tego zrobić. więc
                  robię ... co mogę.
                  • minniemouse Re: długość czy jakośc życia... 03.12.08, 10:24
                    na wsi ludzie bardzo dobrze wiedza co robia - po prostu maja psy i
                    koty w d...e. ale bardzo dobzre wiedza ze glodza i mecza psy.

                    a to ze nalezaloby jakos ich uswiadamiac i edukowac to prawda.
                    najlepiej zaczac do dzieci w szkole. ale nie poprzestac na tym,
                    doroslych tez edukowac.

                    Minnie
    • baczek-1 Re: długość czy jakośc życia... 03.12.08, 10:39
      Mieszkam na wsi, więc wiem jak wygląda troska ludzi na wsi o
      zwierzęta. Jezeli maja budę i miskę z jedzeniem to jest sukces. Mam
      na myśli ludzi mieszkających na wsi od pokoleń, a nie napływowych z
      miasta, bo ci maja zupełnie inne podejście.
      Ja mam sąsiadów, ktorych podejrzewam, że zjadają psy i koty.
      I to nie tylko ja ich o to poderzewam. To tacy alkoholicy z
      dziesięciorgiem dzieci.
      W ciągu roku przepuszczaja przez swoje ręce po 10 psów i kilka kotów.
      Jakis sasiad ich nakrył, jak jedli królika, podejrzewa, że to był
      kot, ale nikt ich nie nakrył na mordowaniu zwierząt.
      Nie moge na to patrzeć, boje sie o mój tłusty zwierzyniec i jestem
      bezsilna.
      • laiczka9 Re: długość czy jakośc życia... 03.12.08, 10:55
        swoją drogą jakim my jesteśmy narodem... ostatnio pomieszkiwałam
        sobie w jednym z krajów oddalonym o dwie godziny lotu. miasteczko
        turystyczne, ludzie uprzejmi, zwierzęta...nie widziałam ani jednego
        bezdomnego zwierzaka jeśli nie liczyć stada kotów które zawizięcie
        co dzień karmił pewien staruszek. pełno misek stało co dzień na
        chodniku i jakoś nikomu to nie przeszkadzało. rano i wieczorem wokół
        tego pana tworzył się czarny mruczący dywan ( nie wiem czemu, ale
        wszystkie koty były czarne).po ulicach spacerowały psy, w obrożach,
        często same. samochody, widząc psa lub kota na chodniku zwalniały
        jak diabli i suneły wolniutko obok zwierzaka.
        dlaczego do... u nas tak nie moze być? typowy polski charakterek
        nie pozwala?
        • baczek-1 Re: długość czy jakośc życia... 03.12.08, 20:41
          Niestety Polacy nie potrafia uporać sie z większością problemów, z
          którymi poradziły sobie inne kraje. Jesteśmy w Unii, a tak naprawdę
          mentalnie zbliżamy sie raczej do Rosji. Sierocińce jak z lat 50-tych
          ubiegłego wieku, azyle - obozy koncentacyjne, smalec z psów i skórka
          kocia na grzbiet, scieki w rzece i śmieci w lesie. Prymitywizm i
          zabobony. Ciemnogród - zwłaszcza na wsi.
    • mjot1 Re: długość czy jakośc życia... 14.12.08, 11:25
      By właściwą uzyskać odpowiedź wystarczy tytułowe pytanie zadać
      samemu sobie...
      • mjot1 Re: długość czy jakośc życia... 14.12.08, 11:55
        Tak troszkę obok tematu
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=128&w=8651835&a=8651835
        • j_adore Lot nad kukułczym gniazdem n/t 14.12.08, 16:53
    • laiczka9 Re: długość czy jakośc życia... 14.12.08, 17:18
      właśnie... po osiedlu chodzą panie ze swoimi ukochanymi
      zwierzątkami. zwierzątka są zapasione jak prosiaki, prowadzane na
      smyczy i strrrrasznie kochane. zapasione, bo jak mu nie dać jak on
      tak ładnie prosi, nie spuszczane ze smyczy, bo jeszcze im się coś
      stanie. taka małpia miłość. bo my jesteśmy ludzmi i wiemy lepiej co
      dla zwierząt dobre. czy na pewno wiemy? nie jestem pewna.czasem mam
      wrażenie że próbujemy uczłowieczać psy, robiąc im przy tym krzywdę.
      który koń jest szczęśliwszy? jestem głęboko przekonana że ten
      biegający luzem po łące.on czuje że żyje.
      człowiek ma tą wyższość nad maszyną, że potrafi sprzedać się sam
      • j_adore Re: długość czy jakośc życia... 14.12.08, 17:33
        Ja akurat zapasienie jak prosiaka, nie spuszczanie ze smyczy, nie
        uważam za próbę uczłowieczenia psa. Wręcz przeciwnie. To traktowanie
        pieska jak maskotki.
        Ps. Choć moja wyobraźnia nie pozwala mi spuszczać psa ze smyczy byle
        gdzie. Mam swoje miejsca.
        • laiczka9 Re: długość czy jakośc życia... 14.12.08, 18:01
          masz rację. niejasno się wyraziłam. traktowanie psa jak maskotki a
          uczłowieczanie psa to dwie różne sprawy.i nie chodziło mi o
          puszcznie psa bez smyczy byle gdzie. te panie po prostu nigdy nie
          puszczają swoich psów.bo się strasznie o nie boją.taka paranoja.to
          takie babcie z filmu "kogiel mogiel". tzn. karmić pieska cicęciną
          zadnią i nosić na rękach żeby mu się łapki nie ubrudziły. a że
          piesek chętnie pobiegałby sobie po krzakach i zeżarł kawał
          śmierdzącego mięsa? o tym te panie wiedzieć nie chcą.
          • wilk11 Re: długość czy jakośc życia... 03.01.09, 21:29
            Hej, z jednej i z drugiej strony przesada niewskazana...
            Akurat odnajduję się niemal w tym opisie: mojego psa można ostatnio zobaczyć na
            smyczy na osiedlu, 'zapasionego', czasem na rękach...
            Z tym, że, mimo że pochodzi ze schroniska, od początku miał bardzo wrażliwy
            żołądek i albo gotowana wołowina z warzywami albo (...)dalej niż widzi. Nie, nie
            pozwolę mu zjeść śmierdzącego mięsa spod bloku. A na starość dostał guzów i
            wygląda jak 'zapasiony'. A na starość miewa paraliż tylnych łap, i wtedy noszony
            jest na rękach. A na starość po osiedlu chodzi na smyczy i to jest sygnał dla
            innych: weź swojego też na smycz, bo mój nie z każdym może się bawić, bo
            niektóre psy są zbyt duże, silne i agresywne.
            Mogę Cię zapewnić, że jest szczęśliwy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka