Gość: Aaa333
IP: *.adsl.inetia.pl
09.05.10, 20:28
Chciałam podzielić się historią z poprzedniego tygodnia. W jeden z
wieczorów towarzyszyłam firmowym gościom, nazwijmy ich
korporacyjnymi, z Meksyku. Ludzie fajni, na poziomie. Po kolacji
wypiliśmy piwo w Zamkowej i postanowilismy przespacerować się
jeszcze. Około godziny pierwszej w nocy znleźliśmy się na pl. Wojska
Polskiego, zauwazyliśmy otwarte Magnum i postanowiliśmy wejść
jeszcze na piwo. Przy barze siedziały 3 osoby, choć gości było chyba
2, jeden to ktos z obsługi. Usiedliśmy w kącie, zamówiliśmy piwo i
było wesoło. Meksykanie to naród wesoły, naprawdę bawilismy się
swietnie. Nie przeczę, że się dużo śmialiśmy. A tu... w pewnym
momencie podszedł do nas facet z obsługi (barman?) i powiedział, że
jak chcemy zostać, to musimy się uspokoić... Powiem szczerze, że
poczułam się trochę zażenowana przed naszymi gośćmi, byli pierwszy
raz w Polsce, zrobili wielkie oczy. Nie bylismy specjalnie pijani,
pilismy 3-cie piwo w ciągu 5 godzin, nie byliśmy obleśni, nie
tańczyliśmy na stole, gadaliśmy po angielsku. Po tej reprymendzie
dalej bawiliśmy się fajnie - postanowiliśmy śmiać się szeptem;-),
ale piwa juz nie dokończyliśmy. Na drugi dzień, podsumowując wizytę,
jeden z gości powiedział, że zapamięta na pewno Polskę, bo po raz
pirwszy ktoś mu powiedział, że zachowuje się w barze za głośno, choć
żyje już trochę na tym świecie...