dsz27
25.01.07, 11:50
Dziewczyny dosłownie ta speawa siedzi we mnie do teraz, jak o tym pomyśle to
już tylko wyć mi się chce. Nie wiem, może to ja jestem chora psychicznie i
nienormalna. Może faktycznie przesadzam i jestem popieprz... histeryczką...
Wracam wczoraj do domu po kursie i co widzę...Do Grezgorza wpadł kolega i nie
było by wtym nic złego, gdyby nie to, ze przyprowadził ze sobą psa rasy
amstaf. Wpadłam delikatnie mówiąc w histerię i od razu zabrałam Kubusia (który
siedział w kojcu w przedpokoju w odległości 2 metrów od psa). Pies nie był nim
zainteresowany więc jakby nie było w danym momencie bezpośredniego zagrożenia.
Ale dla mnie tułmaczenia, że ten pies jest kochanym pieszczoszkiem, że
uwielbia dzieci i zabawy z nimi do mnie nie przemawiają. Ja sama do siebie nie
mam zaufania w 100% a co do piero do takiego psa. Możecie sobie wyobrazić co
się działo po wyjściu tego kolegi. Do mojego męża nie trafiają żadne z moich
argumentów i chyba uważa, że mi odbiło. On uważa że nic złego się nie stało a
dla mnie to poprostu kompletny brak wypbraźni.
Oczywiście obiecał, że to się więcej nie powtórzy ale nie sądzę, żeby
cokolwiek zrozumiał. Już nei wiem jak mam do niego mówić....ech....
Sorki za błędy ale jestem wkurzona