Dodaj do ulubionych

Wróciłam z pracy do domu i zamarłam....

25.01.07, 11:50
Dziewczyny dosłownie ta speawa siedzi we mnie do teraz, jak o tym pomyśle to
już tylko wyć mi się chce. Nie wiem, może to ja jestem chora psychicznie i
nienormalna. Może faktycznie przesadzam i jestem popieprz... histeryczką...
Wracam wczoraj do domu po kursie i co widzę...Do Grezgorza wpadł kolega i nie
było by wtym nic złego, gdyby nie to, ze przyprowadził ze sobą psa rasy
amstaf. Wpadłam delikatnie mówiąc w histerię i od razu zabrałam Kubusia (który
siedział w kojcu w przedpokoju w odległości 2 metrów od psa). Pies nie był nim
zainteresowany więc jakby nie było w danym momencie bezpośredniego zagrożenia.
Ale dla mnie tułmaczenia, że ten pies jest kochanym pieszczoszkiem, że
uwielbia dzieci i zabawy z nimi do mnie nie przemawiają. Ja sama do siebie nie
mam zaufania w 100% a co do piero do takiego psa. Możecie sobie wyobrazić co
się działo po wyjściu tego kolegi. Do mojego męża nie trafiają żadne z moich
argumentów i chyba uważa, że mi odbiło. On uważa że nic złego się nie stało a
dla mnie to poprostu kompletny brak wypbraźni.
Oczywiście obiecał, że to się więcej nie powtórzy ale nie sądzę, żeby
cokolwiek zrozumiał. Już nei wiem jak mam do niego mówić....ech....
Sorki za błędy ale jestem wkurzona
Obserwuj wątek
    • mysty Re: Wróciłam z pracy do domu i zamarłam.... 25.01.07, 12:19
      'Ale dla mnie tułmaczenia, że ten pies jest kochanym pieszczoszkiem, że
      uwielbia dzieci i zabawy z nimi do mnie nie przemawiają' - no, kochana tu mogę
      Ci podać rękę - dla mnie to żaden pies tylko genetyczny twór do zabijania.
      Wiem, że ludzie je mają i bardzo kochają niemniej dla mnie są to tylko
      mordercze twory. U nas jest zakaz przychodzenia z takimi osobnikami i to na
      długo zanim pojawił się Tymek.

      Co zaś się tyczy 'ten pies jest kochanym pieszczoszkiem, że
      uwielbia dzieci i zabawy z nimi ' - prawdę mówiąc to żadnemu zwierzaczkowi ufać
      nie można tak do końca. Ot, mały kundzio może Ci dziecko pogryźć.
    • luciii współczuję przeżyć i mam nadzieję, że 25.01.07, 13:21
      małż Twój mimo wszystko zrozumiał lekcję i będziesz mogła być spokojniejsza o
      Kubusia


      :)
      • dsz27 Re: współczuję przeżyć i mam nadzieję, że 25.01.07, 14:01
        Dziewczyny mam nadzieję, ale męczy mnie już ciągłe tłumaczenie dlaczego dziecko
        w tym wieku nie powinno bawić się długopisem, łyżką metalową, walić łąpkami w
        okna (mimo widocznej frajdy), i dlaczego tak a nie inaczej zareagowałam na tego
        psa... ech nie wiem dlaczego akurat w temacie Kubusia mój Greg jest taki
        krótkowzroczny i bez wyobraźni. W innych kwestiach nie mam mu nic do zarzucenia...

        Ech...:-((((
        • annaoj5 dsz27 popieram 25.01.07, 23:13
          Twoje zdanie w 100%. Sama mam dwa psy i troje dzieci i wiem, że psiska traktują
          dzieci jak kogoś niższego w hierarchii, a pozostawianie tegoż towarzystwa we
          własnym gronie uważam za wielce niebezpieczne.
    • karolina_pp Re: Wróciłam z pracy do domu i zamarłam.... 25.01.07, 22:53
      A ja tak ni z gruszki ni z tego - z jakiego kursu wróciłaś, jeśli można
      wiedzieć? :o)
    • lotos.flower Re: Wróciłam z pracy do domu i zamarłam.... 26.01.07, 06:05
      Donia, ja zamarłam przed komputerem
      i doskonale Cie rozumię
      obcy pies to zły pies, nie dotykamy nie głaszczemy itp itd
      i nie ważne cy to skundlony jamnik czy dog
      Julke juz tego nauczyłam, czeka mnie potem przeprawa z Akselem

      a moze Grześki takie właśnie są?

      bo mój też mówi że nic sie nie stanie,
      przy dzieciach robi sie bardzo beztroski

      buziaki
      • dsz27 Re: Wróciłam z pracy do domu i zamarłam.... 26.01.07, 09:02
        Witam z samego ranka,
        Wczoraj rozmawiałam z moim Gregiem znowu na ten temat, spokojnie i bez nerwów
        ->przynajmniej na początku;) On jednak upiera się przy zdaniu, że ryzyka nie
        było bo pies był na smyczy trzymanej przez właściciela a on stał obok kojca, w
        którym siedział sobie Kubuś...! A ja jestem zdania, że to obcy pies,
        niebezpieczny i gdyby coś mu odbiło to nikt nie był by w stanie go utrzymać! A
        sama ta sytuacja to już dla mnie lekko mówiąc przegięcie. Tak czy inaczej
        ustaliliśmy, ze taka sytuacja się więcej nie powtórzy. On nadal uważa, ze
        popadam w paranoje a ja uważam, ze jego podejście w tym temacie jest delikatnie
        mówiąć krótkowzroczne.
        Karolina zapisałam się na kurs prawa jazdy. Tyle co mi ofert pracy uciekło z
        powodu braku prawka to szok;)W poniedziałki i środy praktycznie mnie nie ma dla
        Kuby (nad czym strasznie ubolewam) ale musze się spiąć i zrobić w końcu to prawko.
        Miłego dnia
        Dominika
    • ciri_77 Re: Wróciłam z pracy do domu i zamarłam.... 26.01.07, 09:58
      Dla mnie Twoja reakcja była nieco histeryczna, aczkolwiek rozumiem, że boisz sie
      o swoje dziecko. Dziwi mnie postawa obu panów - kolegi Twojego męża (jak mozna
      przyjśc z niebezpiecznym psem do mieszkania obcych ludzi, którzy mają małe
      dziecko?) oraz szanownego małżonka, beztrosko przyjmujacego takich gości w domu.
      Pomijam kwestie ewentualnego napadu agresji u zwierza (co wbrew pozorom zdarza
      się dośc rzadko, ale i tak za dużo) ale obcy piec to także obce bakterie i
      sierś, na którą dziecko może byc uczulone. POza tym psiak jest w obcym dla
      siebie otoczeniu i może reagować niezrozumiale, czasem np chcąc pomóc. Spokojna
      rozmowa i wskazanie właśnie takich zagrożeń, powinna pomóc.
      Sama mam rottwailera i nigdy nie zostawiam go sam na sam z dziecmi, nigdy go
      tez nie zabieram do obcych mieszkań. A jeśli my przyjmujemy gości z dzieciakami
      to pies najczęściej jest odseparowany. Znam go i moge za niego ręczyć, ale nigdy
      nie zaryzykuję by to sprawdzić :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka