slezan
06.05.03, 10:15
Od jakiegoś czasu na kilku forach prowadzona jest nieudolnie tak pod względem
merytorycznym jak i językowym kampania przeciw stowarzyszeniu o nazwie Ruch
Autonomii Śląska. Jej uczestnicy, których liczba znacznie ustępuje liczbie
stosowanych przez nich nicków, występują z pozycji wszechpolskich, rzadziej
wszechniemieckich, a ostatnio również z pozycji „nawróconych” na polskość
Ślązaków. Nie dysponując przekonującymi argumentami, a czasem i
intelektualnym potencjałem niezbędnym do zrozumienia nawet tak prostej idei
jak autonomia regionalna, osobnicy ci obrzucają członków i sympatyków RAŚ
epitetami w rodzaju: „nazista”, „faszysta”, „folskdojcz”, „renegat”.
Repertuar dość ubogi, w dodatku podkradziony towarzyszowi Wiesławowi.
W zasadzie polemika z owymi pozbawionymi własnych, przemyślanych poglądów
napastnikami jest bezcelowa. Fora odwiedzają jednak także osoby postronne,
które przytłoczone masą bredni wypisywanych przez różnych thunderbolcików,
tomków ileś tam czy arnoldów o IQ 17, mogą ulec mylnemu wrażeniu, że RAŚ to
organizacja ultrasów, którzy Polaków najchętniej zjadaliby na śniadanie,
myśląc przy tym z lubością o dokonaniach dziadków gestapowców.
Jestem od jakiegoś czasu członkiem RAŚ i zadaję sobie trud śledzenia
publicznych wypowiedzi liderów tego stowarzyszenia, zaznajamiam się z
materiałami programowymi i innymi publikacjami. Wynika to z moich
zainteresowań – bardziej pociągają mnie idee niż aktywność organizacyjna.
Człowiek często traci dystans do środowiska, w którym przebywa i sprawy, z
którą się identyfikuje. Dlatego, poniekąd zainspirowany postami niektórych
gości forum, mimo ich w większości żenująco miernego poziomu, postanowiłem
uważnie przyjrzeć się swoim kolegom, a także opublikowanym wypowiedziom
ludzi, którzy w RAŚ grają obecnie pierwsze skrzypce. Zastanawiałem się, czy
doszukam się śladów totalitarnego myślenia, zwierzęcego antypolonizmu czy
śląskiego szowinizmu. Wnioski są dla mnie samego ciekawe.
Do RAŚ należą ludzie o różnych korzeniach. Interesującym fenomenem jest duży
procentowo udział tzw. krojcoków (czyli osób z małżeństw mieszanych). Jest
ich chyba niewiele mniej od Ślązaków z dziada pradziada. Nie brakuje osób
napływowych. Nie zauważyłem wynikających z owego zróżnicowania napięć.
Większość znanych mi członków RAŚ deklaruje narodowość śląską. Nie jest to
jednak większość przytłaczająca – procent Polaków i Niemców jest znaczący.
Ciekawym dla mnie doświadczeniem było poznanie napływowego Polaka, który w
spisie deklarował narodowość polską, co nie przeszkadzało mu rozlepiać
plakatów „Masz prawo deklarować narodowość śląską”.
Większość znanych mi członków RAŚ nie wykazuje jakiegoś wyjątkowo żywego
zainteresowania historią – z reguły to zainteresowanie ma charakter wtórny.
Znacznie poważniej traktowania jest obecna sytuacja regionu. Stosunek do
państwa polskiego (co nie oznacza stosunku do Polaków) jest niechętny, ale
owa niechęć nie ma charakteru dogmatycznego. Wynika z poczucia, że państwo to
doprowadziło swą polityką do upadku niegdyś bogatego regionu, w dodatku
dopuszczając się oszustwa – przed plebiscytem 1921 r. obiecało bowiem
Śląskowi autonomię, którą następnie bezprawnie zabrało i nie przywróciło do
dziś mimo zmiany ustroju.
Osobiście najbardziej zainteresowany jestem wypowiedziami liderów – dają one
bowiem, obok materiałów programowych, wyobrażenie o ideowym obliczu
ugrupowania. Przeanalizowałem zwłaszcza znane mi wystąpienia obecnego
przewodniczącego, przedstawianego tu przez niektórych jako czołowy
polakożerca. Powracają w nich odwołania do kilku myślicieli, m.in. do de
Rougemonta (entuzjasty koncepcji Europy regionów, zaciekłego przeciwnika
państwa narodowego) i polskiego pisarza emigracyjnego Józefa Mackiewicza.
Ogólnie daje się zauważyć połączenie prawicowego liberalizmu z myślą
regionalistyczną, co chyba jest typowe dla całego młodego pokolenia działaczy
RAŚ (a nie ukrywam, że odpowiada też takiemu staremu prykowi jak ja).
W świetle moich doświadczeń RAŚ nie jest zatem organizacją antypolską, choć
stosunek jego działaczy do państwa polskiego jest bardzo krytyczny (co dla
normalnego obserwatora życia publicznego powinno być zrozumiałe). Nie jest
też organizacją proniemiecką, choć znaczna część jej członków nie ukrywa
swych związków z niemiecką kulturą (co dla normalnego Środkowoeuropejczyka
powinno być zrozumiałe) czy przynajmniej szacunku dla niemieckich dokonań
cywilizacyjnych. Trudno tu mówić w ogóle o jakimś pro- lub anty. Nie jest też
organizacją wykazującą najmniejsze ideowe powinowactwo z nazizmem czy
faszyzmem.
Nie mogąc zdyskredytować poglądów reprezentowanych przez RAŚ koleżkowie spod
znaku mieczyka Chrobrego (oj Freud by im coś na temat tego mieczyka
powiedział) usiłują prowokować do antypolskich wypowiedzi. Czasami im się to
udaje – na swoje wypociny uzyskują równie obelżywą i chamską odpowiedź. Wtedy
ogłaszają oponenta typowym przedstawicielem środowiska RAŚ, a jego
wystąpienie deklaracją programową tego stowarzyszenia (aż strach pomyśleć, co
byłoby, gdyby ich wypowiedzi uznać za reprezentatywne dla ogółu Polaków).
Często jednak ktoś obraca wszystko w żart, czego w swym ograniczeniu nie są w
stanie dostrzec – ubaw wtedy gotowy.