studentka255
26.03.08, 22:41
a ja jestem na wykończeniu.
Synka urodziłam w listopadzie 2007 r w Szpitalu Wojewódzkim w Bielsku trzy
tygodnie wcześniej od planowego terminu w związku z tym nie znalazłam położnej
aby towarzyszyła mi przy porodzie. Niestety, mój poród był bardzo ciężki i żle
go wspominam, nie dlatego że tak strasznie bolało, lecz dlatego że złamano
moje prawa. Do dzisiaj nie mogę zrozumieć dlaczego było obecnych tak wiele
osób, nie wiedziałam kto z personelu jest za mnie odpowiedzialny, za każdym
razem inna położna przychodziła by mnie zbadać, czułam się zdezorientowana i
opuszczona. Nie informowano mnie o przebiegu porodu, jak również podczas
badania USG. Powiedziano tylko tyle że Dzidziuś waży 2800. Pytam jak jest
ustawiony? Odpowiedziano - "dobrze" ( dr OZIMINA ) To nie była dla mnie
wystarczająca informacja. Już na sali porodowej w ogóle nie informowano mnie o
jego przebiegu. Jedna położna tylko stała, śmiała i patrzała jak jęczę z
bólu... czułam sie okropnie, zawstydzona. W pierwszym okresie porodu nie
wiedziałam co się ze mną dzieje i z dzieckiem. Wiedziałam że łamią moje prawa
ale ból był tak okropny że nic nie mogłam mówić. Dlaczego właśnie wtedy
przeprowadzano ze mną wywiad i dawano coś do podpisania? Pani doktor miała
pretensję że nie odpowiadam jej szybko na te pytania tylko krzyczę, była
wściekła ( OZIMINA ) a ja myślałam tylko o Dziecku i o tym potwornym bólu.
Dlaczego nie mogłam rodzić w spokoju, skupić sie na porodzie, wyciszyć się?
Byłam bezradna, a otaczająca mnie rzeczywistość bezlitosna. W czasie
pierwszego okresu porodu o własnych siłach z Mężem próbowaliśmy pozycje
kuczne, kolankowe, ciągle się ruszałam. Komentowano moje zachowania. Śmiano
się ze mnie. Nie słyszałam ani jednego dobrego słowa ze strony położnych, były
nieżyczliwe, aroganckie, nie zaznałam współczucia, nikt nie pomógł Mężowi aby
mnie podtrzymywać w czasie zmian pozycji. Pytam, czy mogę wejść do wanny
złagodzić ból, odpowiedziano - " Jak już nalejemy to już będzie zimna".
Zaintonowałam położnej że w czasie drugiego okresu ( jak już wyrzyna się
główka) chcę rodzić w kucki, nie na stole porodowym, bo mam takie prawo, bo
tylko moje ciało wiedziało że podczas kucania najmniej boli. Jeden z lekarzy (
ENGLERT ) odpowiedział : " W takich pozycjach to tylko kobiety w buszu
rodzą... " Zamurowało mnie. Prosiłam, błagałam że tak mi najlepiej rodzić. Nie
pozwolono. Moją decyzję uważali za nieodpowiedzialny wybryk. Unieruchomiono
mnie w drugim okresie po przez KTG pomimo że się nie zgodziłam. Dlaczego
złamano moje prawa? Dlaczego nie miałam możliwości swobodnego podejmowania
decyzji? Przecież każdy ma prawo do decydowania o własnym losie...
Po porodzie znów złamano prawa. W czasie zszywania mnie, ( fizjologiczne
pęknięcie) jedna z salowych siedziała patrzała i śmiałą się ze mnie. Drzwi
były otwarte. Jedna z lekarek : " za co się pani uważa? skąd pani wie o
pozycjach kucznych? chodziła pani do szkoły rodzenia? to my za panią
odpowiadamy... " . W czasie obchodu jeden z lekarzy ( ROZTOCZYNSKI ) do mnie :
" Ta to rodziła jak błyskawica"
NIE idzcie tam rodzić!!!!!!!