Dodaj do ulubionych

Kto osłabia potencjał obronny Polski...

30.12.10, 21:26
www.youtube.com/watch?v=dAKdqc2AGOE
Obserwuj wątek
    • szto_tawariszczi Re: Kto osłabia potencjał obronny Polski... 30.12.10, 22:25
      Swarozycku....

      No wiesz.... Watykan odpowiada za to, że zredukowano armię /tzw. Wojsko Polskie/

      do 60 tysięcy w tym 3/4 urzędników ???

      nie przesadzaj...
      • stasi1 Re: Kto osłabia potencjał obronny Polski... 02.01.11, 19:49
        Może nie watykan. w końcu watykan wszystko robi aby było mu jak najlepiej. Armia ma trochę więcej żołnierzy niż to przytoczyłeś ale liczbę kapelanów ma taką samą jak stan liczbowy armii był 3 razy większy.
        W USA kapelanami są sierżanci, czy coś stoi na przeszkodzie aby w Polsce też tak było?
        W Polsce są paraie garnizonowe gdzie jedynym żołnierzem(oczywiście w stanie czynnym) jest kapelan. Czy to normalne? Może wiele to by nie dało, ale zawsze od czegoś można zacząć
        • browiec1 Re: Kto osłabia potencjał obronny Polski... 09.01.11, 15:55
          W Stanach sie dalo.Niby oszczednosci ale 7/8 na redukcji zbednych etatow i oszczednosciach polegajacych na rozsadniejszym gospodarowaniu posiadanymi materialami.
    • aaapap Re: Kto osłabia potencjał obronny Polski... 31.12.10, 07:33
      Fakty, ale opowiedziane paradoksalnie.
      Gdyby film był "świeższy" przemawiający zwrócił by uwagę na istniejące etaty kapelanów w nieistniejących już JW.
      W podobny sposób argumentuje poseł/nie poseł Janusz Palikot.

      Filmik wzywa do sprzeciwu i do wydawania wyrwanych już pieniędzy na coś innego*.
      Dla podatnika przy tym nie ma oszczędności.

      *Może być Chopin
      • szto_tawariszczi Re: Kto osłabia potencjał obronny Polski... 09.01.11, 16:37
        czy te spory mają sens....

        armii już nie ma....

        a dlaczego - może ładne porównanie:

        ja mieszkam w Krakowie

        100 lat temu była to wielka twierdza /bardzo wielka/ na granicy
        Monarchii Austro-Węgierskiej

        jej garnizon liczebnie był porównywalny z obecnym Wojskiem Polskim
        /tylko że były to jednostki liniowe, nie składał się w 3/4 z urzędników w mundurach/

    • swarozyc Deja vu 29.01.11, 14:06
      W dziedzinie polityki ciąg reformistyczny wystąpił pod hasłem naprawy ustroju państwowego.
      Uświadomiono sobie, że coś musi być zrobione jeśli państwo ma nadal istnieć. Bezprzykładna niemoc rządu i słabość wojska, dwie najbadziej widoczne "wady" polakatolickiej państwowości wołały głośno o reformy i wskazywały gdzie leży główna przyczyna nożyc potencjałów zewnętrznych.
      Na wzmocnienie przeto władzy państwowej i powiększenie armii skierowały się wysiłki reformatorów.
      Sprawa postawiona na płaszczyźnie fikcji błędów i wad przedstawiała się raczej prosto: ileż nam potrzeba wojska - zapytano się - by usunąć zagrożenie z zewnątrz? - 50 tysięcy? - sto tysięcy? - Powiedzmy sto tysięcy; podnieśmy zatem armię do tej cyfry, a straszak zagrożenia z zewnątrz zniknie.
      Rada zdawała się zbawienną, pozostawało jedynie praktyczne jej zastosowanie i naprawienie "błędu" w obronności państwa.
      W praktyce okazało się to nie tak proste.
      By stworzyć silną armię, trzeba było mieć zasobny skarb. Ażeby skarb był zasobny, trzeba było, by obywatele mieli z czego i chcieli płacić podatki.
      Polakatolik zaś podatków płacić nie chciał. W wykonaniu uchwał sejmu czteroletniego 1800 komisarzy zostało rozesłanych w maju 1789 po całym kraju, dla zbadania ksiąg gruntowych i oszacowania majątków według zeznań właścicieli, którzy składali je pod przysięgą.
      Miało to być podstawą do ściągnięcia "Ofiary wieczyste Prowincjów obojga narodów na powiększenie sił krajowych", podatku na uchwaloną przez sejm stutysięczną armię.
      Spodziewano się, że podatek ten, łącznie z innymi, przyniesie skarbowi 36 milionów złp. Suma jaką faktycznie zebrano - 9 milionów - rozwiała wszelkie marzenia o stutysięcznej armii.
      Apel do patriotyzmu szlachty zawiódł sromotnie. Zdarzały się, owszem, sporadyczne wypadki bezinteresownej i dobrowolnej ofiarności. Ogół jednak społeczeństwa pozostał głuchym na potrzeby państwa i od świadczeń uchylał się.
      Do daniny wieczystej obowiązani byli ci właściciele ziemscy, którzy wysiewali ponad 10 korcy zboża rocznie. Ale np. "... w powiecie Ostrołęckim w parafii ostrołęckiej na 300 posiadaczy gruntowych płaci ofiarę 10, a inni zaprzysięgli, że nie wysiewają więcej niż 10 korcy; - w powiecie różańskim... na 265 szlachty wymienionej w protokole płaci 53, reszta wolna na podstawie złożonej przysięgi."
      R. Rybarski, Skarbowość Polski w Dobie Rozbiorów, Kraków, 1937, str.322.
      To samo było z innymi podatkami. - "... zdarzało się, że chłop wolał mieszkać w jednej chałupie z żonatym synem, że dziedzice rozbierali stare budynki, że mieszczanie rozwalali swe domy po miasteczkach przed lustracją dymów i stawiali je na nowo po lustracji, żeby uniknąć podymnego..."
      T. Korzon, op.cit., str. 209,
      Obywatele płacić nie chcieli. Słusznie zresztą mogli wskazać na brak w tym względzie dobrego przykładu u góry.
      Mianowicie, gdy na skutek utraty ziem po r. 1772 dochody państwowe znacznie się skurczyły, uposażenie króla nie uległo żadnej obniżce i wynosiło nadal siedem milionów.
      Tyle przed rozbiorem przynosiły przeciętnie królewszczyzny i soliny, zwłaszcza wielickie, które to ostatnie źródło po r. 1772 odpadło. Dla pokrycia strat króla, który o ograniczeniu swych wydatków ani słyszeć nie chciał, przyznano mu odszkodowanie w kwocie 2 666 666 złp, ze skarbu koronnego tylko. Tak w r. 1775, po odjęciu tej sumy od 11 628 461 złp wynoszącego budżetu Korony, pozostało na wydatki rządu, na wojsko, administrację zaledwie 8 961 795 złp, - "suma tak mała, że zgoła wydaje się nie odpowiadać, w żadnym wypadku, potrzebom dla których się ją przeznacza." - komentuje współczesny obcy pisarz.
      Coxe, op. cit. str.116
      Król jednak tonący w długach, zrezygnować ze swych siedmiu milionów nie myślał, król polakatolików, jeśli chodziło o stosunek do państwa, okazał się godnym swych obywateli, - a obywatele króla.
      W tych warunkach, już nie mówiąc o stu tysiącach, wystawienie nawet dozwolonej przez traktat gwarancyjny z 1717 r. 30?to tysięcznej armii było zadaniem do końca niemal Rzeczpospolitej nierozwiązalnym.
      Opłakany stan obronności kraju nie był wynikiem żadnego błędu, dającego się, jak sądzili reformatorzy, naprawić drogą mechanicznych zabiegów; był prawidłowym skutkiem rozwoju wewnętrznego narodu, nieodłącznym od przyczyn jego ogólnej degradacji.
      Przyczyny te zakreśliły podobnież granice, do jakich dotrzeć mogły zasięgi ciągu reformistycznego w dziedzinie ustrojowej.
      Tam gdzie trzeba było radykalnych cięć, gdzie trzeba było by gęsto spadały głowy, zawszonej kukły na tronie nie wyłączając - tam spłoszony polakatolik ratował ojczyznę mdłym plasterkiem konstytucji 3-ciomajowej.
      Owoc czteroletniego gadulstwa, lęku przed własnym cieniem i kurczowego trzymania się tradycji, reforma 3-ego maja poza liberum veto i wybieralnością tronu nie zmieniła zasadniczo niczego w dławiącym kraj Systemie Realizacji Postaw Nadkonsumpcji szlacheckiej.
      "Szanując pamięć przodków naszych, jako fundatorów rządu wolnego, stanowi szlacheckiemu wszystkie swobody, wolności, prerogatywy, pierwszeństwa w życiu prywatnym i publicznym najuroczyściej zapewniamy; szczególniej zaś prawa, statuta i przywileje temu stanowi od Kazimierza Wielkiego, Ludwika Węgierskiego, Władysława Jagiełły i Witolda brata jego, Wielkiego Książęcia Litewskiego; niemniej od Władysława i Kazimierza Jagiellończyków, od Jana Alberta, Aleksandra i Zygmunta I braci, od Zygmunta Augusta ostatniego z linii Jagiellońskiej sprawiedliwie i prawnie nadane, utwierdzamy, zapewniamy, i za niewzruszone uznajemy."
      W tym duchu utrzymany jest cały rozdział II konstytucji, przez wszystkie niemal postanowienia, której przebiła troska o interesy szlachty, strach przed narażeniem się jej.
      Mieszczaństwu, i tylko z miast królewskich, rzucono ochłap praw obywatelskich, chłop zaś nie dostał nic, chłop czekać musiał na wyzwolenie dopiero przez zaborców.
      Gdy despota Fryderyk II pruski jeszcze w 1749 ustanawia karę 6 lat twierdzy za bicie chłopa, to pobłogosławieni przez Ojca Świętego demokraci polscy z roku 1791 przeszli do porządku nad barbarzyńską samowolą szlachcica wobec niewolników w sukmanach. Obawa naruszenia tradycji była zbyt silną.
      Bieda-historycy nasi zachłystują się w pochwałach trzeciomajowej "łagodnej rewolucji", że to, odmiennie niż u innych narodów, nie kosztowała ani jednej kropli krwi. Tyle też była warta.
      Swoistymi drogami poszedł ciąg reformistyczny w dziedzinie gospodarstwa.
      Dostrzeżono nagą prawdę, iż słabość ekonomiczna Rzeczypospolitej i nędza jej ludności ma swe źródło w zupełnym niemal braku przemysłu. Rzucano więc hasło uprzemysłowienia kraju. Powstał pęd do zakładania fabryk, moda na " industrię" zapanowała zwłaszcza wśród bywałej za granicami magnaterii.
      I oto w czasie gdy kraj potrzebował armat i jeszcze raz armat - Radziwiłłowie zakładają fabryki luster, Potoccy - kapeluszy, Czartoryscy - porcelany, Ogiński - kobierców, Bieliński - szkieł kolorowych, Stanisław Poniatowski, podskarbi wielki litewski - jedwabiu.
      Prześcignął wszystkich Tyzenhauz, zakładając koło Grodna 23 fabryki, zatrudniające 3 000 robotników. Przedmiotem produkcji były m.in. takie konieczności chwili jak złotogłów, koronki, pończochy jedwabne, karoce, karty do gry.
      Ten ostatni artykuł wytwórczości krajowej, wyrabiany również w Warszawie, miał chyba największy zbyt: rocznie sprzedawano w Koronie samej od 65 000 do 85 000 talij kart.
      Rybarski, op. cit., str.206.
      Magnackie fabryki, wytwór mody, fantazji wielkopańskiej i dylentanctwa, bankrutowały równie szybko jak powstawały. Pańszcyźniany, siłą do pracy przymuszany chłop-robotnik nie miał zadnego interesu w dźwiganiu tego rodzaju przemysłu i pracował opieszale.
      Zarówno wykwalifikowanych majstrów jak i surowce dla produkcji przedmiotów zbytku sprowadzano z zagranicy, co przyczyniło się do powiększania i tak stale ujemnego bilansu handlu zagranicznego. W r. 1776 handel zagraniczny Polski przedstawiał się następująco:
      Przywóz - 48 640 679 złp
      Wywóz - 22 096 360 złp
      Za lata 1778 - 1780 nadwyżka importu nad eksportem wyniosła 40 milionów zł
      • swarozyc Re: Deja vu 29.01.11, 14:09
        I znów gdy dla porównania cofniemy się w czasy gospodarki przedkatolickiej, w wiek XVI, znajdziemy że Polska wówczas miewała i bilans handlowy z grubymi nadwyżkami, i dochody skarbowe trzykrotnie wyższe od tych jakie widzimy w wieku XVIII.
        Ign, Baranowski, Przemysł Polski XVI. w., W-wa, 1919.,Bujak, op. cit
        Było by rzeczą zrozumiałą gdyby tak wielkie salda ujemne handlu zagraniczneczo w "okresie reform" tłumaczyły się inwestycjami. Tak jednak nie było. Import był w lwiej części importem konsupcyjnym.
        W lata tuż przed sejmem czteroletnim, gdy budżet państwa nie przekraczał 20 milionów, sprowadzano do kraju win zagranicznych i likierów za 15 milionów, a jedwabi i artykułów zbytku za 19 milionów złp rocznie!
        W okresie największego nasilenia ciągu reformistycznego, w obliczu wciąż wiszącej groźby nowego rozbioru, społeczeństwo polakatolików sprowadzało rocznie z zagranicy 4 580 000 butelek win i miodów!
        Rybarski, op. cit., str. 66, 113, 114.
        Cyfry te stanowią ilustrację do tego cośmy na innym miejscu powiedzieli o postawie nadkonsumpcji poslkiej przeciętnej społecznej.
        Uwzglednienie tej postawy i jej roli w psychice polakatolika pozwoli nam na zrozumienie tragifarsy jedwabno-koronkarskich metod uprzemysłowienia kraju bezbronnych utracjuszy, na których bogate lecz niewykorzystane ziemie zewsząd chciwym spogładali okiem uzbrojeni w stal i żelazo sąsiedzi.
        Ciąg reformistyczny w gospodarstwie skazany był na jałowość, podobnie jak próby uzdrawiania innych dziedzin życia narodowego, próby, wymierzone w leczenie skutków, a nie przyczyn choroby.
        • van_pomidor Re: Deja vu 29.01.11, 14:32
          No faktycznie rządy PO przypominają ostatnie lata I RP.
          • browiec1 Re: Deja vu 29.01.11, 22:39
            glosrydzyka.blox.pl/2011/01/Radio-Maryja-nadzieja-dla-Polski-i-swiata.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka