odyn06
11.10.24, 08:09
Jeszcze nie tak dawno bitwę pod Lenino przedstawiano jako zwycięskie starcie z Niemcami. Propaganda akcentowała, że była to bitwa żołnierzy "odrodzonego" Wojska Polskiego, którzy szli bojem do Polski najkrótszą drogą.
Historycy Wojskowego Instytutu Historycznego robili na tej bitwie doktoraty, a Alojzy Sroga, generał Berling i podobni im "pisarze" zarabiali na kolejnych wydaniach swoich książek o tej "zwycięskiej" bitwie.
Dopiero obiektywna ocena bitwy, oparta na dostępnych już źródłach niemieckich i radzieckich pozwoliła historykom młodszego pokolenia i obiektywnym w swoich ocenach naukowcom w mundurach na zgodne stwierdzenie, że ta bitwa nie była zwycięstwem, a klęską okupioną strasznymi stratami w stosunku do rezultatów.
Bitwa zaplanowana po sowiecku, realizowana przez radzieckich oficerów z polskim rodowodem, którzy skierowanie do 1. DP traktowali jako zesłanie, karę i przerwę z karierze. Byli wśród nich tacy, którzy brali udział w najeździe na Polskę 17 września 1939 roku.
Bitwa dowodzona przez alkoholików, a dowódca pułku czołgów dywizji zdjęty ze stanowiska dzień przed bitwą.
Bitwa z 10 minutowym przygotowaniem artyleryjskim, bo artyleria nie miała amunicji, bo nie zdążyli dowieźć.
Bitwa do której Niemcy byli dobrze przygotowani na podstawie zeznań ok. 20 dezerterów z polskiej dywizji.
Jutro kolejna rocznica bitwy. Na zaniedbanym cmentarzu pod Lenino nie będzie żadnych uroczystości, a leżący tamże żołnierze, którzy nie zdążyli do Andersa są dowodem na jakże złożone polskie losy.
Mimo wszystko pamiętajmy o nich. Nie mieli wpływu na wielką politykę. Zostanie żołnierzem uratowało ich przed śmiercią głodową w tajdze lub kopalni, a ich rodziny, jako rodziny poległego mogły wrócić do Polski, ale nie do Wilna lub Lwowa.
Cześć ich pamięci....