Gość: Peron IP: *.waw.cdp.pl / *.maw.pl 06.11.02, 13:42 Dość ciekawa klasa okretów. Co Szanowni Forumowicze o nich sądzą? I który z typów uznaliby za szczytowe osiągniecie w tej dziedzinie? PZDR, Peron Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: zwiadowca Re: Krążowniki waszyngtońskie IP: *.gl-jp.digi.pl 06.11.02, 14:03 Niczego sobie klasa okretow. Wszystko jednak zalezy od konkretnego typu, ja pozostaje fanem amerykanskich "Baltimorow". Spora konkurencja dla krazownikow ciezkich byly duze krazowniki lekkie. Okrety takie jak USS Helena, USS Cleveland, czy HMS Gambia mialy spora ilosc dzial 155 mm, ktore mialy duza szybkostrzelnosc, wiec ich sila ognia mogla byc porownywalna do krazownikow z armatami 203 mm. Pancerze byly porownywalne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Słoju Re: Krążowniki waszyngtońskie, pytanie IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 06.11.02, 14:04 Pod tym pojęciem rozumiesz także te jednostki, formalnie zaliczane do tej grupy (ze względu na termin budowy) ale przekraczające dopuszczalne limity (okręty japońskie i niemieckie)? Pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Peron Re: Krążowniki waszyngtońskie, pytanie IP: *.waw.cdp.pl / *.maw.pl 06.11.02, 14:31 Traktuje jako krążowniki tego typu wszystkie typy zbudowane jako krazowniki ciezkie o oficjalnej wypornosci 10 000 ts i kalibrze dzial ca.203mm. Byly na tyle oryginalne, ze traktuje sie w wiekszosci literatury marynistycznej jako oddzielna klase. Gość portalu: Słoju napisał(a): > Pod tym pojęciem rozumiesz także te jednostki, formalnie zaliczane do tej grupy > > (ze względu na termin budowy) ale przekraczające dopuszczalne limity (okręty > japońskie i niemieckie)? > Pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
dreaded88 Najlepsze - "Baltimore" 06.11.02, 15:43 Wybór jest stosunkowo prosty, choćby z tego względu, że były to najpóźniej zaprojektowane jednostki tej klasy. Brytyjczycy dali sobie spokój we wczesnych latach 30., inni z wyjątkiem Niemców z różnych względów kilka lat później, więc jednostki amerykańskie były bez konkurencji. Sama klasa - no cóż, sztuczny twór ograniczeń traktatowych, ale sprawdziła się w II wojnie i później. BTW - Churchill napisał w pamiętnikach o swoich wymarzonych krążownikach - wyporność rzędu 14 000 ton, uzbrojenie główne - armaty 234 mm, odpowiednia prędkość i opancerzenie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Słoju Re: Najlepsze - 'Baltimore'-tak IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 06.11.02, 16:10 Bardzo starannie zaprojektowane oraz najlepsze zbalansowanie (niefortunne określenie ale nie znam lepszego słowa) parametrów (prędkość, uzbrojenie, opamcerzenie itd.) w tej klasie. Odpowiedz Link Zgłoś
dreaded88 Re: Najlepsze - 'Baltimore'-tak 06.11.02, 16:18 Bo konstuktorzy mieli limity traktatowe w głębokim poważaniu i okręty przekraczały wyporność waszyngtońską o połowę :-) Choć z drugiej strony - "Hippery" były też sporo ponad a dużo gorsze. wracając do "B" - nie chciało się projektować nowych dział o większym kalibrze - to i można było zbalansować. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Being28 Re: Najlepsze - 'Baltimore'-tak IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 06.11.02, 16:25 Fajne byly, ale.... Bodajze Houston (2) dostal torpede i wrocil tylem do przedu do stoczni. I nie mialy juz za bardzo z kim walczyc. US Navy mogla wybudowac byle co i tak to juz nie mialo wpywu na przebieg dzialan. Byly jednak najlepsze. Odpowiedz Link Zgłoś
dreaded88 Re: Najlepsze - 'Baltimore'-tak 06.11.02, 16:27 Gość portalu: Being28 napisał(a): > Fajne byly, ale.... > Bodajze Houston (2) dostal torpede i wrocil tylem do przedu do stoczni. > I nie mialy juz za bardzo z kim walczyc. US Navy mogla wybudowac byle co i tak > to juz nie mialo wpywu na przebieg dzialan. Marines by się chyba nie zgodzili :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Peron Oj, ludzie, ludzie IP: *.maw.pl 06.11.02, 16:51 Ja tu chcialem pogawedzic o ciekawych krazownikach waszyngtonskich, a wy odrazu z "Baltimorem"... Jak je budowano to wszyscy juz dawno olali Traktat. To tak jakby porownywac "Arleigh Burke" n.p. z "Fletcher'em" Tez niszczyciel... Wiem, ze jedynym powodem takich a nie innych ustalen Konferencji byly angielskie, nowiutkie "Hawkings'y" z dzialami 190mm i Angole nie chcieli ich wycofywac. Swoja droga nie wiem dlaczego. Do najbardziej udanych nie nalezaly. No i brzydkie jak cholera. A ze przez nascie lat caly morski swiat sie glowil, jak zbudowac rozsadny krazownik uzbrojony w 203mm (no bo inni mieli takie armaty) i na tyle zblizony do 10 000 ts, zeby sie nadwymiar nie rzucal w oczy. Odpowiedz Link Zgłoś
dreaded88 Re: Oj, ludzie, ludzie 06.11.02, 17:01 No dobra, ja za b. ciekawe okręty uważam włoski typ "Zara". 8x203 mm, umiarkowana jak na włoski typ prędkość ( 32-34 w. ), za to mocne opancerzenie ( burty i art. do 150 mm, choć planowano 200 mm, ale wtedy limitu by nie przekroczono o mniej więcej 20 % ale dużo bardziej ). Może trochę przestarzała art. plot, ale za to aż 12x100 mm. To były chyba jedne z lepszych okrętów tej klasy, nawet mimo niedostatecznej odporności ( "Polę" unieruchomiła pojedyncza torpeda ). Tylko że miały pecha, brakowało im radaru, za to posiadały go "Valiant" i "Warspite", toteż mogły sobie postrzelać z 10 km. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: barnaba Bitwa pod Matapanem IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 06.11.02, 17:18 dreaded88 napisał: > To były chyba jedne z lepszych okrętów tej klasy, nawet mimo niedostatecznej > odporności ( "Polę" unieruchomiła pojedyncza torpeda ). > Tylko że miały pecha, brakowało im radaru, za to posiadały go "Valiant" > i "Warspite", toteż mogły sobie postrzelać z 10 km. A i błąd włoskiego admirała, który do końca nie wiedział, z jakimi brytyjskimi okrętami miał do czynienia, odegrał swoją rolę. Co prawda krążownika "Pola" i tak by nie uratował, ale 2 pozostałe mogłyby jeszcze jakiś czas pływać. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
dreaded88 Błąd ? Włoska norma ! 06.11.02, 17:27 Beznadziejny sposób używania przez Włochów floty to temat na osobny wątek, tym bardziej, że wbrew pozorom okręty mieli zupełnie przyzwoite ( "Littorio", "Zara" ). I to nie tylko II wojna, najbardziej jaskrawy przykład, który można jednak jakoś tłumaczyć niechęcią do bicia się za sprawy Niemców i Mussoliniego czy też mniemaną anglofilią admirałów. W I nie było lepiej, flota Austro-Węgier robiła na Adriatyku co chciała ( a chciała za mało ). A wcześniej zdobycie przez Tegethoffa laurów pod Lissą w walce z dużo mocniejszymi Włochami... Pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
michalgajzler Re: Błąd ? Włoska norma ! 06.11.02, 17:35 dreaded88 napisał: > Beznadziejny sposób używania przez Włochów floty to temat na osobny wątek, Faktycznie, kolejny przykład to włoskie okręty podwodne na Atlantyku. Tego co tam zdziałały sukcesem nazwać na pewno nie można. Odpowiedz Link Zgłoś
szarywilk Re: Bitwa pod Matapanem 07.11.02, 07:51 Stare powiedzenie odnoszące się do Włochów jako żołnierzy mówi: Po co są Włosi? Żeby austryjacy mieli kogo lać:-))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Słoju Re: Oj, ludzie, ludzie IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 06.11.02, 17:08 Ha, ha, ha. Ubawiłem się Twoja uwagą. Narażę się forumowiczom. Brytyjska klasa Norfolk. Solidne jednostki, mieszczące się w limitach. Przepracowały ciężko cała wojnę i zasłużyły się aliantom. Może bez zachwytów ale porządny tzw. koń roboczy. Największa ich wada - koszmarny wygląd. Odpowiedz Link Zgłoś
dreaded88 "New Orleans" 06.11.02, 17:15 "Zarę" omówiłem powyżej, ale te amerykańskie były chyba jednak najlepszymi klasycznymi waszyngtonkami. Najlepsze rozmieszczenie artylerii - 3xIII, porządna plot., opancerzenie do 146 mm bodajże, prędkość wystarczająca. Cieniem kładzie się haniebne zatopienie "Astorii", "Quincy" i "Vinceness" pod Savo, ale tam to by i pancerniki mogły polec, taki Japończycy mieli fart. Ale "San Francisco" w walce z "Hiei" pokazał, co warte są okręty tego typu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zwiadowca Re: 'New Orleans' IP: *.gl-jp.digi.pl 06.11.02, 21:34 Fakt, nieco sie zagalopowalem z tym "Baltimorem"... Ale byla to logiczna kontynuacja okretow ograniczonych traktatem. Gdybysmy jednak sie trzymali tak szczegolowo traktatu, okazaloby sie, ze Japonczycy nie mieli ani jednego krazownika waszyngtonskiego... Podobnie Niemcy. A co do bitwy kolo wyspy Savo... To chyba najwieksza wpadka US Navy w historii. Czesc pamieci poleglych!! Tak czy siak krazowniki ciezkie to bardzo pozyteczna klasa okretow, prawdziwe konie robocze prawie wszystkich powaznych flot. Ja sie nie dziwie: tansze niz pancerniki, wiec budowane je calymi seriami, duza sila ognia (zagrazajaca nawet pancernikom) i niezle pancerze. Chcialbym jednak zwrocic uwage na "Brooklyny" i "Clevelandy". Wiem, ze to nie na temat, ale byly one pewna konkurencja dla krazownikow ciezkich. Strzelaly przerazliwie szybko co daje im znaczna przewage nad krazownikami ciezkimi w starciach z silami lekkimi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Peron Re: 'New Orleans' IP: *.waw.cdp.pl / *.maw.pl 07.11.02, 08:14 > Fakt, nieco sie zagalopowalem z tym "Baltimorem"... Ale byla to logiczna > kontynuacja okretow ograniczonych traktatem. Gdybysmy jednak sie trzymali tak > szczegolowo traktatu, okazaloby sie, ze Japonczycy nie mieli ani jednego > krazownika waszyngtonskiego... Podobnie Niemcy. > A co do bitwy kolo wyspy Savo... To chyba najwieksza wpadka US Navy w historii. > > Czesc pamieci poleglych!! > Tak czy siak krazowniki ciezkie to bardzo pozyteczna klasa okretow, prawdziwe > konie robocze prawie wszystkich powaznych flot. Ja sie nie dziwie: tansze niz > pancerniki, wiec budowane je calymi seriami, duza sila ognia (zagrazajaca nawet > > pancernikom) i niezle pancerze. > Chcialbym jednak zwrocic uwage na "Brooklyny" i "Clevelandy". Wiem, ze to nie > na temat, ale byly one pewna konkurencja dla krazownikow ciezkich. Strzelaly > przerazliwie szybko co daje im znaczna przewage nad krazownikami ciezkimi w > starciach z silami lekkimi. Mozna sie zastanawiac, dlaczego przekraczanie limitow bylo tak powszechne. Moim zdaniem wynikalo to stad, ze nie dalo sie zbudowac sensownego krazownika o traktatowej wypornosci. I to Szanowni Koledzy zdaja sie potwierdzac odniesieniami do "Brooklina". Moze gdyby przyjeto ograniczenie kalibru do 155mm wygladalo by to inaczej. Nie slyszalem o zadnym krazowniku (moze oprocz bezsensownej nieco "Alaski") ktory bylby odporny na ogien takiego kalibru. Liczne i calkiem udane (a juz na pewno - zdacydowanie tansze i bardzo przydatne) byly lekkie krazowniki. Pamietajac, ze USNavy powaznie myslala o kalibrze 6" jako artylerii uniwersalnej (co prawda dla pancernikow) postawienie na rozwoj krazownikow z takimi armatami daloby chyba bardzo uniwersalne okrety wsparcia desantu/ obrony plot zespolow floty. A tak - dlugie lata rozwijano koncepcje okretow z armatami 203mm. To ciekawe, ze Angole, zdajac sobie sprawe z bezsensu koncepcji wielkich krazownikow pancernych (czyli k.liniowych) i rownie idiotycznego wyscigu zbrojen na tym polu, sami sie wpedzili w budowe calej grupy drogich a nie do konca przemyslanych i niepraktycznych krazownikow ciezkich. Za mimo wszystko przyzwoite uwazam "Salt Lake City". Odpowiedz Link Zgłoś
dreaded88 Armaty plot 6 cali - niepraktyczne 07.11.02, 14:07 Za mała szybkostrzelność, trudna obsługa. Skonstruowane w latach 20-30 byłyby dużo gorsze od krytykowanych brytyjskich 133mm. Amerykanom udało się skonstruować w miarę użyteczne takie działa ( Mk 16 ) dopiero dla klasy "Worcester", ale nawet wtedy - połowa lat 40. - były one kłopotliwe i nie do końca udane. Co do penetracji pancerza - ta dla kalibru 150-155mm na 10 km nie przekraczała 100 mm ( wertykalny ), więc pociski mogłyby mieć spore kłopoty ze zniszczeniem lepiej opancerzonych krc jak "Zara" czy "New Orleans". Tak samo większa siła niszcząca 8-calówek przydawała się do niszczenia celów lądowych przy wspieraniu desantów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Peron Re: Armaty plot 6 cali - niepraktyczne IP: *.waw.cdp.pl / *.maw.pl 08.11.02, 08:58 > Za mała szybkostrzelność, trudna obsługa. Skonstruowane w latach 20-30 byłyby > dużo gorsze od krytykowanych brytyjskich 133mm. > Amerykanom udało się skonstruować w miarę użyteczne takie działa ( Mk 16 ) > dopiero dla klasy "Worcester", ale nawet wtedy - połowa lat 40. - były one > kłopotliwe i nie do końca udane. Nie twierdze, ze istniejace 6" byly super. Ale gdyby nie stracono nastu lat na probe stworzenia czegos sensownego pod traktat to mogloby to wygladac nieco inaczej. No i nie jako artleria dla niszczycieli ("Narvik" to jakas pomylka) tylko dla pancernikow i ciezkich krazownikow. Z tego co wiem, problemy szybkostrzelnosci, ew. zasilania awaryjnego, a przede wszystkim - celnosci pyly powodem rezygnacji z tego pomyslu. Potem pojawily sie zapalniki zblizeniowe i rozwiazaly problemy z amunicja i celnoscia. No ale udanych armat (szczegolnie uniwersalnych) nie da sie zaprojektowac w rok czy dwa. > Co do penetracji pancerza - ta dla kalibru 150-155mm na 10 km nie przekraczała > 100 mm ( wertykalny ), więc pociski mogłyby mieć spore kłopoty ze zniszczeniem > lepiej opancerzonych krc jak "Zara" czy "New Orleans". Racja. Ale przygotowyjac te okrety na walke z wrogimi krazownikami ciezkimi (cos jak analogia do wyscigu w budowie krazownikow liniowych w I WS) tworzono klase okretow ktore byly zbyt delikatne na to, zeby bez ryzyka walczyc z krazownikami 6" i zdecydowanie za drogie, zeby mogly je zastapic w dzialaniacj krazowniczych (czyli patrolowaniu, rozpoznaniu, ochronie konwojow, zwalczaniu rajderow, itp) Ergo - powstala klasa de facto zbedna. > Tak samo większa siła niszcząca 8-calówek przydawała się do niszczenia celów > lądowych przy wspieraniu desantów. Fakt, ze pocisk 8" ma wieksza sile razenia niz 6", ale uwzgledniajac, ze armat drugiegi typu moglo byc na okrecie wiecej i w dodatku strzelaly szybciej wyrownuje efektywnosc. Artyleria tych kalibrow i tak nie ruszy ciezkich bunkrow. A przy zwalczaniu lekkich umocnien lepsza jest mnogosc nieco lzejszych dzial niz kilka 8-semek. Wszak pocisk 203mm wazy mniej wiecej tyle co 250 funtowa bomba, wiec moca nie poraza. Trudno, zeby w operacjach desantowych nie korzystano z k.ciezkich skoro juz byly. Niemniej byla to slepa uliczka w rozwoju okretow. Odpowiedz Link Zgłoś
joseph.007 Re: Krążowniki waszyngtońskie 06.11.02, 23:25 Gość portalu: Peron napisał(a): > Dość ciekawa klasa okretów. Co Szanowni Forumowicze o nich sądzą? I który z > typów uznaliby za szczytowe osiągniecie w tej dziedzinie? Jesli chodzi o stricte waszyngtońskie, to chyba te hiszpańskie (Baleares, Canarias), ale trochę to nieobiektywne, bo mam do nich słabość :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zwiadowca Re: Krążowniki waszyngtońskie IP: *.gl-jp.digi.pl 07.11.02, 16:51 Utrzymac sie w limitach i zbudowac okret posiadajacy 8-10 dzial 203 mm to rzeczywiscie chyba niemozliwe. Niemniej jednak Anglicy zbudowali "Exetera" mieszczacego sie z duzym zapasem w tych ograniczeniach, ale to mialo tylko 6 dzial. Przy pewnym przekroczeniu limitow Niemcy zbudowali swoje "pancerniki kieszonkowe" (z armatami 280 mm), ktore ja klasyfikowalbym jako nieco ciezej uzbrojone krazowniki ciezkie. Te okrety trzeba nieco odbrazowic! A co do "SLC" - bardzo przyzwoite "blaszanki", moze niepiekne, ale ich losy wojenne potwierdzaja trafnosc ich konstrukcji :)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zwiadowca Re: Krążowniki waszyngtońskie IP: *.gl-jp.digi.pl 07.11.02, 16:54 A jesli chodzi o armaty uniwersalne 155 mm - pomylka. Ciezar wierzy byl zbyt duzy, a dziala strzelaly zbyt wolno jak na pelotki. Dzisiaj zapewne udaloby sie zrobic naprawde dobra armate uniwersalna tego kalibru. Tylko po co? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: barnaba Re: Krążowniki waszyngtońskie IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 07.11.02, 17:04 Gość portalu: zwiadowca napisał(a): > Utrzymac sie w limitach i zbudowac okret posiadajacy 8-10 dzial 203 mm to > rzeczywiscie chyba niemozliwe. Niemniej jednak Anglicy zbudowali "Exetera" > mieszczacego sie z duzym zapasem w tych ograniczeniach, ale to mialo tylko 6 > dzial. Co "Exeterowi" nie przeszkodziło odnieść sukcesu u ujścia Rio de La Plata. Wprawdzie był on wspierany przez 2 lekkie krążowniki, a i d-ca "Admiral Graf Spee" pewne błędy popełnił. > Przy pewnym przekroczeniu limitow Niemcy zbudowali swoje "pancerniki > kieszonkowe" (z armatami 280 mm), ktore ja klasyfikowalbym jako nieco ciezej > uzbrojone krazowniki ciezkie. Te okrety trzeba nieco odbrazowic! Całkiem udana konstrukcja, zdolna uciec przed każdym istniejącym ówcześnie pancernikiem, a stoczyć zwycięską walkę (teoretycznie) z lżejszymi okrętami. Ponadto, co b. istotne, oficjalnie mieściły się w ograniczeniach traktatu wersalskiego. A skonstruowanie silników dieslowskich zdolnych napędzać okręty tej wielkości było prawdziwym cudem techniki. Faktycznie- był to okręt stanowiący coś pośredniego między pancernikiem a ciężkim krążownikiem. W Polsce przyjeło się określenie "pancerniki kieszonkowe", które chyba dobrze oddaje istotę rzeczy (swoją drogą ciekawe, dlaczego nie używa się go także do okrętów typu "Alaska" :) ) pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zwiadowca Re: Krążowniki waszyngtońskie IP: *.gl-jp.digi.pl 07.11.02, 17:15 >>> Nie twierdze, ze "Exeter" byl zlym okretem. Wrecz przeciwnie! Niemniej jednak trudno go porownywac do innych krazownikow ciezkich. >>> "Admiral Sheer" & Co. byly niezlymi okretami (nawet nie wiedzialem o ich napedzie...), ale moim zdaniem popelniono bledy przy planowaniu uzbrojenia. Zarzut jest identyczny jak w przypadku "Bismarcka" - niepotrzebna artyleria 150 mm i wyrzutnie torped. Moze przydalyby sie jeszcze miotacze bomb glebinowych? ;)) Znowu sie powtorze - nalezalo zamontowac wiecej artylerii plot. Ale poza tym to dobre okrety. >>> Czemu nie okresla sie tak "Alaski"? Bo "AS" i blizniaki powstawaly w pokonanych Niemczech i okreslenie "pancernik kieszonkowy" mialo swoja moc propagandowa. "A" powstala w czasie wojny w USA, a wtedy powstalo tam mnostwo okretow i "A" zadna sensacja nie byla. Pozdrawiam :))) Odpowiedz Link Zgłoś
dreaded88 Klasa Deutschland/Lutzow i Alaska 07.11.02, 17:17 Niemcy nazywali to najpierw "Panzerschiff" ( okręt liniowy = "Linienschiff" ), później ( II wojna ) przeklasyfikowali na krążowniki ciężkie. "Alaska" to było zupełnie co innego, choćby z powodu wyporności ok. 30 000 t. Przypominam, że wraz z francuskimi "Dunquerke" były one przedstawicielami odrębnej klasy, która o mały włos nie stała się liczna. Bo na deskach projektowych były przecież japońskie B-64/65 ( 9x310mm/6x360mm ), niemieckie Kreuzer O i P ( 6x380mm ), holenderskie krążowniki ( 9x280mm ), sowiecki typ "Kronsztadt" ( 9x305mm/6x380mm ). Wszystkie o wyporności w granicach 30 000t, opancerzeniu sięgającym max. 250mm, projektowanej prędkości 30-35 węzłów. Nie wiem jak to nazwać, krążowniki liniowe czy superkrążowniki, ale była to odrębna kategoria. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zwiadowca Re: Klasa Deutschland/Lutzow i Alaska IP: *.gl-jp.digi.pl 07.11.02, 18:07 Nazwa krazownik liniowy odpada w przypadku "Alaski" i ewentualnych pobratymcow. Ta nazwe rezerwuje dla moich "ulubionych" takich jak "Queen Mary" "Repulse" i reszty "wspanialych kotow o cienkich skorkach". W opisie okretow w aneksie "Burzy nad Pacyfikiem" (tom 2) znalazlem okreslenie "najciezszy krazownik", moim zdaniem nieglupie. "Superkrazownik" tez niezle brzmi, szczegolnie w kontekscie "superdrednotow" i czasem spotykanego okreslenia szczytowych pancernikow ("Iowa", "Yamato") "superpancernik". Sadzac po "stanowej" nazwie sami Amerykanie potraktowali "Alaske" jako maly pancernik. A wracajac do samego okretu - na papierze wyglada ladnie, nie slyszalem nic o jego ewentualnych dokonaniach bojowych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DSD Re: Klasa Deutschland/Lutzow i Alaska IP: 212.33.88.* 07.11.02, 18:57 Alaska i Guam nic nie osiagnely (moze jakichs paru zestrzelonych kamikadze czy zniszczona fabryka na brzegu Japonii w lipcu 1945). To jeszcze o niczym nie swiadczy bo i najwiekszym sukcesem klasy Iowa bylo podpisanie na pokladzie jednego z jej okretow kapitulacji Japonii :-))) Gorzej, ze koszty budowy i utrzymania Alaski nie byly duzo mniejsze niz Iowy, a w zamian US Navy otrzymywala okret slabszy pod kazdym wzgledem, chyba nawet minimalnie wolniejszy. Ale coz, bogatemu wolno! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: barnaba Re: Klasa Deutschland/Lutzow i Alaska IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 07.11.02, 19:58 Gość portalu: DSD napisał(a): > Alaska i Guam nic nie osiagnely (moze jakichs paru zestrzelonych kamikadze czy > zniszczona fabryka na brzegu > Japonii w lipcu 1945). To jeszcze o niczym nie swiadczy bo i najwiekszym sukces > em klasy Iowa bylo podpisanie na > pokladzie jednego z jej okretow kapitulacji Japonii :-))) Nie świadczy tym bardziej, że Alaska weszła do akcji w styczniu 1945r., a Guam w marcu. Po prostu nie zdążyły się nawojować. :) Zresztą była z nimi ciekawa sprawa. Planowano, że będą zdolne do walki z japońskimi krążownikami, które... nigdy nie powstały (choć były projektowane). pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Peron Re: Klasa Deutschland/Lutzow i Alaska IP: *.waw.cdp.pl / *.maw.pl 08.11.02, 10:06 Niemieckie pancerniki kieszonkowe powsaly w efekcie ogranicen traktatowych. I trzeba przyznac, ze byly udane jako takie. Szybkie i silnie uzbrojone mogly uciec przed kazdym uwczesnym pancernikiem. Ale juz w konfrontacji z krazownikiem ciezkim ich przewaga byla w zasadzie zadna. To co ze k. ciezkie nie byly opancerzone tak by wytrzymac ogien 280mm. P.kieszonkowe nie byly z kolei odporne na ogien 203, a nawet 6" moglo im powaznie zaszkodzic "Dunkerque" powstaly wlasnie jako odpowiedz na te niby-pancerniki. "Alaska" to typ wynikly raczej z megalomanii FDR niz konkretnych potreb. Zreszta szybko sie okzalo, ze zaden okret nie jest w stanie obronic sie przed lotnictwem. Niby pokazala to historia ForceZ. Nawet klasa "Iowa" to raczej przejaw typowej rezerwy marynarki (wobec nowosci jaka mimo wszystko byla sila lotnictwa morskiego i lotniskowcow) niz dziecko potrzeby. Chyba lepiej byloby zbudowac kilka "Hornet'ow". Ale skoro dowodztwa wszystkich wiekszych flot to ludzie wy na mostach pancernikow - nie ma sie co dziwic, ze mieli pewne przyzwyczajenia. Odpowiedz Link Zgłoś
dreaded88 Sens budowy superkrążowników 08.11.02, 16:09 Japonia, czyli B-64/65 : najnowsze pancerniki typu "Yamato" robiły 27 w., szybkie typu "Kongo" ( 29-30 w. ) weszły do służby w latach 1913-15 a nie były nieśmiertelne. Zatem koncepcja budowy okrętów zdolnych osiągać 33 w., zdolnych do towarzyszenia i osłony grup lotniskowców, deklasujących uzbrojeniem KRC nieprzyjaciela była uzasadniona. Niemcy czyli typ "P", z Dieslami - do dalekosiężnego kłusowania na brytyjskich szlakach komunikacyjnych, deklasujące KRC, szybsze niż pancerniki, zdolne pokonać marnie opancerzone "Repulse'y" i "Hooda". "Alaska" - bez sensu, wobec pojawienia się typu "Iowa". Holendrzy - do walki z japońskimi KRC i ew. "Kongo" w Indiach Holenderskich. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szef Re: Krążowniki waszyngtońskie IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 07.11.02, 17:29 No cóż jak dla mnie to najlepsze były amerykańskie typu "New Orleans". Wiem że zaraz z 5 osób mi wypomni bitwe pod Savo ale patrząc obiektywnie adm.Mikawa wykorzystał wszyskie błędy przeciwnika ,ale też miał fuksa. Z drugiej strony mamy przykład "San Francisco" w pojedynku z "Hiei" , dostać tyle pocisków i jeszcze poruszać się o własnych siłach! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Elvin Re: Krążowniki waszyngtońskie IP: 80.72.34.* 07.11.02, 23:57 Pod względem parametrów najlepsze krążowniki waszyngtońskie to włoskie typu "Zara", francuski "Algierie" oraz amerykańskie "New Orleans". Sentymentalnie podzielam jednak uznanie dla "Norfolka", ponadto duże wrażenie robią krążowniki japońskie "Takao" i "Tone" (przekraczały co prawda 10000 std) Ciekawą jednostką był "Kirow" ... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: piotrq Krążowniki waszyngtońskie - po co? IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 12.11.02, 10:48 Po to, żeby było na co popatrzeć i o czym podyskutować. W istocie powstanie krążowników waszyngtońskich było dziełem mylnej oceny sytuacji przez dowództwa flot. Sporo argumentów przeciw kr. wasz. podał Peron. Ja podam takie: za wolne na niszczenie krążowników lekkich i ściganie się z niszczycielami, do walki z lekimi okrętami za mała szybkostrzelność i nadmiar kalibru, za duże i za drogie do eskorty konwojów, za drogie do eskorty lotniskowców (i nieefektywne), za małe do szkodzenia pancernikom. Zbyt duże jako powierzchnia celu w stosunku do wyporności (zaledwie o 20% mniej niż pancernik), więc łatwiejsze do trafienia (zwłaszcza, że starano się dla nich o jak największą prędkość, więc były mocno wydłużone). Przypominam, że powstały w okresie, kiedy radar na okręcie był dopiero w sferze koncepcji. Przewaga donośności dział była więc w starciu z lekkim (czyli normalnym) krążownikiem iluzoryczna wobec ograniczeń wzrokowego wykrywania przeciwnika, bo szybszy przeciwnik po prostu uciekał. Może miały jakiś sens jako pływające baterie, ale z dużym nadmiarem kalibru i zbyt małą szybkostrzelnością (przy ostrzeliwaniu celów lądowych liczy się raczej odpowiednia równowaga między pokryciem (a więc szybkostrzelnością) a energią pocisku, a nie energia i siła przebijania pojedynczego trafienia. Generalnie fajne i ładne, ale moim zdaniem nieużyteczne. Chyba że jako pływające baterie do przeciwlotniczej obrony dalekiego zasięgu w zespołach z lotniskowcami, ale tu z kolei trochę niedostatek dobrych armat uniwersalnych dużych kalibrów. Jedyną racją ich istnienia było to, że inni już takie mieli, więc trzeba było budować własne. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szef Re: Krążowniki waszyngtońskie - po co? IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 12.11.02, 16:53 To prawda tylko trzeba na ten problem spojrzeć z innej strony.My uważamy że to było g..... i nic z tego nie dało się zrobić mając przed sobą całą historię tego gatunku , a także wyniki wojny.W czasach gdy je budowano miały służyć głównie rozpoznaniu pola walki przed wejściem pancerników , prawie nikt wtedy nie widział że nadchodzi koniec tego typu starć i że pancernik przejdzie do lamusa a jego miejsce na pozycji władcy mórz i oceanów przejmie lotniskowiec i samoloty. Odpowiedz Link Zgłoś
dreaded88 Nie ma zgody 12.11.02, 17:27 Jak ktoś się uprze może wykazać bezsensowaność każdej klasy okrętów - np. niszczyciela ok. 2000 t, uzbrojonego w 6 dział 127mm, ploty i wyrzutnie torpedowe - do torpedowania dużo lepszy 1000 t i 45 w, jako plot - 3000 t, 16 dział 90 mm ( dużo szybkostrzelniejsze ) i tak dalej. Do tej pory jedynym poważnym argumentem przeciw krążownikom waszyngtońskim jest to, że można było budować zamiast nich zbliżone wielkością, klas "St. Louis" czy "Cleveland", z dużo bardziej szybkostrzelnymi i liczniejszymi armatami 152 mm. Ale tu upadają argumenty podniesione przez przedmówcę - były to bydlęta równie wielkie jak KRC, wcale nie szybsze. A do budowy rzeczywiście szybkich, ale małych i słabo opancerzonych okrętów poza Japończykami nikt się nie palił ( kl. Agano ); większe i szybkie ale słabo chronione KRL włoskie jakoś się nie sprawdziły. Artyleria - powyżej starałem się wykazać, że użyteczne, ale niezbyt udane armaty plot 152 mm powstały dopiero w połowie lat 40, zatem pisanie o nich w kontekście lat 20/30 jest anachronizmem. Dwukrotna przewaga szybkostrzelności 152 mm była w sporej mierze niwelowana większą skutecznością 203 mm - ciekawy byłby pojedynek "Mogami" w pierwotnej wersji ( 15x155mm ) z którymś z klasy "New Orleans". Kaliber 203 mm mógł jednak pancernikowi zaszkodzić - vide "San Francisco" i "Portland" vs "Hiei", "Norfolk" vs "Scharnchorst" i być może "Prinz Eugen" vs "Hood" - 152-155mm raczej na pewno nie. Ciekawe jak by się skończyła bitwa u ujścia La Platy gdyby tam były 3 KRL. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Peron Re: Nie ma zgody IP: *.maw.pl 13.11.02, 08:59 > Jak ktoś się uprze może wykazać bezsensowaność każdej klasy okrętów - np. > niszczyciela ok. 2000 t, uzbrojonego w 6 dział 127mm, ploty i wyrzutnie > torpedowe - do torpedowania dużo lepszy 1000 t i 45 w, jako plot - 3000 t, 16 > dział 90 mm ( dużo szybkostrzelniejsze ) i tak dalej. To zadna (prawie...) sztuka zbudowac okret dedykowany tylko do jednego zadania. Do czasu IIWS powstalo kilka klas udanych okretow wyspecjalizowanych. Np. pancerniki, lotniskowce, op czy scigacze. Wielka sztuka jest zbudowac okret uniwersalny, ktory w kazdym z przewidzianych zadan sprawdzi sie przynajmniej dobrze (wiekszosc wypowiedzi dotyczacych np. "Fletcher'ow" podkresla trafniosc tej konstrukcji wlasnie jako przyklad udanego kompromisu). > Do tej pory jedynym poważnym argumentem przeciw krążownikom waszyngtońskim jest to, że można było budować zamiast nich zbliżone wielkością, klas "St. Louis" > czy "Cleveland", z dużo bardziej szybkostrzelnymi i liczniejszymi armatami 152 > mm. Ale tu upadają argumenty podniesione przez przedmówcę - były to bydlęta > równie wielkie jak KRC, wcale nie szybsze. A do budowy rzeczywiście szybkich, > ale małych i słabo opancerzonych okrętów poza Japończykami nikt się nie palił (kl. Agano ); większe i szybkie ale słabo chronione KRL włoskie jakoś się nie > sprawdziły. Japonczycy pryjeli chyba takie zalozenie, ze ich okrety maja byc na tyle szybkie, zeby bez problemu uciec przed kazdym silniejszym przeciwnikiem. A slabszych zdominowac wlasna sila. Koncepcja troche podobna do wloskiej czy niemieckiej. Ale na M.Polnocnym czy Srodziemnym wiekszego sensu nie miala. Natomiast na Pacyfiku troche sensu w tym bylo - bo bylo sie gdzie ganiac. To ze udane "Brookliny" czy "Clevelandy" przewyzszaly wielkoscia k.ciezkie to tez niz dziwnego. Przeciez projektowo sa od samej koncepcji z waszyngtonu mlodsze o ok. 20 lat. W tym czasie wsystko roslo. Np. uznane za b.udane pancerniki "Qoeen Elisabeth" wypieraly za czasow swojej mlodosci niecale 30 tys ts. Na progu wojny wszyscy juz uznali, ze pozadnego pancernika w 35 tys. ts zmiescic sie nie da. > Artyleria - powyżej starałem się wykazać, że użyteczne, ale niezbyt udane > armaty plot 152 mm powstały dopiero w połowie lat 40, zatem pisanie o nich w > kontekście lat 20/30 jest anachronizmem. Dwukrotna przewaga szybkostrzelności > 152 mm była w sporej mierze niwelowana większą skutecznością 203 mm - ciekawy > byłby pojedynek "Mogami" w pierwotnej wersji ( 15x155mm ) z którymś z > klasy "New Orleans". Kaliber 203 mm mógł jednak pancernikowi zaszkodzić - > vide "San Francisco" i "Portland" vs "Hiei", "Norfolk" vs "Scharnchorst" i być > może "Prinz Eugen" vs "Hood" - 152-155mm raczej na pewno nie. Ciekawe jak by > się skończyła bitwa u ujścia La Platy gdyby tam były 3 KRL. Jestesmy madrale, bo wiemy, ze powstaly zapalniki zblizeniowe. Wdrozone w amunicji 6" bylyby pewnie b.skuteczne. Ale mimo to uwazam, iz fakt braku udanych armat 152-155 mm uniwersalnych byl skutkiem braku uwagi poswieconej temu pomyslowi w latach 20-30, a nie techniczna niemozliwoscia. Co do wrazliwosci pancernika na ogien 203 mm to chyba jednak przesada. Nic waznego dla zywotnosci okretu taki kaliber nie uszkodzi. A to co zdemolowal - rownie dobrze rozlecialo by sie pod ogniem nieco lzejszych armat. Zdazenia, kiedy c.krazownik walczyl z okretem liniowym (i nie zatonal) to raczej kwesta przypadku i brawurowej odwagi niz rozsadku. Ale mimo tego, ze k.ciezkie to slepa uliczka - musze przyznac ze je lubie. Sa po prostu ladne. Szybke, smukle, nie przeladowane nadbudowkami (no moze pomijajac japonskie), prawdziwe "charty morz". Tylko tak specjalistyczne, ze juz nie nadawaly sie do polowan, a tylko na wyscigi psow... Odpowiedz Link Zgłoś
dreaded88 Re: Nie ma zgody 13.11.02, 16:13 Pozostaje mi podopisać protokół rozbieżności - nie zgadzam się, nie zgadzała się US Navy budując "Baltimore'y" i później używając ich aż do lat 70 ( klasy nietrafione szybko się wycofuje albo poddaje się ich przedstawicieli konwersjom ). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Peron Re: Nie ma zgody IP: *.waw.cdp.pl / *.maw.pl 14.11.02, 08:12 > Pozostaje mi podopisać protokół rozbieżności - nie zgadzam się, nie zgadzała > się US Navy budując "Baltimore'y" i później używając ich aż do lat 70 ( klasy > nietrafione szybko się wycofuje albo poddaje się ich przedstawicieli > konwersjom ). To zadna rozbierznosc. Okrety te nie byly zadnymi krazownikami ciezkimi tylko zwyklymi. Byly efektem wnioskow z calej historii rozwoju tej klasy, ale z traktatem waszyngtonskim nic wspolnego nie mialy. Ale nie mialy rowniez takiej linii... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zwiadowca Re: Krążowniki waszyngtońskie - po co? IP: *.gl-jp.digi.pl 13.11.02, 20:54 Mosci piotrq! W bardzo wielu punktach sie nie zgadzam. Szczegoly ponizej. za wolne > na niszczenie krążowników lekkich i ściganie się z niszczycielami, Nieprawda, wiekszosc tych okretow wyciagala 32 - 35 w, a to juz jest sporo. do walki z > lekimi okrętami za mała szybkostrzelność i nadmiar kalibru, Cios pociskiem osmiocalowym to sporo wiecej niz szesciocalowym. Trzeba jednak pamietac, ze zwykle KRC mialy pewna ilosc artylerii sredniego kalibru, wystarczajacej do walki z silami lekkimi. Niemniej jednak do tych celow KRL takie jak "Cleveleand" nadawaly sie lepiej. > za duże i za drogie do eskorty konwojów, za drogie do eskorty lotniskowców (i nieefektywne), Opinia rownie ciekawa co nieprawdziwa. Przeciez KRC stanowily wazny skladnik sil oslony (nie eskorty) konwojow. Do obrony lotniskowcow niczego sobie - tansze niz pancerniki, a poza tym szansa na spotkanie grupy lotniskowcow z silami pancernymi byla minimalna (tylko bitwa kolo wyspy Samar, BTW, straszny dziad ten Kurita). za > małe do szkodzenia pancernikom. Radze przestudiowac dokladniej bitwe kolo Guadalcanalu (to moje ulubione kawalki). Zbyt duże jako powierzchnia celu w stosunku do > wyporności (zaledwie o 20% mniej niż pancernik), więc łatwiejsze do trafienia > (zwłaszcza, że starano się dla nich o jak największą prędkość, więc były mocno > wydłużone). OK, prawda, o ile porownuje sie KRC z powolnymi pancernikami. Porownaj dlugosc KRC i szybkich pancernikow takich jak Iowa lub Yamato. Gdyby KRC robily skromne 20 w bylyby sporo krotsze. > > Przypominam, że powstały w okresie, kiedy radar na okręcie był dopiero w sferze > > koncepcji. Przewaga donośności dział była więc w starciu z lekkim (czyli > normalnym) krążownikiem iluzoryczna wobec ograniczeń wzrokowego wykrywania > przeciwnika, bo szybszy przeciwnik po prostu uciekał. A ile widziales pancernikow szybszych od KRC? W momencie podpisywania traktatu nie bylo szybkich pancernikow. >>> Moje zdanie jest takie: byly to prawdziwe konie robocze wielu flot i nielatwo byloby je zastapic czyms innym. Jedynie duze KRL (np."Cleveland" lub "Sheffield") byly solidna alternatywa dla nich. Nalezalo miec OBA typy okretow na stanie. >>> To dopisek do innego postu. Ktos pisal, ze nikt sie nie kwapil do budowy szybkich, ale mniejszych i slabiej opancerzonych okretow. Fakt niewiele ich bylo, ale nie koncza sie na "Agano". Anglicy budowali swoje "Penelopy" i tez byly to dobre okrety. I wcale nie byly wiele szybsze niz KRC lub duze KRL. >>> Tez dopisek do czyjegos postu. Ktos pisal o KRC jak o bardzo wyspecjalizowanych okretach. Toz to bzdura!!! Wykonywaly przeciez tak szerokie spektrum zadan!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Peron Re: W końcu głos rozsądku :-) IP: *.maw.pl 14.11.02, 15:47 A co? Mialy isc na zyletki?! Lepszy istniejacy k.ciezki niz nawet najlepszy na desce kreslarskiej. W tej wojnie nie takie niewypaly dzialaly operacyjnie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zwiadowca Re: W końcu głos rozsądku :-) IP: *.gl-jp.digi.pl 14.11.02, 22:07 Gość portalu: Peron napisał(a): > A co? Mialy isc na zyletki?! Lepszy istniejacy k.ciezki niz nawet najlepszy na > desce kreslarskiej. > W tej wojnie nie takie niewypaly dzialaly operacyjnie... Nazywanie KRC niewypalami operacyjnymi to gruba przesada. Czy twoim zdaniem w kwestii okretow pancernych nalezalo sie ograniczyc do wielkich pancernikow? Ile mozna bylo ich zbudowac? Przypominam, ze KRC byly budowane wielkimi seriami. Ciekawe jak poradzilyby sobie floty bez tej klasy okretow?? Bronie KRC, ale gdybym mial do wyboru wyposazenie floty tylko w KRC lub tylko duze KRL wybralbym te drugie. Argumenty we wczesniejszych postach. A niewypaly konstrukcyjne takie jak "Saratoga" cesto juz na deskach inzynierow zmienialy sie w bardziej przydatne okrety. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Peron Re: W końcu głos rozsądku :-) IP: *.maw.pl 15.11.02, 08:36 > > A co? Mialy isc na zyletki?! Lepszy istniejacy k.ciezki niz nawet najlepsz > y > na > > desce kreslarskiej. > > W tej wojnie nie takie niewypaly dzialaly operacyjnie... > > Nazywanie KRC niewypalami operacyjnymi to gruba przesada. Czy twoim zdaniem w > kwestii okretow pancernych nalezalo sie ograniczyc do wielkich pancernikow? Ile mozna bylo ich zbudowac? Przypominam, ze KRC byly budowane wielkimi seriami. > Ciekawe jak poradzilyby sobie floty bez tej klasy okretow?? Bronie KRC, ale > gdybym mial do wyboru wyposazenie floty tylko w KRC lub tylko duze KRL > wybralbym te drugie. Argumenty we wczesniejszych postach. > A niewypaly konstrukcyjne takie jak "Saratoga" cesto juz na deskach inzynierow > zmienialy sie w bardziej przydatne okrety. Bron cie panie boze z tymi pancernikami!:-) Krazowniki to bardzo przydatna klasa. Ale KRC byly zdecydowanie za drogie do typowych zadan rozponawczo-konwojowo-patrolowych. I jakos nie kojarzy mi sie zadna dluga (chocby w porownaniu z KRL) seria. Kariera KRL pokazala, ze to raczej ich sukcesywna ewolucja byla sluszna droga do udanego krazownika (choc w efekcie KRL byly wieksze od KRC!). Odpowiedz Link Zgłoś
dreaded88 Mącisz :-) 15.11.02, 16:32 Typ "Baltimore" - 14 jednostek plus 4 b. zbliżone t "Oregon City". 3 jednostki t. "Des Moines" wcielone do US Navy jeszcze w końcu lat 40. Gdyby klasa była chybiona - zaniechano by ich budowy natychmiast, w 1945 i nie używano do połowy lat 70 w postaci bliskiej pierwotnej. Nie jest to może 27 "Clevelandów", ale też nie w kij dmuchał. Do tego z końcem wojny anulowano dużo większy % KRL ( prawie cały typ "Fargo", "Worcestery" powstały wyłącznie po to aby zagospodarować uniwersalne działa 152 mm ) niż KRC ( typu "Oregon" i "Des Moines" ukończono prawie w komplecie ). To chyba dobrze świadczy o ocenie obu klas przez USN. Co do wyporności - również nie masz racji. "Clevelandy" i "Fargo" wypierały 10 000 t std., "Worcestery" - 13 000 t, "Baltimore'y" - 13 600 t, "Des Moinesy" - 17 000 t. Historia krążownika artyleryjskiego znajduje wypełnienie w typie "Des Moines" właśnie, osiągającym 33.5 węzła i uzbrojonym w 9 półautomatycznych dział 203 mm o szybkostrzelności do 10 strz/min a nie w jakims KRL :-) Pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szef Re: Mącisz :-) IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 15.11.02, 18:03 I jeszcze jedno działa 203 mm miały większy zasięg i przenosiły większą ilość materiałów wybuchowych.Popatrzcie KRL było po II wojnie światowej odstawiane do rezerwy a KRC jakoś pływały jeszcze sporo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DSD Re: Mącisz :-) IP: 212.33.88.* 16.11.02, 13:15 > Co do wyporności - również nie masz racji. "Clevelandy" i "Fargo" wypierały 10 > 000 t std., "Worcestery" - 13 000 t, "Baltimore'y" - 13 600 t, "Des Moinesy" - > 17 000 t. Historia krążownika artyleryjskiego znajduje wypełnienie w typie "Des > Moines" właśnie, osiągającym 33.5 węzła i uzbrojonym w 9 półautomatycznych > dział 203 mm o szybkostrzelności do 10 strz/min a nie w jakims KRL :-) A Invincible wypieral 17420, a Dreadnought 18110 (wypornosc standardowa, odpowiadajaca 17000 Des Moinesow). Wiem, ze to okrety z innej epoki, ale mimo to trudno nazwac Des Moinesa typowym krazownikiem waszyngtonskim, bo tutaj 10000 ton (lub dajaca-sie-ukryc nadwyzka) zawiera sie w definicji. Moze odkurzyc nazwe krazownik pancerny? :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zwiadowca Re: Mącisz :-) IP: *.gl-jp.digi.pl 16.11.02, 14:32 Porownaj sobie wypornosc niszczycieli z 1 i 2 wojny swiatowej i wyjdzie, ze te drugie to male krazowniki. Porownanie jest bez sensu. Nazwa krazownik waszyngtonski powinna byc w zasadzie uzywana TYLKO w stosunku do KRC ponizej 10000 t, ale takich bylo niewiele. Niemniej jednak duze KRC (np. "Des Moines") byly logiczna kontynuacja okretow traktatowych. A stwierdzenie "dajaca sie ukryc nadwyzka" czy cos w tym stylu jest niescisle, trzeba postawic ostra granice, tak jakl w traktacie. A nazwa krazownik pancerny zupelnie nie pasuje. Slyszales kiedys o krazowniku z tamtych czasow bez pancerza (z wyjatkiem krazownikow plot.)? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DSD Re: Mącisz :-) IP: 212.33.88.* 16.11.02, 15:27 > Porownaj sobie wypornosc niszczycieli z 1 i 2 wojny swiatowej i wyjdzie, ze te > drugie to male krazowniki. Porownanie jest bez sensu. Nazwa krazownik > waszyngtonski powinna byc w zasadzie uzywana TYLKO w stosunku do KRC ponizej > 10000 t, ale takich bylo niewiele. Niemniej jednak duze KRC (np. "Des Moines") > byly logiczna kontynuacja okretow traktatowych. A stwierdzenie "dajaca sie > ukryc nadwyzka" czy cos w tym stylu jest niescisle, trzeba postawic ostra > granice, tak jakl w traktacie. A nazwa krazownik pancerny zupelnie nie pasuje. > Slyszales kiedys o krazowniku z tamtych czasow bez pancerza (z wyjatkiem > krazownikow plot.)? Uzylem okreslenia 'krazownik pancerny' w nawiazaniu do stwierdzenia ze klasa Des Moines to 'ukoronowanie ewolucji krazownika artyleryjskiego'. A to kojarzy mi sie nieodmiennie z czterokominiastymi okretami z poczatku XX wieku... Wiem, ze tak NAPRAWDE byly to krazowniki ciezkie. Odpowiedz Link Zgłoś
dreaded88 Re: Mącisz :-) 16.11.02, 14:53 Gdybyś mnie wyzywał na pojedynek, dając do wyboru siedzenie na "Invicible'u" bądź "Dreadnaughcie" czy "Des Moines" - wybieram zdecydowanie "DM" :-) Określenie "krążownik ciężki" dla tych ostatnich uważam za najbardziej adekwatne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Peron Re: Mącisz :-) IP: *.waw.cdp.pl / *.maw.pl 18.11.02, 09:28 To mnie Koledzy Forumowicze zjechali... :-) Haslo "krazownik waszyngtonski" zawsze wydawalo sie jednoznaczne, a tu prosze. Jakby potraktowac je doktrynalnie to "klasyczne" KW takie jak np. "Admiral Hipper" czy "Takao" nie weszlyby w ogole w zakres rozwazan! Dla mnie mianem "waszyngtonskie" mozna okreslac okrety, ktore powstaly (przynajmniej jako projekty) w okresie miedzywojennym. Potem wszystkie umowy poszly do kosza, wojna na moru okazala sie calkiem inna niz IWS (z doswiadczen ktorej wyrosly przeciez ograniczenia traktatowe), wiec i okrety odbiegly od przyzwyczajen. Dlatego opieram sie przed zaliczaniem "Baltimorow" czy "Des Moines" i krazownikow waszyngtonskich hurtem do KRC bo to juz inna epoka. Nikt nie probuje porownywac np. "Queen Elisabeth" z "Iowa", albo "Liona" z "Alaska" bo roznica pokoleniowa jest oczywista. A czy "Takao" moglby sie smialo podjac walki z "Des Moines"? Szczerze watpie w szanse... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DSD Wszystko przez Frobishera? IP: 212.33.88.* 13.11.02, 17:57 Nie chce mi sie przegladac teraz wszystkich listow, ale chyba jeszcze nikt o tym nie wspomnial. Sam fakt istnienia krazownikow waszyngtonskich wynikal tylko i wylacznie z takch a nie innych zapisow w Traktacie Waszyngtonskim. Zapisy te zostaly podobno przygotowane pod Royal Navy, a dokladnie pod posiadane przez nia nowe okrety typu 'Frobisher' (np. Frobisher, Effingham, Raleigh, chyba cos jeszcze). Mialy one 7 x 190 mm i ok. 10 tys ton. Dzieki temu Royal Navy mogla miec pewnosc, ze nikt nie zbuduje krazownikow potezniejszych niz ta klasa, a w dodatku zdobyla pierwszenstwo w wyscigu budowania nowych krazownikow (klasa 'Frobisher' byla de facto pierwszymi krazownikami waszyngtonskimi). Odpowiedz Link Zgłoś
dreaded88 Re: Wszystko przez Frobishera? 16.11.02, 15:03 Ciekawe, ale Anglosasi klasyfikują je ( czyli klasę "Cavendish", tzw. ulepszony typ "Birmingham" ) raczej jako krążowniki lekkie. BTW - jeden z nich, "Effingham", w czasie przebudowy w końcu lat 30. został przezbrojony z 7x190mm w 9x152mm czyli stał się KRL pełną gębą. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: piotrq nazewnictwo a fakty IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 17.11.02, 18:45 Wydaje mi się, że troszkę za bardzo rozszerzyliśmy w tym wątku pojęcie krążownika waszyngtońskiego. Moim zdaniem należałoby je ograniczyć do krążowników zbudowanych od konferencji waszyngtońskiej do początku 2. wojny. Argumenty: gdy zaczął się konflikt, wiele traktatów przestało obowiązywać, a traktat waszyngtoński był jednym z pierwszych; na skutek doświadczeń operacyjnych zmieniła się koncepcja budowy i wykorzystania krążowników, i to w dużym stopniu w zależności od teatru wojennego (zupełnie inna specyfika działania na Pacyfiku, a inna na wodach wokółeuropejskich); w przeważającej liczbie przypadków tonaż nowych okrętów w każdej klasie rósł (nawet ponaddwukrotnie do końca wojny) - dlatego porównywanie np. klasy "Baltimore" z "Norfolkiem" albo umieszczanie w jednym worku "Exetera" i KRL z końca wojny (które wypierały więcej!!!) prowadzi nas w ślepy zaułek. Podtrzymuję swoje zdanie co do samej koncepcji krążownika waszyngtońskiego w znaczeniu, które podałem powyżej. Uważam, że choć nie były do niczego, to jednak zarówno koszt wyprodukowania, jak i utrzymania takich okrętów był niewspółmiernie wysoki w stosunku do zadań, jakie wykonywały, bo zadań, jakie miały wykonywać - właściwie nie było (na Pacyfiku było troszeczkę inaczej, ale nie bardzo). Co do siły artylerii: bardzo proszę rozważyć kwestię dystansu skutecznego przebicia pancerza żywotnych części okrętu pancernego z działa 203 mm w stosunku do czasu pozostawania w zasięgu jego artylerii głównej. I proszę rozważyć możliwość nawiązania dłuższego kontaktu ogniowego z krążownikami lekkimi zbliżonej generacji (nie mówimy tu o rocznikach np. 1916 albo 1920), które z łatwością unikały starcia spinkalając. No i jeszcze powierzchnia celu - z góry i z boku. W sytuacji, kiedy działania na morzu zwłaszcza wokół Europy były tak bardzo powiązane z wojną torpedowo-podwodną i lotniczą, krążownik waszyngtoński był z pewnością, że tak się wyrażę, przesadny. Właściwie jedyna akcja "waszyngtońska", z użyciem artylerii, która na dodatek zakończyła się tryumfem kr. wasz. (choć prawdę mówiąc "Exeter" typowym krążownikiem waszyngtońskim nie był), była bitwa u ujścia La Platy. Pozdrawiam wszystkich, dziękuję za ciekawe wpisy Odpowiedz Link Zgłoś