25.02.10, 14:24
Witam,

Czy KTG powinno być robione u każdej ciężarnej?
Mam termin na 4 marca i nie miałam ani razu tego badania. Czy to normalne?:)

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • anettchen2306 Re: KTG? 25.02.10, 15:37
      Powiem tak, w wielu europejskich krajach jest to standard wykonywany
      juz od 26-27 tc i to regularnie :-) W Polsce sluzy glownie nadal do
      monitorowania ciaz "przeterminowanych" lub monitorowania podczas
      samego porodu. Pierwsze i ostatnie ktg wykonuje sie czesto dopiero
      na porodowce :-( Przy pierwszej ciazy "polskiej" tak wlasnie bylo,
      dopiero na porodowce zrobiono ktg, wczesniej "nie widziano
      potrzeby". Przy ciazy "niemieckiej" chodzilam regularnie co 2
      tygodnie na 30-40 min ktg i to juz od 26 tc. Nie byla to zadna
      ciaza "zagrozona", z dzieckiem tez bylo wszystko w porzadku, nie
      mialam przedwczesnych skurczy. Tutaj po prostu tak monitoruje sie
      ciaze. Mozna wczesniej wykryc rozne zaburzenia (np. czynnosci pracy
      serca dziecka, czego nie wykryje 5 minutowe usg). Zamiast dawac
      nospe na te prawdziwe lub urojone skurcze ("twardnienie
      brzucha", "stawianie sie macicy") podlancza sie kobiete regularnie
      pod ktg. Badanie to uspokaja, daje "pelniejszy obraz ciazy". W
      ostatnim miesiacu chodzi sie na ktg co tydzien, w sotatnich 2
      tygodniach przed porodem co 2-3 dzien. Po teminie codziennie! Wg
      mnie to proste i bezinwazyjne badanie. Mozna wczesnie wykryc
      czynnosc skurczowa (nawet jesli kobieta nic nie odczuwa), mozna
      odroznic skurcze przepowiadajace od tych prawdziwych, mozna rozwazyc
      wczesniejsze rozwiazanie ciazy w przypadku powtarzajacych sie
      spadkow tetna u plodu... Korzysci jest bardzo wiele :-)
      • matysiaczek.0 Re: KTG? 25.02.10, 18:38
        cóż...chuchać na zimne mówisz? a traf nieszczęśliwy chciał, że właśnie koleżanka chodziła w "niemieckiej" ciąży i dzwoniła szczęśliwa, że tak o nia tam dbaja, a niestety w 9 miesiącu pojawiła się na badaniach (pewnie KTG?) i okazało się, ze nosi już martwe dziecko.
        a inna koleżanka, mając już sześcioro dzieci "polskich", ostatnio zapytała mnie po co mi to KTG, skoro jeszcze nie rodzę....jej robiono tylko jak już akcja porodowa się zaczynała, a dzieci wszystkie żywe i zdrowe sie rodziły.

        Zaszkodzić nie zaszkodzi takie badanie, może niekiedy pomoze (a skąd wiesz, że nie zacznie się źle dziać jak już wyjdziesz z zapisu?), ale moim zdaniem nie każdego stać na 30 min badania dziennie plus odczekanie swojego w kolejce (zazwyczaj)...mi się po prostu nie chce i tyle, wolę ten czas spedzić z mężem, albo dziećmi...ale każdy swój wolny czas planuje jak mu wygodnie :/
        • jul-kaa Re: KTG? 25.02.10, 19:27
          matysiaczek.0 napisała:

          > cóż...chuchać na zimne mówisz?

          Przepraszam, ze tak nie na temat, ale coraz częściej widzę taką formę... Na
          zimne się dmucha, a nie chucha.
          Pozdrawiam :)
    • katarzynaoles Re: KTG? 25.02.10, 19:50
      Nie, nie ma powodów, żeby KTG robić każdej kobiecie w ciąży. Jest to
      bardzo sensowne badanie kiedy pojawiają się jakieś wątpliwości, na
      przykład mamę niepokoi zachowanie się malucha. Bardzo przydaje się
      KTG kiedy ciąża jest przeterminowana, można obserwować, czy dziecko
      ma się dobrze i jak reaktywna jest macica. Nieocenione jest użycie
      KTG podczas próby oksytocynowej - można wtedy zobaczyć jak dziecko
      zachowuje się podczas skurczu. W czasie porodu zwykle robi się zapis
      KTG co najmniej raz, przez kilkadziesiąt minut - w Polsce dzieje się
      tak, bo wymaga tego NFZ. Jak już nieraz pisałam nie jestem
      zwolenniczką używania sprzętu medycznego tylko dlatego, że jest
      dostępny. Zaryzykuję twierdzenie, że wcale nierzadko właśnie ten
      sprzęt powoduje, że podejmuje sie niepotrzebne interwencje.
      Dodatkowo, według mnie, nieuzasadnione sytuacją używanie technologii
      powoduje poważne skutki natury psychologicznej - i u personelu
      medycznego, który nastawia się głównie na "dialog" z maszyną podczas
      kiedy rodząca i sygnały płynące z jej ciała schodzą na drugi plan, i
      u samych matek, które mogą czuć się zwolnione z samoobserwacji albo
      mają poczucie niekompetencji, bo "aparat wie lepiej". Dlatego zawsze
      lepiej zastanowić się, zanim zacznie się domagać większego nadzoru,
      niż jest to konieczne - tym bardziej, że badania naukowe wcale nie
      potwierdzają, żeby stałe monitorowanie korzystnie wpływało na stan
      dzieci po porodzie. Pozdrawiam :)
      • meg251 Re: KTG? 25.02.10, 20:39
        Bardzo Pani dziękuję za odp.

        Pozdrawiam
      • kropkaa Re: KTG? 25.02.10, 23:32
        Dokładnie tak, pani Kasiu. W pierwszej ciąży nie miałam żadnego KTG
        i przeżyłam, nawet dziecko urodziło się zdrowe;), teraz pojawił się
        aparat w placówce, no więc trzeba robić. I dziś robiłam. Dziecko
        spało, ja oczywiście na plecach. Efekt? W dwóch miejscach zbyt
        płaski wykres, jutro powtórka z rozrywki. Lekarka kazała nawet
        jechać do szpitala wieczorem na KTG, gdybym się czymś niepokoiła
        (chodziło o ruchy, rzecz jasna). Zupełny bezsens. Ledwo co wsiadłam
        do samochodu maluch się obudził, normalnie kopie matkę jak mały
        urwis, ale lekarka oczywiście widzi wykres z aparatury, no bo ruchów
        nie czuje, zwłaszcza poza wizytą. Także jestem klasycznym
        przypadkiem nadnadzoru. Dodam, że do TP zostało jeszcze 1,5 tyg. tak
        więc nie było to KTG z powodu opóźniającego się porodu, jakiś
        wątpliwości czy podejrzeń lekarza. Po prostu wykorzystanie
        zakupionego sprzętu.
        • kropkaa Re: KTG? 26.02.10, 16:22
          Dopiszę cd.
          Dziś poszłam na powtórkę. Nie dałam się położyć na plecach, zapis
          ok. Ponieważ nie było mojej lekarki prowadzącej, poprosiłam innego
          lekarza, by zerknął. Powiedział, że wszystko dobrze, no więc
          odpowiedziałam: "czyli mogę iść do domu na spokojny weekend?" A pan
          doktor na to: "proszę pani, to, że teraz jest dobrze, nie znaczy, że
          za pół godz. też tak będzie... KTG jest zapisem chwili, a wie pani
          jak to jest - czasem ciąża bez problemów, zapis idealny, aż tu
          nagle..." Normalnie się załamałam. To że teraz z porządku nie
          znaczy, że za chwilę nie urodzę martwego dziecka... Czy z takim
          nastawieniem lekarze potrafią jeszcze cieszyć się życiem??? Bąknęłam
          coś, że ryzyko jest chyba po prostu wpisane w nasze życie (no tak,
          westchnął pan doktor) i przybita wróciłam do domu...
          • czarna.czajka Re: KTG? 26.02.10, 16:30
            Woow odpowiedź lekarza na medal, nic tylko się schować w szafie i czekać na
            własną śmierć.
            W sumie biedny człowiek, pomyśl, przyjdzie wiosna, słońce a on patrzy i myśli:
            zaraz będą komary, potem deszcz, potem znowu zima...;)

            Pozdrawiam
          • kaeira Re: KTG? 26.02.10, 17:38
            kropkaa napisała:
            > "czyli mogę iść do domu na spokojny weekend?" A pan doktor na to: "proszę pani, to, że teraz jest dobrze,
            > nie znaczy, że za pół godz. też tak będzie...
            > KTG jest zapisem chwili, a wie pani jak to jest - czasem ciąża bez problemów, zapis idealny, aż tu nagle..."

            Hehehe.
            O mamo.

            Ja poprzednim razem pytałam lekarki (takiej NFZ-owej, chodziłam także prywatnie) czy nie ma przeciwskazań, abym za kilka tygodni (w II trymestrze) jechała na wakacje, wiele godzin w pociągu. Odpowiedz: "No, na chwilę obecną to może pani jechać. Ale wie pani jak to jest z ciążą - raz się w niej jest, a za chwilę już można nie być".

            Ja nie wiem, to chyba miał być taki dowcip, ale jak widać, także chyba wyraz pewnej filozofii lekarskiej, niestety. Ja wtedy byłam w dobrym stanie psychicznym i tylko się tego śmiałam, ale jednocześnie strasznie się bulwersowałam - inna kobieta na moim miejscu mogłaby takie stwierdzenie bardzo przeżyć.

            Co do KTG, miałam je pierwszy raz w terminie, potem co 2-3 dni.


            PS. Już tylko 1,5t ??? :-)
            • matysiaczek.0 Re: KTG? 26.02.10, 18:49
              Bo ja to postawiłam się na miejscu lekarzy takich i wymyśliłam coś. Wiecie, jakie oni nudne zycie by wiedli, gdyby tak zdrowe dzieci ich pacjentkom by się rodziły? No bo co to za urozmaicenie: ktg ok, test oxy ok, pojawiają się skurcze, rozwarcie, rodzimy, nacinamy, dajemy matce...i tak kilka razy dziennie.
              To choć pogadać o inności mozna, a nóż-widelec tętno spdnie nagle i cc trzeba NATYCHMIAST robić, albo jeszcze "fajniej" jak się okaże, ze dziecko już martwe...a jakie doświadczenie się nabywa przez takie przypadki....

              No dobra. poleciałam po bamdzie...ale może i ziarnko prawdy w tym tkwi: taka pogoń za czymś innym niz NORMALNE/NATURALNE, ucieczka przed ZDROWĄ ale jednak monotonną codziennością. Chociaż pogadać o takiej "inności"...
            • kropkaa Re: KTG? 26.02.10, 21:39
              > PS. Już tylko 1,5t ??? :-)

              Nooo! Kaeira, zbieram się do napisania maila i cały czas brak mi
              czasu. Ale w końcu muszę przysiąść!

              Ach, ci lekarze. Rozumiem, że oni w życiu dużo widzieli i np. nigdy
              nie dyskutuję z moim ulubionym panem od USG, bo po iluś latach w
              IMiDz ma taki zasób przykładów zapewne, o jakich mi się nie śniło,
              ale czy to znaczy, że poród prawdziwie naturalny to czysty
              przypadek??? Bez przesady...
              • katarzynaoles Re: KTG? 27.02.10, 14:01
                Macie Pani rację, że trochę pewnie ma tu znaczenie ilość rzeczy,
                które się widziało - prosty mechanizm psychologiczny jest taki, że
                zapamiętuje się lepiej rzeczy niecodzienne. To na pewno ma
                znaczenie - wśród położnych znane jest powiedzenie (z założenia
                półżartobliwe), że służba zdrowia gorzej rodzi - i coś w tym jest,
                ale nie dlatego że to takie słabowite plemię, tylko dlatego, że ma
                się w głowie wszystkie "przypadki". Dodatkowo ma tu znaczenie system
                kształecenia polskich medyków - bardzo mały jest nacisk na
                fizjlogię - nawet w kształceniu położnych, które z założenia zajmują
                się głównie fizjologiczną ciążą i porodem. Tak jakoś uważa się, że
                fizjologia się "zdarza" a nie, że "jest". Bardzo wyraźnie okazało
                się to przy pracach nad standardem opieki okołoporodowej - w
                polskiej nomenklaturze medycznej nie funkcjonuje, używane w innych
                krajach, pojęcie "poród normalny" i trzeba było używać
                terminu "poród fizjologiczny", co jednak ma troszkę inny wydźwięk.
                No i jest jeszcze kwestia, o której Panie też piszą - to taka, nie
                zawsze uświadomiona, chęć brania udziału w czymś niezwykłym. Wielu
                ludzi tak ma i motywacje są różne - nie będę się w to wgłębiać, choć
                sporo myślałam na ten temat, bo to powszechne zjawisko wśród
                pracowników służby zdrowia i sama też musiałam się z nim zmierzyć.
                To ten sam mechanizm, który każe wędkarzom łowić "taaakie ryby"...
                Dobrze, jeśli lekarz czy położna mają jeszcze, prócz świadomości
                wagi swojego zawodu, gruntowną wiedzę i "nosa medycznego" - jeśli
                nie, to zostaje tylko fasada. Ja mogę tylko powiedzieć, że naprawdę
                przytłaczająca część mojej pracy zawodowej to łagodzenie skutków
                zderzenia się kobiet w ciąży z systemem opieki zdrowotnej...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka