mbartoszew
18.11.07, 15:52
Mam problem dotyczący picia męża. Postaram się krótko przedstawić
sytuację.
Fakty niepokojące:
- przychodzi podpity piwem, nieregularnie, ale średnio dwa razy w
miesiącu (głupie żarty, rozmowy bez sensu), prawie zawsze są to
piątki
- ma bardzo słabą głowe, w stan podchmielenia wprawiają go już dwa
piwa wypite bez solidnego posiłku(jestem tego pewna, zdarzało się to
na moich oczach)
- umawialiśmy się, że jeśli będzie chciał iśc z kolegami na piwo,
uprzedzi mnie. W części przypadków nie dotrzymuje słowa, robi mi
przykre "niespodzianki"!!!! A kilka razy w domu miałam gościa i była
przykra sytuacja... Rozmowy przynoszą efekt na jakiś czas.
- często żartuje na temat alkoholu, wspomina "szaleństwa" z czasów
wczesnej młodości, ma głupie skojarzenia, np. dziecko przewróciło
misia, a on na to: "O, miś się upił"
- jeszcze przed poznaniem mnie stracił prawo jazdy za wracanie z
imprezy "na podówjnym gazie"
- teściowa, którą bardzo cenię, gdy już poznała mnie lepiej, zaczęła
zdradzac swoją podejrzliwość wobec niego, co świadczy o tym, że
niemiłe sytuacje były i za czasów kawalerskich
Fakty powiedzmy pocieszające:
- może wypić troszeczkę i przestać
- nie wpada w ciągi
- nie pije sam
- nie pije regularnie
- nie ma problemów w pracy, ma hobby, nie zaniedbuje obowiązków
domowych
Z ostatniej rozmowy z nim wynikło, że w zasadzie do tej pory nie
docierało do niego, że może to być dla kogoś prawdziwy problem, że
pracuje w męskim gronie, piątkowe wyjścia na piwo są praktycznie
tradycją, on i tak należy do tych mniej pijących i że przecież nie
jest naprawdę pijany.
Ale mnie to stresuje! Boję się, że jednak może to być uzależnienie.
Nie chcę, zeby w tym "głupawkowym" stanie widywał go nasz syn (synek
ma rok i 9 miesięcy). Mam opory, żeby w ciągu tygodnia zaprosić
kogoś do domu, nawet mamę (dotyczy to zwłaszcza piątków).
Wiem, że w jego rodzinie, zwłaszcza po męskiej stronie tolerancja
dla alkoholu jest większa niż moim środowisku rodzinno-towarzyskim.
W zasadzie tam za normę uznawane jest, ze "od czasu do czasu facet
popije a kobieta pokrzyczy". Ale ja tak nie chcę i nie zgadzam się
na to!!! Nie akceptuję czegoś takiego!
Jesli byłoby to uzależnienie, poważnie rozważałabym rozstanie,
chociaż nie chcę tego.
Widzę, ze dla niego sprawa nie jest problemem. Dla mnie jest.Jeden
taki wieczór na dobrych parę dni rozstraja mnie emocjonalnie. Jak
pomóc sobie? Jak najlepiej bronić interesów dziecka? Tym bardziej,
że kilkakrotnie nie wytrzymałam i przy dziecku prowadziłam z nim
ciężką rozmowę, żałuję, nie powinnam.
Proszę o radę, opinie.