klarci
07.03.11, 13:33
chciałam się z Wami podzielić, że oglądałam ostatnio ciekawy program (kurcze, nie pamietam ttułu, ani kanału)
był skupiony na sytuacji na porodówkach w usa. i wręcz alarmował, żeby coś zmieniać.
podobno przeciętna/pielęgniarka położna ze szpitala w usa nie widziała wogóle, albo widziała kilka w pełni naturalnych porodów !
przytoczone były statystyki, że w stanach 80% porodów prowadzi lekarz (lekarz, który jest swego rodzaju patologiem porodowym, a nie osobą kierującą porodem fizjologicznym - przez co nagminnie podejmowane są decyzje na wyrost), kiedy w europie jest to 8%. w statystykach też ujęto, że w usa jest dużo większa śmiertelność noworodków i matek niż w Europie.
że przeciętna amerykanka planuje swój poród, umawia się z lekarzem na wywołanie, albo cesarkę, bo chce urodzić dla wygody i z innych względów właśnie w danym dniu.
w stanach jakis czas temu zrobiono nagonkę na akuszerki, utrwalając przekonanie, że to lekarz i szpital są idealnym miejscem do porodu, a poza szpitalem i z akuszerką rodzą tylko nieodpowiedzialne, niewwykształcone kobiety.
jakoś mnie to nie szokuje, bo i u nas widzę taki zwrot, ku porodom wywoływanym i cc "na życzenie". ale statystyki o śmiertelności powinny być przestrogą, że to zły kierunek.
nie umiem ocenić tendencyjności programu. ale skoro amerykanie ostrzegają sami siebie, to coś w tym musi być.
tak więc mamy dwa kierunki w pl (ja tak to postrzegam), z jednej strony usztucznianie porodu i planowanie kiedy ma sie odbyć, z drugiej porody domowe i mam nadzieję już niedługo Domy narodzin :)