pawel1478
16.06.09, 14:47
Wczoraj miałem niemiłą przyjemność jechania autobusem linii numer 7
po godzinie 22-giej.
Na przystanku przy ulicy Konopnickiej do autobusu wsiadła młoda
dziewczyna z psem. Kierowca zakomunikował, że nie ruszy dopóki nie
założy ona kagańca psowi. Ona odparła, że to bardzo młody pies,
nikomu nie zrobi krzywdy,(rzeczywiście pies był bardzo młody, nie
stwarzał minimalnego zagrożenia) i może ,,trzymać" pysk psa, podczas
gdy autobus będzie jechać. Kierowca widocznie nie miał się czego
uczepić, więc zapytał się czy ma ona przy sobie aktualną książeczkę
szczepień psa? Dziewczyna powiedziała, że nie ma (a kto nosi przy
sobie ową książeczkę?!). Więc musiała opuścić pojazd.
Prowadzący autobus przestrzegał przepisów, ale czy aby na pewno?
Podczas całego kursu rozmawiał z kobietą stojącą obok niego. Zostały
złamane dwa przepsisy. Jeden mówiący o tym, że rozmowa z kierowcą
jest zabroniona, a drugi, że nie wolno zasłaniać kierowcy
widoczności z prawej strony!
W dodatku kierowca zachowywał się jak pirat drogowy, gnał jak
wściekły, wyzywał oraz po tym jak wyżej wymieniona dziewczyna
wysiadła z autobusu krzyczał, że pozwoliłby jej jechać, a później by
został opisany w internecie(?!).
Zgodziłbym się z owym kierowcą pod warunkiem, że on sam by
przestrzegał przepisów, a później dopiero innych pouczał.
A tak na marginesie, w autobusach zabronione jest spożywanie
alkoholu i palenie tytoniu, dlaczego wobec tego zdarzają się również
przypadki palenia papierosów przez kierowców podczas jazdy?!