Dom a praca?

06.07.11, 21:19
Jak godzicie Wasze życie osobiste i pracę? Czy macie czasem wrażenie, że coś zaniedbujecie?
Myślę tak sobie, że życie ucieka mi między palcami. Po pracy, gdy tylko wybije 17 szybko pędzę do domu, aby choć trochę pobyć matką i miewam wyrzuty sumienia, że tego dziecka mam tak mało. Z drugiej jednak strony potrzebuję pracy do pewnego poczucia niezależności.
Bywa, że w pracy zasypiam, a w domu jestem mega zmęczona. Czasami miewam myśli, że może lepiej zostać w domu z dzieckiem, że po co ta cała praca. A i z drugiej boję się w kwestii zawodowej o rozwój/ zmiany/awanse, bo nierzadko wiąże się on z siedzeniem po godzinach i większymi nerwami. I w zasadzie też się wypalam.
Takie mnie myśli dzisiaj naszły, że może lepiej poświęcić się dziecku.
    • k_pilarz Re: Dom a praca? 07.07.11, 00:12
      Ja właśnie poświęciłam się dziecku po bardzo długich namysłach i konsultacjach z mężem. Doszłam do wniosku, że pewien okres w życiu kobieta powinna w zupełności poświęcić dzieciom- po to decyduje się na macierzyństwo. Wiem, że czasami sytuacja zmusza do powrotu do pracy, ale jeśli nie jest to konieczne to warto zostać przez pewien czas z dzieckiem. Ja nie potrafiłam zostawić córeczki po urlopie macierzyńskim- dziecko jeszcze nie siedziało, maleńkie, bezbronne, karmione piersią...Moja praca z gwarantowanymi, codziennymi nadgodzinami!Zdecydowałam się na 2 lata wychowawczego. Dziś (córcia ma 21miesięcy) widzę, że warto było- byłam w najważniejszych chwilach jej dotychczasowego życia, zawsze to JA jestem dla niej najważniejsza(a nie babcia, czy opiekunka) i super się rozwija. Jestem wdzięczna mojej mamie, która wpajała mi, że nikt nie zastąpi dziecku matki, szczególnie tak malutkiemu. Dziewczyny za czym ta pogoń? Nie ta praca to inna, a karierę można robić w starszym wieku, kiedy nasze dzieciaczki będą już bardziej samodzielne. Pozdrawiam wszystkie zapracowane mamy, które musiały wrócić do pracy- podziwiam Was, bo ja chyba nie dałabym rady...
    • ant-nat Re: Dom a praca? 07.07.11, 08:26
      Oczywiście, że każda matka chciałaby widzieć pierwszy krok, zobaczyć jako pierwsza uśmiech czy widzieć wyżynanie się każdego zęba. Ja urodziłam dzieci rok po roku więc z synem byłam w domu 16 miesięcy a z córką tylko 4,5 miesiąca. Zaczęłam nową pracę zaraz po macierzyńskim bo akurat zwolniło się stanowisko w miejscowości w której mieszkam - w odległości 100 m od domu. Widzę dzieci jak idą z babcią i opiekunką na spacer, macham im one mnie odwiedzają.
      Wracam do domu po 15 więc mam dla nich dużo czasu a i druga pensja też ma swoje znaczenie.
      I nic w wychowaniu córki mnie nie ominęło - to ja zobaczyłam ten pierwszy uśmiech, byłam przy pierwszym kroczku itd. itp.
      A jak one mnie ściskają jak wracam !!! A wracam do nich naładowana energią bo w pracy wypoczywam psychicznie.
      A wiem, że jestem z tych co z dwójka dzieci non stop byłabym wypalona, często bym się denerwowała - a tak ... mam i pracę i radość z posiadania i wychowywania dzieci.

      Ale każdy robi jak uważa.
      A potem czytamy na forum wątki - jestem rozczarowana macierzyństwem, nie mam już siły do swojego dziecka...
      Wiem, że moja mama też po macierzyńskim wróciła do pracy i w tym czasie zajmowała się mną babcia. Nie czuję żadnego uszczerbku psychicznego, nie mam poczucia odrzucenia itp.
    • linkap_wawa Re: Dom a praca? 07.07.11, 10:30
      Do pracy chodze po to zeby zarabiac pieniadze - nie nastawiam sie w tej chwili na rozwoj zawodowy, bo dziecko jest dla mnie wazniejsze niz robienie kariery. Jak sobie to w glowie ulozylam to nagle problem wypalenia zawodowego zniknal. Zreszta praca nigdy nie byla motorem mojego zycia, wiec jesli kariery juz nigdy nie zrobie, to tragedii nie bedzie. Natomiast tragedia byloby niewatpliwie, gdybym nie miala dobrego kontaktu z moim dzieckiem.
      Nie jestem rowniez typem, ktory moglby siedziec 3 lata na wychowawczym - po prostu potrzebuje kontaktu z ludzmi, nie znosze rutyny dnia codziennego.
      Po pracy tak jak ty biegne do domu i zajmuje sie synkiem. Ale taka wlasnie opcja mi pasuje.
    • ancymon123 Re: Dom a praca? 07.07.11, 10:51
      Nie potrafiłabym "poświęcać się" dziecku.
      Nie potrafiłabym rozmawiac tylko z mamami w parku, i to w sumie o tematach, które są mi już obce, bo mam 3-latków w parku jak na lekarstwo (raczej starsze nianie czy babcie).
      Nie potrafiłabym być na wyłącznym utrzymaniu męża i prosić go o kase na swoje zachcianki.
      Tak więc dla mnie praca jest koniecznością.
      3-latek i tak idzie do przedszkola, więc wogóle sensu siedzenia w domu nie widzę. A trzymać takiego juniora w domu przy spódnicy- po co?
      Nie pamiętam ile ma Twoje dziecko - przy roczniaku czy max. 2-latku warto być, bo żłobek to dla mnie najgorze miejsce dla dziecka, ale od 2,5 r. ż. są już przedszkola i stamtąd dziecko więcej wynosi niż z siedzenia z mamą w domu. A mama do pracy smile
      • agnieszka77_11 Re: Dom a praca? 07.07.11, 20:54
        Mój synek ma ponad 2 lata. Do pracy wróciłam, gdy skończył rok, więc pociągnęłam troszkę wychowawczego. Byłam przy wielu jego pierwszych dokonaniach. Pamiętam pierwszy uśmiech, pierwszego ząbka i pierwszy kroczek. Uważam, że nie mogłam spędzić tego czasu lepiej. To były piękne dni wink
        Później wróciłam do pracy, po pierwsze dlatego, że nie lubię zależności finansowej od męża, po drugie ponieważ tęskniłam za ludźmi. Jednak praca to nie tylko siedzenie na kawkach i herbatkach (przynajmniej u mnie), ale dosyć często trudne zadania, nerwy, walka z czasem i humorami szefa. I tak się zastanawiam, po co mi to wszystko?
        Kiedyś praca była dla mnie dużo ważniejsza. Poza wspomnianą niezależnością finansową chciałam się rozwijać. Teraz wiem, że ten rozwój zabrałby mi to co w życiu jest teraz dla mnie najważniejsze - czas spędzony z moim dzieckiem.
        Wychodzę z pracy o 17. Koło 18 jestem w domu. W tygodniu mamy dla siebie niewiele czasu.
        Do tego dochodzą wszystkie obowiązki domowe - pranie, sprzątanie, gotowanie itp.
        Czas pędzi jak szalony. Niewiele zostaje, aby tak po prostu razem pobyć.
        A to co najbardziej skłoniło mnie do tych myśli o domu i pracy to to, że zauważyłam, że mój synek coraz częściej przez pomyłkę nazywa mnie babcią. Teraz babcia spędza z nim najwięcej czasu i w zasadzie słowo "baba" gości na jego ustach najczęściej, więc kiedy ja wracam do domu często przez pomyłkę powie "baba", zamiast "mama". Oczywiście zaraz się poprawia. Ale jednak.


        • ancymon123 Re: Dom a praca? 08.07.11, 11:06
          Ja też wróciłam do pracy na roczek synka. Też z małym została babcia. Dziecku nic złego się nie stało. Ja niczego nie żałuję. W domu bym zwariowała z nudów. Już po roku odczuwałam "dziury w mózgu"- kłopoty z wyrażeniem myśli.
          Jednak gdyby to było mozżiwe chętnie pracowałabym tylko na pól etatu smile
          • agnieszka77_11 Re: Dom a praca? 08.07.11, 22:11
            Oj, praca na pół etatu to by było idealnie wink
    • kotkowa Re: Dom a praca? 07.07.11, 10:58
      Ja gdybym finansowo mogła, to posiedziałabym dłużej w domu z dzieckiem. Nie zależy mi na karierze, byle była jednak możliwość powrotu do pracy w razie czego.
      Też mam wrażenie, że czas ucieka przez palce. Za dużo czasu zajmuje praca, zdecydowanie. Potem już wszystko jest w biegu, chcę pobyć z dzieckiem, wyjść z nim jeszcze na spacer, pogadać z mężem, czasem spotkać się ze znajomymi, a tu cały dom na głowie: bieżące pranie, obiad, zakupy, zmywanie naczyń... szlag mnie czasem trafia, ile takie głupoty czasu zabierają. Nie mam kiedy na tyłku usiąść, a i tak super porządku nie mam.
      • zuzi.1 Re: Dom a praca? 07.07.11, 11:45
        a nie możesz sobie zmywarki kupic zamiast zmywac te nieszczesne naczynia, tak jest znacznie szybciej i przyjemniej smile
    • zabulin Re: Dom a praca? 07.07.11, 12:05
      Poszłam do pracy jak syn mial 5 m-cy. Nigdy nie załowalam.
      Kocham tego mojego Najwspanialszego Synka najmocniej na świecie, ale nie bylabym spokojna i zadowolona majac dziecko za jedynego towrzysza dnia.
      Syn ma obecnie 3,5 roku- uwielbiam z nim rozmawiać. Fascynuje mnie jego inteligencja, poczucie humoru, czułość. Ale nie cierpię bawić się w piaskownicy, czy bawić autkami.
      Owszem robię to, ale dzięki pracy rzadko.
      My mamy razem wspólne inne zajęcia.

      Jestem zmęczona, często piorę, gotuje, prasuje nocami. Sa tygodnie, ze czuję się fatalnie, bo wracam o 16.00- i np. jednego popoludnia mam dentyste o 18.00, drugiego fryzjera o 17.00 i przez dwa dni z rzędu spędzę z synkiem po 3h/dobe max.

      Nadrabiam w inne dni (np. biore wolne), ale to takie szarpane.

      Zastanawiałam sie czasem co lepsze- moze źle robię, ze pracuje. Nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich. To zalezy od charakteru i potrzeb kobiety.

      Zasadniczo spędzam z synem 5-6 h/dobę. Cale weekendy, święta, urlopy. Wiadomo.

      Kontaktu, czułości z dzieckiem niektórzy mi zazdroszczą. Mam kolezanki, ktore siedzą w domu z dzieckiem i są przybite.Siedzą bo muszą, bo nie ma miejsca w przedszkolu, bo nie stać na nianię. Siedzą i są w dole, a dzieci patzrą na ten ich dół.

      Ja tak wybralam. Idelanych rozwiązań nie ma. ja nie żałuję.
      Zresztą moja Mama pracowala odkąd skończyłam 4,5 m-ca a ja swoje dzieciństwo wspominam z łezka w oku i żaluję że to se ne vrati wink czy jakoś tak
      • agnieszka77_11 Re: Dom a praca? 07.07.11, 21:05
        Faktycznie można siedzieć w domu i być przybitym, bo ciągle te gary i pieluchy. I być dużo bardziej zorganizowaną pracując i zajmując się domem.
        Chyba fakt, że trzeba mieć zdrowy stosunek do pracy i starać się nie spędzać w niej więcej czasu niż umowa wskazuje. Jak się nastawia na rozwój to zaniedbuje się rodzinę, a rodzina jest najważniejsza wink Mimo, ze praca zabiera nam tyle życia.
    • mikams75 Re: Dom a praca? 07.07.11, 12:05
      ja pracuje na czesc etatu, 3 dni ale od switu do poznego popoludnia - jak dla mnie to idealne rozwiazanie - wyrwe sie z domu, dziecko ma radoche w przedszkolu i mam tez czas dla dziecka.
    • aniasa1 Re: Dom a praca? 07.07.11, 21:22
      W czerwcu z powodu ciec stracilam prace. Wszyscy przychodzili i pytali, proponowali pomoc, przejmowali sie. A ja? Z uśmiechem na gębie gnalam do domu! Cieszylam sie jak idiotka ze wakacje przed nami, lato, wspolne spacery itp..... Praca byla ok! dlatego ja sama nigdy bym z niej nie zrezygnowala, wiec uradowana bylam ze ktos podjął za mnie decyzje. Nastepnego dnia kolega zadzwonil blagajac niemal zebym do nich przyszla bo maja MEGA problem. Z nosem na kwinte poszlam na rozmowe i postawilam takie warunki zeby sie nie zgodzili, a tu jak na zlosc - zgodzili sie. Ale i tak po ugaszeniu pozaru w firmie zrezygnowalam. I juz znowu w glowie: trawka, hustawka tylko ja i synek i........ telefon z poprzedniej firmy............ Chyba nie dane mi bedzie delektowac sie latem. Zgodzilam sie bo tym razem co 2 dzien, wiec wakacje beda polowiczne........ Prawie miesiac bylam w domu i mam wrazenia ze nigdy by mi sie to nie znudzilo....... Sama jestem zaskoczona bo do ciazy bylam pracownik numer 1.
      Moja rada: wybierz dziecko. Do pracy zawsze mozesz wrocic
      • mamajaneczki Re: Dom a praca? 07.07.11, 21:56
        To oczywiście zależy od kobiety i sytuacji, ale generalnie zgadzam sie z poprzedniczką. Do pracy zawsze zdążysz wrócić, a Twoj syn juz nigdy nie będzie taki jaki jest teraz. I nigdy nie będzie Cię tak potrzebował. Ja jestem z Janką od urodzenia do września tego roku, kiedy jako trzylatek pójdzie do przedszkola. Na poczatku, po jej urodzeniu pracowałam w domu, potem założyłam działalność gospodarczą i mam pracę, w której mogę być z nią. Czasem pomagają babcie. Niestety praca tylko sezonowa, więc od września będę czegoś szukać. Wszystko da sie pogodzić, trzeba sobie poustawiać priorytetysmile
    • klubgogo Re: Dom a praca? 08.07.11, 21:54
      Dziecko niedługo pójdzie do szkoły, ważniejsze dla niego będą przyjaciółki/przyjaciele, a Ty co? Zostaniesz w domu?? Bo nikt raczej nie przyjmie do pracy mamy, która spełniała się macierzyńsko przez kilka lat. Dla mnie bzdura totalna. Oprócz rodziny potrzebuję do szczęścia pracy, ale jeśli Twoim powołaniem jest siedzenie w domu...
      • paniluna Re: Dom a praca? 08.07.11, 22:20
        Ja wróciłam do pracy jak synek skończył 9 miesięcy. Wróciłam, bo musiałam zacząć przebywać w towarzystwie starszym niż niemowlę. Miałam potrzebę bycia z innymi ludźmi i rozmawianiu nie tylko o kupach, pieluszkach, kaszkach, obiadkach itp. Pracuję na pół etatu 3 razy w tygodniu. Układ rewelacyjny. Cieszę się, że wróciłam do pracy, bo mi po prostu odbijało od siedzenia w domu. Pozdrawiamsmile
        • mbkbab Re: Dom a praca? 09.07.11, 13:12
          hm... to zalezy co się tak naprawdę robi w tym domu bo jeżeli są to faktycznie tylko zupy,kupy,pieluchy,gary itp.to można się zajechać.Moja mała ma 15 m-cy jestem z nią cały czas do pracy nie zamierzam wracać póki co.Studiuję zaocznie , mam kilka pasji, uwielbiam fotografować,piszę bloga, spotykam się z koleżankami i to przewaznie w piaskownicy.I tematem przewodnim nie są wcale nowe umiejętnosci naszych dzieci, pieluchy i zupy.Sprzatam codziennie , zajmuje mi to chwile bo robie to czesto wiec nie zdazy mi sie nabrudzic.Jak ładna pogoda to rzucam wszystko i lece z młodą na dwór,sprzątam,gotuje (uwielbiam gotować) jak mała śpi.Są dni kiedy padam na twarz ale jest mnóstwo innych lepszych dni gdzie tryskam szczęściem i energią.Ja nie miałam wesołego dziecinstwa wiec dla mojego dziecka zrobie wszystko zeby to dziecinstwo miało wspaniałe i mame u boku.A jak pojdzie do przedszkola to ja pojde do pracy.jeszcze się w zyciu napracuję a chwil z maluchem nikt nie odda.Życze powodzenia w podejmowaniu decyzji.Pozdrawiam tez wszystkie mamy które sprawdzają sie na wszystkich płaszczyznach czyt.dom,praca ,dziecko i są z tego zadowolone.
          • agnieszka77_11 Re: Dom a praca? 09.07.11, 13:46
            Myślę, że to nie jest tak, że można się spełniać na wszystkich płaszczyznach, bo zawsze się coś zaniedbuje. Jak stawiasz na rozwój zaniedbujesz rodzinę, bo poświęcasz jej mało czasu. Jak stawiasz na rodzinę mniej myślisz o rozwoju i bardzo często pracujesz, aby pracować od lat robiąc ciągle te same rzeczy. Nie można być idealnym we wszystkim, ale chyba rodzina jest najważniejsza.
            Wszystko ma swoje plusy i minusy, i chodzenie do pracy i siedzenie w domu z dzieckiem.
            Gdy siedzisz w domu z dzieckiem masz bardzo duży wpływ na niego i większą kontrolę. Masz więcej czasu, żeby z nim pobyć, a przecież nikt dla niego nie jest tak ważny teraz jak matka.
            To prawda, że kiedyś koledzy i koleżanki będą najlepszymi kompanami, ale to co mu teraz wpoisz i jak go wychowasz z pewnością będzie miało duży wpływ na to jakim człowiekiem będzie w przyszłości.
            Minusem siedzenia w domu jest monotonia dnia codziennego (sprzątanie, gotowanie itp), ale tak jak napisała mbkbab, jeżeli ktoś ma pasję i coś w życiu go kręci z pewnością w domu się nie zanudzi. Drugim minusem jest dla mnie zależność finansowa. Nie wyobrażam sobie, że mogę kiedykolwiek pójść do męża i poprosić go o pieniądze na tampony czy waciki. Nie lubię tego. Lubię mieć poczucie, że to na jakim poziomie żyjemy zależy także ode mnie.
            W pracy natomiast jest różnie. Bywają ciężkie dni, humorzaści szefowie i nadgodziny. Poza tym nie każdy, aby dojść do pracy przechodzi przez jedną ulicę, więc do domu wraca się późno. Chcesz jeszcze pobyć z dzieckiem, zjeść, coś ogarnąć i nawet nie wiesz kiedy to się stało, a już jest noc. Niestety doba jest zbyt krótka, a weekendy mijają jak szalone.
            O jakimkolwiek rozwoju ciężko pomyśleć, gdy w domu czeka spragnione ciebie dziecko.
            Odkąd zostałam matką rodzina stała się dla mnie jednak najważniejsza. Pracować będziemy jeszcze wiele, wiele lat.
            • aniasa1 Re: Dom a praca? 09.07.11, 15:28
              Droga Agnieszko ja nie kumam pojecia:
              Nie wyobrażam sobie, że mogę kiedykolwiek pójść do męża i poprosić go o
              > pieniądze na tampony czy waciki.
              XXI wiek i Ty mowisz ze musialabys prosic meza o pieniadze na cokolwiek co jest w zyciu potrzebne? To Twoj maz jakims niedorozwojem jest ze nie wie ze musi Ci zostawic pieniadze na zakupy, na utzrymanie? Mam nadzieje ze byla tylko przenosnia i przerysowalas zla postawe meza. U nas pieniazki leza (czes w gotowce aby byly pod reka) w umowionym miejscu i oboje bierzemy ile potrzebujemy. Jak sie zbliza jakis wiekszy wydatek to oboje go omawiamy i ustalamy strategie. Gdybym musiala prosic meza to pewnie bym sie z nim rozwiodla, okreslila alimenty i poszla do pracy nie rozkminiajac czy moge sobie na to pozwolic......
              • agnieszka77_11 Re: Dom a praca? 09.07.11, 15:39
                aniasa1 napisała:

                > Droga Agnieszko ja nie kumam pojecia:
                > Nie wyobrażam sobie, że mogę kiedykolwiek pójść do męża i poprosić go o
                > > pieniądze na tampony czy waciki.
                > XXI wiek i Ty mowisz ze musialabys prosic meza o pieniadze na cokolwiek co jest
                > w zyciu potrzebne? To Twoj maz jakims niedorozwojem jest ze nie wie ze musi Ci
                > zostawic pieniadze na zakupy, na utzrymanie? Mam nadzieje ze byla tylko przeno
                > snia i przerysowalas zla postawe meza. U nas pieniazki leza (czes w gotowce aby
                > byly pod reka) w umowionym miejscu i oboje bierzemy ile potrzebujemy. Jak sie
                > zbliza jakis wiekszy wydatek to oboje go omawiamy i ustalamy strategie. Gdybym
                > musiala prosic meza to pewnie bym sie z nim rozwiodla, okreslila alimenty i pos
                > zla do pracy nie rozkminiajac czy moge sobie na to pozwolic......


                Źle zrozumiałaś wink Mój mąż nie jest dusigroszem. Za wszystko w naszym domu płacimy oboje, raz ja, raz mąż. On doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że życie kosztuje i nie gromadzi pieniędzy na koncie wink
                Chodzi mi o moją postawę. Źle bym się czuła będąc zależną finansową od męża. Jak mam ochotę kupić sobie bluzkę czy perfumy to sobie kupuję za swoje zarobione pieniądze. Nie lubię, gdy ktoś musi pracować na moje utrzymanie. Wolę w tej kwestii być niezależna i nieważne kto więcej w związku zarabia.

              • nika1310 Re: Dom a praca? 09.07.11, 16:21
                chętnie bym poszła do pracy gdybym miała tak jak większość forumek, babcię czy ciocię jako darmową siłę roboczą do opieki nad dzieckiem, odbierania z przedszkola itp. W mojej rzeczywistości muszę zapłacić za opiekę nad dziećmi około 2000zł miesięcznie a zarobię z tego może 1500zł. Jak będę mieć szczęście. W związku z tym to raczej jest bez sensu iść do pracy i jeszcze dopłacać że jakaś obca osoba zajmie się dziećmi. Sytuacja niewiele się zmieni kiedy dzieci pójdą do szkoły, bo zajęcia się kończą o 13 i co ;potem? ktoś musi dzieci odebrać, dać im obiad, odrobić z nimi lekcje, iść na plac zabaw czy na angielski. Ale wtedy będzie szansa zatrudnic się na pół etatu za te 750zł miesięcznie w czasie jak dzieci nie będzie w domu. Gdyby pomagała nam którakolwiek babcia to bez wahania wróciłabym do pracy po macierzyńskim lub wychowawczym. Fajnie mieć swoją własną zarobioną kasę.
    • pali-kotka Re: Dom a praca? 09.07.11, 18:41
      Nie możesz żyć bez poswiecania sie? ja tam nie poświęcam się, ani dzieciom ani pracy. Rozumiem konsekwencje swoich wyborów i staram się minimalizowac przykrości z nimi związane i maksymalizować przyjemności. Poza tym mam męża któremu nie każę (nawet nie-wprost) pracować ponad miare, może więc spokojnie współdzielic obowiązki i przyj emności życia codziennego. Mając 2 etaty, 2 dzieci, własna firmę, budowę domu i dom do ogarnięcia oraz zero wsparcia ze strony rodziny spokojnie znajdujemy czas na nudę.
    • kiniox Re: Dom a praca? 09.07.11, 19:03
      Będzie trochę długo.
      Podjęłam decyzję o powrocie do pracy, kiedy synek miał 8 miesięcy, bo uznałam, że tak będzie dla niego najlepiej. Dla mnie w zasadzie nie miało to aż takiego znaczenia, bo co prawda uwielbiam moją pracę i dobrze zarabiam, ale uwielbiam też zajmować się dzieckiem (nie domem), a praca poczekałaby na mnie dłużej i stać nas było na życie z jednej pensji. Jednak mój synek był w tym czasie mega rozwinięty ruchowo (stał i wspinał się na meble, kiedy większość dzieci w jego wieku jeszcze nie siedziała, on zresztą też jeszcze nie siedział), bardzo towarzyski, otwarty, ciekawy ludzi, świetnie akceptował zmiany. Odwiedziłam nasz żłobek i zobaczyłam, że wszelkie moje wyobrażenia (jakże powszechne w społeczeństwie) o żłobku, jako o miejscu, w którym mieszka ZUO, mogę sobie o kant d.py potłuc. Małe grupy, serdeczne i profesjonalne opiekunki, zajęcia muzyczne, plastyczne, dzień dostosowany do rytmu dnia i indywidualnych potrzeb każdego dziecka, atmosfera serdeczności i ciepła, program edukacyjny oparty na zasadzie szacunku do dziecka i otwartości na jego talenty i potrzeby, pielęgniarki i pediatra na miejscu, jedzenie planowane przez dietetyka zgodnie z ogólnymi zasadami oraz indywidualnymi potrzebami (alergie, tempo wprowadzania nowych produktów w domu itp.). Nie znalazłam nic po prostu, do czego mogłabym się przyczepić. Jednocześnie uznałam, że to dobry wiek, żeby syn bezboleśnie zaczął nasiąkać językiem obcym (mieszkamy za granicą). Po czasie okazało się, że miałam rację, bo syn traktuje francuski naturalnie, podczas gdy dzieci w naszym otoczeniu, które poszły do żłobków, czy przedszkoli później, przeszły lub wciąż przechodzą dość duży stres w kontakcie z językiem, z którym wcześniej nie miały aż takiej styczności. Obecnie syn ma 2 lata. Komunikuje się po polsku i po francusku i nigdy nie miesza tych języków (no, na niebieski próbuje mówić bleu). Pod względem społecznym zyskał w żłobku tak dużo, że samej chyba nie udałoby mi się tego wypracować. Szybko przeszedł i łatwo uporał się z etapem łapania wirusów od innych dzieci i od długiego czasu nie mamy już w ogóle z tym problemów. Nie było w ogóle jakiegoś kryzysu zdrowotnego, który wielu mamom myślącym o żłobku spędza sen z powiek. Z moich obserwacji grupy wynika, że jest margines dzieci, które bardzo chorują, równie niewiele takich, które nie chorują wcale, a cała reszta to po prostu normalka - jakiś pomniejszy wirusik w sezonie, nic o co warto by się martwić.
      Jest absolutnym mitem, że dla żłobkowego dziecka rodzice przestają być najważniejsi. Może zależy to też od tego, jakim się jest rodzicem, jak się spędza z dzieckiem pozostały czas - wieczóry i weekendy. My poświęcamy je dziecku w całości, rozmawiamy z nim, słuchamy, co nam komunikuje, bawimy się, czytamy, biegamy po parku, uczymy go różnych rzeczy, pozwalamy sobie we wszystkim pomagać (np. w rozładowywaniu zmywarki etc.), angażujemy go w nasze aktywności itp. Jest także absolutnym mitem, że rodzic, który jest z dzieckiem w domu cały czas, jest w stanie poświęcić mu 100% swojej uwagi i troski przez cały dzień. Nie chodzi mi o konieczność zajmowania się domem, czy codziennym życiem (za rodziców pracujących też zwykle nikt tego nie zrobi, chociaż my akurat mamy panią dochodzącą do odgruzowywania). Chodzi mi o to, że ludziom zwykle brakuje pomysłów na zróżnicowanie aktywności tak, żeby zapewniała wszechstronny rozwój dziecka. Zwykle, niestety, idziemy na łatwiznę, jeden dzień jest podobny do drugiego nie w sensie zapewnienia dziecku rutyny, tylko w sensie sposobów na spędzanie z nim wolnego czasu. Ludziom brakuje siły i cierpliwości, żeby przez cały dzień dziecka słuchać i być wyczulonym na jego potrzeby. Ulegają pokusie zapełnienia dziecku czasu po linii najmniejszego oporu, bo są zmęczeni, bo są znudzeni, bo potrzebują czasu dla siebie i odskoczni od "pan kotek był chory", bo jest tyle innych spraw, z którymi w tym czasie muszą sobie poradzić. Brakuje im konsekwencji, żeby stosować zawsze te same zasady i budować w dziecku poczucie, że nie znaczy nie, a tak znaczy tak. Znów proszę mnie źle nie zrozumieć, to nie jest z mojej strony żadne oskarżenie, czy atak. Nie uważam też, że nie ma od tej zasady wyjątków. Po prostu uważam, że jesteśmy tylko ludźmi i to jest NATURALNE, człowiek nie może być non stop na najwyższych obrotach, chyba że jest to mały człowiek, bo im baterie nie wyczerpują się nigdy. Tymczasem dobry żłobek jest w stanie to wszystko dziecku zapewnić. Co więcej, ja osobiście (a myślę, że wielu ludzi tak ma) jestem bardziej wypoczęta, pełna energii i entuzjazmu, jeśli stosuję pewien płodozmian w mojej aktywności - w pracy odpoczywam od domu, w domu od pracy. To są inne rodzaje wysiłku, inne rodzaje aktywności mózgowej i fizycznej. Jeżeli ktoś czerpie z pracy satysfakcję, a nie chodzi tam tylko po to, żeby odbębnić i zarobić, to zwykle ładuje mu ona akumulatory i zapewnia większą satysfakcję także w innych dziedzinach życia.
      Oczywiście jest też bardzo prawdopodobne, że u nas ten system działa dobrze ze względu na temperament mojego dziecka, ale to właśnie na podstawie znajomości temperamentu MOJEGO dziecka podejmowałam decyzję o żłobku i powrocie do pracy, a nie na podstawie teorii wyczytanych w książkach co do tego, jak to wygląda u statystycznego dziecka w tym wieku.
      Więc moja rada jest taka, żeby decyzję o powrocie do pracy oprzeć nie tylko na argumentach ekonomiczno-praktycznych lub ckliwo-emocjonalnych, ale przede wszystkim na obserwacji własnego dziecka i znajomości jego potrzeb i zainteresowań. Warto też pamietać, że te decyzje nie są raz na zawsze wyryte w skale. Jeżeli okaże się, że powrót do pracy nie odpowiada którejkolwiek z zainteresowanych stron, to zawsze można pracę rzucić i zostać w domu. Tylko warto dac sobie trochę czasu.
      Powodzenia.
    • mbkbab Re: Dom a praca? 09.07.11, 22:41
      dużo też zależy od tego co się wyniosło z domu moim zdaniem.Ja mam rodziców rozwiedzionych.Nie miałam jakiegos szczegolnego dziecinstwa i dlatego tak jak juz pisałam wyzej chce zeby moje dziecko miało miłe wspomnienia.Ale nie twierdze ze pracujące mamy tych miłych wspomnien dziecku nie zapewniają.Poprostu tak mam .juz jak byłam mała to mowiłam ze chce miec dzieci, męża,normalny dom.Praca nie była jakims moim priorytetem.I to nie wynika z lenistwa.Bo pracowałam w wielu miejscach w PL i za granicą. Tyle prywaty smile
      A co do finansów i bycia zależna od męża to u nas jest tak ,że mąż dostaje wypłate a ja mam jego karte i gotówke w domu.A jest tak dlatego bo ja wiem co trzeba kupic do domu,dla dziecka , ja robie opłaty.A mąż zostawia trochę grosza dla siebie na koncie zeby mieć na ewentualne swoje wydatki smile
      • kiniox Re: Dom a praca? 10.07.11, 02:30
        Myślę, że masz dużo racji pisząc o doświadczeniach z dzieciństwa. Ja wyrosłam w pełnej, udanej rodzinie, w której oboje rodzice pracowali, a jednak nigdy, ale to nigdy nie miałam poczucia, że nie poświęcają mi wystarczająco dużo czasu. Byli zawsze wtedy, kiedy ich potrzebowałam, chociaż zapewne nie przeszkadzało, że byłam też z natury bardzo niezależna (jak teraz moje dziecko). Stąd łączenie pracy zawodowej z opieką nad dzieckiem nie powoduje u mnie żadnych negatywnych skojarzeń.
        Z tymi wspomnieniami nie spinaj się za bardzo wink Są badania naukowe wykazujące, że dzieci nie mają żadnych wspomnień sprzed drugiego (a nawet trzeciego) roku życia, co - jak sądzę, jest błogosławieństwem zarówno dla nich, jak i dla rodziców.
        • agnieszka77_11 Re: Dom a praca? 10.07.11, 11:36
          kiniox napisała:

          > Są badania naukowe wykazujące,
          > że dzieci nie mają żadnych wspomnień sprzed drugiego (a nawet trzeciego) roku
          > życia, co - jak sądzę, jest błogosławieństwem zarówno dla nich, jak i dla rodzi
          > ców.

          Może dzieci nie mają wspomnień, ale wychowywanie 2-3 latka w odpowiedni sposób kształtuje fundamenty do tego jakim dzieckiem będzie w przyszłości. To w jaki sposób wychowuje się 2 latka ma ogromny wpływ na to jakim będzie np 5 latkiem. I nie jest to bez znaczenia.
          • kiniox Re: Dom a praca? 10.07.11, 12:58
            Ależ oczywiście, masz rację. Odniosłam się tylko do fragmentu przedmówczyni o "zapewnianiu dzieciom dobrych wspomnień". To nie w wieku 0-3 lata, tylko później, kiedy wiele kobiet jednak wraca już do pracy. Doczytałaś też zapewne, że ja mam te dobre wspomnienia, chociaż moi rodzice od zawsze pracowali. Więc to jest oczywiście świetny argument za tworzeniem dobrej rodziny (te wspomnienia), ale już nie za pozostaniem w domu z małym dzieckiem, albo powrotem do pracy.
            Jeszcze mam taką ciekawostkę co do tego wczesnego wychowania mającego konsekwencje w wieku późniejszym. Ostatnio z dużym zaciekawienien wyczytałam w książce pt. 50 mitów psychologii popularnej, że wbrew powszechnemu przekonaniu, "istnieją przesłanki, aby przypuszczać" (ale już nie dowody naukowe), że okres od 0 do 3 lat ma "pewien" wpływ na emocjonalny stan dziecka (poczucie bezpieczeństwa, ufność wobce ludzi, poczucie własnej wartości, czyli oczywiście same ważne rzeczy), ale nie ma wpływu np. na jego rozwój intelektualny. Jak się człowiek zastanowi tak na zdrowy rozum, to wydaje się to niemożliwe. W końcu niektórzy rodzice dużo więcej pracują z dziećmi, wyjaśniają świat itp. W przypadku ich dzieci ten rozwój intelektualny powinien być dużo większy prawda? A tymczasem tak nie jest. Wszelkie różnice rozwojowe u dzieci wyrównują się z grubsza w wieku około 3 lat właśnie. Dopiero zapewnienie dziecku odpowiedniej pomocy przez cały okres jego rozwoju (aż do dorosłości) i to tylko wtedy, kiedy jego rozum osiąga już (biologiczne) stadium, w którym dziecko jest w stanie pojąć pewne zagadnienia (czyli nie tłumaczysz dziecku matematyki w czasie, kiedy jego umysł nie dojrzał jeszcze do tego, by pojąc znaczenie liczb), może jakoś wpłynąć na poprawienie jego zdolności intelektualnych. Co z jednej strony jest niejaką pociechą dla matek, które się stresują, że jak nie są z dzieckiem bez przerwy do trzeciego roku życia, to dziecko będzie miało braki intelektualne. Z drugiej zaś strony tym większą nakłada odpowiedzialność na rodziców, bo nie ma co liczyć, że trzy lata w domu z dzieckiem posiedzę i już będzie miało fory w szkole. Trzeba być bez przerwy czujnym i wyłapywać moment, w którym dziecko już jest w stanie coś pojąć i wtedy z nim pracować i pomagać. To jest dopiero zadanie na całe życie. Ale czy w związku z tym należy postulować, aby jeden z rodziców w ogóle zrezygnował z pracy, uczył dziecko wyłacznie w domu po to, żeby broń boże nie przegapić właściwego momentu w jego rozwoju? Bo wychowanie dziecka (i to od małego) to jest jednak bardzo spomplikowana sprawa i obejmuje także rzucanie go od czasu do czasu na głęboką wodę (stosownie do wieku i możliwości dziecka, oczywiście, i nie bez asekuracji). I ja akurat uważam, że takie "głębokie wody" powinny być w każdym wieku.
    • mamciunia_kamciunia2 Re: Dom a praca? 10.07.11, 13:30
      nie musze chodzic do pracy bo mam na tyle obrotnego menza ze potrtafi uczymac rodzine na poziomie
      nie chodze zmenczona bo objad jemy w restałracji a do porzondków domowych przychodzi pani do sprzontania
Inne wątki na temat:
Pełna wersja