Powiedzcie mi czy Waszym zdaniem słusznie się martwię i co mam robić by postępować słusznie. Mój synek ma nieco ponad dwa latka i od jakiegoś czasu zauważyłam że stał się bardzo niemił, wręcz agresywany wobec obcych i ludzi któch rzadko widzi, również babć czy innych z rodziny. Gdy np. jestem z nim na spacerze i ktoś mnie zagada, mał zaczyna wyzywać: nie mów do niej, nie śmiej się, na wszystkie pytanie do niego wydziera się NIEEEE!! potrafi nawet kogoś delikatnie odepchnąć lub odciągać mnie od niego. Bardzo mnie to martwi. Jeszcze ok, obcy na ulicy, ale jak przyjdzie nas ktoś odwiedzić to nie może do niego dotknąć bo wszerzeczy NIEE jak oszalały, o dotknięciu go czy jego zabawek nie ma mowy. Męczy mnie to bo rzadko przez to kogoś odwiedzamy (choć może to właśnie błędne koło) i nie mogę go za bardzo z nikim zostawić, bo po prostu jest niegrzeczny wtedy i mi wstyd

Na wisonę rodzę drugie dziecko, boję się że nie poradzę sobie z tym problemem jak jeszcze dojdzie noworodek i zazdrość o niego. Zapisałam go do przedszkola, póki co na 2h dziennie, ale boję się że nie tyle nie da rady co nie zaakceptuje nikogo tam

Nie wiem ską mu się to wzięlo, zawsze wstydzieł się jak pojawiał się ktoś nowy ale to normlane, kilka minut i wariował, a teraz, ehh, bunt dwulatka? ale w takim dziwnym wydaniu? Tłumaczę mu że to niegrzeczne i że tak nie można, bo ludziom i mamie jest przykro, ale to nic nie daje. Przez ostatni rok zajmowła się nim babcia, mało bywała z nim wśró dzieci i innych dosrosłych, bo niechętnie szedł i nie miałą gdzie zbytnio. Co myślicie? Przejdzie mu? Martwić się? Jak postępować? w domu jest takim kochanym maluchem i jego bunt dwulatka jakoś rzadko daje się we znaki.. Dzięki