lileigh
07.04.13, 19:38
Witam!
Od razu zaznaczam, że nie proszę nikogo o porady medyczne, tylko może jakieś wskazówki, co zasugerować lekarzom, bo ręce mi opadają powoli. Mój dwuletni syn jest od czwartku w szpitalu. Zaczęło się jak zwykle od niewinnego katarku i wszystko byłoby ok, ale zaniepokoił mnie przyspieszony oddech dziecka i lekki świst przy wydychaniu. Poleciałam do przychodni, a lekarka mówi, że mam natychmiast jechać na IP, bo dziecko ma duszność, na pewno jest już niedotleniony, trzeba będzie podać tlen. Wpadłam oczywiście w panikę, chociaż na niedotlenionego nie wyglądał, na izbie pielęgniarki patrzyły na nas spode łba, bo młody biegał, szalał, śmiał się i zagadywał ludzi - absolutnie na chorego nie wyglądając. Saturacja w normie, ale faktycznie, osłuchowo nieciekawie, więc przyjęli nas na oddział z diagnozą obturacyjne zapalenie oskrzeli. Było to ok 15, a pierwsze inhalacje z berodualu młody dostał dopiero o 18. O 22 pierwsza dawka antybiotyku. Oddech był już lepszy, na drugi dzień na obchodzie lekarka mówi, że osłuchowo źle i jej to na zapalenie płuc wygląda. Rtg klatki nie potwierdziło, ale ona nadal twierdzi że są zmiany w płucach na podstawie osłuchu. Dziecko jest w tej chwili na antybiotyku dożylnym i sterydach, dodatkowo inhalacje z berodualu. Ale już wczoraj, czyli w drugiej dobie leczenia znowu pojawiły się świsty przy wydychaniu i ten oddech nie jest fajny, zero poprawy, dzisiaj też. Ponieważ młody te oskrzela ma nadreaktywne i już miewał zapalenie parę razy (antybiotyk tylko raz zadziałał, większość infekcji była leczona domowo inhalacjami z berodualu i pulmicortu), zaczynam podejrzewać, że może za tym stoi coś innego niz infekcje i słaba odporność. Choróbska zaczęły się od września jak córka poszła do przedszkola i ciągle coś przynosiła, ale u niej się kończyło katarem i kaszlem a u młodego zawsze furczenia i schodziło niżej. Ale świsty ma dopiero teraz. Boję się, że to astma albo niedajboże mukowiscydoza, bo lekarka zasugerowała zrobienie testu potowego. Jutro będę naciskać, żeby zrobili to jak najszybciej, bo umrę z nerwów. Czy to, że antybiotyk nie podziałał w trzeciej już dobie nie jest już podejrzane? Podejrzewaliśmy już od jakiegoś czasu, że mały jest alergikiem, bo ostatnio miał swędzące zmiany na udach, drapał się. Dziś w szpitalu pojawiły się czerwone placki na policzkach. Teraz weekend, więc lekarze dyżurni zbywają, olewają, szprycują ciągle tym antybiotykiem a mi się wydaje, że nie dość że nie jest lepiej, to jest gorzej. Jutro chcę porozmawiać z lekarz prowadzącą, może powinnam się domagać w tej sytuacji jeszcze jakichś konkretnych badań? Boję się, że będą go tak leczyć ze dwa tygodnie jeszcze, bo nawet wczoraj lekarka powiedziała, że obturacja się u niektórych utrzymuje długo podczas leczenia. Czyli będą go ciągle szprycować tym antybiotykiem pewnie, a on już dziś całkiem stracił apetyt, humor i wigor jeszcze ma, ale jak tak dalej pójdzie to opadnie z sił. Załamana jestem. Na oddziale jest sporo dzieci z zapaleniem płuc i oskrzeli i u nich poprawa już na drugi dzień była. A u nas gorzej. I co ja mam robić? Ślepo im wierzyć, domagać się czegoś? Może ktoś zna podobne przypadki?