Dodaj do ulubionych

watek-smętek: postanowione - cyckowi mówimy pa!pa!

01.12.05, 14:24
Dziewczyny, mam tremę niczym młode dziewczę przed egzaminami na studia, albo
jeszcze gorzej...
Ale już padam na pysk. Dosłownie.
Sądziłam, że wytrwam karmiąc Srajdzinkę jeszcze do wiosny, ale ona zamiast
chcieć ssać rzadziej - domaga się częściej. Wczoraj po południu już kolejny
raz zaglądała mi w dekold, szarpiąc za bluzkę. Grymasząc, syczała "cycy, cycy"...

Już dwukrotne karmienie w nocy jej nie satysfakcjonuje, teraz budzi się
pięć-sześć razy, a od 5 rano chciałaby najchętniej (któż by nie chciał...?)
spać przy cycu, z mamą w jednym łóżku.
Sprawa wymyka się spod kontroli, bo ja nieprzytomna poddaję się (oj, wszystko
nie bez złości...) i biorę ją do naszego łóżka coraz częściej (dziś o 4!),
żeby złapać chwilę spokojnego snu.

Dziś byliśmy u pediatry, poradziła małą odstawić, bo dziecko od tych nocnych
pobudek na cyca też jakieś niedospane (oczęta lekko podkrążone...).

A zatem -próbujemy. Teraz Srajdzinka zasnęła w objęciach Taty. Nie wiem jak
przetrwamy kolejne dnie. Chociaż dnie są najmniej groźne, bo Srajdzinka je
tylko raz do przedpołudniowej drzemki, najgorsze są nocki i przed nimi drżę...

Szczerze mówiąc trochę mi żal. E tam... trochę, BARDZO. Bo lubię ją karmić i
czuć jej bliskość, te małe łapki na sobie, cieplutki policzek...
Ale prędzej czy później i tak trzeba będzie ten proces zakończyć, dac jej
autonomię, nauczyć samodzielnego usypiania. A moja intuicja podpowiada mi, że
będzie coraz trudniej.

Humor mam lekko wisielczy, ciut mnie w środku telepie, i płakać się chce...sad
Jak bym to ja była tym malcem, którgo mają od mamy oderwać...

Wiem, że czekają nas ciężkie noce (ile to może trwać? tydzień, dwa?) więc
trzymajcie kciuki, proszę.
Jeśli w ogóle wytrwam w tym postanowieniu i nie złamię się już dzisiejszej nocy...

Wszystkie mamy, które są PO odstawieniu: wesprzyjcie i dajcie kilka dobrych
rad. Rety, jak ja jej będę w te małe oczęta patrzeć?
Co robić by nie poczuła się odrzucona? Czuję się jakaś... bezradna, głupia. No
kompletnie nierzeczywista, jak by mnie ktoś wsadził w pociąg jadący w
nieznane. Nowe doświadczenie przed nami.
Buuuuuu...
Obserwuj wątek
    • schaapje Re: watek-smętek: postanowione - cyckowi mówimy p 01.12.05, 14:28
      przepraszam, ze nie pociesze, ale jak przeczytakam co czujesz, to wszystko do
      mnie wrocilo sad

      w kazdym razie trzymam kciuki - bedzie dobrze, tak jak u nas jest! smile
      • agusiajasia Re: watek-smętek: postanowione - cyckowi mówimy p 01.12.05, 14:36
        oo!
        skads to znamy... sad ja powzielam takie postanowienie w poniedzialek. kurcze nie
        jest lekko! co tu owijac w bawelne, rycze jak glupia.
        moj synalek nagle nauczyl sie zaciskac piastki i krzyczec "nenenenene!", walic
        glowa w podloge i takie tam.
        trzymajmy sie matki odstawiajace! razem razniej!
        • xemm1 Re: watek-smętek: postanowione - cyckowi mówimy p 01.12.05, 14:40
          U nas była inna bajka, to Malunio mnie odstawił i powiem szczerze trochę mi
          przykro było... sad
          Ale trzymam kciukasy za te nocki smile
        • barbi1 Re: watek-smętek: postanowione - cyckowi mówimy p 01.12.05, 14:42
          Duramgama, my jeszcze PRZED i też się lekko stresuję na samą myśl,
          no i też mi będzie bardzo ciężko,
          może nawet trudniej niż Ninie.
          Powodzenia, wytrwałości! Na pewno się uda!
      • mmala6 Re: watek-smętek: postanowione - cyckowi mówimy p 01.12.05, 14:40
        nie odstawialam wiec w tej gestii nic nie napisze madrego.
        Ale.
        Jest MILION okazji aby patrzec w oczysmileJa tam Matusiowi od urodzenia patrze
        dajac mu do pyszczka butelke.
        Jak dlugo...Zaklinaczka pomagala i w 2-3 dni bylo po sprawie.Ale to bylo na
        filmiewinkZ literatury i filmow wiem, ze to matka bardziej przezywa niz dziecko
        tak naprawde.Radze tego sie trzymac i bedzie dobrze.
        Mysle sobie, ze moze dobrze jakby maz zajmowal sie przez pierwsze noce? no bo
        jak jej wytlumaczysz ze owszem, jestes na wezwanie ale cyca juz nu nu?
    • joa8 Re: watek-smętek: postanowione - cyckowi mówimy p 01.12.05, 16:39
      wklejam Ci mojego posta sprzed paru dni. Bedzie dobrze smile)

      "stopniowo to rób, ja tak zrobiłam i poszło gładko: najpierw ograniczyłam
      dzienne racje wink, poszło naspodziewanie łatwo, potem na wieczorne karmienie
      wprowadziłam butlę z kaszą, i w końcu skończyłam z nocnym karmieniem.
      Wykluczenie nocnej piersi trwało jakieś dwa tygodnie. Nie podchodziłam do tego
      zbyt serioznie, jak bardzo wył, to dostawał pierś, jak mniej, to starałam się
      go uspokoić przytulaniem, smoczkiem, butelką z wodą. W nocy podaję do teraz
      wodę z odrobiną soczku. Poza tym w momentach newralgicznych nie ograniczałam
      smoczka, dużo przytulałam, bawiłam się, pokazywałam nowe zabawki, książeczki.
      Z tym, że mój Antoś nie był jakimś wybitnym piersiolubem, jest za to
      wielbicielem wszelkiego innego pożywienia (dziś zażerał się brokułami z fetą -
      moją smile, więc mi pewnie było łatwiej.
      A i jeszcze jeden sekret powodzenia - tata w nocy! nie mama. Wstawał moj mąż i
      Antoś szybko skumał, że nie będzie piersi wink

      --------------------------------------------------------------------------------
      ale jedno ci powiem - jak już to się stało, to żal mi było jednak strasznie.
      Parę dni temu z tęsknoty przystawiłam go do piersi, pooglądał sobie, pomacał
      brodawke, pociumkał chwilkę i wrócił do swoich spraw. Spłakałam się, że taki
      jest już "dorosły" i że to tak wszytsko szybko leci. A jeszcze przed chwilą był
      małym osesekiem non stop ze mną w chuście. Ech, życie...
      • joa8 Re: watek-smętek: postanowione - cyckowi mówimy p 01.12.05, 16:44
        i jeszcze Ci wkleję:

        'Reakcja Antka na zmianę jest spokojna, nie rozpacza, nie domaga się, nie widać
        po nim, że mu czegoś brakuje. Ale bardzo dużo go teraz przytulam (o ile to
        jeszcze możliwe smile, bawię się z uwagą i nie zabieram smoczka w ciągu dnia.
        Piersi mnie nie bolą, wszytsko przebiega łagodnie.

        Tylko raz na jakiś czas zalewają mnie uczucia (zamiast mleka wink - że to już
        się nie powtórzy, że Antosia już nigdy nie będę karmić, że jest mi żal. Ale
        pojawia się też ulga i jakiś takie poczucie większej swobody, jakbyśmy z
        Antosiem wchodzili razem w nowy etap - większej niezależności i spokoju, kiedy
        się rozstajemy."
    • myszka785 moja rada! 01.12.05, 16:50
      a czy Srajdzinka śpi w tym samym pokoju co Wy?...
      pytam, bo Amelcia też spała, przeprowadziliśmy ją w ostatni weekend za ścianę i
      jak zawsze budziła się 2 razy na cyca w nocy, tak od przeprowadzki, tylko raz i
      mało tego jak się budziła raz to i tak nie dałam, tylko wzięłam na chwilę na
      ręce, dałam smoka i tuliłam, potem z powrotem do łóżeczka, i płacz, następnego
      dnia już tylko marudzenie, ale jakoś zasypiała...
      a tej nocy?, niespodzianka!, pierwsza pobudka o 6:15 rano (zasnęła przed 22),
      mam nadzieję, że ta tendencja się utrzyma!
      może u Was, Duramgamo!, też coś takiego poskutkuje?...
      karmię teraz już tylko 3 razy, wieczorem do poduszki, rano około 6 i po
      południu przed drzemką!
      pozdrawiam!
      mam nadzieję, że choć trochę pomogłam?
      • pampeliszka trzymaj sie 01.12.05, 17:06
        Duramgamo. Bedzie dobrze.
        • barbi1 Re: trzymaj sie 01.12.05, 17:08
          Pampelicha! Ale zasuwasz!
          • pampeliszka Barbi, 01.12.05, 17:57
            normalnie ide jak burza...
    • wiolkak Re: watek-smętek: postanowione - cyckowi mówimy p 01.12.05, 17:41
      jakoś mi tak smutno sie zrobiło, nie wiem czy sie cieszyć że to jeszcze przede
      mną czy juz martwić
      • joa8 Re: watek-smętek: postanowione - cyckowi mówimy p 01.12.05, 17:43
        cieszyć, że jeszcze nie trzeba nic zmieniać smile))
    • alcia76 Re: watek-smętek: postanowione - cyckowi mówimy p 01.12.05, 20:45
      Normalnie plakac mi sie zachcialo jak to wszystko przeczytalam.Jeszcze kilka miesiecy i mnie to czeka.Nie chce. Chociaz tez klne ze w nocy co 2-3 godziny wstaje.
      Ehhh po raz kolejny do mnie dociera ze ten czas tak szybko leci i codziennie Bartus jest starszy o kolejny dziensad

      Ala
      • duramgama Re: watek-smętek: postanowione - cyckowi mówimy p 01.12.05, 22:18
        Dziękuję dziewczynki kochane za wszystkie posty.
        Na razie jakoś daję radę, ale najgorsze (nocka) dopiero przed nami.
        Srajdzinka pięknie zjadła na kolację kaszkę, potem kąpiel pełna śmiechu,
        brykanie w łóżeczku i spokojnie o 21 zasnęła bez cyca (zasypia tak od dłuższego
        czasu więc to żadna nowość). Niestety, od tamtej pory już dwa razy się budziła.
        Uspakajał ją Tata. Szybko poszło. Śpi dalej. Ale co będzie około północy, kiedy
        zazwyczaj dostaje cyca...? Ech...

        Przyznaję bez bicia. Poryczałam się już porządnie kilka razy. Po jej zaśnięciu
        wzięłam kieliszek wina, zapaliłam w łazience świeczkę i poszłam chlipać do
        wanny. (Przy okazji wycisnęłam trochę mleka z piersi, bo już cyc stał się pełen
        - na szczęście tylko jeden, bo od kilku tygodni karmiłam Srajdzinkę tylko lewą
        piersią, w prawej naturalnie zanikł pokarm. Mam więc tylko pół problemu cyckowegowink
        Mąż kochany przytula, tłumaczy, JEST po prostu i nie zadaje zbędnych pytań. To
        dobrze, dobrze, bo jak to tłumaczyć... Ale on wie, rozumie (skąd?wink, wspiera.
        Porządny facet z niego...
        Boję się tej cholernej nocy, bo wiem jak moje dziecię potrafi szlochać, a mnie
        serce wtedy pęka. Obiecuję sobie, że wytrzymam. Oby, oby...

        A!Myszko, Srajdzinka od dawna śpi w swoim pokoju, ale ów fakt nie wpłynął jakoś
        wyjątkowo na ilość pobudek. Niestety. Ja za to kilometry co noc robię,
        pielgrzymując do jej pokoiku.

        Jeszcze raz dzięki, że pomyślałyście o nas choć chwilę.
        Spodziewałam się, że lekko nie będzie, ale żeby aż tak mnie to zdołowało...
        No nic, wdech-wydech i byle do przodu. Kochamy się. To najważniejsze. I wiem, że
        Ona to wiesmile
        Dobrej nocki. Jutro pewnie się odezwę.
        • agusiajasia Re: watek-smętek: postanowione - cyckowi mówimy p 01.12.05, 22:23
          kochana moja! zdradz mi tajemnice.. jak dokonalas tego, ze twoje dzieciatko samo
          zasypia? jak juz wspominalam wczesniej tez jestem w trakcie walki o cycek.
          niestety to moj syn ze mna glownie wygrywa. ostatnio rozwazalismy z mezem moja
          wyprowadzke na jakies dwa dni.
          rozumiem cie jak nie wiem, bo sama chodze i szlocham, chlipie pod nosem i
          ogolnie jest mi niezbyt wesolo.
          jak juz pisalam TRZYMAJMY SIE! Powodzenia!!
          • duramgama Agusiajasia 02.12.05, 12:15
            To żadna wielka tajemnica. Srajdzinka SAMA się tak ustawiła.
            Zawsze dużo brykała przed snem na naszym dużym materacu. Po brykaniu zawsze
            szłam ją karmić (i usypiać przy okazji) do jej pokoju. Odkładałam śpiącą do
            łóżeczka.
            Któregos wieczora, podjadła, ale nie zasnęła. Włożyłam ją więc do łóżeczka, a
            ona (wcale nie śpiąca) zaczęła kontynuować swoje zabawy. Podjęłam temat.
            Wyrzucanie z łóżeczka zyrafki, przewracanko itp.. Byłam z nia przez cały czas, w
            końcu trochę pomarudziła, położyłam ją, nakryłam kołdrą, pomasowałam plecki i
            usnęła. Kolejnego dnia - ta sama historia. Nie usnęła przy piersi.
            I tak przez kolejny tydzień. W końcu przestałam po kapieli dawać jej pierś, a
            ona nie odczuła braku, była skupiona na wariactwach w swoim łóżeczku. Warunek
            był/jest jeden. MUSZĘ byc z nią dopóki nie zaśnie.
            • agusiajasia Re: Agusiajasia 02.12.05, 13:26
              oj jak ja ci zazdroszcze! moj syn dostaje takiej ciezkiej histerii, ze w ko =ncu
              ja sie przelamuje. a moje bidne cycki maja juz wygryzione dziury! probowalam w
              nakladkach - tez sie rzuca. chyba naprawde na dwa dni zrobie wyjazd z domu.
              niech sie dzieje co chce. jestem juz na granicy desperacji sad
        • mmala6 Re: watek-smętek: postanowione - cyckowi mówimy p 01.12.05, 22:24
          Duramgamo, trzymam kciuki! na pewno Srajdzinka przetrwa to dzielniesmilemoze jak
          tatus podejdzie o polnocy to sie nie kapnie?wink
          A jak nie tej nocy to nastepnej....

          Kurcze, szkoda ze nie poznalam na wlasnej skorez (pisrsi)tego problemu.Nie,
          zebym chciala miec jakis nowy problem ale uczucia odstawiania akuart nie
          doswiadczylam i nie potrafie sobie wyobrazic, ze to moze byc tak ciezkie.

          Koniecznie daj znac jak poszla nocka!!!nie zapomnij!!big_grin
          • agagaby Re: watek-smętek: postanowione - cyckowi mówimy p 01.12.05, 22:30

    • joanekjoanek Re: watek-smętek: postanowione - cyckowi mówimy p 02.12.05, 03:21
      A nie można by Srajdzince Spragnionej Piersi po prostu dać jeść? (albo pić, jeśli posiada ona jakiś ukochany smakowo napój?)

      Glut się w ten bardzo prosty sposób właśnie odzwyczaił. Fakt, że był wtedy jeszcze głupowaty (nie miał nawet pół roczku), ale jak mu zamiast sutka wciskałam do dzioba smoczek, to poza paroma zdziwionymi spojrzeniami i próbnymi zakrztuszeniami nie zarejestrowałam żadnych protestów. Po jednym czy dwóch dniach nie było już żadnej różnicy pomiędzy konsumpcją dziką a cywilizowaną. Maluch po prostu nie prosił mnie wcale o pierś, tylko o jedzenie. Karmiony butlą przytulał się identycznie, nawet łapką mnie mizia do dziś po piersiach tak samo. Natomiast pobudki się skończyły samoistnie, i być może dałoby się to przypisać "fazie dojrzewania" (zachciało się chłopakowi przesypiać noce, no to zaczął je przesypiać, bo tak mu matka natura podpowiedziała), a być może - i to bardziej prawdopodobne chyba - w tym właśnie tkwi czar mleka modyfikowanego, że się w celu jego wypicia nie opłaca budzić ze snu.

      Ja bym tak sugerowała. Najwyżej przez parę dni będzie się dziecina przejadała, albo wylejesz do zlewu kilkadziesiąt złotych, ale potem się może wyreguluje dziecisko?

      A do tego konwencjonalnie - wyrazy szczerej sympatii i empatii zasyłam niniejszym... Bardzo się teraz cieszę, że odstawiłam Gluta właśnie jeszcze wtedy, gdy głupowaty był i nieświadom otaczających go okoliczności przyrody. Takie roczne koźlątko, co to już równo kuma, o co chodzi, duuużo trudniej musi być. Chiba właśnie zwłaszcza teraz, ono teraz takie już myślące, a tak jeszcze by chciało sobie pociumkać. Trzymajta się rodzinnie, i zapychajta się innymi przyjemnościami, to se jakoś poradzita smile

      Całusy,
      Joanna Bezmleczna, Glutuś Bezkonfliktowy i Embrion Planowany do Cesarskiego Wycięcia (czy ja się w ogóle zdobędę na rozpoczęcie karmienia go piersią?)
      • duramgama Re: watek-smętek: postanowione - cyckowi mówimy p 02.12.05, 12:05
        Witajcie dziewczynki,
        uffff...zmęczonam po nocy, ale i szczęśliwa, a raczej "ulżona", bo nie było aż
        tak tragicznie, jak wczoraj przypuszczałam, snując mroczne wizje...

        Srajdzinka klasycznie zawołała w ciemność o północy. Zamiast mamy, w pokoju
        pojawił się tata. Nie wiem czy ze zdziwienia czy ze zmęczenia, ale jakoś
        "zapomniała" dostać histerii. Z sercem w gardle, nasłuchiwałam jak moje dziecię
        będzie mnie wzywać (i cyca -rzecz jasna), ale ona wpadła w ton...hm...taki
        marudząco-śpiący. Trwało to kilka minut, potem...cisza. Potem znów kwilenie,
        potem cisza, znów kwilenie i...cisza. Od czasu do czasu słyszałam tajemniczy
        szept tatusia, który coś o śpiącej żyrafce dziecku opowiadał. Po 20 minutach
        (zaledwie!) dziecinka spała dalej.
        Ja - nie. Zasnąć ni chu..chu.. nie mogłam. Kręciłam się nadstawiając uszu,
        gotowa wyskoczyć z łóżka w każdej chwili i pędzić do dziecka.

        Po 2 godzinach Olenka próbowała ponownie domagać się swojego. Tym razem wstałam
        ja, bo tata zasnął snem kamiennym. Próbowałam utulić ją w łóżeczku pochylając
        się nad nią (i narażając na szwank swój, i tak już zdruzgotany, kręgosłup), ale
        Srajdzinka uparcie wstawała i wyciągała rączki. Po wzięciu jej na ręce,
        całuskach i przytulaniu - usnęła. Wszystko trwało nie dłużej niż kwadrans.
        Odłożyłam ją z powrotem do łóżeczka i spała spokojnie przez około godzinkę.
        Przy kolejnej pobudce historia sie powtórzyła. Znów szybko pomogło wzięcie na
        rączki. Jak widać -potrzeba bliskości została w ten sposób zaspokojona.

        Obudziła się jeszcze nad ranem. PO 15 minutach noszenia, bez histerii, ślicznie
        zasnęła. Spała do 7. Ale obudziła się z płaczem. To był najtrudniejszy moment,
        bo o tej porze zazwyczaj leżała między nami i ssała dowolnie długo pierś,
        podsypiając do 8-9. Wzięłam ją więc do naszego łóżka, ale zaczęła straszliwie
        płakać. Rzucała się, na wpół śpiaca wchodziła na mnie, szukała piersi, w końcu
        podniosła koszulkę i przytuliła się do mojego gołego brzucha. Głaskałam ją po
        główce i słuchałam jej urywanego oddechu. A łzy waliły mi jak groch. Drzemała
        niecałe 10 minut i usiadła.
        Spojrzałam w jej podkrążone oczka. Była już całkowicie obudzona. Potarła buzię
        i...uśmiechnęła się. Potem dała mi całuska. Bum! - to kamień spadł mi z serca. W
        tej sekundzie uwierzyłam, że nam sie udasmile

        Zjadła grzecznie śniadanko, potem bawiła się z tatą, a ja pojechałam zrobić
        zakupy. Teraz błyskawicznie zasnęła na drzemkę w jego objęciach (zasypianie
        zajęło jej może 2 minutkismile

        Ufffff.... Nie chcę zapeszać, bo byc może kolejna noc nie będzie wcale taka
        lekka, ale już mi troszkę lżej, bo uwierzyłam, że potrafię się z tym uporać i
        Srajdzinka również. Dzielna dziewczynka. Jestem z niej taka dumna i mam
        irracjonalne uczucie, że ona JAKOŚ rozumie całą tę sytuację.
        Choć, nie ukrywam, nadal czuję ucisk w żołądku, ucisk żalu, bezpowrotnie
        utraconego "cycodawania"...
        (Nie martw się - rzecze mąż-pocieszyciel - kiedyś będziesz miała drugie niemowlę
        do wykarmienia. I może to będzie synek...smile))

        A teraz idę walczyć z cycem, bo zaczyna przypominać arbuza. Szałwia do picia,
        okład z kapusty i trochę odciagnąć...

        Dziekuje za wszystkie słowa wsparciasmile))
      • duramgama Joanno kochana 02.12.05, 12:09
        Dzięki za rady. Srajdzinka jednak pić - ani jeść tym bardziej- za pomoca smoczka
        nie umie. Ale rzeczywiście kubek z wodą zawsze stoi w nocy w pogotowiu i czasem
        się przydajesmile

        Napiszę do Ciebie na priva. Miałam to zrobić już tydzien temu, ale wciąż brakuje
        mi odpowiednich...słów.
        Wiedz jednak, że myślę o Tobie i wspieram.
    • nika1228 Re: watek-smętek: postanowione - cyckowi mówimy p 02.12.05, 10:40
      oj, wiem coś o tym, ja odstawiam stopniowo nie odważyłam sie na radykalne
      rzucenie piersi, a wmawiam sobie ze skoro Ola ma anemię to musi jeść produkty
      wzbogacone w żelazo a moje mleko nie koniecznie do takich należy karmię ją już
      tylko wieczorem i dwa razy w nocy sprawdza czy cyc działa co polega na tym że
      mlaśnie kilka razy iśpi dalej, trzymam kciuki - Ola ma dopiero 7-my miesiąc
    • myszka785 Duramgamo! 02.12.05, 18:01
      no to Srajdzinka dzielna jest, że już dawno śpi w swoim pokoiku...
      myślałam, że coś pomogę, a tu niespodzianka!
      wzruszyłam się czytając o Waszej ostatniej nocy...
      trzymam kciuki - napewno z dnia na dzień będzie lepiej!!!
      pozdrawiam!
      smile
      • duramgama Re: Duramgamo! 03.12.05, 16:09
        No dzielna, dzielna...
        Dzisiejszej nocy równie dzielnie znosiła brak cyca. Właściwie było ani lepiej,
        ani gorzej niz nocy poprzedniej.
        Ponownie nad ranem przeżyłysmy najgorsze chwile płaczliwo-smutne, bo Srajdzinka
        miotała się niczym małe zwierzątko, szukając choć skrawka mojego nagiego ciała,
        żeby się przytulić i otwierała pyszczek w poszukiwaniu upragnionego cyca.
        Na szczęście udało jej się jeszcze usnąć po 7, i do 8.30 obydwie odesypiałysmy
        nocne braki.
        A jej dzienna drzemka zamast godziny, trwała prawie trzy!

        Mną nieustannie targają ambiwalentne uczucia. Od euforii (Och! Będziemy mogli
        gdzieś razem z mężem wyjść wieczorem, wyjadę na noc, ulga, ulga... i wyśpię się
        może całą noc wreszcie...), poprzez troskę i niepokój czy aby na pewno postępuję
        słusznie (a może powinnam karmić dłużej? czy ja krzywdy dziecku nie robię? a
        fe... ty leniwa babo, co ci szkodzi jeszcze pół roku pokarmić...), aż do smutku
        kompletnego i łez (szczególnie wieczorem kiedy Srajdzinka już śpi).
        Stan psychiczny mogę swobodnie porównac do rozchwiania emocjonalnego, które
        towarzyszyło mi kilka dni po porodzie.
        Ale trzymam się, bo nic innego mi nie pozostaje (he, he). Kilka razy na dobę
        powtarzam sobie w duchu "to noramlne, nie roztkliwiaj się kobieto, będzie
        lepiej, lepiej, lepiej...". Doraźnie pomaga.
        Ale horomony szaleją, a i cyc sprawy nie ułatwia, przybrając monstrualne
        rozmiary, więc walczę z nim, okładając go kapustąwink

        I tyle.
        A jakby tego było mało, cały dzień (jutrzejszy niestety również) siedzimy bez
        Pana Taty, który na chleb zarabiać musi.
        • martap10 Re: Duramgamo! 03.12.05, 22:38
          Duramgamo! Nowa tu jestem, ale zaistniałam sprowokowana Twym wątkiem. Trochę
          Was podczytuję od jakiegoś czasu, dziś się przedstawiłam i wysłałam zdjęcia
          mojego Miku, który jest cyckożercą. Czytałam parę razy o Twym nocnym wstawaniu
          i podziwiałam, że dajesz radę biegać do pokoju Srajdzinki (że tak sobie pozwolę
          na poufałość). Ja dawno skapitulowałam i Mikołaj śpi ze mną. Myślę powoli o
          odstawieniu (za jakieś dwa miesiące, więc faktycznie powoli), a myślę dlatego,
          że chce mi się płakać na myśl o przyszłych cierpieniach mojego synka. On
          zasypia przy cycku, w nocy budzi się wielokrotnie,wielka miłość. Ja sama
          uwielbiam karmić, jednak jakoś wierzę w nowoczesne teorie pediatrów, żę chłopak
          powinien być raczej karmiony do około roku. Trochę przynudzam: zmierzam do
          tego, że wczoraj popłakałam się, jak czytałam o Srajdzince - a raczej beksą nie
          jestem. Współczuję Wam bardzo, Tobie nawet bardziej, bo -jak widać -
          Dziewczynka dzielna jest i wiedzie już życie bez cycusia, ale dla Ciebie to
          raczej bolesne...Z drugiej strony nastąpić to musi, więc - zazdroszczę, że w
          sumie tak w miarę mało boleśnie..Oby to trwało jak najkrócej...pozdrawiam Was
          obie mocnosmile O, właśnie mj cyckożerca wzywa....
          Marta i Mikołajek (07.02.05)
          • duramgama Re: Duramgamo! 04.12.05, 17:24
            Marto,
            rzeczywiście z moich obserwacji wynika, że dziecinka znosi to dużo lepiej ode
            mnie (no, w niej przynajmniej hormony raczej nie buzująwink. Wczoraj wieczorem
            rozmawiałam z koleżanką i okazało się, że dwukrotnie (ma dwoje dzieci)
            przechodziła depresję z powodu odstawienia od piersi.

            Nie będzie łatwo (tym bardziej, że wrażliwa z Ciebie osoba) i dobrze, że zdajesz
            sobie z tego sprawę. Niestety, to, że synek śpi z Tobą nie ułatwi Ci sprawy, bo
            przez cały czas będzie Cię czuł. Do Olenki może wstawać czasem Tata i przy nim
            płacze mniej, bo wie, że ów osobnik nie posiada piersi do wegzekwowaniawink A i w
            ciągu dnia z Tatą usypia niemal natychmiast, a ze mną musi sie jeszcze ciut
            pomęczyć. Nie umiem nic mądrego Ci poradzić, bo nasza sytuacja się trochę różni,
            ale jeśli już zdecydujesz sie na ten krok służę wsparciem (powinnam TU być za 2
            miesiącesmile.
            No i mogę Cię juz teraz pocieszyć:
            - Ostatecznie przychodzi moment przełomu, kiedy ma się poczucie, że idzie ku
            dobremu. U nas chyba powoli to następuje, bo ostatniej nocy Srajdzinka budziła
            się tylko 3 razy, z czego tylko raz popłakała, pozostałe dwa razy kwękneła
            cichutko, pochyliłam się nad nią, pocałowałam i usnęła. A i ranek okazał się być
            łaskawy. O 6 wzięłam ją do nas do łóżka i bez wielkiego żalu przytuliła się do
            mojego policzka i spała smacznie do 8.15 (bez wiercenia!-co uważam za duży
            sukces, bo nawet z piersią w buzi kręciła się rano potwornie).
            Dziś po raz pierwszy poczułam się w miarę stabilnie i spokojnie. Patrzę więc na
            moje "autonomiczne" dziecko nie przez pryzmat żalu (jej czy swojego), ale przez
            szkiełko pod tytułem "jestes taka duża córeczko, taka mądra, taka samodzielna".
            I budujemy nową (!) relację, w której trzymanie za rączkę, przytulanie nabrało
            nowej jakości i wartości. Stało się nieocenionym zamiennikiem piersi i jest
            teraz RÓWNIE przyjemne.
            A zatem lecimy z górki, choć nie zapeszam, bo jak to z maluchami - może się
            jeszcze wydarzyć wiele zaskakujących rzeczy (niekoniecznie miłych...)
            Pozdrawiam ciepłosmile
            • martap10 Re: Duramgamo! 04.12.05, 22:23
              Duramgamosmile
              Cieszę się, że Srajdzinka tak dzielnie sobie radzi. Myślę, że będzie już tylko
              lepiej. A i Tobie przyda się wreszcie sen! Tak, masz rację: na pewno nie będzie
              nam lekko, śpiąc razem. Wiem, to duży błąd. Jakoś tak się złamałam, kiedy
              Mikołaj miał chory brzuszek, no i nie musiałam co chwilę wstawać. Kiedy jeszcze
              wstawałam, kiedyś mój mąż się obudził i oznajmił z pretensją (choć niezwykle
              pogodny i wesoły to człowiek) - chyba półśpiąc: "co ja się obudzę, to ty
              futrujesz tego chłopaka". Do dziś ryczymy ze śmiechu na to wspomnienie. W
              każdym razie popełniłam ten błąd i pozwoliłam smykowi spać ze sobą, co jest
              naprawdę przemiłym przeżyciem: to małe słodkie, posapujące ciałko.No, ale przed
              nami trudne wyzwanie. Jeśli więc w końcu nadejdzie ten czarny dzień, będzie
              ciężko. MOże faktycznie będę prosić o Twoje wsparcie. Eeech, a może jakoś to
              będzie...Grunt, że Wam się udało! Pozdrawiam ciepło. Aha, Srajdzinka jest
              WYJĄTKOWO przesłodka. Pamiętam jeszcze zdjęcia z plaży. Boskiesmile
          • izka_74 Re: Duramgamo! 05.12.05, 11:56
            martap10 napisała:

            Ja sama
            > uwielbiam karmić, jednak jakoś wierzę w nowoczesne teorie pediatrów, żę
            chłopak
            >
            > powinien być raczej karmiony do około roku.

            Marto jakie to teorie? Prawdę mówiąc nigdy o czymś takim nie słyszałam.
            Ostatnio słyszałam natomiast, że Światowa Organizacja Zdrowia zaleca karmienie
            do 2-3 roku życia. Myślę więc, że jak nie będziesz chciała (np. z powodu
            prtzemęczenia), rezygnować z karmienia, to nie ma żadnych medycznych powodów do
            tego, aby przestać karmić małego ssaka smile Szczególnie, że chłopcy (jak wynika
            z obserwacji moich znajomych), to znacznie większe cycuchy, niż dziewczynki smile
            Pozdrawiam cię serdecznie
            iza
            • martap10 Izo:) 05.12.05, 22:45
              Izosmile
              Te dziwne teorie (faktycznie dziwne) uslyszalam od jednego pediatry w dwoch
              programach w tv. Twierdzi on otóż z wielką stanowczością - ponoć za
              psychologami i są na to jakieś badania, że chłopcy powinni być karmieni
              maksymalnie do półtora roku, inaczej bowiem jakoś źle wplywa to na ich rozwój
              samodzielnosci i stają się zbyt blisko związani z mamą. Doktor ten byl tak
              przekonujący, że jakoś tak zrobił na mnie wrażenie. Poza tym niby zaleca się
              karmienie do drugiego roku, mowi się jednak, że pokarm mamy nie ma już wtedy
              większego znaczenia. Po przeczytaniu Twojego drugiego postu otrzeźwiło mnie
              jednak: najważniejsze, bym sama CZUŁA, że chcę odstawić. na razie tak nie jest,
              nie jest też to dla mnie uciążliwe (no może poza powyginanym kręgosłupem,
              hihi), więc nie ma co rozpaczać. Na pewno mój syn nie będzie ssaół cycusia do
              matury, hihi. Dzięki, pozdrawiam Cię serdecznie i życzę zdrowia synkom!!!smile
              • izka_74 Re: Izo:) 06.12.05, 08:54
                W TV to czasem różne głupoty gadają wink Zdaj się na swój matczyny instynkt smile
                A w wieku maturalnym to już chłopcom inne piersi w głowie, nie te mamusi wink
                • duramgama Re: Izo:) 06.12.05, 13:24
                  izka_74 napisała:


                  > A w wieku maturalnym to już chłopcom inne piersi w głowie, nie te mamusi wink
                  >

                  He, he... Na przykład jakiejś nastoletniej Srajdzinkiwink
    • izka_74 Re: watek-smętek: postanowione - cyckowi mówimy p 05.12.05, 11:54
      Ech zazdroszczę konsekwencji... Mateuszka (teraz lat 9) karmiłam rok i siedem
      miesięcy. I jakoś sam się tak odstawił, bez decyzji. Potem jeszcze z pół roku
      zasypiał z cysiem w rączce ale obyło się bez dramatu. Pawełciu oczywiście śpi
      ze mną w łóżku od urodzenia, choć zdawałoby się, że po pierwszym, dziecku będę
      mądrzejsza smile Ale generalnie chyba trzecie też chowałabym w łóżku, bo
      wstawanie w nocy do łóżeczka i wybudzanie się za każdym razem generalnie jest
      ponad moje skromne siły. No ale cena jest niemała – cycuch teraz ciumka sobie
      całą noc, kręgosłup powykręcany w fantazyjne figury, o wyjściu wieczorem z domu
      mowy nie ma, bo tatuś niestety do uspokojenia nie wystarczy. Brak snu daje się
      boleśnie we znaki, no i wykąpałby się człowiek czasem bez stresu, że młode się
      akurat obudzi (a zwykle się budzi, wyczuwając to jakimś szóstym zmysłem wink Ale
      chyba nie zdecydowałabym się na odstawienie go – troszkę z poczucia winy, że
      chodząc do pracy i tak ma mnie tak mało czasu dla siebie, że chociaż nocką mu
      to wynagradzam. Trochę też nie mogę się do mleka sztucznego przekonać, choć od
      paru tygodni nie ściągam już w pracy i w ciągu dnia jedną porcję modyfikowanego
      dostaje i żadnej tragedii nie ma. Najbardziej jednak chyba byłoby mi żal tej
      wyłączności – jego dla mnie i mnie dla niego (mimo całej jej uciążliwości).
      Wiem już, że to, co teraz wydaje się tak trudne do zniesienia czasem, potem
      zdaje się być tylko mgnieniem czasu w dzieciństwie naszych maluchów. One tak
      szybko wyrastają, robią się dorosłe, idą do szkoły i relacje się całkowicie
      zmieniają.
      Oczywiście wszystkie powyżej opisane uczucia nie przeszkadzają mi odczuwać
      złości, kiedy młody budzi się po godzinie spania, kiedy wyciąga rączki tylko do
      mnie i kiedy po kolejnej powyginanej nocy nie mogę podnieść się z materaca smile
      Ot, kobieca niekonsekwencja smile Wobec tego wkleiłam sobie wątek do ulubionych i
      jak mi już cierpliwości nie starczy to sobie Twoje doświadczenia duramgamo
      poczytam, dla podniesienia na duchu i przetrwania smile

      Pozdrawiam ciepło i życzę wytrwałości

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka