mmala6 01.02.06, 12:27 Otoz jest w kdc za 9,90zl, jezeli ktoras z Was intresuje.Z przesylka niecale 18zl. Nam bardzo pomogl Jezyk Niemowlat wiec juz zamowilam Jezyk Dwulatka. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
mooh Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 12:37 Mmala, w jakim zakresie pomógł wam "Język niemowląt". Pytam, bo krytykowanie Tacy Hogg zrobiło się trendi (ups, puffy!). Mi chyba też pomógł, ale jak teraz przeglądałam, to właściwie nie wiem w czym mi pomógł. Chyba w zmianie podejścia, bo nigdy nie zastosowałam łatwego planu. Odpowiedz Link Zgłoś
mmala6 Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 12:56 Latwego Planu w sensie doslownym i dokladnie tak jak ona pisala to nam tez nie udalo sie wdrozyc. Ja ja czytalam jeszcze w ciazy i wtedy wszystko mi sie takie proste wydawalo.Oczywiscie jak sie Mlody urodzil to szlag trafil wszystkie dobre rady cioci TracyPo pary tygodniach jednak okazalo sie, ze nie do konca.Poza tym nie wiem co SAMA bym wiedziala a co nie, bo jak pisalam czytalam Tracy zanim sie Matek urodzil, wiec te wiedze juz mialam i w jakis sposob w sobie przerobilam. Teraz mi sie wydaje, ze sama bym to wszystko wiedziala nawet jakbym nie przeczytala ksiazki)ale chyba mi sie tylko tak wydaje. Przede wszystkim: -ze moga byc rozne przyczyny placzu, czym sie charakteryzuja itp Ja naprawde Matka ogladalam i patrzylam jak sie zachwuje jak placze, co sie dzialo wczesniej, kiedy jadl itp.I mi pasowalo. - usypianie-tak jak ona pokazywala na filmie-prztulanie, owijanie, szuszanie, bez noszenia, bujania, hustania itp.Tak usypialismy od samego poczatku, stad nigdy Matus nie domagal sie noszenia, bujania w foteliku czy wozku czy suszarki itp. -spanie w lozeczku i zasypianie w lozeczku -niejedzenie w nocy, czyli przesypianie calej nocy-poszlo nam idealnie wg ksiazki - i ogolnie, jak u Ciebie, w podejsciu do dziecka.Nie pisze 'zmianie' bo nie mialam innego podejscia.Zadna filozfia jak sie teraz o tym mysli Poza tym mysle, ze poglady Tracy w wielu plaszczyznach pokrywaly sie z moimi jakimis wew. przekonaniami i stad ta latwosc i stad ta sympatia do niej Oczywiscie wiele rzeczy robilismy inaczej, w koncu dziecko to nie zupa z torebki, zeby robic wg zalecen na opakowaniu Odpowiedz Link Zgłoś
mooh Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 13:03 To tak jak u mnie, chociaż z unikaniem nocnego karmienia było inaczej. Jakoś nie upierałam się przy tym, że Zosia musi przesypiać noce. Moze dlatego, ze urodziła sie z bardzo niską masą i musiałam ją na początku do karmienia wybudzać. Poza tym karmienia przez sen były najbardziej efektywne i sprawiały najmniej problemów, więc właściwie nawet je lubiłam. Ale nie wiem co to znaczy dziecko, które trzeba usypiać przez noszenie, bujanie, cudowanie. Po prostu kładę ja do łóżeczka i tyle. Zasypia sama. Odpowiedz Link Zgłoś
mmala6 Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 13:07 u nas z karmieniem nocnym jest inaczej (bylo) odkad Matek przeszedl tylko na butle co stalo sie dosc szybko.Wiec jak mial 3-4 m-ce to juz spal bez jedzenia w nocy. Odpowiedz Link Zgłoś
kangur4 Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 13:00 Wypowiem się również, bo to dość ciekawy temat: - po pierwsze, w wielu wypadkach Tracy utwierdziła mnie w przekonaniu, że coś już dobrze robię (a nic nie działa tak umacniająco psychicznie, jak słowo pisane) - zdjęła odium ze smoczka (a i tak czułam się jak zbrodniarka, jak go dałam, ech...) - przekonała mnie, że łóżeczko jest najlepszym miejscem do zasypiania również w dzień (wczesniej M zasypiała gdzie popadnie - w moich ramionach, na macie) - teoria pierwszego ziewnięcia u nas okazała się strzałem w dziesiątkę - wierz mi lub nie, ale zanim przeczytałam książkę, myślałam, że jak M smyzia się po twarzy, to znaczy, że coś ją swędzi. Fakt, że padła ofiarą wyjątkowo złośliwego trądziku niemowlęcego trochę mnie usprawiedliwia. Naprawdę nie przyszło mi do głowy, ze jest po prostu zmęczona i chce spać. - karmienie po przebudzeniu a nie przed zaśnięciem (czytaj - nie usypianie przy piersi) też okazało się świetnym pomysłem - spodobało mi się również karmienie nie na każde żądanie, ale na rozsądne żądanie (czytaj - nie wpychanie dziecku piersi do ust, jak tyko zapłacze) - teoria "tankowania" przed snem nocnym też się u nas sprawdziła - zapewnienie dziecku odpowiednich warunków do drzemki (zasłonięcie zasłon, pozytywka, wyciszenie przed snem) też zmieniło u nas jakość spania i zasypiania. Natomiast wywaliałbym cały rozdział o połogu - był straszny i w moim przypadku zupełnie nieprawdziwy. Odpowiedz Link Zgłoś
mmala6 Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 13:14 chyba nawet nie czytalam rozdzialu o pologu, hehe No wlasnie, wszystko to co napisala Kangur a o czym ja zapomnialam to u nas tak samo.I zaslony, i tankowanie przed snem i smoczek. Musialbym przejrzec ksiazke,zeby sobie przypomniec reszte. U nas bardzo wazne bylo radzenie sobie z nadmiarem bodzcow!Matus przez pierwsze 3m-ce byl bardzo wrazliwy.I o ile nas nie meczyly za bardzo kolki o tyle co wieczor przed zasnieciem musial sie wyplakac.Dzieki Tracy nie panikowalam, nie pobudzalismy go dodatkowo przez jakis potrzasania, tylko ciemnosc, cisza i delikatnie szuszanie i poklepywanie po pleckach.Ograniczalismy mu ilosc bodzcow w ciagu dnia, karuzelka na troszke, nowi ludzie na chwilke, jemu wystarczalo wpatrywanie sie w obraz)i to nie za dlugo, bo byl ryk. Dokladnie w dniu skonczenia 3-go m-ca wszystko sie skonczylo. Odpowiedz Link Zgłoś
mooh Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 13:25 U nas również sprawdziło sie ograniczanie bodźców. Książka uratowała i mnie, i Zosię przed nałogowym noszeniem po mieszkaniu, uskutecznianym przez moją mamę. Jak tylko mała zaczynała kwilić, mama chyc ją na ręce i robiła kółka po pokoju. Lektura Tracy uświadomiła mi, że jeśli nie głód, to raczej zmęczenie jest przyczyną płaczu. Noszenie skończyło się szybciej niż się zaczęło, a mama do tej pory co najmniej raz dziennie powtarza "ciebie to się bardzo dużo nosiło", z czymś w rodzaju nostaligii w głosie. Prawdoposobnie mama, która nie musi nosić cały czas swojego dziecka, nie zasługuje na zaszczytny tytuł Matki Polki, a z drugiej strony jest chyba nieco mądrzejsza... Odpowiedz Link Zgłoś
kangur4 Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 13:55 No własnie - jeśli chodzi o rozwązywanie indywidualnych problemów, to książka naprawdę okazała się nieoceniona. U nas problemem, o ile oczywiście można to tak nazwać, była ogromna porzeba snu moje córki. Kiedy przeczytałam dokładnie książkę, a szczególnie rozdział o języku ciała, zorientowałam się, że Matylda jest w zasadzie cały czas śpiąca i że potrzebuje co najmniej o połowę więcej snu niż inne dzieci w jej wieku. Dzięki książce zaczęłam ją kłaśc dużo częściej, a wczesniej wyglądało to tak: "płacze? Co jej jest, przecież nie jest śpiąca, dopiero co wstała!" Oczywiście w końcu kiedyś bym się domysliła co jest grane, ale dzięki radom cioci Tracy stało się do dużo szybciej. Odpowiedz Link Zgłoś
kubona Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 13:27 chyba przeczytam tę książakę choc poradziłam sobie bez niej........ Odpowiedz Link Zgłoś
mmala6 Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 13:33 teraz to juz nie ma co czytac, lepiej Jezyk Dwulatka. Kubona, kazda z nas by sobie poradzila bez niej ale z nia troche latwiej. Odpowiedz Link Zgłoś
kubona Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 18:21 i przeczytam i co? wpadnę w kompleksy jeszcze? eee tam to może lepiej nie.... Odpowiedz Link Zgłoś
wiolkak Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 18:37 u nas lęk separacyjny wszystko zepsuł, bo Kaśka okopała się cytując Pam w naszym łóżku i za nic nie dała się nawrócic na łóżeczko Odpowiedz Link Zgłoś
mmala6 Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 18:51 a czemu masz wpasc w kompleksy??ee, Kubona, wymyslaszprzeczytaj, moze sie przyda a moze nie. Odpowiedz Link Zgłoś
kubona Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 22:38 jasne że wymyślam, widzialam kilka jej programów w tv i nie zamierzam czytać tej ksiązki. wierzęw sswój instynkt. w końcu dzieci które miały ze mną do czynienia żyją i mają się świetnie ten też nie będzie wyjątkiem Odpowiedz Link Zgłoś
mmala6 Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 23:08 a ile Ty masz tych dzieci?) no to nie czytaj i po problemie. Odpowiedz Link Zgłoś
kubona Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 23:21 zebrało sie już jakieś sześćioro, najstarsze ma lat 15 i absolutnie nie chce mówić do mnie ciociu. Odpowiedz Link Zgłoś
mooh Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 23:24 Kubona, bo Ty najwyżej na kuzynkę wyglądasz. Jak mozna mieć taką młodą ciocię. Odpowiedz Link Zgłoś
kubona Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 23:45 u nas jest taka niepisana umowa żę dopóki nie ma się własnych dzieci nie jest się ciocią /wujkiem. ja jestem najmłodsza i odkąd urodziłam Kubusia dzieci mnie pytają czy muszą mówić do mnie ciociu. młodsze nie mają nic do gadania, Oskar jako najstarzy uzyskał ren przywilej.....poza tym moja ciotka któa jest już babcią wymaga od wnuków by mówic do niej po imieniu... a kuzynka....dzięki mooh, podniosłaś mnie na duchu Odpowiedz Link Zgłoś
z1mka Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 02.02.06, 10:04 Dziewczyny, ja wam powiem, że wcale nie znam ani pani Tracz, czy jak jej tam, oj sory, Tracy, ani nie czytałam nawet o jej dziełach. Może i uznacie to za zaniedbani i ignorancję, ale po prostu nie natknęłam się, gdybym wcześniej odwiedziła forum to bym wiedziała, bo w moim środowisku nikt tego tak strasznie nie reklamuje, ani nic. Ale o co chciałam zapytać. My jakoś z Marysią wychowujemy się intuicyjnie i można powiedzieć dotarłyśmy się jakoś tak same. Mamy określony rytm dnia, przesypiamy prawie całe noce - raz tylko jemy, nie denerwujemy się nawzajem, może tylko mamy problem z zabawieniem się w ciągu dnia, mianowicie, nie zabawimy się same. Maryśka musi mieś mamę albo tatę, żeby się bawić. troszkę to uciążliwe, bo nic nie mogę zrobić albo wszystko robię w pośpiechu, stad też moje chaotyczne posty... Myślicie, że ta książka pomogła by nam jeszcze coś zmienić na dobre, bo mi to wszystko jakoś tak tresurą pachnie, że niby każde dziecko można nagiąć i wcisnąć w pstrokatą rameczkę, ku ucieszonemu oku rodziców. Poradźcie, proszę. Odpowiedz Link Zgłoś
mmala6 Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 02.02.06, 12:23 chcialam nadmienic,ze w tytule watku jest "dla zainteresowanych" bo wiem, ze wiele mam czytalo Jezyk Niemowlat i byc moze bylaby zainteresowana Jezykiem Dwulatka a cena jest atrakcyjna. Nie zamierzam nikogo przekonywac do tego czy Tracy ma racje czy nie, nie zamierzam udowadniac, ze te z Was ktore ksiazki nie przeczytaly zle wychowuja swoje dzieci i w piaskownicy od razu bedzie widac ktore maluchy sa "wytresowane" wg Tracy a ktore wychowane intuicyjnie przez mame.Nie zajmuje sie reklama tej ksiazki, pisze ze w wielu kwestiach bardzo nam pomogla.Smiem podejrzewac, ze bez jej przeczytania moje dziecko byloby rownie zdrowe i szczesliwe, podobnie jak to ze zdalam mature nie przeczytawszy wszystkich lektur. Nie uwazam za zaniedbanie i ignorancje tego, ze ktos nie czytal tej ksiazki czy Trylogii.Kazdy czyta to co chce, wolny kraj, wolny wybor. Z1mka, Twoj zmysl powonienia raczej Cie zawodzi w tym przypadku, bo Tracy jest daleka od "ramek" i "naginania". Byc moze ksiazka by Ci pomogla zorganizowac czas malej a byc moze nie.Trudno powiedziec, musialabys przeczytac (jest gdzies wersja elektroniczna) i sama ocenic. Odpowiedz Link Zgłoś
duramgama Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 02.02.06, 12:25 Nie wiem co jest modne, co nie. Niegdy nie zwracałam uwagi na modę bez względu na to jakiej dziedziny życia dotyczy więc moje zdanie na temat Tracy Hogg nie jest podyktowane modą lecz wyłącznie własnym doświadczeniem [to tak a propos wypowiedzi Mooh: "krytykowanie Tacy Hogg zrobiło się trendi (ups, puffy!)" - a skąd takie obserwacje, Mooh? rzeczywiście tak jest?]. Nie ulega watpliwości, że książki czytać warto, ale oczywiście z głową (co do Was, nie mam wątpliwości, że głowy posiadacie na miejscu i gotowe do pracy bez względu na "mooh, mooh" więc nie piję do szanownych koleżanek Ale bezkrytyczność niektórych mam (na Niemowlaku, kiedy podczytywałam owe forum) w stosunku do Zaklinaczki doprowadzona była czasem do absurdu. Czasami sama odnosiłam wrażenie, że skuteczność Zaklinaczki podsycana nieustannymi "achami" i "ochami" (na fali filmów w TVP) nie może być nieprawdziwa. A jednak była, bo moja córka po próbach usypiania jej metodą w/w pani, skończyła się na tym, że dziecko nabrało potwornych lęków, co mam wrażenie pokutuje do dnia dzisiejszego... Nie będę się powtarzać więc z lenistwa zacytuję sama siebie, kiedy pisałam na ten temat do Owieczki: "Co do Zaklinaczki... kiedyś żałowałam, że tak późno przeczytałam "Język niemowląt". Potem przeczytałam go drugi raz i wiesz, że, chwilami żałowałam, że w ogóle cokolwiek czytałam... Prawdę mówiąc, narobiła mi swego czasu więcej zamieszania niż pożytku. Być może dlatego, że usilnie chciałam mieć jakiś punkt odniesiemnia, jakiś bezgraniczny "wszechwiedzący" autorytet, na którym mogłabym się spokojnie oprzeć. Te ciagłe porównania, przemyśliwania, odwoływanie się do przyszłości, bo jeśli teraz tak, to POTEM tak. Oj.. co to BĘDZIE! Zamiast patrzeć czujnie jak JEST. Chciałam naiwnie móc bezpiecznie otworzyć odpowiedni rozdział, przeczytać, wdrożyć w życie zrzucając odpowiedzialność na wirtualną, magiczną "Panią od dzieci". A przecież to wierutna bzdura, pobożne życzenia naiwnej połowicy... Rozum mi odjęło chyba... Na szczęście to były tylko chwile". Kangur,Z1mka - dla mnie poleganie na własnej, niczym nie zagłuszanej intuicji jest sposobem najlepszym, więc chylę przed Wami czoła. Kiedyś ktoś na forum napisał słusznie, że nie my czytamy te wszystkie mądre książki o tym co, kiedy i jak nasze dzieci powinny robić, a nasze dzieci nie i stąd nieporozumienia między nami, bo maleństwa nijak nie potrafią się dostosować do naszych "wyczytanych" oczekiwań Niezwykle spodobała mi się ta nieco żartobliwa konkluzja... Wracając do Tracy... Nie chcę być niesprawiedliwa, muszę więc napisać, że jej pełne szacunku i spokoju podejście do dzieci bardzo mi zaimponowało. Uważam, że należą się jej słowa uznania: za jej pasję, chęć pomocy i poświęcenie. Z wieloma głoszonymi przez Nią tezami zgadzam się w 100% ( i prawdą jest, że każda z nas prędzej czy później do prawd oczywistych dochodzi sama, z innymi nie. Dla mnie rygorystyczne przyuczanie noworodka od pierwszych dni jego życia do samodzielnego spania graniczy z barbarzyństwem i tego nie chciałam fundować swojemu dziecku (kolejnemu również nie, jeśli się pojawi...) A "Język dwulatka" przeczytałam zanim jeszcze Srajdzinka skończyła rok. Na szczęście miałam już poukładane nasze wspólne sprawki więc nie było to czytanie zachłanne, nerwowe i pełne oczekiwania. Szczerze? Nic mnie w tej książce nie zaskoczyło ani nie oświeciło. Powiadam Wam - wiecie to wszystko na pewno (Mmala!!!. Aczkolwiek Tracy czyta się miło, bo kobieta włada ładnym dla oka/ucha językiem i podaje przykłady konkretnych dzieciaków, o których przeczytać nie zawadzi. Nie zawadzi, nie specjalnie pomoże. Przynajmniej nam. Takie jest moje zdanie. No i znowu się straaaszniee rozgadałam. Przepraszam. Odpowiedz Link Zgłoś
mmala6 Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 02.02.06, 12:40 Powiadam Wam - wiecie to wszystko na pewno > (Mmala!!!. Aczkolwiek Tracy czyta się miło, bo kobieta włada ładnym dla > oka/ucha językiem i podaje przykłady konkretnych dzieciaków, o których > przeczytać nie zawadzi. I o to mnie wlasnie chodzi Odpowiedz Link Zgłoś
z1mka mmala 02.02.06, 13:31 Czemu zrozumialaś ze atakuje Tracy i ksiazke? Właśnie jestem zainteresowana. powiedzialam, ze jej nie znam, znam tylko z telewizji no i bylam zaciekawiona jak to u niej jest. Więc jest to przejaw zainteresowania. Ale chyba, zeby sie dowiedziec musialabym kupic i przeczytac, bo nikt mi nie powie Odnośnie ramek to nie mój zmysł powonienia, ale szum informacyjny, bo na Niemowlęciu niejednokrotnie spotkałam się z informacją ze kazde dziecko mozna ułożyć, czy jakoś tak według okreslonego planu. Nie twierdzę, że tak na pewno jest, mówię, co czytałam w opiniach. Byłam ciekawa, czy pani Tracy mimo naszej matczynej intuicji (bo przecież posiadamy taką) może nam udzielić kilku dobrych wskazówek... i czy nie namiesza w nasym systemie. W skrócie, czy to są metody absolutnie wymagające podporządkowania się i swojej rodzicielskiej woli? Bo w tv tak było - róbcie to co ja wam każe, a będziecie szczęśliwi. Nie atakuje pani Hogg i nie uważam, by było to trendi, jeśli rodzice mają problem ze zrozumieniem dzieci, to cieszę się że ktoś wreszcie napisał taką książkę, sam tytuł Język noworodka, językl dwulatka. A przecież podstawowym zaniedbaniem rodzicielskim jest nieznajomość tego języka, ba, niestaranie się go pojąć, zrozumieć (ale polszczyzna, przepraszam). Więc myślę, że pani Hogg jednak odwołuje się do naszej pierwotnej intuicji... Jak to jest? Odpowiedz Link Zgłoś
z1mka Re: mmala 02.02.06, 13:34 przepraszam "język niemowlęcia" chciałam napisać. i na prawdę mnie ciekawi... chociaż przecież czytanie książki nie znaczy jej bezkrytycznego zastosowania. No to sobie sama odpowiedziałam. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
mmala6 Re: mmala 02.02.06, 13:47 'Myślicie, że ta książka pomogła by nam jeszcze coś zmienić na dobre, bo mi to wszystko jakoś tak tresurą pachnie, że niby każde dziecko można nagiąć i wcisnąć w pstrokatą rameczkę, ku ucieszonemu oku rodziców.'Byc moze to wlasnie odczytalam jako atak Nie mam tera czasu, bo panowie budowlancy grzbia mi przy drzwiach, Matek nie moze zasnac i gotuj sie obiad, zacytuje Ci narazie tylko maly fragmencik ksiazki: (...)'jednak ze wszystkich narzedzi jakie moge polecic rodzicom, najcenniejszym jest wiara w siebie-we wlasne sily, rozum i uczucia.Kazdy musi ustalic, co najbarzdiej odpowiada jemu i jego dziecku.Czlowiek jesy indywidualnoscia;dotyczy to takze niemowlat i ich rodzicow.Dlatego potrzeby kazdej rodziny sa specyficzne i odmienne.Z opisu tego, co i jak robilam przy swoich corkach, moi Czytelnicy wyniesliby niewiele pozytku. Im glebsze jest nasze przekonanie o mozliwosci zrozumienia i zaspokojenia potrzeb dziecka, tym lepiej je rozumiemy i zaspakajamy(...) str.23 Czy to traci "ramka" i "nagianiem"? O Latwym Planie nie bede Ci pisac, bo to naprawde trzeba samemu przeczytac aby dokladnie zrozumiec.Nie opisze tego w dwoch slowach.Ale mysle, ze jezeli nie odczuwasz tego,ze zycie Twojego dziecka i Twoje to jeden wielki chaos, to mozna sobie dac spokoj. Poszukam pozniej czegos o samodzielnej zabawie, a dziewczyny pewnie maja wersje elektroniczna Tracy. Odpowiedz Link Zgłoś
z1mka Kto ma wersję elektroniczną języka niemowlaka 02.02.06, 13:55 ok źle się wyraziłam, tresurą pachniały mi opinie nie sama książka, sory. czytalam opinie o ramkach, a nie ksiazke, temu mnie sama ksiazka ciekawi Byłabym bardzo wdzięczna za wersję elektroniczną. i tez idę obiad gotować Odpowiedz Link Zgłoś
mmala6 Re: Kto ma wersję elektroniczną języka niemowlaka 02.02.06, 14:04 ja nie mam,bo mam ksiazke, kiedys dziewczyny podawaly namiar na skrzynke gdzie sa te wszystkie rzeczy do siagniecia, niestety nie pamietam loginu i hasla Odpowiedz Link Zgłoś
kangur4 sprostowanie 02.02.06, 14:15 Duramgamo - gdybym polegała tylko na własnej intuicji - poległabym sromotnie. Dlatego książka Tracy naprawdę była mi pomocna. Zanim ją kupiłam, popełniłam mnóstwo błędów, które teraz wydają mi się takie oczywiste, że aż mi cięzko teraz swierdzić, czy to ja zmądrzałam, czy to Tracy mnie oświeciła. Będę bronić tego poradnika i uważam, że warto go przeczytać, chocby po to, by się do niego móc ustosunkować. Zgadzam zie z Mmalą, że dziecko to nie zupa w proszku (bardzo mi się to porównanie spodobało) ale z drugiej strony - tak wiem, ciężko to przyznać - nasze dzieci nie są znowu tak strasznie wyjątkowe. Mają mnóstwo wspólnych cech, zachowań, problemów, że naprawdę można się pokusić o pewną generalizację. Zresztą Tracy niespecjalnie generalizuje, dzieląc charakterki na te kilka grup. Zanim urodziłam, niewiele wiedziałam o "wychowaniu" noworodka. Wiedziałam mnóstwo o pielęgnacji, chorobach, odżywianiu ale byłam przekonana, że dzieci płaczą, bo tak mają i nic się z tym nie da zrobić. Okazało się, że można. Być może Wam wydaje się to naiwne, ale dla mnie było to epokowe odkrycie. Zresztą, przypominam sobie początki, które u mnie nie były aż tak trudne, ale było kilka słabych momentów. Pamiętam te galopady mysli, tysiące przypuszczeń. Przykład? Matylda, jak wiele dzieci, miała silny odruch ssania. Ssała pierś, płakała, ssała dalej, była rozdrażniona i nie potrafiła zasnąć. Potem rzygała i ssała dalej (dobry materiał na bulimiczkę). Kiedy sobie przypomnę o czym ja wtedy myślałam, to śmiech pusty mnie ogarnia: mleko niedobre? może dezodorant jej smierdzi? może coś ją boli? Tysiąc mysli, żadna poprawna. W końcu dałam jej ten smoczek (tak, rzeczywiście, był to przebłysk intuicji, bo było to zanim przeczytałam książkę). W książce znalazłam potwierdzenie słuszności decyzji, co bardzo mnie do niej przychylnie nastawiło. Intuicyjnie czułam też, że dziecko im więcej spi, tym lepiej śpi. A że spała najlepiej na spacerze, więc łaziłam z M na dwugodzinne spacery w lutym. Z ksiązki dowiedziałam się, że są lepsze metody - na przykład kładzenie dziecka do łóżeczka wtedy kiedy jest śpiące - dziwne, nie? Owszem, nie stosowałam się do wszystkich rad Tracy - niektórych nie musiałam, niektórych nie chciałam, a niektórych mi się po prostu nie chciało. Na przykład, kiedy M nie chciała zasnąć, po prostu wyjmowałam ją z łóżeczka i kładłam za 15 minut. Zawsze działało. "Na zakończenie mego listu" chcę powiedziec, że kupiłam sobie "Jezyk Dwulatka", tam gdzie Mmala poleciła (dzięki!) i zamierzam go przeczytac z uwagą na jaką zasługuje. Czy zastosuję się do wszystkich rad - zobaczymy, ale przynajmniej będę miała punkt odniesienia. Odpowiedz Link Zgłoś
duramgama Re: sprostowanie 02.02.06, 14:38 Chciałam napisać Kubona, nie Kangur, przepraszam Masz prawo książki bronić - w końcu Ci pomogła. Nam raczej namieszała. Zdecydowanie bardziej pomocna była nam moja (i męża, a jednak...intuicja, własna percepcja, odczuwanie i osobista logika. Przykład smoczka - u nas chybiony. Mała miała szalenie mocny odruch ssania, ale nigdy nie dała się oszukać silikonowym substytutem. Dostawała więc pierś, tyle ile chciała, jak często chciała. Zasypiała przy piersi. Według Tracy już powinnam się bać (i przyznam, że pod wpływem tej książki czułam się zestresowana, myśląc "ojej, co to będzie, co to będzie, popełniam błąd" i dlatego początkowo dawałam tę pierś z poczuciem przyszłej klęski, zamiast się po prostu wyluzować, ale w końcu to nie wina Zaklinaczi, tylko moja..)... Cóż sie okazało? Moje dziecko samo nauczyło się zasypiać bez cyca, a całkowite odstawienie bynajmniej nie przypominało rzezi niewiniątek. Co kraj, to obyczaj, co dziecko to inne zasady... I nie mogę się z Toba zgodzić, że nasze dzieci nie są wyjątkowe. Są. Nie ma dwojga takich, które można by traktować identycznie (bo geny, rodzina, temperament itd.itp.). Owszem, Tracy szczęśliwie stara się unikać generalizowania i stanowczego pouczania "ma być tak i tylko tak", ale de facto Srajdzinka nie mieściła się w żadnej opisanej grupie, od początku stanowiła mieszankę wybuchową, więc przypinanie jej jakiejkolwiek łatki i traktowanie według tejże właśnie, byłoby skazane na porażkę. Zresztą osobiście nie lubię żadnego typowania, choc wiem, że bywa bardzo pomocne w komunikacji, ale to już moja indywidualna przypadłość. A "Język dwulatka" przeczytaj, czemu nie? Nigdy dość opinii i wiedzy na temat doświadczeń innych ludzi, zwłaszcza jeśli potrafimy z tych informacji wyciągać to, co dobre i mądre dla nas samych. pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
mooh Re: sprostowanie 02.02.06, 18:11 Tak jak napisałam w pierwszym poście, nie wiem właściwie, w czym konkretnie pomogła mi lektura, poza potwierdzeniem pewnych przeczuć oraz dostarczeniem argumentów na piśmie w sporze doktrynalnym z moją mamą. Dwa tygodnie temu "Język niemowląt" wpadł mi ponownie w ręce i zaczęłam go przegladać. Z perspektywy 6 miesięcy doświadczeń macierzyńskich widzę, że rady Tracy Hogg są właściwie dość oczywiste i pochlebiam sobie, że na większość sugerowanych przez nią pomysłów prędzej czy później wpadłabym sama. Nigdy nie miałam ambicji uporządkowania dnia co do godziny, a już tym bardziej dostowania zegara biologicznego Zosi do jakichkolwiek harmonogramów, ale w mojej opinii autorka też tego nie proponowała. Jeszcze będąc w ciąży sądziłam, że moje dziecko ma już jakąś osobowość. Jest indywidualnością, podobnie jak ja, mój mąż i każdy inny dorosły człowiek. Dlatego jak gąbka wchłonęłam jej słowa o szacunku do małego człowieka i jego indywidualnych potrzeb. Uważam, że Tracy Hogg nie odkrywa Ameryki, ale jej pogawędki o niemowlętach (bo tak traktowałam ten poradnik) stanowią doskonałe antidotum na metody uznawane i praktykowane przez pokolenie naszych rodziców. Twierdzenie, że każde niemowlę płacze i nie należy się tym za bardzo przejmować (bo to pewnie kolka, na którą i tak sie nic nie poradzi) jakoś do mnie nie trafiało. Podobnie, jak metoda polegająca na zwalczaniu płaczu jako zła samego w sobie każdymi dostępnymi metodami, najczęściej noszeniem po domu w tę i z powrotem, która też nie przypadła mi do gustu. Każda młoda mama jest zewsząd bombardowana radami, z których część jest trafiona, a część nie całkiem. Jeśli nie ma się doświadczenia w opiece nad dziećmi, to trudno z tej zupy wyłowić coś pożytecznego. Jestem bardzo daleka od ślepego podążania za wskazówkami z poradników, bo jak pieknie to ujęła Mmala, dziecko to nie zupa z torebki. Nie rozumiem natomiast, dlaczego "Język niemowląt" tak antagonizuje. Mamy na forach internetowych, jak i te "w realu", dzielą się na gorące zwolenniczki i zażarte przeciwniczki metod Zaklinaczki. Nie przyszłoby mi do głowy wcielać w życie wszystkie pomysły Tracy Hogg, zwłaszcza gdybym widziała, że natrafiam na opór ze strony dziecka. Jest kilka kwestii, w których się z nią po prostu nie zgadzam, a dotyczą one głównie karmienia piersią. Byłam i będę zwolenniczką podawania noworodkowi (ale niemowlęciu już nie koniecznie)piersi, a nie smoczka, nawet w przypadkach, gdy chce zaspokoić bardziej potrzebę ssania niż głód. Nie jestem jednak ortodoksem i myślę, że są przypadki (na przykład Kangurkowa Matylda), które należy potraktować smokiem, dla ich własnego dobra. Uważam natomiast, że rada pani Hogg, by zawsze słysząc płacz niemowlaka, zastanowić się nad przyczyną, zamiast reagować odruchowo, jest uniwersalna i trudno jej cokolwiek zarzucić. Bardzo przemówił mi do wyobrażni przykład, gdy komgoś głodnego prowadzi się do łazienki, komuś bardzo śpiącemu stawia talerz zupy przed nosem. Myślę, że "Języka niemowląt" nie możnatraktować jako instrukcji obsługi niemowlaka i jego mamy, ale jest to książka, która pomaga zaprzyjaźnić się z własnym dzieckiem na zasadach poszanowania praw każdej ze stron, szczególnie nieco zahukanym i niepewnym mamom. Odpowiedz Link Zgłoś
joa8 Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 02.02.06, 20:24 "Język niemowląt" uratował mnie przed chaosem. Zamówiłam go tuż przed porodem, przyszedł kilka dni po tym, jak wróciliśmy ze szpitala. Z ulgą skorzystałam z rad: - karmić na rozsądne żądanie (super sformułowanie , bo ja oczywiście ładowałam pierś na każde kwilnięcie, zapisywać kiedy i ile karmiłam - zachowałam oczywiście na pamiątkę ten dzienniczek: 7- prawa pierś, 20 min, 7.30 - płacze, 8 - bawi się, 8.30 - śpi, 9.30 - lewa pierś, 15 min, hehehe - ustalić rytm dnia - jak to zrobiłam, miałam poczucie, że zapanowałam nad wszechświatem - oczywiście podchodzić do dziecka z szacunkiem i miłością - oczywiście podchodzić do SIEBIE z szacunkiem i miłością Nie zastosowałam się po żelaznej rady: uspypianie samodzielne w łóżeczku. To zupełnie nie pokrywało się z moją intuicją. Więc uspiałam Antka na rękach do pół roku, za to potem w trzy dni nauczył się zasypiać sam Spał sam, w swoim koszyku, bo nie miałam zupełnie potrzeby spania z nim. "Język dwulatka" przeczytałam i przede wszytskim do szewskiej pasji doprowadziło mnie tłumaczenie - KOSZMARNE - jakieś "buteleczki mleczka", "brewerie", tysiąc zdrobień, blee. Znacznie więcej tam konkretnych przykładów. Tak, jak napisała Duramgama, nic nowego tam nie wyczytałam, może jak mój dwulatek zacznie się rzucać na podłogę w supermarkecie, to wrócę Ale książka warta przeczytania. Odpowiedz Link Zgłoś
hipcia5 siemka! 02.02.06, 20:26 cześć, pamiętasz jak pytałam o sklep Baby-Maxx, wstrzymałam sie troche i dobrze zrobiłam, przypadkowo w sumie na allegro wybrałam świetny wózek i jak na takie wózek to dość tanio, tutaj w zgorzelcy kupiłabym go o 200 drożej a tak zaoszczędziłam no i przesyłka przyszła następnego dnia, jestem bardzo zadowolona że tamtego wózka nie wybrałam Także dzięki za rady, na allegro było warto. Oczywiście kupiłam wózek w sklepie tym razej bo niestety na używanych się zniechęciłam już 2 straciłam. Także dizęki i pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś