Dodaj do ulubionych

"Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych

01.02.06, 12:27
Otoz jest w kdc za 9,90zl, jezeli ktoras z Was intresuje.Z przesylka niecale 18zl.
Nam bardzo pomogl Jezyk Niemowlat wiec juz zamowilam Jezyk Dwulatka.
Obserwuj wątek
    • mooh Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 12:37
      Mmala, w jakim zakresie pomógł wam "Język niemowląt". Pytam, bo krytykowanie
      Tacy Hogg zrobiło się trendi (ups, puffy!). Mi chyba też pomógł, ale jak teraz
      przeglądałam, to właściwie nie wiem w czym mi pomógł. Chyba w zmianie
      podejścia, bo nigdy nie zastosowałam łatwego planu.
      • mmala6 Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 12:56
        Latwego Planu w sensie doslownym i dokladnie tak jak ona pisala to nam tez nie
        udalo sie wdrozyc.
        Ja ja czytalam jeszcze w ciazy i wtedy wszystko mi sie takie proste
        wydawalo.Oczywiscie jak sie Mlody urodzil to szlag trafil wszystkie dobre rady
        cioci TracywinkPo pary tygodniach jednak okazalo sie, ze nie do konca.Poza tym
        nie wiem co SAMA bym wiedziala a co nie, bo jak pisalam czytalam Tracy zanim sie
        Matek urodzil, wiec te wiedze juz mialam i w jakis sposob w sobie przerobilam.
        Teraz mi sie wydaje, ze sama bym to wszystko wiedziala nawet jakbym nie
        przeczytala ksiazkiwink)ale chyba mi sie tylko tak wydaje.
        Przede wszystkim:
        -ze moga byc rozne przyczyny placzu, czym sie charakteryzuja itp Ja naprawde
        Matka ogladalam i patrzylam jak sie zachwuje jak placze, co sie dzialo
        wczesniej, kiedy jadl itp.I mi pasowalo.
        - usypianie-tak jak ona pokazywala na filmie-prztulanie, owijanie, szuszanie,
        bez noszenia, bujania, hustania itp.Tak usypialismy od samego poczatku, stad
        nigdy Matus nie domagal sie noszenia, bujania w foteliku czy wozku czy suszarki itp.
        -spanie w lozeczku i zasypianie w lozeczku
        -niejedzenie w nocy, czyli przesypianie calej nocy-poszlo nam idealnie wg ksiazkiwink
        - i ogolnie, jak u Ciebie, w podejsciu do dziecka.Nie pisze 'zmianie' bo nie
        mialam innego podejsciawink.Zadna filozfia jak sie teraz o tym myslismile

        Poza tym mysle, ze poglady Tracy w wielu plaszczyznach pokrywaly sie z moimi
        jakimis wew. przekonaniami i stad ta latwosc i stad ta sympatia do niejwink

        Oczywiscie wiele rzeczy robilismy inaczej, w koncu dziecko to nie zupa z
        torebki, zeby robic wg zalecen na opakowaniuwink
        • mooh Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 13:03
          To tak jak u mnie, chociaż z unikaniem nocnego karmienia było inaczej. Jakoś
          nie upierałam się przy tym, że Zosia musi przesypiać noce. Moze dlatego, ze
          urodziła sie z bardzo niską masą i musiałam ją na początku do karmienia
          wybudzać. Poza tym karmienia przez sen były najbardziej efektywne i sprawiały
          najmniej problemów, więc właściwie nawet je lubiłam. Ale nie wiem co to znaczy
          dziecko, które trzeba usypiać przez noszenie, bujanie, cudowanie. Po prostu
          kładę ja do łóżeczka i tyle. Zasypia sama.
          • mmala6 Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 13:07
            u nas z karmieniem nocnym jest inaczej (bylo) odkad Matek przeszedl tylko na
            butle co stalo sie dosc szybko.Wiec jak mial 3-4 m-ce to juz spal bez jedzenia w
            nocy.
      • kangur4 Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 13:00
        Wypowiem się również, bo to dość ciekawy temat:

        - po pierwsze, w wielu wypadkach Tracy utwierdziła mnie w przekonaniu, że coś
        już dobrze robię (a nic nie działa tak umacniająco psychicznie, jak słowo
        pisane)
        - zdjęła odium ze smoczka (a i tak czułam się jak zbrodniarka, jak go dałam,
        ech...)
        - przekonała mnie, że łóżeczko jest najlepszym miejscem do zasypiania również
        w dzień (wczesniej M zasypiała gdzie popadnie - w moich ramionach, na macie)
        - teoria pierwszego ziewnięcia u nas okazała się strzałem w dziesiątkę
        - wierz mi lub nie, ale zanim przeczytałam książkę, myślałam, że jak M smyzia
        się po twarzy, to znaczy, że coś ją swędzi. Fakt, że padła ofiarą wyjątkowo
        złośliwego trądziku niemowlęcego trochę mnie usprawiedliwia. Naprawdę nie
        przyszło mi do głowy, ze jest po prostu zmęczona i chce spać.
        - karmienie po przebudzeniu a nie przed zaśnięciem (czytaj - nie usypianie przy
        piersi) też okazało się świetnym pomysłem
        - spodobało mi się również karmienie nie na każde żądanie, ale na rozsądne
        żądanie (czytaj - nie wpychanie dziecku piersi do ust, jak tyko zapłacze)
        - teoria "tankowania" przed snem nocnym też się u nas sprawdziła
        - zapewnienie dziecku odpowiednich warunków do drzemki (zasłonięcie zasłon,
        pozytywka, wyciszenie przed snem) też zmieniło u nas jakość spania i
        zasypiania.

        Natomiast wywaliałbym cały rozdział o połogu - był straszny i w moim przypadku
        zupełnie nieprawdziwy.
        • mmala6 Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 13:14
          chyba nawet nie czytalam rozdzialu o pologu, hehewink

          No wlasnie, wszystko to co napisala Kangur a o czym ja zapomnialam to u nas tak
          samo.I zaslony, i tankowanie przed snem i smoczek.
          Musialbym przejrzec ksiazke,zeby sobie przypomniec reszte.
          U nas bardzo wazne bylo radzenie sobie z nadmiarem bodzcow!Matus przez pierwsze
          3m-ce byl bardzo wrazliwy.I o ile nas nie meczyly za bardzo kolki o tyle co
          wieczor przed zasnieciem musial sie wyplakac.Dzieki Tracy nie panikowalam, nie
          pobudzalismy go dodatkowo przez jakis potrzasania, tylko ciemnosc, cisza i
          delikatnie szuszanie i poklepywanie po pleckach.Ograniczalismy mu ilosc bodzcow
          w ciagu dnia, karuzelka na troszke, nowi ludzie na chwilke, jemu wystarczalo
          wpatrywanie sie w obrazwink)i to nie za dlugo, bo byl ryk.
          Dokladnie w dniu skonczenia 3-go m-ca wszystko sie skonczylo.
          • mooh Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 13:25
            U nas również sprawdziło sie ograniczanie bodźców. Książka uratowała i mnie, i
            Zosię przed nałogowym noszeniem po mieszkaniu, uskutecznianym przez moją mamę.
            Jak tylko mała zaczynała kwilić, mama chyc ją na ręce i robiła kółka po pokoju.
            Lektura Tracy uświadomiła mi, że jeśli nie głód, to raczej zmęczenie jest
            przyczyną płaczu. Noszenie skończyło się szybciej niż się zaczęło, a mama do
            tej pory co najmniej raz dziennie powtarza "ciebie to się bardzo dużo nosiło",
            z czymś w rodzaju nostaligii w głosie. Prawdoposobnie mama, która nie musi
            nosić cały czas swojego dziecka, nie zasługuje na zaszczytny tytuł Matki Polki,
            a z drugiej strony jest chyba nieco mądrzejsza...
            • kangur4 Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 13:55
              No własnie - jeśli chodzi o rozwązywanie indywidualnych problemów, to książka
              naprawdę okazała się nieoceniona. U nas problemem, o ile oczywiście można to
              tak nazwać, była ogromna porzeba snu moje córki.
              Kiedy przeczytałam dokładnie książkę, a szczególnie rozdział o języku ciała,
              zorientowałam się, że Matylda jest w zasadzie cały czas śpiąca i że potrzebuje
              co najmniej o połowę więcej snu niż inne dzieci w jej wieku. Dzięki książce
              zaczęłam ją kłaśc dużo częściej, a wczesniej wyglądało to tak: "płacze? Co jej
              jest, przecież nie jest śpiąca, dopiero co wstała!"
              Oczywiście w końcu kiedyś bym się domysliła co jest grane, ale dzięki radom
              cioci Tracy stało się do dużo szybciej.
          • kubona Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 13:27
            chyba przeczytam tę książakę choc poradziłam sobie bez niej........
            • mmala6 Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 13:33
              teraz to juz nie ma co czytac, lepiej Jezyk Dwulatka.
              Kubona, kazda z nas by sobie poradzila bez niej ale z nia troche latwiej.
              • kubona Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 18:21
                i przeczytam i co? wpadnę w kompleksy jeszcze? eee tam to może lepiej nie....
                • wiolkak Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 18:37
                  u nas lęk separacyjny wszystko zepsuł, bo Kaśka okopała się cytując Pam w
                  naszym łóżku i za nic nie dała się nawrócic na łóżeczko
                • mmala6 Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 18:51
                  a czemu masz wpasc w kompleksy??ee, Kubona, wymyslaszwinkprzeczytaj, moze sie
                  przyda a moze nie.
                  • kubona Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 22:38
                    jasne że wymyślam, widzialam kilka jej programów w tv i nie zamierzam czytać
                    tej ksiązki. wierzęw sswój instynkt. w końcu dzieci które miały ze mną do
                    czynienia żyją i mają się świetniesmile ten też nie będzie wyjątkiem
                    • mmala6 Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 23:08
                      a ile Ty masz tych dzieci?wink)
                      no to nie czytaj i po problemie.
                      • kubona Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 23:21
                        zebrało sie już jakieś sześćioro, najstarsze ma lat 15 i absolutnie nie chce
                        mówić do mnie ciociu.
                        • mooh Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 23:24
                          Kubona, bo Ty najwyżej na kuzynkę wyglądasz. Jak mozna mieć taką młodą ciocię.
                          • kubona Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 01.02.06, 23:45
                            u nas jest taka niepisana umowa żę dopóki nie ma się własnych dzieci nie jest
                            się ciocią /wujkiem. ja jestem najmłodsza i odkąd urodziłam Kubusia dzieci mnie
                            pytają czy muszą mówić do mnie ciociu. młodsze nie mają nic do gadania, Oskar
                            jako najstarzy uzyskał ren przywilej.....poza tym moja ciotka któa jest już
                            babcią wymaga od wnuków by mówic do niej po imieniu...

                            a kuzynka....dzięki mooh, podniosłaś mnie na duchu
    • z1mka Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 02.02.06, 10:04
      Dziewczyny, ja wam powiem, że wcale nie znam ani pani Tracz, czy jak jej tam, oj
      sory, Tracy, ani nie czytałam nawet o jej dziełach. Może i uznacie to za
      zaniedbani i ignorancję, ale po prostu nie natknęłam się, gdybym wcześniej
      odwiedziła forum to bym wiedziała, bo w moim środowisku nikt tego tak strasznie
      nie reklamuje, ani nic.

      Ale o co chciałam zapytać.
      My jakoś z Marysią wychowujemy się intuicyjnie i można powiedzieć dotarłyśmy się
      jakoś tak same. Mamy określony rytm dnia, przesypiamy prawie całe noce - raz
      tylko jemy, nie denerwujemy się nawzajem, może tylko mamy problem z zabawieniem
      się w ciągu dnia, mianowicie, nie zabawimy się same. Maryśka musi mieś mamę albo
      tatę, żeby się bawić. troszkę to uciążliwe, bo nic nie mogę zrobić albo wszystko
      robię w pośpiechu, stad też moje chaotyczne posty...
      Myślicie, że ta książka pomogła by nam jeszcze coś zmienić na dobre, bo mi to
      wszystko jakoś tak tresurą pachnie, że niby każde dziecko można nagiąć i wcisnąć
      w pstrokatą rameczkę, ku ucieszonemu oku rodziców.
      Poradźcie, proszę.
      • mmala6 Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 02.02.06, 12:23
        chcialam nadmienic,ze w tytule watku jest "dla zainteresowanych" bo wiem, ze
        wiele mam czytalo Jezyk Niemowlat i byc moze bylaby zainteresowana Jezykiem
        Dwulatka a cena jest atrakcyjna.
        Nie zamierzam nikogo przekonywac do tego czy Tracy ma racje czy nie, nie
        zamierzam udowadniac, ze te z Was ktore ksiazki nie przeczytaly zle wychowuja
        swoje dzieci i w piaskownicy od razu bedzie widac ktore maluchy sa "wytresowane"
        wg Tracy a ktore wychowane intuicyjnie przez mame.Nie zajmuje sie reklama tej
        ksiazki, pisze ze w wielu kwestiach bardzo nam pomogla.Smiem podejrzewac, ze bez
        jej przeczytania moje dziecko byloby rownie zdrowe i szczesliwe, podobnie jak to
        ze zdalam mature nie przeczytawszy wszystkich lektur.

        Nie uwazam za zaniedbanie i ignorancje tego, ze ktos nie czytal tej ksiazki czy
        Trylogii.Kazdy czyta to co chce, wolny kraj, wolny wybor.

        Z1mka, Twoj zmysl powonienia raczej Cie zawodzi w tym przypadku, bo Tracy jest
        daleka od "ramek" i "naginania".

        Byc moze ksiazka by Ci pomogla zorganizowac czas malej a byc moze nie.Trudno
        powiedziec, musialabys przeczytac (jest gdzies wersja elektroniczna) i sama ocenic.
      • duramgama Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 02.02.06, 12:25
        Nie wiem co jest modne, co nie. Niegdy nie zwracałam uwagi na modę bez względu
        na to jakiej dziedziny życia dotyczy więc moje zdanie na temat Tracy Hogg nie
        jest podyktowane modą lecz wyłącznie własnym doświadczeniem [to tak a propos
        wypowiedzi Mooh: "krytykowanie Tacy Hogg zrobiło się trendi (ups, puffy!)" - a
        skąd takie obserwacje, Mooh? rzeczywiście tak jest?].

        Nie ulega watpliwości, że książki czytać warto, ale oczywiście z głową (co do
        Was, nie mam wątpliwości, że głowy posiadacie na miejscu i gotowe do pracy bez
        względu na "mooh, mooh" więc nie piję do szanownych koleżanekwink
        Ale bezkrytyczność niektórych mam (na Niemowlaku, kiedy podczytywałam owe forum)
        w stosunku do Zaklinaczki doprowadzona była czasem do absurdu. Czasami sama
        odnosiłam wrażenie, że skuteczność Zaklinaczki podsycana nieustannymi "achami" i
        "ochami" (na fali filmów w TVP) nie może być nieprawdziwa. A jednak była, bo
        moja córka po próbach usypiania jej metodą w/w pani, skończyła się na tym, że
        dziecko nabrało potwornych lęków, co mam wrażenie pokutuje do dnia dzisiejszego...
        Nie będę się powtarzać więc z lenistwa zacytuję sama siebie, kiedy pisałam na
        ten temat do Owieczki:

        "Co do Zaklinaczki... kiedyś żałowałam, że tak późno przeczytałam "Język
        niemowląt". Potem przeczytałam go drugi raz i wiesz, że, chwilami żałowałam, że
        w ogóle cokolwiek czytałam... Prawdę mówiąc, narobiła mi swego czasu więcej
        zamieszania niż pożytku. Być może dlatego, że usilnie chciałam mieć jakiś punkt
        odniesiemnia, jakiś bezgraniczny "wszechwiedzący" autorytet, na którym mogłabym
        się spokojnie oprzeć. Te ciagłe porównania, przemyśliwania, odwoływanie się do
        przyszłości, bo jeśli teraz tak, to POTEM tak. Oj.. co to BĘDZIE! Zamiast
        patrzeć czujnie jak JEST. Chciałam naiwnie móc bezpiecznie otworzyć odpowiedni
        rozdział, przeczytać, wdrożyć w życie zrzucając odpowiedzialność na wirtualną,
        magiczną "Panią od dzieci". A przecież to wierutna bzdura, pobożne życzenia
        naiwnej połowicy... Rozum mi odjęło chyba... Na szczęście to były tylko chwile".

        Kangur,Z1mka - dla mnie poleganie na własnej, niczym nie zagłuszanej intuicji
        jest sposobem najlepszym, więc chylę przed Wami czoła.

        Kiedyś ktoś na forum napisał słusznie, że nie my czytamy te wszystkie mądre
        książki o tym co, kiedy i jak nasze dzieci powinny robić, a nasze dzieci nie i
        stąd nieporozumienia między nami, bo maleństwa nijak nie potrafią się dostosować
        do naszych "wyczytanych" oczekiwańwink Niezwykle spodobała mi się ta nieco
        żartobliwa konkluzja...

        Wracając do Tracy... Nie chcę być niesprawiedliwa, muszę więc napisać, że jej
        pełne szacunku i spokoju podejście do dzieci bardzo mi zaimponowało. Uważam, że
        należą się jej słowa uznania: za jej pasję, chęć pomocy i poświęcenie. Z wieloma
        głoszonymi przez Nią tezami zgadzam się w 100% ( i prawdą jest, że każda z nas
        prędzej czy później do prawd oczywistych dochodzi samasmile, z innymi nie. Dla
        mnie rygorystyczne przyuczanie noworodka od pierwszych dni jego życia do
        samodzielnego spania graniczy z barbarzyństwem i tego nie chciałam fundować
        swojemu dziecku (kolejnemu również nie, jeśli się pojawi...)

        A "Język dwulatka" przeczytałam zanim jeszcze Srajdzinka skończyła rok. Na
        szczęście miałam już poukładane nasze wspólne sprawki więc nie było to czytanie
        zachłanne, nerwowe i pełne oczekiwania. Szczerze? Nic mnie w tej książce nie
        zaskoczyło ani nie oświeciło. Powiadam Wam - wiecie to wszystko na pewno
        (Mmala!!!smile. Aczkolwiek Tracy czyta się miło, bo kobieta włada ładnym dla
        oka/ucha językiem i podaje przykłady konkretnych dzieciaków, o których
        przeczytać nie zawadzi. Nie zawadzi, nie specjalnie pomoże. Przynajmniej nam.
        Takie jest moje zdanie.
        No i znowu się straaaszniee rozgadałam. Przepraszam.
        • mmala6 Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 02.02.06, 12:40
          Powiadam Wam - wiecie to wszystko na pewno
          > (Mmala!!!smile. Aczkolwiek Tracy czyta się miło, bo kobieta włada ładnym dla
          > oka/ucha językiem i podaje przykłady konkretnych dzieciaków, o których
          > przeczytać nie zawadzi.

          I o to mnie wlasnie chodziwink
          • z1mka mmala 02.02.06, 13:31
            Czemu zrozumialaś ze atakuje Tracy i ksiazke?
            Właśnie jestem zainteresowana.
            powiedzialam, ze jej nie znam, znam tylko z telewizji no i bylam zaciekawiona
            jak to u niej jest. Więc jest to przejaw zainteresowania. Ale chyba, zeby sie
            dowiedziec musialabym kupic i przeczytac, bo nikt mi nie powiesad
            Odnośnie ramek to nie mój zmysł powonienia, ale szum informacyjny, bo na
            Niemowlęciu niejednokrotnie spotkałam się z informacją ze kazde dziecko mozna
            ułożyć, czy jakoś tak według okreslonego planu. Nie twierdzę, że tak na pewno
            jest, mówię, co czytałam w opiniach.
            Byłam ciekawa, czy pani Tracy mimo naszej matczynej intuicji (bo przecież
            posiadamy taką) może nam udzielić kilku dobrych wskazówek... i czy nie namiesza
            w nasym systemie. W skrócie, czy to są metody absolutnie wymagające
            podporządkowania się i swojej rodzicielskiej woli? Bo w tv tak było - róbcie to
            co ja wam każe, a będziecie szczęśliwi.
            Nie atakuje pani Hogg i nie uważam, by było to trendi, jeśli rodzice mają
            problem ze zrozumieniem dzieci, to cieszę się że ktoś wreszcie napisał taką
            książkę, sam tytuł Język noworodka, językl dwulatka. A przecież podstawowym
            zaniedbaniem rodzicielskim jest nieznajomość tego języka, ba, niestaranie się go
            pojąć, zrozumieć (ale polszczyzna, przepraszam).
            Więc myślę, że pani Hogg jednak odwołuje się do naszej pierwotnej intuicji...
            Jak to jest?
            • z1mka Re: mmala 02.02.06, 13:34
              przepraszam "język niemowlęcia" chciałam napisać.
              i na prawdę mnie ciekawi...
              chociaż przecież czytanie książki nie znaczy jej bezkrytycznego zastosowania. No
              to sobie sama odpowiedziałam.
              Pozdrawiam.
            • mmala6 Re: mmala 02.02.06, 13:47
              'Myślicie, że ta książka pomogła by nam jeszcze coś zmienić na dobre, bo mi to
              wszystko jakoś tak tresurą pachnie, że niby każde dziecko można nagiąć i wcisnąć
              w pstrokatą rameczkę, ku ucieszonemu oku rodziców.'Byc moze to wlasnie
              odczytalam jako atakwink
              Nie mam tera czasu, bo panowie budowlancy grzbia mi przy drzwiach, Matek nie
              moze zasnac i gotuj sie obiad, zacytuje Ci narazie tylko maly fragmencik ksiazki:
              (...)'jednak ze wszystkich narzedzi jakie moge polecic rodzicom, najcenniejszym
              jest wiara w siebie-we wlasne sily, rozum i uczucia.Kazdy musi ustalic, co
              najbarzdiej odpowiada jemu i jego dziecku.Czlowiek jesy indywidualnoscia;dotyczy
              to takze niemowlat i ich rodzicow.Dlatego potrzeby kazdej rodziny sa specyficzne
              i odmienne.Z opisu tego, co i jak robilam przy swoich corkach, moi Czytelnicy
              wyniesliby niewiele pozytku.
              Im glebsze jest nasze przekonanie o mozliwosci zrozumienia i zaspokojenia
              potrzeb dziecka, tym lepiej je rozumiemy i zaspakajamy(...) str.23

              Czy to traci "ramka" i "nagianiem"?smile

              O Latwym Planie nie bede Ci pisac, bo to naprawde trzeba samemu przeczytac aby
              dokladnie zrozumiec.Nie opisze tego w dwoch slowach.Ale mysle, ze jezeli nie
              odczuwasz tego,ze zycie Twojego dziecka i Twoje to jeden wielki chaos, to mozna
              sobie dac spokoj.
              Poszukam pozniej czegos o samodzielnej zabawie, a dziewczyny pewnie maja wersje
              elektroniczna Tracy.
              • z1mka Kto ma wersję elektroniczną języka niemowlaka 02.02.06, 13:55
                ok źle się wyraziłam, tresurą pachniały mi opinie nie sama książka, sory.
                czytalam opinie o ramkach, a nie ksiazke, temu mnie sama ksiazka ciekawismile
                Byłabym bardzo wdzięczna za wersję elektroniczną.

                i tez idę obiad gotowaćsmile
                • mmala6 Re: Kto ma wersję elektroniczną języka niemowlaka 02.02.06, 14:04
                  ja nie mam,bo mam ksiazke, kiedys dziewczyny podawaly namiar na skrzynke gdzie
                  sa te wszystkie rzeczy do siagniecia, niestety nie pamietam loginu i haslasad
                • mooh Zimka 02.02.06, 18:48
                  www.torun.mm.pl/~wakietka/jnth.pdf
        • kangur4 sprostowanie 02.02.06, 14:15
          Duramgamo - gdybym polegała tylko na własnej intuicji - poległabym sromotnie.
          Dlatego książka Tracy naprawdę była mi pomocna. Zanim ją kupiłam, popełniłam
          mnóstwo błędów, które teraz wydają mi się takie oczywiste, że aż mi cięzko
          teraz swierdzić, czy to ja zmądrzałam, czy to Tracy mnie oświeciła.

          Będę bronić tego poradnika i uważam, że warto go przeczytać, chocby po to, by
          się do niego móc ustosunkować. Zgadzam zie z Mmalą, że dziecko to nie zupa w
          proszku (bardzo mi się to porównanie spodobało) ale z drugiej strony - tak
          wiem, ciężko to przyznać - nasze dzieci nie są znowu tak strasznie wyjątkowe.
          Mają mnóstwo wspólnych cech, zachowań, problemów, że naprawdę można się pokusić
          o pewną generalizację. Zresztą Tracy niespecjalnie generalizuje, dzieląc
          charakterki na te kilka grup.

          Zanim urodziłam, niewiele wiedziałam o "wychowaniu" noworodka. Wiedziałam
          mnóstwo o pielęgnacji, chorobach, odżywianiu ale byłam przekonana, że dzieci
          płaczą, bo tak mają i nic się z tym nie da zrobić. Okazało się, że można. Być
          może Wam wydaje się to naiwne, ale dla mnie było to epokowe odkrycie.

          Zresztą, przypominam sobie początki, które u mnie nie były aż tak trudne, ale
          było kilka słabych momentów. Pamiętam te galopady mysli, tysiące przypuszczeń.
          Przykład? Matylda, jak wiele dzieci, miała silny odruch ssania. Ssała pierś,
          płakała, ssała dalej, była rozdrażniona i nie potrafiła zasnąć. Potem rzygała i
          ssała dalej (dobry materiał na bulimiczkę). Kiedy sobie przypomnę o czym ja
          wtedy myślałam, to śmiech pusty mnie ogarnia: mleko niedobre? może dezodorant
          jej smierdzi? może coś ją boli? Tysiąc mysli, żadna poprawna. W końcu dałam jej
          ten smoczek (tak, rzeczywiście, był to przebłysk intuicji, bo było to zanim
          przeczytałam książkę). W książce znalazłam potwierdzenie słuszności decyzji, co
          bardzo mnie do niej przychylnie nastawiło. Intuicyjnie czułam też, że dziecko
          im więcej spi, tym lepiej śpi. A że spała najlepiej na spacerze, więc łaziłam z
          M na dwugodzinne spacery w lutym. Z ksiązki dowiedziałam się, że są lepsze
          metody - na przykład kładzenie dziecka do łóżeczka wtedy kiedy jest śpiące -
          dziwne, nie?

          Owszem, nie stosowałam się do wszystkich rad Tracy - niektórych nie musiałam,
          niektórych nie chciałam, a niektórych mi się po prostu nie chciało. Na
          przykład, kiedy M nie chciała zasnąć, po prostu wyjmowałam ją z łóżeczka i
          kładłam za 15 minut. Zawsze działało.

          "Na zakończenie mego listu" chcę powiedziec, że kupiłam sobie "Jezyk Dwulatka",
          tam gdzie Mmala poleciła (dzięki!) i zamierzam go przeczytac z uwagą na jaką
          zasługuje. Czy zastosuję się do wszystkich rad - zobaczymy, ale przynajmniej
          będę miała punkt odniesienia.
          • duramgama Re: sprostowanie 02.02.06, 14:38
            Chciałam napisać Kubona, nie Kangur, przepraszamsmile

            Masz prawo książki bronić - w końcu Ci pomogła. Nam raczej namieszała.
            Zdecydowanie bardziej pomocna była nam moja (i męża, a jednak...smileintuicja,
            własna percepcja, odczuwanie i osobista logika.
            Przykład smoczka - u nas chybiony. Mała miała szalenie mocny odruch ssania, ale
            nigdy nie dała się oszukać silikonowym substytutem. Dostawała więc pierś, tyle
            ile chciała, jak często chciała. Zasypiała przy piersi. Według Tracy już
            powinnam się bać (i przyznam, że pod wpływem tej książki czułam się
            zestresowana, myśląc "ojej, co to będzie, co to będzie, popełniam błąd" i
            dlatego początkowo dawałam tę pierś z poczuciem przyszłej klęski, zamiast się po
            prostu wyluzować, ale w końcu to nie wina Zaklinaczi, tylko moja..)... Cóż sie
            okazało? Moje dziecko samo nauczyło się zasypiać bez cyca, a całkowite
            odstawienie bynajmniej nie przypominało rzezi niewiniątek.

            Co kraj, to obyczaj, co dziecko to inne zasady... I nie mogę się z Toba zgodzić,
            że nasze dzieci nie są wyjątkowe. Są. Nie ma dwojga takich, które można by
            traktować identycznie (bo geny, rodzina, temperament itd.itp.).
            Owszem, Tracy szczęśliwie stara się unikać generalizowania i stanowczego
            pouczania "ma być tak i tylko tak", ale de facto Srajdzinka nie mieściła się w
            żadnej opisanej grupie, od początku stanowiła mieszankę wybuchową, więc
            przypinanie jej jakiejkolwiek łatki i traktowanie według tejże właśnie, byłoby
            skazane na porażkę. Zresztą osobiście nie lubię żadnego typowania, choc wiem, że
            bywa bardzo pomocne w komunikacji, ale to już moja indywidualna przypadłość.

            A "Język dwulatka" przeczytaj, czemu nie? Nigdy dość opinii i wiedzy na temat
            doświadczeń innych ludzi, zwłaszcza jeśli potrafimy z tych informacji wyciągać
            to, co dobre i mądre dla nas samych.
            pozdrawiam.
            • mooh Re: sprostowanie 02.02.06, 18:11
              Tak jak napisałam w pierwszym poście, nie wiem właściwie, w czym konkretnie
              pomogła mi lektura, poza potwierdzeniem pewnych przeczuć oraz dostarczeniem
              argumentów na piśmie w sporze doktrynalnym z moją mamą. Dwa tygodnie
              temu "Język niemowląt" wpadł mi ponownie w ręce i zaczęłam go przegladać. Z
              perspektywy 6 miesięcy doświadczeń macierzyńskich widzę, że rady Tracy Hogg są
              właściwie dość oczywiste i pochlebiam sobie, że na większość sugerowanych przez
              nią pomysłów prędzej czy później wpadłabym sama. Nigdy nie miałam ambicji
              uporządkowania dnia co do godziny, a już tym bardziej dostowania zegara
              biologicznego Zosi do jakichkolwiek harmonogramów, ale w mojej opinii autorka
              też tego nie proponowała. Jeszcze będąc w ciąży sądziłam, że moje dziecko ma
              już jakąś osobowość. Jest indywidualnością, podobnie jak ja, mój mąż i każdy
              inny dorosły człowiek. Dlatego jak gąbka wchłonęłam jej słowa o szacunku do
              małego człowieka i jego indywidualnych potrzeb. Uważam, że Tracy Hogg nie
              odkrywa Ameryki, ale jej pogawędki o niemowlętach (bo tak traktowałam ten
              poradnik) stanowią doskonałe antidotum na metody uznawane i praktykowane przez
              pokolenie naszych rodziców. Twierdzenie, że każde niemowlę płacze i nie należy
              się tym za bardzo przejmować (bo to pewnie kolka, na którą i tak sie nic nie
              poradzi) jakoś do mnie nie trafiało. Podobnie, jak metoda polegająca na
              zwalczaniu płaczu jako zła samego w sobie każdymi dostępnymi metodami,
              najczęściej noszeniem po domu w tę i z powrotem, która też nie przypadła mi do
              gustu. Każda młoda mama jest zewsząd bombardowana radami, z których część jest
              trafiona, a część nie całkiem. Jeśli nie ma się doświadczenia w opiece nad
              dziećmi, to trudno z tej zupy wyłowić coś pożytecznego. Jestem bardzo daleka od
              ślepego podążania za wskazówkami z poradników, bo jak pieknie to ujęła Mmala,
              dziecko to nie zupa z torebki. Nie rozumiem natomiast, dlaczego "Język
              niemowląt" tak antagonizuje. Mamy na forach internetowych, jak i te "w realu",
              dzielą się na gorące zwolenniczki i zażarte przeciwniczki metod Zaklinaczki.
              Nie przyszłoby mi do głowy wcielać w życie wszystkie pomysły Tracy Hogg,
              zwłaszcza gdybym widziała, że natrafiam na opór ze strony dziecka. Jest kilka
              kwestii, w których się z nią po prostu nie zgadzam, a dotyczą one głównie
              karmienia piersią. Byłam i będę zwolenniczką podawania noworodkowi (ale
              niemowlęciu już nie koniecznie)piersi, a nie smoczka, nawet w przypadkach, gdy
              chce zaspokoić bardziej potrzebę ssania niż głód. Nie jestem jednak ortodoksem
              i myślę, że są przypadki (na przykład Kangurkowa Matylda), które należy
              potraktować smokiem, dla ich własnego dobra. Uważam natomiast, że rada pani
              Hogg, by zawsze słysząc płacz niemowlaka, zastanowić się nad przyczyną, zamiast
              reagować odruchowo, jest uniwersalna i trudno jej cokolwiek zarzucić. Bardzo
              przemówił mi do wyobrażni przykład, gdy komgoś głodnego prowadzi się do
              łazienki, komuś bardzo śpiącemu stawia talerz zupy przed nosem. Myślę,
              że "Języka niemowląt" nie możnatraktować jako instrukcji obsługi niemowlaka i
              jego mamy, ale jest to książka, która pomaga zaprzyjaźnić się z własnym
              dzieckiem na zasadach poszanowania praw każdej ze stron, szczególnie nieco
              zahukanym i niepewnym mamom.
    • joa8 Re: "Jezyk Dwulatka"-dla zainteresowanych 02.02.06, 20:24
      "Język niemowląt" uratował mnie przed chaosem. Zamówiłam go tuż przed porodem,
      przyszedł kilka dni po tym, jak wróciliśmy ze szpitala. Z ulgą skorzystałam z
      rad:
      - karmić na rozsądne żądanie (super sformułowanie smile, bo ja oczywiście
      ładowałam pierś na każde kwilnięcie, zapisywać kiedy i ile karmiłam -
      zachowałam oczywiście na pamiątkę ten dzienniczek: 7- prawa pierś, 20 min,
      7.30 - płacze, 8 - bawi się, 8.30 - śpi, 9.30 - lewa pierś, 15 min, hehehe
      - ustalić rytm dnia - jak to zrobiłam, miałam poczucie, że zapanowałam nad
      wszechświatem
      - oczywiście podchodzić do dziecka z szacunkiem i miłością
      - oczywiście podchodzić do SIEBIE z szacunkiem i miłością

      Nie zastosowałam się po żelaznej rady: uspypianie samodzielne w łóżeczku. To
      zupełnie nie pokrywało się z moją intuicją. Więc uspiałam Antka na rękach do
      pół roku, za to potem w trzy dni nauczył się zasypiać sam smile Spał sam, w swoim
      koszyku, bo nie miałam zupełnie potrzeby spania z nim.

      "Język dwulatka" przeczytałam i przede wszytskim do szewskiej pasji
      doprowadziło mnie tłumaczenie - KOSZMARNE - jakieś "buteleczki
      mleczka", "brewerie", tysiąc zdrobień, blee.
      Znacznie więcej tam konkretnych przykładów.
      Tak, jak napisała Duramgama, nic nowego tam nie wyczytałam, może jak mój
      dwulatek zacznie się rzucać na podłogę w supermarkecie, to wrócę wink Ale
      książka warta przeczytania.
    • hipcia5 siemka! 02.02.06, 20:26
      cześć, pamiętasz jak pytałam o sklep Baby-Maxx, wstrzymałam sie troche i dobrze zrobiłam, przypadkowo w sumie na allegro wybrałam świetny wózek i jak na takie wózek to dość tanio, tutaj w zgorzelcy kupiłabym go o 200 drożej a tak zaoszczędziłam no i przesyłka przyszła następnego dnia, jestem bardzo zadowolona że tamtego wózka nie wybrałamsmile
      Także dzięki za rady, na allegro było warto. Oczywiście kupiłam wózek w sklepie tym razej bo niestety na używanych się zniechęciłam już 2 straciłam.
      Także dizęki i pozdrawiamsmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka