mooh
14.03.06, 11:54
Romans z laktatorem nie przyniósł spodziewanej obfitości mleka. Nadal pierś
napełnia mi się dopiero, gdy Zosia zaczyna ssać. To oznacza, że przez kilka
lub kilkanaście sekund musi ssać "na sucho", bo nic nie leci. I tu jest
problem, bo o ile nie ma nic przeciwko temu po drzemce w ciągu dnia oraz
wieczorem, to rano, przed południem i po południu jest sajgon. Młoda robi
mostek i drze się za każdą próbą przystawienia do piersi. Do tej pory często
zdarzało się, że ta awersja była spowodowana bólem dziąseł, ale od kilku dni
mamy najzwyklejszego w świecie focha. Już sama nie wiem, co robić. Nie może
być tak, ze niespełna ośmiomiesięczne niemowlę opiera swoją dietę na
warzywach, a nie na mleku. Postanowiłam przeprowadzić akcję pacyfikacyjną o
kryptonimie "Cyc albo nic", ale właśnie przed chwilą się poddałam i dałam jej
jabłuszko, bo ile można głodzić dziecko. Wszystko przemawia za przejściem na
karmienie mieszane, ale jest kilka argumentów przeciwko takiemu rozwiązaniu:
1. Po mleku modyfikowanym (Bebilon i Nan w wersji HA) mała dostaje suchych,
czerwonych plam na buzi i skóra jej się łuszczy na całym ciele.
2. Nie umie pić z butli ani z niekapka, więc karmienia wieczorne są mało
wykonalne (jak senną sadzam do karmienia, to jest awantura)
3. Dzięki nieregularnemu karmieniu i tak mam problemy z ilością pokarmu i
obawiam się, że jak włączę mleko modyfikowane, to skończy się karmienie
piersią. Niby żadna tragedia, ale patrz punkt pierwszy.
No i jestem w kropce, kompletnie nie wiem, jak sobie poradzić. Jeśli coś Wam
przyjdzie do głowy, to podpowiedzcie zdesperowanej matce-frustratce.