Dodaj do ulubionych

Rok temu....

11.04.06, 14:39
no niezupełnie może o tej porze, ale w okolicach, wróciłam od Pani doktor,
która stwierdziła, że co jak co, ale dzisiaj to ja na pewno nie urodzę!
Może za kilka dni (to był poniedzialek, a termin miałam na sobotę) i jakby
coś to ona ma dyżur w piąteksmile
(mój mąż do dzisiaj się śmieje, że było ze mną nie zaczynać, bo ja na złość
jestem w stanie wszystko zrobićwink)
Oczywiście w międzyczasie zdążyła mnie zirytować wypisując mi urlop
macierzyński zamiast zwykłego zwolnienia - nigdy nie zrozumiem dlaczego
denerwują kobiety przed samym porodem taką pierdołą, psa miałam w wózku wozić
w celach treningowych, czy jak?!
Wyluzowana kładłam się spać (23:25), mój mąż umówił się z kolegą na rower na
dzień następny (tu kolega mi wypomniał, ze specjalnie urodziłam, żeby Piotrka
nie puścićwink), kiedy poczułam że coś mam mokrosmile
Dziwnie mi się nogi trzęsły, mąż śmiał się też nieco sztucznie i
histerycznie, ale że nie było bóli postanowiliśmy zostać jeszcze w domu.
O 3, na wszelki wypadek pojechaliśmy jednak do szpitala. W sumie
niepotrzebnie.
Jako niesłychana szczęściara, miałam regularne bóle bez rozwarcia.
Podczas wizyty lekarze spytali mnie czy chce oxytocynę(szkoda, ze nie
zapytali czy nie skoczyłabym sobie na Kretę albo kawkę! w końcu oni mnie
badali, więc jako osoby kompetentne powinni zadecydować czy podać czy jeszcze
nie, to tak jakby prawnik pytał klienta w jaki sposób ma prowadzic jego
sprawę!), na moje - nie wiem, Pani doktor stwierdziła poufale, że jeszcze
zaczekamy i poszła do domu, nie racząc mnie juz swoja obecnością.
Kilka godzin później przyszedł lekarz dyżurujący, obrażony na mnie
smiertelnie, bo przecież odmówiłam przyjecia kroplówki - wnerwiłam się lekko,
bo co jak co, ale te kilka godzin w bólach dały mi w kość, a ten mi tu
wyjeżdża z pretensjami, jakbym zajmowała miejsce w kolejce do centrum
rekreacyjnego!!!
Po mojej przemiłej odpowiedzi i ustaleniu kto tu jest lekarzem, a kto
pacjentem, spuścił z tonu i podał mi oxytocynę - o 16!
I wtedy się dowiedziałam co to są bóle, na dodatek takie które nie mają
konca!!! miałam wrażenie, że w zasadzie nie ma stanów pośrednich!
W międzyczasie mój mąż zdążył pojechać do pracy, wykąpać się w domu, zjeść
coś, wrócić do mnie na salę, masować mi plecy oraz zasnąć na nich, za co
zostały wyciagnięte konsekwencjewink
Wreszcie przed 20 dostałam bóli partych i zobaczyłam światełko w tuneluwink
Równo o 20 przywitaliśmy Katarzynęsmile
Piotrek płakał, ja miałam tak dosyć, że chyba nawet nie umiałam się cieszyć
dzieckiem.
Tak naprawdę odczuwałam tylko ogromną ulgę, że to już koniec.
W swojej naiwności myślałam, ze teraz to już będzie sama rozkosz!wink.... i
jest!smile)))
Obserwuj wątek
    • duramgama Re: Rok temu.... 11.04.06, 14:50
      A to się rozpędziłaś Wiolka!
      Myslałam, że będziesz nam serwować historię w odcinkach.
      Godzina po godzinie, a Ty SIUP! Od razu z zakończeniem (happy endem-rzecz
      jasnasmile, które powinnaś nam zaprezentować jutro o 20!

      Czy mam już życzyć Wam tego i owego czy wstryzmac się do jutra?

      Aha! i jak minęła nocka?
      • mmala6 Re: Rok temu.... 11.04.06, 14:56
        z zyczeniami i gratulacjami wstrzymam sie do jutrasmile

        Piekna akcja porodowa, nie ma co.Chcialbym zobaczyc tego doktorka, ktoremu
        pierwiastka przypomina kto tu jest od rodzenia, a kto od podawania lekow!!wink

        Kochana,wiem co czujesz, bo ja tez POCZULAM skurcze po oksytocynie.O
        ludzie!!blagalam o cesarke, przeklinalam porod silami natury ale teraz w sumie
        sie ciesze (hehe, z perspektywy roku) i nastepne tez chce naturalnie rodzic.

        Mozesz nieco przyblizyc sytuacje, kiedy to Twoj maz zasnal na Twoich plecach??
        przepraszam, a czym on sie tak zmeczyl??wink
        • mooh Re: Rok temu.... 11.04.06, 15:04
          Ja się z życzeniami dla Carycy też wstrzymam do jutra, a dziś się
          posolidaryzuję z Wiolką. Lubię opowieści z cyklu "rok temu o tej porze".
          Nostaligia się w człowieku budzi, oczy się pocą ...
          • renatka_sz Re: Rok temu.... 11.04.06, 15:20
            Wiolka, ja tez sie wstrzymam z zyczeniami do jutrasmile
            Co do oksytocyny - ja tez mialam podawana, bo skurcze mialam od 22 godzin(!) i
            rozwarcie na marne 3 cm. Ale potem poszlooo!!! Nie dosc, ze mnie bolalo tysiac
            razy mocniej, to tak jak powiedzialas - przerw miedzy po prostu nie bylo...
            • wiolkak Re: Rok temu.... 11.04.06, 16:12
              ja miałam bóle marne 17 godzinwink
              co do powieści w odcinkach, to niestety nie mam czasu - solenizantka ząbkuje i
              jest nieznośna, a pomocy znikąd bo tatko maluje sypialnię i wymienia panelesad
              natomiast noc była świetna, zrobiliśmy Kaśce super prezent, jest zachwycona
              łóżeczkiem (najzabawniejsze jest wstawanie jak mama położy, w łózku tego nie
              było) i swoim pokoikiem. Była mała pobudka ok 3, posiedziała w łóżeczku i miała
              problem z zejściem do parteru, ale natytchmiast zasnęła jak ją położyłam.
              Natomiast co do mojego śpiącego męża, to był biedactwo zmęczony, bo nie spał, a
              że nic go nie bolało to sie zdrzemnął koło 18wink ale gorzko pożałował swojej
              ignorancji!
              • renatka_sz Re: Rok temu.... 11.04.06, 16:16
                juz widze jak opieprzasz meza, a wczesniej prowadzisz z lekarzem pogadanke o
                relacjach lekarz - pacjentsmile))
                A co do Carycowego spania w osobnym pokoju, to mnie pocieszylas. Szafka za czas
                jakis tez zostanie przeprowadzony do osobnego lokum, wiec skoro Kaska sie dala
                przekonac, to jest nadzieja, ze ten moj maly skubaniec tez sie da przekabacic
              • kubona Re: Rok temu.... 11.04.06, 16:18
                jak ja lubię czytać te wątkismile)
                wiolka życzenia dla carycy będa jugro, natomiast dzis naprawdę chciałabym się
                dowiedzięc jak to pouczałaś lekarza o jego powinnościachsmile strasznie fajnie się
                wysławiaszsmile
              • duramgama Re: Rok temu.... 11.04.06, 16:19
                (najzabawniejsze jest wstawanie jak mama położy, w łózku tego nie
                > było)

                Kobieto, nie wymawiaj tego w złą godzinę! Uroczy element zasypiania pod tutułem
                "Wańka-Wstańka" przerabialiśmy ze Srajdzinką wiele miesięcy. Potrafiła powtarzać
                te ewolucje po sto razy i była o krok od wyprowadzenia z równowagi swojej
                świętej matki. Położyc-nakryć kołdrą-patrzeć jak wstaje-położyć-nakryć
                kołdrą-patrzeć jak wstaje-polożyć- (a może od razu ubić..?wink
        • duramgama Re: Rok temu.... 11.04.06, 16:14
          mmala6 napisała:

          >
          > Mozesz nieco przyblizyc sytuacje, kiedy to Twoj maz zasnal na Twoich plecach??
          > przepraszam, a czym on sie tak zmeczyl??wink

          Jak to: czym? Nawet nie wiesz jak to ciężko być Panem do Towarzystwa dla
          Stekająco-Wijącej się Istoty...wink
          • wiolkak Re: Rok temu.... 11.04.06, 16:16
            o przepraszam! dzielna byłam!
            mimo, ze miałam ochote sama sobie zrobić cesarke to nie poprosiłam o
            operacje!wink))
            • duramgama Re: Rok temu.... 11.04.06, 16:20
              > mimo, ze miałam ochote sama sobie zrobić cesarke to nie poprosiłam o
              > operacje!wink))

              Znając Twój temperament to szczerze się dziwię, że tego nie zrobiłaś..wink)))
              • duramgama Re: Rok temu.... 11.04.06, 16:31
                duramgama napisała:
                >
                > Znając Twój temperament to szczerze się dziwię, że tego nie zrobiłaś..wink)))

                Chodzi mi oczywiście o własnoręczne dokonanie cesarki, a nie o prośbę o operacjęsmile
          • mmala6 Re: Rok temu.... 11.04.06, 16:20
            Moj Pan do Towarzystwa o malo nie zaspal na narodziny swogo pierworodnego.Tak
            sie 'zmeczyl' w nocy, w domu a ja w tym czasie czuwalam z brzuchem w szpitaluwink)
            • enja11 Re: Rok temu.... 11.04.06, 23:58
              Ja też lubię czytać te wątki i też się wstrzymam z życzeniami do jutrawink)
              Też miałam podawaną oxytocynę tylko, że u mnie nie zadziałało i skończyło się
              na ccsad(
    • kama72 Re: Rok temu.... 12.04.06, 08:27
      Wiolka! Jakbym czytała o sobie, nawet te trzesące się nogi po odejściu wód były
      takie same. Człowiek durny jakiś - boi się i cieszy i płacze i stęka i cieszy i
      krzyczy na Towarzysza ("nie głaszcz mnie po głowie, kochanie @#$^%&!), a potem
      wniebowziecie, ze wreszcie nie boli i obłed w oczach na widok zawiniątka, co
      już na zawsze z nami!
      Ech, fajnie powspominac...
      • pampeliszka Wiolka, 12.04.06, 10:29
        ja sobie latwo moge wyobrazic, jak robisz straszne oko do tego lekarza..
        Dobrze, ze nie uciekl i ze Dziobu dzis rok swietuje.
        • wiolkak Pam 12.04.06, 10:45
          on był taki nadąsany, że ja ODMÓWIŁAM przyjecia kroplówki wcześniej (już by
          miał z głowy), że nic nie widział!
          jak mi powiedział, ze ODMÓWIŁAM to mało mnie szlag nie trafił, zwłaszcza ze mi
          się cofnęła akcja porodowa, tzn. bolało coraz bardziej, bo długo, a końca nie
          było widać
    • kangur4 Re: Rok temu.... 12.04.06, 12:48
      Czytam Wasze wątki o porodach i zachodzę w głowę - czy tylko ja rodziłam w
      znieczuleniu? Czy Wy byłyście takie dzielne, czy nikt Wam nie zaproponował? Bo
      mi już na izbie przyjęć sączyli jad do ucha (w czasie zmywania lakieru do
      paznokci wink. A w ogóle to mam poważne podejrzenia (moja koleżanka, która
      rodziła w tym samym szpitalu też je ma), że chronologia wydarzeń - najpierw
      badanie na izbie przyjęć (myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok) a
      natychmiast potem pytanie ze słodkim usmiechem o znieczulenie - była spiskiem
      kół szpitalnych. Pińcet złotych piechotą nie chodzi.
      Żeby nie było - ja tam sobie znieczulenie chwalę, rzeczywiście nic nie czułam,
      zastanawia mnie tylko, czy bez znieczulenia tez bym parła godzinę z hakiem, czy
      jednak szybciej by to poszło. Na parte i tak znieczulenia nie dostałam, więc
      były na żywca; zachodzę teraz w głowę, czy było warto - być może bez
      znieczulenia przemęczyłabym się trochę (a jak widać po Waszych postach - jest
      to możliwe) a potem parte trwałyby kwadrans?
      • renatka_sz Re: Rok temu.... 12.04.06, 13:06
        Kangurku, gdzies tam slyszalam, ze podobno ze znieczuleniem wszystko dluzej
        trwa, ale nie wiem ile w tym prawdy. Ja postanowilam, ze nie chce znieczulenia,
        jestem w miare wytrzymala na bol. Znieczulenie tutaj tez proponuja, jest bezplatne.
        Przez caly czas wdychalam gaz rozweselajacy, on oczywiscie nie znieczula, w
        pewnym momencie dostalam tylko takiej glupawki i powtarzalam, ze czuje sie
        zajebisciesmile- dobrze, ze tam nikt poza moim mezem mnie nie rozumialsmile
        Potem byly tylko trzy czy cztery parcia, wiec szybko - chyba faktycznie kwadranssmile
      • wiolkak Re: Rok temu.... 12.04.06, 16:05
        niestety z braku anestezjologów nie podają znieczulenia w "moim" szpitalu
      • mama_olka Re: Rok temu.... 13.04.06, 00:25
        Uwielbiam te Wasze watki rok temu. Ja sama nie zalozylam, bo osobiscie wole
        sobie nie przypominacwink Poza tym jak tu opisac te 48 godzin! Jak juz tu
        przyszlam to sie wypowiem o znieczuleniu (na Zelaznej tylko 500 zeta? na Solcu
        bylo 600). Wiec ja najpierw ostroznie zakladalam sobie, ze moze nawet nie bede
        brala (!) ale szybciutko zmienilam zdanie jak przyszlo co do czego. O
        znieczulenie poprosilam, jak tylko trafilam na izbe przyjec, ale musialam sie
        pomeczyc jeszcze przez kilkadziesiat godzin, zanim w koncu dostalam zgode. Uff,
        to byla zupelnie inna jakosc poroduwink Dopiero wtedy zreszta akcja porodowa
        naprawde ruszyla, bo przestalam sie w koncu konwulsyjnie wici i blokowac Olkowi
        wyjscie na swiatwink A bole parte wspominam najmilej, mimo ze tez znieczulenia
        nie dostalam. Wypchnelam Olka w jakies pol godziny.

        Podsumowujac, ciesze sie, ze ten wynalazek byl JUZ dostepny, jak na mnie
        przyszlowink
        Wiolka, jestes nie tylko madra, zgrabna i dowcipna, ale tez bardzo dzielna!
        • wiolkak Mamo_Olka 13.04.06, 08:40
          dzielna to tylko z musu, gdybym mogła dostać znieczulenie, to uwierz, że
          chocbym miała pobić personel to bym sobie kazała je zaaplikować!
          co do reszty, to przez wrodzoną skromność i niechęć do kłótni nie zaprzeczęwink))
    • xemm1 Re: Rok temu.... 20.04.06, 15:30
      oj Wiolka aż mi się łza w oku zakręciła, pięknie napisane smile idę szukać wątku
      zyczeniowego...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka