Dodaj do ulubionych

prawdziwe oblicze szpitala na Solcu

24.04.06, 15:53
Prawdziwe oblicze szpitala na Solcu
Witam wszystkie osoby zainteresowane rzetelną informacją o przebiegu mojego
porodu w cieszącym się dobra sławą szpitalu na Solcu ( ul. Solec 93) oraz
opieką medyczną przez 5 dni spędzone przeze mnie i moja córkę w szpitalu.

Urodziłam 10 kwietnia 2006 roku o godzinie 22.15.
Zacznę od końca, bo to obsługa medyczna po porodzie doprowadziła prawie do
tragedii.
Przez zaniedbanie ze strony personelu po 10 dniach wylądowałam w innym
szpitalu ( na Madalińskiego – polecam) na łyżeczkowaniu, gdyż zostały mi
resztki łożyska i lada moment zaczęłaby gnić mi macica. Ani razu po porodzie,
a w szpitalu spędziłam 5 dni! Nie zostałam zbadana. Konowały inaczej ich nie
nazwę!!! Rutynowe obchody wyglądały podobnie, lekarze brali kartę na której
poza wykresem temperatury nic nie ma i odwieszali, chyba raz byłam zapytana
jak się czuję. Kilkakrotnie mówiła, że kręci mi się w głowie i mam gwiazdki
przed oczami ale dowiadywałam się że to normalne. Generalnie mało
zainteresowania budził ten fakt, a wręcz odnosiłam wrażenie, że uciekają jak
najszybciej bym nie burzyła im idealnego, beztroskiego obchodu. Pobyt lekarzy
w czteroosobowym pokoju zajmował tak mało czasu, że ledwo zdążałam powiedzieć
że w ogóle coś mi dolega. Chyba miałam pecha bo leżałam z dziewczynami po
porodach przez cesarskie cięciach i każda z nich miała swojego lekarza
prowadzącego w tym szpitalu. Poprosiłam o coś na wzmocnienie to przydzielono
mi żelazo z tym, że przez 2 dni go nie dostawałam, bo zapomniano mi dać, za
to nie zapomniano odnotowywać że je dostaję. Po moich interwencjach położna
powiedział, że da mi wieczorem ( bo trzeba brać przed jedzeniem) – w
rezultacie rzuciła mi dwie tabletki + kwas foliowy ( chyba na odczepne) o 11
w nocy. Dobrze, że nie czekałam z posiłkiem na tą troskliwa opiekę. Bez słowa
jak brać, czy wziąć dwie czy jedną, nic, zero wyjaśnień. Gdyby nie to, że
moje dziecko miało problemy zdrowotne i dostawało antybiotyk więc byłam
skazana na ich humory to bym się z nimi policzyła, ale musiałam schylić głowę
i zacisnąć zęby, bo bałam się, że w ramach zemsty skrzywdzą mi dziecko. Przy
kolejnym obchodzie powiedziałam, że bardzo boli mnie krocze, to wzbudziłam
tylko uśmieszki całej grupy medyków. Ponoć musi boleć.
Po powrocie do domu czułam się z każdym dniem coraz gorzej. Wypływ skrzepów
krwi nasilał się, a ja czułam się dziwnie trochę jak bym miała zemdleć. Na
szczęście położna środowiskowa ze szpitala Praskiego zwróciła uwagę na to, że
nie powinnam już krwawić tak obficie i zaleciła kontakt z lekarzem. Nie
zwlekając udałam się do mojego lekarza prowadzącego, który po wykonaniu USG
natychmiast skierował mnie do szpitala. Nie muszę mówić jaki to stres, kiedy
ma się 10 dniowe dziecko, które karmi się piersią, a w perspektywie jest
natychmiastowa narkoza. Na szczęście w szpitalu położniczym na Madalińskiego
wykazano życzliwość i otrzymałam lekką narkozę i po 3 godzinach mogłam znów
karmić dziecko.
A teraz parę słów o samym szpitalu.
1. Poród.
Wybierając szpital na Solcu kierowałam się tym że ma ładne sale porodowe.
Rezultat. Przyjechałam do szpitala krzycząc już z bólu ze skurczami z krzyża
co 5 minut – niektóre kobiety wiedzą co to znaczy! W izbie przyjęć bardzo nie
miły lekarz stwierdził, że nie obchodzi go wpis do książeczki mojej grupy
krwi. Mam wracać do domu, lub mój partner po zaświadczenie o grupie krwi.
Powiedziałam mu, że grupę krwi robiłam na początku ciąży 8 miesięcy temu i
nie wiem gdzie mam ten wynik i ani ja ani mój narzeczony nie będziemy wracać
do domu po żadne wyniki badań. Na co lekarza zrobił nam wyrzut że właśnie
przez „takich” marnowane są pieniądze NFZ! Więc mu powiedziałam, że z chęcią
zapłacę, tak jak i za większość badań jakie wykonałam w czasie ciąży ( bo to
też ciekawa historia, 2 lekarzy „państwowych” odmówiło mi prowadzenia ciąży
ze względu na brak czasu!! Więc kierując się własną wiedzą zrobiłam szereg
badań, które robi się w pierwszym trymestrze ciąży na własny koszt). W końcu
nas przyjął do szpitala. Zapytałam go jakie mam rozwarcie, bo chciałam
powiedzieć wybranej przeze mnie położnej K. Komosie. Dowiedziałam się ze 2,5
cm co słyszał również mój narzeczony. Tym czasem na sali porodowej
dowiedziałam się, że było 4,5 i tak wpisał lekarz w kartę co zostało
potwierdzone przez ponowne badanie. Więc już na dzień dobry zostałam
wprowadzona w błąd. Przez co i moją położną wprowadziłam w błąd więc się nie
spieszyła.
Okazało się, że wszystkie sale są zajęte i zaczynam rodzić na sali ogólnej!!
( łudziłam się, że mnie przeniosą do indywidualnej jak się zwolni) Więc jak
tam jest. Poza fajnym łóżkiem nie ma nic, leży się prawie jak w przejściu,
non-stop łażą położne, salowe, pielęgniarki. Dla mnie wygodnie było cały czas
chodzić i robić ćwiczenia z jogi, co chociaż tyle dobrze że mi nie zabroniły
bo nie wytrzymałabym z bólu na leżąco. Ale za to przez cała akcję pierwszej
fazy do 10 cm rozwarcia nikt nam nie pomógł. Nie uzyskałam żadnej pomocy w
kwestii oddychania, a w 8 cm już zupełnie zgubiłam rytm, z bólu zapomniałam
gdzie mam nos i jak oddychać klatką piersiową. Pomimo starań mojego
narzeczonego nie byłam w stanie już nic robić, akcja stanęłam na 8 cm na
kilka godzin. Mojej położnej nie było, a żadna z kilku obecnych na sali nie
raczyła mi pomóc. Po pewnym czasie jedna się zlitowała i dała mojemu
narzeczonemu lód do masowania mi pleców przy skurczu, bo do tej pory masował
mnie ręka. Kazałam wezwać anestezjologa do znieczulenia zewnątrz oponowego.
Argumentowałam tą decyzję faktem, że zgubiłam rytm, nie radzę sobie z
oddychaniem – żadna z personelu nie poświęciła mi czasu by mi pomóc w
oddychaniu i wyprowadzić mnie z opresji. Przyszedł lekarz tylko straszyć mnie
że poród po znieczuleniu będzie trwał 5 godzin dłużej, tłumaczyłam również
jemu, że potrzebuję pomocy, bo nie wiem jak oddychać, nie radzę sobie.
Wszyscy mieli to gdzieś. Przyszła anestezjolog, mocno nie profesjonalna.
Wbiła mi się 4 razy w kręgosłup co i raz porażając mi jakiś nerw co
wywoływało bóle nóg albo narządów wewnętrznych, przynajmniej tak czułam. Sama
się bała, mnie wystraszyła swoim brakiem profesjonalizmu i kazałam jej
zostawić mnie w spokoju. Dowiedziałam się że jestem a) za gruba, b) mam za
ścisło kręgi, c) nie nadaję się do znieczulenia!!!!!!!!!!!! Bzdura. 2
tygodnie wcześniej byłam u J.Gruber przełożonej anestezjologów w tym szpitalu
i po długiej wyczerpującej rozmowie powiedziałam mi, że jak najbardziej
nadaje się do znieczulenia i nie widzi przeciw wskazań, a na pewno nie jestem
za gruba. Tak więc męczyliśmy się z moim narzeczonym dalej sami. Gdy zaczęły
się bóle parte darłam się jak zwierze zamiast przeć, ale jakoś nikogo to nie
martwiło. Na ostatnie 30 minut porodu przybyłam „moja” położna i jakoś
poszło. Zrobiła dokładnie to co reszta mogła zrobić dużo wcześniej, po prostu
mi pomóc. Nie wiem za co dostają tam pensję, bo jeśli za siedzenie przy
biurku i omawianie strajku kiedy ja rodzę to świetnie, też bym chciała taką
pracę. A nie żartując to chyba każdy przyzna, że znieczulica i olewanie
obowiązków przemawia przez moją historię. O przepraszam podłączały mnie do
KTG co i raz i wkładały paluchy by sprawdzić rozwarcie. Tak czułam się
zadbana ((

2. Opieka nad dzieckiem.
Na oddziale jest kilka miłych i profesjonalnych pediatrów. Jednak, że mam żal
do szpitala o to, że dziecko nie zostało od razu zdiagnozowane, że ma
zatrucie i że te normalne wymioty wodami płodowymi nie są tak do końca
normalne. Doprowadziło to do wycieńczenia mojego dziecka. Zareagowano po 29
godzinach na moje żądanie. Maleńka dostała antybiotyki do żylnie.
Nie ma na co liczyć, że ktokolwiek powie chociażby jak przemywać pępek.
Przychodzą panie, każą rozebrać dziecko, wsadzają pod kran, ciach, ciach
nawet nie wied
Obserwuj wątek
    • grubaska20 Re: prawdziwe oblicze szpitala na Solcu 24.04.06, 16:43
      ojej.. to okropne co opisujesz.. bałam się jak najgorszego przebiegu porodu,
      dlatego z trójmiasta pojechaliśmy rodzić w św.zofii. podpisaliśmy umowę z
      położną i poród wspominam jak najlepiej (o ile poród można miło wspominaćwink,
      faktura na 2900 zł ze szpitala, jest w odniesieniu do takich podłych wspomnień,
      jak twoje.
      naprawdę dzielna dziewczyna jesteś, przetrwałaś i teraz już tylko ciesz sie
      maluchem!smile to piękne chwile! dzieciatko bardzo szybko rośnie, ciesz sie tymi
      pierwszymi chwilami z dzieciątkiem i nie myśl juz o tym koszmarze.
      pozdrawiam ciebie i twoją mała kruszynkę!smile
      ja i mój już prawie 7 miesięczny jasieczeksmile
    • izabela1976 Re: prawdziwe oblicze szpitala na Solcu 24.04.06, 19:07
      Wiesz co? Ja rodziłam na Madalińskiego i tego szpitala nie polecam. Najpierw leżałam na patologii gdzie położono mnie sali z ciężarną, która miała 40stopni goraczki i nie zdiagnozowaną chorobę, którą po 24 godz. nagle przeniesli do izolatki.

      Poród owszem przezyłam nieźle, opieka była OK. Mój synek urodził się zdrowy. Zabrali go na noc do inkubatora, bo poród był długi i męczący. Nastepnego dnia rano dziecka nie dostałam. Żądnej informacji dla mnie. Proszę czekać na obchód lekarza. Poszłam na salę z dzieciaczkamu. Putam się pielęgniarki o synka - prosze czekać na lekarza. I tak w kołko. Tego dnia (czyli w I dobie życia) przewieziono go na OIOM do innego szpitala. I w dalszym ciągu nie miałam żadnych informacji o małym. Skończyło sie na sepsie i ropnym zapaleniu opon mózgowych i uszkodzeniu mózgu u synka.

      Nigdy nie będę widziała czy gdyby na sali nie było tej chorej ciężarnej czy los mojego synka potoczyłby sie inaczej.
      • magdan_23 Re: prawdziwe oblicze szpitala na Solcu 24.04.06, 20:14
        ;-((((
        ja rodziłam na Solcu w kwietniu 2004 roku. Nie wybierałam tego szpitala, po
        prostu musiałam położyć się przed porodem a na Karowej gdzie miałam lekarza
        prowadzącego nie było miejsc. Przynajmniej tak powiedzieli. Prawie dwie doby
        leżałam na ginekologii, bo na położniczym nie było miejsca i ok, trudno. Kiedy
        pierwszej nocy miałam skurcze i poszłam powiedzieć o tym pielęgniarce,
        nakrzyczała na mnie, że są za rzadko i za krótkie. Później poszła dalej spać.
        Była wcześniej cały dzień, jak się później tłumaczyła. Kiedy urodziłam córcię,
        okazało się , że ma na prwie całym ciele naczyniaki (wtedy jeszcze nie
        wiedziano co to takiego). Wszyscy wyglądali raczej na spanikowanych i
        powiedziano mi tylko, że dostanę skierowanie do IMID, bo tam mają specjalistów.
        Dziecko po kąpieli dostałam ubrane i nie wolno mi było go rozbierać. Miała
        zawiniętą w bandarz rączkę i jak się później okazało nie tylko rączkę.
        Podczas kąpieli w wielu miejscach z naczyniakami utworzyły się rany
        (przypuszczam, że zrobiono to mało delikatnie i tyle, ale kto się do tego
        przyzna?). Po południu (rodziłam rano), usłyszałam : szukamy miejsca dla pani
        dziecka. Osłupiałam, nie wiedziałam o co chodzi, więc zapytałam. Dopiero wtedy
        powiedziano mi o reszcie ran i że nie mogą sobie poradzić. Dodam, że nie
        wiedziałam jej bez ubranka od porodu, a kiedy ją przewijano, robiono to tak,
        żebym nie widziała dziecka. Już nie wspomnę, że kiedy ok 24 w nocy poszłam z
        małą, bo miała brudną pieluszkę i potwornie krzyczała, żeby ją przewinięto,
        musiałam czekać 15 min. aż ktoś sie pojawi. Acha, zapomniałam napisać, że
        leżałam nadal na ginekologii, tyle, że tym razem na samym końcu, więc żeby
        przewinęły mi dziecko, musiałam zasuwać przez całe dwa oddziały. I jeszcze
        dostałam burę, że przyniosłam dziecko na rękach a nie w wózeczku (a ona tylko
        wtedy nie płakała tak potwornie). Nie wiem do tej pory czy ranki (i teraz
        blizny), które ma moja córcia nie są z winy złej opieki. jest mi tylko przykro,
        bo nie dość, że została oszpecona przez naturę, to jeszcze później się
        nacierpiała i tak zostanie pewnie do końca życiasad
        Trzymajcie się kobitki i dużo szczęścia dla was i waszych maluszków.
        P.S. przepraszam za chaotyczność, ale wszystko mi się przypomniało (Koszmar!)
        • zosia_1 Re: prawdziwe oblicze szpitala na Solcu 25.04.06, 09:57
          Ja urodziłam 01 sierpnia 2006 r na Solcu!. Marze aby jeszcze raz móc urodzić i
          jeszcze raz wlasnie tam, od momentu pierwszych skurczów -6 rano , synek urodizł
          się wiele gofdzin później bo aż 1,5 godziny po północy, ale to przeciez
          najwspanailsze uczucie czekać na cud narodzin, choć to trwało długo i bolałao
          wssciekle, ale było wspaniałym przeżyciem. Po porodzie byłam słaba, ale na
          obchodzie , kiedy powiedziałam ze ciagle kreci mi sie w fgłowie lekarze
          zareagowali natychmiast -dostałam kroplówkę z czymś na wzmocnienie, kiedy
          powiedziałam,ze boli mnie bardzo krocze, połozna zaraz zabrała mnie na samolot,
          obejrzała i dąła lód. Opieka nbyła moim zdaniem w porzadku. trudno oczekiwać
          żeby persoel wprost skakała obok każdej rodzącej i jej dziecka. Ciocie , które
          myły dzieci były sympatyczne i miłe, szczególnie jedna zawsze obserwowałam jak
          myje dzieci , robiła to szybko i sprawnie, no bo jak inaczej miałaby to robić
          przecież nie bedzie się pieściła z dzieć mi w kapieli tak jak rodzice, ajesli
          chodzi o mycie pępka, to mi też nie pokazała ale przeież mozan zapytać tu
          przecież panie nie przeprowadzją kursu pielęgnaji po to są teraz szkoły
          rodzenia (ja do takiej nie chodziłam) ale jak zapytałam czy moge zobaczyć jak
          ona pielegnuje moje dziecko i jak myć pepek, pani miło mi wszystko wyjaśniła i
          pokazała.
          Wg mnie najgorzej jakby się chciało zeby każdy nas uwielbiał że urodziłysmy
          dziecko. najgorsze było dla mnie czekanie aż wyjdziemy do domu,bo rzeczywiście
          upalne dni wtedy i szesć babek po porodzie na jednej sali i ileś osób
          odwiedzających było dla mnie męczące, lae nie narzekałam, bo kiedy pojechałam
          do domu to właśnie tam byłam pod troskliwa opieka męża jego oczkiem w glowie,
          ktory pilnował zebysmy ja i dzieko mieli wszytsko, a w szpitlu bylismy
          kolejnymi pacjentami i to normalne.
        • zaisa naczyniaki 02.05.06, 11:11
          Magdo, nie wiem, czy przeczytasz. Kolezanki coreczka urodzila sie z masa
          naczyniakow. Czesc byla jaskrawoczerwonych, czesc zgrubieniami pod skora (ten
          kolo oka byl taki na szczescie). W sierpniu mala skonczy siedem lat i pojdzie do
          szkoly. Wszystkie naczyniaki zniknely. Czesc (jeden duzy na barku np) najpierw
          grubiala i siniala, inne robily to "spokojniej". Wyjatek stanowi miejsce po
          naczyniaku na nodze - mala sobie go rozdrapala i wdala sie infekcja bakteryjna.
          Niestety, lekarze w szpitalu(czy oddziale) dzieciecym w Opolu po wyleczeniu
          bakterii zdecydowali sie na operacje zamiast zostawic - mala chyba miala tylko
          kilka miesiecy. Niestety, operacja nie zostala przeprowadzona fachowo -
          dodatkowo przedwczesnie zdjeto szwy i dziewczynka ma brzydka szrame na nodze. Po
          pozostalych, nieruszanych, nie ma sladu.
          Wiekszosc naczyniakow znika samoistnie zanim dziecko pojdzie do szkoly, czesto
          nawet jeszcze przed przedszkolem. Maksymalny czas im dawany to 12 rok zycia.
          Czasem robi sie operacje plastyczne, jesli utrzymuja sie dlugo i sa w miejscach,
          gdzie moga bardziej przeszkadzac, urazac sie czy szpecic. Kiedys trafilam tez
          wsrod gazetowych forow prywatnych na forum o naczyniakach.
          Wszystkiego dobrego Wam obusmile
          • magdan_23 Re: naczyniaki 02.05.06, 14:52
            bardzo dziękuję za te informacje. Właściwie jakieś 2 mies. temu dowiedziałam
            się, że to nie naczyniaki. można to nazwać raczej malformacjami naczyniowymi.
            Moja córcia ma CMTC. Od urodzenia bardzo się zmianiły, jednak nie zanikają
            całkowicie. niestety tam gdzie były ranki, są brzydkie blizny. Mam jedynie
            nadzieję, że jeśli kiedyś plamki znikną, będzie można coś zrobić z bliznami.
            jeśli chodzi o forum o naczyniakach, bywam tam częstosmile
            Pozdrawiam
      • antonina_74 Re: prawdziwe oblicze szpitala na Solcu 25.04.06, 10:08
        I ja rodziłam na Madalińskiego i mogłabym napisać podobny wielostronicowy
        horror o tym szpitalu łącznie z gniciem macicy i zostawionymi resztkami (po
        cesarskim cięciu!)
    • mruwa9 Re: prawdziwe oblicze szpitala na Solcu 25.04.06, 10:26
      natasha31 napisała:
      obsługa medyczna po porodzie
      Konowały inaczej ich nie
      > nazwę!!!
      Okazało się, że wszystkie sale są zajęte i zaczynam rodzić na sali ogólnej!!


      Rozumiem, ze inna rodzaca miala zostac wystawiona na korytarz albo do ubikacji,
      zeby zrobic Ci miejsce na sali indywidualnej?

      Kazałam wezwać anestezjologa do znieczulenia zewnątrz oponowego.

      Przyszła anestezjolog, mocno nie profesjonalna.
      > Wbiła mi się 4 razy w kręgosłup co i raz porażając mi jakiś nerw co
      > wywoływało bóle nóg albo narządów wewnętrznych, przynajmniej tak czułam. Sama
      > się bała, mnie wystraszyła swoim brakiem profesjonalizmu i kazałam jej
      > zostawić mnie w spokoju.

      O przepraszam podłączały mnie do
      > KTG co i raz i wkładały paluchy by sprawdzić rozwarcie. Tak czułam się
      > zadbana ((

      A jak myslisz, co powinien robic wowczas personel? Wlasnie go ktg i "wkladania
      paluchow" ograniczaja sie mozliwosci na takim etapie porodu.


      Wspolczuje personelowi. Kazalam, zazadalam, obsluga, konowaly...

      na drugi raz zamow sobie prywatna opieke i zaplac jak za prywatna opieke.
      Mam duzy niesmak. Boze, chron mnie przed takimi pacjentami!
      • mruwa9 i jeszcze jedno 25.04.06, 10:38
        ciaza trwa 9 miesiecy. Kupa czasu, zeby sie przygotowac do porodu. Zeby
        poczytac,dowiedziec sie, jak wyglada porod, co robi personel porodowki podczas
        poszczegolnych faz porodu. Zeby spakowac torbe do szpitala, w ktorej na
        wierzchu powinne sie znalezc dokumenty: dowod ubezpieczenia, dowod osobisty,
        karta ciazy, wyniki badan. Zeby zrozumiec, ze to Ty rodzisz, a personel ma Ci w
        tym pomoc i ze w zwiazku z tym nie oddajesz sie w rece personelu, ktory rodzi
        Twoje dziecko, ale musisz wysilic sie- mimo bolu- na minimum wspolpracy z
        poloznymi/lekarzami. I przypomniec sobie takie proste slowka: prosze, dziekuje.
    • bea-ta Re: prawdziwe oblicze szpitala na Solcu 25.04.06, 11:30
      Mogłabys spróbowac pracy w słuzbie zdrowia- dobrze się nazywa "słuzba". Fakt
      faktem nie każdy sie nadaje do tej pracy i tak samo jak mozna znaleźc czarne
      owce w innych zawodach tak samo i w zawodzie lekarza czy pielęgniarki, a tym
      bardziej jest to widoczne gdy pracuje się na żywym czlowieku, chorym,
      potrzebującym opieki.
      Częśc rzeczy które opisujesz są jednak przesadą. Niestety państwowa słuzba
      zdrowia ma się do tak, że może brakowac miejsc i tzreba rodzic na sali ogolnej,
      polozna przychodzi na ostatni etap porodu a nie jest z połoznica cały czas, bo
      ma tez inne pacjentki i inne obowiązki w tym zwiazane z biurokaracją- zawód to
      nie tylko praca z pacjemntem, ale wiele innych obowiązków.
      Przy przyjęciu trzeba miec wszytski dokumenty, a posiadanie grupy krwii jest dla
      Twojego dobra- wr. potrzeby przy sytuacji zagrozenia zycia skraca sie czas
      podania krwii czy preparatów krwiopochodnych- mając grupe robi sie tylko
      krzyzówke, co trwa pól godziny, oznaczenie grupy krwi trwa znacznie dłużej.
      Dobrze pisze przedmówczyni, że masz czas na przygotowanie się do porodu- szkoła
      rodzenia, publikacje fachowe, przygotowanie torby z rzeczami i dokumentami na 3
      tyg. przed terminem porodu- dziecko przyhodzi na świat kiedy chce a nie kiedy ma
      akurat terminsmileW trakcie przyjęcia obowiązuja pewne procedury i nawe w
      sytuacjach nagłych częśc presonelu zajmuje się pacjentem, a częśc obrabia cała
      dokumentacje- niestety jest to także wazne, bo bez dokumentacji robis ie niezly
      bałagan.
      Poród z nazwy jest fizjologiczny , zdarzają sie powikłania, obecny jest ból w
      czasie i po porodzie, w róznych szpitalach obowiązuja rózne zasady postepowania,
      czasem kobieta z przydziału dostaje lek p/bólowy, bo jest to praktykowane, a
      czasem trzeba pocierpieć- nie wina pracowników, że nie ma jednorodnych
      standardów postepowania w tych samych sytuacjach- poród, zabieg operacyjny,
      opieka na d pacjentem w poszczegolnych schorzeniach, nawet co inny NFZ to inna
      wycena tych samych swiadczeń- paranoja.
      Licząc na państwowa słuzbe zdrowia nie nalezy liczyc na cuda- choć sumiennośc w
      wykonywaniu obowiązków obowiązkuje( przykład z żelazem nie świadczy dobzre o
      personelu), ale nie można porównywac naszej rzeczywistości z amerykańskimi
      filmami czy prywatna słuzba zdrowia- patrz post z faktura na 2900 zł zaś NFZ
      płaci oddziałowi 1100zł za poród fizjologiczny. Nie mówiąc o braku personelu i
      pracy po 1 położnej na zmianie na cały oddział?!Bo restrukturyzacja i cięcie
      kosztów zawsze = zwolnienia. W szpitalu gdzie pracuje z 1060 osób pozostalo 600 ?!
      Nie usprawiedliwiam nikogo, bo jest u nas wiele do zyczenia, ale każdy kij ma 2
      końce. Dlatego naszej słuzbie zdrowia do chociazby niemieckich standardów -
      przez granice mam niedaleko i mam prównanie- daaaaaleko!!Na dużą niekorzyśc dla
      nas niestety. Beata
      • magdan_23 Re: prawdziwe oblicze szpitala na Solcu 25.04.06, 19:58
        To ja jeszcze coś dodam. Myślę, że w każdym szpitalu, znajdziemy jakieś plusy i
        minusy. A że wątek rozpoczęła osoba, która rodziła na Solcu, to akurat tak
        wyszło i myślę, że ma pełne prawo napisać co przeżyła. Jak również wymagać
        ludzkiego traktowania.
        Pozdrawiam wszystkie mamysmile
    • 76kitka Re: prawdziwe oblicze szpitala na Solcu 25.04.06, 14:33
      Mój lekarz prowadzący pracuje w tym szpitalu, widziałam zdjęcia z sali, lekarz był super więc chciałam tam rodzić. Gdy miałam zrobić KTG zaczęły się schody, bo a przyszłam nie o tej godzinie, a to lekarza nie ma, a to cos tam. Straciłam kilkadziesiąt minut. Po czym przyszła pielęgniarka podłączyła i poszła. Po pół godzinie mąz poszedł jej szukać, przyszła, odłączyła i kazała szukać lekarza. Pani doktor na dyżurze w lekarskim pokoju zakopconym dymem papierosowym rzucała okiem to na wynik to na M jak miłość. Urodziłam w szpitalu im. Orłowskiego na Czerniakowskiej, gdzie nie miałam swojego lekarza, ani umówionej pielęgniarki, anestezjologa, ani położnej, a opiekę mieliśmy świetną.
    • magda505 Re: prawdziwe oblicze szpitala na Solcu 02.05.06, 11:32
      Dziewczyny ja rodziłam 2razy i za każdym razem wołaja oryginału grupy krwi to
      normalne niewiem dlaczego takie zdziwienie,zresztą oprócz tego gnicia macicy to
      rozumiem itd.ale nie rozumiem dlaczego tak panikujesz z oddychaniem to normalne
      samemu można to wyregulować,ja nie chodziłam do zadnej szkoły rodzenia a sama
      sobie poradziłam,nie miałam żadnej prywatnej połoznej ani nie płaciłam za
      porody a miałam cięzkie bo kleszczowy pierwszy a vacum drugi.i jakoś zyje i nie
      rozpaczam ,czyżbyś była tak bezradna w ciężkiej sutuacji?sorry jak uraziłam
    • monika535 grupa krwi 03.05.06, 00:21
      wcale się nie dziwię, że lekarz domagał się zaświadczenia opieczętowanego przez
      laboratorium. Mi samej przy przyjmowaniu do szpitala lekarz, przepisując z
      zaświadczenia, zamienił grupę 0 na A, nie wiem jakim cudem. Więc w karcie ciąży
      też może być pomyłka teoretycznie. Dopiero przy porodzie zajrzałam położnej
      przez ramię i powiedziałam, że nie mam A. Położna spojrzała do zaświadczenia z
      laboratorium, przestraszyła się, lekarz przeprawił, opieczętował. Oczywiście
      pomyłka lekarza to przegięcie, ale chodzi mi o istotę posiadania takiego
      świstka. O jego wiarygodność, w przeciwieństwie do wpisów bezpośrednio nie
      podpisanych przez wpisującego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka