juz jestem, wrocilam w sobote, ale nie bez klopotow (jak zwykle, mna sie
"opiekuje" jakis straszliwy demon podrozny, co sie moze spieprzyc, to sie
spieprzy...)
samoloty poopozniane, przylecialam spozniona o 12 godzin, bo wszystko bylo do
kitu, w londynie musialam czekac 6 godzin na polaczenie! a i tak polecialam do
frankfurtu, a dopiero potem do hamburga, bo bezposrednio do hamburga wszystkie
miejsca zajete przez caly dzien... przesiadalam sie 3 razy, lecialam 4
samolotami... no koszmar po prostu... zamiast o 11 przed poludniem, bylam w
domu po 22... podroz cos kolo 36 godzin, makabra... nie wiedzialam, co ze soba
zrobic, zwlaszcza podczas tego czekania na roznych lotniskach...
to nie wszystko, rzecz jasna... moj bagaz nie dolecial, CIAGLE go nie ma, a to
juz 36 godzin po moim powrocie

mam nadzieje, ze sie na zgubil na amen

byl na nim nasz adres, no kurcze, jak trudno to odeslac do domu??? tyle
fajnych rzeczy tam mialam

(( rowniez TE spodnie... i pewnie, jak im bagaz
zginie na dobre, wyplacaja jedynie jakas glodowa kwote, zeby ludzie nie
zyczyli sobie nie-wiadomo-ile... a ja tam naprawde duzo fajnych rzeczy mialam
(np kamere cyfrowa

((). kurcze blade
oczywiscie w drodze do ameryki tez mi bagaz zaginal, odnalazl sie po 12
godzinach... ale caly wybebeszony, pol ciuchow brudnych, kilka zaginelo

nikt mi nawet nie powiedzial "przepraszam"

nie znosze lini lotniczych,
naprawde, to taki straszny kolos, nastawiony wylacznie na zarabianie
pieniedzy, cienia zyczliwosci dla ludzi nie maja... zwlaszcza te loty
dlugodystansowe... dawniej przynajmniej jakis alkohol byl, teraz trzeba placic
po 5$ za cokolwiek... zdziercy...
no nic, wyzalilam sie. czuje sie chora po tej podrozy (od czwarku boli mnie
zoladek i mdli mnie po sniadaniu

czyje sie fatalnie, bleeeee). ciagle mam
pomieszane czasy, ciagle jestem zmeczona... po co bylo mi latac do tej
hameryki????
dziec dobry, tak na marginesie
``````````````````
kurczak: 03.03.05