Dodaj do ulubionych

Na naukę czasem jest za wcześnie

30.03.08, 15:16
Przyjemnie się czytało. Przestroga dla zbyt ambitnych rodziców, którzy poprzez
dzieci chcę realizować własne ambicje. Szkoda dzieciaczków... Jak widać - na
wszystko przychodzi pora. Już i tak rok dzieciństwa został dzieciom odebrany.
Więc może zanim nasze dzieci pójdą do zerówki, pozwólmy im na odrobinę
beztroski (wszystko w granicach rozsądku). Do wyścigu szczurów i tak zdążą
dołączyć...
Obserwuj wątek
    • asiara74 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 31.03.08, 21:43
      Fajny, potrzebny wielu rodzicom, którzy zatracili własciwe proporcje i roczne
      dzieci próbuja uczyć czytac. Moje dziecko do ok. 4 roku zycia kiedy to poszło do
      przedszkola spedzilo beztrosko czas na zabawach na placu zabaw, bieganiu,
      skakaniu i ogladaniu bajek. Fakt, ze dużo mu czytałam a on to bardzo lubił. Sam
      zaczął interesowac sie ksiązkami gdy miał 5 lat, nikt mu niczego nie kazał, tak
      jakby wszedł w naturalny etap nauki. zaczął czytać pojedyncze krótkie zdania gdy
      miał 5,5 roku. Dzisiaj jest w 2 klasie, uwielbia ksiązki( tak jak ja), chodzimy
      razem do biblioteki.
      Myslę że należy podążać za dzieckiem i starac się je tylko wspierac. Niczego nie
      da się przyspieszyć na siłę.
      • mama_kotula Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 31.03.08, 21:51
        asiara74 napisała:
        >Moje dziecko do ok. 4 roku zycia kiedy to poszło do przedszkola spedzilo beztrosko czas na zabawach na placu zabaw, bieganiu,
        > skakaniu i ogladaniu bajek.

        Och, co za wzruszający sielankowy obrazek tongue_out
        Moje dziecko do 4 roku życia spędzało beztrosko czas na pisaniu literek w kajeciku i czytaniu czasopism dla dzieci, tudzież nauce dodawania pisemnego (ostatni hicior).
        I kurde nie wyglądało na nieszczęśliwe. Co z tym zrobimy?


        > Sam zaczął interesowac sie ksiązkami gdy miał 5 lat, nikt mu niczego nie kazał, tak jakby wszedł w naturalny etap nauki. zaczął czytać pojedyncze krótkie zdania gdy miał 5,5 roku.

        No. Mój zaczął interesować się książkami (czytaniem) gdy miał 2,5 roku. Co z tym zrobimy, hmmm?

        > Myslę że należy podążać za dzieckiem i starac się je tylko wspierac. Niczego nie da się przyspieszyć na siłę.

        O, to jedyne mądre zdanie w twojej wypowiedzi. Niestety, obawiam się, że podszyte myślą w stylu "dwulatek, który uczy się literek zapewne jest do tego zmuszany, bo przecież sam z siebie na to nie wpadnie - i biedactwu jest odbierane beztroskie dzieciństwo, które ma polegać na lataniu z kijem po kałużach i oglądaniu bajek w TV".

        Moje zdanie nt. beztroskiego dzieciństwa napisałam tutaj, nie będę się powtarzać:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=1014&w=72663094&a=72970466
        • asiara74 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 31.03.08, 22:02
          Jezeli dzieciak wykazuje zainteresowanie pisaniem i czytaniem kiedy jeszcze lezy
          na przewijaku to wszystko gra. Ale musi samo chcieć.

          Obraz bawiacego się po prostu dziecka jest rzeczywiście sielankowy, tu się z
          toba zgodzę.
          • mama_kotula Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 31.03.08, 22:03
            asiara74 napisała:

            > Obraz bawiacego się po prostu dziecka jest rzeczywiście sielankowy, tu się z
            toba zgodzę.

            Równie sielankowy jest obraz niespełna trzylatka smarującego literki w zeszyciku wink
            • tetlian Za mały nacisk kładziony jest na edukację 01.04.08, 00:05
              Dzieci powinny od jak najmłodszych lat być oswajane z takimi dziedzinami nauki
              jak matematyka, fizyka, chemia, biologia, informatyka, astronomia, itp., a na
              deser filozofia. Współczesne społeczeństwo świata jest niestety bardzo tępe. 95%
              ludzi to idioci niemający nawet podstawowej wiedzy o świecie i Wszechświecie.
              Gdyby kłaść nacisk na rozwój dzieci od jak najmłodszych lat, to jako dorosłe
              osobniki byłyby o wiele inteligentniejsze. Dzięki temu nasza cywilizacja
              szybciej by się rozwijała, a postęp technologiczny szybciej doganiałby nasze
              marzenia.
              • mama_kotula Re: Za mały nacisk kładziony jest na edukację 01.04.08, 00:12
                tetlian napisał:
                > Dzieci powinny od jak najmłodszych lat być oswajane z takimi dziedzinami nauki jak matematyka, fizyka, chemia, biologia, informatyka, astronomia, itp., a na deser filozofia. Współczesne społeczeństwo świata jest niestety bardzo tępe. 95% ludzi to idioci niemający nawet podstawowej wiedzy o świecie i Wszechświecie. Gdyby kłaść nacisk na rozwój dzieci od jak najmłodszych lat, to jako dorosłe osobniki byłyby o wiele inteligentniejsze. Dzięki temu nasza cywilizacja szybciej by się rozwijała, a postęp technologiczny szybciej doganiałby nasze marzenia.

                Forma wypowiedzi dość ostra, ale się w pewnym stopniu z nią zgadzam.
                Dodam - wszystko na poziomie dziecka, dopasowane do wieku i w formie odpowiedniej dla tegoż dziecka.
                Oczywiście, można krzyczeć głośno frazesy o odbieraniu dziecku dzieciństwa i tak dalej. Brednie. Nawet proste animacje na jutubie, np. Układu Słonecznego mogą zaciekawić dziecko bardziej, niż kolejny wyścig autkami dookoła kanapy. Tylko trzeba chcieć i nie zakładać z góry, że dziecko jest za małe na "naukę".

                • pietruszewskih Całe szczęście, że się różnimy. 01.04.08, 09:19
                  Nie ma nic niewłaściwego w tym, że każdy z nas ma inne podejście do
                  wychowania dzieci. Życie odpowiednio przetestuje nasze decyzje.

                  Natomiast ze strony państwa (wspieranego mocno przez lobby
                  nauczycielsko - pedagogiczne) postępuje standaryzacja, która
                  sprowadza się do tego, że minister edukacji decyduje, czego i w
                  jakim wieku się uczyć. To jest niebezpieczne, bo jak się pomyli
                  jeden rodzic, to kilkoro dzieci będzie straconych, a jak się pomyli
                  rząd, to stracone będzie całe pokolenie.
                • e.milia Re: Za mały nacisk kładziony jest na edukację 01.04.08, 14:08
                  Tak, tylko oswajać można w formie zabawy, żeby dostosować to do potrzeb, ale też
                  możliwości dziecka. Niektóre wymagania są po prostu zbyt wysokie ze względów
                  rozwojowych - dziecko nie jest w stanie czegoś opanować. Poza tym, ważne jest
                  nie tylko rozwijanie w sensie zdobywania wiedzy, ale też rozwój na płaszczyźnie
                  emocjonalnej. Czyli kontakt z rodzicami. I swobodna zabawa!!!! Zabawa jest
                  podstawową aktywnością dziecka w wieku przedszkolnym i rolą życiową, tak jak
                  później staje się nią nauka i praca.
                  • e.milia Re: Za mały nacisk kładziony jest na edukację 01.04.08, 14:10
                    Poza tym, co z tego, jeśli dziecko opanuje wiedzę z różnych dziedzin, skoro nie
                    będzie radziło sobie społecznie i emocjonalnie, bo nie zostaną zaspokojone jego
                    takie potrzeby, nie da mu się możliwości na naturalny rozwój w tym kierunku?
                    • mama_kotula Re: Za mały nacisk kładziony jest na edukację 01.04.08, 14:23
                      e.milia napisała:

                      > Poza tym, co z tego, jeśli dziecko opanuje wiedzę z różnych dziedzin, skoro
                      nie będzie radziło sobie społecznie i emocjonalnie, bo nie zostaną zaspokojone
                      jego takie potrzeby, nie da mu się możliwości na naturalny rozwój w tym kierunku?

                      A dlaczego uważasz, że jedno wyklucza drugie? smile
                      Dziecko może zdobywać wiedzę przez pół dnia i bawić się z kolegami nabierając
                      umiejętności społecznych przez następne pół dnia. Może również nabywać
                      umiejętności społeczne mimowolnie i bezboleśnie przyswajając wiedzę w czasie
                      wspólnej zabawy z kolegami (od razu i koledzy skorzystają podwójnie)

                      Znowu czarne - białe? smile)
                  • beatrix13 Re: Za mały nacisk kładziony jest na edukację 25.09.08, 22:21
                    e.milia napisała:

                    > Niektóre wymagania są po prostu zbyt wysokie ze względów
                    > rozwojowych - dziecko nie jest w stanie czegoś opanować.

                    .................
                    twoje?
                    każdy człowiek rozwija się w innym tempie, zrozum
                • am2007 Re: Za mały nacisk kładziony jest na edukację 06.04.08, 17:48
                  o rany ! a po oc nam ten rozwój technologiczny? najważanisze zeby
                  potrafić isę cieszyć, bawić, życ z przyjaźni i zgodzie z innymi
                  ludźmi.
                • friarielli Re: Za mały nacisk kładziony jest na edukację 05.05.16, 21:57
                  Zupełnie się nie zgadzam.obserwując moje 14miesieczniaki widzę ile eksperymentów dziennie przeprowadzają, każda czynność jest właściwie eksperymentów naukowym.sorry ale pokazywanie animacji astronomicznych nie umywa się do samodzielnych dziecięcych aktywności
              • eti.gda Re: Za mały nacisk kładziony jest na edukację 01.04.08, 11:56
                tetlian napisał:

                > Dzieci powinny od jak najmłodszych lat być oswajane z takimi
                dziedzinami nauki
                > jak matematyka, fizyka, chemia, biologia, informatyka, astronomia,
                itp., a na
                > deser filozofia. Współczesne społeczeństwo świata jest niestety
                bardzo tępe. 95
                > %
                > ludzi to idioci niemający nawet podstawowej wiedzy o świecie i
                Wszechświecie.
                > Gdyby kłaść nacisk na rozwój dzieci od jak najmłodszych lat, to
                jako dorosłe
                > osobniki byłyby o wiele inteligentniejsze. Dzięki temu nasza
                cywilizacja
                > szybciej by się rozwijała, a postęp technologiczny szybciej
                doganiałby nasze
                > marzenia.
                >

                To nie tylko dzisiaj. Przeczytaj wiersz Juliana Tuwima "Nauka",
                napisany jeszcze przed wojną. Ilustruje dokładnie to, co napisałeś w
                swoim poście:

                Nauczyli mnie mnóstwa mądrości,
                Logarytmów, wzorów i formułek,
                Z kwadracików, trójkącików, kółek,
                Nauczali mnie nieskończoności.

                Rozprawiali o "cudach przyrody",
                Oglądałem różne tajemnice:
                W jednym szkiełku - "życie w kropli wody",
                W drugim zaś - "kanały na Księżycu".

                Mam tej wiedzy zapas nieskończony:
                2πr i H2SO4,
                Jabłka, lampy, Crooke'sy i Newtony,
                Azot, wodór, zmiany atmosfery.

                Wiem o kuli napełninej lodem,
                O bursztynie, gdy się go pociera...
                Wiem, że ciało zanurzone w wodzie,
                Traci tyle, ile, et cetera...

                Ach, wiem jeszcze, że na drugiej półkuli
                Słońce świeci, gdy u nas jest ciemno!
                Różne rzeczy do głowy mi wkuli,
                Tumanili nauką daremną.

                I nic nie wiem, i nic nie rozumiem,
                I wciąż wierzę biednymi zmysłami,
                Że ci ludzie na drugiej półkuli
                Muszą chodzić do góry nogami.

                I do dziś mam taką szkolną trwogę:
                Bóg mnie wyrwie - ja stanę bez słowa!
                - Panie Boże! Odpowiadać nie mogę,
                Ja... wymawiam się, mnie boli głowa...

                Trudna lekcja. Nie mogłem od razu.
                Lecz nauczę się... Po pewnym czasie...
                Proszę! Zostaw mnie na drugie życie,
                Jak na drugi rok w tej samej klasie.
              • lilka69 do tetlian 01.04.08, 14:00
                zgadzam sie, ze wikeszosc naszego spoleczenstwa ma zerowa wiedze. a pzreciez
                gdyby wyniesli rzetelna wiedze tylko z podstawowki z zakresu- fizyki,chemii,
                biologii, matematyki to byloby to zupelnie inne spoleczenstwo.

                moje dziecko jest na razie male( troche ponad dwa lata) wiec nauki chemii i
                fizyki nie zaczynam wink ale starsze warto zainteresowac np.wiedza o prawach
                przyrody. jednak bez nacisku! zacznijcie od opowiadania dziecku o swiecie ale
                przystepnie i "lekko"
                • mama_kotula Re: do tetlian 01.04.08, 14:32
                  lilka69 napisała:
                  > moje dziecko jest na razie male( troche ponad dwa lata) wiec nauki chemii i fizyki nie zaczynam wink

                  Czemu nie uczyć fizyki i chemii? wink
                  Nie pokazujesz mu, jak z lodu robi się woda, jak cukier/farbka rozpuszcza się w wodzie? Jak piórko spada powoli, a woreczek z grochem szybko, jak piłeczka kauczukowa odbija się od podłogi, a szklana kuleczka nie? smile

                  • aga-agata Re: do tetlian 01.04.08, 17:42
                    otóż to - moje dzicko na razie nie przejawia żadnego zainteresowania
                    literkami (4 lata), nie zmuszam, uważam, że przyjdzie na to czas.
                    Ksiązki uwielbia, czytamy od "zawsze". Natomiast bardzo lubi cyfry i
                    matematykę, fizykę i chemię. Nie oznacza to oczywiście, że siedzimy
                    nad podręcznikami akademickimi - wystarczą zabawy z dziadkiem
                    inżynierem i tatą mechanikiem smilebudowa silnika (oczywiście na razie
                    w uproszczeniu), podstawowe zasady konstrukcyjne są przyswajane
                    zupełnie bezwiednie. Poza tym uwielbia rówieśników i wybryki typowo
                    dziecięce. A jak sielankowo wygląda czteroltek budujący z klocków i
                    robiący mamie wykład na temat środka ciężkości i jego znaczenia dla
                    stabilności konstrukcji...
                  • lilka69 do mama kotula 01.04.08, 20:32
                    no faktycznie- to dziecku pokazuje ale nie tlumacze chemii i zasad fizyki od
                    razu przy tym w klasycznej formie
              • oyate Re: Za mały nacisk kładziony jest na edukację 25.09.08, 22:04
                Co Ty w ogóle piszesz??? Wiesz dlaczego ludzie są zacofani??? Bo
                właśnie w szkole uczą się wszystkiego i za razem niczego specjalnie.
                Dziecko nie powinno uczyć się wszystkiego na raz a jeśli już
                cokolwiek szlifować od najmłodszych lat to coś co je interesuje i z
                czego w późniejszym wieku będzie specjalistą i dzięki temu będziemy
                mieć kolejnego dobrego fachowca dzięki któremu będziemy szli na
                przód pod względem cywilizacyjnym.
        • tuberosa77 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 01.04.08, 10:45
          I co my z tym zrobimy?
          No ja Ci proponuję posłać jeszcze na Judo, karate i kilka języków,
          sądząc z Twoich wypowiedzi napewno ma predyspozycje.
          A może jeszce balet, rytmika i pływanie? A, już chodzi, to
          przepraszam. Może zajęcia z astronomi i matematyki wyższej, bo
          interesują go gwuiazdki na niebie. Atakujesz wszystkich którzy myślą
          inaczej od Ciebie i podajesz przykłady zdolności Twojego dziecka.
          Jeju, powiało przerośniętą ambicją. A czytałaś w ogóle artykuł,
          który zamieściła autorka wątku? Bardzo mądzrze napisany.
          Mnie się też wydaje ze jak dziecko przejawia zainteresowania w
          jakimś kierunku to trzeba je rozwijać, ale po co pisać o tym w
          takiej zjadliwej formie? Potem w szkole mnoży się grono
          przemądrzalskich, wszystkowiedzących dzieci, którzy mają podobnuch
          sobie rodziców.
          • titta Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 01.04.08, 11:14
            Spokojnie Tuberoza. Pewnie ma zdolnosci. Zazdroscisz? Bo mysle, ze
            nie ma czego. Tego typu zaintereowania zwykle ida w parze z
            obnizonymi zdolnosciami spolecznymi i wcale nie zapewniaja
            spelnienia i sukcesu w przyszlosci. Mysle, ze autorce postu
            chodzilo tylko o to, ze nie mozna patrzyc sie jednostronnie, bo
            nie wszystkie dzieci chca bestrosko sie bawic. Sa dzieciaki, dla
            ktorych ukochana pozycja jest encyklopetia (i wcale nie ta dla
            dzieci), a zostawione same znajduje sie wkuwajace alfabet morsa lub
            tablice Mendelejewa (nie przesadzam, to autentyczne przypadki).
            Takim dziecia mozna chyba umozliwic rozwoj, nie narazajac sie na
            potepienie?
            (Tak wiem, nacisk na rozwoj spoleczny bylby bardziej wskazany ale co
            zrobic, jak dziecko po prostu nie chce kontaktow z innymi?)
            • mama_kotula Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 01.04.08, 11:26
              Titta, bardzo fajne i trafne podsumowanie.
              Dla mojego dziecka beztroską zabawą jest dokładnie tak jak napisałaś -
              przeglądanie encyklopedii. Gdy ogląda film "Było sobie życie", zadaje mi takie
              pytania, że często sama nie znam odpowiedzi (ostatnio uczył się na pamięć zasad
              azotowych w DNA - i która do której pasuje, nie mam pojęcia, po co mu ta wiedza,
              ale nie mam na to wpływu). I co, mam mu zabronić, wręczyć patyk i zagonić do
              kałuży, bo takie jest MOJE pojęcie "beztroski"?

              PS. Syn ma Zespół Aspergera. Czyli obniżone zdolności społeczne. Nacisk na
              rozwój jest bardzo wskazany, co też czynimy, chodzi na terapię socjalizacyjną.
              Natomiast w imię rozwoju społecznego nie będę hamować jego rozwoju intelektualnego.
              • forum0wicz Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 01.04.08, 12:03
                mama_kotula napisała:

                > Titta, bardzo fajne i trafne podsumowanie.
                > Dla mojego dziecka beztroską zabawą jest dokładnie tak jak
                napisałaś -
                > przeglądanie encyklopedii. Gdy ogląda film "Było sobie życie",
                zadaje mi takie
                > pytania, że często sama nie znam odpowiedzi (ostatnio uczył się na
                pamięć zasad
                > azotowych w DNA - i która do której pasuje, nie mam pojęcia, po co
                mu ta wiedza
                > ,
                > ale nie mam na to wpływu). I co, mam mu zabronić, wręczyć patyk i
                zagonić do
                > kałuży, bo takie jest MOJE pojęcie "beztroski"?
                >
                > PS. Syn ma Zespół Aspergera. Czyli obniżone zdolności społeczne.

                Masz po prostu chore dziecko i rozwijasz w nim umiejętności, które
                _można_ rozwijać. Twoja sytuacja jest po prostu przypadkiem
                szczególnym i jako taki może być tu przytoczony jako ciekawostka.
                Nie ma się zatem co obruszać, że inni, mający zdrowe dzieci, uważają
                że nie tylko wczytywanie sekwencji DNA służy prawidłowemu rozwojowi
                malucha.

                Nacisk na
                > rozwój jest bardzo wskazany, co też czynimy, chodzi na terapię
                socjalizacyjną.
                > Natomiast w imię rozwoju społecznego nie będę hamować jego rozwoju
                intelektualn
                > ego.

                Dobrze, takie twoje prawo - ale nie zakrzykuj rzeczywistości i nie
                strofuj innych. Jeśli robisz to nieświadomie, to pora się obudzić, a
                jeśli świadomie, to nie hamujesz jego rozwoju intelektualnego, tylko
                sobie hodujesz małego Rain Mana, który ku twej uciesze w programach
                TV bedzie pokazywany jako "pozytywnie zakręcony" gość, który zna na
                pamięć wszystkie książki telefoniczne w Polsce, a do opanowania
                Wikipedii zostało mu tylko X, Y i Z.
                Inetelekt jest tylko jednym z puzzli niefizycznego rozwoju, a żeby
                być w pełni człowiekiem (dla siebie i innych) niezbędne jest jak
                najlepsze poukładanie wszystkich.
                • mama_kotula Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 01.04.08, 12:09
                  Bosz.
                  Chyba złożę petycję, aby każdy kto loguje sie na forum przeszedł najpierw kurs
                  czytania ze zrozumieniem.

                  Gdzie ja napisałam, że nie rozwijam społecznie mojego dziecka? Aaaaa.
                  • mama_kotula Once again 01.04.08, 12:14
                    Forum0wicz. Cały czas chodzi mi o ten harmonijny rozwój, o którym wspomniałeś.
                    Słusznie.
                    Tylko, że nie wiem czy zauważyłeś - na tym forum harmonijny rozwój dziecka
                    kładzie zdecydowanie większy nacisk na "beztroskę" oraz "zabawy z kolegami", a
                    rozwój intelektualny traktowany jest po macoszemu, jako coś, do czego dziecko
                    trzeba zmuszać, bo ono naturalnie samo nie będzie z siebie chciało robić czegoś
                    tak męczącego jak nauka. Już pisałam - czarne-białe.
                    Gdzie tu harmonia??
                    • delfina77 Re: Once again 01.04.08, 16:24
                      Alez przeciez dzieci jak najbardziej ucza sie poprzez zabawe - jest tam fizyka,
                      chemia, biologia i co tam jeszcze chcesz. Poznaja rzeczywistosc w sposob
                      doswiadczalny a w szkole laduje im sie to samo do glowy poprzez wzory i regulki.
                      Ktos tam napisal powyzej, ze mamy tepe spoleczenstwo - nie sadze, zeby bylo to
                      wynikiem kiepskiej szkolnej edukacji, po prostu zawsze tak bylo, ze sa osobniki
                      mniej i bardziej rozgarniete i nie kazdy bedzie Einsteinemsmile Zreszta Polacy nie
                      maja teraz az tak wielkiej motywacji by byc super wyksztalconymi jesli moga zyc
                      na lepszym poziomie zbierajac truskawki w Holandii niz np. pracujac jako
                      nauczyciele, bibliotekarze czy znawcy sztuki muzealnej. Smutne, ale prawdziwe.
                    • friarielli Re: Once again 05.05.16, 22:01
                      Właśnie dzieci naturalnie nie robią nic innego niż nauka, wystarczy przestać przeszkadzać.nauka jak działa świat, a nie zapamiętywanie informacji
            • tuberosa77 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 01.04.08, 23:18
              Czy zazdroszczę? - A jest czego zazdrościć? Nie czepiam się
              zdolności dziecka, nie neguje potrzeby rozwoju jeżeli wykazuje
              zainteresowanie w jakimś kierunku. Wkurza mnie forma wypowiedzi i
              atakowanie kogoś kto myśli inaczej. Moze dla innych nauka czytania
              dwulatka jest odbieraniem dzieciństwa własnie, w końcu to jego
              dziecko i jego decyzja. Mama Kotula pisze zeby nie spostrzegać tylko
              barwy białej i czarnej ale sama chyba nie dostrzega innych odcieni.
              Ja zawsze miałam zdrowe podejście do zycia wyniesione z domu. Mój
              obecnie 18 letni brat jest wybitnie zdolny, zeby nie powiedzieć
              genialny bo mnie napiętnują. Obserwowałam jak się rozwijał od
              małego, jak sobie radził w szkole i nabrałam przekonania ze takiemu
              dziecku nalezy poprostu stworzyć warunki do rozwoju. Nikt go nie
              uczył matematyki chemi biologi sam się tym zainteresował, mama tylko
              kupowała mu książki o które prosił. Nie popychaliśmy go w zadną
              stronę, wszystko przyszło jakoś naturalnie, nie pozwalał sobie w
              niczym pomóc, chciał robić wszystko samodzielnie. Nie lubie poprostu
              wyliczanek w stylu: czytał płynnie iliczył do setki w wieku 2 lat
              etc. Po co komu takie wyliczanki.
          • mama_kotula Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 01.04.08, 11:21
            Tuberosa, no czytałam, artykuł jest bardzo ciekawy.

            Tylko że na tym forum wszystko jest albo czarne, albo białe.
            Obraz "szczęśliwego dzieciństwa" to obraz dziecka które chlapie się w kałuży,
            biega po podwórku i broń boże nie robi niczego, co można podciągnąć pod
            kategorię "szkolna nauka" - bo od razu krzyczy się o odbieraniu dziecku
            dzieciństwa. Cytuję z pierwszego postu: "już dzieciom odebrano jeden rok
            dzieciństwa" - a ja pytam, czy dziecko, które czegokolwiek się uczy, przestaje
            automatycznie być dzieckiem? Powtarzam po raz kolejny: trzeba zweryfikować
            pojęcie "szczęśliwego dzieciństwa" i tyle.

            Z drugiej strony wiadomo, że nie można na siłę wpychać dziecka w jakieś ramy
            edukacji w imię niewiadomo czego, to oczywiste, nie ma co z tym polemizować - i
            o tym traktuje artykuł.

            No i to jest to czarne-białe. A poza tym istnieje cała masa odcieni pośrednich.
            O których istnieniu się w takich wątkach zapomina, popadając wyłącznie w skrajności.

            Nadal nie rozumiem, dlaczego np. uczenie dziecka czytać metodą Domana - nie,
            należałoby napisać "zabawa z dziećmi w czytanie metodą Domana" jest piętnowane
            jako zabieranie dziecku dzieciństwa? A może to jest właśnie element dzieciństwa
            tego dziecka, który temu dziecku sprawia taką samą przyjemność, jak budowanie z
            klocków czy oglądanie bajki? A że przy okazji ćwiczy zmysły, pamięć,
            koncentrację - to już źle, bo przecież dziecko ma ćwiczyć zmysły, pamięć i
            koncentrację za pomocą kolorowych grająco-mrugających fiszerprajsów, zgadza się? wink
            • makurokurosek Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 01.04.08, 22:35
              Sądzę, że twój post nie wywołałby burzy gdybyś odpisała mniej protekcjonalnie.
              Nie wydaje mi sie aby na tym forum znalazła sie mama całkowicie przeciwna nauce
              dzieci, raczej jest duża grupa osób nie zdająca sobie sprawy z bezwiednie
              przekazywanych informacji z wszystkich tych dziecin które opisałaś. Wydaje mi
              sie, że w artykule nie chodziło o bezwiedne przekazywanie wiedzy lecz
              zapisywanie dzieci na niezliczoną ilość zajęć dodatkowych. Problem nie dotyczy
              nauki dziecka i rozwijaniu jego umiejętności,zainteresowań ale ograniczeniu
              kontaktu dziecka z rodzicami. Czym innym jest wspólne lepienie z gliny czym
              innym zapisanie na zajęcia z garncarstwa, to samo tyczy sie innych zajęć.
              oczywiście jeżeli dziecko jest uzdolnione plastycznie powinno chodzić na
              profesjonalne zajęcia, jednak rzadko zdarza sie aby osoba była uzdolniona w
              całkowicie różnych dziedzinach , dlatego może warto aby wiedzę z muzyki, czy
              matematyki zdobywało podczas zabawy z rodzicami.
            • aniucha333 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 02.04.08, 00:34
              Mama_kotula:

              Ja cię całkowicie popieram smile Wreszcie jest tu na tym forum ktoś kto
              rozwija swoje dziecko a nei myśli że mu zabiera dzieciństow. Tak a
              propos - co ten frazes ma oznaczać???

              Dlaczego w dzisiejszym swiecie - mieśnie i siła fizyczna są tak
              ważne? No bo nikt nie neguje tutaj wysyłania małych dzieci na basen
              lub rytmike lub piaskownicę. Jeśli rozwijanie mieśni jest ok to czemu
              nie rozwijanie tego mięśnia zwanego mozgiem nie jest ok. Przecież to
              jest też mięsień smile

              I dlaczego tyle rodziców daje się zwodzić tym pseudo-psychologicznym
              frazesom i tej farmazonii a propos wychowywania dzieci??? Przecież to
              my rodzice decydujemy co jest ok dla naszych pociech a nie jakiś tam
              pan lub pani psycholog - to są obcy ludzie którzy na wąskiej grupie
              robią badania i chcą coś tam udowodnić...Bądzmy trochę bardziej
              sceptyczni jako rodzice do tych wszystkich artykułów i "badań".

              I jeszcze jedno - dlaczego nikt nigdy nie kwestionuje jak w rodzinie
              aktorskiej lub muzycznej dzieci od najmłodszych lat grają i występują
              publicznie? W takich wypadkach każdy mówi o takich dzieciach - ach no
              tak dorastają w takiej rodzinie to muszą być artystami. Ale nie daj
              Boże zwykli rodzice chca wysłać swoje pociechy na skrzypce w wieku 3
              lat lub pozwolić im grać na pianinie w wieku 4 lat - zaraz krzyk i
              grono "życzliwych" ci tego stanowczo odradza. Skąd te kompleksy i
              taka bezinteresowna zazdrość??? Przecież i ci "życzliwi" tak mogą smile

              no i wreszcie - dlaczego farmozony w stylu "beztroskie dzieciństwo"
              albo "dzieciństwo dzieciom" mają taki wpływ na tylu ludzi. Co to
              naprawdę oznacza. Przecież szczęście to jest takie względne pojęcie.
              • bj32 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 02.04.08, 11:16
                "Dlaczego w dzisiejszym swiecie - mieśnie i siła fizyczna są tak
                ważne?"
                A we wczorajszym nie były ważne? Zdrowie fizyczne zawsze jest ważne.
                Nie o mięśnie i siłę tu chodzi.
                "No bo nikt nie neguje tutaj wysyłania małych dzieci na basen
                lub rytmike lub piaskownicę."
                Czytałaś ten artykuł w ogóle? Tam jest o *wszystkich* dodatkowych
                zajeciach. O basenie też.
                "czemu nie rozwijanie tego mięśnia zwanego mozgiem nie jest ok.
                Przecież to jest też mięsień smile"
                Odnoszę wrażenie, ze Ty faktycznie masz mięsień pod kopułą...
                pl.wikipedia.org/wiki/M%C3%B3zg_cz%C5%82owieka
                "Przecież to my rodzice decydujemy co jest ok dla naszych pociech a
                nie jakiś tam pan lub pani psycholog - to są obcy ludzie którzy na
                wąskiej grupie robią badania i chcą coś tam udowodnić..."
                Taaa... Zdajesz sobie sprawę, że zazwyczaj ci obcy ludzie opierają
                sie na doświadczeniach całych pokoleń innych ludzi, a nie tylko na
                własnych? A Tobie wystarczy to, co napisał pan Doman. To Twój
                przyjaciel jest, czy krewny? Bo widzi mi się, że też obcy człowiek...
                I owszem, my decydujemy. Bo dziecko to nasza własność. A skoro
                używamy do decydowania mięśnia między uszami, to pozostaje śmiech
                pusty i trwoga...
                "Skąd te kompleksy i taka bezinteresowna zazdrość???"
                Kompleksy to, mam wrazenie, Ty masz największe. I leczysz je
                edukując dziecko i pyszcząc na forum.
                • aniucha333 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 26.09.08, 09:58
                  "czemu nie rozwijanie tego mięśnia zwanego mozgiem nie jest ok.
                  > Przecież to jest też mięsień smile"

                  Bj32 - zakup najnowszy numer "Wprost" i przeczytaj artykul o mozgu.
                  I dlaczego ja (i nie tylko ja) nazywam mozg - "miesniem".


                  > Odnoszę wrażenie, ze Ty faktycznie masz mięsień pod kopułą...

                  A ty nie masz nic - popluczyny wiedzy ktore ty uwazasz za wiedze.
                  Kolejny przyklad zalosnego wyksztalciucha.
          • beatrix13 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 25.09.08, 21:56
            tuberosa77 napisała:

            >Potem w szkole mnoży się grono przemądrzalskich, wszystkowiedzących
            dzieci, którzy mają podobnuch sobie rodziców.

            .............
            ach, jesteś jednym z tej masy nauczycieli tępiacych inteligentne
            dzieci i równających je do poziomi sredniaków, bo tak łatwiej
        • phantomka Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 01.04.08, 11:11
          Zauwaz kotula, ze zarowno w artykule, jak i poscie na ktory
          odpowiadasz, jest mowa o rodzicach, ktorzy "zmuszaja" troche te
          swoje dzieci do spelniania ich ambicji.
          Przeciez naturalne jest, ze jezeli dziecko jest chetne poznac
          litery, cyfry, tabliczke mnozenia, etc. w wieku 2 lat - to rodzic ma
          mu zapewnic ta wiedze w przystepny sposob.
          Niestety sama znam rodzicow, ktorzy traktuja swoje dzieci jak malpy
          w cyrku - nie tylko mocno stymuluje je do nauki, ale tez uwielbiaja
          sie nimi chwalic przed innymi.
        • beatrix13 Na naukę nigdy nie jest za wcześnie! 25.09.08, 19:45
          moja córkę, kiedy miała 2 lata zaintrygowały literki, toteż
          przybliżyłam jej je, sama zaczęła składać wyrazy,bawiłyśmy się nauką,
          jako 4-latka płynnie czytała i pisała, liczyła do 1000 i nie uważam
          jej za geniusza,a za zdolną i inteligentną,
          jedynym minusem jej chęci do nauki jest niski poziom naszej polskiej
          szkoły nastawionej na równanie do przeciętniaków, gdzie są środki na
          zajęcia wyrównawcze, a nie ma dla dzieci ponadprzeciętnych,
          toteż na lekcjach z nudów rozwiązuje sudokusmile

          nie wiem o co ta wojna zatroskanych rodziców przeciwnych
          rozpoczynaniu edukacji przez 6 latków? czyżby ich dzieci odstawały
          intelektualnie od reszty świata?
          w wielu krajach nawet 5 latki chodzą do zerówek szkolnych, poza tym
          zerówki w szkołach sa od conajmniej 30 lat w Polsce i ci , którzy do
          nich uczęszczali zamiast do przedszkolnych zwykle w 1 klasie lepiej
          odnajdywali się w szkolnej rzeczywistości
          • mama_kotula Re: Na naukę nigdy nie jest za wcześnie! 25.09.08, 21:03
            Cytat
            nie wiem o co ta wojna zatroskanych rodziców przeciwnych
            rozpoczynaniu edukacji przez 6 latków? czyżby ich dzieci odstawały
            intelektualnie od reszty świata?


            Nie chodzi o rzekome odstawanie intelektualne, tylko o nieprzygotowanie szkół na przyjęcie 6-latków i generalnie o "techniczną" stronę reformy.
            • beatrix13 Re: Na naukę nigdy nie jest za wcześnie! 25.09.08, 21:16
              zerówki dla 6-latków w polskich szkołach sa od dobrych 30 lat , więc
              w czym rzecz?
              • mama_kotula Re: Na naukę nigdy nie jest za wcześnie! 25.09.08, 21:30
                beatrix13 napisała:

                Cytatzerówki dla 6-latków w polskich szkołach sa od dobrych 30 lat , więc w czym rzecz?

                Nie mam nic przeciwko sześciolatkom w szkole, wręcz przeciwnie. Powiem więcej - jak dla mnie - obowiązkową edukację (intelektualną i społeczną) powinny rozpoczynać dzieci 4-letnie (dobra, sama się wystawiam na lincz)
                Natomiast nie chcę wszczynać kolejnej dyskusji o reformie, ponieważ były ich setki smile, zapraszam do wyszukiwarki - sporo osób wykazuje, dlaczego polskie szkoły nie są gotowe w tym momencie na przyjęcie szerokiego grona 6-latków na różnym poziomie rozwoju społecznego i intelektualnego.
    • wobbler Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 31.03.08, 21:48
      Aż mam obawy przed wklejeniem...Ale cóż,jako niewiasta nieulękła,po prostu muszę:

      wiadomosci.onet.pl/1720705,69,item.html
    • jomamma Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 31.03.08, 22:50
      Ja sobie pozwolę napisać to, co w podobnym napisałam, tylko stąd
      zniknął...

      Moja 3 letnia córka od kilku miesięcy chodzi do przedszkola w
      anglii. Tam szkoła zaczyna się w wieku 5 lat, a często 4-latki są do
      niej posyłane. Dzieci te potrafią czytać i w zasadzie pisać też.
      Szczerze mówiąc byłam przerażona jak to usłyszałam, a jak zobaczyłam
      dwulatkę starannie piszącą w zeszyciku rządkiem literki: "a", to
      myślałam, że pogłupieli.
      I mimo, że cały czas mam wątpliwości, powiedzmy, natury etycznej, to
      po kilku miesiącach obserwacji i pracy z własnym dzieckiem jestem
      zdania, że nie wyglada to tak przerażająco smile Mała bardzo polubiła
      naukę literek i cyferek. W ciągu trzech miesięcy nauczyła się
      alfabetu, liczenia do 20, pisania swojego imienia. Naprawdę ciężko
      ją oderwać od pisania. Wyraźnie jej się to podoba i absolutnie nie
      nakłaniam jej, ani nie zmuszam do niczego, sama inicjuje naukę.

      Może to jest tak, że punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia? Może
      po prostu trudno jest określić optymalny wiek na rozpoczynanie
      nauki?
      • beatrix13 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 25.09.08, 21:48
        jomamma napisała:

        > Moja 3 letnia córka od kilku miesięcy chodzi do przedszkola w
        > anglii. Tam szkoła zaczyna się w wieku 5 lat, a często 4-latki są
        do niej posyłane. Dzieci te potrafią czytać i w zasadzie pisać też.
        ..................
        podobnie jest w Luksemburgu ,a dodatkowo dzieci ucza się tam 4
        urzędowych języków i nikt nie panikuje polskim zwrotem "zabierania
        dzieciństwa",
        umysł dziecka jest w tym wieku najbardziej chłonny i szkoda
        zaprzepascić tego,można przecież i bawic się w piaskownicy i uczyc
        lieterek 3 latka, wszystko zależy od naszego nastwienia
    • pietruszewskih Na naukę czasem jest za wcześnie 01.04.08, 08:59
      Te (dzieci), które zostaną w domu, później w zerówce mogą mieć
      kłopot z odnalezieniem się w grupie... Spotkałam kiedyś chłopca,
      który nie rozumiał, co znaczy, jak mu kolega pokaże język. Nigdy
      wcześniej się z tym nie spotkał. Zawsze chodził na spacery z
      dziadkiem za rękę i prowadzili uprzejme rozmowy.

      Niezły argument za przedszkolami: dzieci, które do nich nie chodzą
      są lepiej wychowane. Tak, tak. Lewacy tak długo odwracali
      paradygmaty, że nikt już nie zauważa, że ma buraka w głowie.
      • dorota.konowrocka Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 01.04.08, 11:32
        Dokładnie, też mnie uderzył ten fragment smile Niech pokazują sobie języki od
        najwcześniejszych lat życia, przecież później i tak będzie tylko gorzej, na
        żadne uprzejme rozmowy nie będą mogły liczyć, więc niech przyzwyczajają się od
        dziecka...

        Na tej zasadzie nie ma co okazywać dziecku miłości, bo przecież później żadna
        pani nauczycielka nie będzie się nad nim rozczulać... I nie ma co uczyć jedzenia
        nożem i widelcem, bo przecież później nastolatki jedzą głównie frytki palcami...
        i ciekawe ksiązki tez niepotrzebne, bo potem i tak będzie czytać głównie bryki,
        jak reszta rówieśników...

        Dorota
        • mama_kotula Oboje nie zrozumieliście 01.04.08, 11:37
          Ani Dorota, ani Pietruszewski.
          Czepiliście się tego pokazywania języka jak rzep psiego ogona.
          To był przykład, parabola, metafora, przerysowanie - symbol taki. Symbol kodu,
          którym się posługują rówieśnicy tego chłopca. To, że chłopiec nie wiedział, co
          to oznacza, wcale nie świadczy o dobrym wychowaniu, uprzejmości i tak dalej. O
          dobrym wychowaniu, uprzejmości itd. świadczyłoby, jakby wiedział, co to oznacza
          - i nie używałby tego gestu.

          A to, że nie wie - świadczy wyłącznie o tym, że nie ma kontaktu z rówieśnikami,
          nie zna kodu, którym się ta grupa społeczna posługuje - i kiedy wejdzie w wiek
          szkolny, zerówkowy, będzie miał problem ze zrozumieniem pewnych zasad panujących
          w takiej grupie, pewnych technik komunikacji.
          To jest tak, jak np. cudzoziemiec wkracza między tubylców i nie wie, co oznacza
          pewien gest - ma problemy z porozumieniem się.
          • pietruszewskih Re: Oboje nie zrozumieliście 01.04.08, 13:43
            Ja się nie czepiłem, tylko zwróciłem uwagę na pewne
            charakterystyczne zjawisko, które dość często obserwuję.
            Moje dzieci nie chodzą do przedszkola i często słyszę uwagi o
            socjalizacji. Kiedy proszę o coś konkretniejszego, słyszę uwagi w
            stylu: "Twoje dziecko nie nauczy się, radzić sobie huliganami, nie
            zapozna się z patologiami". Cynicznie odpowiadam: "Spokojnie, w
            ramach treningu codziennie pluję córkom do torebek, śmieję się, że
            nie mają koszulek z "witchami" a na dokładkę, wypraszam z pokoju
            mówiąc że są głupie".

            >O dobrym wychowaniu, uprzejmości itd. świadczyłoby, jakby wiedział,
            co to oznacza
            > - i nie używałby tego gestu.
            > A to, że nie wie - świadczy wyłącznie o tym, że nie ma kontaktu z
            rówieśnikami,
            > nie zna kodu, którym się ta grupa społeczna posługuje - i kiedy
            wejdzie w wiek
            > szkolny, zerówkowy, będzie miał problem ze zrozumieniem pewnych
            zasad panujących

            Przeglądałem niedawno (leciwy już) podręcznik savoir vivre'u (nomen
            omen). Pełen przykładów, jak to należy się zachowywać w różnych
            okolicznościach. Podsumowaniem nauki była taka uwaga: jeśli
            gentleman zauważy, że towarzystwo, do którego trafił nie przestrzega
            zawartych w tym podreczniku norm, należy od niego stronić od takiego
            towarzystwa (jakoś nie było wzmianki o przyswajaniu jego "kodu").
            Przez równanie do góry, nie odwrotnie odbywa się postęp.
            • mama_kotula Re: Oboje nie zrozumieliście 01.04.08, 14:28
              Nie chodzi o równanie w górę czy w dół.

              Dziecko siłą rzeczy do szkoły pójść musi. No nie ma innego wyjścia. Warto, aby znało ten "kod". Bo nie będzie mogło raczej "stronić" od tego towarzystwa (chyba, że mu mamusia i tatuś zafundują naukę indywidualną w domu).

              Znać kod nie oznacza stosować go.

              Np. ja wiem, że kierowca w samochodzie obok pokazuje mi środkowy paluszek, bo chce mnie obrazić (a nie na przykład zasugerować, co może mi zrobić tym paluszkiem). Co nie oznacza, że też pokażę mu środkowy paluszek. Po prostu rozumiem, co taki gest oznacza i nie będę się wdzięczyć do pana, myśląc o jego paluszku tongue_out, tylko będę "stronić od towarzystwa" big_grinbig_grinbig_grin
              • pietruszewskih Re: Oboje nie zrozumieliście 01.04.08, 15:50
                >>Nie chodzi o równanie w górę czy w dół.
                A właśnie, że chodzi. W wypowiedzi pani redaktor "chłopiec z parku"
                ma się dostosować do dzieci złego zachowania. Nie odwrotnie.

                Może, jak przerysuję sytuację będę lepiej zrozumiany.
                Spaceruje sobie wnuczek z dziadkiem i "prowadzą uprzejme rozmowy". W
                sąsiedztwie jest przedszkole, w którym można zapoznać się z
                niektórymi wulgarnymi gestami. Dobrze byłoby gdyby chłopiec
                odpowiednio wcześnie się z nimi zapoznał, bo tak już jest, że w
                niektórych grupach ich się używa.
                Skoczmy do świata dorosłych. Jadę sobie autobusem, słyszę "bajerę".
                Czy mam się zapuszczać w ciemne ulice lub iść do więzienia, by
                rozumieć, co mówią przestępcy?
      • dzonylokerr Taki artykuł a posty i tak są przechalaniem się 01.04.08, 16:00
        jak to moje dziecko w wieku 6 miesiecy samo zaczęło interesowac sie
        książkami...
    • wiosna.7 Na naukę czasem jest za wcześnie 01.04.08, 09:47
      Nie ma co ukrywac. Tacy rodzice sami lecza wlasne braki poprzez
      dzieci. Obserwuje taki przypadek w sasiedztwie. Dziecko jest tak
      zestresowane, ze placze z byle powodu. Mamusia tuman, nawet matury
      nie zdala, ale teraz ma pieniazki, to maly w wieku 4 mies. chodzil
      na basen, obecnie ma 4 latka i uczy sie angielskiego. Zalosne.
      Ludzie pozwolcie dzieciom byc dziecmi.
    • bestyjaa Na naukę czasem jest za wcześnie 01.04.08, 11:22
      chciałam się wypowiedzieć na temat nauki angielskiego.
      kiedy byłam malutka, często oglądalam bajki cartoon network, wtedy jeszcze nietłumaczone na [polski- czyli po angielsku. w wieku 4 lat zostałam zapisana na zajęcia z jęz angielskiego do klubu osiedlowego, lubiłam te zajęcia. potem angielski w przedszkolu, w szkole itp. pod koniec podstawówki posługiwałam się tym językiem biegle, teraz mam 20 lat i jest to mój drugi język, kiedy wyjeżdzam za granice, nawet Anglicy nie rozpoznają że jestem z Polski. trzeba więc przyznać ze wczesna nauka czasem przynosi wspaniałe efekty...
      • bestyjaa Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 01.04.08, 11:25
        aha i jeszcze chcę dodać, ze nikt mnie do niczego nie zmuszał, sama chciałam sie uczyć obcego języka, nawet gdymiałam 4 latka rodzice pytali mnie czy chcę chodzić na takie lekcje, a ja po prostu chciałam- sprawiało mi to dużą frajdę.
      • wilk11 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 01.04.08, 16:29
        To na zasadzie: czasami tak, ale wcale niekoniecznie.

        Polskiego zacząłem się uczyć w wieku lat 16, wraz z przyjazdem tutaj. Potem znów
        miałem przerwę na studia poza krajem. I nikt nie wpadłby na pomysł, że nie mówię
        tym językiem od urodzenia.
    • camina Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 01.04.08, 13:53
      W końcu jakiś mądry głos w dyskusji na tak ważne tematy. Własnie
      jestem w trakcie wyboru pzredszkola dla moich bliźniaków i jestem w
      szoku, jak teraz wygląda pzredszkole, czego wymaga się od 3-latka w
      przedszkolu, zapominając że to tak naprawdę małe dziecko. Ma jeść,
      ubierać się samo, mówić płynnie, bo inaczej go nie pzryjmą, a zajęć
      dodatkowych bez liku. Rytmika, ang,niem,gimnastyka, taniec itd, zero
      czasu na beztroską i samodzielną zabawę, o czym wspomina autorka.
      Niektóre Zajęcia są prowadzone w czasie np. dżemki moich dzieci,
      więc nie wiem, jak dadzą sobie radę bez psychicznego dopoczynku.
      Szczerze mówiąc wolałabym dodatkową panią w grupie, która pobudowała
      by klocki z dziećmi, poplaplała się w piasku czy narysowała domek na
      rączce niż kolejne zajęcia z tańca czy ang.
      Zapomina się o tym, że cześć dzieci jest nieprzygotowana
      emocjonalnie do pójscia do pzredszkola i serwowanie im ciagłych
      wrażeń nie jest chyba dla nich korzystne.
      • myelegans Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 01.04.08, 15:01
        Ale przeciez dzeici ucza sie caly czas, to od nas rodzicow zalezy to
        jak je bedziemy stymulowali. Nie trzeba od razu zapisywac na
        dziesiatki zajec, tylko po prostu isc za dzieckiem. kazde ma inna
        droge rozwojowa, a na nauke rzeczywiscie nigdy za wczesnie.
        Mozna uczyc chemii, fizyki, biologii, geografii, w kuchni gotujac
        obiad, na spacerze, w muzeum, podczas jazdy samochodem itd. bez
        wyciagania ksiazek i siadania do lawki.

        Moj 3.5-latek wie jakie mamy zmysly, wie jakie sa postacie materii,
        wie w co zamienia sie woda w roznych temperaturach, wie jakie mamy
        planety w naszym ukladzie, wie jak na czym polega widzenie i
        slyszenie, wie na jakiej zasadzie pojawia sie woda w kranie i
        dlaczego samolot leci, wie jaka jest piramida zaleznosci w
        przyrodzie, co to wszystkozerca, roslinozerca, i padlinozerca, i
        mnostwo innych rzeczy, ktore mu sprzedajemy na codzien, jak zadaje
        pytania, a nawet jak nie zadaje itd. itp. Pomaga to, ze i ja i tata
        pracujemy w nauce. To mu sprzedajemy na codzien, przy kazdej
        nadazajacej sie okazji. Mial ped do liter w wieku 1.5-roku,
        kupilismy mnostwo piankowych liter, i programow komputerowych, bawi
        sie, eksploruje, teraz podczas jazdy samochodem mowi "mama
        porymujmy", inni rodzice wlaczaja bajki na DVD w samochodzie. Uczy
        sie czytac. Na oko wyglada na dziecko, ktore odbiera jakas formalna
        edukacje, ale on sie tak uczy i chlonie mimochodem i bez wiekszego
        wysilku, z nasza DUZA pomoca. Umysl w tym wieku jest chlonny jak
        gabka, jest ciekawy, chce wiedziec, zastanawia sie, formuuje
        pytania, i ta ciekawosc trzeba podsycac, nie hamowac, albo unikac
        dlatego, ze "na nauke jeszcze czas i tak nie zrozumie, bo za maly"
        poziom mozna dostosowac do wieku.
        • zenalka Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 01.04.08, 15:20
          Zgadzam się z wypowiedziami ze na nauke może byc za wcześnie. Uważam
          jednak że sa różne rodzaje nauki. Jsli dziecko pyta i uzyskuje
          sensowne odpowiedzi to oczywiście jest to nauka i dziecko się przy
          tym nie męczy i nie traci dzieciństwa. Jednak jesli dziecko ciągle
          bombardowane jest róznego rodzaju informacjami które tak naprawdę go
          nie interesuja to juz jest przesada. Zapisywanie na różnego rodzaju
          zajęcia dodatkowe i zmuszanie dziecka do uczęszczania na nie wbrew
          ich woli to jest przesada!!!
          A co do wypowiedzi że w szkole zbyt malo sie uczy chemi, fizyki...
          odpowiem tak: problemem w Polskich szkołach jest przeładowany
          materiałem program. Zapytajcie nauczycieli co sądzą o tym żeby
          dzieciom wtłaczać więcej bo "społeczeństo jest głupie"...
          • zenalka Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 01.04.08, 15:25
            Dodam jeszcze że znam wiele osób z niesamowitą wręcz wiedzą w
            różnych dziedzinach ale osoby te wcale nie robią oszałamiających
            karier zawodowych, wręcz przeciwnie! Brak im pewności siebie, wiary
            we własne mozliwości, brak im umiejętności komunikowania się i
            mówiąc bardzo dosadnie "sprzedania" siebie oraz pokazania swojej
            wiedzy i umiejętności
          • mama_kotula Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 01.04.08, 15:25
            zenalka napisała:


            > A co do wypowiedzi że w szkole zbyt malo sie uczy chemi, fizyki...
            > odpowiem tak: problemem w Polskich szkołach jest przeładowany
            > materiałem program.

            Ja myślę, że problemem jest nie tyle przeładowany program, co sposób realizacji zajęć.
            Doświadczenia na fizyce i chemii to może jakieś 5-10%. Reszta to teoria, teoria, teoria, teoria, formułki do zeszytu i uczenie się na pamięć wzorów i reakcji chemicznych.
            Dlatego dzieci się wzbraniają przed tą nauką jak mogą.
            Ja też sie wzbraniałam. Nienawidziłam fizyki w szkole podstawowej i średniej.
            Na studiach odkryłam, że kocham fizykę smile. Prowadzący potrafił podać materiał tak przystępnie, z wykorzystaniem animacji flashowych, apletów javy, dokumentów na youtubie (studiuję przez internet, więc wyłącznie taka forma komunikacji i prowadzenia zajęć wchodzi w grę) - i na tak ciekawych przykładach (szczególnie w pamięci utkwił mi kosmiczny statek z żaglem, działający na wiatr gwiezdny tongue_outtongue_out), że wszystko wchodziło do głowy szybko, łatwo i bezboleśnie, w dodatku zupełnie niezauważalnie.
            • zenalka Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 01.04.08, 15:41
              Dokładnie tak tylko że to jest takie błędne koło. Wiem z
              doświadczenia - jesli chcesz na lekcji zrobić coś ciekawego, co
              zainteresuje ucznia (mówię o dzieciach nie o studentach) to zajmuje
              to jednak sporo czasu i tym samym nie dajesz rady realizować
              narzuconego z góry programu i aby nadgonić musisz podawać "suche
              fakty" do wkucia w domu bo inaczej cie z pracy wyrzucą bo nie
              realizujesz programu... Kazdy kolejny minister edukacji chce
              wprowadzic reforme oświaty ale jak dotąd się nie udało...
              • myelegans Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 01.04.08, 16:10
                Problemem nie jest przeladowany material, tylko te idiotyczne
                rozbicia lekcji duza ilosc przedmiotow. Zamiast to wszystko
                pogrupowac i od ogolu do szczegolu. W podstawowce nie powinno byc 20
                przedmiotow, tylko 5 np. nauka obejmujaca (biologie, fizyke, chemie,
                geografie, astronomie itd), matematyka obejmujaca rowniez logike i
                informatyke, nauki socjalno-humanistyczne z historia i literatura. A
                takze wszelkie artystyczne lekcje razem: muzyka, plastyka, itd.
                Wtedy wszystko mozna ladnie zapodac calosciowo, na rozbijanie
                przyjdzie czas na studiach.

                z drugiej strony to dziecka nie nalezy pchac do zajec dodatkowych,
                ale jak jest socjalnie malo rozwiniete i niechetne sytuacjom
                towarzyskim, to wtedy mozna i nalezy pchac tak?

                Czytalam ostatnio jakies opracowanie n/t wplywu dodatkowych zajec na
                ogolny poziom zestresowania dzieci i takiego zwiazku nie znaleziono
                wrecz przeciwnie. Dzieci majace duzo zajec pozalekcyjnych mialy
                wieksze poczucie wlasnej wartosci, byly bardziej odporne na wplywy
                srodowiska, mialy szybciej sprecyzowane zainteresowania w kierunku
                wyboru przyszlego kierunku studiow, wiecej pewnosci siebie,
                pomijajac, ze mniejszy wsrod nich byl odsetek palaczy, i tych
                naduzywajacych alkoholu, uzywek i inicjacja seksualna byla pozniej.
                Dzieci te maja jakis cel. np. sport, czy programowanie, spiew,
                taniec, to jest ich motor, niektore musialy byc popchniete troche, a
                niektorym trzeba bylo tylko dac mozliwosci i pokazac, ze cos
                istnieje.
                Mieszkam w spoleczenstwie, ktore tzw. wiedze ogolna ma nizsza, ale
                za to jest o wiele praktyczniejsze w zyciu i potrafi sprzedac sie o
                wiele lepiej niz my Polacy.
                • weridi Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 26.09.08, 13:48
                  święte słowa smile z tym rozbijaniem na drobne - człowiek mówi o tym samym na kilku
                  przedmiotach a później w życiu nie potrafi prostych praw fizyki czy chemii
                  zastosować, bo to czego się uczymy nie ma się nijak do rzeczywistości.

                  Ciekawa dyskusja w zasadzie zgadzam się z tym co napisał(a) myelegans i mama_kotula.
    • myelegans Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 01.04.08, 16:41
      a i jeszcze jedno mi sie nasunelo. W szkolach wciaz uczy sie przez
      zakuwanie, zapamietywanie, recytowanie. Kto lubi sie tak uczyc? jaka
      to atrakcja? To nudne, niemotywujace, nieinteresujace. Uczniowie
      wychodzac ze szkoly, nie rozumieja, nie lubia, chemii, matematyki,
      fizyki, historii, bo to wzory, formulki, daty. Malo uwagi poswieca
      sie na rozwiazywanie problemow, pokazanie tego, ze cos jest na
      prawde interesujace i ciekawe i fajne, jak szukac odpowiedzi.
      Biologia nie polega na zakuwaniu klasyfikacji roslin i zwierzat i
      zapamietaniu wszystkich 300 ilustam kosci i ewolucji czaszki
      kregowcow i budowy anatomicznej i rozrodu stulbii modrej. Who cares?
      Nudne, nudne, nudne. Chemia to nie zapamietana na wyrywki tablica
      Mendelejewa i wzory zwiazkow chemicznych, ani mechanizm reakcji
      zwiazkow organicznych i szlaki metaboliczne. Tego szkola nie powinna
      uczyc, ale powinna uczyc, jak czytac tablice Mendelejewa, jak mozna
      samemu dojsc do wzoru chemicznego i co z tego wynika, jak przechodza
      nerwy z czaszki do oka i ucha i innych czesci ciala i dlaczego serce
      pompuje i dlaczego jest to pompa.
      Nie tylko jak jest zbudowane oko, ale jaka jest fizyka za tym
      dlaczego widzimy kolory, i dlaczego oko to kamera. itd. itp.
      Wiecej praktyki, wiecej eskperymentow, wiecej nauki jak szukac
      odpowiedzi na pytania, zamiast zakuwania.

      Dlatego nie czekam, az moje dziecko pojdzie do szkoly, zeby uczyc go
      tych zjawisk, ktore nas otaczaja, zeby robic eksperymenty naukowe w
      domu, zeby uczyc geografii, najpierw na zasadzie, pokazywania na
      mapie, gdzie my mieszkamy, gdzie babcie, gdzie bohater filmu. Mam
      nadzieje, ze zanim do tej szkoly dojdzie zaszczepimy mu ciekawosc
      Mamy mikroskop, mamy rzutnik na sciane, mamy kaledoskop, mamy pryzme
      do rozszczepiania swiatla, mape swiata, globus, model ukladu
      slonecznego i mnostwo encyklopedycznych ksiazek dla dzieci. Jak jest
      pytanie zaczyna sie pokazywanie. Uwielbiam to, moje dziecko tez...
    • alinaw1 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 01.04.08, 17:42
      Niby logiczne i naturalne: nie przesadzać, nie zmuszać, dopasować,
      słuchać, a tymczasem atak reklam i ofert: zapisz swoje dziecko na
      karate, 5 języków, taniec, spiew, balet i fruwanie. W rodzicu moze
      pojawić się obawa: jeśli tego nie zrobię- to krzywdzę dziecko, a
      może trzeba mu ułatwić start w dorosłe zycie bo ja tego nie miałam/-
      em? I zaczyna się kołowrotek...Mój syn uczęszcza na treningi
      wschodnich sztuk walki - zaczęło się od uwielbienia dla żółwi Ninja.
      Potem sama z nim chodziłam, często razem ćwiczymy, czytamy
      ciekawostki, historię itd. Młody jest zafascynowany, ja podzielam,
      tę fascynację. Zauważyłam, że w jego grupie jest chłopiec, który
      niemal na każdym treningu... płacze. Jest osowiały i smutny.
      Słyszałam jak tatuś mówił: "Nie po to jeździmy tu z (tu pada nazwa
      miejscowości) żebyś tu się mazał! Weś się w garść." Serce
      ściska...
      • amyk Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 01.04.08, 21:00
        Podpisuję sie wszystkimi ręcami i nogamy pod tym artykułem. Grunt to nie przesadzać w realizowaniu naszych chorych ambicji.
        Nie zależy mi na tym aby mój dzieciak był geniuszem. Chcę by był normalnym i szczęśliwym dzieciakiem dobrze radzącym sobie w każdej sytuacji.
        Niemniej staramy się coś ciekawego dopasować, zaproponować ..., a czas pokaże co z tego zostanie.
    • bj32 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 02.04.08, 11:49
      Ja też tego nie pojmuję... Mam córę 6letnią, od roku wykazuje
      zainteresowanie literkami. No to OK. Chce na basen? Nie ma sprawy,
      ale pomoczyć sie, a nie zostać drugą Jędrzejczak. Chce pojeździć na
      koniku? Ależ jasne! Nawet toczek ma. Ale nie pcham jej od razu do
      wyścigów. Do przedszkola poszła w wieku lat czterech, a jakoś i
      ubrać sie sama potrafiła, i do kibelka pójść, i nawet nożem i
      widelcem zaczynała sie posługiwać. I w dodatku wie, ze nie należy
      się pchać do tramwaju zanim ludzie nie wysiądą. Rozwija sie
      normalnie dla swojego wieku, wie, co znaczy pokazanie języka i że
      nie w każdych butach można wejść do kałuży, ale w niektórych i
      owszem. Ma czas i na naukę i na zabawę. I jest szczęśliwa, mimo, ze
      nie uczyłam jej czytać w dojrzałym wieku osmiu miesiecy... A moze
      właśnie dlatego.
      • mama_kotula Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 02.04.08, 14:27
        > I jest szczęśliwa, mimo, że nie uczyłam jej czytać w dojrzałym wieku osmiu miesiecy... A moze właśnie dlatego

        Bj, no nie rozumiem.

        Dlaczego sugerujesz, że ta nieszczęsna zabawa w Domana w wieku miesięcy 8 unieszczęśliwia dziecko, pisząc "a może właśnie dlatego"?
        Prędzej na miejscu byłaby teza "zabawa Domanem w wieku 8 miesięcy nie zwiększa poziomu szczęścia dziecka". Czyli dziecko nie bawiące się w Domana nie różni się w swojej szczęśliwości od dziecka bawiącego się w Domana.

        Bo tak sobie myślę, w jaki sposób ten nieszczęsny Doman ma unieszczęśliwić dziecko?
        Czy dziecko jest do czegoś zmuszane? Nie. Czy dziecko robi coś ponad swoje siły? Nie. Czy dziecko robi coś, co mu nie sprawia przyjemności? Nie, nie i jeszcze raz nie.

        Potraktujmy to w kategorii zabawy. Takiej, jak każda inna. Podobnie jak gra w memo - ćwiczy spostrzegawczość i pamięć, kojarzenie dwóch obiektów ze sobą. Co w tym złego? Jeśli dziecię chce to robić, na zdrowie, krzywda mu się nie dzieje. Jeśli nie - mamy rozum i logiczne, że odpuszczamy - i też się krzywda nie dzieje.

        Nie rozumiem demonizowania i wysuwania tak śmiałych tez.

        PS. Cały czas mam na myśli normalnych rodziców, którzy obserwują swoje dziecko i jeśli widzą, że taka zabawa dziecięcia nie rajcuje, przerywają ją na amen.
        • tuberosa77 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 02.04.08, 14:54
          Ale ja nie rozumiem wciąż po co uczyć czytać Metodą Domana 8
          miesięczne dziecko. Przecież takie małe dziecko nie wykazuje
          zainteresowania literkami i czytaniem samo z siebie. Czemu to ma
          słuzyć jakie to daje efekty na przyszłość. Przecież to jest
          pamięcówa zwykła uczyć dziecka wyrazów nawet w formie zabawy. Nie
          jestem przeciwniczką żadnych metod nauczania, ale u tak małych
          dzieci to przesada. Czy ludzie nie mają nic lepszego do roboty tylko
          cały czas orbitują wokół dziecka i przekazują mu wiedzę, prawa
          fizyki, chemi, wiadomości z biologii. Matko a kiedy czas na pranie
          sprzątanie, gotowanie, pracę zawodową, czas dla siebie? Czy chodzi o
          to aby wychować ponad przeciętnie uzdolnionego robota który
          bezbłędnie wybierze kierunek studiów i zaplanuje swoją scieżkę
          kariery już w podstawówce. Ale po co to wszystko to ja nadal nie
          umiem zrozumieć. No chyba ze rodzice mają na uwadze zapewnienie
          dziecku jak najlepszych studiów, pracy, pieniędzy. Ale przecież
          życie nie tylko na karierre i pieniądzach się opiera i to wcale nie
          daje szczęścia, ja już to zauważyłam na własnym przykładzie. Na
          naukę niekiedy jest zdecydowanie za wcześnie.
          • mama_kotula Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 02.04.08, 15:34
            tuberosa77 napisała:

            > Ale ja nie rozumiem wciąż po co uczyć czytać Metodą Domana 8
            > miesięczne dziecko. Przecież takie małe dziecko nie wykazuje
            > zainteresowania literkami i czytaniem samo z siebie. Czemu to ma
            > słuzyć jakie to daje efekty na przyszłość.

            Zabawie ma służyć?
            Ćwiczy pamięć, buduje jakieś tam ścieżki w mózgu?

            Rozważ sytuacje:
            a) kupujesz dziecku zabawkę. Podsuwasz ją dziecku i dziecko albo wykaże zainteresowanie, albo nie. Jeśli wykaże, bawimy się. Jeśli nie, nie bawimy się.

            b) pokazujesz dziecku jakąś zabawę. dziecko wykaże zainteresowanie albo nie. jeśli wykaże, bawimy się dalej, jeśli nie, nie bawimy się.

            b) pokazujesz dziecku karty Domana. dziecko wykaże zainteresowanie, albo nie. jeśli wykaże, bawimy się dalej. jeśli nie, nie bawimy się.

            Jakieś wnioski?

            Z góry uprzedzam - nie przyjmuję do wiadomości generalizującego argumentu pt. "żadne 8-miesięczne dziecko nie wykaże zainteresowania pokazywaniem kart z wyrazami".

            Całość rozbija się o założenie z góry, że "dziecko jest na coś za małe", bo MY tak uważamy. Błąd. Na naukę dziecko nie jest za małe. Problemem jest tylko dobranie metody nauki i tego, czego dziecię ma się uczyć.
            Ja wychodzę z założenia, że Doman nie uczy czytania, tylko jest zabawą na ćwiczenie pamięci i kojarzenia. Tak samo dobrą, jak każda inna zabawa na ćwiczenie pamięci. Więc potępianie ludzi wybierających do ćwiczenia pamięci dziecka metodę Domana jest bardzo nie na miejscu. To tak, jakby ktoś potępiał matkę, że uczy dziecko jak robić "kosi kosi łapci" - bo czemu to kosi niby ma służyć? wink)) Tylko, że nikt nie potępia, bo panuje wszechobecne przekonanie, że kosi-kosi jest odpowiedniejsze i bardziej "dziecięce". A zasada jest ta sama.
            • mama_kotula ps 02.04.08, 15:44
              Dodam jeszcze, że ja osobiście nie wybrałabym zabawy w Domana jako ćwiczenie na pamięć i koncentrację - ale nie dlatego, że "dziecko jest na to za małe", tylko dlatego, że MNIE ta zabawa nudzi. I aby uniknąć własnego znudzenia, po prostu nie podsuwam dziecinie tej zabawy.
              Tak samo jak nie podsuwam miliona innych zabaw, które mnie nudzą - jeśli samo na pomysł takiej zabawy wpadnie, oczywiście - będę się z nim bawić sumiennie, ale jeśli nie wpadnie, nie będę uprawiać masochizmu :o)
              • tuberosa77 Re: ps 02.04.08, 16:08
                Powtarzam 8 miesięczne dziecko nie wykaze zainteresowania czytaniem
                ani literkami, ono dopiero niedawno nauczyło się stabilnie siedzieć,
                a Ty chcesz wprowadzać zabawy w skojarzenia, zapamiętywanie, naukę
                czytania etc. Pytam jeszcze raz po co i czemu ma to służyć. Bo jeśli
                temu żeby rodzic się cieszył ze dziecko liczy do 10 i skojarzy wyraz
                mama z jej zdjęciem to sorry ale mnie to nie przekonuje. Czy Ty
                naprawdę całe dnie spędzasz z dzieckiem na "zabawie w naukę" i tak
                Cię to pochłania że świata poza tym nie widzisz? "Ćwiczenia na
                pamięć i koncentrację" dla 8 mieięcznego czy rocznego dziecka, koń
                by się uśmiał, Ludzie co Wy robicie swoim dzieciom i co z nich
                zrobicie. No ale to już Wasza a nie moja sprawa.
                • tuberosa77 Re: ps 02.04.08, 16:13
                  >Całość rozbija się o założenie z góry, że "dziecko jest na coś za
                  małe", bo MY tak uważamy.
                  Natomiast reszta rozbija się o to że dziecko na coś za małe nie jest
                  bo Ty tak uważasz. Ciekawi mnie co Ci daje takie silne przekonanie
                  że 8 miesięczniakowi w jakimścelu przydadzą się cwiczenia na
                  koncentrację, pamięć i naukę czytania. Mam nadzieję ze takie
                  ćwiczenia dziecku nie zaszkodzą, bo w ogóle wyraz "ćwiczenia
                  czegokolwiek" w takim wieku źle mi się kojarzy.
                  • tuberosa77 A propos kosi kosi łapci 02.04.08, 16:22
                    Zabawa w kosi kosi, którą tak wyśmiewasz i ignorujesz uczy dziecka
                    koordynacji lewej połowy ciała z prawą i składania rąk w płaszcyźnie
                    pionowej ciała, ma ona z pewnością o wiele głębszy sens niż nauka
                    pisania i czytania 8 miesięczniaka.
                    • mama_kotula Re: A propos kosi kosi łapci 02.04.08, 17:41
                      tuberosa77 napisała:

                      > Zabawa w kosi kosi, którą tak wyśmiewasz i ignorujesz uczy dziecka
                      > koordynacji lewej połowy ciała z prawą i składania rąk w
                      > płaszcyźnie pionowej ciała, ma ona z pewnością o wiele głębszy sens > niż nauka pisania i czytania 8 miesięczniaka.

                      Tuberosa, a ty w ogóle czytasz, co ja do ciebie piszę? Czy tylko uprawiasz swoje "moja racja jest najmojsza"?

                      Podaj mi proszę miejsce, w którym napisałam, że widzę sens w nauce CZYTANIA I PISANIA u 8-miesięczniaka. Podaj mi proszę miejsce, w którym w ogóle napisałam o NAUCE CZYTANIA I PISANIA u 8-miesięczniaka.

                      Jakbyś dokładnie chciała czytać moje posty, na pewno przyswoiłabyś, że NIE uważam metody Domana za naukę czytania i pisania. Ale ty wolisz swoje klapeczki na oczkach trzymać i ko ko ko, dziub dziub dziub, programowo nie zgadzajmy się z Kotulą, bo bredzi jak potłuczona i nawet nie wczytujmy się w to, co bredzi, bo na bank bredzi.

                      I widzisz, nauka kosi kosi uczy koordynacji lewej połowy ciała z prawą, a ćwiczenia pamięciowo-skojarzeniowe "uczą" koordynacji lewej półkuli mózgowej z prawą.
                      Zauważ jedno - nigdzie nie napisałam, że należy zaniedbywać inne dziedziny, czyli że absolutnie nie można uczyć kosi kosi, papa czy innych zabaw uważanych za typowo dziecięce - oczywiście, jak najbardziej trzeba, bo - jak słusznie zauważyłaś - czemuś one służą.

                      Dlaczego zakładasz, że rozwijanie umysłu dziecka wyklucza rozwijanie tego dziecka w innych dziedzinach?
                      Czy nie można wypracować złotego środka? Ano można. I cały czas mi o to chodzi. Że bawimy się w sroczkę i kosi kosi, bawimy się w akuku, i bawimy się w Domana, i bawimy się w bobomiganie, i bawimy się w "chemię", "fizykę" i inne takie. Jedno nie wyklucza drugiego. Jedno i drugie przynosi dziecku korzyści (a przynajmniej go z całą pewnością nie krzywdzi).

                      Nota bene na jeszcze jedno chciałam zwrócić uwagę - o tym już wspominałam - bardzo często rodzice zakładają z góry, ze dziecko jest na coś za małe, że czymś się z całą pewnością nie zainteresuje. Sama ten błąd popełniłam wielokrotnie, staram się już go unikać.

                      Wracam ponownie do Domana. Dlaczego demonizuje się tę metodę? Dlatego, że nie ma w niej miejsca dla feerii kolorów, dźwięków, plastikowych przycisków i innych rzeczy rodem z fiszerprajsów, które opatrywane są przecież etykietką "edukacyjne"? Dlatego, że z góry wpasowuje się ją w kategorię "nauka"? A niestety, "nauka" ma dość negatywne konotacje, zdecydowanej większości kojarzy się - jak to napisała Myelegans - z siedzeniem na tyłku w ławce, robieniem słupków i gryzmoleniem literek w rządkach. Obraz rzeczywiście nieciekawy, zgadza się?
                      Ano zgadza. Tyle, że "nauka" ośmiomiesięczniaka nijak nie przypomina tego obrazu. Po prostu warto coś więcej się dowiedzieć, zobaczyć, pomyśleć - zanim się zacznie oceniać czy wysuwać wnioski. Gdzieś czytałam, że dla niemowlaka WSZYSTKO jest nauką. Ciekawe, prawda?
                      • tuberosa77 Re: A propos kosi kosi łapci 02.04.08, 22:07
                        No i w tym miejscu muszę zakończyć niestety tę polemikę bo zaczynasz
                        mnie obrazać.
                        > Jakbyś dokładnie chciała czytać moje posty, na pewno
                        przyswoiłabyś, że NIE uważ
                        > am metody Domana za naukę czytania i pisania. Ale ty wolisz swoje
                        klapeczki na
                        > oczkach trzymać i ko ko ko, dziub dziub dziub, programowo nie
                        zgadzajmy się z K
                        > otulą, bo bredzi jak potłuczona i nawet nie wczytujmy się w to, co
                        bredzi, bo n
                        > a bank bredzi.

                        Nie mam na oczach klapek i nie uwazam ze bredzisz, w przeciwnym
                        razie w ogóle bym nie dyskutowała z Tobą.
                        Przedstawiam poprostu inny punkt widzenia. Przykład z
                        ośmiomięsięczniakiem jest specjalnie przerysowany.
                        Nie podoba mi się poprostu ton wypowiedzi i ferowanie wyroków co
                        jest słuszne a co nie. W twoich wypowiedziach jest dużo racji ale
                        ich ton trąci trochę fanatyzmem. No i piszesz tak jakby cię ktoś
                        atakował za to ze uczysz swoje dziecko. Ochłoń, inni mają
                        prawdopodobnie gdzieś jak wychowujesz dziecko. To tylko wymiana
                        opini.

                        > Dlaczego zakładasz, że rozwijanie umysłu dziecka wyklucza
                        rozwijanie tego dziec
                        > ka w innych dziedzinach?
                        Daleko idący wniosek, niezgodny z prawdą

                        Ale ty wolisz swoje klapeczki na
                        > oczkach trzymać i ko ko ko, dziub dziub dziub,

                        Czy to mnie miało obraźić, nie rozumiem sensu takiego bajania.

                        No i zastanów się czy to aby nie Ty masz klapki na oczkach jak to
                        ujełaś.

                        Po prostu warto coś więcej się dowiedzieć, zobaczyć, pomyśleć -
                        zanim się za
                        > cznie oceniać czy wysuwać wnioski. Gdzieś czytałam, że dla
                        niemowlaka WSZYSTKO
                        > jest nauką. Ciekawe, prawda?

                        Ha, ha, ha właśnie wysunęłaś wniosek ze ja się nie dowiaduję nie
                        patrzę i nie myślę. Owszem dla niemowlaka wszystko jest nauką, tylko
                        nie bombardujmy dziecka za dużą ilością bodzców, pozwólmy na swobodę
                        wyboru, na zabawę. Nie piszę tylko do Ciebie, więc nie traktuj
                        wszystkich moich postów tak osobiście. To tylko mój głos w dyskusji.
                        Naprawdę nie znasz mnie więc nie rozmawiaj ze mną jak nauczyciel z
                        uczniem i nie traktuj z góry. Trochę szacunku dla innego zdania.
                        • mama_kotula Re: A propos kosi kosi łapci 02.04.08, 22:20
                          tuberosa77 napisała:


                          > Owszem dla niemowlaka wszystko jest nauką, tylko nie bombardujmy dziecka za
                          dużą ilością bodzców, pozwólmy na swobodę wyboru, na zabawę.

                          Tuberosa, ja mam poczucie, że my się zgadzamy co do meritum, tylko mówimy
                          różnymi językami. I obie nas poniosły emocje parę razy.
                          Poniżej spasowałam, jeszcze raz życzę miłego wieczoru.
                      • aniucha333 Re: A propos kosi kosi łapci 03.04.08, 00:37
                        Mama_Kotula:

                        Taaaak, na tutejszym forum Doman i jakiekolwiek inne metody (e.g.
                        Suzuki, Gordon, Montessori, etc) majace dobro dziecka sa wysmiewane,
                        gardzone, szydzone. No i oczywiscie wiekszosc Mam to popiera smile

                        I tak jak piszesz demonizuje sie ta metode Domana i innych. I tu nie
                        tylko o konotacje chodzi ale i o wzgledy ekonomiczne. Fiszerprajse i
                        inne machiny łożą słono na PR i reklamy, zatrudniają
                        mnóstwo "ekspertów" by swoje trzy grosze wtracic i lobbying tu jest
                        calkiem niezly. Braki w wiedzy ekonomicznej i zdrowym rozsadku tu sie
                        klaniaja albo slepa wiara w "autorytety" - np. a moj pediatra
                        powiedzial ze wczesna edukacja jest zla, albo moja babcia w to nie
                        wierzy, albo Pani Dr Mocno Habilitowana uwaza wczesna edukacje za
                        zrodlo problemow, etc, etc, etc...

                        Drodzy Rodzice - na was spoczywa najwieksza odpowiedzialnosc za
                        rozwoj waszych dzieci. Zwalanie tego na szkole w pozniejszym wieku
                        zle sie konczy smile Ale jak moj maz mi zawsze madrze przypomina - swiat
                        potrzebuje nie tylko doktorantow i naukowcow ale i blue collars smile

                        Tak wiec niniejszym was pozdrawiam smile

                        • bj32 Re: A propos kosi kosi łapci 03.04.08, 07:33
                          "Taaaak, na tutejszym forum Doman i jakiekolwiek inne metody (e.g.
                          Suzuki, Gordon, Montessori, etc) majace dobro dziecka sa wysmiewane,
                          gardzone, szydzone"
                          W którym miejscu metody są szydzone? Bo jestem skłonna twierdzić, że
                          nie same w sobie metody, tylko raczej stosowanie ich u niemowląt...
                          "Fiszerprajse i inne machiny łożą słono na PR i reklamy, zatrudniają
                          mnóstwo "ekspertów" by swoje trzy grosze wtracic i lobbying tu jest
                          calkiem niezly."
                          A co to ma do rzeczy?
                          " Pani Dr Mocno Habilitowana uwaza"
                          A co? Powinnam na przykład twierdzić: uczcie od urodzenia, bo
                          Aniucha z Domanem mówią, ze tak trzeba? Logiczne chyba, że zdanie
                          mojej babci, która wychowała troje inteligentnych ludzi, zdanie
                          pediatry, do którego mam zaufanie i zdanie Doktor Mocno
                          Habilitowanej znaczy dla mnie więcej, niż zdanie jakiejś Aniuchy,
                          która nawet składni dobrze nie zna...
                          "Zwalanie tego na szkole w pozniejszym wieku zle sie konczy smile"
                          Jak na przykład?
                          • aniucha333 Re: A propos kosi kosi łapci 16.05.08, 00:40
                            BJ32

                            Boze jakas ty tepa. Ale to podobno nie boli.
                        • bj32 Re: A propos kosi kosi łapci 03.04.08, 07:35
                          "ale i blue collars smile"
                          Prosiłam kilkakroć, ale jeszcze powtórzę:
                          Pisz po polsku.
          • myelegans Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 02.04.08, 16:31
            cyt "Czy ludzie nie mają nic lepszego do roboty tylko
            cały czas orbitują wokół dziecka i przekazują mu wiedzę, prawa
            fizyki, chemi, wiadomości z biologii. Matko a kiedy czas na pranie
            sprzątanie, gotowanie, pracę zawodową, czas dla siebie? Czy chodzi o
            to aby wychować ponad przeciętnie uzdolnionego robota"

            Ludzie owszem pracuja, gotuja, robia zakupy, ale ludzie rowniez
            sprzedaja wiedze przy kazdej nadazajacej sie okazji swojemu dziecku,
            bo od tego sa rodzice. Ja to robie mimochodem, ot takie skrzywienie
            zawodowe, podobnie ma moj maz, dziadek i babcia. W ten sposob nie
            wychowuje sie robota, ale czlowieka myslacego, analizujacego,
            ciekawego, ktory zadaje pytania i szuka na nie odpowiedzi i
            krytycznie myslacego. I na pytania dostaje odpowiedzi "dorosle".
            Tak, takie dzieci pewnie wyrobia sobie zainteresowania i pasje
            wczesnie i nie beda mialy problemu z wyborem kierunku studiow, w
            przeciwiestwie do tych maturzystow, ktorzy nie wiedza co chca robic,
            bo ..... niczym sie nie interesuja" uslyszalam to ostatnio od
            znajomego maturzysty.

            Sama nigdy nie uczylam "kosi kosi lapci" czy "sroczka kaszke wazyla"
            bo nie znosze tego typu rymowanek, za to uczylam 8-miesieczniaka ...
            jezyka migowego tzw. bobomigow i w wieku 11 miesiecy, mielismy z nim
            swietna niewerbalna komunikacje. Straszna krzywde mu robilismy tym
            nieprawdaz?
            2-latek widzac nas przy komputerach, tez sie zainteresowal, czas
            ekranowy spedzal nie wgapiajac sie w ekran TV tylko segregowaniu
            ksztaltow i kolorow, poznawania literek, chodzeniu po labiryntach
            itd. przy okazji wyrabiajac sobie koordynacje myszka-ekran. Wcale go
            nie zachecalismy, tak bylo na zasadzie osmozy.

            NIKT tu nie mowi o sadzaniu w lawce na 8 godzin i rozwiazywaniu
            slupkow.
            Poza tym dziecku trzeba pokazac zeby moglo wybrac. Jak nigdy nie
            bedzie narazony na instrument nie poznasz, ze ma dobry sluch i pasje
            do nauki gry na intrumencie.
            Ja bylam prawie sila zaprowadzana na basen i na lodowisko na nauke
            plywania i jazdy na lyzwach. Wtedy to mi sie absolutnie nie
            podobalo, wolalam siedziec w domu i czytac ksiazki. Pozniej bylam
            rodzicom wdzieczna, ze popchneli mnie do tej nauki.
            Mozg jest najbardziej plastyczny przez pierwsze 3 lata zycia i
            trzeba to wykorzystywac i to jest rola rodzicow.

            • tuberosa77 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 02.04.08, 16:49
              Ludzie owszem pracuja, gotuja, robia zakupy, ale ludzie rowniez
              > sprzedaja wiedze przy kazdej nadazajacej sie okazji swojemu
              dziecku,
              > bo od tego sa rodzice. Ja to robie mimochodem, ot takie
              skrzywienie
              > zawodowe, podobnie ma moj maz, dziadek i babcia. W ten sposob nie
              > wychowuje sie robota, ale czlowieka myslacego, analizujacego,
              > ciekawego, ktory zadaje pytania i szuka na nie odpowiedzi i
              > krytycznie myslacego. I na pytania dostaje odpowiedzi "dorosle".
              > Tak, takie dzieci pewnie wyrobia sobie zainteresowania i pasje
              > wczesnie i nie beda mialy problemu z wyborem kierunku studiow, w
              > przeciwiestwie do tych maturzystow, ktorzy nie wiedza co chca
              robic,
              > bo ..... niczym sie nie interesuja" uslyszalam to ostatnio od
              > znajomego maturzysty.

              Szkoda w takim razie ze dzieci od razu nie rodzą się dorosłe, nie
              trzeba by było robić z nich dorosłych na siłę.
              Ja znam jeszce kilka innych obowiązków jakie rodzice mają wobec
              dzieci oprócz sprzedawania wiedzy mimochodem. I dalej uważam ze
              nauka czytania 8 miesięczniaka to przegięcie.

              > Tak, takie dzieci pewnie wyrobia sobie zainteresowania i pasje
              > wczesnie i nie beda mialy problemu z wyborem kierunku studiow, w
              > przeciwiestwie do tych maturzystow, ktorzy nie wiedza co chca
              robic,
              > bo ..... niczym sie nie interesuja" uslyszalam to ostatnio od
              > znajomego maturzysty.

              No, na to zadnej gwarancji nie ma, dzieci takie mogą nie rozwinąć
              żadnych zainteresowań a poziomem inteligencji wcale nie muszą
              przewyższać tych dzieci u które czytać nauczyły się w wieku 6 lat.

              Czy myślisz że jeśli ktoś uczy rymowanek w stylu kosi kosi i
              sroczka... musi być imbecylem chcącym wychować dziecko na matoła?
              Po prostu na wszystko jest czas i nie ma sensu wyprzedzać wieku
              dziecka na siłę. Mnie nie uczono czytać w kołysce, nie wtłaczano do
              głowy 5 języków w przedszkolu a studia skończyłam, mam pracę i nie
              jestem imbecylem a wręcz przeciwnie jestem super babką mającą zdrowe
              podejście do zycia i wychowania dzieci. A co?!
              • mama_kotula Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 02.04.08, 18:13
                tuberosa77 napisała:

                > Mnie nie uczono czytać w kołysce, nie wtłaczano do
                > głowy 5 języków w przedszkolu a studia skończyłam, mam pracę i nie
                > jestem imbecylem a wręcz przeciwnie jestem super babką mającą zdrowe podejście
                do zycia i wychowania dzieci. A co?!

                No patrz, ja tak samo jak ty jestem super babką i mam zdrowe podejście do życia
                i wychowania dzieci.

                A cholera czytałam w wieku niespełna 3 lat i wszystkiego "uczyłam się" razem ze
                starszą o 5 lat siostrą. Np. języka rosyjskiego, kiedy miałam jakieś 4 lata - w
                formie zabawy, słuchałam, jak sobie czytała, jak powtarzała słówka, pytałam o
                literki i gryzmoliłam je sobie w zeszycie w 3 linie.
                I wiesz, co jest najśmieszniejsze? Że jak na studiach rozpoczęłam "od zera"
                naukę rosyjskiego - tak, po 15 latach przerwy - to z miłym zaskoczeniem
                stwierdziłam, że pamiętam wszystkie bukwy, nie mam problemów z akcentowaniem, a
                podczas nauki słówek miałam wrażenie, że nie uczę się ich, tylko je sobie
                przypominam (i tak w rzeczywistości było). I było mi zdecydowanie łatwiej niż
                reszcie grupy, która miałą styczność z rosyjskim po raz pierwszy, ech, było mi
                nawet łatwiej niż tym, którzy rosyjskiego się uczyli przez 4 lata podstawówki.
                Ciekawe jak się to ma do tej potępianej nauki języków u przedszkolaków wink
                • tuberosa77 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 02.04.08, 21:50
                  No i cholera co z tego ze rosyjski poszedł Ci łatwiej i ze czytałaś
                  w wieku 3 lat?Czy to Cie stawia wyżej w jakimś rankingu? I jeśli tak
                  to w jakim. Podązając za myśla ze na nic nie jest za wcześnie można
                  by posłać przedszkolaka do pracy bo to go z pewnąścia nauczy
                  dyscypliny i odpowiedzialności.
                  • mama_kotula Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 02.04.08, 22:17
                    tuberosa77 napisała:

                    > No i cholera co z tego ze rosyjski poszedł Ci łatwiej i ze czytałaś
                    > w wieku 3 lat?Czy to Cie stawia wyżej w jakimś rankingu?

                    Pas, pas, pas. Poddaję się. Poddaję się, nie będę się kopać z koniem.

                    Na razie jedyną osobą, która pisze o rankingach, porównywaniu, przechwalaniu się - jesteś ty. I tu jest piesek pogrzebany, słoneczko - bo twoje założenie jest takie: dziecko uczy się czegoś po to, aby być od kogoś lepsze (czyli, aby zająć wyższą pozycję w rankingu). Do tego dorzuć jeszcze jakiś frazesik o wyścigu szczurów i jesteśmy w domku. Wzbraniasz się przed tym, i wystrzegasz się tego jak ognia, ale tak jest sasanko - masz diabelny kompleks, nie wiem, czy ktoś ciebie/twoje dziecko krzywdząco porównał z rówieśnikami, nie wnikam, ale radzę się takiego podejścia pozbyć jak najszybciej i pomyśleć, że nauka jest celem samym w sobie, a nie tylko środkiem do osiągnięcia innego celu.


                    No dobrze - pokopię się jeszcze i wyjaśnię intencje: podałam swój przykład - uwaga - w opozycji do twojego, i - o dziwo - dla załagodzenia emocji i uspokojenia sytuacji. Ty stwierdziłaś, że nikt cię nie uczył niczego w przedszkolu i jesteś fajną babką - sugerując pośrednio, że osoby uczone w młodym wieku fajne nie są. Zatem w opozycji PRZEKORNIE stwierdziłam, że też jestem fajną babką, mimo, że w wieku przedszkolnym przerabiałam program szkoły podstawowej.
                    Gdzie tu kuźwa ranking???

                    O tym nieszczęsnym rosyjskim wspomniałam przykładowo - jako przykład, że opłaca się nauka języków w młodym wieku - NIE dla jakichś twoich wyimaginowanych rankingów, tylko choćby dla zwykłej wygody i komfortu w latach późniejszych (czas, który rówieśnicy przeznaczali na wkuwanie bukw, ja przeznaczałam na miłe wylegiwanie się na kanapie z Pratchettem).

                    I wybacz - dyskusja z tobą będzie możliwa, kiedy zaczniesz czytać moje posty NIE przez pryzmat twojego zacietrzewienia i uprzedzenia do mnie.
                    Pasuję w tym momencie. Miłego wieczoru.
                    • delfina77 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 02.04.08, 23:29
                      Zgadzam sie w 100% z Tuberosa77. Na wszystko jest czas; male dziecko potrzebuje
                      przede wszystkim duzo milosci i uwagi rodzicow, niekoniecznie przyspieszonego
                      kursu fizykismile Uwielbiam zabawy z corka typu "kosi kosi lapci", nie uwazam, zeby
                      mnie to odmozdzalo, co najwyzej odmlodzilosmile A tak z perspektywy znajomych, znam
                      2 dziewczyny, niesamowicie zdolne, ktore wlasnie od najmlodszych lat byly
                      bombardowane wiedza, ogromne wymagania i oczekiwania rodzicow itp., itd.
                      Najlepsze na studiach, rzecz jasna. Ale co poza tym? Zero znajomych, zero
                      chlopaka i mimo doskonalych wynikow edukacyjnych nie moga znalezc pracy gdyz nie
                      radza sobie z nawiazywaniem kontaktow miedzyludzkich. Wszyscy zalozyli rodziny a
                      one snuja sie smutne po osiedlu. Nie twierdze, ze wszystkie zdolne i wczesnie
                      rozpoczynajace nauke dzieci musza byc takie. Ale mi to dalo do myslenia i nie
                      zamierzam niczego przyspieszac - cora i tak bedzie madra bo ma madrych i
                      kochajacych rodzicow
                      • mama_kotula Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 02.04.08, 23:58
                        delfina77 napisała:

                        > male dziecko potrzebuje przede wszystkim duzo milosci i uwagi rodzicow,
                        niekoniecznie przyspieszonego kursu fizykismile

                        Ale jeżeli dziecko ma duuużo miłości i uwagi rodziców, to rzecz jasna "kurs
                        fizyki" mu nie zaszkodzi, prawda? smile))
                        Jedno nie wyklucza drugiego, to już zostało napisane kilkanaście razy chyba w
                        tym wątku smile



                        PS. Obawiam się, że pojawi się odpowiedź w stylu "miłości i uwagi nigdy nie jest
                        za wiele!!!" suspicious
                    • tuberosa77 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 03.04.08, 11:12
                      Do tego dorzuć jeszcze jakiś frazesik o wyścigu s
                      > zczurów i jesteśmy w domku. Wzbraniasz się przed tym, i
                      wystrzegasz się tego ja
                      > k ognia, ale tak jest sasanko - masz diabelny kompleks, nie wiem,
                      czy ktoś cieb
                      > ie/twoje dziecko krzywdząco porównał z rówieśnikami, nie wnikam,
                      ale radzę się
                      > takiego podejścia pozbyć jak najszybciej i pomyśleć, że nauka jest
                      celem samym
                      > w sobie, a nie tylko środkiem do osiągnięcia innego celu.

                      No teraz mnie rozbroiłaś Pani domorosła psycholog. W porównaniach
                      SZYSZEŃKO zazwyczaj wypadam bardzo dobrze. Mojego dziecka nikt do
                      nikogo nie porównuje bo ma dopiero 20 m-cy i byłoby to smieszne.
                      Zresztą dla mnie moje dziecko jest zawsze najmądrzejsze i
                      najpiękniejsze na świecie jak chyba dla każdej mamy. Teksty o
                      kompleksach sa pewne próbą prowokacji, udaną niestety, bo
                      doprowadzają mnie do pasji. Jak na podstawie kilku postów mozesz
                      wysówać takie wnioski jakbyś była moim osobistym psychiatrą. Co z
                      ciebie za osoba przemądrzała, wszystkowiedząca i jaśnie oświecona.
                      Nie nauczyli Cię w przedszkolu umiejętności dyskusji bez obrażania i
                      teraz widać te braki. Ty jesteś najlepszym przykładem na to ze
                      wczesna edukacja może szkodzić. NIe kopiesz się z koniem tylko
                      rozmawiasz z partnerem, który ma prawo do wyrazenia swoich poglądów.
                      Chociaż co z Ciebie za partner, który stosuje deminutiwy w co drugim
                      zdaniu i traktuje innych jak dzieci. Nie będę snuć domniemań o
                      Twoich kompleksach, bo masz głowę tak wysoko zadartą do góry.ze
                      choćby nawet były to i tak ich nie zobaczysz.
                  • beatrix13 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 25.09.08, 23:16
                    tuberosa77 napisała:

                    > No i cholera co z tego ze rosyjski poszedł Ci łatwiej i ze
                    czytałaś
                    > w wieku 3 lat?Czy to Cie stawia wyżej w jakimś rankingu? I jeśli
                    tak
                    > to w jakim. Podązając za myśla ze na nic nie jest za wcześnie
                    można
                    > by posłać przedszkolaka do pracy bo to go z pewnąścia nauczy
                    > dyscypliny i odpowiedzialności.

                    .......................
                    skąd u ciebie tuberosa tyle agresji?
                    z tej "super babki"?
        • bj32 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 03.04.08, 07:17
          "Dlaczego sugerujesz, że ta nieszczęsna zabawa w Domana w wieku
          miesięcy 8 unieszczęśliwia dziecko"
          Bo tak uważam. Bo ośmiomiesieczniak musiałby być genialny, żeby
          *zrozumieć* to, co "czyta". Wkuwanie na pamięć co znaczy dany zapis
          graficzny jest *moim zdaniem* bez sensu. Możesz pokazywać dziecku
          obrazek sedesu i wciskać mu kit, że to kotek. Trzylarkowi już czegoś
          takiego nie wmówisz. [Zaznaczam, nie twierdzę, że ktokolwiek, a
          zwłaszcza Ty, tak robi; mówię o tym, co jest teoretycznie możliwe].
          Zatem gdzie sens, gdzie logika?
          Poza tym czy widziałaś kiedyś ośmiomiesieczniaka, który leci do mamy
          z ksiażeczką i ryczy "maaaaamoooo! jaka to liteeeeerkaaaa?" Bo ja
          nie. Zanim dziecko nauczy sie rozumieć mowę uczenie go czytania to
          nonsens i tresura. Nikt poddany tresurze nie jest szczęśliwy. I już.
          "Jeśli dziecię chce to robić, na zdrowie, krzywda mu się nie dzieje."
          Otóż to! Wracamy do przybiegającego z rykiem dziecka, które domaga
          się. Ośmiomiesięczniak domaga sie zazwyczaj butli, zmiany pieluchy,
          przytulenia się do mamy, grzechotki, gryzaka, żeby mu da jakieś
          ważne dokumenty - bo chce je podrzeć na kawałeczki, a nie
          przeczytać, i tak dalej.
          "Jeśli nie - mamy rozum i logiczne, że odpuszczamy"
          Mamy rozum i wiemy, że powiedzmy trzylatek już jest kumaty i nas o
          coś prosi. Jeśli zaczynamy edukować niemowlę to znaczy, że w czaszce
          zagnieździł nam się mięsieńwink
          "Nie rozumiem demonizowania i wysuwania tak śmiałych tez."
          Ja nie rozumiem, po co niemowlę uczyć literek, skoro o to nie prosi.
          Cały czas mam na myśli normalnych rodziców, którzy obserwuja swoje
          dziecko i wiedzą, ze czytanie niemowlęciu potrzebne jest na
          plaster...
          • tuberosa77 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 03.04.08, 11:17
            Podpisuję się pod tym co powiedziałaś obiema rękami ale Mamy Kotuli
            napewno nie przekonasz. Już ona Ci wytłumaczy stosując swoje sasanki
            i słoneczka że tylko jej tok myślenia jest jedynie słuszny.
            • bj32 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 03.04.08, 12:35
              smile))
              Odnoszę wrażenie, że Kotula tak na prawdę myśli o dzieciach nieco
              starszych niż 8miesięczne. Powiedzmy o 15miesięcznychsmile Acz mogę się
              mylić.
              Ja w najlepszym wypadku u przecietnego dziecka dopuszczam minimalny
              wiek wykazywania chęci czytania na jakieś trzy lata, może ociupinkę
              wcześniej. Poznawanie świata, nauka siadania, wstawania,
              przewracania się, mówienia, samodzielnego jedzenia, rozbierania się,
              ubierania i co tam jeszcze dzieci robią przez te pierwsze trzy lata
              jest tak czaso- i pracochłonna dla dziecka, że dokładanie mu
              czytania to przesada i głupota.
              I przede wszystkim: po co? Natury się nie uszuka. Ćwiczeniami można
              wypracować cośtam, ale nawet ktoś kto miesiącami będzie walił w
              klawisze pianina, a nie ma talentu nie zostanie wybitnym muzykiem.
              Poza tym geniusze mają przechlapane, zaburzoną często sferę
              emocjonalną i świat zwykł od nich więcej wymagać...
              • tuberosa77 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 03.04.08, 12:55
                Nic dodać nic ująć. Amen.
            • beatrix13 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 25.09.08, 23:24
              tuberosa77 napisała:

              > Podpisuję się pod tym co powiedziałaś obiema rękami ale Mamy
              Kotuli
              > napewno nie przekonasz. Już ona Ci wytłumaczy stosując swoje
              sasanki
              > i słoneczka że tylko jej tok myślenia jest jedynie słuszny.

              ...................
              widac,że wraz z adminką bj zdominowałas to forum i wycinacie
              niewygodne wam posty
              gratulacje!
      • aniucha333 [...] 03.04.08, 00:45
        Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
        • bj32 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 03.04.08, 07:36
          Nie atakuj personalnie.
    • ewelisia_2006 Na naukę czasem jest za wcześnie 03.04.08, 12:57
      a czy Wy , mamy dzisiejszych maluchów byłyście kiedyś w Szpitalu
      Psychiatrycznym?...żebyśmy się zrozumiały.... niekoniecznie jako
      pacjentki.... ja jestem terapeutą właśnie w takim
      szpitalu ...szpitalu z uzdolnionymi maluchami lat 80-90. doktorami
      przeróżnych nauk , absolwentami zagranicznych szkól...
      stypendystami.... do których nie ma kto zadzwonić....bo nie miała
      czasu stworzyć rodziny... bo nie potrafi nawiązać normalnych relacji
      społecznych... a teraz tak bardzo rozczarował swoich rodziców.. Ja
      też jestem mamą trzylatki...i też daję się poniść wielkim
      marzeniom..a potem przyjeżdza nauczyciel wf-u na amfetaminie...
      bo "Pani E.... ja już nie daje rady a ojciec płaci za klejny
      fakultet..." przykładów znam tysiące..., czy wiecie że współczynnik
      5-6 latków w ostatnich czasach korzystających z porad psychiatry,
      psychologa wzrósł kilkukrotnie....powiecie ...hmmm takie
      czasy....ale te czasy to właśnie my tworzymy...zastanówmy się a może
      przejdżmy pod murami psychiatryków , zapytajmy może
      otrzeżwiejemy....pozdrawiam
      • bj32 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 03.04.08, 13:14
        "szpitalu z uzdolnionymi maluchami lat 80-90. doktorami przeróżnych
        nauk , absolwentami zagranicznych szkól... stypendystami...."
        Możesz to jakoś sprecyzować? Bo rozumiem, że jesteś terapeutką
        ludzi, którzy mają teraz po jakieś 28-38 lat i sie leczą ze skutków
        przeedukowania i nadmiaru wymagań? Kurczę, ja nie pamiętam, zeby
        wtedy był jakiś wielki szał na zdobywanie wiedzy... W latach
        osiemdziesiątych to jeszcze komuna panowała, a po '89 to w kraju
        wchodziły pierwsze objawy normalności dopiero... Coś mi tu nie
        pasuje... Znam masę ludzi w tym wieku i to właśnie oni teraz i nieco
        młodsi wpadają w obłęd nauczania... W dodatku człowiekowi koło
        trzydziestki to ojciec może pewnikiem napluć na buty w nerwach, ale
        nie płacić za kolejny fakultet. Czy się mylę?
        Ogólnie zgadzam się z tym co piszesz, ale tak mnie to zastanowiło...
        • ewelisia_2006 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 03.04.08, 14:18
          hmmm, za bardzo zawęziłam przekrój wiekowy...ale nie w tym sęk....
          bo pracuję z dorosłymi ludżmi.... od 18 roku życia, za "ścianą "
          pracują z dziećmi do 18 roku stąd te przyłady... powiem ci jedno..
          zapewne tym co ojciec na buty może napluć wcale nie potrzeba
          lekarza... ja piszę o tych którym wpojono poczucie wdzięczności, o
          dzieciach matek które ślęczały nad synkiem aby ten coś tam
          osiągnął... bo jej krwawica na to idzie....a córki to może bogato za
          mąż wydać...o ojcach co karali bo ten 2 dostał.. a tylko uczyć się
          miał..bo on to dla niego robi...żeby lepiej miał...wierzcie..lub nie
          wasz wybór...i co z tego że on 3 jęyki zna,,, w szwecji doktorat
          zrobił jak nie potrafi sprzedać tego... bo nigdy nie będzie dość
          dobry, nigdy...zawsze będzie wiedział za mało.. powiedz mi szczerze
          czy masz koegów , koleżanki które mimo komuny nie wychodziły przed
          blok... które siedziałay na zajęciach, dukały jezyki , nie wiem co
          tam jeszcze..stukały w pianino... hmmm a może nie pamiętamy ich bo
          kiedy miałybyśmy ich poznać skoro nigdy się z nami nie bawili....
          • bj32 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 03.04.08, 18:56
            Myślę, że trochę jakby przesadzasz. Zeby sie od ojca-tyrana nie
            uwolnić to trzeba jednak wielkiej lebiegi. Wiem, ze różnie bywa, ale
            większość rodziców to nie są potwory.
            "które ślęczały nad synkiem aby ten coś tam osiągnął... bo jej
            krwawica na to idzie....a córki to może bogato za mąż wydać...o
            ojcach co karali bo ten 2 dostał.. a tylko uczyć się miał..bo on to
            dla niego robi..."
            Ciekawe. Ale po pierwsze jak sie ma do zbyt wczesnej edukacji i
            nadmiaru zajęć, po drugie czasy "bogato wydawanych za mąż córek"
            minęły ładne kilkadziesiąt lat temu. Przeoczyłaś ten fakt?
            "czy masz koegów , koleżanki które mimo komuny nie wychodziły przed
            blok... (...) a może nie pamiętamy ich bo kiedy miałybyśmy ich
            poznać skoro nigdy się z nami nie bawili...."
            Bardzo to malownicze. Owszem, kujony w klasie były. I wiesz co? Wiem
            co się dzieje z większościa tych ludzi. Nikt nie siedzi w czubkowie.
            I nikt nie palnął sobie w łeb w proteście przeciw nauce i rodzicom.
            Mają rodziny, żyją normalnie, na rozmaitych stanowiskach.
            Wiesz, jak brzmiało jedno z haseł komuny? "Nie matura lecz cheć
            szczera zrobi z ciebie oficera". Wtedy maniakalnego pędu do
            edukowania dzieci nie było. Mam wrażenie, że średnio się w tym
            orientujesz... Acz mogę się mylić.
    • myelegans Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 03.04.08, 15:02
      Ewelisia, Ty na prawde jestes terapeuta? Wybacz, ale jezyk jakim sie
      poslugujesz i poprzerywane wielokropkami niespojne zdania i
      niedokonczone mysli..., hmm, malo profesjonalnie do wygladasmile No,
      ale moze sie myle. Mam inne doswiadczenia z terapeutami, z ktorymi
      mialam w zyciu do czynienia. Nie mnie oceniac.

      Toksyczne rodziny, rodzice z przerostami ambicji byli, sa i beda,
      jak rowniez niezwykle uzdolnieni ludzie, np. z ZA ktorzy maja duze
      IQ, zdolnosci vide: Einstein, czy Curie-Sklodowska, ale maja
      zaburzenia w sferze zycia emocjonalno-socjalnego.
      To, ze teraz jest wiecej dzieci trafiajacych do specjalistow
      uznalabym za krok w dobrym kierunku nie porazke, wzrost swiadomosci,
      ze dzieci czesto potrzebuja pomocy psychologa czy psychiatry i
      niekoniecznie sa to dzieci z glebokimi uposledzeniami. Na prawde
      jako terapeuta nie widzisz tego, ze to dobrodziejstwo w porownaniu z
      tym co bylo np. 30 lat temu? I niekoniecznie jest to spowodowane
      wzrostem przypadkow, ale wzrostem swiadomosci rodzicow, terapeutow,
      szkoly i lepszymi srodkami diagnostycznymi.

      Czy to moje zludzenie, ale tutaj nigdy nie mozna uzyskac zlotego
      srodku i zdrowego balansu. Jest albo matka, ktora wiezi dziecko,
      przywiazuje sznurami to stolu i zapisuje na 5 jezyk 8-miesieczniaka,
      albo taka, ktora najchetniej 10-latka poslalaby do pierwszej klasy.

      NIKT tu nie mowi o nauce liter 8-miesieczniaka, czy latania z
      przedszkolakiem na 4 jezyki, basen, szermierke, zapasy i judo, tylko
      pojscia za dzieckiem, jego zainteresowaniami, zdolnosciami, pasjami,
      i rozwijaniu jego krytycznego myslenia, ciekawosci, umiejetnosci
      zadawania pytan, logicznego myslenia, wyciagania wnioskow, szukania
      odpowiedzi, pokazywania, STYMULACJI.

      Nie mozna zrobic z dziecka geniusza, z tym sie po prostu rodzi, ale
      mozna calkiem zdolne dziecko skutecznie przyhamowac w
      ramach "beztroskiego dziecinstwa" i "na nauke ma jeszcze czas".
      Ile znacie przypadkow 3-4-latkow, ktorzy czytali, byli 2-3 lata do
      przodu z porownaniu z rowiesnikami, a w rezultacie jakiejs zabojczej
      kariery nie osiagneli. To jest argument tego forum. To jest wlasnie
      porazka, porazka systemu, porazka rodzicow, bo nie dano mozliwosci,
      bo usredniono, bo znizono do wspolnego mianownika, bo nie wylapano
      talentu i nie umozliwiono jego rozwoju. Sorki, ale w innych krajach
      dzieci takie sa wylapywane wczesnie, i odpowiednio wczesnie
      kierowane do programow, ktore pozwola im na rozwoj, nie na jego
      hamowanie. Gdyby Kotule zapisano na jezyk, albo 2 w przedszkolu,
      widzac jak latwo i bez wiekszego wysilku wchodza jej bukwy z
      rosyjskiego, w dodatku nie trzeba jej przykuwac do stolu, bo sama,
      chetnie to robi, to moglaby w tej chwili byc "instant translator" w
      United Nation, z 6 czy 7 jezykami pod pacha. Straszna krzywda nie?.
      Prawda kotula? wink

      Dziecko nie wie, samo tego nie zrobi, w rezultacie moze rzeczywiscie
      dojsc do zaburzen w sferze emocjonalnej i towarzyskiej, bo po prostu
      nie przystaje do grupy rowiesniczej.

      Mozna wychowac dziecko w poczuciu milosci, bezpieczenstwa, uwagi
      rozwijajac go jednoczesnie. Jedno drugiemu nie przeszkadza.
      Pojde dalej, Ci rodzice ktorzy rozwijaja dziecko poswiecaja mu
      wiecej uwagi, bo je po prostu lepiej znaja, widza, co go kreci, to
      ida za nim.
      Wczoraj przy okazji wycieczki po lesie, tata pokazal mu kompas,
      ktory go zafascynowal, nauczyl sie przy okazji kierunkow swiata i
      potrafi pokazac magnetyczna pln i pozostale kierunki. 3 latek moze
      nie zrozumie wszystkiego, ale slad mu w mozgu zostanie. Dlaczego
      wychowujac sie w dwujezycznym domu, nie wprowadzic 3 jezyka, ktory
      wchlonie nawet tego nie zauwazajac? Potrafi sluchac bajki po...
      hiszpansku i bawic sie z kolega, ktore tym jezykiem mowi i sie
      dogadywac? Dlaczego nie dawac bawic sie programami komputerowymi dla
      zerowkowiczow, skoro sprawia mu to frajde i uczy sie przy tym
      czytac. "nie synku na pudelku jest napisane dla 5-6latkow, jestes za
      mlody" to by byl dopiero krzyk.

      Na milosc boska, tu nie chodzi o rankingi, wyscig szczurow, tylko o
      zapewnienie harmonijnego rozwoju i stymulacje, nawet jak to bedzie
      troche na wyrost. Zawsze mozna sie cofnac, gorzej jak niedoceniajac
      mozliwosci intelektualnych dziecka po prostu sie go nie naraza.
      • bj32 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 03.04.08, 18:26
        "Jest albo matka, ktora wiezi dziecko, przywiazuje sznurami to stolu
        i zapisuje na 5 jezyk 8-miesieczniaka, albo taka, ktora najchetniej
        10-latka poslalaby do pierwszej klasy."
        Pokaż mi jeden i drugi przypadek. Konkretnie. Kto więzi, a kto
        najchętniej by posłał 10latka?
        "NIKT tu nie mowi o nauce liter 8-miesieczniaka, czy latania z
        przedszkolakiem na 4 jezyki, basen, szermierke, zapasy i judo,"
        Czytałaś artykuł, który zapoczątkował dyskusję? Mam wrazenie, że
        nie...
        "Ile znacie przypadkow 3-4-latkow, ktorzy czytali, byli 2-3 lata do
        przodu z porownaniu z rowiesnikami, a w rezultacie jakiejs zabojczej
        kariery nie osiagneli"
        Szczerze? Żadnego. I ponownie odsyłam do artykułu.
        "Gdyby Kotule zapisano na jezyk, albo 2 w przedszkolu, widzac jak
        latwo i bez wiekszego wysilku wchodza jej bukwy z rosyjskiego, w
        dodatku nie trzeba jej przykuwac do stolu, bo sama, chetnie to robi,
        to moglaby w tej chwili byc "instant translator" w United Nation, z
        6 czy 7 jezykami pod pacha."
        Gdyby Aniuchę posłano na korepetycje, to moze by chociaż polski
        znała dobrze, a tak to i po polsku i po angielsku bełkocze...
        "3 latek moze nie zrozumie wszystkiego, ale slad mu w mozgu
        zostanie."
        Nie wszystkie posty czytałaś, prawda? Co innego pokazać trzylatkowi
        kompas, a co innego uczyś 8miesięczniaka, czy
        półtoraroczniaka "czytania".
        "nie synku na pudelku jest napisane dla 5-6latkow, jestes za mlody"
        Jeszcze raz: kto proponuje coś takiego?
        • myelegans Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 03.04.08, 19:11
          Ty tak z urzedu kontrujesz, czy po prostu lubisz?
          Nie bede tlumaczyc ironii i przerysowan.
          • bj32 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 04.04.08, 09:54
            Jak by to ująć, żeby było ładnie... Nie jestem nieomylna...
            Przeczytałam bez zrozumieniasmile Wybaczysz?
            smile
            • mama_kotula Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 04.04.08, 11:08
              Ech...
              Całość dyskusji sprowadza się do tego: primum non nocere.
              Czyli - zaspokajać WSZYSTKIE potrzeby dziecka. Potrzeby fizjologiczne, potrzebę snu, odpoczynku, potrzebę zabawy, potrzeby społeczne i potrzeby edukacyjne.
              Jeżeli nie popada się w skrajności typu "edukacja za wszelką cenę" albo "zostawić same sobie i samo się wychowa i wyedukuje" - wszystko jest w porządku. I mam wrażenie, że obie strony dyskusji obstają przy tej zasadzie.

              Faktem dodatkowo jest, że umysł dziecka jest najbardziej chłonny w ciągu pierwszych lat życia i że wówczas wiedza przyswajana jest w sposób praktycznie nieświadomy i automatyczny.

              Jeśli dziecko ma normalnych (czyt. rozsądnych) rodziców, to i ta zabawa Domanem w wieku 8 miesięcy mu nie zaszkodzi. Jeszcze raz napiszę - dziecko nie jest do niczego zmuszane, rodzic zauważywszy u dziecka znużenie, niechęć, natychmiast zaprzestaje tej zabawy - to chyba logiczne.

              Z jednej strony chodzi o to, aby nie przeładować umysłu dziecka nie dając mu chwili wytchnienia, a z drugiej - o to, aby nie bać się "nauki", obawiając się, że dziecko jest "za małe" na wiedzę o czymś, a całość z pewnością będzie dla niego za trudna.
              Przykład prosty - co dla 2,5-latka oznacza, że ilość jest PARZYSTA?
              Nic ponad to, że taką ilość misiów można ustawić parami i wyprowadzić na spacer, i żaden nie będzie się czuł samotny. Zatem dlaczego nie wprowadzić pojęcia "parzysty" czy "nieparzysty" w tym wieku? Dziecko zrozumie to na swój sposób (vide misie w parach), skojarzy nazwę ze słowem "para" i zapamięta. Wychodzi inplus?
              Kolejny przykład - samogłoski i spółgłoski. Jedna z ulubionych zabaw moich dzieci podczas jazdy samochodem - ja podaję głoskę, a one na wyścigi odgadują, czy to samogłoska, czy spółgłoska. Czy uczyłam ich że "a, e, i, o, u, y, ó, ą, ę" to samogłoski? Nie. Zasugerowałam tylko, że samogłoskę można zaśpiewać z otwartą szeroko buzią. Zabawa przednia, pokładanie się ze śmiechu przy próbach zaśpiewania "bbbbbbb" tudzież "ggggg" - i jednocześnie zupełnie bezbolesna nauka.
              O tym, że moja 3-latka zna pojęcie "homonimy", nawet się boję wspomnieć w obawie przed linczem suspicious. A wiecie, jaka radość jest z przypadkowego odkrycia "mama!! a różyczka się "homonimuje"!! bo jest choroba różyczka i kwiatek różyczka"? smile)))

              Złoty środek, li i jedynie smile
              • bj32 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 04.04.08, 12:34
                Racja. Wszystko sie zgadza.
                "to i ta zabawa Domanem w wieku 8 miesięcy mu nie zaszkodzi."
                Nie zaszkodzi. I nie pomoże. Wiec po co? Po co zaśmiecać mózg
                kompletie nieprzydatnymi informacjami? To ma tyle samo sensu, co
                strzelanie do wody w porcie.
                "Jeszcze raz napiszę - dziecko nie jest do niczego zmuszane, rodzic
                zauważywszy u dziecka znużenie, niechęć, natychmiast zaprzestaje tej
                zabawy - to chyba logiczne."
                Jeśli *rzeczywiście* tak jest, to wspaniale. Co dalej nie wyjaśnia,
                po co w ogóle zaczynał...
                "co dla 2,5-latka oznacza", "moja 3-latka"
                No i o to mi chodzi cały czas. 2 i pół roku, trzy lata. I nie
                *czytanie*, ani *"czytanie"*. Poznawanie świata, pojęć i tak dalej.
                Ustawianie misiów w paty. A nie 8miesięczniak czy 15miesięczniak i
                rozpoznawanie zapisu graficznego.
                "Złoty środek, li i jedynie smile"
                I pod tym się podpisujęsmile))
                • joxanna Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 05.04.08, 17:08
                  To ja wyjaśnię 'po co w ogóle zaczynał'. Otóż trudno ograniczać się tylko do
                  tego, o co dziecko samo zapyta. Po prostu dlatego, że dziecko samo nie wie jak
                  wielki i ciekawy jest świat i nie wie o co zapytać. Nie ma nic złego w
                  zachęcaniu dziecka do odkrywania świata, a na tym przecież polega nauka. Jakby
                  ktoś zanotował nasze rozmowy z dzieckiem, to okazałoby się, że poruszamy mnóstwo
                  tematów - co robi dźwig, skąd się biorą domy, dlaczego samochody jeżdżą, czemu
                  gołębie dziobią w ziemię - i wszystko daje się wytłumaczyć na poziomie 10-latka,
                  5-latka, ale też 2-latka. Przecież nikt nie planuje uczenia 2-latka wzorów
                  chemicznych. Jeśli dziecko zainteresuje się jakimś tematem to czemu nie
                  podrążyć? Mnie zawsze śmieszy niesamowite zainteresowanie trzy, czy czterolatków
                  dinozaurami - fakt, że potrafią rozpoznać i ponazywać te stwory.

                  A jeśli dziecko nie chce się czegoś nauczyć, to chyba nie da rady na siłę,
                  trzeba będzie poczekać.

                  Może wystarczy zaufać dzieciom - podsuwać im ciekawe tematy, rozbudzać ich
                  własną ciekawość, a one same nam dadzą znać co je faktycznie interesuje w tej
                  chwili i o czym chcą się więcej dowiedzieć.
                  • bj32 Re: Na naukę czasem jest za wcześnie 06.04.08, 20:58
                    Oczywiście. Zgadzam się.
                    "Nie ma nic złego w zachęcaniu dziecka do odkrywania świata, a na
                    tym przecież polega nauka."
                    Nie ma. Tylko po co zachęcać 8miesięczniaka do wkuwania zapisu
                    graficznego czegokolwiek twierdząc przy tym, ze uczy się go czytać?
                    "Jeśli dziecko zainteresuje się jakimś tematem to czemu nie
                    podrążyć? (...) Może wystarczy zaufać dzieciom - podsuwać im ciekawe
                    tematy, rozbudzać ich własną ciekawość, a one same nam dadzą znać co
                    je faktycznie interesuje w tej chwili i o czym chcą się więcej
                    dowiedzieć."
                    Oczywiście. Jak najbardziej. Tylko powtórzę: jak zobaczę
                    15miesięczne dziecko jak leci do mamy z książką i wrzeszczy: "co to
                    za literka?! A ten wyraz?!" to uwierzę, ze ono się interesuje
                    czytaniem.

                    Były tu niedawno filmiki z czytającymi geniuszami. Te dzieci
                    *bezproblemowo wykonywały ćwiczenia*, a nie czytały. Jedna
                    dziewczynka nawet nie umiała jeszcze mówić, więc "czytane"
                    wyrazy "odczytywała" gestem i onomatopeją. Nie sądzę, żeby się rwała
                    do "czytania". I o tym mówię.
                • aniucha333 [...] 16.05.08, 00:47
                  Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
                  • bj32 Nie atakuj personalnie n/t 16.05.08, 12:53

    • matkakapi Na naukę czasem jest za wcześnie 25.09.08, 23:58
      Mój syn w wieku lat trzech znał już wszystkie litery, pytał, to
      odpowiadałam, ale czytać go nie uczyłam. Zresztą miał potem trochę
      trudności w czytaniu, bo spółgłoski znał jako de, em, ge, er... i
      dom początkowo był dla niego deoem, czyli żaden znajomy wyraz.
      Zastanawiałam się nad posłaniem go do szkoły od 6 lat (sama tak
      zaczynałam), ale uznałam, że emocjonalnie nie dorósł. Chociaż wtedy
      zaczął grać na gitarze (chciał wcześniej, ale gitary były dla niego
      za duże, do momentu, kiedy przy kolejnej przymiarce, właściciel
      sklepu powiedział, że może zamówić 'połówkę', no i skończył się
      argument 'musisz dorosnąć'; sceptycznie nastawiony był też jego
      pierwszy nauczyciel, bo łapki malutkie, a gitara boli; ale Kacper
      był bardzo zdeterminowany i przetrwał okres próbny, i gra na gitarze
      do dziś - niebawem skończy 18 lat). Odnośnie swobodnej zabawy i
      przedszkola, to pamiętam, że on najlepiej się w nim bawił po
      leżakowaniu, bo wtedy nie było żadnych odgórnych zajęć i robił to na
      co miał ochotę, i mimo że czasem chciałam odebrać go wcześniej,
      odsyłał mnie, bo on się musi pobawić. Zawsze wiedział czego chce, i
      w związku z tym poza gitarą chodził tylko na pływalnię, a potem miał
      czas dla siebie. Teraz jest w liceum, z angielskim radzi sobie
      świetnie mimo, że nigdy dodatkowo się go nie uczył; więc chyba warto
      umożliwiać dziecku robienie tego, czego pragnie, a nie na siłę
      wmuszać mu dodatkowe zajęcia, bo inni to robią (wypadałoby, żeby
      dziecko uczyło się angielskiego, chodziło na tenisa/jazdę
      konną/golfa/pływalnię). Pozwólmy mu wybrać, a potem zrezygnować, to
      ważne, 'słomiany zapał' to urok młodości, więc niech zaczyna wiele
      rzeczy, a pozostanie przy najważniejszej dla niego.
    • monik_ok Na naukę czasem jest za wcześnie 05.05.16, 11:12
      To oczywiście zależy od indywidualnych zdolności dziecka. W wielu przypadkach dobrze jest jak dziecko rozpocznie naukę jak najwcześniej. Oczywiście wszystko musi być dopasowane do wieku i możliwości dziecka, a najlepiej by było to w formie zabawy. Np: nauka języka im wcześniej tym lepiej. Tak samo z muzyką, jeżeli dziecko wykazuje w tym kierunku zainteresowanie, naprawdę warto rozpocząć naukę jak najwcześniej. Moja córka zaczęła naukę gry na keyboardzie w przedszkolu. Kupiliśmy jej wtedy najprostsze casio, które tak ją wciągnęło, że jak poszła do pierwszej klasy szkoły podstawowej, to równocześnie rozpoczęła naukę w szkole muzycznej na pianinie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka