Witam, jestem tu nowa.
Moja córeczka Marcelinka ma póltora roczku.
Gdy byłam z maleńką w ciąży, czułam się źle, przeleżałam 3 ostatnie
miesiące w szpitalu. Ciąża od początku była zagrożona, istniało
nawet podejrzenie wad wrodzonych, ale na szczęście prognozy się nie
sprawdziły, dzięki Bogu. Marcelinka urodziła się 3 dni przed
terminem przez cc, bo w trakcie porodu gwałtownie zaczęło niknąć jej
tętno. Od razu była reanimowana. Urodziła się maciunia, zaledwie 41
cm wzrostu. Do dziś niestety rośnie baardzo wolno, jest mniejsza i
słabsza niż dzieci w jej wieku, choć badania wykazują żadnych
poważnych schorzen.
Od urodzenia właściwie ciągle płacze. Żeby to jeszcze był taki
głośny, energiczny płacz, jaki wydają inne dzieci. Płacze bardzo
cichutko, jej krzyk przypomina kwilenie. Ma ciągle żałośnie smutną
buzie, na którą często, nawet bez odgłosu płaczu, występują ogromne
łzy wielkości piąstki. Bardzo rzadko się uśmiecha. Od urodzenia jej
bardzo lękliwa. Panicznie boi się ciemności, nawet lekkiego
półmroku - gdy jest ciemno potrafi się zbudzić i strasznie płacze,
wystarczy zapalić lampkę. Ogromnie boi się wszystkich ludzi oprócz
mnie i męża. Gdy ktoś zwraca na nią uwagę, wtula się we mnie i
czuję, że ma zimne i spocone rączki i strasznie drży na całym
ciałku. 24 h na dobę ktoś musi przy niej czuwać - wystarczy, że
zniknę jej z pola widzenia i Marcelinka zaczyna dusić się w
spazmatycznym płaczu. Nie mogę nawet zostawić jej na 5 min samej.
Gsy wracam, zapłakana drży i wyciąga do mnie rączki.
Gdy nie płacze (jeśli oczywiście ktoś z nas przy niej siedzi),
zachowuje się jak aniołeczek, ale i tak bardzo mnie to martwi. Bawi
się cichutko w kąciku, mało energicznie, nawet nie słychać, że w
domu jest dziecko. Jeszcze nie zdarzyło jej się choć troszeczkę
rozrabiać, psocić. Przez to zachowanie bardzo boimy się oswajać
Marcelinkę z otoczeniem, do minimum ograniczamy wizyty gości, bo
maleństwo przeraźliwie sie boi

I ta smutna, zalękniona
twarzyczka...
Myśleliśmy, że ciągły płacz ma swoje źródło w jakichś
dolegliwościach, jednak lekarze nie potrafią się ich dopatrzeć, a
jak ją obserwują, to wręcz nie mogą wyjść z podziwu, że malutka nie
jest w domu męczona...Pół roku temu pani doktor, zaniepokojona, że
być może istnieje jakaś głeboko utajona choroba, której ona mimo
najlepszych chęci nie jest w stanie zdiagnozowac, zleciła
kompleksowe badania w szpitalu. Zrobiliśmy wszelkie możliwe badania,
nie szczędząc pięniędzy na dobro maleństwa, które nic niepokojącego
w fizjologii dzieciątka nie wykazały. Nawet je powtórzyliśmy, ale
tak samo bez rezultatu. Dodatkowo zafundowaliśmy pewnie horror dla
Marcelinki, która tak panicznie wszystkiego się boi i jest wrażliwa
na najmniejszy ból...
Lekarze stwierdzili, że problemy naszego maleństwa mają podłoze
psychiczne, bo innego wytłumaczenia nie ma...
Skąd tak poważne problemy u takiego dzieciątka, które od urodzenia
jest przez wszystkich kochane i pielęgnowane jak tylko się da,
najlepeij?
Marcelinka była dzieckiem chcianym, czekaliśmy na nią prawie 10 lat,
gdy dowiedziałam się, że urodzę, nie mogłam pohamować łez szczęścia.
To nasz największy skarb.
Ani ja, ani mąż, ani rodzeństwo żadnego z nas nie miało podobnych
problemów w dzieciństwie, do momentu narodzin Marcelinki byliśmy
typem ludzi otoczonych przyjaciółmi, korzystających z uroków życia
pod każdym względem. Marcelinka jest zupełnie inna. Córka mojej
siostry jest pół roku od mojego maleństwa młodsza- i aż serce mi się
kraje, gdy widzę, jakim Marcelinka jest jej zupełnym
przeciwieństwem. Ania jest żywa i psotna, pełna wesołości.
Marcelinka ciągle płacze i drży, gdy straci mamę albo tatę z oczu,
jest ciągle smutna, trudno ją rozbawić, panicznie boi się ludzi,
nawet jeszcze nie zbliżała się do Ani.
Jest naszym upragnionym skarbem, coraz bardziej ją kocham, ale też
wpadam w depresję patrząc na jej cierpienie. Bo Marcelinka cierpi
niewątpliwie. Zmieniła całe nasze życie, a my nie potrafimy jej
pomóc. Pediatra twierdzi, że trzeba jak najszybciej zacząc
współpracę z psychologiem, by umożliwić prawidłowy rozwój
Marcelinki.
Jestem coraz bardziej zalamana, dlaczego dotyka to moje dziecko?!
kto i kiedy ją skrzywdził?...