nstemi
13.01.09, 23:21
Witam,
Chciałabym się z Wami podzielić sytuacją jaką przeszłam jakiś czas temu,
jestem też bardzo ciekawa Waszych opinii. Otóż mój syn, który niedługo skończy
cztery lata przeszedł niedawno testy psychologiczne. Chodzi o to, że miał
problemy z mówieniem (gadał, ale wiele słów niewyraźnie). Poszliśmy do
logopedy. Pani logopeda stwierdziła, ze rzecz jest do poprawy tylko trzeba
popracować i podejrzewała, że przyczyną było długie picie z butelki z miękkim
ustnikiem. Ale my idioci, chcieliśmy być nadgorliwi i postanowiliśmy spotkać
się z psychologiem dziecięcym, żeby się upewnić, że wszystko jest OK. Na
zasadzie, lepiej o jeden raz za dużo niż za mało.
No i spotkaliśmy się. Po testach pani psycholog stwierdziła, ze dziecko jest
opóźnione w rozwoju, roztoczyła wizję szkoły specjalnej, była w wielkim szoku,
ze mały chodzi do "normalnego" przedszkola itd. Wyobrażacie sobie taką
informację? Była rozpacz, łzy, no dramat. A potem emocje opadły i zaczęłam się
zastanawiać. To jest pewnie zupełnie normalna reakcja, ze rodzice nie chcą się
pogodzić z taką diagnozą. Ale ja odniosłam się do moich doświadczeń jako
lekarza weterynarii. Wiem, zwierzaki to nie ludzie, ale diagnoza poważnej
choroby to na ogół dzieło zebrane: dane uzyskane z wywiadu, badania
klinicznego, badań dodatkowych, konsultacji. Odbyłam więc rozmowę z paniami
pedagożkami z przedszkola do którego mały chodzi, z logopedą i wreszcie
poprosiłam o konsultację psychologa w przedszkolu. Wszędzie: nie ma powodu do
niepokoju, trzeba ćwiczyć (to logopeda), norma w swojej grupie wiekowej (to
pedagog i psycholog). Opowiem Wam jeszcze jak wyglądał test, może się czepiam,
ale jestem ciekawa Waszych opinii. Dostałam namiary na Panią Psycholog od
znajomych, umówiłam się, okazało się że Pani nie umówiła się ze mną w
gabinecie tylko w mieszkaniu prywatnym, w pokoju dziennym pełnym bibelotów,
książek. Usadzono nas przy stole jadalnianym, młody na moich kolanach. Bez
rozmowy ze mną, od razu testy, no ale pewnie tak ma być.
Mnie po pól godzinie było wszystko jedno, młody też miał dość na moich
kolanach i nie chciał po krótkim czasie kompletnie współpracować. Pani
wyciągnęła jakieś ponure obrazki i smutne miniaturki przedmiotów rodem jeszcze
z PRLu (naprawdę). Nie chcę się tu wdawać w szczegóły,ale takie testy u małych
dzieci chyba powinny być wcześniej obgadane z rodzicami, żeby uwzględnić
doświadczenia dziecka (np. mój syn nie kojarzy spaceru z samochodem, bo spacer
to u nas synonim pójścia z psem i dziećmi do lasu, nie wie do czego służą
pieniądze itp). I ja wyobrażałam sobie, ze będzie to miejscu gdzie maluch
wygodnie się usadowi, w przyjaznym dla dziecka otoczeniu, ale bez nadmiaru
"rozpraszaczy", a psycholog zanim zacznie spróbuje nawiązać z nim jakiś kontakt.
Tyle. Chciałam się tym z Wami podzielić. Jestem też ciekawa jakie były Wasze
doświadczenia.
Pozdrawiam