Mój 16-miesięczniak waży 12 kg. Wygląda jak normalne dziecko, ale jest drobny (po mnie), natomiast kategorycznie nie jest chudy. Moja mama zawsze karmi mnie wspomnieniami jakim to byłam strasznym niejadkiem i jak to musiała latać za mną z łyżką po całym domu

Za to moje dziecko ma apetyt i nigdy nie było z nim żadnych problemów pod względem jedzenia. Jednak nawet gdy nie jest głodny, nigdy nie odmówi czegokolwiek co mu się proponuje. Babcia to wyczuła i wykorzystuje na każdym kroku, pakując w niego dosłownie jedzenie. Jak mały pokazuje że czegoś nie chce, ona rezygnuje i ponawia próbę za 5 minut i tak w kółko. Twierdzi, że skoro otwiera buzię to znaczy że jest głodny. Nie trafiają żadne tłumaczenia, wyśmiewa moje argumenty o nadwadze w przyszłości, czy o problemach zdrowotnych. Potrafi wcisnąć mu całego grześka w czekoladzie, za chwilę jabłko, a już za 20 minut leci z bananem. Dziecko po każdej wizycie odreagowuje w nocy, męczy się, stęka, pręży. Staram się jeździć do rodziców jak najrzadziej, ale i tak jestem średnio raz w tygodniu, przecież nie mogę izolować dziadków od jedynego wnuka. Ale zaczynam się poważnie bać o zdrowie dziecka. To jest ewidentne przekarmianie i moje słowne zakazy nic nie dają. Jak tylko pójdę do toalety jedzenie już ląduje w buzi małego. Co robić?