ną?
glupi ten watek chyba bedzie, ale wzielo mnie na rozmyslania ostatnio.
jeszcze pare lat temu bym sama krzyczala w takim watku ze milosc, ze jak jest dobrze to oczywiscie, ze nieludzka jestem i ograniczona i w ogole.
a teraz jak mysle o tym... obciazenie ogromne, i fizyczne i dla wiekszosci psychiczne rowniez. budowanie zwiazku od poczatku trudniejszego, wymagajacego duzo wiecej od obu stron niz w przypadku ludzi zdrowych.
jak to czytam to wydaje mi sie bez sensu to co napisalam. ale takie mam przemyslenia ostatnio i nie moge nic na to poradzic. chyba zle mi z tym ze sie zrobilam taka - nie wiem jaka? wyrachowana? obludna moze?
chyba idealy mlodziencze ida w zapomnienie, zaczynam byc tak przyziemna, ze sama sie tego boje