urodziłam i jestem

i się żalę

na mamę tym razem - nie na teściową.
otóż - przez cały okres przed porodem i tuz po porodzie, kiedy nie było
wiadomo kiedy dziecko opuści szpital podtrzymywała mnie w moim pragnieniu nie
oglądania nikogo przez kilka dni po wyjściu ze szpitala. Tzn. powiedziałam
jej, że absolutnie nie mam siły i chęci widzieć teściowej, znajomych, babć,
wujków - nikogo. Chcę się nacieszyć dzieckiem i odpocząć w samotności.
Tak tak... masz rację... oczywiście - żadnych odwiedzin - ależ to głupota tak
odwiedzać dziecko ledwo po szpitalu.
Tak się złożyło, że u rodziców była jeszcze wanienka dla maleństwa i oni mimo
wszystko musieli ją do nas przywieźć. I bardzo się cieszyłam, bo chciałam mimo
wszystko żeby mama jednak odwiedziła wnuczkę jak najszybciej.
Tyle, że... od progu dostało mi się za to, że nie trzymam jej w beciku który
mi kupiła - jest niewygodny - śliczny, ale beznadziejnie zrobiony i nie czuję
w nim dziecka, a karmię piersią i czuć je muszę - wygodniejszy jest zwykły
kocyk z Lidla za grosze niż to falbaniaste cudo.
potem załamała ręce, że dziecko napewno marznie - w domu temp ustawiona na
21-23 stopnie, dziecko w spioszku i kaftaniku i czapeczce, owinięte kocykiem i
przykryte drugim. NIE! ono marznie!!!
potem, że śpioszki za duże, założyłam mniejszy i pokazuje jej że 56 jest za
mały - ciągnie się w kroku - nie - jest dobry!!!
dziadek w tym czasie pare razy powiedział starszemu synkowi, ze zabierze mu
siostrzyczkę. Młody mega zdenerwowany - trzylatek nie rozumie głupiego dowcipu
mojego taty - a ten dalej swoje.
No nic. Pojechali sobie.
Ach dodam, ze przygotowałam się do wizyty mamy jak do inspekcji sanepidu +
znając sfiksowanie mojej mamy na punkcie ładnego ubioru dzieci, ubrałam to
tygodniowe dziecię w biały spioszek, kaftanik i uroczą welurowa sukienusie.
Wczoraj dzwoniła mama i zamiast spytac jak mloda przeypia noc, jak mi idzie
karmienie itp., oznajmila mi placzliwym tonem, ze ma ogromny zal i jest jej
tak przykro bo a)becik, bo b)ubieram ją w jakies za duze bluzy (założyłam jej
sliczną bluzę z kapturkiem w paseczki - bo ją wyciągałam non stop z wozka), a
mam tyle pieknych sweterkow (zrobionych z drazniacego sztucznego badziewia),
ktore kupila mi babcia, potem nastąpił wywód, że jestem najmądrzejsza na
swiecie, a ze przeciez kazdy wie ze dziecko powinnam dopajac herbatkami (na
nic zdały sie tlumaczenia ze na kazdej kupnej herbatce jest wyraznie napisane
ze po pierwszym miesiacu zycia), ze kapiel powinna odbywac sie nie w salonie,
bo tam za duza przestrzen - co z tego ze wygodnie i stabilnie - najwazniejsze
zeby bylo goraco jak w saunie.
no i na koniec najlepsze - ze ona ma zal, ze nie mozna do mnie przyjechac i ze
moja babcia zobaczy prawnuczke pewnie dopiero za tydzien jak nie lepiej.
Spytalam w takim razie, dlaczego tak bardzo mnie wspierala w krucjacie
przeciwko wizycie tesciowej tydzien po wyjsciu ze szpitala, ale jakby tego nie
slyszala, wiec spytalam czy uwaza ze jest bardziej sterylna od tesciowej i
odlozylam sluchawke.
Pozniej napisalam jej sms, ze jak zwykle jestem do niczego, nic nie umiem,
robie wszystko zle, ale za to mam idealna matke, ktorej nigdy nie dorownam w
utrzymaniu porzadku w domu, wychowaniu dzieci i radzeniu sobie ze stresem i
zmeczeniem.
Dzisiaj zadzwonila i byla normalniejsza, aczkolwiek na moje kiedy wpadną chyba
strzeliła focha i oznajmila, ze najwcześniej w piątek

I wiecie co? Jestem na nią wściekła, ale po raz pierwszy nie zdołała we mnie
wzbudzić poczucia winy wobec niej.
Uważam, ze czuje się niepotrzebna bo nie może się wykazać, bo radzę sobie
sama. Bo przy poprzednim dziecku przez pierwszy miesiac mieszkalam u niej i w
srodku nocy budzila mnie ze trzeba nakarmic dziecko - bo sama bym sie nie
obudzila przeciez, przygotowywala mieszanke, kapiel itp, a potem mowila ze moj
boze, jaka ja jestem niezaradna i ze bez niej bym zginela