wesper
21.10.09, 19:54
Witam,
jestem pracownicą z ponad 6-letnim doświadczeniem u obecnego pracodawcy. Przez
długi czas byłam doceniana, "motywowana" wpływami na konto na koniec miesiąca,
bez narzekań i robienia wielkiego halo w przypadku zaistniałych błędów. Byłam
dyspozycyjna, zawsze elastyczna i na miejscu, żadnych zwolnień, urlopy jak
najkrótsze, bo jestem niezastąpiona... Wiedzą, którą posiadam dzieliłam się z
nowymi pracownicami, jak to zawsze w przypadku nowo przybyłych. Lata leciały i
zmieniła sie sytuacja w firmie. Doszedł nowy wspólnik i nastąpiły stopniowe
zmiany. Jego współpraca z pracownikami jest fatalna, jest chamski i prostacki,
żarty seksistowskie, wytykania najmniejszych błędów w sposób urągający
godności, niedoceniający, gnębiący pracowników. Absurd goni absurd. Dotyka to
również i mnie.
Drugi wspólnik zdaje się tego wszystkiego nie dostrzegać, ale sądzę, że jak we
wszystkim chodzi o pieniądze. Lata współpracy z nim typem spowodowały iż
przestałam się angażować tak jak dawniej, straciłam pewność siebie i przede
wszystkim chęć. Poprosiłam o zmianę stanowiska by nie mieć częstego kontaktu z
typem. Ale i tutaj dopadł mnie jego szorstki "ton". Zabrano mi premię o czym
dowiedziałam się przez przypadek, nikt ze mną nie porozmawiał, wytykają
najmniejsze potknięcia, to jak zwracam się do klienta, jak rozmawiam i
zadaję pytania. Co najgorsze o tym wszystkim dowiaduję się z opóźnieniem i od
osób postronnych. Czuję się potwornie, atmosfera jest bardzo gęsta. Mam
wrażenie, że ta cała sytuacja doprowadzi tylko do jednego. Albo dają mi do
zrozumienia, że czas odejść i powinna sama to zrobić - czyli zagrywka w
białych rękawiczkach - albo podziękują mi za współpracę. Jak się zachować?
Przetrzymać? co jest niezmiernie trudne... Jak się odnaleźć w tej niemiłej
sytuacji?? Dziękuję za sugestie.