Dodaj do ulubionych

Paradoks matki szukającej pracy...

04.11.09, 19:26
Dzisiaj byłam na kolejnej w ciągu ostatnich miesięcy, rozmowie w
sprawie pracy i poraz kolejny jako matka z dwójką dzieci właściwie
nie mam szans na znalezienie pracy bo:

MUSZĘ zacząć pracę O 8:00 ( nieważne, że zwykle od 8 do ok 8:30
ludzie się schodzą a potem idą na kawę więc praca właściwa zaczyna
się ok 9:00)
To ja się pytam (retorycznie rzecz jasna) jakim cudem mam zawieźć
dziecko do przedszkola a drugie do szkoły ( w W-wie a mieszkam pod)
na 8:00 a potem przejeżdżając przez Warszawę dojechać na ....8:00??
Czy wszyscy mają tak komfortową sytuację, że dzieci im ktoś
zaprowadza do szkoły i przedszkola czy też wszyscy pracujący od 8:00
są mężczyznami/osobami bez dzieci/ mającymi pracę przysłowiowe 5
minut od domu/szkoły/przedszkola/ mającymi pomoc w postaci
babci,cioci itd.

Drugi punkt który mnie zadziwił dotyczy... umowy. Otóż
zaproponowałam umowę zlecenie na co Pani spojrzała na mnie bardzo
podejrzliwie i za chińskiego Boga nie mogła zrozumieć dlaczego tak
chcę. (Praca, gwoli wyjaśnienia jest na zastępstwo) Nawet argument
większej kasy dla mnie jej nie przekonał i zapytała czy jednak
rozważę podpisanie umowy na czas określony 0smile

No nie mogę tego zrozumieć - w końcu jak się przekonałam na własnej
skórze jak firma chce Cię zwolnić to i tak to zrobi więc czy
naprawdę umowa nas pracowników chroni??


No to sobie tak pogadałam
Obserwuj wątek
    • caffe_mocca Re: Paradoks matki szukającej pracy... 04.11.09, 19:34
      ianna - moja droga ale postaw sie na miejscu pracodawcy.
      Czemu u licha ma wybierac ciebie skoro na twoje miejsce ma np. 10 osób które
      MOGA przyjsc do pracy na 8 rano?
      Dlaczego to on ma sie dostosowywac do Ciebie?
      Zaczac prace o np. 9 .00 i zostac dłuzej do 17.00 tez pewnie nie mozesz bo
      przedszkole czynne do 17.30 albo 18.00 ale masz daleko i min godzine przed
      zamnieciem musisz wyjsc (i nie ma mozliwosci zebys np w awarynej sytuacji
      zostala np 20 min dluzej)

      No i co taki pracodawca ma zrobic? Wybrac ciebie i codziennie miec godzine do
      tyłu ? (w skali miesiaca to 20 godzin?)
      Przykro mi ale bedac pracodawca (nie ejstem1 jestem "szarym" pracownikiem ) -
      zwł. teraz gdy na 1 miejsce 100 chetnych - tez wybralabym osobe w pelni
      dyspozycyjna - ktora nie stawia mi warunkow ze ona to moze do pracy nie
      wczesniej niz na 9 rano.
      To nie "paradoks" matki szukajacej pracy a niestety normalne zasady
      popytu/podazy na rynku pracy.
      Pracodawca majac do wyboru lepszych, mobilniejszych, bardziej elastycznych
      godzinowo - wybierze ich a nie ciebie (i szumne apele do uwzglednienia sytuacji
      "mlodej matki na rynku" do niego nie trafia - on musi zarobic na siebie, na
      Ciebie , na wlasna rodzine, na zusy i inne oplaty etc.]


      ps.
      Jestem matką, jestem osobą pracujaca, i jesli była koniecznosc zaczynania pracy
      o 8 rano - to jakos "mogłam" ...


      ps. 2 drugiego punktu - umowy - nie mam pojecia czemu nie chcieli...
    • anmala Re: Paradoks matki szukającej pracy... 04.11.09, 19:34
      Nie widzę paradoksu. Godziny pracy jak godziny pracy, może nie wszędzie dzień
      zaczyna się od kawy i spotkań towarzyskich.
      Jakby to powiedzieć twoje dzieci twój problem, może gdybyś pracowała tam jakiś
      czas szybciej dogadałabyś się na korzystne warunki godzinowe. Teraz jest kryzys
      i to pracodawca dyktuje warunki.
      • lilka69 anmala-nie przesadzaj 04.11.09, 19:39
        wiesz dlaczego niektorym pracodawcom wydaje sie, ze oni dyktuja warunki? bo sa
        takie owce jak ty-potulne byleby tylko jakas prace dostac.
        • anmala Re: anmala-nie przesadzaj 04.11.09, 19:55
          Nie jestem potulną owcą jak to napisałaś. A pracodawcy dyktują warunki i póki
          jest więcej szukających pracy niż dających, jest jak jest. Mi przeszkadza moja
          obowiązkowa przerwa na obiad , ale jest i nie chcą zmienić jej na dobrowolną.
          Wolałabym być godzinę wcześniej w domu.

          A czasami trzeba brać pracę taką jaka jest, a potem szukać takiej jaką się chce.
          • lilka69 Re: anmala-zgadzam sie 04.11.09, 20:04
            z ostatnim zdaniem.
            godzinna obowiazkowa przerwa na obiad to masakra! de facto 9 godzin pracy a
            placa za 8 dziennie.
            • vincentyna Re: anmala-zgadzam sie 05.11.09, 10:47
              lilka69 napisała:

              > z ostatnim zdaniem.
              > godzinna obowiazkowa przerwa na obiad to masakra! de facto 9 godzin pracy a
              > placa za 8 dziennie


              Absolutnie sie z Toba nie zgadzam. Niby pracujesz kiedy jesz obiad????
              A moze wolalabys tej przerwy nie miec i wcinac kanapki podczas pracy? I tak
              mialoby byc uczciwiej? Ze dostajesz placone za to, ze zamykasz sie w biurze i
              jesz pod biurkiem? Nie wmawiaj mi tylko, ze nic, ale to absolutnie nic nie jesz
              podczas calego dnia w pracy. Bo jesli bys tak twierdzila, to nadajesz sie do
              zwolnienia. Pracownik glodny to nie pracownik.
              • attiya Re: anmala-zgadzam sie 05.11.09, 12:17
                hmmm a wiesz co piszesz?
                pracownik kodeksem pracy ma zapewnioną 20-sto minutowa przerwę na posiłek
                i nie widzę potrzeby jeszcze dodatkowej godziny bo obiad jem w domu a nie w pracy
              • lilka69 wincentyna-co za bzdury piszesz! 05.11.09, 14:54
                na 8 godz prac pracownikowi przysluguje 20 min przerwy. wcale nie trzeba
                siedziec w zamknietym biurze pod stolem, zeby zjesc. i wcale nie trzeba byc
                glodnym pracownikiem.

                ja akurat pracuje na pol etatu. teoretycznie zadna przerwa mi sie nie nalezy ale
                u mnie nie ma kultu udawania, ze sie pracuje. jak nie ma pracy to mozna robic
                inne rzeczy. w tym jesc. za PRZYZWOLENIEM szefowej.
              • hexe28 Re: anmala-zgadzam sie 06.11.09, 14:06
                Wg. Kodeksu Pracy na 8 godzin pracy należy się 15 minutowa przerwa.
                Myślę, że spokojnie można zjeść wtedy kanapkę. Denerwuje mnie taka
                gadka, że niby zawsze pracownik, miglanc. Pracowałam w sklepie po 10
                godzin i nie zawsze miałam czas, żeby usiąść i jeść czy napić się
                czegokolwiek. Często było tak, że jadłam dopiero po wyjściu z pracy. w
                drodze powrotnej do domu, bo mój pracodawca twierdził, że klient jest
                ważniejszy ode mnie sad
                • lucusia3 Re: anmala-zgadzam sie 06.11.09, 23:28
                  Ja nie pracuję w "obsłudze klienta", więc nie mam problemów z jedzeniem jabłka, jogurtu czy wypiciu czegoś przy biurku. Nawet zjedzenie sałatki czy czegoś konkretniejszego spokojnie można załatwić w 15 minut, jeśli nie chce jeść przy komputerze. A moja praca polega w 70% na czytaniu, więc nie rozumiem w czym "oszukuję" pracodawcę, gdy jem czy piję. Naprawdę nie będe jechac na drugi koniec miasta do restauracji by zjeść lunch.
              • jakw Re: anmala-zgadzam sie 06.11.09, 23:31
                15 czy 20 minut (przysługuje ustawowo) wystarcza spokojnie na to,
                żeby pogrzać w mikrofali obiad przyniesiony z domu i go nie tylko
                zjeść, ale i wypić do tego herbatę. Zresztą mi akurat jedzenie z
                pracą aż tak strasznie nie koliduje.
                • mamciulka-nikulka Re: anmala-zgadzam sie 08.11.09, 18:12
                  jakw napisała:

                  > 15 czy 20 minut (przysługuje ustawowo) wystarcza spokojnie na to,
                  > żeby pogrzać w mikrofali obiad przyniesiony z domu i go nie tylko
                  > zjeść, ale i wypić do tego herbatę.

                  A ja nie dałabym rady zjeść obiadu w 15 minut. Należę do tych osób, które długo
                  i starannie przeżuwają jedzenie, może dlatego nie mam skłonności do tycia.
                  Jakbym miała się sprężyć i wciągnąć obiad w 15 minut to chyba bym go na koniec
                  zwymiotowała. Ja wychodzę na przerwę obiadową i nie ma mnie 30-40 minut (nie
                  mamy przerwy na lunch) ale to dlatego, że mój szef nie chce zakupić do firmy
                  mikrofalówki, tłumacząc się tym, że wtedy to wszyscy by w kuchni siedzieli i nie
                  byłoby pracy. Dziwne trochę rozumowanie, bo takim sposobem większość osób
                  wychodzi do pobliskiego baru (15 minut w tą i z powrotem) plus oczekiwanie na
                  zamówienie i zjedzenie to tak się schodzi ale jego wybór.
        • caffe_mocca Re: anmala-nie przesadzaj 04.11.09, 21:59

          ilka69 napisała:

          > wiesz dlaczego niektorym pracodawcom wydaje sie, ze oni dyktuja warunki? bo sa
          > takie owce jak ty-potulne byleby tylko jakas prace dostac.



          Lilka - wiesz ... dzis na rynku pracy jak sie nie jest wybinym specjalistą
          (najlepiej z dziedziny technicznej ) , z minimum 2 jezykami perfect i
          dorobkiem zawodowym powyzej 10 lat - to raczej male szanse na "dyktowanie
          warunków" pracodawcy ...smile
          Oczywiscie mozna sie stawiac i mowic "nie bedzie pracodawca mi tu nic dyktowal "
          ale raczej sukcesu ze znalezieniem pracy nie wróże smile

          __caffe_mocca__
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/jf/yi/h3sg/liOMqnojmlXa7ue2rX.jpg
          made by: kama-msz
          • caffe_mocca Re: anmala-nie przesadzaj 04.11.09, 22:00
            a czasami - majac na głowie 2 kredyty, dzieci na utrzymaniu - nie mozna sobie
            pozwoliic na luksus krecenia nosem tylko cieszyc sie ze sie "jakaś" prace ma i
            ma się za co utrzymac dom , rodzinę , mieszkanie etc (zwł. jak np. mamusia i
            tatus nie pomagaja )
          • lilka69 caffe mocca 05.11.09, 14:57
            a slyszalas o dyplomacji? to i mozna wlasne zamierzenia zawodowe realizowc i zyc
            w zgodzie z pracodawca.
            • kali_pso Re: caffe mocca 05.11.09, 17:01

              No ja słyszałam..ciekawe tylko czy ten pracodawca słyszałwinkppppp
            • caffe_mocca Re: caffe mocca 05.11.09, 20:32
              tia... wiesz jak mi bank ma wejsc na mieszkanie i nie bede miala za co dzieciom,
              jedzenia kupic... to domysl sie gdzie mam dyplomacje smile
      • menx Re: Paradoks matki szukającej pracy... 07.11.09, 13:14
        anmala napisała:

        > Nie widzę paradoksu. Godziny pracy jak godziny pracy, może nie wszędzie dzień
        > zaczyna się od kawy i spotkań towarzyskich.
        > Jakby to powiedzieć twoje dzieci twój problem, może gdybyś pracowała tam jakiś
        > czas szybciej dogadałabyś się na korzystne warunki godzinowe. Teraz jest kryzys
        > i to pracodawca dyktuje warunki.

        Patrząc na ten problem przez pryzmat obecnej sytuacji na rynku strzelamy sobie
        w kolano, a rana przypomni za 20-30lat..
        Jeśli idealnym pracownikiem jest sringiel bez żadnych zobowiązań i dyspozycyjny
        jak cholera to po co właściwie jest rodzina? Jakoś nie widać tu walki
        rozwścieczonych feministek i równouprawnistek co to pyskują na prawo i lewo jak
        się krzywda jakiemuś dewiantowi dzieje..
        Za to jak się matkę wywala z roboty na zbitą twarz to nikogo nie obchodzi. Ale
        za 30lat będzie obchodziło. Nie chcę żeby moje dzieci becelowały na gamoni co
        teraz żyją sobie jak bluebirdy beztrosko i nie mają ani rodziny ani dzieci. Kto
        potem będzie ich utrzymywał ?
        Ja (i moja rodzina) ponosi już teraz koszty ich wygody...
        Dobrze ktoś wspomniał o bykowym zamiast dopłat do mieszkań dla sringli


        • joanelle Re: Paradoks matki szukającej pracy... 07.11.09, 14:06
          menx napisał:

          Jakoś nie widać tu walki
          > rozwścieczonych feministek i równouprawnistek co to pyskują na prawo i lewo jak
          > się krzywda jakiemuś dewiantowi dzieje..
          > Za to jak się matkę wywala z roboty na zbitą twarz to nikogo nie obchodzi.

          Jakbyś poczytał lub posłuchał tych "rozwścieczonych feministek i
          równouprawnistek" to byś usłyszał, że owszem, obchodzi. Tyle że to wołanie na
          puszczy.
        • a1ma Re: Paradoks matki szukającej pracy... 13.02.10, 00:13
          > Ja (i moja rodzina) ponosi już teraz koszty ich wygody...
          > Dobrze ktoś wspomniał o bykowym zamiast dopłat do mieszkań dla sringli

          Przepraszam bardzo - ale JAKIE KOSZTY?
    • lilka69 Re: Paradoks matki szukającej pracy... 04.11.09, 19:35
      moze to zbyt obcesowe ale...nie trzeba bylo wyprowadzac sie poza warszawe.
      pewnie taniej bylo kupic mieszkanie/wybudowac dom i dopiero potem okazalo sie to
      uciazlwe.

      ale skoro juz tam mieszkasz jakos musisz sie dostosowac.lepiej dojezdzac na 8
      niz 9. zdaniem mojego meza (jezdzacego na 8)pozniej sa wieksze korki. ja nie
      wiem bo jezdze na 9.30 lub 10.

      oczywiscie, ze umowa nie chroni pracownika. przecietnego praownika bo czasem sie
      znajdzie taki co podaje firme do sadu i jak czasem slychac-wygrywa.

    • ib_k Re: Paradoks matki szukającej pracy... 04.11.09, 19:36
      1przedszkola i szkoły są czynne zwykle wcześniej
      2przeprowadź się
      3znajdź inną pracę
      4znajdź inną pracę i zarabiaj tyle aby było cię stać na odprowadzaczy
      5siedź w domu
      6niech ojciec dzieci odwozi
      7przestań jęczeć...
      • miruka Re: Paradoks matki szukającej pracy... 04.11.09, 19:40
        rozumiem tak jak poprzedniczka że deklarowałabys sie pracować do
        17.00. Ja np. nie mogę bo muszę odebrać dziecko do 16.30, stąd
        cieszę się że moge zaczynać pracę przed ósmą
        • e.mama.s Re: Paradoks matki szukającej pracy... 04.11.09, 19:54
          Ciesz się,że chcą cię przyjąć. Mnie zwolniono gdy zaczeli
          podejrzewać ciążę, a tak naprewdę to utylam z brania hormonów.Moze i
          dobrze.
    • triss_merigold6 Re: Paradoks matki szukającej pracy... 04.11.09, 20:00
      W szkole jest świetlica a przedszkola w Warszawie są czynne od 7
      rano.
      Mnie akurat zaczynanie pracy o 8 rano pasuje bardzo, bo przedszkole
      czynne do 17.
      • lucusia3 Re: Paradoks matki szukającej pracy... 06.11.09, 23:34
        No właśnie, jakoś nam też się udawało przywozić parę minut wcześniej dzieci i zdążać do pracy. Najpierw przedszkole, potem szkoła - dzieci umiały same zdjąć buty i zdjąc kurtkę, więc nie potrzebowaliśmy pół godziny na "wysadzenie" egzemplarza. Zawsze jakośc udawało się do pracy zdążyć, nawet z parominutowym poślizgiem, który można było spokojnie odsiedzieć.
        A zresztą zastanawia mnie, że piszesz tylko o sobie - dzieci nie mają taty?
        Mam podejrzenie, że po prostu nie bardzo masz ochotę iśc do pracy.
    • iziula1 Re: Paradoks matki szukającej pracy... 04.11.09, 20:01

      Nie rozumiem.
      Ja zaczynam prace od 7 rano-punkt. Wstaje o 5.
      Prowadze dziecko do przedszkola, które wychodzi na pomoc matkom i
      jest otwarte od 6 rano do 18.
      A czego nie rozumiem? Twojego nastawienia. Chcesz umowe zlecenie i
      nie rozumiesz,że nie każdy pracodawca i nie każdy charakter pracy
      nadaje się na tego typu umowy.
      Wiele matek pracuje od 8 do 16 wiele od 10-18 lub tez do 22.00.
      i sobie radzą. Bo muszą. I mają też dzieci smile szok!
    • lilka69 ianna-ty nie szukasz pracy! 04.11.09, 20:02
      ty chyba robisz wszytsko , zeby jej nie dostac ale zeby moc sobie
      powiedziec:uczciwie szukalam.

      wstan o 5. o 6 obudz dzieci i jedz! ja bym sie na to nie pisala( pracuje od
      9.30-10 na pol etatu) ale jakby zycie mnie zmusilo to trudno. ciebie nie zmusza?
      to nie pracuj. doskonale rozumiem, ze wstawanie wczesnie rano i dluuuga jazda to
      wegetacja a nie zycie.
      • czar_bajry Re: ianna-ty nie szukasz pracy! 05.11.09, 00:48
        Też mnie się wydaje że szukasz wymówki aby pracy nie podjąć.
        Jak dla mnie to 8-16 są wymarzonymi godz. pracy.
        Przedszkola są czynne od 6.30-7 a w szkole od 7 działa świetlica, po prostu
        musicie wcześniej zacząć dzieńsmile
        • przeciwcialo Re: ianna-ty nie szukasz pracy! 05.11.09, 16:33
          Wymarzone to od 9-14. wink
          • lilka69 przeciwcialo 06.11.09, 16:44
            nie, nie od 9!
            9.30-10 to moim zdaniem najlepsze. oczwiscie jesli sie nie pracuje 8 godz
            dziennie poniewaz powrot do domu wypadalby bardzo pozno.
    • kawka74 Re: Paradoks matki szukającej pracy... 04.11.09, 20:27
      > To ja się pytam (retorycznie rzecz jasna) jakim cudem mam zawieźć
      > dziecko do przedszkola a drugie do szkoły ( w W-wie a mieszkam pod)
      > na 8:00

      Znakomita większość przedszkoli czynna jest od 6:00, 6:30, czasem 7:00; wiele szkół uruchamia świetlicę przed zajęciami - wszystko to po to, żeby spokojnie zdążyć do pracy.
      To tyle odnośnie punktu pierwszego.
      • maminka.best Re: Paradoks matki szukającej pracy... 04.11.09, 21:06
        za starych "dobrych" czasów wstawałam codziennie o 4-30, o 5 budziłam syna, o
        5-40 wychodziliśmy do przedszkola-na nogach, bo u nas komunikacji miejskiej
        niet, a młody już z wózka nie korzystał, więc zajmowała nam droga ok. 15-20
        min., z przedszkola leciałam na autobus o 6-25 aby być w pracy na 7.

        korona mi z głowy nie spadła, praca była dla mnie priorytetem, zależało mi na
        niej, więc tak spędziłam TRZY LATA
        moim zdaniem to o czym piszesz wcale nie kłóci się z opieką nad dziećmi-Warszawa
        to duże miasto-poszukaj przedszkola czynnego do 17-18 i szkoły ze świetlicą
    • fantasmagorii Re: Paradoks matki szukającej pracy... 04.11.09, 21:09
      Kurcze, a ja bym chciała od 8 do 16 i znaleźc nie moge, bo wszędzie
      od 9 do 17. nie zdążę odebrać. i wziełabym z pocałowaniem ręki na
      czas okreslony, bo by mi zus płacili, a od lat 7 zusu nie mam.
      Inna sprawa, ze mieszkam w wawie, na linii metra, więc,
      teoretycznie, wszedzie mam blisko.
      Mnie właśnie chętnie przyjmą tam gdzie aplikuję, ale dodają
      nadgodziny, które są dla mnie nie do zaakceptowania.
      Bez sensu.
      teraz wszędzie pracują od 9!
    • deela Re: Paradoks matki szukającej pracy... 04.11.09, 21:11
      rozumiem ze twoje dzieci nie maja ojca?
      • kasia_kasia13 Re: Paradoks matki szukającej pracy... 06.11.09, 09:18

        deela napisała:

        > rozumiem ze twoje dzieci nie maja ojca?

        Hm, moze nie maja. Niektorzy wychowuja sie bez ojcow.
        • deela Re: Paradoks matki szukającej pracy... 06.11.09, 22:41
          no to sie pytam przeciez
    • wieczna-gosia Re: Paradoks matki szukającej pracy... 04.11.09, 21:12
      a to dziecko tradycyjnie sie zapytam- nie ma ojca? Bo ja pracuje dwa
      razy w tygodniu na 7, dwa na 8. I jak pracuje na 7 dzieci odwozi maz.
      Jak meza nie ma- starsze siostry odprowadzaja brata, a jakbym tego
      nie miala- pogadalabym z sasiadkami np, dogadala sie z inna mama ze
      ona odprowadzi mi dziecko a ja odbiore dwoje (i tak kiedys robilam).
    • lisbeth25 Re: Paradoks matki szukającej pracy... 04.11.09, 22:59
      I znów kolejna samotna matka. To się już zaczyna robić mega nudne.
      • deodyma Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 09:06

        lisbeth25 napisała:

        > I znów kolejna samotna matka. To się już zaczyna robić mega nudne.



        lisbeth, sprawdzalas juz swoja skrzynke pocztowa?
        moze jakis pan z ogloszenia sie odezwalbig_grin
        humorek Ci sie poprawismile
    • chloe30 Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 00:58
      ianna napisała:


      >
      > MUSZĘ zacząć pracę O 8:00 ( nieważne, że zwykle od 8 do ok 8:30
      > ludzie się schodzą a potem idą na kawę więc praca właściwa zaczyna
      > się ok 9:00)


      Nie rozśmieszaj mnie. Ja pracuje 8-16, ale o 8:00 mam miec włączony komp i
      system na jakim pracuję, co ty bredzisz o schodzeniu sie i piciu kawy, to chyba
      ostatni PGR w Polsce???
      Śmieszna jesteś i pracowac ci się nie chce, więc nie marudź.
      • zefirekk Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 10:30
        np u mnie praca zaczyna się teoretycznie o 8 a faktycznie od 9:30, czy jak to
        tam komu pasuje. Praca ma być po prostu wykonana w godzinach 8-16 i nikt nikogo
        nie pilnuje, czy akurat pracuje czy pije kawę.
    • edit38 Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 06:28
      ianna napisała:


      > Czy wszyscy mają tak komfortową sytuację, że dzieci im ktoś
      > zaprowadza do szkoły i przedszkola czy też wszyscy pracujący od 8:00
      > są mężczyznami/osobami bez dzieci/ mającymi pracę przysłowiowe 5
      > minut od domu/szkoły/przedszkola/ mającymi pomoc w postaci
      > babci,cioci itd.
      >

      Nie wszyscy ja np pracuję od 6:30 (wszyscy w moim dziale pracują od 7 ale mnie
      tak bardziej pasowało i szef po 11 latach pracy poszedł mi na rękę) Na ten
      moment moje dziecko jeszcze do przedszkola nie chodzi ale od przyszłego roku ma
      iść (będę musiała zacząć pracować w takich godzinach jak wszyscy) więc szukam
      takiego przedszkola gdzie można będzie przyprowadzać dzieci wcześniej bo nie
      będzie miał mi kto jej prowadzać.
      Prawdę mówiąc to nie wyobrażam sobie takiej sytuacji abym mogła szefowi
      powiedzieć że skoro i tak przez godzinę wszyscy kawę piją to ja godzinę później
      przyjdę do pracy no chyba że tą godzinę chciałabyś "odpracować" jak już wszyscy
      skoczą pracę. Takie warunki są do przyjęcia ale wątpię aby jakikolwiek
      pracodawca poszedł na to przyjmując nowego pracownika (możliwe że są tacy a ja
      się mylę)
    • attiya Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 08:24
      sory ale dziwne rzeczy piszesz....przedszkola i żłobki nie są dziś czynne od 8 z
      rana- od siódmej, nawet 6:30...
      więc w czym problem aby dzieci zawieźć wcześniej i zdążyć na 8 do pracy?
      wymówki szukasz chyba
      albo z takim podejściem to raczej pracy nie znajdziesz...
      a ojciec dzieci nie może włączyc się w odwożenie? Jego praca ważniejsza od twojej?
    • alba27 Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 08:37
      Ja też uważam, że praca 8-16 jest pracą wymarzoną przy małych
      dzieciach, sama tak pracuję. Przedszkola są czynne wcześniej,
      świetlice zazwyczaj też, możesz dzieci odstawiać o 7-7:30.
      jak się sprawdzisz w pracy to może pracodawca pójdzie ci na rękę i
      będziesz mogła wychodzić trochę wcześniej a odrabiać to będziesz np
      w jakiś jeden dzień w tygodniu i wtedy załatwisz opiekunkę-
      odbieracza.
      Dużo większy problem byś miała gdybyś pracowała 10-18, co z tego, że
      byś dziecko na 8 do przeszkola zawoziła jak nie miałabyś jak odebrać
      i niewiele byś miała już czasu dla dzieci przed spaniem.
    • moofka Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 08:42
      obawiam sie ze trudno bedzie dogodniejsze godziny znalezc
      tym bardziej zaczynajac nowa prace
      ale rozumiem, ze logistyka pracujacych rodzicow z dwojka dzieci latwa nie jest
      my oboje zaczynamy prace o osmej i wozimy po jednym
      ja do przedszkola, stary do zlobka
      ja on musi wczesniej, a ja mam dwojke do rozwiezienia - jak dzis na przyklad
      to zanim dotre do roboty - to juz jestem wykonczona smile
      z powrotem odbiera dwojke monsz - najczesciej konczy prace wczesniej, albo moja
      mama - taka pomoc jest nieoceniona
      bo ja koncze o 16 i zanim dojade - a daleko nie mam
      i nie wiem co to korki warszawskie
      to i tak juz mi placowki zamykaja
      czyli albo szukac czegos na czesc etatu - w stolicy moze latwiej, bo u mnie
      raczej bez szans
      albo miec kogos niezawodnego do pomocy
      nie rozumiem, dlaczego ematki naskoczyly na kobite jakby gwiazdki z nieba chciala
      same chyba powinny wiedziec najlepiej, jak trudno jest pracowac i opiekowac sie
      dziecmi
      • ewag12 Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 12:09
        Aż przyjemnie sie Ciebie czyta. Naprawde. Masz takie ludzkie
        podejście do wielu spraw. Szacun
    • e_r_i_n Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 08:58
      Pierwszy raz widzę, żeby matka dzieciom narzekała na pracę 8-16. Raczej
      większość ma nadzieję taką znaleźć.
      Dla mnie też te godziny były kryterium.
      Tyle, że obowiązki wobec dziecka mamy oboje z mężem, dlatego ja rano się Młodym
      nie zajmuję - cała logistyka przygotowawczo - odwożeniowa jest na głowie taty.
      Ja jestem na posterunku rodzicielskim po południu.
      Umowa zlecenia może być dla pracodawcy o tyle problematyczna, że np. ewentualna
      kontrola może uznać ją za umowę o pracę, co się wiąże z konsekwencjami.
      • lilka69 erin 05.11.09, 15:05
        ja to bym narzekala na prace zaczynajaca sie od 8.

        no ale fakt- jak ktos pracuje 8 godz dziennie jak wczesniej zaczyna to i
        wczesniej konczy . ale ja sie zastanawiam- jak ktos chodzi na 8 to o ktorej musi
        wstac?! i o ktorej sie polozyc wieczorem?! chyba , ze praca jest blisko to do
        przezycia. ciezkiego ale przezycia.
        • e_r_i_n Re: erin 05.11.09, 18:06
          Wiesz, ostatkiem sił ciągnę, ale rozumiesz, 300 metrów mieszkania, koń i samolot
          drogie w utrzymaniu.
    • anias29 Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 09:12
      > Czy wszyscy mają tak komfortową sytuację, że dzieci im ktoś
      > zaprowadza do szkoły i przedszkola

      Tak, ja mam tak komfortową sytuację, że tatuś zaprowadza, bo ja jeżdżę do pracy
      na 7.
      Rozumiem, że jesteś samotną matką?
    • kai_30 Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 09:38
      Co do rozpoczynania pracy na ósmą, to już nie będę powtarzać po dziewczynach, bo
      zgadzam się, że to wygląda na wymówkę, żeby pracy nie podjąć. Odniosę się tylko
      do umowy: to nie jest tak (na szczęście!), że pracodawca może podpisać dowolny
      rodzaj umowy: o pracę albo zlecenie. Jeśli spełnione są warunki, by podpisać
      umowę o pracę, to nie można zatrudnić pracownika na zlecenie - jest to
      zwyczajnie niezgodne z prawem. Nieprawdą jest też, że umowa zlecenie jest
      korzystniejsza finansowo, bo też jest opodatkowana i ozusowana - chyba że jesteś
      studentką poniżej 26. roku życia lub zarabiasz na umowę o pracę powyżej
      minimalnej pensji.

      Potencjalny pracodawca Ci się trafił normalny, a Ty wydziwiasz. Ech.
      • arieska Re: Paradoks matki szukającej pracy... 06.11.09, 16:08
        kai_30 napisała:
        > Nieprawdą jest też, że umowa zlecenie jest
        > korzystniejsza finansowo, bo też jest opodatkowana i ozusowana - chyba że jeste
        > ś
        > studentką poniżej 26. roku życia lub zarabiasz na umowę o pracę powyżej
        > minimalnej pensji.

        Tutaj sie mylisz. Zlecenie jest "opodatkowane i ozusowane", ale odpada tzw.
        ubezp. chorobowe (na zleceniu nie mozna isc na zwolnienie lekarskie, więc ta
        składka odpada)i ta kasa zostaje w kieszeni. Innymi slowy jest korzystniejsza
        finansowo i wiek nie ma tu nic do rzeczy.
        • morekac Re: Paradoks matki szukającej pracy... 06.11.09, 16:50
          Jest korzystniejsza finansowo tylko do momentu, kiedy człowiek lub
          jego dzieci się nie rozchorują. Różnica to 24,50 zl na każdy 1000 zł
          brutto pensji. W przypadku zlecenia może być to składka dobrowolna.
          • arieska Re: Paradoks matki szukającej pracy... 06.11.09, 21:28
            morekac napisała:

            > Jest korzystniejsza finansowo tylko do momentu, kiedy człowiek lub
            > jego dzieci się nie rozchorują.

            Ale nie mnie to tlumacz,ja to wiem i to przeciez nie moj problem. Osoba
            preferujaca taka umowe powinna doskonale wiedziec, ze nie ma w niej miejsca na
            urlop czy zwolnienie. Cos za cos.

            > Różnica to 24,50 zl na każdy 1000 zł
            > brutto pensji.

            Jezeli dla kogos dodatkowe kilkadziesiat zlotych zysku jest wazniejsze niz
            powyzsze "przywileje" to widocznie ma ku temu powody.

            > W przypadku zlecenia może być to składka dobrowolna.

            Ale pozbawiona sensu skoro i tak nie mozna isc na L4.
            • e_r_i_n Re: Paradoks matki szukającej pracy... 06.11.09, 21:38
              Jeśli płaci składkę chorobową, może iść na zwolnienie.
        • e_r_i_n Re: Paradoks matki szukającej pracy... 06.11.09, 16:59
          Oczywiście, że m.in. wiek ma sporo do rzeczy. Faktycznie jest korzystniejsza
          tylko w przypadku, jak napisała Kai, bycia studentem/posiadania innego tytułu
          ubezpieczenia emerytalnego i rentowego.
          • arieska Re: Paradoks matki szukającej pracy... 06.11.09, 21:20
            e_r_i_n napisała:

            > Oczywiście, że m.in. wiek ma sporo do rzeczy. Faktycznie jest korzystniejsza
            > tylko w przypadku, jak napisała Kai, bycia studentem/posiadania innego tytułu
            > ubezpieczenia emerytalnego i rentowego.

            Te skladki sa tez na zleceniu.
            • e_r_i_n Re: Paradoks matki szukającej pracy... 06.11.09, 21:33
              Nie zawsze. I tylko, gdy ich nie ma, zlecenie jest finansowo korzystniejsze od
              umowy o pracę.
    • tafasola Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 09:55
      Jak się nie chce, to gorzej jak nie można.
      Pracuję 8-16, 15 km od Warszawy, mieszkamy w Warszawie.7:15 wyjście
      z domu, zrzut jednego małego w przedszkolu, zrzut drugiego małego w
      szkole, jeszcze w pracy jestem chwilę przed czasem i to bez
      wywieszonego języka. Wielkie mi halo. Przedszkole jest czynne od
      6:45, więc na dobrą sprawę nawet na 7:30 bym do pracy zdążyła. To
      oczywiście jak nie ma męża, bo jak jest, to on rano rozwozi małych,
      ja odbieram. Lepiej być nie może. Przed 17 jesteśmy w domu.
      A pamiętam jeszcze czasy, gdy wychodziłam z dziecmi z domu o 6:20,
      bo takie miałam godziny pracy i tak trzeba było. Po prostu zależało
      mi na pracy. Przeżyły dzieci, przeżyłam ja.

    • zefirekk Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 10:24
      ja co prawda mam jedno dziecko, ale do pracy dojeżdżam 50km i daję radę. o 7
      młody do żłobka a ja do pracy i chwilę po 8 jestem w tyrze. Na rozmowie od razu
      mówiłam, że mam niespełna roczne dziecko itp. itd. Jak widać dla pracodawcy
      liczyły się moje umiejętność bardziej niż fakt, że mam dziecko i muszę dojechać
      z innego miasta. Niby dlaczego na zleceniu masz mieć więcej kasy niż na umowie
      na zastępstwo? Przecież tak czy siak odciągną Ci WSZYSTKIE składki, chyba, że
      pracujesz gdzieś jeszcze, to tylko zdrowotną (wtedy faktycznie więcej kasy dla
      Ciebie),
    • osa551 Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 11:00
      ianna napisała:

      > Dzisiaj byłam na kolejnej w ciągu ostatnich miesięcy, rozmowie w
      > sprawie pracy i poraz kolejny jako matka z dwójką dzieci właściwie
      > nie mam szans na znalezienie pracy bo:
      >
      > MUSZĘ zacząć pracę O 8:00 ( nieważne, że zwykle od 8 do ok 8:30
      > ludzie się schodzą a potem idą na kawę więc praca właściwa zaczyna
      > się ok 9:00)
      > To ja się pytam (retorycznie rzecz jasna) jakim cudem mam zawieźć
      > dziecko do przedszkola a drugie do szkoły ( w W-wie a mieszkam pod)
      > na 8:00 a potem przejeżdżając przez Warszawę dojechać na ....8:00??
      > Czy wszyscy mają tak komfortową sytuację, że dzieci im ktoś
      > zaprowadza do szkoły i przedszkola czy też wszyscy pracujący od 8:00
      > są mężczyznami/osobami bez dzieci/ mającymi pracę przysłowiowe 5
      > minut od domu/szkoły/przedszkola/ mającymi pomoc w postaci
      > babci,cioci itd.

      Wybacz, ale u mnie są matki dwójki dzieci w tym niektóre samotne i jakoś sobie
      radzą. Widocznie im zależy na pracy. Wydaje mi się, że pracodawcy raczej
      odbijają się od Twojego malkontenctwa (mam nadzieję, że tak się to pisze).
    • an_ni Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 11:06
      ale sie rzucilyscie na autorke, matki polki harujace, wszystko
      mogace! do tego same! samodzielne
      czy kazda z was lubi wstawac o swicie, budzic slodko spiace dzieci o
      6 rano i dymac do pracy po ciemku? jesli mieszkacie w W-wie i w 30
      min dojezdzacie do pracy, to nie rozumiecie problemu.
      ja nie przyjelabym pracy od 8 rano, nienawidze wstawac przed 7 rano
      a przez pol roku przed 7 rano jest ciemno brrr
      ja nie funkcjonuje o tej godzinie i koniec wiec nigdy nie szukalam
      pracy w ktorej jest obowiazek zaczynania pracy przed 9.
      dziecku tez nie zafundowalabym siedzenia w swietlicy / przedszkolu
      od 7 rano, koszmar jakis.
      w fabryce nie pracuje wiec o swicie nie musze zaczynac zmiany
      autorko szukaj a znajdziesz. nie ma przymusu pracy od 8 rano.
      • caffe_mocca Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 14:51
        an_ni - no przepraszam bardzo!
        skoro autorka watku nie chce i nie ma zamiaru wstawac o 7 rano i udawac sie do
        pracy na 8 to oczywiscie wolno jej!
        Nikt nie pisze ze nie

        ale potem niech taka osoba nie placze po forach ze nie moze znalesc pracy, jak
        sobie sama na starci strzela samobója w rozmowe z pracodawca !
        bo to o to chodzi - jest na "nie" od samego startu i 1 wszej rozmowy z
        pracodawca, argumenty - smieszne ze prace sie zaczyna najwczesniej po pol
        godzinie/ godzinie od przyjscia do pracy (gdybym byla pracodawca umarłabym ze
        smiechu po takim argumencie pracownika - gratulacje dla autoprezentacji!smile)
        • tafasola Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 15:07
          No dokładnie, ja przychodzę o 8 +/- 3 min. Odpalam kompa,
          uruchamianie kilku systemów, na których równolegle pracuję, trwa ok.
          kwadransa. W tym czasie ide do kuchni po kawę, wracam i 8:15 siadam
          do pełnowymiarowej pracy. Jakoś nikt u mnie się nie snuje przez
          godzinę bez celu po korytarzach. A terroru żadnego nie ma.
          • caffe_mocca Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 20:35
            heh smile ja przychodze 10 min PRZED godzina 8 rano - zeby miec wlasnie czas na kawe i odpalenia kompa - o 8 rano to juz klawiatura i telefon mi "furkocze"

            ps. tak, z tego co pisala autorka watku - mozna zrozumiec ze dokladnie taki argument przedstawiła potencjalnemu pracodawcy smile
            • tafasola Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 20:53
              E, to ja przygotowanie sobie stanowiska perfidnie zaliczam do czasu
              pracy. W koncu to nie moja wina, że kwadrans toto się rozgrzewa smile.
              A jak telefon zadzwoni, to dobiegnę smile Mam na szczęście taki
              charakter pracy, że jak ktoś do mnie cos ma, to przysyła drogą
              elektroniczną.
              Ale żadnego snucia się po korytarzach z kubkiem kawy w ręku i
              pogaduch u mnie nie ma. Kazdy robi sobie ten boski napój i wraca do
              siebie.
            • an_ni Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 22:38
              to jestes frajerka ze przychodzisz wczesniej
              ja przebranie sie, wlaczenie kompa, picie kawy wliczam do czasu
              pracy, pracuje przy biurku a nie przy tasmie wiec moje prawo pic
              kawe w czasie pracy
              wystarczy wyzysku ze pracodawca mi dolicza bezplatna przerwe
              obiadowa - 30 minut

              a po lekturze dzisiejszego artykulu w DF o bumelowaniu w pracy mam
              ochote innym frajerkom oddajacym wlasny czas firmom opowiedziec o
              tym jeszcze wiecej, ale w sumie zrobie to jutro z pracy big_grin
              • caffe_mocca Re: Paradoks matki szukającej pracy... 06.11.09, 10:03
                moze i jestem frajerka - ale 10 min przed mnie nie zbawi - i w spokoju moge
                wypic kawe smile
        • an_ni Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 16:43
          a ty myslisz ze autorka przedstawila takie argumenty na rozmowie??
      • cirilla28 Re: Paradoks matki szukającej pracy... 06.11.09, 12:28
        Myślę, ze moje dzieci i ja wolimy o 7 być pod świetlica
        niż stać po zasiłek.
        Dzieje im się mniejsza krzywda.
        Nienawidze porankow i tej calej "logistyki" ale nie ma
        innego sposobu, żebym mogła utrzymac rodzinę jako
        jej jedyny zywiciel.
        Ja cieszyłabym się tym, że matke ktos chce zatrudnic.
        Bo to jest dopiero paradoks - za mloda to będzie miec dzieci, koło
        30 ma dzieci - beda chorowac, po 40 - za stara do pracy...
      • arieska Re: Paradoks matki szukającej pracy... 06.11.09, 16:18
        an_ni napisała:
        > ale sie rzucilyscie na autorke, matki polki harujace, wszystko
        > mogace! do tego same! samodzielne
        > czy kazda z was lubi wstawac o swicie

        Jestem niemal pewna, ze zdecydowana wiekszosc nie lubi. Ale to nie kwestia
        lubienia tylko koniecznosci. Jedni o 7:00 smacznie spia, a inni sa w drodze do
        pracy. Bo musza. I tyle.
      • jakw Re: Paradoks matki szukającej pracy... 06.11.09, 23:00
        an_ni napisała:

        >jesli mieszkacie w W-wie i w 30 min dojezdzacie do pracy,
        Wiesz, wcale nie trzeba mieszkać poza Wwą, żeby do pracy tamże
        jechać dłużej niż pół godziny. Mnóstwo ludzi w granicach miasta
        jedzie 1-1,5. I jeszcze ma dzieci na dokładkę.


        > ja nie przyjelabym pracy od 8 rano,
        > nienawidze wstawac przed 7 rano
        Jeśli chce się wozić na 8.00 dziecko do szkoły w Wwie to i tak
        pewnie trzeba wstać przed 7.


        > dziecku tez nie zafundowalabym siedzenia w swietlicy / przedszkolu
        > od 7 rano, koszmar jakis.
        Ale wiesz, że dużo przedszkoli czy świetlic jest czynna do 17, więc
        praca 9-17/17.30 jakby się trochę kłóci z samodzielnym odbieraniem
        dzieci - tak czy siak może być potrzebna opiekunka.
      • dorek3 Re: Paradoks matki szukającej pracy... 13.02.10, 20:30
        W Warszawie w 30 min to można najwyżej z Bemowa do Śródmieścia dojechać pod warunkiem że mieszka się w miarę w skomunikowanym miejscu. No chyba ze metro to wtedy można pokonać i większe odległości.

        Ja akurat nie mogłabym pracować w sztywnych godzinach, bo korki i dwójka dzieci skutecznie mi uniemożliwiają bycie na punkt. Ale mam komfort bycia pracownikiem który spokojnie jest w stanie sobie to wynegocjować, poza tym celuję w firmy które maja taki styl pracy. Nikogo nie obchodzi o której przychodzę (a wychodzę zawsze o 16 bo odbieram młodych), ważne że praca wykonana.
        Za to podziwiam wszystkie emamy, które z dwójką szybko i sprawnie wychodzą z domu o 7. U nas zazwyczaj rano mąż dowozi chłopaków, ale i tak cała operacja od wstanięcia do wyjścia z domu trwa co najmniej godzinę i polega na moim ciągłym poganianiu towarzystwa. Nie lubię takich poranków, ale jeszcze bardziej nie lubię byle jakich szkół więc wożenia końca nie widać przez najbliższe lata.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka