Dodaj do ulubionych

Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawnych...

12.12.09, 23:13
Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawnych, dysfunkcyjnych ...

Zastanawiam czy matki zdrowych dzieci zastanawiały się jak by to było gdyby
nagle musiały stanąć po tej drugiej stronie. Bo umówmy się, jak widać po
wypowiedziach na forum dziecko chore i jego rodzic traktowani są raczej
niezbyt przychylnie przez społeczeństwo. Oczywiście zaraz ktoś napisze: ale ja
bym do jakiś konkretnych sytuacji nie odpuścił. Tylko czy faktycznie? No cóż,
różnie bywa, prawda? Nie umiemy do końca zapanować nad zdrowym dzieckiem a co
dopiero chorym tongue_out
Obserwuj wątek
    • gazeta_mi_placi Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 12.12.09, 23:17
      Otóż to...
      Te biedaczki jakby trafiło im się takie dziecko chyba by się powiesiły,skoro nawet przy zdrowym dziecku nieuprzejma ekspedientka/sąsiad/ktoś kto nie przepuścił ich w kolejce przyprawia o złość i palpitacje serca big_grin
      • czar_bajry Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 12.12.09, 23:22
        Jak zawsze punkt widzenia zależy od punktu siedzeniatongue_out
    • ardzuna Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 12.12.09, 23:55
      kropkacom napisała:

      > Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawnych,
      dysfunkcyjnych ...
      >
      > Zastanawiam czy matki zdrowych dzieci zastanawiały się jak by to
      było gdyby
      > nagle musiały stanąć po tej drugiej stronie.

      Jest różnica między rodzicami szukającymi pomocy a niewidzącymi
      problemu, kiedy ich dziecko kaleczy innych. Pewnie że są dzieci
      stwarzające problemy wychowawcze, ale nie rozumiem postawy chowania
      głowy w piasek i obwiniania innych, że nie znoszą cierpliwie np.
      grożenia ich dzieciom nożyczkami przez nasze dziecko.
      • modrooczka Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 00:08
        Przez całe dzieciństwo miałam kontakt z dziewczyną z porażeniem mózgowym.
        Zatrzymała się w rozwoju na poziomie 8-9 lat. jej rodzice nic od niej nie
        wymagali, zapewniali jej tylko przyjemności, bo wciąż słyszeli, że zostało jej 3
        miesiące życia. Była w moim wieku, często się spotykałyśmy, lubiłyśmy się. Z
        czasem coraz mniej, bo ona o wszystko miała pretensje, ciągle zmuszała innych do
        obskakiwania siebie, była coraz bardziej roszczeniowa i niemiła. Przychodziłam
        dalej ale to nie było miłe. Dlaczego tak było? Rodzice nigdy jej nie
        wychowywali, bo przecież zaraz umrze. Nic od niej nie wymagali, nawet
        elementarnej grzeczności wobec siebie. Przeżyli 30 lat nie robiąc nic. Ona już
        nie żyje, a ja wiele razy myślałam, że jeśli będę miała takie dziecko, to
        postaram się dać mu wszystko to, co bym dała zdrowemu: miłośc, czułość,
        wychowanie, zasady, system wartości. Te ostatnie na tym poziomie na którym by
        się udało oczywiście. Nie czekałabym, nie myślałabym, że to mu niepotrzebne bo
        jest niepełnosprawny. Każdemu jest potrzebne poważne traktowanie.
      • zolwinka Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 00:14
        Ok, powiedz mi, co powinien ten rodzic zrobić?

        Dziecko z artykułu jest w pierwszej klasie. Większe problemy mogły
        się dopiero pojawić (jeśli miał zerówkę przedszkolną, to w tym roku
        wszedł do nowej, może większej grupy). Nawet jeśli rodzice reagują i
        szukają rozwiązania, to (1) diagnoza trwa, (2) terapia wymaga czasu,
        (3) znalezienie innej szkoły trwa.

        Moje dziecko jest w zerówce, mamy problemy z brakiem uwagi,
        impulsywnością i agresją (nie bije samo, ale reaguje nieadekwatnie
        do bodźca). Nie chowam głowy w piasek - współpracuję ze szkołą,
        przyznaję racje innym rodzicom, że robi źle. Mówię mu, tłumaczę,
        jestem konsekwentna... a on dalej swoje, jak go ktoś
        zdenerwuje/wyzywa/zaczepia. Tego się nie poprawi w ciągu tygodnia
        czy miesiąca.

        Jeden psycholog zdiagnozował ADHD. Ja naprawdę bardzo bym NIE
        chciała, żeby to było ADHD. Wolę, żeby to był jakiś mój błąd
        wychowawczy - bo to mogę poprawić. ADHD to wyrok dla mojego syna i
        na mnie na co najmniej kilka lat (w najlepszym wypadku) - ciężka
        mozolna harówa, a efekty powolne.


        • modrooczka Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 00:24
          W przedszkolu córki był agresywny chłopiec. Bił, zaczepiał itd. Żadne tam ADHD,
          po prostu nadmiar agresji. Matka bardzo współpracujaca, cały system nagród, kar
          itd. Panie w przedszkolu zafundowały sobie szkolenie nt agresji, rodzicom
          zebranie z panią psycholog, zaczęły zwracać większa uwagę na pozytywne bodźce
          dla tego małego. Zachęciły inne dzieci żeby narysowały dla niego rysunki na
          imieniny, żeby lepiej sie poczuł z nimi w grupie. Sytuacja powoli wychodzi na
          prostą, dzieciak duzo spokojniejszy. Nikt z rodziców nie próbował go wyrzucać,
          nie robilbiśmy awantur, chociaż moje dziecko też było nie raz zaczepiane i
          szturchane. Widać gołym okiem, że zarówno rodzice jak przedszkole pracują nad
          sytuacja i im zależy. I to jest ok. Przedszkole zwykłe, państwowe.
        • ardzuna Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 00:57
          zolwinka napisała:

          > Ok, powiedz mi, co powinien ten rodzic zrobić?
          >
          > Dziecko z artykułu jest w pierwszej klasie. Większe problemy mogły
          > się dopiero pojawić (jeśli miał zerówkę przedszkolną, to w tym
          roku
          > wszedł do nowej, może większej grupy). Nawet jeśli rodzice reagują
          i
          > szukają rozwiązania, to (1) diagnoza trwa, (2) terapia wymaga
          czasu,
          > (3) znalezienie innej szkoły trwa.

          Przeczytaj wątek o tym dziecku, jego rodzice nie widzą problemu.
      • mruwa9 Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 01:44
        guzik wiesz o tym, co rodzice dzieci niepelnosprawnych robia dla
        poprawy funkcjonowania dziecka w spoleczenstwie. I sorry, ale
        gooovno wiesz o tym, ile czasu i ile wysilku kosztuje, zeby osiagnac
        jakis maly, maciupenki postep. Najlatwiej jest oceniac innych, ze
        nieudolni, ze wtornie okaleczaja swoje dziecko, ze nic nie robia.
        Podam Ci przyklad z autopsji: zeby moje dziecko siadlo na fotelu
        dentystycznym i pozwolilo sobie zajrzec- tylko zajrzec, nic wiecej-
        do buzi,w celu kontroli stanu uzebienia, kosztowalo nas pelne 9
        miesiecy cotygodniowych wizyt adaptacyjnych. Od 2 lat dziecko uczy
        sie liczyc do dwoch - jeszcze nie potrafi. Od 7 lat trening
        czystosci- pieluchy ciagle cala dobe, postep polega na tym, ze po
        zsikaniu sie dziecko melduje, ze ma mokro. Od tylez samo lat trening
        ubierania sie i rozbierania- na razie dziecko umie sciagnac spodnie
        i skarpetki, a zalozyc na glowe czapke. Koniec.
        Tak wygladaja sukcesy wychowawczo- spoleczne dziecka
        niepelnosprawnego. Badz wiec uprzejma i zachowaj sobie swoje oceny
        dla siebie, bo nie masz bladego pojecia, jak wyglada w
        rzeczywistosci bycie rodzicem osoby niepelnosprawnej, a swoimi
        komentarzami tylko krzywdzisz i ranisz tych, ktorzy mieli mniej
        szczescia w rodzicielstwie od Ciebie.
        • ola_motocyklistka Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 10:21
          I widzisz Mruwa....wracając do mojej sprawy-szacun dla Ciebie. BO TY Z DZIECKIEM PRACUJESZ. Ubierasz je sama? z tego co wyczytałam-nie. ćwiczysz, ćwiczysz, ćwiczysz.
          Tam tego nie ma i nie było. Dziewczyna staje, rozkłada ręce-ma nakładane ubrania. A jak kiedyś zmusiłam ją żeby się sama ubrała - zrobiła to, owszem tylko trochę odwrotnie, typu dresy tył naprzód. Moja teść. oczekuje, że jej ta umiejętność przyjdzie wraz ze wzrostem. I nie rozumie i nie da jej się wytłumaczyć, że tak nie jest, i przede wszystkim NIE BĘDZIE. To jej córka została skrytykowana: widzisz? ona nic nie umie to po co ją uczyć?...No właśnie po co? Przecież szybciej i wygodniej zrobić to za nią. Moje pytania do teśc. kiedyś-co będzie jak \ciebie zabraknie? \kto ją ubierze, umyje, nakarmi??? kwituje wzruszeniem ramion. To co ja mam matkę socjalizować, a dziewczynę rehabilitować?? Przecież to ręce opadają, każdemu, kto próbował coś w tym kierunku zrobić. Każdy po kolei się wycofał, ja też. No wybacz, nie mam przygotowania, ale wiem i widzę że można ją bylo nauczyć przez te 20 lat samoobsługi.
          Wątpię, żeby Twoje dziecko za 20 lat było tak niesamodzielne jak ona teraz, bo Ty swoją postawą rodzicielską do tego nie dopuścisz, co widzać już teraz.
          Gdybym ja miała takie dziecko stanełabym na głowie i przede wszystkim przez lata współpracowała ze specjalistami aby życiu dzieckA NADAĆ JAKĄŚ WARTOŚĆ, SENS (praca zarobkowa, grono znajomych), i nie zrobić z niego bezwolnej kukły. Wiem teoretyzuję, bo moja córka jest zdrowa. Ale nie zostawiłabym tego ot tak, dla własnej wygody, bo co będzie potem? A, najwyżej...komuś ją wepchnę w prezencie, niech ktoś za te kilkadziesiąt lat się martwi co z moim chorym dzieckiem.

          Gdyby moje tesciowa wykazywała taką postawę jak TY nie byłoby zapewne dzisiejszych problemów z jej córką. Ona w przeciwieństwie do innych doszukuje się winy w swej córce, nie w sobie.
          • sanciasancia Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 11:33
            Wiesz Olu, mnie się wydaje, że jest jedna rzecz w Twojej sytuacji, której nie
            doceniasz. I jest to poświęcenie Twojej teściowej. Wydaje mi się, że patrzysz
            się na nią przez pryzmat poczucia odrzucenia Twojego męża.
            To trochę jest tak, co na pewno napiszą Ci dziewczyny, które to przeżyły, że jak
            rodzi się dziecko, po którym widać, że jest z nim coś nie w porządku, albo
            okazuje się, że dziecko ma problemy rozwojowe, rodzice, a zwykle matka,
            pozostawieni są sami sobie. Nie ma dla nich odpowiedniego wsparcia, a kiedyś w
            ogóle nie było. Jeżeli Twoja teściowa urodziła córkę 20 lat temu, zapewne jej
            powiedzieli, żeby się z tym bujała sama, skoro sobie strzeliła dziecko
            upośledzone (i może nawet były jakieś sugestie, czego to źle w ciąży nie
            robiła), a ona jak mogła, tak wzięła odpowiedzialność za swoje dziecko i tak się
            nim opiekowała. Co wiązało się z tym, że skupiła całą swoją uwagę na córce,
            która jej bardziej potrzebowała.
            Ja mam małe jeszcze dziecko, miałam kiedyś dziecko z letalną wadą genetyczną i
            wiem trochę, jak w znanym i uważanym za bardzo dobry, szpitalu warszawskim
            wygląda wsparcie rodzica/ów w takiej sytuacji. Nawet, Olu, nie wiesz, jakie
            Twojej teściowej mogli bzdury przez te 20 lat wciskać.
            Wydaje mi się, że musisz pomyśleć o tym, jak sytuację zmienić, ale nie poprzez
            ograniczenie praw teściowej, bo to będzie tylko dla niej sygnał, że jest
            kompletnie beznadziejna i z niczym sobie nie radzi, po co kobietę dobijać. Ale
            bardziej przez pracę z nią. Umówcie ją na konsultację z lekarzami i
            psychologami, jak prowadzić córkę, zaprowadźcie ją do psychologa, żeby sobie
            swoje problemy przepracowała. W ten sposób spróbujcie ją skłonić, żeby coś
            zmienić w opiece nad córką, zapisać ją na jakieś zajęcia. Agresja niczego nie
            rozwiązuje, a w sytuacji, w której kiedyś będziecie musieli się zająć siostrą
            męża, jedynie eskaluje konflikt.
            ps. A swoją drogą, nie zastanawiało Was nigdy, to że na forum jest
            nadreprezentacja dziewczyn z dziećmi upośledzonymi, autystycznymi, z ADHD, z
            problemami? Bo ja stawiam na to, że nikt nie myśli o tym, żeby je wspierać i
            szukają tego wsparcia, gdzie mogą, w naturalny sposób spotykając się i znajdując
            je w sieci.
            • guderianka Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 12:31

              ps. A swoją drogą, nie zastanawiało Was nigdy, to że na forum jest
              > nadreprezentacja dziewczyn z dziećmi upośledzonymi, autystycznymi,
              z ADHD, z
              > problemami? Bo ja stawiam na to, że nikt nie myśli o tym, żeby je
              wspierać i
              > szukają tego wsparcia, gdzie mogą, w naturalny sposób spotykając
              się i znajdują
              > c
              > je w sieci.

              100% racji
              Rodzice pomagają sami sobie-poprzez spotkania w sieci, bo w życiu
              realnym nawet o to trudno gdy doba jest za krótka i podzielona
              między poradnię/szkołę/rehabilitanta/pracę.


              Ja tylko nieśmiało chciałam spytać - czy rozwiązywanie problemów
              teściowej na pewno spoczywa na Oli?
              • pitahaya1 Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 12:37
                Moje kontakty z rodzicami dzieci z ADHD też rozpoczęły się dzięki netowi.
                To poprzez net szukałam podręczników, podstawowej wiedzy, korzystałam z
                doświadczeń innych rodziców.

                Niby jak ich spotkać? Biegać po ulicach z okrzykiem "jest tu jakiś rodzic
                ADHD-owca?". W przychodniach nikt ludzi nie zaznajamia ze sobą, nie daje
                telefonów, nie zaprasza na spotkania.
                Nikomu na tym nie zależy, nikt o to nie dba.

                Rodzic pozostaje ze swoimi problemami i mądrą książką, która jest pomocna jak
                umarłemu kadzidło.

                A specem jest siś po niej takim jak po skończeniu studiów. Niby wiedzę masz ale
                na tym się kończy.
              • sanciasancia Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 12:54
                > Ja tylko nieśmiało chciałam spytać - czy rozwiązywanie problemów
                > teściowej na pewno spoczywa na Oli?
                Wiesz, prawie na pewno nie.
                Ale Ola z uporem godnym lepszej sprawy tam jeździ, czuje się odpowiedzialna i
                ewidentnie nie wie, co robić, więc radzi sobie, jak może i jak jej emocje
                podpowiadają. I ma dwa wyjścia - dać sobie spokój, albo realnie postarać się
                zmienić sytuację. Ja jej post odebrałam jako prośbę o pomoc, więc napisałam, co
                mi się wydaje, że mogłaby zrobić. Prostszego wyjścia (dania sobie spokoju) nie
                podałam, bo zrobiło to przede mną wiele osób.
                (A na mój osąd wpłynęły moje własne doświadczenia i przemyślenia. Kiedyś miałam
                szansę na zajmowanie się swoim dzieckiem z wadą genetyczną. Wada okazała się
                letalna, więc się nie zajmowałam. I doszłam wtedy do wniosku, że nie oddam
                dziecka do zakładu i zrobię wszystko, żeby tam po mojej śmierci nie trafiło.)
                • babcia47 Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 14.12.09, 00:29
                  "Wiesz Olu, mnie się wydaje, że jest jedna rzecz w Twojej sytuacji,
                  której nie
                  doceniasz. I jest to poświęcenie Twojej teściowej."
                  ..moe wiem jak Ola ale ja osobiście nie doceniam i nie szanuję
                  postawy gdy ktoś sie "poświeca" dla samego poswiecania, szczególnie
                  gdy to "poswięcenie" przynosi wiecej strat niz korzyści dla osoby,
                  która sie opiekuje. Znajomi maja córkę, która poważnie i
                  nieuleczalnie zachorowała w okresie nastoletnim. Sama choroba i
                  silne leki, które musi brać sprawiły, ze jest też w pewnym stopniu
                  upośledzona umysłowo ale rodzice staraja sie ja stymulowac do
                  wykonywania wielu czynnosci przy sanoobsłudze, nawet gdy chodzi o to
                  by wstała i sama sobie coś przyniosła, kiedy oni mogli by jej
                  podać..dla jej dobra, bo ruch jest dka niej zbawienny..podobnie w
                  sprawach pamieciowych, umysłowych..i dzieki temu choroba nie
                  postepuje tak jak by mogła i zazwyczaj postepuje, gdy współczujaca,
                  kochająca i poświecająca sie rodzina zaczyna chorego we wszystkim
                  wyreczać, grzebiąc go za życia.
                  I ma dwa wyjścia - dać sobie spokój, albo realnie postarać się
                  > zmienić sytuację.
                  Ola nie musi i Ola robi to co uważa za najlepsze tj. pomaga w takim
                  stopniu, w jakim może bez rozbijania głowa muru zbudowanego przez
                  Teściową..wyżej pupy nie podskoczy i nie da sie uszczęsliwić
                  dorosłej kobiety (teściowej) na siłę a bez jej zgody i chęci
                  współpracy równiez córki..Uważam, ze i tak robi sporo i wiele
                  próbowała zmienić pokazując mozliwości rehabilotacji i róznych
                  zajęć, pokazywała że córka moze jezeli nie jest wyręczana..ale
                  jeżeli poświęcająca się teściowa woli się obrazić, to pewnie za
                  chwilę zostanie i bez tej pomocy z powodu pojawienia sie kolejnego
                  dziecka (brak czasu) a i pewnie ze strachu by ciotka nie zrobiła
                  dzieciom krzywdy
                  • sanciasancia Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 14.12.09, 16:40
                    Nie wątpię, że i Ty, babciu, i cała reszta forumek zajęłaby się upośledzonym
                    dzieckiem lepiej niż teściowa Oli. Tylko, że na razie to teściowa Oli się
                    zajmuje swoją córką. I robi to, najlepiej jak umie. I ja to doceniam.
          • mruwa9 Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 14:07
            Oczywiscie, ze ubieram sama. I pieluchy zmieniam, i kapie, i zeby
            myje, i jedzenie szykuje pod nos. I tak byc moze do konca zycia.
            Czyli wedlug Ciebie- malpia milosc. Bo byc moze pulap mozliwosci
            mojego dziecka skonczy sie na umiejetnosci zdjecia skarpetek, tego
            nie wiem, niezaleznie od wlozonego wysilku mojego i szkoly,
            rehabilitantow itd. W przypadku dziecka pelbnosprawnego mozna
            szacowac zakres umiejetnosci i samozielnosci w doroslym zyciu, w
            przypadku wiekszosci dzieci specjalnej troski- nie. Bedzie, co
            bedzie. Mozna sie starac, ale pewnych rzeczy i ograniczen sie nie
            przeszkodzi. Nikogo nie dziwi, ze osoba na wozku nie ma szans na
            zostanie baletnica, z osobami niepelnosprawnymi intelektualnie jest
            inaczej, bo zakresu ich niepelnosprawnosci nie widac na pierwszy
            rzut oka, a ich rozwoj bywa na tyle nieharmonijny, ze w pewnych
            dziedzinach moga one osiagnac norme dla wieku lub ja wyprzedzic, a w
            innych wykazywac do konca zycia dziecieca bezradnosc. A to okazuje
            sie dopiero w praniu, czyli w zyciu, na co stac konkretna osobe, I
            dlatego nie mozna przykladac miarki osob zdrowych, pelnosprawnych do
            osob niepelnosprawnych.
            • ardzuna Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 14:14
              mruwa9 napisała:

              > Oczywiscie, ze ubieram sama. I pieluchy zmieniam, i kapie, i zeby
              > myje, i jedzenie szykuje pod nos. I tak byc moze do konca zycia.
              > Czyli wedlug Ciebie- malpia milosc. Bo byc moze pulap mozliwosci
              > mojego dziecka skonczy sie na umiejetnosci zdjecia skarpetek, tego
              > nie wiem, niezaleznie od wlozonego wysilku mojego i szkoly,
              > rehabilitantow itd.

              Tylko że ten wysiłek wkładasz, a nie każdy nawet próbuje. Chodzi o
              to, żeby dziecko niepełnosprawne osiągało pułap swoich możliwości,
              bo wiadomo, ze pełnosprawnym się nie stanie.
              • bi_scotti Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 14.12.09, 01:19
                ardzuna napisała:

                > Tylko że ten wysiłek wkładasz, a nie każdy nawet próbuje.

                A co ty wiesz o obcych ludziach ile wysilku wkladaja badz nie -
                mieszkasz u Nich pod szafa? Nie masz pojecia, naprawde NIE MASZ
                ZADNEGO POJECIA ilez razy wieloletnie (!!!) wysilki nie przynosza
                ZADNYCH wyraznych rezultatow. Zamilknij, bo robisz przykrosc
                ludziom - po co?

                Chodzi o
                > to, żeby dziecko niepełnosprawne osiągało pułap swoich możliwości,
                > bo wiadomo, ze pełnosprawnym się nie stanie.

                A ktoz ten pulam ma ustalic? Ty? Otoczenie? Coz za zarozumialstwo
                przebija z Twoich postow. Pokory, pokory, czlowieku niedoswiadczony!
                • ardzuna Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 14.12.09, 22:54
                  bi_scotti napisała:

                  > ardzuna napisała:
                  >
                  > > Tylko że ten wysiłek wkładasz, a nie każdy nawet próbuje.
                  >
                  > A co ty wiesz o obcych ludziach ile wysilku wkladaja badz nie -
                  > mieszkasz u Nich pod szafa?

                  Nie szarp się tak. Nie jesteś chyba tak naiwna, żeby myśleć, że
                  wszystkie rodziny to chodzące ideały, ktore znakomicie wychowują
                  swoje dzieci. Celowo piszę "rodziny", bo dotyczy to wszystkich
                  rodzin. A może trafiłam w twój czuły punkt, bo masz sobie coś do
                  zarzucenia?

                  > Chodzi o
                  > > to, żeby dziecko niepełnosprawne osiągało pułap swoich
                  możliwości,
                  > > bo wiadomo, ze pełnosprawnym się nie stanie.
                  >
                  > A ktoz ten pulam ma ustalic?

                  Pułap ustala się sam, kiedy wychowujesz dziecko tak, zeby osiągało
                  szczyty swoich możliwości.
            • ola_motocyklistka Mruwa 13.12.09, 17:16
              Widzę, że nie czytasz dokładnie tego co napisałam. Twoje wysiłki aby dziecko
              poszło do dentysty trwały 9 miesięcy treningów konsekwencji i niepoddawania się.
              U mojej teściowej? Nie było ich wcale. po pierwszym razie dziewczyna nie dała
              się zbadać-zaniechano jakichkolwiek działań.

              Ma wadę wzroku, musi nosić okulary. Matka jej założyła, ona je zdjeła. Myślisz
              że nosi okulary? Nie, nie nosi. Nikt nie podjął wysilku, aby przyzwyczaić ją do
              okularów. To było przy mnie, jeszcze jak tam mieszkałam. \Pytam dlaczego nie
              zakładasz jej okularów? przecież jej będzie lepiej. Ona się denerwuje i ściąga.
              I koniec.

              Tak robisz? nie wierzę.
              Czy Ty byś zrezygnowała tak od razu? Z tego co czytam-nie. Ty kochasz swoje
              dziecko miłością rozsądną.
              Ubierasz swoje dziecko bo po długich treningach umie założyć tylko pewne
              elementy garderoby.
              D|la porównania-moja szw. nie miała treningów, i po 20 latach nie umie się
              ubrać. nikt z nią nie ćwiczył. Ubierano ją. To jest rozsądna miłość? To jest
              trzymanie pod kloszem, które stało sie więzieniem tej dziewczyny. Właśnie to
              jest przykład"małpiej miłości"

              Nie widzisz różnicy?

              |Nie wierzę. Podchodzisz z niechęcią do wszystkiego co ja napiszę, i dlatego nie
              czytasz dokładnie. Przypięłaś mi łatkę bestii, co pastwi się nad
              niepełnosprawnymi jak tylko kogoś zobaczy w pobliżu, od razu biegnę i tłukę, i
              chwalę się na forum swymi aktami przemocy.
              Musiałabyś poznać drugą wersję mojej rzeczywistości, myślę że zmieniłabyś
              zdanie, i mogłabyś ustosunkować się racjonalnie do tematu.

              Powiem Ci tylko tyle że życzyłabym sobie aby moja szw. miała taką matkę jak Ty.
              Zdeterminowaną, konsekwentną i cierpliwą. Wtedy teraźniejszość byłaby inna, a i
              miałaby pomoc pod postacią najbliższych.
        • ardzuna Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 13:35
          mruwa9 napisała:

          > guzik wiesz o tym, co rodzice dzieci niepelnosprawnych robia dla
          > poprawy funkcjonowania dziecka w spoleczenstwie. I sorry, ale
          > gooovno wiesz o tym, ile czasu i ile wysilku kosztuje, zeby
          osiagnac
          > jakis maly, maciupenki postep. Najlatwiej jest oceniac innych, ze
          > nieudolni, ze wtornie okaleczaja swoje dziecko, ze nic nie robia.
          > Podam Ci przyklad z autopsji: zeby moje dziecko siadlo na fotelu
          > dentystycznym i pozwolilo sobie zajrzec- tylko zajrzec, nic wiecej-

          > do buzi,w celu kontroli stanu uzebienia, kosztowalo nas pelne 9
          > miesiecy cotygodniowych wizyt adaptacyjnych. Od 2 lat dziecko uczy
          > sie liczyc do dwoch - jeszcze nie potrafi. Od 7 lat trening
          > czystosci- pieluchy ciagle cala dobe, postep polega na tym, ze po
          > zsikaniu sie dziecko melduje, ze ma mokro. Od tylez samo lat
          trening
          > ubierania sie i rozbierania- na razie dziecko umie sciagnac
          spodnie
          > i skarpetki, a zalozyc na glowe czapke.

          Nie wiem, do kogo to piszesz, ale czytam to wszystko i myślę sobie,
          jak szczęśliwą jesteś kobietą w porównaniu z moją najbliższą
          przyjaciołką, która nie może pomarzyć o takich sukcesach. Dziecko ma
          7 lat.
          A po drugie zaręczam ci, że rodzice dzieci niepełnosprawnych są
          bardzo różni.
          • joanna35 Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 15:41
            ardzuna napisała:
            > A po drugie zaręczam ci, że rodzice dzieci niepełnosprawnych są
            > bardzo różni.
            Podobnie jak rodzice dzieci zdrowych.
            • ardzuna Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 15:44
              Właśnie.
        • gazeta_mi_placi Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 14:59
          "Badz wiec uprzejma i zachowaj sobie swoje oceny
          dla siebie, bo nie masz bladego pojecia, jak wyglada w
          rzeczywistosci bycie rodzicem osoby niepelnosprawnej, a swoimi
          komentarzami tylko krzywdzisz i ranisz tych, ktorzy mieli mniej
          szczescia w rodzicielstwie od Ciebie. "

          Dokładnie.
          Łatwo mówić jak samemu się nie ma takiej osoby we własnej najbliższej rodzinie.
          Nauczenie jednego wyrazu czasem trwa bardzo długo a co dopiero cała reszta.
          Niektóre osoby z tego wątku które raz czy dwa razy zetknęły się z jedną agresywną niepełnosprawną umysłowo osobą uogólniają jakby same wychowywały takie dziecko lub przynajmniej miały minimum rok praktyki w ośrodkach zajmujących się takimi ludźmi.
        • makurokurosek Mruwa 14.12.09, 00:10
          Na co choruje twoje dziecko? Sory za pytanie ale nie wiem czemu z tobą kojarzył
          mi się do tej pory problem ADHD.
          • mruwa9 Re: Mruwa 15.12.09, 20:28
            wsystko sie zgadza. Dziecko z ADHD to nie to samo dziecko, ktore
            wspominam w tym watku.
            • makurokurosek Re: Mruwa 16.12.09, 00:02
              Cóż w takim razie życzę cierpliwości. Jeszcze raz sory za pytanie, ale mając
              pewien obraz danej osoby łatwiej jest zrozumieć jej wypowiedzi, decyzje.
    • ma_dre Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 09:19
      osobiscie widuje rodzicow dzieci niepelnosprawnych i widze ze sa tacy, ktorzy
      niosa trud wychowania takiego dziecka, oraz tacy, ktorzy sobie odpuscili... tak
      jak i wsrod rodzicow dzieci zdrowych bywa. Nie mam zrozumienia dla rodzicow,
      ktorzy sami bedac zdrowi, nie spelniaja roli, jaka sami na siebie brali.
      Dziecko, jakiekolwiek by nie bylo, bijace inne dzieci, nie wzbudza we mnie ani
      sympatii ani zrozumienia, a tym bardziej jego rodzice. ZWLASZCZA, gdy widze, ze
      po akcji zlomotania kogos, takie dziecko nie uslyszy ZADNEJ uwagi ze strony
      rodzica, jakby nic zlego nie zrobilo.
    • guderianka Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 10:46
      Przez 2lata byłam matką zdrowego (jak sądzilam dziecka)
      Nie, nie stawialam się w sytuacji matek posiadających
      niepełnosprawne dzieci. Nie próbowalam się wczuwać w ich emocje i
      nie zastanawiałam się jak sobie radzą z dzieckiem i z otoczeniem.
      I chyba żadna matka zdrowego dziecka nie powinna tego robić-powinna
      się cieszyć największym szczęściem jakim jest zdrowe
      macierzyństwo,czerpać z tego jak najwięcej ucząc zarazem swoje
      dziecko akceptacji, tolerancji, ciepłych uczuć wobec wszelkich
      INNOŚCI.
      • kropkacom Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 11:00
        > I chyba żadna matka zdrowego dziecka nie powinna tego robić-powinna
        > się cieszyć największym szczęściem jakim jest zdrowe

        Moim celem nie było dawanie do zrozumienia że każdy ma się non stop stawiać w
        sytuacji matki chorego dziecka. Raczej chociaż na chwile spuścić z tonu z pokory
        przed jakimiś większymi trudami. Wszyscy kochamy nasze dzieci takimi jakie są i
        cieszymy się z każdych postępów jakie robią. Tylko tyle smile
        • guderianka Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 11:09
          aha smile
          Masz rację kropko..tylko wiesz-dla każdego jego problem jest
          największy bo to JEGO problem.
    • pitahaya1 Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 11:12
      Mój pierwszy syn jest zdrowy i niech tak zostanie.
      Potem urodził się drugi syn, ten z ADHD.
      I od tego momentu moje życie zmieniło bieg. Zatrzymałam się między
      rehabilitantem, neurologiem, logopedą, psychologami różnej maści, terapiami dla
      syna i dla nas, nefrologiem, laryngologiem, szpitalem, badaniami, testami,
      kolejnymi terapiami. Z czasem do tego doszła szkoła, nasza polska, zupełnie nie
      ogarniająca takich dzieci.

      Od razu uprzedzam niektóre mamy: mój syn NIGDY nie podniósł ręki na inne
      dziecko, nie uderzył, nie wbił cyrkla w rękę.

      Był za to ofiarą szkolnych łobuzów, z którymi szkoła nie potrafiła sobie
      poradzić przez kolejne lata. Pobicia syna, wizyty u dyrektora, w końcu w ataku
      bezsilności policja i sprawa w sądzie.I odwet na moim dziecku, kolejna sprawa w
      sądzie. I kolejne pobicie (wszystkie na terenie szkoły). Kolejne próby zmiany
      szkoły, bez powodzenia. Dziecka z orzeczeniem, bez mojego wyjaśniania,
      tłumaczenia, nie chcieli w żadnej z okolicznych szkół. Nikt nie raczył go nawet
      zobaczyć.

      Tak wygląda taka bajka.
      Dziadek nawet nie chciał "takiego" wnuka oglądać, choć na początku objawów ADHD
      nie widać. Widać było nadruchliwość, napięcie mięśniowe.
      Babcia NIGDY nie pobawiła się z wnukiem, nigdy nie została z nim na noc.
      Powiecie, że nie ma obowiązku. Prawda, nie ma. Tylko ta znieczulica boli.
      Gdy do tego dołoży się znieczulicę innych ludzi, jest ciężko.

      Mój syn obecnie nie różni się od innych dzieci. Ma jeszcze zaburzenie
      koncentracji uwagi. Czyli mówiąc krótko, Kasia odrabia lekcje godzinę, mój syn
      pięć i to pod koniecznym dozorem dorosłego. A efekt jest taki, że idzie do szły
      przygotowany, pani potraktuje go jak burego psa i syn z nerwów dostaje pałę. Tak
      wygląda nasze, w zasadzie moje życie.

      Natomiast na jedno chciałabym zwrócić uwagę: ADHD jest stosunkowo nową wadą,
      wprawdzie w innych krajach z jej diagnozowaniem i leczeniem jest lepiej,
      niemniej jednak w Polsce ten temat cały czas jest bardziej obiektem kpin i
      docinków niż polem do poprawy jakości życie dzieci.
      Nie macie pojęcia ilu psychologów (tych prywatnych i z NFZ) zaliczyliśmy, ile
      wizyt odbyłam, żeby trafić na kogoś, kto mną pokieruje. Kilka lat walenia głową
      w mur, obijania się o ściany pseudo terapeutów i innych wynalazców. Mało się
      mówi na temat tego, że o ile potrafimy zdiagnozować ADHD to już dalej nie wiemy
      co z tym czymś zrobić. Nie wiedzą nauczyciele, nie wiedzą lekarze. Ale rodzic
      MUSI wiedzieć.


      Nie macie pojęcia, ile przykrych słów usłyszałam ja i moje dziecko. Nie ważne,
      że mój syn nie bił, nie kopał, nie pluł. Ważne, że miał ADHD, takich się nie
      zaprasza na urodziny, do domu. Z takimi lepiej się nie bawić na placu bo nigdy
      nie wiadomo, co TAKIEMU do głowy strzeli.
      To nie moje wymysły, to słowa z ust innych rodziców.

      Wygadałam się.
      W poprzednim wątku zbyt wiele było przykrych słów pod kątem TAKICH dzieci jak
      mój syn.
      • joanna35 Może dla odmianny powinnysmy założyć wątek o tym 13.12.09, 11:23
        jak traktowane są dzieci niepełnosprawne(bez względu na rodzaj
        niepełnosprawnosci) przez swoich zdrowych rówieśników? Wątki na
        temat tego co zrobiło dziecko niepełnosprawne pojawiają się na tym
        forum raz na jakiś czas i nie ma zmiłuj się dla niego i jego
        rodziców, zwłaszcza matek. Ciekawe dlaczego nigdy nie piszą np.matki
        dzieci z klas integracyjnych na temat tego ile przemocy doświadczają
        ich dzieci ze strony zdrowych kolegów, tych, którym - jak ujęła to
        matka w innym wątku - można wytłumaczyć więc nie trzeba oddawać, jak
        traktowane są przez nieprzygotowane, albo przygotowane w
        niewystarczającym stopniu nauczycielki? Przepraszam, to tak obok
        zasadniczego tematu, ale poruszył mnie post poprzedniczki.
        Pozdrawiam.
        • pitahaya1 Re: Może dla odmianny powinnysmy założyć wątek o 13.12.09, 12:31
          Mój syn ma obecnie 12 lat.

          Po tylu latach mogę śmiało powiedzieć, że od dzieci po stokroć gorsi i podlejsi
          są ich rodzice, dziadkowie.
          Podli i okrutni.

          Jak każde dziecko, mój syn zapragnął być wśród rówieśników.
          Mądra n-ta pani psycholog stwierdziła, że dziecko musi się wyszaleć. Wszak jest
          nadpobudliwe.
          Co zrobiłam? Zapisałam dziecko na karate.
          Inne dzieci nawet nie zauważyły, że z moim synem jest coś nie tak. Bo w sumie co
          było nie tak? Wolniej reagował na polecenia, trzeba było my coś wyjaśnić w
          prostszych słowach.
          Po miesiącu nam podziękowano. Powód: nie nadąża za grupą. Jakby to była co
          najmniej kadra narodowa.

          Nie poddałam się. Zapisałam dziecko na basen, na naukę pływania. Dobrze, że syn
          pojętny i szybko chwyta. Ale jest z tych wiercących się, tych, którzy muszą na
          koniec jeszcze jedno kółko zrobić i trzy razy zanurkować.
          Pod koniec drugiego roku nauki pływania grupa rodziców wymusiła na instruktorze,
          żeby nasz syn więcej nie chodził z ich dziećmi. I tak sie stało, Oficjalna
          wersja "już się naumiał". Mniej oficjalna "nie po to płacimy, żeby nam TAKI
          lekcje opóźniał i dzieci rozpraszał".

          Kolejne zajęcia dodatkowe: koszykówka. Tu też nam podziękowano, syn za bardzo
          się kręcił.

          Następne zajęcia zasugerowane przez psychologa: sztuki walki oparte na
          spokojnych ruchach. Podziękowano nam po dwóch miesiącach. A przecież
          wspomniałam, że syn może się kręcić. Pan mnie przekonywał, że niejeden
          temperament utemperował. Jak widać, w tym przypadku mu się nie chciało. Jako
          powód podał: kręci się, nie jest w stanie ustać przez 1min. w ciszy.

          W szkole syn zgłosił się na zajęcia kółka teatralnego. Dał sobie spokój, gdy w
          obecności nauczycielki dziewczyny kpiły z jego wady wymowy. Wady, która nota
          bene wróciła w tym traumatycznym okresie pobić, spraw w sądzie, przesłuchań. Do
          tej pory zdarza mi się słyszeć "jak pani nie wstyd, dziecko duże a tak mówi" I
          co, mam tłumaczyć, że to wróciło, że syn mówił świetnie, że nie tylko mowa
          ucierpiała, że nabawił się takich zaparć, że w końcu wylądowaliśmy w szpitalu,
          że dopóki nie przyszedł do tej szkoły (rejonowej, jedynej, która musiała przyjąć
          papiery) był jedynie wiercącym się dzieckiem, które nie umie zapanować nad
          porządkiem w szafce...A teraz jest kłębkiem nerwów. I, że lata miną nim ten lęk
          przed samotnymi powrotami ze szkoły odejdzie w niepamięć.

          W końcu padło na windsurfing. Ale tu byłam mądrzejsza. Wzięłam prywatnego
          instruktora i o ADHD nie mówiłam. Syn po dwóch godzinach sam pływał. Zachwytom
          nie było końca, syn szczęśliwy.

          Podobnie zrobiłam z obozem. Poza problemami gastrycznymi instruktor o niczym nie
          wiedział. Przy odbieraniu syna pytałam, czy miał z nim jakiś problem. Okazało
          się, że nasz syn był jednym z grzeczniejszych dzieci. Jedynie z utrzymaniem
          porządku w szafce, sprzątaniem w pokoju miał problem.
          Ten człowiek nawet nie wie, że miał ADHD-owca w grupie. I pomyśleć, że w
          niektórych kartach kolonijnych otwarcie, łamiąc prawo, pojawia się
          informacja "nie przyjmujemy dzieci z ADHD".
          • ola_motocyklistka Re: Może dla odmianny powinnysmy założyć wątek o 13.12.09, 13:52
            Pierwsza myśl jaka mi przyszła po przeczytaniu: ja pierdzielę...

            Tak jak napisałam Mruwie-podziwiam za upór i konsekwencję.
            Chcialabym żeby moja teściowa była taka i widziała w perspektywie przyszłosci
            cel swoich działań.

            U córki w przedszkolu okazało się ze jest jedna dziewczynka, ktora odstaje od
            grupy. Panie krótko nakreśliły jej historię i rodzaj odmienności.
            Wymaga indywidualnej opieki, ponieważ jej zachowania są nieprzewidywalne. (ale
            nie jest agresywna). Pytano się nas o zdanie, czy chcemy coś z tym zrobić.
            30 dzieci w grupie, 2 panie, 1 pomoc, z czego pani pomoc w praktyce zajmuje się
            tamtą dziewczynką.
            Zabrałam głos i powiedziałam, że nie mam nic przeciwko dziewczynce, pod
            warunkiem, że inne dzieci w tym moja nie ucierpią. (zaburza im czasami
            realizację zadań-jest z nich zwolniona i może się w tym czasie np. bawić. Inne
            dzieci widząc-też chcą się bawić a nie robić coś co każą panie. Skoro ona może,
            to dlaczego one nie?)
            Zaproponowałam jeszcze dodatkową panią do pomocy. Wiadomo, jest to niemożliwe w
            państwowym przedszkolu.A uważam za rozwiązanie sytuacji.

            Tamta dziewczynka ponoć zrobiła postępy w rozwoju, zaczęła odnajdywać się w
            grupie. Dlaczego nie dać jej szansy?
            Problem w tym że na chceniu się kończy. A realne warunki nie pozwalają
            realizować tych dobrych chęci i w praktyc`e pomóc temu dziecku.
            No i problem. Mam nadzieję i liczę na to, że sprawa zakończy się pozytywnie.

            Niestety nasze realia daleko odbiegają od teorii książkowej. I w tym wszystkim
            rodzice stojące po 2 stronach barykady.

            trudne to wszystko.
        • gazeta_mi_placi Re: Może dla odmianny powinnysmy założyć wątek o 13.12.09, 14:54
          Znam zdrowe dziecko (nie upośledzone ani fizycznie ani umysłowo,w ogóle nie
          wykazujące agresji,wygląd normalny itp.) które przez lata było tępione przez
          rówieśników (zdrowych rówieśników- w większości z bogatych
          i normalnych rodzin) bo jako jedyne w danej grupie miało rodziców bardzo mało
          zarabiających i widać było (pod względem ciuchów/zabawek) drastyczną różnicę na
          tym tle.
          Zdrowe dzieciaki mogą dać wycisk nie tylko tym upośledzonym.
          Ale lepiej pogadać o tych upośledzonych,jakie to są niedobre...
    • lineczkaa Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 11:26
      Większość się pewnie nie zastanawia, tylko krytykuje lub za plecami szydzi, że dziecko z czymś sobie nie radzi, a już takie duże.
      Może młode kobiety aż tak się z tym nie ujawniają, ale babcie z lubością. Ja już przestałam wdawać się w dyskusje na placach zabaw, że moje dziecko za wolno wchodzi na drabinkę i wnusio/wnusia musi czekać. Dzieci też komentują rysunki mojego dziecka, że "rysuje jak dzidzia", ale dzieci to tylko dzieci, widzą i komentują, niektóre w pracach plastycznych pomagają ale mają do takich zachowań prawo. Dorośli powinni się czasem ugryźć w język, zwłaszcza, że pewne dysfunkcje wychodzą później, tak jak u mojej. To się wyżaliłam smile.
    • deodyma Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 12:26
      znam rodziny z chorymi, uposledzonymi dziecmi, jak i doroslymi.
      widzialam tez, jacy potrafia byc agresywni wobec swojej rodziny.
      moja przyjaciolka ma uposledzonego brata i pamietam, jaki moj maz
      byl wsciekly, gdy o malo nie zarobil od niego nozem w oko.
      a to dlatego, bo zaproponowal, zebysmy poszli wszyscy razem na
      pizze, wypili po piwiem a znamy sie wszyscy od lat.
      jej brat sie wkurzyl i rzucil nozem w jego kierunku...
      gdyby sie nie uchylil, mogl stracic oko.
      sytuacja miala miejsce ponad 4 lata temu.

      ja bym nie wytrzymala nerwowo, naprawde.
      • gazeta_mi_placi Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 14:45
        Nie wszystkie osoby niepełnosprawne umysłowo (dzieci i dorośli) są agresywne.
        Nie ma co uogólniać.
        A ile osób zdrowych na umyśle (często nawet znanych
        i lubianych przez innych) stosuje przemoc fizyczną i psychiczną wobec najbliższych?
        I są to osoby "normalne" ,nierzadko z dobrą pracą i wyższym wykształceniem.
        Bardziej niebezpieczni są zdrowi młodzi bandyci (dresiarze,kibole,złodziejaszki).Też można zarobić nożem.
        I o wiele większe prawdopodobieństwo ich spotkania.
        • deodyma Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 21:20
          zdaje sobie z tego sprawe.
    • lolinka2 Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 13:08
      ja mam sytuację dziwną... dziecko z etykietą od psychiatry i
      jednocześnie wybitnie zdolne.
      Otoczenie dzieli się na dwa obozy: love me or leave me smile, czyli są
      bezwzględni fani talentów Talki i są ci, którzy nabierają wody w usta
      i znikają z pola widzenia w mgnieniu oka na wieść o diagnozie...
      No cóż, jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził...

      Nie odczuwam potrzeby żeby tzw społeczeństwo współczuło mi albo
      traktowało ulgowo mnie lub córkę.
      Chciałabym, żeby więcej uwagi poświęcano jej w szkole, bo zanosi się
      na underachievement, ale to raczej pobożne życzenia wyłącznie, bo
      szkoła - skądinąd niezła i sądzę że w warszawskiej czołówce - jest
      zwykłą szkoła publiczną, z jej dobrymi i złymi stronami (złe, to
      m.in. równanie do średniej, czyli ucinamy dziecku główkę, jeśli mu
      ponad poziomy wystaje smile
      A dopóki dorośli pełnią swoje role mądrze i odpowiedzialnie, są w
      stanie zapanować nad dzieckiem. Na litość boską, nie promujmy
      pajdokracji i nie uprawiajmy czarnowidztwa!
    • sloooneczko Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 21:23
      majac zdrowe dzieci nie zyja i nie zastanawiaja sie jak to jest po
      drugiej stronie..normalne
    • bea.bea Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 22:04
      jest taka seria książeczek ...opowiastki familijne..polecam dużym i
      małym...i oczywiscie paczke chusteczek do nosa...
      wsiądź na wózek inwalidzki i spędź na nim tylko 1 dzień, czy
      zmienisz optykę?

      „Wyjątkowa matka”
      Czy zapytaliście się kiedyś siebie, w jaki sposób Pan Bóg wybiera
      matki upośledzonych dzieci?
      -Tej damy dziecko upośledzone.
      A na to ciekawski anioł:
      -Dlaczego właśnie tej, Panie? Jest taka szczęśliwa.
      - Właśnie tylko dlatego-mówi uśmiechnięty Bóg.-Czy mógłbym
      powierzyć upośledzone dziecko kobiecie, która nie wie czym jest
      radość? Było by to okrutne.
      -Ale czy będzie miała cierpliwość? -pytał anioł.
      -Nie chcę , aby miała nazbyt dużo cierpliwości, bo utonęła by w
      morzu łez, roztkliwiając się nad sobą i nad swoim bólem. A tak, jak
      jej tylko przejdzie szok i bunt, będzie potrafiła sobie ze wszystkim
      poradzić.
      -Panie wydaje mi się, że ta kobieta nie wierzy nawet w Ciebie.
      Bóg uśmiechnął się:
      -To nieważne. Mogę temu przeciwdziałać. Ta kobieta jest
      doskonała. Posiada w sobie właściwą ilość egoizmu-
      Anioł nie mógł uwierzyć swoim uszom.
      -Egoizmu? Czyżby egoizm był cnotą?
      Bóg przytaknął.
      -Jeśli nie będzie potrafiła od czasu do czasu rozłączyć się ze
      swoim synem, nie da sobie nigdy rady. Tak, taka właśnie ma być
      kobieta, którą, obdaruję dzieckiem dalekim od doskonałości. Kobieta,
      która teraz nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że kiedyś będą jej tego
      zazdrościć.
      Nigdy nie będzie pewna żadnego słowa. Nigdy nie będzie ufała
      żadnemu swemu krokowi. Ale, kiedy jej dziecko powie po raz
      pierwszy: "mamo";, uświadomi sobie cud, którego doświadczyła. Widząc
      drzewo lub zachód słońca lub niewidome dziecko, będzie potrafiła
      bardziej niż ktokolwiek inny dostrzec moją moc.
      Pozwolę jej, aby widziała rzeczy tak, jak ja sam widzę (
      ciemnotę, okrucieństwo, uprzedzenia), i pomogę jej, aby potrafiła
      wzbić się ponad nie. Nigdy nie będzie samotna. Będę przy niej w
      każdej minucie jej życia, bo to ona w tak troskliwy sposób wykonuje
      swoją pracę, jakby była wciąż przy mnie.
      - A święty patron?- zapytał anioł, trzymając zawieszone w
      powietrzu gotowe do pisania pióro.
      Bóg uśmiechnął się.
      - Wystarczy jej lustro.
      Erma Bombeck w B. Ferrero "Kółka na wodzie"
      • asica74 Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 22:20
        sorry, ale moim zdaniem ta bajka jest bardzo naiwna...
        • beata3211 Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 22:32
          ładna historia. mozę coś w tym jest. bardzo cieżko jest uzyskac
          konkretną pomoc, dostać sie do odpowiedniego lekarza, potem
          zakwalifikowac na rehabilitacje, dotać miejsce. cały czas
          zastanawiajac sie co jeszcze moge zrobić, jak przyśpieszć gdzie iść
          kogo poprosić o pomoc. najtruniejsze jes oczekiwanie na diagnoze, a
          gdy jej niema i niedokońca wiadomo co i jak...co robić. moje dizecko
          ma szczęście bo ma wspaniałe panie w przedszkolu państwowym, bo ma
          fantastyczną grupę, w której dzieci się nim opiekują. np pilnują
          żeby niezjadł czegoś co go uczula. ech boje sie tylko co będize
          dalej jak sobie poradzi?? logopeda psycholog SI gastrolog genetyk,
          endokrynolog neurolog wieczne ćwiczenia terapie próby .....i
          włąsciwie niewiadomo dlaczego mało mówi dlaczego mniej rozumie
          dlaczego jest tak wrażliwy.
          czasem szkoda słów. niestety.
        • bea.bea Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 22:33
          pewnie i jest, ale jak mozna rozmawiac z niewidomym o kolorach?
          ludzie mają jakieś wbite do głowy stereotypy,
          i ludzi niepełnosprawnych traktują ( co tu widać) jak chodzące burze
          gradowe.
          niepełnosprawne dziecko = pobite zdrowe
          schizofrenik = facet latający z siekierą
          itd
          mieszkam koło osrodka dla niepełnosprawnych umysłowo, i nasze dzieci
          nigdy nie doznały krzywdy ...wręcz smialismy sie na placu zabaw , ze
          oprócz dogo terapi, stosuje sie dzieckoterapię...bo ich opiekuńczość
          była godna podziwu...
          pracuje w szkole podstawowej integracyjnej, owszem zachowania dzieci
          niepełnosprawnych są rózne, ale nie eliminują ich ze społeczności...
      • bukacz Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 15.12.09, 22:11
        przykro mi, ale w d... sobie wsadź te bajeczki

        czyli osoba radosna, z małą dozą cierpliwości, ze "zdrową dawką" egoizmu aby,
        -dodatkowo uwierzyć w bozie potrzebuje niepełnosprawnego dziecka plus aby "wzbić
        się ponad ciemnotę, okrucieństwo, uprzedzenia" itp potrzebuje również
        niepełnosprawnego dziecka?

        p.s autor mocno się Hiobem zainspirował tak patrzę
        p.s jeśli bozie jarają takie hardkory to nieźle, tzn ja pierdziu
    • mimka23 Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 22:28
      Zauważyłam u siebie pewną rzecz, odkąd mój sy zaczął jeździć w spacerówce i być bardziej widoczy dla otoczenia, niż niemowlę ukryte w gondoli wózka. Otóż już kilka razy zdarzyło mi się, że gdy będąc z dzieckiem na spacerze mijałam inną matkę z dzieckiem upośledzonym/niepełnosprawnym, to czułam się strasznie głupio na myśl, że ja mam zdrowe dziecko, a ta kobieta nie. Nie potrafiłam spojrzeć jej w oczy, choć czułam na sobie jej wzrok. Ciekawe, czy inne matki zdrowych dzieci też tak mają? Wiem, że nie powinnam się czuć winna takiej sytuacji, ale jakoś tak mi głupio za każdym razem. Nie umiem pozbyć się takiego uczucia.
    • ominika Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 22:29
      Wiecie co jest najbardziej dolegliwe w byciu rodzicem dziecka
      niepełnosprawnego? Samotnośc. Przeraźliwe poczucie, że jest sie
      samym w tej walce o dziecko z samych dzieckiem, że mimo, że niby
      obok jest rodzina to i tak, jest się pozostawionym samemu sobie. I
      trzeba skądś brać siłe, żeby utrzymać w pionie siebie, zadbać o
      niepełnosprawne dziecko i zachować zdrowe proporcje w dbaniu o
      resztę rodziny. Dbanie o w miarę równoważne funkcjonowanie związku,
      o powtórne rodzicielstwo - tak strasznie łatwo zagubić proporcje...
      Ja się wściekam, kiedy ktoś mówi o nas - rodzice niepłnosprawnej
      Młodej. Nie. Ja jestem sobą, zoną, matką Młodej i Młodego, czasem
      zmęczoną baba, która ma wszystkiego dość i najchetniej trzasnęłaby
      drzwiami mocno. No i trzaskam, a potem wracam do wszystkiego... Ja,
      a nie mama dziecka specjalnej troski... I jestem z siebie dumna, bo
      w końcu po tylu latach przestałam się wstydzic, tłumaczyć i
      przepraszac. I kiedy ostatnio w aptece Młoda miała napad lęku nie
      uciekłam zostawiając wszystko, ale zaczęłąm ją uspokajać po naszemu,
      co pewnie wyglądało dziwnie. Ale co tam. Ona się uspokoiła i ja też.
      Wiecie, ja nie wymagam, aby ludzie rozumieli i współodczuwali, bo
      kto nie przezyje ten nie zrozumie. Tylko niech nie ganią
      spojrzeniem, słowem, gestem. Niech nie okazują pogardy. Niech nie
      demonstrują tak mocno niezadowolenia, ze duża pannica głosno coś po
      swojemu mówi, albo głośno się śmieje, albo macha rękoma. No dziwnie
      się zachowuje czasem. Ale czy tylko ONI zachowują się dziwnie?
      • ardzuna Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 23:29
        ominika napisała:

        > Wiecie co jest najbardziej dolegliwe w byciu rodzicem dziecka
        > niepełnosprawnego? Samotnośc. Przeraźliwe poczucie, że jest sie
        > samym w tej walce o dziecko z samych dzieckiem, że mimo, że niby
        > obok jest rodzina to i tak, jest się pozostawionym samemu sobie. I
        > trzeba skądś brać siłe, żeby utrzymać w pionie siebie, zadbać o
        > niepełnosprawne dziecko i zachować zdrowe proporcje w dbaniu o
        > resztę rodziny. Dbanie o w miarę równoważne funkcjonowanie
        związku,
        > o powtórne rodzicielstwo - tak strasznie łatwo zagubić
        proporcje...

        Przepraszam ze to napiszę, ale jeśli masz z kim dbać o powtórne
        rodzicielstwo, to nie jesteś samotna. Nie zaliczasz się do tego
        szerokiego grona matek które mężowie opuścili, kiedy się okazało ze
        z dzieckiem coś jest nie tak.
        Wiem coś o tej samotności, bo od lat robię za pomoc psychologiczną
        (i nie tylko) dla swojej przyjaciółki ale ona jest NAPRAWDĘ sama,
        mimo że przed faktem miała idealne małżeństwo z wieloletnim stażem.
        I mogę cię zapewnić że ta samotność jest samotnoscią każdej samotnej
        matki, czy to pełnosprawnego, czy niepełnosprawnego dziecka.
        • ominika Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 23:41
          Ja rozumiem, że Ty nie rozumiesz tego rodzaju samotności...
          Napisałam przeciez, ze kto nie przezyje ten nie zrozumie. Jestem
          pełna podziwu dla samodzielnych mam, ale nie taką samotność miałam
          na mysli. Twoja przyjaciólka ma Ciebie, dla naszych znajomych i
          rodziny - nawet najbliższej- nasze problemy, rozterki i codzienne
          zycie sa kosmosem.
          • ardzuna Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 23:48
            Pieprzysz. Moja przyjaciółka ma głęboko niepełnosprawne dziecko i
            męża, który się wypiął. Finansowo w dużej mierze także.
            • joanna35 Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 14.12.09, 00:01
              I dlatego w imieniu przyjaciółki ziejesz jadem i nienawiścią do osób
              niepełnosprawnych? Czytam Twoje posty i cały czas myślę sobie, że
              musisz być strasznie nieszczęśliwą osobą, nawet jeżeli o tym nie
              wiesz. Jeszcze chyba nigdy nie spotkałam człowieka, w którym byłoby
              tyle agresji i braku szacunku dla rozmówcy. Wybacz, ale to Ty
              pieprzysz. Nawet jezeli robisz za psychologa swojej przyjaciólki to
              nie jesteś nią, nie jesteś matką chorego dziecka i wszystko co
              możesz to się wymadrząć i obrażać. Żal mi Ciebie.
            • ominika Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 14.12.09, 00:03
              Posłuchaj, ja nie mam potrzeby licytowania sie o to, kto jest
              bardziej pokrzywdzony przez los i komu jest ciężej. To raz. A dwa
              nadal uważam, że ktoś, kto sam nie doświadcza specjalnego
              macierzyństwa nie jest w stanie do końca zrozumieć tych wszystkich
              emocji, lęków, obaw i zwątpień, których doświadczają rodzice dzieci
              niepełnosprawnych. Twoja przyjaciółka ma szczęście, bo ma Ciebie.
              Dajesz jej wsparcie, pomoc psychologiczną jak to nazywasz, ale czy
              jesteś w stanie współodczuwać wszystko to, czego ona doświadcza?
              Jesteś w stanie zrozumieć to wszystko? I nie jest to żaden zarzut,
              ani atak. Ja rozumiem, że inni czegoś nie rozumieją. ja też wielu
              rzeczy nie pojmuję, ale nie atakuję... Ja też znam z najbliższego
              otoczenia sytuacje, gdzie mąż i ojciec po prostu sobie odpuścili. I
              domyslam się, jak tym kobietom łatwo nie jest. I jestem pełna
              szacunku wobec tej siły, która znajdują każdego dnia.
              • ardzuna Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 14.12.09, 00:14
                ominika napisała:

                > Dajesz jej wsparcie, pomoc psychologiczną jak to nazywasz, ale czy
                > jesteś w stanie współodczuwać wszystko to, czego ona doświadcza?
                > Jesteś w stanie zrozumieć to wszystko?

                Gdybym nie była w stanie, nie byłybyśmy jak siostry od wielu już
                lat, a tym bardziej od momentu kiedy ma niepełnosprawne dziecko.
                Znaczna część naszych doświadczeń jest poza tym bardzo podobna.

                Ja też znam z najbliższego
                > otoczenia sytuacje, gdzie mąż i ojciec po prostu sobie odpuścili.
                I
                > domyslam się, jak tym kobietom łatwo nie jest. I jestem pełna
                > szacunku wobec tej siły, która znajdują każdego dnia.

                No niestety, zwłaszcza jeśli jeszcze np. pan mąż zrobił sobie drugi
                egzemplarz z inną kobietą, zdrowy, a samej też by się chciało mieć
                drugie zdrowe dziecko tylko nie ma z kim.

                Z joanną nie dyskutuję, bo na tym poziomie nie zamierzam.
                • joanna35 Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 14.12.09, 00:17
                  > Z joanną nie dyskutuję, bo na tym poziomie nie zamierzam.
                  Zabolało....Trafiłam celniej niż zamierzałamsmile
                  • joanna35 Ardzuna 14.12.09, 08:35
                    Długo się zastanawiałam czy napisać ten post, ale myślę, że
                    powinnam. Mam do Ciebie jedną prośbę - o ile bedziesz czytać ten
                    post- nie nastawiaj się od razu negatywnie do tego co piszę, nawet
                    jeżeli sie mylę, bo w końcu jak jest naprawdę wiesz tylko Ty. Przede
                    wszystkim zacznę od tego, że tak ogólnie chyba się jednak pomyliłam
                    w ocenie Twojej osoby - dopiero po moim ostatnim poscie skorzystałam
                    z wyszukiwarki i wybiórczo poczytałam inne Twoje posty na tym i
                    innych forach. I gdybym znała Cię z wcześniejszych postów to
                    miałabym zupełnie inny obraz Twojej osoby, bardzo pozytywny. Żaden z
                    przeczytanych przeze mnie Twoich postów nie budził aż takich
                    emocji , jak to co piszesz w wątkach o osobach niepełnosprawnych. I
                    nie mam tu na mysli tylko moich emocji, ale Twoje również. Owszem,
                    ustosunkowujesz się do różnych rzeczy, ale nigdzie nie spotkałam się
                    z takim zacietrzewieniem. Myślę, że masz duży problem z
                    niepełnosprawnością i wszystkim z nią związanym nie dlatego, że tak
                    świetnie jesteś zorientowana w temacie, bo nadal uważam, że ktoś kto
                    nie ma niepełnosprawnego dziecka może sobie co najwyżej wyobrażac
                    jak to jest, nawet jeżeli zna się uczucia osoby dotknietej tym
                    problemem. Nie, Ty patrzysz na niepełnosprawnych przez pryzmat
                    Twojej przyjaciółki. Chwałą Ci za to, ze trwasz przy niej, bo nie
                    tylko małżenstwa się kończą z chwilą urodzenia chorego dziecka.
                    Twoja przyjaciółka ma ogromne szczęście, że ma Ciebie(wiem o czym
                    piszę), natomiast nie wiem czy to działa w drugą stronę. Kiedy
                    urodził sie mój syn nastepne cztery lata w moim małżeństwie były
                    horrorem, o którym gadałam każdemu kto chciał(i nie chciał, tylko
                    miał tyle taktu, ze o tym nie mówił) słuchać. Mogłam na okrągło
                    użalać się na męża, problem poległ na tym, ze już po ok. roku nie
                    miałam do kogo. Dziewczyny, dobre i współczujące, miały dość
                    wiecznego narzekania i mojego skoncentrowania tylko na sobie, nie
                    wiedziały jak mi pomóc, czuły sie bezsilne i po jakimś czasie
                    wycofywały się z kontaktu. Wtedy miałam żal, dzisiaj uważam, że
                    byłam cholerną egoistką. Zrozumiałam to dopiero jakiś czas temu
                    kiedy odnowiłam kontakty z koleżanką ze szkoły podstawowej, która od
                    10 lat jest zdradzana przez męża, doświadczyła przemocy fizycznej i
                    psychicznej. Głową i sercem rzuciłam się i zaangażowałam w jej
                    problemy, wysłuchiwałam, pocieszałam , gościłam. Lata leciały a w
                    zyciu mojej koleżanki nie następowały żadne zmiany, bo z jakichś
                    powodów, nawet przez nią nieuświadomionych , twi do dzisiaj w tym
                    związku. Po paru latach zauważyłam, że dźwięk dzwoniącego telefonu i
                    jej imie na wyświetlaczu zaczyna wywoływać we mnie agresję, bo
                    doskonale wiedziałam co usłyszę. Nie odwróciłam się od niej, nadal
                    wysłuchuję i wspieram jak moge, ale już się tak nie angażuję - to
                    jest jej życie, jej wybory, jej decyzje. Ardzuna nie jestem
                    psychologiem, to co napisałam to moje odczucia oparte o własne
                    doświadczenia, Twoje wcale nie muszą byc podobne, ale atakujesz
                    matki niepełnosprawnych dzieci, wymagasz cudów od tychże dzieci. Na
                    ten moment nienawidzisz byłego męża przyjaciółki(trudno się dziwić),
                    wątpię, żebyś darzyła wielką sympatią jej dziecko, otwierasz wątrobę
                    i wylewasz całą żółć w wątkach o niepełnosprawnych. Może warto
                    byłoby się w jakich sposób na trochę odizolować, pożyć tylko własnym
                    życiem, własnymi problemami, bo kiedyś do znienawidzenia pozostanie
                    Ci już tylko jedna osoba, ta która obarczyłą Cię ponad miarę swoimi
                    problemami, a chyba nie o to chodzi? Ardzuno, przepraszam, jeżeli
                    Cie uraziłam i wczoraj i dzisiaj. Wczoraj - sama byłam urażona
                    Twoimi postami i zaatakowąłam na oslep, dzisiaj nie miałam takiego
                    zamiaru. Nie musisz mi odpowiadać.
                    • ardzuna Re: Ardzuna 14.12.09, 23:58
                      joanna35 napisała:

                      > Długo się zastanawiałam czy napisać ten post, ale myślę, że
                      > powinnam. Mam do Ciebie jedną prośbę - o ile bedziesz czytać ten
                      > post-

                      Przeczytałam, chociaż nie zamierzałam... wink

                      bo nadal uważam, że ktoś kto
                      > nie ma niepełnosprawnego dziecka może sobie co najwyżej wyobrażac
                      > jak to jest,

                      Wiesz, myśmy nawet z przyjaciółką mieszkały razem przez rok. Z
                      dziećmi. Oczywiście to nie moje dziecko, ale bez przesady, to
                      praktycznie członek rodziny.

                      Nie, Ty patrzysz na niepełnosprawnych przez pryzmat
                      > Twojej przyjaciółki.

                      W dużej mierze przez pryzmat niedoszłego szwagra, stara historia,
                      poszło nie tylko o to, ale także o to ze rodzina go celowo
                      ubezwłasnowolniała i wspierała te jego cechy które powodowały że
                      sobie nie mógł nikogo znaleźć - ani przyjaciół, ani dziewczyny czy
                      żony, choć w innych warunkach by pewnie mógł. Tyle że przez 20 lat
                      jego dorosłości emerytowani już rodzice czuli się potrzebni, a gdyby
                      wyfrunął z domu, odczuliby pustkę. I nie tylko przez pryzmat tego
                      człowieka, ale także przez pryzmat kilkunastu rodzin dzieci
                      niepełnosprawnych, o których słyszałam od tej właśnie mojej
                      przyjaciółki, która ma kontakty z nimi a ponieważ jest osobą
                      wychodzącą z założenia że wszystkie dzieci są nasze, w kontaktach z
                      tymi dziećmi zachowuje się jak ze swoją córką. I nagle okazuje się
                      że dzieci niezdolne do samodzielnego ubierania się potrafią zalożyć
                      skarpetki, jeśli się ich nie wyręcza i cierpliwie poczeka,
                      dziewczynka nad którą cały świat się roztkliwia, bo jest po
                      porażeniu, jest wstrząśnięta że się ktoś nad nią nie roztkliwia, ale
                      po jakimś czasie okazuje się ze dzieci w szkole zaczynają ją lubić i
                      tak dalej i w ten deseń. Żeby bylo jasne, to dotyczy kilkorga dzieci
                      na kilkanaścioro. A sama córka przyjaciółki po 6 latach życia
                      nauczyła się podawać nogi do założenia skarpetek i jestem dumna i
                      zbudowana tym, jak dużo umie i jaki zrobiła postęp, po latach
                      ciężkiej pracy.

                      > Twoja przyjaciółka ma ogromne szczęście, że ma Ciebie(wiem o czym
                      > piszę), natomiast nie wiem czy to działa w drugą stronę. Kiedy
                      > urodził sie mój syn nastepne cztery lata w moim małżeństwie były
                      > horrorem, o którym gadałam każdemu kto chciał(i nie chciał, tylko
                      > miał tyle taktu, ze o tym nie mówił) słuchać. Mogłam na okrągło
                      > użalać się na męża, problem poległ na tym, ze już po ok. roku nie
                      > miałam do kogo. Dziewczyny, dobre i współczujące, miały dość
                      > wiecznego narzekania i mojego skoncentrowania tylko na sobie, nie
                      > wiedziały jak mi pomóc, czuły sie bezsilne i po jakimś czasie
                      > wycofywały się z kontaktu.

                      Wiem o czym piszesz, na szczęście nasza relacja była na tyle mocna,
                      że kiedy nie mogłam udźwignąć jej problemów w dłuższym okresie,
                      byłam w stanie jej o tym powiedzieć w taki sposób że wszystko wyszło
                      na prostą. Czułabym się fatalnie gdybym ją opuściła w tej sytuacji,
                      ale czasem ma się samemu takie problemy że trudno podźwignąć cudzą
                      zgryzotę tak dużą, że nawet nie masz serca mówić tej osobie o swoich
                      bólach i że jęczysz w duchu na myśl, że masz słuchać o czyichś
                      problemach a tobie samej jest tak źle. A potem przymykasz się i
                      starasz się przynajmniej nic nie mówić, jeśli nie masz szans na to
                      żeby szczerze pocieszyć.

                      > psychologiem, to co napisałam to moje odczucia oparte o własne
                      > doświadczenia, Twoje wcale nie muszą byc podobne, ale atakujesz
                      > matki niepełnosprawnych dzieci, wymagasz cudów od tychże dzieci.

                      Ja tego tak nie postrzegam ale część matek tutaj reaguje agresją na
                      samą wzmiankę, że tak jak rodzice pełnosprawnych dzieci, rodzice
                      niepełnosprawnych też są różni. A są różni, jedni wychowują dzieci
                      mądrze a inni nie. Jedni znajdują w sobie tę niesamowitą siłę i
                      cierpliwość, inni trochę mniej. Nie wiem jak sama bym się zachowala
                      w tej roli, wiem jedno - że odnosząc się do tego chłopca który
                      kaleczy kolegów w szkole, przypuszczalnie nie wykazywałabym postawy
                      typu "on kaleczy ale może, bo jest z problemami, a wy się
                      dostosujcie". Mam tendencje do nadmiernego poczucia winy i pewnie
                      przepraszałabym że żyję, a gdybym ja nie żyła to i moje dziecko by
                      się nie urodziło.

                      Niezależnie od tego, jak sama bym się zachowała, głupie wychowywanie
                      swojego dziecka niestety dzieciom niepełnosprawnym może potencjalnie
                      zaszkodzić bardziej niż pełnosprawnym, bo niepełnosprawne są
                      znacznie bardziej od nas uzależnione. I to też jest pewien fakt.

                      Ważne jest też ustawianie priorytetów. Dla mnie bulwersująca jest
                      hipokryzja osób, które w wątku Oli sugerowały jej, ze ma nie widywać
                      szwagierki i rzekomo to jest bardziej humanitarne i z gruntu lepsze
                      niż jednorazowe i kontrolowane użycie siły fizycznej, skoro to jest
                      język który rozumie szwagierka i wszystkie inne sposoby zostały
                      wypróbowane. Jednorazowe, bo nie wyobrażam sobie zeby każda wizyta u
                      babci miała się zmieniać w seanse szczypania i wyrywania sobie
                      powiek. Ewentualnie znalezienie innego sposobu, nie wiem,
                      nawrzeszczenie. Ma działać i tyle, zakładam też że faktycznie
                      odbywało się tłumaczenie, przekonywanie, argumentacja, objaśnianie i
                      tak dalej do zanudzenia, w nieskończoność i bez skutku. Dla osoby
                      niepełnosprawnej najważniejsze są kontakty rodzinne i społeczne i
                      jeśli reakcja oli nie przekracza granicy poza którą zaczyna się
                      trauma szwagierki, to ja zrobiłabym na miejscu oli wszystko zeby
                      skutecznie zatrzymać przemoc ze strony szwagierki i nie odwracać się
                      od kontaktów z nią.
                      • joanna35 Re: Ardzuna 15.12.09, 00:17
                        Dzięki za wyczerpującą odpowiedź.Wiele wyjaśnia. Pozdrawiamsmile
                    • mniemanologia Re: Ardzuna 15.12.09, 11:05
                      Joanno, szacun!
                • ominika Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 14.12.09, 00:21
                  To co opisujesz to historia mojej bliskiej kuzynki, która dziś jest
                  na nowo szczęsliwa mężatką i matką zdrowego trzylatka... Życie
                  Twojej przyjaciółki nie kończy się na chorym dziecku. Jeszcze dużo
                  przed nią. Dobrego szczęścia również...
                  • ardzuna Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 14.12.09, 00:41
                    Miejmy nadzieję, ale ma na to jeszcze tylko kilka lat okresu
                    rozrodczego sad I praktycznie nie wychodzi z domu, z wyjątkiem wyjść
                    na różnego rodzaju zajęcia terapeutyczne dla małej.

                    W każdym razie podtrzymuję to co powiedziałam, ze samotność matki
                    samotnie wychowującej niepełnosprawne dziecko (o parach się nie
                    wypowiadam bo nie wiem, jak to jest), jest wbrew pozorom
                    porównywalna do samotności samotnej matki pełnosprawnego dziecka -
                    zwłaszcza jeśli była samotna od niemowlęctwa dziecka.
                    • ominika Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 14.12.09, 11:35
                      NIe wiem jak to wygląda w przypadku matek samotnych. Myślę, że to
                      bardzo dojmujące uczucie. Nie wiem, czy mama dziecka zdrowego i mama
                      dziecka niepełnosprawnego - samotna mama - przezywają podobnie
                      swoją sytuację. NIe wiem, bo nie jestem matką samotną i nie znam
                      tych emocji. Wiem tylko, z całą pewnością, że ten rodzaj samotności
                      w zyciu z dzieckiem niepełnosprawnym nawet w pełnej rodzinie jest
                      raczej obcy rodzinom z dzieciem zdrowym.
                    • echtom Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 15.12.09, 23:10
                      > W każdym razie podtrzymuję to co powiedziałam, ze samotność matki
                      > samotnie wychowującej niepełnosprawne dziecko (o parach się nie
                      > wypowiadam bo nie wiem, jak to jest), jest wbrew pozorom
                      > porównywalna do samotności samotnej matki pełnosprawnego dziecka -

                      Nieprawda. Wychowywałam sama troje zdrowych dzieci i nie śmiałabym się porównywać z matką jednego chorego - nawet żyjącą w udanym związku.
                      • ardzuna Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 15.12.09, 23:20
                        Piszę na podstawie własnego doświadczenia. I porównuję się, bo mam
                        podstawy. Żeby się porównywać, trzeba bardzo dobrze znać sytuację
                        jedną i drugą. Na tyle dobrze, żeby móc porównywac. Tyle na ten
                        temat.
                • guderianka ardzuna 14.12.09, 09:24
                  To ja jestem jak twoja przyjaciółka.
                  Bo byłam samotną matką z niepełnosprawną dzieckiem.
                  Ale nie ziałam takim jadem i nie waliłam na oślep tak jak ty. Nie
                  mam pojęcia skąd w tobie tle negatywnych emocji
                  • ardzuna Re: ardzuna 14.12.09, 22:43
                    guderianka napisała:

                    > To ja jestem jak twoja przyjaciółka.
                    > Bo byłam samotną matką z niepełnosprawną dzieckiem.

                    Ona jest nią cały czas. Nie "była". A o jadzie, wybacz, nie
                    rozmawiam.
                  • joanna35 Guderianko 15.12.09, 08:23
                    Masz gg? Jeżeli tak to czy byłabyś uprzejma odezwać się do mnie na
                    numer 878513? Nie "wiszę" na komputerze cały dzień, ale chciałam Cię
                    o coś zapytać, a gazetową pocztę rzadko kiedy sprawdzamsmile
                    • guderianka Re: Guderianko 15.12.09, 19:09
                      Joanno-nie mam gg niestety uncertain
                      tylko maile, pytaj
          • agamama123 Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 17.12.09, 09:40
            Nie ważne ile razy to jeszcze napiszesz - pewna grupa ludzi nie zrozumie sensu
            tej samotności. Właściwie to można im tylko zazdrościć, prawda? Bo ja chyba też
            chciałabym nie rozumieć... Nie wiedzieć...Mam 3 synów - tylko jeden jest zdrowy.
            I mam też świadomość jak proste byłoby moje życie z trójką zdrowych dzieci. I
            pewnie tej samotności wtedy bym nawet myślami nie ogarniała.
            • ardzuna Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 17.12.09, 23:36
              Być może inni rozumieją tę samotność aż za dobrze bo jej też
              doświadczają, choć przy innych okazjach. Być może ona jest uczuciem
              ogólnoludzkim.
        • joanna35 Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 13.12.09, 23:55
          > I mogę cię zapewnić że ta samotność jest samotnoscią każdej
          samotnej
          > matki, czy to pełnosprawnego, czy niepełnosprawnego dziecka.
          Doprawdy?
          Wizja przyszłości samotnej matki zdrowego dziecka
          Samodzielne, wykształcone, aktywne zawodowo dziecko, akceptowane
          społecznie, w dobrym, szczęśliwy związku, z cudownymi wnukami przy
          których bedzie mogła grzać stare kości, chociaż w niedziele i
          święta, ciesząc się ich szczęściem,
          Wizja przyszłości matki niepełnosprawnego dziecka
          W dużej mierze niesamodzielne(nawet jeżeli dużo udało sie
          wypracować), wymagajace stałej opieki i dozoru czterdziestoletnie
          dziecko o umyśle pięciolatka, może niemówiące, niechodzące
          wymagające ciągłego wysiłku od swojej potwornie zmęczonej
          siedemdziesiecioletniej matki przerażonej tym, że coraz bardziej
          brakuje jej sił, że lada moment sama zacznie potrzebować pomocy,
          odczuwajacej potworny strach na myśl co stanie się z jej
          nierozumiejącym dzieckiem kiedy jej zabraknie, odczuwającej potworny
          ucisk w okolicy serca na myśl, że już nikt nigdy go nie pokocha, a
          dobrze będzie jak nie będą bili dobrzy ludzie z wielkim mniemaniem o
          sobie, będzie dobrze jak dadzą jeść i zmienią pampersa zanim się
          wyleje na podłogę, będzie dobrze jak umyją, ogolą i uczeszą z
          zachowaniem godności tego człowieka, bez okazywania pogardy. Połyka
          łzy kiedy wyobraża sobie jak siedzi samotny, nierozumiejący dlaczego
          nie ma mamy skoro przez czterdzieści lat była codziennie. Połyka łzy
          kiedy wyobraża sobie jak jest odpychany kiedy pragnie odrobiny
          serca, częstowany ostrym słowem , złośliwymi uśmiechami i
          lekceważacym stosunkiem. Ale jeszcze zanim umrze wyobraża sobie
          trudności finansowe, życie ze skromniutkiej emeryturki czy renty, bo
          przecież nie miała możliwości zarabiać kokosów w czasie gdy nikt nie
          chciał zająć się jej chorym, małym dzieckiem. Wyobraża sobie
          upokarzające pukanie do drzwi MOPSu czy innych instytuacji
          charytatywnych, gdzie teoretycznie wszyscy są po to, żeby pomóc, ale
          głownie oceniają i lubują sie w upokarzaniu, tak jakby sama sytuacja
          nie była wystarczająco upokarzająca, jeszcze nalezy ją udowodnic,
          zeby dostać ochłap, który pozwoli zapłacić np.za prąd.

          Naprawdę widzisz analogie pomiedzy tymi dwoma wizjami?
          • ardzuna Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 14.12.09, 00:01
            joanna35 napisała:

            > > I mogę cię zapewnić że ta samotność jest samotnoscią każdej
            > samotnej
            > > matki, czy to pełnosprawnego, czy niepełnosprawnego dziecka.
            > Doprawdy?

            Doprawdy, i wiem o czym piszę mówiąc o samotności. Nie wiem jak ty,
            ale ja nie mam czasu ani energii na oddawanie się wizjom, samo
            przeżycie tygodnia to już coś.
            • joanna35 Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 14.12.09, 00:03
              To w końcu Ty masz niepełnosprawne dziecko czy przyjaciólka?

              > Doprawdy, i wiem o czym piszę mówiąc o samotności. Nie wiem jak
              ty,
              > ale ja nie mam czasu ani energii na oddawanie się wizjom, samo
              > przeżycie tygodnia to już coś.
              Wierzę.
            • guderianka Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 14.12.09, 09:25


              > > > I mogę cię zapewnić że ta samotność jest samotnoscią każdej
              > > samotnej
              > > > matki, czy to pełnosprawnego, czy niepełnosprawnego dziecka.


              Bzdura
              • ardzuna Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 14.12.09, 22:56
                Próbowałaś jednego i drugiego? Byłaś wystarczająco blisko z matką
                samotnie wychowującą dziecko przez pierwsze lata jego życia?
                • guderianka Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 15.12.09, 19:10
                  Tak
                  • ardzuna Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 15.12.09, 21:27
                    Więc może i ty byłaś niewystarczająco wrażliwa na to, co przeżywa ta
                    matka.
                    • guderianka Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 15.12.09, 21:34
                      Tia
                      Bo jest tyko jedna jedyna doskonałość-empatyczna, współczująca itepe
                      Ty
                      Eh
                      szkoda mi więcej słów
            • pitahaya1 Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 14.12.09, 14:42
              Bzdura do kwadratu.

              Mam dwie znajome, samotne matki nastolatków.
              Jedna ma dziecko zdrowe, chodzące do szkoły, samodzielne, pomagające w domu.
              Znajoma widzi się z nim po 17-18, przedtem pracuje, czasem spotyka się ze
              znajomymi poza domem, ma możliwość wzięcia nadgodzin, realizowania się w pracy
              zawodowej.
              Druga znajoma ma syna z zanikiem mięśni. Jej świat to całodobowa opieka nad
              dzieckiem, 17-latkiem. Ona nie realizuje się w pracy, jej syn obiadu nie
              ugotuje, pralki nie włączy, zakupów nie zrobi, nie zaopiekuje się matką na starość.
              Ta pierwsza sporadycznie spotyka się z facetem.
              Ta druga nawet o tym nie myśli. Kiedyś spędzałam z nią niemal całe dni,
              pomagając ogarnąć chaos domowy. Ona pod koniec dnia marzy tylko o tym, żeby
              zasnąć. Jest ładną, niesamowicie pogodną kobietą i jakoś faceta zatrzymać przy
              sobie nie potrafi.
    • agaguru Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 14.12.09, 01:02
      Taka mala dygresja o nauce dzieci niepelnosprawnych przez ich rodzicow. Normalny
      dom, normalne dziecko lat powiedzmy 2, powtarzasz dziecku 1000 razy, uczysz rob
      siusiu do nocnika/nie maluj po scianach/nie wylewaj zupy na dywan....dziecko po
      raz x zrobilo klocka na dywan, podlalo zupa i ta mieszanka wymalowalo sciane.
      Normalna matka czasem odpusci, bo nie chce jej sie prac dywanu, przebierac
      dzieciaka, zmywac scian: ubierze pampersa, sama nakarmi dziecko, da kredki
      zamiast farb. I tak wie, ze niedlugo dzieciak posiadzie te umiejetnosci.Po kilku
      mc dzieciak zrozumie, nauczy sie i przestanie tak robic: dzieciak robi do
      nocnika, maluje na kartce, zupy nie wylewa. Do tego czasu normalna matka
      zamiesci x postow na forum- nie wytrzymalam, krzyknelam na dziecko/nie mam juz
      sily/ nie daje rady. Wszyscy jednym chorem odpowiedza wyluzju za pol roku tego
      juz nie bedzie robic/ zamknij sie w pokoju z ulubiona kawa na 10min/ spotkaj
      sie z kumpelka/ idz do fryzjera. A matka dziecka niepelnosprawnego??? Posadzenie
      na nocnik moze zajac jej 10lat/20 a nawet cale zycie i skad takie matki maja
      brac sile, cierpliwosc i wytrwalosc? Normalmalna matka kilka razy odpuscila
      trening, a taka matka chorego czasem nigdy nie doczeka samodzielnego zawiazania
      butow,i tylko dlatego, ze czasem sama zawiaze jest zla, ze nie uczy tylko
      wyrecza, albo jest beznadziejna matka, bo w koncu sie poddala????? Na kawe tez
      jej latwo nie wyskoczyc, bo jak babcia dwulatkowi chetnie zmieni pieluche i
      pojdzie na spacer to juz 20latek, albo wcale babci nie ma, albo bacia juz nie da
      rady sie nim zajac zeby mamusia sobie odpoczela...
      Wiekszosc specjalistow traktuje takich ludzi totalnie przedmiotowo-przepisac jak
      najwiecej mozgotrzepow, zeby tylko niepelnosprawny przypominal warzywko nie
      sprawiajac problemowuncertain Podobnie jak wiekszosc osrodkow
      terapeutycznych-najdrozsza terapia fundowana przez duza czesc takich osrodkow
      jest abonament telewizyjny no i mamy niepelnosprawnych z glowy, a rodzice pelni
      wiary wysylaja dzieciaki na takie rehabilitacje aby potem slyszec od zyczliwych
      jak malo pracy wkladaja w swe pociechy...
      • bi_scotti Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 14.12.09, 01:29
        Tak naprawde to wystaczy jeden stopien wiecej zyczliwosci i juz.
        Gdyby wszyscy ludzie dobrej woli ... Nie trzeba wiele: czasem
        powstrzymac sie od komentarza, zwolnic samochod, przepuscic kogos w
        kolejce, usmiechnac sie, pokiwac glowa, powiedziec "tak" gdy sie
        chce powiedziec "nie" to sa naprawde male wysilki, ktore kazdy
        czlowiek na codzien moze podjac. I w moim kraju ludzie podejmuja a
        jak jade do Polski to widze ze smutkiem, ze niewielu ... Nie wiem
        czemu.
        Mam 3 dzieci, srodkowe nigdy w 100% zdrowe nie bedzie ale tu gdzie
        zyjemy to nigdy nie byl jakis szalony problem - doswiadczylismy i
        doswiadczamy codziennej, zwyklej ludzkiej uprzejmosci, ktora tak
        niewiele pojedynczych ludzi kosztuje a tak wiele na codzien znaczy.
        I moj syn skonczyl studia, i pracuje, i nawet ma girlriend (zdrowa i
        piekna w 100%!), ale z tego, co czytam, to gdyby zyl w Polsce,
        moglby byc tego wszystkiego pozbawiony wylacznie dlatego, ze ludzie
        jakby mniej cierpliwi, mniej zyczliwi? To naprawde niz nie kosztuje -
        tych 5 minut zyczliwosci dla blizniego raz na 24 godziny. A blizni,
        ktory ma jakakolwiek ulomnosc tego naprawde potrzebuje i na tym
        potrafi zbudowac swiat.
        • gazeta_mi_placi Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 14.12.09, 12:06
          >I moj syn skonczyl studia, i pracuje, i nawet ma girlriend (zdrowa i
          piekna w 100%!), ale z tego, co czytam, to gdyby zyl w Polsce...

          Myślisz,że tylko za granicą takie osoby mogą ułożyć sobie życie?
          Osobiście znam młodego chłopaka (jeździ na wózku plus szereg innych mało przyjemnych chorób) z Polski chyba w gorszej od Twojego syna sytuacji (nie miał wsparcia w rodzinie).
          Ma zdrową i ładną -nie girlfriend a żonę.
          Ma również od kilku lat stałą dość dobrze płatną pracę.
          Choć pewnie za granicą jest dużo ułatwień dla takich osób.
      • ardzuna Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 14.12.09, 22:48
        agaguru napisała:

        rodzice pelni
        > wiary wysylaja dzieciaki na takie rehabilitacje aby potem slyszec
        od zyczliwych
        > jak malo pracy wkladaja w swe pociechy...

        Niestety zinstytucjonalizowana opieka nad niepełnosprawnymi i w
        ogóle system wsparcia rodzin z takim problemem są bardzo słabe w
        Polsce (zresztą nie jest to jedyny mało rozwinięty obszar polityki
        społecznej czy polityki jako takiej). Właściwie jeśli sama nie
        zostajesz po części terapeutką własnego dziecka (a tak nie powinno
        być, zeby zachować zdrowe relacje w rodzinie) albo jeśli nie masz
        dużo szczęścia i nie znajdziesz odpowiednich terapeutów, to nie ma
        co mówić o zapewnieniu odpowiedniej opieki dziecku.
    • protozoa Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 14.12.09, 13:13
      Niepełnosprawny nie jest tożsamy z innym niepełnosprawnym.
      Jeżeli dziecko z ADHD stwarza zagrożenie dla innych zdrowych dzieci to nie ma
      litości. Tylko idiota narażałby swoje dziecko na groźbę utraty zdrowia przez
      dziecko agresywne - nieważne czy z orzeczoną dysfunkcją czy zwyczajnie
      niewychowane. Tu , niestety, rodzice dziecka niepełnosprawnego muszą zająć się
      potomkiem i nie wymagac tolerancji od innych.
      • mruwa9 Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 14.12.09, 18:16
        Mala uwaga: dzieci z ADHD prawie nigdy /naprawde rzadko wykazuja
        agresje sama w sobie, zwlaaszcza agresje skierowana wobec innych
        osob, czesciej- agresje skierowana wobec siebie. Mam dziecko w
        szkole, w ktorej ucza sie wylacznie dzieci z ADHD i/lub zaburzeniami
        ze spektrum autyzmu. To jest grupa fantastycznych, swietnych
        chlopakow, rewelacyjnych, tworczych, z niesamowita wyobraznia, zero
        agresji (obserwowalam ich w warunkach szkolnych i domowych, np.
        imprezy urodzinowej syna czy wzajemnych odwiedzin bez okazji). Ci
        sami chlopcy, jak jeden maz, mieli w swoich poprzednich szkolach
        etykietki bandytow, ludzi, z ktorymi i obok ktorych nie da sie zyc.
        Wystarczylo zmienic srodowisko, tj. bardziej zindywidualizowac tempo
        nauczania i znalezc personel, ktory zna sie na rzeczy i wie, jak
        wykrzesac z tych dzieci to, co dobre, zeby ci sami chlopcy okazali
        sie rewelacyjna, zgrana i w zasadzie zupelnie bezproblemowa grupa. A
        agresja? Nie wynika z samego ADHD, z celowego, zlosliwego dzialania,
        ile z niemoznosci przewidywania konsekwencji wlasnych zachowan.
        Wystarczy postawic obok doroslego, ktory w odpowiednim momencie
        powie dziecku: stop! i pomoze zapanowac nad niesfornymi konczynami,
        ktore sprawiaja wrazenie, jakby dzialaly poza kontrola OUN, a
        problem agresji przestaje istniec.
      • wieczna-gosia Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 15.12.09, 20:35
        znaczy co- do kaloryfera przykuc?
        • gazeta_mi_placi Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 15.12.09, 21:30
          Najlepiej w ogóle z domu nie wychodzić,wszak i na spacerze może się wyrwać i zrobić krzywdę zdrowemu dzieciątku forumki tongue_out.
        • protozoa Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 16.12.09, 10:26
          Jeśli jest nieprzystosowany to przykuć do kaloryfera. W dzisiejszej Gazecie
          Stołecznej jest list matki, której dziecko na skutek zabawy milusińskiego z ADHD
          straciło nerkę. Bogu ducha winne dziecko było pięciokrotnie operowane i cudem
          uszło z życiem. Autorka podpisała sie imieniem i nazwiskiem. ADHD-owiec, prócz
          krótkiego pobytu w psychatryku, ma się dobrze. Dziecko autorki listu - jest
          inwalidą do końca zycia.
          A rodzice dziecka z ADHD nie poczuwają sie do niczego.
          S T O P przemocy i dyktaturze rodziców dzieci z dysfunkcjami. Ich dziecko - ich
          sprawa. Szkoła nie jest wstanie zajmować sie nieprzystosowanymi. Jest za mało
          nauczycieli, za duzo dzieci, każde z dzieci wymaga" pochylenia się" z innego powodu.
          Tu stało się nieszczęście - uważam, że matka skrzywdzonego dziecka powinna
          wystąpić do sądu. gdyby rodzice ASDHD-owca musieli bulnąć odszkodowanie, ogromne
          odszkodowanie, które oczywiście nie zrekompensuje kalectwa, bólu, cierpienia i
          strachu to byliby mniej pewni, a inni zajęliby sie nieprzystosowanym potomstwem.
          Zacznijmy chronić normalnych.
          • mruwa9 Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 16.12.09, 11:00
            protozoa, nie masz bladego pojecia, czym jest ADHD, a swoimi
            komentarzami krzywdzisz i ranisz rodzicow i rodziny dotkniete ta
            problematyka. Idealnie byloby, zeby wszyscy byli zdrowi, piekni i
            bezproblemowi. Czasem jednak nie ma wyboru na jakosc przyszlego
            rodzicielstwa, decydujac sie na dziecko de facto kupuje siem kota w
            worku: nie wiesz, czy dziecko bedzie zdrowe, czy chore, czty
            pelnosprawne, czy niepelnosprawne, czy bezproblemowe, czy
            dysfunkcyjne. Moze by tak zaproponowac obowiazkowa eutanazje dla
            wszystkich dysfunkcyjnych?
            nie masz pojecia, jak wyglada zycie rodziny dotknietej ADHD, bo to
            problem, ktory obciaza cala rodzine, nie tylko dziecko. I nie mowie
            o sytuacji (dosc czestej) gdy ADHD ma babcia, matka i trojka jej
            dzieci, co sila rzeczy jeszcze bardziej komplikuje sprawe, ale
            chocby o rodzinie, gdzie jest tylko jedno, jedyne dziecko z ADHD i
            rodzice BARDZO, ale to BARDZO silnie motywowani i zaangazowani w
            terapie i rehabilitacje swojego dziecka. Bo ADHD moze trafc na
            kazda rodzine , w kazdej kulturze , w kazdym srodowisku, rownie w
            rodzinie osob bez wyksztalcenia, jak i w rodzinie naukowcow.
            • protozoa Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 16.12.09, 12:25
              Wbrew temu co piszesz wiem czym jest ADHD. Na szczęście nie z autopsji, ale z
              podręczników, artykułów i.....obserwacji.
              Wiem, że macierzyństwo to kupowanie kota w worku, ze może się urodzić dziecko
              zdrowe i specjalnej troski. To jedna strona medalu. Druga jest bardziej
              brutalna. Niepełnosprawny członek rodziny to problem tej rodziny. I
              niepełnosprawność nie może stanowić zagrożenia dla kogokolwiek. Wyobraź sobie,
              że Twoje zdrowe, normalne dziecko traci zdrowie na skutek pobicia przez kolege z
              dysfunkcją ( w dalszym ciągu odwołuje sie do artykułu ze Stołecznej), cierpi,
              nigdy już nie będzie sprawne. I nie jest to zły los tak jak w przypadku
              urodzenia dziecka z dysfunkcją, ale skutek działania takiego dziecka i
              niefrasobliwość rodziców.
              Tak jak w przypadku jakiejkolwiek niesprawności/dysfunkcji życie całej rodziny
              jest zaburzone. U jednych jest to kosztowna rehabilitacja u innych konieczność
              zatrudnienia opiekunki lub rezygnacja z pracy jednego z rodziców, jeszcze u
              innych terapia psychologiczno-psycihatryczna. I może to dotknąć każdego - z tym
              się zgadzamy. Ale osoba dotknięta chorobą psychiczną czy jakkolwiek inaczej
              nazwać ADHD nie może stanowić zagrożenia dla otoczenia ( vide dzisiejsza
              Stołeczna). Nie może uniemożliwiać normalnej nauki normalnym dzieciom absorbując
              nauczyciela. Cóz zawniło 29 innych uczniów?
              • gazeta_mi_placi Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 16.12.09, 21:22
                Oczywiście zdrowi rówieśnicy nigdy nie wdają się w bójki z ciężkimi
                uszkodzeniami ciała.
                Zdrowi są zawsze "cacy" i nigdy nie są zdolni do pobić/gwałtów/molestowania
                (Ania z Gdańska).
          • agamagda Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 16.12.09, 15:42
            Czytam Twój post i oczom nie wierzę.
            Przykuć nieprzystosowanego do kaloryfera????
            Ty jesteś lekarzem?
            Dr Mengele w sumie też nim był.

            Choć z drugiej strony, na forum każdy moze być lekarzem.....
            • protozoa Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 16.12.09, 18:08
              Nie wyczułaś ironii? Oczywiście nie przykuwać do kaloryfera w sensie dosłownym,
              ale NIE POZWOLIĆ, ABY NIEPRZYSTOSOWANE DZIECKO STWARZAŁO ZAGROŻENIE DLA INNYCH.
              Co byś zrobiła, gdyby zadzwoniono do Ciebie ze szkoły, ze karetka na sygnale
              wiezie Twoj dziecko do szpitala, bo właśnie kolega z ADHD wyładował swoja
              agresje na Twoim?
              A potem godziny pod sala operacyjną, nadzieja i powątpiewanie az w końcu
              wychodzi lekarzi informuje, że zycie dziecka jest uratowane, ale nerka już nie.
              Biegniesz do sali i widzisz umęczone wielogodzinnym zabiegiem dziecko, które już
              NIGDY nie będzie takie jak kiedys, jak rano gdy wesłe i pełne planów wychodziło
              do szkoły.
              Nie, nie daj Boże nie życzę tego żadnej matce, żadnemu dziecku, ale żeby juz
              nikt nie przeżywał tego co autorka dzisiejszego listu opublikowanego w
              Stołecznej i jej syn dzieci nieprzystosowane muszą albo zniknąc z normalnych
              szkół, albo miec osobnego opiekuna. Pytanie kto za piekuna zapłaci.
              P.S. A może dlatego, że jestem lekarzem potrafie uzmysłowic sobie lawinę
              nieszczęść jaką może nieść jedno agresywne dziecko w klasie.
              • cherry.coke Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 16.12.09, 18:14
                Nie mam pojecia o ADHD, ale mam pytanie stricte techniczne - co moze zrobic
                jedno dziecko drugiemu, zeby to wymagalo usuniecia nerki i pieciu operacji?
                Mozna cos takiego zrobic kopniakiem, uderzeniem? Bo gdyby to bylo np. pchniecie
                nozem czy uderzenie przedmiotem, to chyba by to opisali?
                • protozoa Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 16.12.09, 18:26
                  Może rąbnąć ciężkim przedmiotem np. krzesłem w nerkę i spowodować jej pęknięcie.
                  Początkowo jest to ból, (nikt w szkole pewnie nie zajął się od razu dzieckiem,
                  bo usiłowano- jak to zwykle bywa- ujarzmić agresora). Potem na skutek pęknięcia
                  nerki i krwawienia wewnętrznego dziecko straciło przytomność. Resekcja nerki
                  jest bardzo poważną operacją. Często następują potem reoperacje.
                  • gazeta_mi_placi Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 16.12.09, 21:18
                    Myślisz,że sprawcami wszystkich cięższych pobić w szkole są tylko osoby z ADHD?
                    • protozoa Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 17.12.09, 07:26
                      Nie, są też młodociani chuligani, tyle, ze ADHD-owcy są chronieni i znajduje sie
                      1100 powodów, aby ich tłumaczyc i aby nie osądzać.
              • pitahaya1 Protozoa, jak to co... 16.12.09, 23:04
                protozoa napisała:


                > Co byś zrobiła, gdyby zadzwoniono do Ciebie ze szkoły, ze karetka na sygnale
                > wiezie Twoj dziecko do szpitala, bo właśnie kolega z ADHD wyładował swoja
                > agresje na Twoim?

                Pewnie to samo co ja, gdy dzwoniono do mnie ze szkoły, że mojego syna (ADHD)
                znów pobito (tzw. zdrowi chłopcy) i muszę natychmiast stawić się w szkole. Po
                czym lekarz, badania, usg jamy brzusznej, podejrzenie krwiomoczu.
                Po trzecim razie dyrektor sam wezwał policję.

                Ci "zdrowi" chłopcy znęcali się nie tylko nad moim synem, co zresztą zeznali w
                sądzie dwukrotnie.
                • protozoa Re: Protozoa, jak to co... 17.12.09, 07:25
                  Jeśli się znęcali to powinni ponieść karę, i chyba ponieśli skoro epilog był w
                  sądzie. W przeciwieństwie do chłoptysia, który uczynił kaleką syna autorki listu
                  do Stołecznej.
                  • pitahaya1 Re: Protozoa, jak to co... 17.12.09, 10:36
                    A wyobraź sobie, że nie ponieśli kary.
                    Szkoła wystawiła opinię, że to "przypadek incydentalny" a chłopcy nigdy nie
                    sprawiali kłopotów w szkolesmile))
                    Po drugim pobiciu szkoła już taka wyrywna nie była w chronieniu łobuzów.
                    Ale to sędzia "dała jeszcze jedną szansę" i zobaczyła "nadzieję na poprawę".
                    Przy trzecim pobiciu, które zdarzyło się zaraz po drugim, mam takie oto
                    uzasadnienie wyroku "zajście miało miejsce przed rozpatrzeniem drugiej sprawy
                    ", w wolnym tłumaczeniu "nie zdążyliśmy ich upomnieć, pewnie by tego nie
                    zrobili, gdybyśmy z nimi porozmawiali, a skoro nie zdążyliśmy to tym bardziej
                    nie możemy ich ukarać".
                    Skończyło się na tym, że chłopcy po raz kolejny się przyznali i zostali upomnieni.

                    Tak to wygląda. Żadnemu z nich włos z głowy nie spadł.
                    • echtom Off topic 17.12.09, 10:47
                      Twoja sygnaturka to z czego cytat?
                      • pitahaya1 Re: Off topic 17.12.09, 14:21
                        Z "Hyperiona", tak jakoś kojarzę.
          • joanna35 Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 16.12.09, 23:54
            Doprawdy protozoa? A nie chronić krzywdzonych? Mój zdrowy syn trzy
            lata temu zachorował na chorobę L-Crohna. Zanim postawiono diagnzę i
            podjęto odpowiednie leczenie - miejsowi geniusze medycyny to banda
            nieuków przekonanych o własnej wspaniałości - nic więcej - dziecko
            przez dwa lata nikło w oczach. To wystarczyło NORMALNYM synkom
            lekarki, sędzi, dyrektorki w banku, urzedniczki w UM, żeby sie nad
            nim znęcać. Czy on wg. Ciebie byli normalni czy dysfunkcyjni?
            • protozoa Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 17.12.09, 07:23
              Co ma piernik do wiatraka? Miej pretensje do konkretnych(!) ludzi za konkretne
              rzeczy.
              • joanna35 Re: Taka dygresja a propos dzieci niepełnosprawny 17.12.09, 11:12
                protozoa napisała:
                Zacznijmy chronić normalnych.
                to ja się ciebie pytam czy młodociani oprawcy z tzw. dobrych domów
                byli normalni czy może jednak pochodzili z rodzin dysfunkcyjnych? I
                drugie pytanie - nie uważasz, że powinno się chronić tych, którzy
                są krzywdzeni czyli generalnie wszystkich, którzy narażeni są na
                agresję, bez znaczenia w czyim wykonaniu? A tak na marginesie w
                jednym z postów w innym wątku forumka napisała , że zdrowych nie
                powinno się lać za agresywne zachowania, bo im można wytłumaczyć,
                więc ja sie pytam czy w przypadku, który nas dotyczył dzieci był
                zbyt tępe czy matki wyjątkowo nieudolne?
    • man_po_prostu_man Uruchomic obozy ! 16.12.09, 14:20
      Wybic wszystkich, którzy nie spełniają "norm"!! Zostawic indywidua
      podobne do protozoa ( oczywiscie do czasu az sie nie zestarzeją bo
      potem "zdrowe" społeczeństwo będzie ponosic koszty ich utrzymania).
      Zdrowe , "normalne" społeczeństwo nie zyczy sobie:
      1.Chorych
      2.Ubogich
      3.Starych
      Wszyscy mają być piękni, młodzi i bogaci! Kto nie jest niech pakuje
      plecak i ( starym japońskim zwyczajem ) w góry!
      • agamagda Re: Uruchomic obozy ! 16.12.09, 15:45
        smile
        Cóż wizja świata idealnego wg protozoa.

        Ja się tam nie widzę, wolę świat z niepełnosprawnymi, matkami i
        innymi niedoskonałymi istotamismile
        • grzalka Re: Uruchomic obozy ! 16.12.09, 17:01
          tak, najlepiej eugenika, a kogo się nie uda wyeliminować to do obozu (pracy
          najlepiej, żeby społeczeństwo zdrowe i normalne miało z tego korzyść)

          megalomania i patent na "jedynie słuszną rację" też jest ułomnością
          • protozoa Re: Uruchomic obozy ! 16.12.09, 18:15
            Przeczytaj list w dzisiejszej Stołecznej. Czy jest Ci żal okaleczonego dziecka
            czy też sprawcy?( Zapewne sprawcy, wszak przesiedział się chwilę w psychatryku a
            to duza trama).
            Czy jest Ci żal rodziców dziecka, które straciło zdrowie na skutek działania
            ADHD-owca czy raczej rodzicow ADHD-owca? ( Zapewne rodziców ADHD-owca, co tam
            autorka listu).
            Ja wobec agresywnych jednostek nie mam najmniejszej litości. Jaką mamy
            gwarancję, że dziecko z ADHD, które JUŻ okaleczyło kolegę nie zabije innego?
            Zadnej. Co więcej ma świadomość, że rodzice zrobią wszystko, aby czuł sie
            bezkarny. Więc będzie eliminował niewygodnych. Kolega stanie mu na drodze - więc
            spuści go ze schodów, koleżanka nie pozyczy nożyczek, więc je sobie weźmie i
            przy okazji wybije jej oko, nauczycielka zwróci uwagę i niech zbiera zęby z podłogi.
            • gazeta_mi_placi Re: Uruchomic obozy ! 16.12.09, 21:17
              Żal okaleczonego dziecka.
              Ale iloma takich (i gorszych) rzeczy sprawcami są ADHD-owcy (lub inni
              upośledzeni) a iloma zdrowi osobnicy (często nawet najbliższa rodzina).
            • mruwa9 Re: Uruchomic obozy ! 16.12.09, 23:37
              zal mi okaleczonego dziecka. Ale podyskutujmy konstruktywnie- kto
              powinien byc odpowiedzialny za zapobieganie podobnym sytuacjom? Bo
              jak pisalam, agreskja i przemoc nie sa przypisane do ADHD, to czesto
              zbieg nieszczesliwych okolicznosci i efekt ograniczonej umiejetnosci
              przewidywania konsekwencji wlasnych zachowan, a nie mordercze zapedy
              dziecka dotkneitego ADHD. Jak na razie w naszej kulturze istnieje
              obowiazek szkolny, dzieci chca czy nie chca musza sie uczyc, musza
              chodzic do szkoly. Czy rodzice maja zamykac dzieci z ADHD w domu w
              ramach izolacji i samodzielnie brac odpowiedzialnosc za nauczanie,
              czy dzieci maja byc karane i dyskryminowane z powodu swojej
              niepelnosprawnosci- bo ADHD jest forma niepelnosprawnosci -
              odebraniem prawa nauczania w szkolach publicznych? Czy moze to
              szkola powinna tak zorganizowac prace, aby do takich tragedii nie
              dochodzilo?
              ( ja uwazam, ze dopoki dzieci maja obowiazek szkolny, dopoty to
              szkola powinna brac odpowiedzialnosc za stworzenie warunkow do pracy
              i nauki WSZYSTKIM uczniom, wszystkim dzieciom, bez wzgledu na ich
              stan zdrowia i niepelnosprawnosc).
              Swoja droga ADHDowiec czesto robi za klasowa malpe- jedna z mam
              wyzej o tym pisala, ja mam podobne doswiadczenia: prowokuje sie
              takiego klasowego pajaca, ADHDowca, ktory bardzo latwo wybucha
              sprowokowany i zaczepiany, poc czym obrywa od nauczycieli (bo zawsze
              i z urzedu jest pierwszym, czesto jedynym podejrzanym), zupelnie nie
              wiedzac, dlaczego, bo przeciez on sie tylko bronil przed zaczepkami.
              Dzieci sa okrutne i bezwzglednie potrafia wykorzystywac cudze
              slabosci.
              • protozoa Re: Uruchomic obozy ! 17.12.09, 07:47
                W polskiej oświacie nie ma, niestety, warunków, aby w każdej klasie był
                nauczyciel wspomagający. Tak samo jak w polskich szpitalach jest niewiele
                separatek czy sal o podwyższonym standardzie. I nie dzieje się to z winy
                nauczycieli, lekarzy. Tak jest, mozna długo dywagować dlaczego, ale tego sie nie
                zmieni z dnia na dzień.
                Nauczyciel zarabiający grosze ( wbrew pozorom to wazne) ma za zadanie: uczyć,
                dbac o bezpieczeństwo klasy, opanować agresywne zachowania uczniów- tych z ADHD
                i chuliganków, wypełniac stos papierów. Co robi znakomita większość - z czegoś
                rezygnuje bo nie daje rady ( o tych, którzy zrezygnowali z pracy w szkole nie
                wspomnę). I albo dzieci są nie uczone, bo nauczycielka 90% czasu i energii
                poswięca dziecku z ADHD, albo spuści na 5 minut z oczu ( może np. musieć wejść
                do ubikacji) i stakje sie nieszczęście. ASDHD-owiec uszkodzi kolegę,
                albo......koledzy zmęczeni stałym robieniem przez ADHD-owca z siebie błazna po
                prostu mu przyrzną. ( nie pochwalam, ale znam dzieci).
                Czy jest jakieś wyjście? Pewnie tak. Trzeba uzmysłowić sobie, ze ma się dziecko
                niepełnosprawne a to generuje szereg róznych zachowań. I tak jak matki dzieci z
                dziecięcym porażeniem mózgowym poświęcaja im większość swojego czasu, nierzadko
                rezygnują z pracy lub wynajmują opiekunkę tak i rodzice dzieci z ADHD powinni
                zająć sie potomkiem. Wymaga to wyrzeczeń, pieniędzy, rezygnacji z wygody i
                pracy, pracy, pracy....
                Nie zamykac w domu, ale gdy ADHD-owiec pojdzie do ludzi czuwać nad nim - tak,
                aby nie stanowił zagrożenia i sam nie był obiektem ataku. Ataku w sensie
                fizycznym i psychicznym- także zniecierpliwionych dorosłych, którzy muszą w domu
                przerabiac program, bo nauczyciel na lekcji nie był wstanie.
                Wiem, ze to trudne, stresujące i kosztowne, ale decydując sie na dziecko trzeba
                brac pod uwagę także taką opcję.
                Mozna wymagać od innych - niech szpital leczy na najwyższym poziomie, niech
                dostęp do najnowoczesniejszych badań będzie natychmiast, chory w pachnąćej
                separatce a pielęgniarka na każde skinięcie. Niestety na to potrzebne są bardzo,
                bardzo duże pieniądze a ich nie ma. Podobnie ze szkoła - jeśli ma ona
                zorganizować nauczanie na odpowiednim poziomie, zapewnić uczniom bezpieczeństwo,
                dac impulsy do rozwoju i zajmowć się dziećmi z ADHd to potrzebne są duże środki.
                A kasa pusta. A jesli tak jest trzeba szukać innych, czasem drastycznych rozwiązań.
                • echtom Re: Uruchomic obozy ! 17.12.09, 08:34
                  > Wymaga to wyrzeczeń, pieniędzy, rezygnacji z wygody i pracy,
                  pracy, pracy....

                  Dziwnie brzmi takie pouczenie w ustach osoby, którą w życiu
                  przerosło znacznie mniejsze wyrzeczenie.
                  • makurokurosek Re: Uruchomic obozy ! 17.12.09, 14:53
                    Coż, skoro brak argumentów rzucamy się na prywatną podjazdówkę. Fakt jest jeden
                    niezależnie od choroby to na rodzicach spoczywa obowiązek opieki nad dzieckiem,
                    a jeżeli przekracza to ich możliwości finansowe czy emocjonalne zawsze mogą
                    zrzec sie praw rodzicielskich. Nie pamiętam aby na tym forum odbyła sie dyskusja
                    o losie matek dzieci z wodogłowiem, czy z nowotworem. Zachowujecie się tak jakby
                    rodziców dzieci z ADHD spotkało gigantyczne nieszczęście, a inni pozbawienie sa
                    jakichkolwiek problemów, wszak nikt nie czepia sie matki dziecka z wodogłowiem.
                    Jest tu kilka matek dzieci z ADHD mówicie że tak się poświęcacie,więc ile z was
                    całkowicie zrezygnowała z pracy, z życia towarzyskiego aby cały swój czas i
                    energię poświęcić dla dziecka z ADHD ? Często przy temacie ADHD pada argument
                    kosztów, nieprzystosowanych szkół, konieczności poświęcenia całej rodziny ale do
                    jasnej cholery czy ktokolwiek zadał pytanie ile kosztuje terapia dziecka z
                    białaczką, ile matek dzieci z białaczką zrezygnowało z pracy, życia
                    towarzyskiego i całkowicie poświęciło się dziecku. Nie bo te matki zamiast
                    pieprzyć jak mi ciężko, zajmują się dzieckiem lub szukają sposobu na zdobycie
                    kasy potrzebnej na leczenie
                    • pitahaya1 Ja zrezygnowałam z pracy... 17.12.09, 14:58
                      o życiu prywatnym nie wspomnę, towarzyskim tym bardziej.

                      Nie byłam w stanie pracować, biegać po lekarzach, robić badania i z nimi znów do
                      lekarza, potem inna metoda, przed nią badania i znów...Wizyta o 8.00, wizyta o
                      10.00, wizyta o 12.00.....

                      Dopiero teraz wracam na rynek pracy, po 12 latach w domu.

                      I co teraz?
                      • makurokurosek Re: Ja zrezygnowałam z pracy... 17.12.09, 15:16
                        Nic, po prostu uważam, ze jak sie wymaga od innych to najpierw powinno się
                        wymagać od siebie. Jesteś wyjątkiem wśród rodziców dzieci z ADHD
                        • pitahaya1 Re: Ja zrezygnowałam z pracy... 17.12.09, 15:46
                          Wyjątkiem nie jestem, choć muszę przyznać, że wielu rodziców pracuje godząc
                          pracę zawodową z pracą z dzieckiem.
                          Ale my mogliśmy sobie na to pozwolić, choć momentami było bardzo ciężko. Od
                          samego początku jesteśmy na swoim garnuszku.

                          Nie chciałabym, żeby zabrzmiało tak, że odłożenie pracy zawodowej = lepsze
                          efekty wychowawcze. To w parze nie idzie, niemniej jednak ja wiem, że wielu
                          rzeczy bym nie zrobiła. Po prostu się nie da robić tego po godzinach pracy,
                          nawet przy pomocy męża. Na pomoc rodziców nie mogliśmy liczyć.
                          Może dlatego zarówno pod opieką psychologa jak i psychiatry mój syn jest "od
                          wielkiego dzwonu", raz na pół roku. Pozostały zaburzenia koncentracji uwagi ale
                          to już nasza, dziecka i rodziców, praca. Od szkoły wymagam jedynie tego, by syn
                          wychodząc z lekcji miał zapisaną prace domową i wytłumaczoną w razie
                          niezrozumienia. To on ma tę prace zapisać, nie być wyręczanym przez dorosłego. W
                          domu ma ją sam odrobić, my ją sprawdzamy, pilnujemy, żeby miał warunki do nauki.
                          Sprawdzenie pracy zajmuje nauczycielowi minutę, tylko dwóch nauczycieli sprawdzasad

                          Na szczęście nasz syn już wychodzi na prostą.
                          • makurokurosek Re: Ja zrezygnowałam z pracy... 17.12.09, 18:01
                            jestem mamą pracującą zdrowego dziecka,mała jest w domu o 16 idzie sie kąpać o
                            20, a później spać. Szczerze, uważam że za mało czasu poświęcamy małej, nie
                            wyobrażam sobie skutecznej terapii w przypadku pracujących rodziców którzy mają
                            tylko 4h na normalne kontakty z dzieckiem, bo w tym momencie albo cały ten czas
                            poświęcają terapii narażając się na zerwanie więzi dziecko- rodzic, albo olewają
                            terapię. Czasami nie ma możliwości połączenia dwóch rzeczy. Więc jak słucham
                            wypowiedzi pracujących mam dzieci z ADHD, mających pretensję do innych o brak
                            akceptacji i wyrozumiałości wobec ich dziecka, to szczerze mówiąc szlak mnie
                            trafia, bo same tak naprawdę g_wno robią aby pomoc dziecku.
                • joanna35 Re: Uruchomic obozy ! 17.12.09, 11:20
                  albo......koledzy zmęczeni stałym robieniem przez ADHD-owca z siebie
                  błazna po
                  prostu mu przyrzną. ( nie pochwalam, ale znam dzieci).
                  Nie pochwalasz? A ja myślę, że nie widzisz w tym nic złego, w końcu
                  tak łatwo znalazłaś winnego agresywnego zachowania u "normalnych"
            • lolinka2 Re: Uruchomic obozy ! 17.12.09, 00:22
              Nie mam tego w zwyczaju, ale w tym miejscu okrutnie mnie język świerzbi:
              a jeśli dałoby się stwierdzić, jaką diagnozę z kodem F lub inny rodzaj
              niepełnosprawności będzie mialo dziecko w przyszłym życiu, zapewne w świecie
              idealnym wg protozoa należy dokonać aborcji. I będzie to czyn wielce
              odpowiedzialny. I ochronimy niewinne istnienia ludzkie od tragedii patrzenia na
              człowieka z dysfunkcjami.

              Protozoa, wiem że pracujesz w jednym z warszawskich szpitali. Pozwól zatem, że
              zacytuję na tę okoliczność rektora WUM, z jego przemówienia z ostatniego
              poniedziałku (wręczenie dyplomów absolwentom I WL): Nie zapominajcie o pokorze
              wobec chorych i ich cierpienia.
              Dziecko z ADHD, dziecko z inną chorobą psychiczną, dziecko z niepełnosprawnością
              jakiegokolwiek-bądź rodzaju to chory. Chory, który cierpi.
              Bardzo mi brakuje takiej właśnie pokory w twoich wypowiedziach.
              • protozoa Re: Uruchomic obozy ! 17.12.09, 07:31
                Znam ten cytat prof. Krawczyka ( wiesz o czym piszę). Jednak pytanie można
                odwrócić - czy rodzice dziecka z ADHD COKOLWIEK uczynili, aby pomóc rodzinie,
                którą spotkało nieszczęście na skutek działania ICH dziecka? Nie, wzięli d w
                troki i poddali dziecko na krótkiej hospitalizacji psychiatrycznej. I umyli
                ręce. Pokora? Mozna posunąć sie dalej - chory psychicznie w jakimś stopniu jest
                pedofil, morderca, gwałciciel. Pochylajmy sie zatem i nad nimi.
                • lolinka2 Re: Uruchomic obozy ! 17.12.09, 11:25
                  czy zatem hospitalizacja psychiatryczna to brak działania?
                  zaniechanie?
                  Czy ty aby nie lekceważysz pracy swoich kolegów po fachu? Swoją drogą, jak
                  przekonałam się usiłując leczyć swoją pierworodną, oni też się często gubią w
                  gąszczu teorii (zwłaszcza dot. tzw. piekielnego pięciokąta) a na efekty działań
                  - jeśli w ogóle mają jakieś być - trzeba czekać raczej długo. No sorry, to nie
                  specjalizacja operacyjna smile

                  W przypadku, który padł w tym wątku (nerka) zdecydowanie należało zrobić COŚ.
                  Nadzór kuratora nad rodziną roztoczyć, obligatoryjną terapię rodzinną wdrożyć
                  (trening zachowań społecznych dla dziecka & umiejętności rodzicielskich PRZEDE
                  WSZYSTKIM dla rodziców). Niemniej jednak: to nie wina dziecka, że ma
                  niewydolnych wychowawczo rodziców; dwa - zespół hiperkinetyczny nie daje takich
                  objawów sam w sobie, to podchodzi spokojnie pod kryteria diagnostyczne zaburzeń
                  zachowania (czyli chyba najgorsze z powikłań źle prowadzonego lub
                  nieprowadzonego w ogóle ADHD). Tak, pokora. Pochylić się nad dzieckiem. I
                  niechby się pochylił specjalista. A rodzicom sprzedać kopa do działania smile
                  Nauczycielom przy okazji też, bo ich (wystudiowana ponoć) wiedza i umiejętności
                  zajmowania się dziećmi dysfunkcyjnymi w znakomitej większości przypadków są
                  równe lub bliskie zeru i często sami pogarszają sprawę(też z doświadczenia
                  piszę, niestety...).

                  Wiesz - mordercy, pedofile i gwałciciele w moim odczuciu dostają sporo tej
                  troski. Badania specjalistyczne. Leczenie w trakcie odbywania kary. Nie mają
                  źle. To dziecko moim zdaniem tyle nie dostanie. Ktoś ważny uzna, że zajmowanie
                  się nim to odpowiedzialność rodziców wyłącznie, umyje ręce i tym samym skaże
                  dzieciaka na pogłębienie zaburzeń... Przymusowe leczenie psychiatryczne
                  dorosłych ma się całkiem dobrze. Przymusowe leczenie psychiatryczne dzieci...
                  niemal nie funkcjonuje. A szkoda.
            • wieczna-gosia Re: Uruchomic obozy ! 17.12.09, 01:59
              Jakos normalnie tak sie dzieje ze ZASZE ci rodzice ADHDowca:
              nie wspolpracuja
              sa niewydolni
              nie chca zrpzumiec

              za to szkola same krysztaly Sulaczki i Judymy och ach one sie
              staraja.

              a ja nie mam dziecka z ADHD ja mam dziecko wymagajace ciut wiecej niz
              "nie biegaj", "nie bij kolegi" "w domu zrobic cwiczenie 4" i juz w
              przedszkolu spotykam schody. Bo najlpeiej jakbym dziecko zabrala bo
              pani sie nie czuje kompetentna. Efekt? Moj syn funkcjonuje w
              przedszkolu zgodnie w wlasnym kodeksem zasad. To nie przedszkole go
              nauczylo, to on nauczyl przedszkole ze jak sie bedzie czepialo to
              bedzie dym, a ja sie nie bedzie czepialo to on bedzie spokojny. Jakim
              cudem gosciu 5 i pol kontroluje dwie pani i reszte grupy- nie mam
              pojecia ale robi to swietnie. Ale panie oburzone ze ja mam
              oczekiwania- ja matka dziecka trudnego wychowawczo, no wez sie
              kobieto zastanow......
              • protozoa Re: Uruchomic obozy ! 17.12.09, 07:32
                Póki co w szkole nie ma Judymów.
                • joanna35 Re: Uruchomic obozy ! 17.12.09, 11:17
                  W szpitalach też nie zauważyłam smile
      • makurokurosek popieram protozoa 17.12.09, 12:12
        Problem nie jest w tym czy nasze dziecko zostanie pobite przez zdrowe dziecko
        czy dziecko z ADHD, problem jest o wiele bardziej złożony. Po pierwsze Polskie
        szkoły nie są przystosowane do uczenia dzieci z ADHD, stworzono oddziały
        integracyjne które w pewien sposób miały rozwiązać problem nie tylko dzieci z
        ADHD ale dzieci niepełnosprawnych, tylko że wielu rodziców dzieci z ADHD ma
        całkowicie gdzieś swoje dziecko jak i inne dzieci. Wielu rodziców dzieci z ADHD
        broni się rękoma i nogami przed posłaniem dziecka do klasy integracyjnej,
        zastanawiam sie tylko dlaczego, czy dlatego że wówczas terapia dziecka jest pod
        stała kontrola szkoły. Sądzę, że na to pytanie odpowiedziała jedna z pierwszych
        pań, "ADHD to wyrok". takie właśnie podejście powoduje, że rodzice krzywdzą
        własne dziecko, albo zaprzeczając dysfunkcji albo całkowicie odpuszczając
        terapię. ADHD nie jest żadnym wyrokiem, trzeba nauczyć sie z nim żyć tak samo
        jak z cukrzycą czy innym paskudztwem.
        Druga sprawa dzieci z ADHD nie ponoszą odpowiedzialn0ości za swoje czyny. Sądzę,
        że skoro są na tyle sprawni umysłowo iż nie ma przeciwwskazań do uczęszczania do
        normalnej szkoły, nie powinno być również przeciwwskazań do ponoszenia
        odpowiedzialności za swoje czyny. Osoby które nie ponoszą takiej
        odpowiedzialności, dla bezpieczeństwa zarówno własnego jak i innych ludzi
        powinni być zamykani na oddziałach psychiatrycznych .
        Kolejna sprawa nie ma kontroli nad terapią ADHD.Rodzice nie mają obowiązku
        przekazywać informacjo szkole, nie wiadomo więc czy dziecko w ogóle jest pod
        opieką psychologa czy psychiatry

        Wymaga sie więc od rodziców zdrowych dzieci tolerancji i wyrozumiałości, nie
        dając kompletnie nic w zamian. Osobiście gdyby moje dziecko zostało dotkliwie
        pobite,obojętnie czy przez ADHDowca czy normalnego dzieciaka, nie wiem czy
        potrafiłabym sie powstrzymać przed brutalnym wymierzeniem sprawiedliwości.
        • lolinka2 Re: popieram protozoa 17.12.09, 12:36
          Po przepuszczeniu przez filtr mojego zdrowego rozsądku, wypowiedź makurokurosek
          brzmi:

          > "po pierwsze Polskie
          > szkoły nie są przystosowane do uczenia dzieci z ADHD"

          pozwolę sobie uzupełnić: do uczenia dzieci dysfunkcyjnych w ogóle

          > "Druga sprawa dzieci z ADHD nie ponoszą odpowiedzialności za swoje > czyny"

          Z jednej strony w terapii kluczem jest NIE KARANIE Z OBJAWY CHOROBY. Z drugiej
          strony na okoliczność złamanych zasad (zdefiniowanych zawczasu, a nie po czynie)
          wyciąga się konsekwencje. Jeśli zatem rozumieć tę "odpowiedzialność" jako
          "konsekwencje" w ujęciu behawioralnym, słowa makurokurosek nabierają sensu.

          > "Kolejna sprawa nie ma kontroli nad terapią ADHD.Rodzice nie mają
          > obowiązku przekazywać informacjo szkole, nie wiadomo więc czy
          > dziecko w ogóle jest pod opieką psychologa czy psychiatry"

          Powiem więcej: nie tylko brak jest kontroli nad terapią ADHD. Nie ma przede
          wszystkim współpracy ze strony specjalistów. Brak jest słynnych zespołów
          multidyscyplinarnych, które powinny WSPÓLNIE diagnozować i leczyć. Psycholodzy i
          pedagodzy z PPP robią swoje, uznając opiekę psychologa klinicznego za podważanie
          wlasnych kompetencji, więc niechętnie dzielą się z nimi swoimi przemyśleniami.
          Kliniczni nie chcą się mieszać do spraw szkoły, cedując to całkowicie na PPP
          (która lubi czasem zalecenia "z kosmosu" wystawić, albo zaprzeczyć diagnozie
          psychiatry...). Psychiatrzy nie zawsze potrafią współpracować z psychologami
          (oskarżają się wzajemnie że "ci to tylko psychotropy umieją zapisać" a "tamci to
          biologiczną chorobę gadaniem by leczyli" - cytaty dosłowne zasłyszane), że nie
          wspomnę o neurologach (spychanych na margines, a z drugiej strony umywających
          ręce na dzień dobry...).
          Jeśli dołożymy do tego brak przepływu informacji m. PPP, PZP, szkołami i
          wydziałami d/s nieletnich w sądach - zostaje obraz nędzy i rozpaczy diagnostyki
          i terapii chorób psychicznych u dzieci.
          • makurokurosek Re: popieram protozoa 17.12.09, 14:04
            Z jednej strony w terapii kluczem jest NIE KARANIE Z OBJAWY CHOROBY. Z drugiej
            > strony na okoliczność złamanych zasad (zdefiniowanych zawczasu, a nie po czynie
            > )
            > wyciąga się konsekwencje.

            Wydaje mi się, że informację nie bij kolegi łopatką, krzesełkiem czy innym
            przedmiotem dziecko otrzymuje w wieku około 2 lat niezależnie czy w przyszłości
            będzie miało zdiagnozowane ADHD czy nie. Nie sądzę aby dziecko z artykułu o
            którym mówiła protozoa informację o tym, ze nie wolno nikogo bić otrzymało po
            zaistniałym wypadku.

            "zostaje obraz nędzy i rozpaczy diagnostyki
            > i terapii chorób psychicznych u dzieci."
            Wybacz ale to dotyczy wszystkich chorób, nasza służba zdrowia nie jest w
            najlepszej kondycji ale bądźmy szczerzy to problem chorego i jego rodziny.
            Jezeli rodzice dziecka z ADHD widzą, że terapeuta jest do dupy powinni go
            zmienić i szukać takiego który będzie w stanie im pomóc, a że to kosztuje no cóz
            leczenie większości chorób nie nalezy do najtańszych
            • lolinka2 Re: popieram protozoa 17.12.09, 14:17
              Nie. Problem nie dotyczy wszystkich specjalizacji i wszystkich jednostek
              chorobowych w równym stopniu. Zdecydowanie nie.
              Z doświadczenia zawodowego i osobistego mówię. Z pełnym przekonaniem i
              odpowiedzialnością za słowa.
              I to nie kwestia typu "terapeuta jest do dupy", jak piszesz, ale rozmywanie się
              wysiłków pojedynczych osób w dziurawym systemie, plus dążenia jednostek do
              zawłaszczenia wszystkiego: wiedzy, wyników badań, wniosków i monopolu na
              słuszność oraz jedyną najprawdziwszą prawdę tongue_out A na unikaniu konfrontacji i
              współpracy, traci pacjent...

              Plus to, co pisała powyżej protozoa. Psychiatrzy dziecięcy w Polsce to populacja
              nieliczna. I znów cytat, jeden z pracowników Kliniki Psychiatrii Wieku
              Rozwojowego WUM powiedział w roku 2007 "Dobry psychiatra dziecięcy w Polsce to
              ten, który obejrzy dziecko, zanim ono zdąży się zabić". Bez komentarza.
              • makurokurosek Re: popieram protozoa 17.12.09, 14:33
                > I to nie kwestia typu "terapeuta jest do dupy", jak piszesz, ale rozmywanie się
                > wysiłków pojedynczych osób w dziurawym systemie, plus dążenia jednostek do
                > zawłaszczenia wszystkiego: wiedzy, wyników badań, wniosków i monopolu na
                > słuszność oraz jedyną najprawdziwszą prawdę tongue_out A na unikaniu konfrontacji i
                > współpracy, traci pacjent."

                nie mam ADHD, a mam taki sam problem z neurologiem , a wcześniej z alergologiem.
                Przy czym w przypadku neurologa nie zadziałały nawet znajomości, konsultacje i
                potrzebne badania musiałam wykonać poza województwem wielkopolskim bo tu nikt
                nie podważy diagnozy profesora

                "> Plus to, co pisała powyżej protozoa. Psychiatrzy dziecięcy w Polsce to populacj
                > a
                > nieliczna. I znów cytat, jeden z pracowników Kliniki Psychiatrii Wieku
                > Rozwojowego WUM powiedział w roku 2007 "Dobry psychiatra dziecięcy w Polsce to
                > ten, który obejrzy dziecko, zanim ono zdąży się zabić". Bez komentarza."

                To samo można powiedzieć o ginekologach dziecięcych oraz lekarzach wielu innych
                specjalizacji, ale cóż jeżeli ktoś chce to poruszy niebo i ziemię aby do tego
                lekarza trafić, a jeżeli ktos oczekuje że inni za niego będą robili to tylko
                będzie biadolił
    • protozoa Re: Odłóżmy na bok emocje 17.12.09, 13:47
      Rodzi sie dziecko, rodzice, dziadkowie chcieliby, żeby było zdrowe, ładne,
      zdolne. Bywa jednak czasem inaczej. Bywa, że choroba/dysfunkcja ujawnia sie po
      roku, dwóch, w przedszkolu, szkole. Rodzice chcieliby, żeby ich dziecko było
      takie jak inne a ono tymczasem ( zostańmy przy ADHD) jest inne, nadpobudliwe,
      trudne do opanowania, ma problemy z koncentracją uwagi, czasem wykazuje agresję,
      bywa niebezpieczne - dla siebie lub innych. I co sie dzieje - gros rodziców nie
      przyjmuje tego do wiadomości i uważa, ze z czasem się zmieni, że świat jest
      przeciwny ich dziecku i sami wykazują agresję. Jest i tak, że zabiegani,
      zaharowani nie chca zobaczyć u dziecka tego co od dawna widzi otoczenie. Czasem
      podejmują - TRUDNĄ, ZMUDNA KOSZTOWNA terapię. I wszyscy za wszelka cenę chcą,
      aby ICH dziecko pozostało w swoim środowisku i było takie jak inne dzieci. Ale
      tak nie będzie, to dziecko ma dysfunkcję i trzeba się z tym pogodzić - tak samo
      jak dziecko niesłyszące - mimo implantów i wysiłkow zespołu prof. Skarżyńskiego
      nie będzie idealnie słyszeć, ani dziecko niewidome nie będzie miało sokolego wzroku.
      I tak jak niewidomy nigdy nie zrobi prawa jazdy ( ma ograniczenia) tak
      ADHD-owiec ma ograniczenia innego typu.
      W kraju powinna byc siec placówek oferujących rehabilitację, terapię, zajęcia
      psychologiczno-pedagogiczne, konsultacje psychiatry dziecięcego ( na marginesie
      czy wiecie ilu jest takich specjalistów w Polsce i dlaczego nikt nie chce robic
      tej specjalizacji). Powinny być szkoły, nauczyciele wspomagający, trenerzy itd,
      itp. Niestety, nie ma i nie będzie. Długo nie będzie bo na to potrzebne są
      ogromne środki. Tak samo jak na szereg badań, w tym ważnych od których zalezy
      podjęcie decyzji o leczeniu nierzadko ratującym życie, jest niedostępnych. I
      prędko nie będzie. Powody j.w.
      Co zatem mają robić rodzice, nauczyciele, koledzy uczniowie gdy w ich otoczeniu
      pojawi się dziecko z ADHD?
      Przede wszystkim nie dać zrobić sobie krzywdy. Dziecko z ADHD bywa
      nieodpowiedzialne, nieprzewidywalne. Czy można dziwić sie trenerowi na pływalni,
      że nie chce takiego dziecka. Wszak to on odpowiada - moralnie i prawnie- za
      zdrowie i życie powierzonych mu dzieci. Chwila nieuwagi, zajęcie sie dzieckiem,
      które chce jeszcze zanurkować, jeszcze jedno kółeczko i może utonąć inne
      dziecko. A trener pójść do więzienia.
      W przypadku gier zespołowych dziecko z ADHD nie jest akceptowane przez kolegów,
      bo jego drużyna przegrywa, bo dezorganizuje zajęcia.
      A w szkole - ile czasu nauczyciel poswięca uczniowi, który może w każdej chwili
      zrobić sobie lub innym krzywdę? Mnóstwo. A efektem jest nieprzerobiony materiał
      i strata całej klasy. Strata, bo uczniowie albo nadrabiają lekcje w domu/na
      korepetycjach albo maja mniejsze szanse dostania sie do dobrych szkół wyższego
      szczebla.
      Może warto spojrzeć obiektywnie na ograniczenia własnych dzieci i mierzyć siły
      na zamiary?
      Moje dzieci - juz dorosłe- nie maja głosu ani słuchu muzycznego. Byłyby
      odrzucone przez kolegów w chórze, w orkiestrze, w szkole baletowej. Znamy ich
      ograniczenia i nie pchalismy ich do szkoły muzycznej.
      Dzieci kolezanki mają nadwagę, są mało sprawne fizycznie. Stanowi to inny rodzaj
      ograniczenia, z którym rodzice sie liczą.
      Może rodzice dzieci z ADHD zamiast wymagac od innych tolerancji, pochylenia się,
      zrozumienia przyjęliby do wiadomości ograniczenia swoich pociech.
      W dzisiejszej Stołecznej pani psycholog usiłuje cos radzić. Tylko nic z tych rad
      nie wynika.

      Pozostawienie agresywnych dzieci w szkole jest zagrożeniem dla innych. Dziecko z
      orzeczeniem nie poniesie konsekwencji prawnych. O to juz postarają sie rodzice (
      i tu trudno im sie dziwić). Pozostałe dzieci są zagrożone i u co bardziej
      wrażliwych może dojść do fobii szkolnej.

      Od lat obserwuję rodziców róznych dzieci. Widzę jak wielu z nich zachowuje sie
      nagannie. Nie poczuwa sie do odpowiedzialności za własne dzieci i skutki ich
      zachowań- nieważne czy zachowań wynikających z choroby czy złego wychowania.
      Tłumaczenia "to tylko dziecko" są powszechne.
      Kilka dni temu przyjmowałam w gabinecie obok laryngologa. Po badaniu na
      korytarzu dziecko zwymiotowało. Zdarza sie, czy myslicie, ze matka poczuła sie w
      jakimkolwiek stopniu do sprzątnięcia, przeproszenia za "atrakcje" chyba 40
      pacjentów z poczekalni? Skąd - ona po prostu uciekła. Nie widziałam tego,
      słyszałam głosy oburzonych pacjentów.
      W Dziecku było już na ten temat ze sto wątków. Może jednak warto pomysleć o
      swoich obowiązkach w stosunku do innych gdy ma się dzieci.
      • kropkacom Re: Odłóżmy na bok emocje 17.12.09, 14:38
        > W Dziecku było już na ten temat ze sto wątków. Może jednak warto pomysleć o
        > swoich obowiązkach w stosunku do innych gdy ma się dzieci.

        Ja ciągle czytam o tych agresywnych, niedopilnowanych, niedoterpiowanych dzieciach z ADHD. A jak już dziecko spełni te wszystkie "wymagania" to i tak rozbije się o tabliczkę na kursie pływania - dzieci z ADHD nie przyjmujemy. Owszem, rodzic może chorobę dziecka zataić i tylko tyle.

        Tak się składa że rodzice dzieci dysfunkcyjnych i chorych robią więcej niż widzą to postronni. Postronni chcieli by zaraz natychmiast widoczne efekty a najlepiej odizolować malucha na wszelki wypadek. Taki obraz maluje się mi z tych wszystkich rozmów i z tego co widziałam w szkole.

        Jako społeczeństwo też mamy obowiązki. Przede wszystkim nie izolować, pochopnie nie osadzać i nie pławić się jak protozoa w świetnym samopoczuciu "bo ja potrafię to czemu on nie?"
        • azile.oli Re: Odłóżmy na bok emocje 17.12.09, 17:07
          To wszystko nie jest takie proste. Jeśli chodzi o zachowania
          agresywne, to przyjmijmy, ze dzieci zdrowe też takie przejawiają,
          tyle tylko , że dobrze byłoby, żeby zaświadczenie o dysfunkcyjności
          nie było ''uniewinnieniem''.
          Co do sprawy różnego rodzaju sekcji sportowych dla dzieci z
          problemami. Cóż, przykre to, ale nie doszukujmy się zawsze złej woli
          innych rodziców czy dzieci. Czasem to trener musi zadecydować, czy
          dziecko powinno na takie zajęcia uczęszczać.
          Podam przykład - judo, generalnie bardzo dobra dyscyplina dla
          dzieci nadpobudliwych. Ale , niestety, czasem się nie da pracować,
          bo dziecko, które najpierw robi, a pomyśli za chwilę stanowi duże
          niebezpieczeństwo, zwłaszcza dla siebie. U mojej córki w grupie był
          chłopak, który nie robił nikomu nic złego, ale w danym momencie
          robił co innego, niż reszta. Gdy się wykonuje rzuty trzeba bardzo
          uważać na osoby trenujace obok. Wiecie, co się może stać, gdy osoba
          ważąca 70 kg spada z wysokości 170cm na dzieciaka, który właśnie
          sekundę wcześniej położył się na macie obok? Niby nic nie zrobił,
          ale co by było, gdyby rzucany kolega spadł na niego?
          Podobnie z poleceniami : ''wracamy bokiem'', a młody biegnie sobie
          beztrosko środkiem sali. Tu chodzi o bezpieczeństwo tego dziecka i
          innych.
          Niestety, trenując jakąkolwiek dyscyplinę sportowa trzeba pamiętać,
          że najważniejsze jest słuchanie poleceń. Bo może stać się
          nieszczęście. Dlatego trzeba poszukać małej grupy, poinformować
          trenera o zaburzeniu (nie jest ślepy) i przede wszystkim dziecko
          musi mieć już opanowane pojęcie dyscypliny na treningu.
        • e_lizzy_benett Re: Odłóżmy na bok emocje 17.12.09, 17:45
          k
          > Jako społeczeństwo też mamy obowiązki. Przede wszystkim nie izolować, pochopnie
          > nie osadzać i nie pławić się jak protozoa w świetnym samopoczuciu "bo ja
          potrafię to czemu on nie?"

          Myślę, że to jest właśnie sedno problemu - niewielu członków społeczeństwa
          przyjmuje do wiadomości, że mamy jakieś obowiązki wobec innych. Dziecko
          dysfunkcyjne w szkole? Moje (w domyśle piękne, zdolne) traci jakiś czas, który
          pani poświęciłaby na jego naukę. Odnosząc się do tej części dyskusji przyjąć
          jednak trzeba, że każdy obywatel ma zapewniony równe prawa - w tym dostęp do
          nauki. Jeśli już brak empatii, to może sięgnąć do ciążących na nas społecznie
          zobowiązań? Na marginesie - kto prowadzi statystyki ile krzywd między dziećmi
          wyrządzają dzieci zdrowe, a ile te z dysfunkcjami?
          Zgadzam się, że rodzice dzieci niepełnosprawnych w różnym stopniu radzą sobie z
          problemami rodzicielstwa - jak wszyscy jednak.
          I powiedzmy jasno - dyskusja skupia się na dzieciach z ADHD, bo bardzo łatwo (co
          nie znaczy zgodnie z prawdą) napisać, że dąży się do ochrony swojego dziecka.
          Trochę (choć dla części pewnie tylko ciut) trudniej napisać, że nie chce się
          współpracować z dziećmi opóźnionymi autystycznymi, z ZD - niegroźnymi, ale
          przecież tak nieestetycznymi, no i moje (w domyśle piękne, zdolne itd)...
      • gemmavera Re: Odłóżmy na bok emocje 17.12.09, 18:09
        protozoa napisała:

        > Może rodzice dzieci z ADHD zamiast wymagac od innych tolerancji, pochylenia się
        > zrozumienia przyjęliby do wiadomości ograniczenia swoich pociech.

        Spora część rodziców dzieci z dysfunkcjami doskonale zdaje sobie z tych
        ograniczeń sprawę. Większość chodzi na różnego rodzaju terapie - ale terapie w
        tego typu zaburzeniach mają to do siebie, że nie działają jak pigułka
        przeciwbólowa - łykniesz i po sprawie. Trzeba mozolnej pracy przez lata, żeby
        wypracować jakiś efekt.

        Pytanie jednak, co dalej - jeśli już owi rodzice przyjmą do wiadomości
        ograniczenia swoich dzieci, to co dalej? Zamknąć dzieci przed światem? Zapisać
        do szkoły specjalnej? Nauczanie indywidualne?
        Akurat podstawowy problem w przypadku terapii dzieci z ADHD czy np. autyzmem to
        nauczenie delikwenta życia w społeczeństwie.
        Konia z rzędem temu, kto nauczy dziecko zasad życia społecznego, zasad życia w
        grupie, izolując go od owej grupy.

        Ktoś tu wcześniej twierdził, że rodzice bronią się rękami i nogami przed
        zapisaniem dziecka do klasy integracyjnej. Znam kilka takich osób i twierdzę, że
        to bzdura - a już na pewno nie jest to reguła.
        A najlepsze jest to, że teraz dziecku z papierami ADHD integracja się "nie
        należy". Sama znam matkę, która kombinuje, czy udałoby się jej przepchnąć syna
        do klasy integracyjnej z jakimś innym "kwitem". Ona otwarcie mówi, że wie, że
        młody sobie w masowej szkle bez pomocy nie poradzi. No i co ma zrobić? Pośle do
        masowej - źle, bo potem na forach krzyczą, że potwór ADHDowiec rozprasza inne
        dzieci i spowalnia tempo pracy, a potem dzieci się do dobrych szkół nie dostają.
        tongue_out Pośle do integracyjnej - będą się potem wkurzać, że im podrzuciła dziecko jak
        kukułcze jajo.

        Nie ma rozwiązań idealnych. Ale przy odrobinie empatii i zrozumienia ze strony
        tak zwanych normalnych można choć minimalnie do tego ideału się zbliżyć. A jak
        się trafi na mur, to koniec.
        • makurokurosek Re: Odłóżmy na bok emocje 17.12.09, 18:17
          Po pierwsze dziecko z ADHD nie musi trafić do klas integracyjnych jako dziecko
          chore. Klasy integracyjne przez sam fakt że jest tam maksymalnie 18 uczniów,
          jest dwóch nauczycieli, jest klasą która bardziej przystosowana jest do
          kształcenia dzieci z ADHD. Po drugie jeżeli dziecko jak i rodzice faktycznie
          biorą udział w terapii, często sama poradnia pomaga w umieszczeniu takiego
          dziecka w klasie integracyjnej. Po trzecie jeżeli ktoś faktycznie mimo terapii
          ma problem z zapisaniem dziecka do klasy integracyjnej zawsze pozostają szkoły
          prywatne Bądzmy szczerzy w klasie 30 osobowej nie ma miejsca na jednoczesną
          terapie dziecka z ADHD i naukę
          • pitahaya1 Re: Odłóżmy na bok emocje 17.12.09, 18:40
            Teoria sobie a życie sobie.

            Szkoły prywatne...smile One w pierwszej kolejności pozbywają się dzieci z
            dysfunkcjami, chyba, że szkoła akurat specjalizuje się w kształceniu takich
            dzieciaków.

            Szkoły integracyjne...owszem. Mój syn nie miał wskazań do takiej szkoły. Był
            trzykrotnie w PPP, ma orzeczenie i brak wskazań. W mojej miejscowości nie ma ani
            jednej szkoły z klasą integracyjną, szkół jest kilka. Wiem, mogę dowozić syna do
            innego miasta, do innej dzielnicy. Tylko, że on bardzo źle to zniósł (już do
            takiej szkoły chodził). Zupełne oderwanie od kolegów, którzy integrują się na
            placu zabaw, po lekcjach, w klubie, na boisku...

            Nie chciałabym, żeby to zabrzmiało, jakbym szukała wymówek.

            Po prostu takie dzieciaki próbuje się zepchnąć na margines społeczny. Nie
            mówię o dzieciach, które wymagają wzmożonej pracy i stwarzają zagrożenie dla
            siebie i otoczenia. Mówię o takich dziaciakach jak mój syn, u którego
            stwierdzono "zaburzenia koncentracji uwagi z elementami nadpobudliwości o
            nieznacznym nasileniu
            ". Gdybym Ci go postawiła obok, nie wiedziałabyś, że ma
            ADHD. Ale ma orzeczenie i łatkę przypiętą na kilka lat.
            Do tej pory niemal zawsze mówiłam prawdę każdemu kto o to zapytał, teraz już
            nie. A przynajmniej nie mówię tego otwarcie. Jeśli czytałaś mój wpis o wyjeździe
            syna na obóz, dowiesz się, że pomimo braku informacji nie zauważono u syna
            odchyleń od normy.

            Czy więc powinnam informować wszystkich dookoła skazując tym samym syna na jawną
            dyskryminację i przypinanie łatki?

            Przed synem gimnazjum. Już wiem, że nowa szkoła opinii nie zobaczy. Jeśli
            zapyta, usłyszy prawdę ale sama przed szereg nie wyjdę. Cóż, tego mnie
            poprzednie szkoły nauczyły.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka