w-i-k-i
03.01.10, 20:50
Tak w nawiazaniu do postu o zdradzie meza (jakas pani dowiedziala
sie o tym w sylwestra), to ciekawi mnie dlaczego zawsze pozniej
wszystko spada na strone, ktora zdradzila, a nikt nie bierze pod
uwage wszystkich okolicznosci, sytuacji obu stron i nie jest
obiektywny.Bo moze Pan/Pani zdradzona:
1. tak wpadla w rutyne zycia, ze przestalo jej sie chciec dbac o
zwiazek;
2. to ze posiada sie dzieci stalo sie dostateczna wymowka na
wszystko inne i oczywistym stalo sie ze teraz to juz na wieki razem;
3. jedna ze stron przestala o siebie dbac i wizja spedzenia zycia
z ,,obojniakiem" stala sie przerazajaca dla strony drugiej;
4. potrzeby jednej ze stron nie byly dostrzegane, spelniane,
pomijane, w imie dbania o dzieci - no ilez mozna!
5. oprocz dzieci, zaczelo brakowac wspolnych tematow, pasji,
zainteresowan;
itd. itd. itd...................................................
Nic wiec dziwnego, ze ludzie zaczynaja rozgladac sie w kolo. A wiec
do kogo ma sie pozniej pretensje i skad to zdziwienie? Moze lepiej
zawsze zaczac od sibie.