Dodaj do ulubionych

czy ktoś powie mi coś miłego? :(

05.02.04, 18:10
Tak jak w temacie.

Za dużo przykrych rzeczy na raz. Facet ma mnie dosłownie i doskonale w d****,
nie rozmawia ze mną, jak dobrze, że są sprzedawczynie i sprzedawcy w
sklepach, można do kogo otworzyć usta. Tyrałam jak wół przez wiele lat,
starałam się sprzątać, zmywać, gotować, zakupy robić, facet miał to w nosie.
Teraz potzrebuję trochę spokoju, ciszy do namysłu, mam problemy "karierowe",
za dużo obowiązków, no i dom przypomina chlew, syf i bajzel, bo facet ma to
wszystko doskonale w nosie. Zasłania się pracą, ale jednocześnie podkreśla,
że programowo sprzątał to on nie będzie - jakbym ja nie pracowała, aha. Na
dodatek facet chory, churchla i pryska dookoła cholera wie, jakimi zarazkami,
mdleje i słania się, po schodach nie wejdzie, po chleb rano nie pójdzie,
naczyń nie pozmywa, bo chooory, ale jak go proszę, aby poszedł do lekarza,
nawet wynajduję godziny przyjęć - nic tylko ruszyć tyłek i pójść - to mnie
ładnie nazywa wariatką i jędzą, oczywiście przy dziecku. Które to dziecko
zlewa mnie na całej linii, nie posprząta po sobie w pokoju bo nie, a jakże,
skoro tatuś na podobną prośbę potrafi powiedzieć, że mam przestać zrzędzić.
Dziecko na rekonwalescencji w domu, nudzi się jak mops, domaga się 100% uwagi
cały czas, nagle zapomniało jak się robi cokolwiek, paraduje w pidżamie do
południa.

Jeszcze przedwczoraj miałam migrenę, która nadała nowy sens słowu "migrena",
rzygałam jak kot, nadal jestem słaba, nogi się pode mną trzęsą. Nie mamy
samochodu, w moim mieście wszędzie mam daleko, a tu facet wybiera się do
pracy i trzeba zdążyć wrócić na czas, oczywiście dziś nic prawie nie
załatwiłam, wszedzie kolejki.

No i dziś poszły mi nerwy totalnie, skrzyczałam moje dziecko, ponieważ nie
chciała nawet spróbować łyknąć kapsułki z lekiem, zrobiła scenę a ja nie wiem
czemu, nagle zapomniałam jak się postępuję z dziećmi. Też zrobiłam scenę. A
potem zabrałam się za sprzątanie a młodej kazałam siedzieć w pokoju.
Generalnie odechciewa mi się żyć.

No i na koniec dowiedziałam się od ojca (mojego ojca) że jestem wyrodną
matką, ponieważ moja córka nie spała z nami w jednym pokoju. Dla wyjaśnienia
dodam, że spaliśmy razem z nią w malutkim pokoiku co noc aż do ukończenia
przez nią 1,5 roku życia, karmiłam ją piersią 26 miesięcy, więc raczej
bliskości jej nie brakowało, jak jest chora zawsze z nią śpimy. No ale to
niedobrze, żę takie małe dziecko musiało spac samo w pokoju (z rodzicami za
ścianą) a ja jestem wyrodną matką bo poddałam się amerykanizacji.

Aha, i katuję dziecko, bo gdy sama nie potrafiła dobrze umyć zębów, to myłam
jej elektryczną szczoteczką i to był priorytet (to znaczy sprawa nie
podlegająca dyskusji). To się nazywa katowanie dziecka.

Nie miałam ochoty doczekać stwierdzenia, że maltretuję dziecko ponieważ
pilnuję, aby nosiła aparat ortodontyczny i myła zęby po posiłkach.
Obserwuj wątek
    • jagienka.harrison Re: czy ktoś powie mi coś miłego? :( 05.02.04, 18:23
      Wiesz co? Powiedz sobie to co twierdzi mój tato (bez komentarza): wszyscy są
      świrnięci tylko ja jestem normalny!
      Nie miej sobie nic do zarzucenia. Każdemu się może zdarzyć nakrzyczeć na
      dziecko, mężowie niestety są gorsi od dzieci jeśli chodzi o choroby. Starasz
      się i to że od czasu do czasu w domu jest bałagan to się świat nie zawali.
      Tylko raz zrobił mi mąż awanturę że nie jest posprzątane, to mu powiedziałam
      że ja nie mam monopolu na sprzątanie, on dwie ręce też ma. A może jakiś
      szantaż?...
      Ale w każdym razie myślę że jesteś świetną mamą i żoną, sam fakt że tu piszesz
      znaczy że się przejmujesz i Ci zależy! Olej ich. weź sobie jakąś fajną gazetę,
      idź do jakiejś kafejki, napij się kawy i odpocznij. Należy Ci się.
      Z pozdrowieniami
      Jagienka & Dominik (29.11.02)styczniowe zdjęcia:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=7662007&a=10302262
    • kolorko Re: czy ktoś powie mi coś miłego? :( 05.02.04, 19:02
      Lubie czytać twoje postywink)) Powiedziałabym Ci jeszcze kilka miłych słów, ale 3
      gęby wrzeszczą- obiecałaś frytki crying
      Wiec po prostu -trzymaj sięwink
      pozdrawiam- Ania
    • terencia Re: czy ktoś powie mi coś miłego? :( 05.02.04, 19:30
      Odalie, u nas żona jest świrnięta, córka także, do tego pies, a ja świrnięty
      podwójnie, ale dlatego, że wszyscy jesteśmy świrnięci, jest nam całkiem dobrze.
      Nie ma to jak się dopasować, a tu wygląda, że Ty jesteś świrnięta, a Twój chłop
      normalny. Ja zaś nie cierpię normalnych, mogę Cię więc jedynie przytulić
      teoretycznie i lepiej nie pocieszać, bo najlepszym rozwiązaniem jest ..., a
      może samo się rozwiąże, ale o tym wolę nie pisać.
      Pozdrawiam
      Henryk

      P.S. Gdzie te frytki?
      • aolka Re: czy ktoś powie mi coś miłego? :( 05.02.04, 19:45
        olej wszystkich. corke oddaj do dzaidkow na 2 dni, maz i tak z toba nie
        rozmawia wiec masz spokoj i zrob sobie dni tylko dla ciebie. albo nawet jeden
        dzien. rob to co sprawia tobie i tylko tobie przyjemnosc i nie mysl o niczym. a
        jeszcze lepiej by bylo, gdybys miala mozliwosc uciec z domu na dwa dni.
        wtedy wszyscy by za toba zatesknili.......
        pozdrawiam i glowa do gory

        p.s. ja tam lubie swirnietych ludzi
        p.s.2. moj maz tez narzekal na balagan, wiec zaczelam robic "porzedki"- trwalo
        to miesiac. i od tego czasu slowa nie uslayszalam smile)
    • gandzia4 Re: czy ktoś powie mi coś miłego? :( 05.02.04, 22:12
      To ja ci powiem DUŻO DUŻO MIŁEGO
      • ulala72 Re: czy ktoś powie mi coś miłego? :( 05.02.04, 22:24
        Odalie, lubię Cię bardzo i lubię Twoje posty.
        Masz fajne poczucie humoru i trochę za dużo na głowie.
        Pamiętaj, raz jest gorzej, raz lepiej. Z facetami - częściej niestety to
        pierwsze, ale mój np. zwolna się reformuje. A ile się muszę nachwalić,
        namotywować, nadziękować - pięcioro dzieci by się przy tym wychowało.
        Jak nie ma Cię kto chwalić, chwal się sama. I rób sobie drobne przyjemności -
        np. godzina w łazience i niech się pali i wali...
        Pozdrówka
        • annam10 Re: czy ktoś powie mi coś miłego? :(- do ulala72 09.02.04, 20:12
          A ja lubię czytać Twoje postysmile A jak tam praca? Ja byłam dziś po raz pierwszy
          od 10 miesięcy w pracy (nauczyciel angielskiego w gimnazjum - koszmar!!!)
          Napisz jak tam w pracy. Pozdrawiam. Ania.
    • gandzia4 Re: czy ktoś powie mi coś miłego? :( 05.02.04, 22:23
      Ja ci powiem kochana świrusko DUŻO DUŻO DUŻO DUŻO DUŻO DUŻO MIŁEGO MIŁEGO
      MIŁEGO MIŁEGO, a do tego to nie daj sie zwariować (o ile to możliwe byś była
      jeszcze bardziej zwariowanasmile))) Spokojnie przestań reagować na jęki
      choro-konające chłopa, jak widzi brak reakcji to albo zarzuca focha i milknie na
      czas jakiś, albo podejrzewa ciebie o focha i też milknie, albo jest tak
      zadziwiony że wogóle milknie no i wtedy masz milczenie baranasmile))) Ja też
      wyrodna jestem strasznie szczególnie w roli matki nie myśl se że tylko ty jedna
      taka oryginalna, a ja to co sroce z pod ogona.
      "Nikt się nie spodziewa hiszpańskiej inkwizycji" i z tym oto poważnym bez sensu
      tutaj cycatem zakończę me wywody.
    • donatta Re: czy ktoś powie mi coś miłego? :( 05.02.04, 23:08
      Kochana Odalie, jesteś fajna kobitka, olej to wszystko równym cięgiem (pardon
      my expression). Czasami tak trzeba, żeby nie dać się zwariować. Faceci to
      przerośnięte dzieci, dzieci zachowują się jak wszystkowiedzący dorośli,
      rodzice na nas popełniali błędy, teraz wiedzą wszystko najlepiej. Grunt to nie
      dać się zwariować. Ja w takich sytuacjach mówię wszem i wobec, że mam
      wszystkiego dosyć i lojalnie uprzedzam, że zbliżanie się do mnie tylko na
      własną odpowiedzialność. Nie pozwól wszystkim myśleć, że zniesiesz wszystko,
      pokaż im paszczę lwa, w końcu też masz swoje prawa.
      Pozdrawiam i ściskam
      Donata
    • alltid_ung Re: czy ktoś powie mi coś miłego? :( 05.02.04, 23:19
      Takiego swira jak ty to i ja mamwink prace , rodzinke i nawet migrene (!)Trzymaj
      sie i jak to moze cie posieszyc to nie jestes samasmile Pozdrawiam ciebie i
      przesylam duzo przyjacielskich usciskow

      @--------------------@------------------@-----------------@-----------------@
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=5989627&a=10207476
      www.fampersson.k-webb.nu
      • mrufkaa Re: czy ktoś powie mi coś miłego? :( 06.02.04, 00:24
        Taaa... u mnie jakos tez tak ostatnio... do kompletu olewajacego chopa
        dochodzi dochodzacy szwagier, a na dokladke tesciowa ma dojechac. I ja mam to
        cale przygluche i i wlasnymi sciezkami myslace towarzystwo obrabiac??? na
        wsiaki sluczaj dzis urzadzilam mezowi auto da fe, w obecnosci szwagra.
        Uprzedzilam, ze tesciowej urzadze wypedzenie Moryskow...smile
        Migreny nie mam, ale zespol napiecia wybitny w tym miesiacu....
        Odalie, duzo madrych rad tu juz padlosmile Nie daj sie! Jestes przemila
        osobistoscia tego forum i dbaj o swoja kondycje psychiczna, bo my Cie chcemy
        wciaz czytac taka pogodnasmile))
        trzymamy kciuki
    • joanko Re: czy ktoś powie mi coś miłego? :( 06.02.04, 07:24
      Ja wczoraj doszłam do takich wniosków "mąż potrzebny jest tylko to wkurzania
      żony"
      Pozdrowionka
    • krynia100 Re: czy ktoś powie mi coś miłego? :( 06.02.04, 07:53
      Moja mama twierdzi, że facetów można wychowywać tylko przez pierwsze trzy lata
      ich życia, potem to już tylko rosną.... Trzymaj się dzielnie i nie daj się
      zwariować! I tak jak piszą inne Dziewczyny - masz prawo do odpoczynku, do
      bałaganu, kiedy Ci się nie chce sprzątać i do sprawiania sobie przyjemności,
      tak często jak się da. Nie wiem jak duże jest Twoje dziecko ale chyba da sobie
      bez Ciebie radę przez kilka godzin, u babci albo Z TATĄ! A ty rzeczywiście
      odpocznij - od razu spojrzysz na świat radośniej. Pozdrawiam Cię bardzo
      serdecznie, Krysia.
    • chalsia Re: czy ktoś powie mi coś miłego? :( 06.02.04, 08:35
      Trzymaj się Odalie. I jak dziewczyny piszą - kiń to w kąt na kilka dni. Olej
      rodzinę i tyle i zajmij się sobą.

      PS. Jak czytam o takich i innych sytuacjach nieporozumień i problemów
      rodzinnych, to naprawdę czuję się szczęśliwa, że mam to już za sobą. Mam inne,
      swoiste dla samodzielnych mam problemy, ale tych (najbardziej bolesnych i
      wkurzających) już nie. I dobrze mi z tym.

      Pozdrówko,
      Chalsia
    • odalie dziękuję kobietki :))) 06.02.04, 12:08
      Z wielkiej złości posprzątałam wczoraj przedsionek i duży pokój. Wiem, że to
      niepedagogiczne, ale skoro faceta się i tak nie wychowa...

      Bardzo długo zajęło mi wyhamowanie i przełknięcie poczucia winy, że tak
      zszarpałam młodą. Sprzątałam jak wściekła, a młoda siedziała w swoim pokoju.
      Wreszcie się ubrała, bardzo ładnie, w ulubioną sukienkę i różową bluzkę, i jak
      gdyby nigdy nic przyszła do dużego pokoju. Ja też udawałam, że "jak gdyby nigdy
      nic", ale klucha stała mi w gardle.

      Wieczorem podłączyłam na nowo telefon i zadzwonił mój ojciec smile))) jak gdyby
      nigdy nic smile)))

      Nocką facet wrócił z pracy, oczywiście nie podniecił się ani nie zachwycił
      posprzątanym przedsionkiem, a kurtkę i polar walnął na sam środeczek elegancko
      odkurzonego dywanu.

      Zrobiłam kolację, młoda zjadłą poczwórną porcję wszystkiego, jak też. A facet
      nie chciał podejść do stołu, bo owszem, stał pokrojony chleb, masełko,
      twarożek - ale trzeba by było sobie nałożyć masło na chlebek i na to
      własnoręcznie położyć twaróg!

      Łaaaskawie podszedł po dwudziestu minutach, cały czas twierdząc, że nie ma
      kolacji. (Wiecie, jak mu się nie podstawi pod pyszczek, albo zabraknie jogurtów
      i czystych łyżek, to potrafi głodować cały dzień.) Odszedł od stołu, aby się
      położyć u młodej, no i jak myślicie, czy zabrał swój talerz do zlewu...?

      Wieczorem dziadek przez telefon jak zwykle czytał młodej - _Anię z Zielonego
      Wzgórza_ i jak raz był ten rozdział o zagubionej broszce!!!

      Przed snem przeprosiłam młodą i ukochałam, wytłumaczyłam jak mogłam że byłam
      ostatnio bardzo wściekła i się trochę rozregulowałam. Młoda stwierdziła, że wie.

      .......................

      Co nam odbiło, żeby na siłę oczekiwać od niej, że ma się uczyć połykać leki,
      skoro ona się tego boi - totalnie nam odbiło, że nie powiem gorzej. Jakoś mi
      się mózg zawiesił chyba. Fakt, ona kiedyś łykała coś tam, ale ostatnio nie
      chce. Ja swoją drogą też zawsze ostrożnie do tego podchodziłam, w końcu to małe
      dziecko, sa syropy, ale jakoś wczoraj no zawiesiło mi się myślenie. Facet jak
      to facet to się zaś w ogóle nie zastanawił, tylko ochoczo przyklasnął mojemu
      pomysłowi, żeby w innych wypadkach był taki szybki i zgodny...! Ludzie, czy to
      przez tę chorą pogodę (było -12 a jest +12...)?!

      Co do młodej - nie mogę jej nikomu podrzucić, jak raz nie mam komu. Musi biedna
      siedzieć w domu, do przedszkola nie wolno, bo jeszcze nie całkiem doszła do
      siebie po zapaleniu płuc. Do moich rodziców jej nie podrzucę, bo to droga przez
      pół Polski na dodatek moja mama jest właśnie teraz leczona radiojodem. A
      teściowa pracuje i tez nie w tym samym mieście, co my.

      Co do bałaganu... Byście widziały ten syf. To nie jest bałagan. To są pokłady
      syfu. Jakoś cały "wolny" czas i siły spalam, w miarę logicznie sie ubierając, i
      czysto i schludnie ubierając dziecko.

      Bo mój problem to że ja pracuję na trzy sroki, czy tam srocze ogony trzymane na
      raz. Jak wychodzę do pracy, to mnie nie ma. Ale jak jestem w domu to założenie
      jest takie, że też pracuję. Właśnie teraz finisz kolejnego przekładu, termin,
      ternim, termin, nie da się przed tym uciec. A ja chciałabym odpocząć to nmi się
      przypomina, że mój doktorat jest w strzępach, a miał być gotowy hmmmmmm, przed
      Gwiazdką. Jak pomyślę, ile mam do zrobienia, to mnie przytyka. A jak nie myślę
      o tym, to mam wyrzuty na sumieniu, że to eskapizm...

      Facet ma to samo i zaczynamy już wypękać. Nie ma u nas podziału na praca-dom,
      to się zaczyna robić niezdrowe.

      ............

      Niemniej jednak dzisiaj idę do fryzjera oraz załatwić rachunki a przy okazji
      być może zmalwersować trochę na coś extra. Do fryzjera w sumie muszę, bo w
      poniedziałek znowu do pracy, a fryzurka odrosła i jest nie bardzo. Znowu
      wstałam dopiero około 10-tej, wygrzebałam się późno i znowu czuję że czas mnie
      goni, bo wieczorem jeszcze mam zajęcia. Przynajmniej migrena poszła sobie bo
      przychodzi okres (jak to u mnie, na raty, cholera, zagadka wrzechświata,
      robiłam testy, badania, nikt mi mi potrafi powiedzieć, czemu). Ale jak się
      rozejrzę po czystym mieszkanku, robi mi się spokojniej na duszy. Już mniejsza o
      to, kto znowu szorował te zacieki, zaschnięty rozsypany cukier, te plamy z
      tłuszczu na kuchence i te de.

      Młoda poszła z tatą do lasu na spacer. Uffff....

      .....................

      Pozdrawiam Was wszystkie dziewczyny (i chłopaków) eDzieckowych!
      • odalie Re: dziękuję kobietki :))) 06.02.04, 12:14
        Aha, jeszcze o tym łykaniu tabletek. No, nie było aż tak źle, nie zmuszaliśmy
        jej na siłę. Jakoś wściekłam się na to, że ona nie chciała _spróbować_ tylko z
        góry sobie założyła, że nie. Ale w sumie miała prawo a my nie mieliśmy racji,
        żeby oczekiwać tego od niej. I jeszcze się złościć i krzyczeć... porażka,
        porażka...


        Co potwierdza moją teorię - wrzeszcący rodzice to rodzice, którzy mają problem
        ze sobą, a nie z dzieckiem.
      • jagasz Re: dziękuję kobietki :))) 06.02.04, 12:22
        Odalie,
        Wiesz moge powiedzieć, że podziwiam Cie za twoje podejście do tego wszystkiego,
        za pozytywne, pełne humoru podejście.
        Wiem, jak jest ciężko "wziąć na luz" ale czasami tak trzeba, że by kompletnie
        nie zwariować.
        Myslałam,że to tylko mój maz jest taki leniwy, a jednak się okazuje, że nie...
        Pozdrawiam i wiedz, że nie jesteś sama w walce z brudem.
        Aga
    • liliana22 Re: czy ktoś powie mi coś miłego? :( 06.02.04, 13:50
      Odalie, dopiero teraz znalazłam Twój wątek. ale muszę Ci powiedzieć, że bardzo
      lubię twoje posty, jesteś super dziewczyną i bez Ciebie to forum byłoby smutne
      (nawet jeśli akurat nie jesteś w nastroju). Daj Boże więcej takich świrniętych.
      • maak3 Re: czy ktoś powie mi coś miłego? :( 06.02.04, 15:03
        trzymaj się cieplutko!!!
        (my też przerabiamy problem brania leków - najgorsze są dyskusje z dzieckiem z
        40 stop. gorączką, bo jakoś czopki w grę nie wchodzą sad
        a kapsułki z lacidofilem zamieniliśmy na mniej skuteczny, ale bardziej
        zjadalny lacid)
        a Twój mąż sprawia wrażenie jakby sam był jeszcze dzieckiem wink
        może w lepszych czasach postaraj się go ''przysposobić'' do udziału w życiu
        domowym... bo nic dziwnego, że samej ciężko Ci ogarnąć dom-pracę-dom-pracę...
        pozdrowienia serdeczne
        • odalie jeszcze raz dzięki 09.02.04, 00:30
          Boższ, ja jak w kawałach, dostałam okres i wrzuciłam na luz tongue_out

          A w "Angorze" był fragment książki _Jak być kobietą i przetrwać_ - jeśli cała
          książka jest taka, to zapowiada się nieźle.

          A mój facet pracuje ostatnio po 18-20 godzin na dobę, a jak nie pracuje to bawi
          nasze słodkie mroczne młode (to znaczy pracuje mimochodem zabawiając bluszcza),
          gdy ja wychodzę do pracy, więc jak mu powiedzieć złe słowo?

          Do życia domowego się nie przysposobi... ot, wychowanie. Nooo, dziewczyny-mamy
          synów, całą nadzieja w Was! żeby moja córcia nie marnowała sobie życia na
          wychowanie i tak przecież niereformowalnego partenra. Mój wychował się w domu,
          w którym panował porządek i czystość graniczące z nerwicą natręctw, ale za to
          we wszystkim był wyręczany, takie np. jabłuszko dostawał obrane i pokrojone w
          cząsteczki jeszcze jak był w liceum (i nockami chadzał na skałki do parku
          żłopać jabole z punkowcami*). Te wieczne zrzędzenie o niestarte kropelki wody
          na okuciach łazienkowych (z brązu), o kruszynkę na obrusie czy plamkę na... no
          na czymś tam...!!! plus absolutne, totalne wyręczanie. Efekt - facet
          nieprzemakalny na marudzenie i odporny na bałagan.

          *wyjaśniam: jak bladym świtem na czworakach wracał do domku, to nigdy nie
          pijany, jedynie jakiś chyba chory... czy słaby... w ogóle to ciemno jeszcze
          było. Jego babcia do dziś dnia twierdzi, że on kłopotów nie sprawiał.
    • m_o_k_o Re: czy ktoś powie mi coś miłego? :( 09.02.04, 07:40
      Hej a tam nie jesteś świrnięta, jesteś zmęczona, tak jak każda z nas. A poza
      tym jesteś świętna kobietą, matką. Pozdrawiam
      • chalsia Re: czy ktoś powie mi coś miłego? :( 09.02.04, 08:34
        >jesteś świętna kobietą, matką

        świetną czy świętą ??????

        pewnie jedno i drugie, choć nie sądzę, by Odalie akurat do tego drugiego
        chciała aspirować
        wink)

        Chalsia
    • gosiola Re: czy ktoś powie mi coś miłego? :( 09.02.04, 16:50
      Kochana Odalie!
      czy to co napiszę jes miłe - oceń sama:
      CO NAS NIE ZABIJE, TO NAS WZMOCNI"
      Tyle ode mnie, pozdrawiam i ściskam mocnosmilesmilesmile
    • mamongabrysi Re: czy ktoś powie mi coś miłego? :( 10.02.04, 22:51
      To ja też powiem cos milego, pomimo ze podły nastrój ci minął. Jesteś fajna
      babka i do tego świrnięta co jest chyba największą zaletą. Męża chyba jednak
      próbuj wychować choć troszeczkę. A wydarcie się na młodą.. któż tego noe zna.
      Ja też przeżywam jak żaba okres że się wściekam na starszą ( 2latka i dwa
      miesiące) kiedy karmię młodszego (2mies) a ona akurat musi skakać po lóżku na
      którym karmię tudzież nie potrafię zachować zimnej krwi i reaguję cokoolwiek
      histerycznie kiedy starsza wkłada paluchy młodszemu w oczy... A na mężu
      odreagowuje babcine gderania, a bez babci ani rusz.... Ech żyzń, ty durnaja
      bałałajka... Tak czy siak nawet jak się czasami wściekniesz nie uprawiaj z tego
      powodu samobiczowania ( ja niestety tak robię) bo nic z tego dobrego nie
      wynika.
      Trzymaj się cieplutko, męża pogoń scierą...Ty też z tego co rozumiem pracujesz
      20 godz na dobę.
      Pozdrówka
      Ania
      P.S. A lacidofil to my rozbrajamy - wysypujemy zawartość z kapsułki i
      rospuszczamy w łyżce wody
    • odalie znoooowu ;) 11.02.04, 01:26
      No, babki - jesteście super!!!

      ...............

      Ja aż tyle nie pracuję jak mój facet. I w tym problem, bo wiem, że muszę
      więcej, a poza tym nie mam na niego haka, a on na mnie ma. O, teraz na przykład
      siedzę na eDziecku a facet przy swoim tzw. sprzęcie (tzw. bo to to ma ze siedem
      lat, zresztą to na czym pisze ma lat dziewięć - bez zbytnich upgradów,
      wierzajcie) nadrabia końcóweczkę tekstu, ooo, własnie przed chwilę rzucił we
      mnie czymś z okrzykiem: "Ty babo wredno!!!".

      Co do młodej to ja sobie myślę, że najważniejsze to umieć przyznać się do błędu
      i wyjaśnić, że się jest człowiekiem a nie maszyną czy lalą. Nie wiem, czy to
      pedagogiczne... tak wyłuszczyć, że mama to człowiek i może się poryczeć, albo
      wścieć, albo źle kogoś osądzić, pomylić się, że jak ma zły humor to z powodu
      pracy albo forsy... Że potem widzi błąd, że przeprasza. Ja intuicyjnie czuję,
      że tak jest lepiej. Kamiennej twarzy się nie da zachować non stop, jak tak nie
      potrafię.

      ..............

      Co mnie dobija na raty, to ciężar decyzji. Póki decydowałam za siebie było
      cacy, ale teraz mam młodą. A mój słodki niejak nie potrafi brać się i prowadzić
      domu, załatwiać spraw urzędowych, chodzić po lekarzach, dbać o rachunki...

      O, znowu mam dylemat - jak pogodzić testy alergiczne i odczulanie ze
      szczepieniem przeciw ospie (oraz brakiem kasy)? Jutro zadzwonię do alergologa i
      ustalę, co i jak, jak pozwoli, umówię młodą u pediatry i ewentualnie zamówię
      szczepionkę. Ale do jasnej choleretki to znowu wyłącznie ja o tym myślę i ja to
      robię!!! I ja się tym martwię. Szczepionka kosztuje 200, hmmm... a czy zdąży
      zadziałać? u młodej w przedszkolu ospa, wprawdzie nie chodziła ostatnio, ale tu
      w ogóle wszędzie pełno ospy, a jak ona znowu zachoruje i znowu nie będzie mogła
      chodzić do przedszkola, to ja już nie wiem, co... ja tak bardzo chcę, niech ona
      pójdzie za te dwa tygodnie i już tam siedzi, please...

      O, mam też problem z teściową. Ale tu dużo by pisać i trzeba by dużo wyjaśniać,
      o wiem, kiedyś zaloguję się pod innym nickiem i będzie dobrze smile))) Z teściową
      mam problem - a ona ze mną - od siedmiu lat, więc to nie nowość. A ja chyba mam
      atrofię mózgu, nadal nie pojęłam, że z nią nie wolno, no nie wolno zbytnio się
      integrować, bo to się odbija czkawką. Lecz ja pewnie niektóre mamy
      zauważyły smile)) ja jestem patologicznie ekstrawertyczna i muszę włazić w relacje
      z ludźmi...

      Tym razem poszło - jak zwykle - cholera wie o co, a pewnie o pieniądze. Przez
      telefon, ale czeka mnie niebawem wyjazd do Teściowa, brrr smile))))

      ................

      No dzięki jeszcze raz.
      • mamongabrysi Re: znoooowu ;) 11.02.04, 22:31
        Kamiennej twarzy to chyba nie da się zachować a zresztą po co; Młodej wyjaśnic
        i przeprosić nie zaszkodzi - przecież widzi że mama też człowiek i się
        wściekła. Dziecko głupie nie jest i oczy ma. A instynktu moim zdaniem słuchać
        należy, tylko siebie zbytnio nie katować wyrzutami sumienia - ja niestety się
        katuję - ot taki masochistyczny rys na mym kryształowym charakterzewink)))
        Kobieto toż ty pracujesz na okrągło - praca + urzędy szczepionki itp. A że
        slodki jest słodki to dobrze. Najważniejsze żeby wam było razem dobrze, nawet
        sie kłócić. Bo chyba chodzi o to żeby się rozumieć nie tylko w tej pierwszej
        warstwie zrozumienia ( " Kochanie kup kiełbase" - "Dobrze"), ale wiedziec
        co "Ty wredna babo" oznacza. Tak sobie przynajmniej myślę.
        A swoją drogą ścierą przylaćsmile)
        A ta szczepionka to nie za późno skoro w przedzkolu już szaleje ospa?
        Koniecznie spytaj pediatryka
        Pozdrawiam
        Ania
        • odalie mamogabrysi-ospa 12.02.04, 00:29
          Słodki jest słodki, ale eDziecka nienawidzi. Mialam o tym napisać wczoraj, ale
          facet wyłączył mi monitor i zrobił scenę. Nie żartuję.

          Raz nawet straszył, że podszyje się pod mój nick (na zasadzie małej zmiany
          literki, którą łatwo przeoczyć - login niby inny, ale na pierwszy rzut oka ten
          sam) albo w ogóle się tu zaloguje i zacznie wypisywać. Jak on widzi witrynkę
          eDziecka, to się wścieka i robi agresywny. No, mogłabym sobie oglądac gołe
          penisy, chyba by było lepiej, ale takiego "edzieckowania" to on nie trawi. No i
          razu pewnego wlazł tu i zaczął smile))) a ja jak to ja, dostałam szału jak rasowy
          garou (ale nie ten artysta śpiewak, tylko garou w sensie wilkołak wink,
          oczywiście niajko na wyrost, bo w sumie to nic aż taaakiego to on nie napisał
          (ale było mi łyso przed moderatorkami, przecia widzą one IP). Wieczna Gosia
          wątyek zdjęła, mnie było łyso, że dałam się ponieść emocjom, i tyle. Może
          niektóre dziewczyny pamiętają ten event smile)))

          Pytanie brzmi - czy ktoś tu ma jeszcze faceta uczulonego na to forum?

          Dla sprawiedliwości dodam, że jeśli odpracuję swoją dniówkę, to on się do
          eDziecka nie czepia. Ale przerw mentalnych takich jak ta smile))))) nie toleruje.

          ...............

          Szczepienia - w poradni alergologicznej nie mieli zastrzeżeń, jak raz była w
          przychodni dawka, nawet zamawiać nie musiałam, poszło 130 złotych promocyjnej
          ceny, młoda jak rasowa księżniczka Marudella próbowała się wyrywać, trzeba było
          niestety ją przytrzymać za łapkę - pierwszy raz w jej małym życiu, biedny
          cielaczek zawsze pokornie znosi te zastrzyki i pobrania, no ale ona ostatnio
          miała trochę tego (wczoraj testy skórne, 20 wkłuć), no i to po mamie i po tacie
          bystre dziecko - usłyszała dywagacje pediatry, czy aby nie trzeba będzie
          powtórzyć dawki dla pewności za sześć tygodni - a jak w domu mnie pytała,
          czy "będzie to tylko raz?" to zgodnie z informacjami producenta szczepionki
          powiedziałam, że jeden jedyny - nooo, więc jak to tak... mama jedno, pani
          doktor drugie...

          Aha, w przedszkolu szaleje ospa, ale ostatnio młoda w ramach rekonwalescencji
          siedzi cięgiem w domu. Chodziło mi o zapobiegnięcie przykrej przypadłości, jaką
          mogłoby być podłapanie ospy jak raz po powrocie do przedszkola po miesięcznej
          przerwie. Sorriii, ale dłużej młodej to my w domku non stop nie zniesiemy.
          Teraz praca nam się wali na łeb i tak, a psychika siada. Poza tym można
          szczepić nawet do 72 godzin od kontaktu z osoba chorą. Oczywiście, gwarancji
          nie ma, ale na pewno nawet przy zachorowaniu przebieg ospy byłby lżejszy. Ja
          miałam w dzieciństwie powiłania i pilęgnuję osobisty uraz do tego paskudztwa.

          Wbrew moim obawom, sama pani wychowaczyni doradzała przetrzymać dziecko w domu.
          Ale ileż można. I tak miałabym duszę na ramieniu, że ja wyrodna posyłam dziecko
          do jaskini zarazków... a tak - jestem kryta smile
          • mamongabrysi Re: mamogabrysi-ospa 12.02.04, 18:06
            A ja byłam przekonana ze kwarantanna szczepieniowa trwa dwa tygodnie.
            A mój mąż się na początku cieszył jak zaczęłam edzieckować bo ja ogólnie mało
            techniczna jestem a on tak i do tej komputeryzacji mnie chciał przekonac i
            teraz nie może narzekaćsmile)
            A ja mam inny zgrzyt bo muszę w ten mróz ruszac jutro z całym kramem ruszać na
            studia podyplomowe, bo moja mama sie rozchorowała i nie ma kto zostać z
            dwumiesięcznym Marcinkiem, a poniewaz zjazd trwa 4 dni więc druga babcia
            nieobeznana sama nie dałaby rady. Więc zwalamy się wszyscy (ja, mąż, Gabrysia,
            Marcinek, babcia-teściowa, mleczarnia)mojemu bratu na chatę ktory to brat z
            rodziną ucieka na narty.
            wiesz co, jak tak czytam o twoim mężu, to gdybyś nie była anglistką tylko
            lekarką pomyślałabym że piszesz o moim bracie. Tylko okucia w łazience z
            dzieciństwa się nie zgadzają.
            nie wiem jak ja przeżyję ten zjazd. Na razie latam po domu i pakuję co popadnie
            i sie wściekam na wszystkich. Zgroza.
            Pozdrawiam
            ania

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka