odalie
05.02.04, 18:10
Tak jak w temacie.
Za dużo przykrych rzeczy na raz. Facet ma mnie dosłownie i doskonale w d****,
nie rozmawia ze mną, jak dobrze, że są sprzedawczynie i sprzedawcy w
sklepach, można do kogo otworzyć usta. Tyrałam jak wół przez wiele lat,
starałam się sprzątać, zmywać, gotować, zakupy robić, facet miał to w nosie.
Teraz potzrebuję trochę spokoju, ciszy do namysłu, mam problemy "karierowe",
za dużo obowiązków, no i dom przypomina chlew, syf i bajzel, bo facet ma to
wszystko doskonale w nosie. Zasłania się pracą, ale jednocześnie podkreśla,
że programowo sprzątał to on nie będzie - jakbym ja nie pracowała, aha. Na
dodatek facet chory, churchla i pryska dookoła cholera wie, jakimi zarazkami,
mdleje i słania się, po schodach nie wejdzie, po chleb rano nie pójdzie,
naczyń nie pozmywa, bo chooory, ale jak go proszę, aby poszedł do lekarza,
nawet wynajduję godziny przyjęć - nic tylko ruszyć tyłek i pójść - to mnie
ładnie nazywa wariatką i jędzą, oczywiście przy dziecku. Które to dziecko
zlewa mnie na całej linii, nie posprząta po sobie w pokoju bo nie, a jakże,
skoro tatuś na podobną prośbę potrafi powiedzieć, że mam przestać zrzędzić.
Dziecko na rekonwalescencji w domu, nudzi się jak mops, domaga się 100% uwagi
cały czas, nagle zapomniało jak się robi cokolwiek, paraduje w pidżamie do
południa.
Jeszcze przedwczoraj miałam migrenę, która nadała nowy sens słowu "migrena",
rzygałam jak kot, nadal jestem słaba, nogi się pode mną trzęsą. Nie mamy
samochodu, w moim mieście wszędzie mam daleko, a tu facet wybiera się do
pracy i trzeba zdążyć wrócić na czas, oczywiście dziś nic prawie nie
załatwiłam, wszedzie kolejki.
No i dziś poszły mi nerwy totalnie, skrzyczałam moje dziecko, ponieważ nie
chciała nawet spróbować łyknąć kapsułki z lekiem, zrobiła scenę a ja nie wiem
czemu, nagle zapomniałam jak się postępuję z dziećmi. Też zrobiłam scenę. A
potem zabrałam się za sprzątanie a młodej kazałam siedzieć w pokoju.
Generalnie odechciewa mi się żyć.
No i na koniec dowiedziałam się od ojca (mojego ojca) że jestem wyrodną
matką, ponieważ moja córka nie spała z nami w jednym pokoju. Dla wyjaśnienia
dodam, że spaliśmy razem z nią w malutkim pokoiku co noc aż do ukończenia
przez nią 1,5 roku życia, karmiłam ją piersią 26 miesięcy, więc raczej
bliskości jej nie brakowało, jak jest chora zawsze z nią śpimy. No ale to
niedobrze, żę takie małe dziecko musiało spac samo w pokoju (z rodzicami za
ścianą) a ja jestem wyrodną matką bo poddałam się amerykanizacji.
Aha, i katuję dziecko, bo gdy sama nie potrafiła dobrze umyć zębów, to myłam
jej elektryczną szczoteczką i to był priorytet (to znaczy sprawa nie
podlegająca dyskusji). To się nazywa katowanie dziecka.
Nie miałam ochoty doczekać stwierdzenia, że maltretuję dziecko ponieważ
pilnuję, aby nosiła aparat ortodontyczny i myła zęby po posiłkach.