Moja teściowa ma dwóch synów.Jeden jest żonaty ze mną i mieszkamy osobno, a
drugi kawaler-przysłowiowy synuś mamusi (wiek 29 lat) mieszka ze swoją
mamą.Ostatnio z moim mężem prowadziliśmy przyszłościową rozmowę-jak to będzie
gdy nadejdzie starość i trzeba się będzie zająć rodzicami.No i zgrzyt-bo on z
pełnym przekonaniem powiedział,że ja jako kobieta powinnam się zająć jego
mamą.Nawet gdyby zaszła konieczność rezygnacji z pracy żeby otoczyć teściową
opieką to oczywiście ja to powinnam zrobić.Popatrzyłam na niego nie wierząc
własnym uszom i przyznam szczerze,ze z ledwością powstrzymałam parsknięcie
śmiechem.Kobieta ma dwóch synów-dorosłych byków, których od 15 roku ich życia
wychowywała sama(po śmierci ich ojca), podtyka wszystko pod nos,żeby synusiom
było jak najlepiej, dogadza w czym tylko może,a oni żyją w przekonaniu,ze to
na synowej(czyli mnie bo drugiej nie będzie) ciąży obowiązek opieki.Niestety
pokłóciliśmy się, bo powiedziałam,ze zająć się owszem mogę z pełnym
poświeceniem ale tylko i wyłącznie moimi rodzicami, a przy ich matce mogę
ewentualnie pomóc w miarę wolnego czasu, ale na pewno nie będę opiekunką tak
jak to oni sobie wymyślili.Mąż najpierw zrobił oczy jak spodki, a za chwilę
foch-bo jestem niewdzięczna, bo jestem bez serca..że jak mogłabym się nie
zająć..no jak.Ja sobie po prostu nie wyobrażam zajmowania się dla mnie obcą,
de facto, osobą.Moi właśni rodzice to co innego-tutaj wiem,ze zajmę się ile
tylko będzie trzeba.Jakoś nie wyobrażam sobie też,żebym to ja z takim
roszczeniem wystąpiła do mojego męża,że ma się zająć np moim ojcem.Bo dla mnie
naturalne jest,że to dzieci mają taki moralny obowiązek wobec swoich
rodziców,a nie synowa wobec teściowej tylko z tego powodu,ze jest kobietą i z
tego,ze teściowa miała "pecha",że ma dwoje dzieci i to akurat dwóch
synów-żadnej córki, na którą ten obowiązek można by było zepchnąć.Jak jest u
was?Miałyście może podobne rozterki?Co wasi mężowie na to?Bo ja dalej nie mogę
wyjść ze zdumienia,że mój mąż w ogóle nie dopuszcza myśli zajęcia się własną
matką( i szwagier też) tylko z tego powodu,ze to "babskie zajęcie"(groteska
dla mnie swoja drogą).Teraz mój mąż siedzi w drugim pokoju i pewnie myśli jaka
to zła zona mu się trafiła

Tyle,że żona nie zmieni swojego zdania w tej kwestii