Dodaj do ulubionych

Przerażająca korporacyjna historia

    • super-mikunia Re: Przerażająca korporacyjna historia 30.04.10, 13:47
      Nie czytałam wszystkich odpowiedzi, ale ustosunkuję się do samej historii:
      myślałam, że dziecko umarło, matka, oboje...Nie zdążył dojechać pożegnać
      się...Zdradził ją na tym wyjeździe, porzucił i już nie wrócił do niej, a dziecka
      nie chciał uznać...
      Tak jakby obecność ojca przy porodzie była decydująca o tym, jakim ojcem
      będzie...A może ona nie chciała go widzieć, a on nie opijał finalizacji umowy
      tylko narodziny dziecka tongue_out
      • gazeta_mi_placi Re: Przerażająca korporacyjna historia 01.05.10, 13:57
        Znam małżeństwo gdzie mąż był przy porodzie.Cóż z tego skoro wkrótce po tym na
        skutek własnej głupoty (alkohol) stracił pracę.W późniejszym czasie małżeństwo
        zaczęło się strasznie kłócić,wyprowadzać od siebie (ona z dzieckiem do matki).
        Ale zdaniem tutejszych Pań najważniejsze,że był przy porodzie.
        To oznacza przecież automatycznie,że jest lepszym i bardziej odpowiedzialnym
        mężem od tego który nie był,mimo że dba o żonę.
    • nikki30 Re: Przerażająca korporacyjna historia 30.04.10, 14:32
      No strasznie przerażającesmileA w dodatku strasznie stara ta historia bo Andersen
      został przejęty kilka lat temu przez inną korporację z wielkiej czwórki...
      Mnie to nie dziwi bo sama pracowałam w korporacji dobrych kilka lat i wiem jak
      było.Człowiek czasami nie miał czasu żeby się za przeproszeniem spokojnie
      wysr....Praca na full time w biurze, w domu, w podróży.Co roku bardzo szczegółowa
      ocena przez szefa od której zależało twoje być albo nie być.No ale też pensja
      odpowiednia a przede wszystkim szkolenia i doświadczenie,które się zdobywa są
      nieocenione.Dzięki temu teraz mam luz finansowy i psychiczny oraz sporo czasu
      dla dzieci.
      Przypuszczam, że partnerka tego Pana była na to gotowa.
      • crises Re: Przerażająca korporacyjna historia 01.05.10, 08:03
        Otóż właśnie. Jakieś 10 lat temu też zapieprzałam w korpo. Czasy były takie, że
        nie było wyjścia, młody drapieżny kapitalizm, jak się chciało coś osiągnąć i
        zarobić, to nie dało się inaczej. I to właśnie dzięki tym latom zasuwania mam
        teraz dobrą pracę, za przyzwoite pieniądze i pozwalającą godzić życie rodzinne z
        pracą. Odsłużyłam swoje, zdobyłam pozycję i doświadczenie i już nie muszę
        zasuwać jak pospolity szczur korporacyjny.

        Wszyscy chcieliby dostać zaraz po studiach pracę 9-17 za 20 k PLN, ale "tak to
        tylko w Erze".
    • thorgalla Re: Przerażająca korporacyjna historia 30.04.10, 16:25
      No i co,że go nie było przy żonie?
      Jak ja rodziłam to mąż też w pracy był.Uzgodniliśmy,że nie będzie go
      przy porodzie.

      A skąd wiecie,jakie były ustalenia małżonków.Może żona "kazała" mu
      do pracy iść.
      • triss_merigold6 Re: Przerażająca korporacyjna historia 30.04.10, 16:43
        Bardzo dumna jesteś z bycia dzielną?
        Nie bardzo rozumiem jakim cudem praca może być ważniejsza od
        narodzin własnego dziecka. Pomijam wyjątkowe sytuacje kiedy faceta
        fizycznie nie ma w kraju i nie ma możliwości powrotu oraz poród
        wcześniejszy niż wg. terminu, nagły.
        • thorgalla Re: Przerażająca korporacyjna historia 30.04.10, 17:31
          Tu dzielność nie ma nic do rzeczy.
          Jeżeli mąż nie chce z jakikolwiek powodów uczestniczyć w porodzie a
          żonie to nie przeszkadza to dlaczego mają się do tego zmuszać
          bo "taka jest moda".
      • nanuk24 Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 18:50
        I co? Twoj maz nie przyszedl nawet do szpitala(po porodzie), zeby
        sie z wami zobaczyc? Bo omawiany pan polecial zamoczyc ryjek w
        butelce z procentami.
        • gazeta_mi_placi Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 22:12
          A jeśli (co prawdopodobne) wyjazd miał być dopiero następnego dnia rano co za różnica czy wieczorem poszedł na piwo z kolegami czy do łóżka spać?
    • mala_mee Re: Przerażająca korporacyjna historia 30.04.10, 16:38
      Mnie by tylko chlanie wkurzyło.
      Jak rodziłam chłop był za granicą. To on bardziej biadolił, ze go nie ma niż ja.
      Ja byłam zaopiekowana, nie musiałam się niczym martwić. Przyjechał dopiero dwa
      dni po urodzeniu.
    • serniczkowa Eeee 30.04.10, 16:46
      Robicie z siebie/kobiet takie lebiodki, co to bez wsparcia męskiego
      ramienia, runą wink
      • triss_merigold6 Re: Eeee 30.04.10, 16:51
        IMO gdyby kobieta chciała mieć dziecko sama to by skorzystała z
        banku spermy albo z nieznajomego w klubie.
        • loganmylove Re: Eeee 30.04.10, 17:14
          Hmm ja tam jestem daleka od oceniania innych bo niektóre sytuacje które w moim
          domu nie sa problemem dla wielu e-matek mogłyby tez byc kosmosemsmile Rodziłam
          sama bo tak chciałam-wolałabym żeby chłop został w domu ze starszą córką, mlody
          urodził się o 5 zadzwoniłam do domu i powiedziałam że wszystko ok-przyjechał jak
          małą odprowadził do szkoły. A w 10 dni po porodzie wyjechał na tydzien na
          korporacyjny wyjazd i to na Dominikanęsmilez moją akceptacją. Acha-nie mam
          wypranego mózgu, nie mam całego domu na głowie i nie uważam się za nieszczęśliwąsmile
        • gryzelda71 Re: Eeee 30.04.10, 17:15
          No nie wiem,z tym nieznajomym z klubu za duże ryzyko.
          Właściwie to co cię tak oburza ploty?Bo żeby to pani mówiła,czy choćby sam
          bohater to ok,ale pan co to zna zapewne ze słyszenia?Jezu daj se na luz.
    • cherry.coke Re: Przerażająca korporacyjna historia 30.04.10, 18:13
      Dla mnie owszem jest nie do pomyslenia, zeby odpowiedzialny ojciec dziecka w
      okolicach czasowych porodu nie byl w szpitalu lub przynajmniej pod telefonem w
      sferze szybkiego dojazdu. Nie chodzi o samo bycie na sali podczas akcji, tylko o
      wsparcie przed, po oraz o mozliwosc wystapienia sytuacji silnie awaryjnych. W
      koncu porod to nie kichnal splunal i dziac sie moga rzeczy nagle. Okolicznosci
      usprawiedliwiajace sa dosc rzadkie i osobiscie nie zaliczylabym do nich
      codziennej pracy ani tym bardziej ochlaju po - trzeba jednak znac proporcje wagi
      wydarzen.

      Niemniej nie wiemy, jakie poglady miala pani zona, wiec dyskusja jest raczej
      bezprzedmiotowa. Nie ma sie co za nia oburzac. Moze byla z tych, co nastepnego
      dnia szoruja podloge, a moze sama na ten porod wyskoczyla z pracy na dwa dni.
      • verdana Re: Przerażająca korporacyjna historia 30.04.10, 18:34
        Cóż, mój mąż był w wojsku . Zdezerterować nie mógł.
        Historia przerażająca jedynie wowczas, gdy mąż mogł wziąć urlop nie
        ryzykując zwolnienia z pracy. Bywa, ze korporacja urlopu nie da - i
        wtedy wybor, czy byc z żona przy porodzie i zostać bez pensji z
        dzieckiem, czy zostawić żonę i miec na utrzymanie nie jest taki
        znowu jednoznaczny.
        Ja sama pracowałam, gdy syn miał powazna operację w szpitalu
        onkologicznym. Musiałam.
        • gazeta_mi_placi Re: Przerażająca korporacyjna historia 30.04.10, 23:08
          Dokładnie Verdana.
          Gdyby nagle mąż jednej z drugą stracił pracę gdy one były w ciąży i połogu dopiero by się działo...
          Że nieodpowiedzialny,że nie potrafi zarobić na własne dziecko...
        • ally verdana 01.05.10, 13:33
          > Ja sama pracowałam, gdy syn miał powazna operację w szpitalu
          > onkologicznym. Musiałam.

          a jak skończyłaś już tego dnia pracę, to poszłaś na piwo z koleżanką czy udałaś
          się do tego szpitala?
          • gazeta_mi_placi Re: verdana 01.05.10, 13:52
            A jakby była wiele kilometrów dalej i nie miała możliwości wcześniejszego
            powrotu co za różnica czy po pracy poszłaby na piwo czy np.położyła się po
            prostu spać?
            • marina2 Re: verdana 01.05.10, 14:04
              mój Mąż kiedy rodziłam trójkę dzieci był na morzu.załapał się na noworodka przy
              czwartym.co więcej pierwsze zobaczył jak miało 3,5 miesiąca,drugie
              miesiąc,trzecie dwa.jakoś się nie rozwiodłam co więcej ani ja ani dzieci traumy
              nie mamy.

              slogan:nie sztuka urodzić sztuka wychować.

          • verdana Re: verdana 01.05.10, 13:58
            Udałam się. Jednakże dlatego, ze pracę skończyłam. Następnego dnia
            jednak MUSIAŁAM wyjechać i wyjechałam - do szpitala udał się
            dziadek.
    • kali_pso Re: Przerażająca korporacyjna historia 30.04.10, 20:02

      Mojego męża tez przy porodzie nie było.
      Nie chciał a ja nie naciskałam.
      Był w pracy, przyjechał jak mógł najszybciej.

      Opisana sytuacja jest z kategorii "jedna kuma drugiej kumie"winkp
      Jakoś mnie nie porusza...
      • verdana Re: Przerażająca korporacyjna historia 30.04.10, 20:35
        W czasie drugiego porodu mąz był z dzieckiem. W czasie trzeciego -
        odwiózł mnie na porodówke i pojechał do archiwum. Teraz już wiem, ze
        powinnam się rozwieść, ale chyba jest za późnosmile
        • gazeta_mi_placi Re: Przerażająca korporacyjna historia 30.04.10, 23:07
          W obecnych czasach rzecz powszechnie znana,że kobieta nie urodzi bez męża.
    • aluc Re: Przerażająca korporacyjna historia 30.04.10, 22:31
      rzeczywiście porażające

      ja natomiast miałam korporacyjne doświadczenie, więc byłam grzeczna
      i urodziłam jedno i drugie po godzinach pracy, skutkiem czego stary
      nie musiał podejmować tak dramatycznych decyzji

      gdybym zaczęła rodzić w południe, zapewne też mógłby stać się
      bohaterem porażających opowiastek o lojalności wobec firmy
      • gryzelda71 Re: Przerażająca korporacyjna historia 30.04.10, 22:42
        > gdybym zaczęła rodzić w południe

        Nie ma takiej opcjismileZacisnęłabyś uda i po robocie dopierosmile
        • aluc Re: Przerażająca korporacyjna historia 01.05.10, 09:47
          tam uda
          wystarczy odpowiednie psychiczne nastawienie wink
          • wieczna-gosia Re: Przerażająca korporacyjna historia 01.05.10, 14:38
            a w poludnie to lanczu nie ma?
            • aluc Re: Przerażająca korporacyjna historia 01.05.10, 16:14
              jak jest czas na lanczbrejk, znaczy nie ma roboty wink chociaż akuurat ja
              w lanczbrejk wyrobilabym się doskonale
    • kol.3 Re: Przerażająca korporacyjna historia 30.04.10, 22:56
      Pranie mózgu typowe dla takich firm. Jak się koleś nie ocknie, to
      zdechnie w takiej firmie jak szczur zagoniony do kąta.
    • gazeta_mi_placi Re: Przerażająca korporacyjna historia 30.04.10, 23:15
      Ciekawe w jaki sposób rodzą samotne matki.I to często zdrowe i silne dzieci.
      Przecież bez męża się nie da uncertain
    • anmala Re: Przerażająca korporacyjna historia 30.04.10, 23:30
      Andersen to już ładnych parę lat nie istnieje.... a jak ktoś się godzi na pracę
      w takim maglu to trudno, jego sprawa. Pewien pan pracujący również w Andersenie
      dostał tylko jeden dzień wolny (sobotę) na własny ślub ..... a w poniedziałek do
      roboty na drugi koniec PL.
      Jak ktoś się najął za psa to niech szczeka.
    • vibe-b Re: Przerażająca korporacyjna historia 30.04.10, 23:45
      Nie przerazajaca jeno zalosna.
      Oto co sie dzieje z ludzmi nie majacymi kontroli nad wlasnym zyciem.
      • gazeta_mi_placi Re: Przerażająca korporacyjna historia 01.05.10, 00:30
        A czemu żałosne?
        A inny dowolny facet który z żoną uzgodnił,że również nie będzie go przy porodzie też jest be?
        Może para z przykładu uzgodniła wcześniej,że bez względu na wszystko żona rodzi sama?
        • vibe-b Re: Przerażająca korporacyjna historia 01.05.10, 11:17

          gazeta_mi_placi napisała:

          > A czemu żałosne?

          > Może para z przykładu uzgodniła wcześniej,że bez względu na wszystko
          żona rodzi
          > sama?



          ale mnie w ogole nie obchodzi czy chodzi o porod czy o kolacje przy
          swiecach, a moze o smierc matki. Odnosze sie do oddania swojego zycia
          korporacji, pozwolenie na wypranie mozgu i brak wlasnych granic. Nie ma
          goscia jako jednostki, on jest tylko czescia masy korporacji.
    • demarta korporacyjna bzdura 01.05.10, 02:11
      bo zachowanie jednego człowieczka w jego życiu prywatnym na tle
      życia zawodowego a standardy etyczne całego koncernu,
      zatrudniającego kilkanaście tysięcy osób to dwie różne bajki. nie ma
      to jak dezaprobatę dla postępowania jednego durnego człowieczka
      przekształcić dezaprobatę dla koncernów w ogóle... gdzie sens, gdzie
      logika?
    • kozauwoza Re: Przerażająca korporacyjna historia 01.05.10, 09:05
      E tam, znam kilk bardziej przerażajacych historyjek korporacyjnych z
      własnej korporacji. Każdy niech sam sobie ustala priorytety. Mnie
      takie historie raczej śmieszą.
    • nchyb co tu przerażającego?... 01.05.10, 09:06

      > lojalności i odpowiedzialności wobec firmy. Znajomy (bezdzietny
      > singiel) nie był w stanie zrozumieć dlaczego wyraziłam opinię, że
      > pan ma porąbane w głowie i nadaje się do odstrzału sanitarnego.

      jako osoba sparowana i w dodatku dzietna - równiez nie rozumiem
      Twojej opinii..
      Aznane nam jest zdanie rodzącej? (nie chce mi się czytać ponad stu
      odpowiedzi), może jej też taki układ pasował...
    • inguszetia_2006 Re: Przerażająca korporacyjna historia 01.05.10, 11:19
      Witam,
      Źle na to patrzysz Triss, bardzo wąsko. Kult pracy zespołowej nie
      jest sztuką dla sztuki. To coś więcej. Tzn. jestem odpowiedzialny za
      zespół nie dlatego, że kocham ideę pracy zespołowej, tylko dlatego
      że szanuję swoich współpracowników i nie chce ich narażać np. na
      siedzenie po godzinach. Każdy w zespole ma rodzinę, dzieciaki,
      umówioną wizytę u lekarza, umówiony przegląd samochodu, musi zawieźć
      babcię do szpitala etc. Opiekunkę trzeba zwolnić o 16:30,
      przedszkole zamykają o 17 i tym podobne.
      Jeśli działanie jednej osoby godzi w interesy pozostałych, to jest
      to zdecydowanie paskudne. To jest sedno pracy zespołowej, a nie
      uwalanie się na bankiecie korporacyjnym. Nie wiem, dlaczego pan z
      opowieści musiał być na wyjeździe? Może był szantażowany przez
      szefa? Może dostał ultimatum, a może pojechał, by złożyć podpis, bo
      widnieje w KRS jako czyjś zastępca? Tak czy siak, dał d..py, bo
      wiedział wcześniej, że zbliża się poród,więc powinien zadbać o
      zastępstwo,zostawić pełnomocnictwo na czas nieobecności. I to, że on
      dał dupy, nie znaczy, że praca zespołowa jest złem wcielonym. Wręcz
      przeciwnie. Potwierdza się złota prawda, że po to pracujesz w
      zespole, by w razie awarii ktoś mógł cię zastąpić,a potem ty
      zastąpisz tego kogoś, gdy zajdzie taka potrzeba. Tak mówię swoim
      pracownikom. Macie się wspierać, dogadać pomiędzy sobą, żeby
      wszystkim było dobrze.
      Pzdr.
      Inguszetia
      • aggy80 Re: Przerażająca korporacyjna historia 01.05.10, 13:33
        po ostatnich lekturach i obserwacjach uwazam ze miejsce meza jest za
        drzwiami porodowki
    • woman_in_love ja mysle ze jestes mocno nawiedzona, a ta historia 01.05.10, 14:00
      wygladała raczej tak:

      Były lata 90-te. W Polsce szalało prawie 20% bezrobocie. Na każde
      stanowisko czyhało kilku świeżych pracowników tuż po studiach,
      gotowych pracować za każdą stawkę, a pensja 2000 to było marzenie.

      W pewnym zespole Andersena był człowiek, który miał żonę w ciąży.
      Niestety tak się złożyło, że zespół musiał udać się do innego miasta
      dopinać kosztowny kontrakt. Kontrakt jednak wisiał na włosku. W
      rezerwie czaiło się już PWC, D&T, McKinsey i kilka innych wielkich
      firm międzynarodowych.

      Pan ten, był najbardziej doświadczonym członkiem zespołu. Przede
      wszystkim od niego zależało czy firma dostanie kontrakt czy nie (a
      przynajmniej wszyscy tak uważali). Zyskać można było miliony dla
      firmy oraz setki tysięcy na premie i nagrody dla siebie / zespołu -
      w następnych kilkudziesięciu miesiącach (kontrakt był kilkuletni).
      Stracić można było jeszcze więcej – łącznie z pracą.

      Pan był w trudnej sytuacji, gdyż jego niepracująca żona właśnie
      rodziła. Nie wiedział co robić. Negocjacji nie można było przesunąć.
      Pan mógł wziąć urlop i prawdopodobnie zawalić kontrakt. Mógł też
      poprosić o pomoc dla żony kogoś z rodziny / wynająć pielęgniarkę /
      opiekunkę i pojechać w delegację walczyć o lepsze jutro. Licząc, że
      wynagrodzi żonie to w późniejszym okresie.
      • renkag Re: ja mysle ze jestes mocno nawiedzona, a ta his 01.05.10, 14:50
        A ja uważam, że tym bardziej człowiek na stanowisku i robiący karierę NIE
        POWINIEN UDAWAĆ, że nie ma rodziny. Narodziny dziecka to jednak bardzo ważne
        wydarzenie i nie chciałabym żeby mój stary w tym czasie podpisywał kontrakt. Nie
        sądzę, że nikt nie mógł tego pana na ten czas zastąpić. A bez przesady - jeśli
        facet jest dobry w tym co robi to nawet jakby się zwolnili (czy sam by się
        zwolnił) to raczej niezbyt długo byłby na bezrobociu. Należy też dbać o soje
        interesy a jeśli firma nie respoktuje to można ją zmienić. Zwłaszcza jak się ma
        dobre cv. Kiedyś oglądałam reportaż o takich osobach, które wszystko dla firmy.
        A jak zostali zwolnieni (co im się w głowie nie mieściło, że tak może się stać)
        to głęboka depresja bo nic im nie zostało - nic poza pracą. Zresztą taki mam
        przykład męża mojej przyjaciółki. Jak go firma wciągnęła, rzucił wszystko,
        wyjechał - jak już przestał być przydatny to się okazało, że poza pracą niewiele
        mu zostało, bo wcześniej olał rodzinę, przyjaciół i wszystko poza.
        • joanna35 Re: ja mysle ze jestes mocno nawiedzona, a ta his 01.05.10, 15:07
          Nie przeczytałam wszystkich postów więc może coś mi umknęło,
          ale...nie wiemy co na ten temat sądzi żona tego pana. Mojego męża
          nie było przy obu porodach naszych dzieci dlatego, że ja NIE
          CHCIAŁAM jego obecności.
      • burza4 Re: ja mysle ze jestes mocno nawiedzona, a ta his 01.05.10, 15:06
        Pracowałam w korporacjach całe życie - i lansowanie mitu, że to firma wymaga
        takiego poświęcenia jest dla mnie niezrozumiałe. Nie spotkałam się z
        przypadkiem, żeby narzucano komukolwiek takie zachowania, nie spotkałam się z
        taką bezdusznością, wręcz przeciwnie - otoczenie, szefowie i zespół wykazuje
        daleko idącą wyrozumiałość. Jeśli ktoś pracuje, kiedy żona rodzi - to dlatego że
        tak chce, a nie dlatego że musi. Taka osoba sama lansuje się na
        niezastąpioną, choć realnie podchodząc - zawsze jest ktoś, kto może dopiąć
        sprawy. O tym taka osoba przekonuje się zazwyczaj jak dostaje kopa z dnia na
        dzień. I wtedy okazuje się, że firma świetnie sobie bez niego poradzi.

        Takich ludzi jest wielu - słyszałam o kobiecie, która wróciła do pracy tuż po
        porodzie, zaprzęgając rodziców do pomocy, żeby dowozili jej noworodka na
        karmienia tam, gdzie akurat ma spotkanie biznesowe. Rodzice pętali się po
        mieście samochodem goniąc za mamusią, bo "musiała" pracować, już na porodówce
        kazała sobie przynieść laptop i odpisywała na maile - choć firma takich praktyk
        nie pochwala.

        Nawiasem mówiąc - w latach 90-tych problemu z pracą nie było dla
        wykwalifikowanej kadry, dobry życiorys otwierał wszystkie drzwi. Wtedy się
        pracowników podkupywało, a jak się zmieniało pracę, to dostawało się 30% więcej
        pensji.
    • oxygen.100 Re: Przerażająca korporacyjna historia 01.05.10, 18:46
      Do takiego odstrzalu nadaje sie kazdy kto pozwolil sobie byl dac wyprac mozg
      gdziekolwiek i komukolwiek
    • tully.makker Re: Przerażająca korporacyjna historia 01.05.10, 19:23
      Kto kwestia dokonanego wyboru. Ja wybralam chlopa,ktory mam szereg
      roznych wad, ale cos takiego do glowy by mu nie wpadlo. To on
      pilnowal malucha, gdy ja rodzilam lozysko, to on uczestniczylk w
      pierwszej kapieli, ubral wqscieklaka pierwszy raz i pierszy zmienil
      mu pieluche. Nie zrezygnowal by z tego za nic w swiecie.

      Roozumiem, ze sa ludzie, ktorzy maja inne priorytety, ale ja bym z
      kims takim nie byla. Bo tez mam swoje priorytety.
      • jofin Re: Przerażająca korporacyjna historia 01.05.10, 19:49
        A ja jestem w szoku, ze niektore z was maja tak wyprany mozg teoria
        o koniecznosci obecnosci meza przy porodzie, ze gdy juz takowego nie
        ma, to tenze tylko do odstrzalu sie nadaje. Przez wieki kobiety
        rodzily dzieci bez facetow, ktorzy tylko za drzwiami stali, albo w
        podrozach wojazowali albo w pracy swoje robili, i kobiety z tego
        wielkiego rabanu nie robily. Moda na wspolne rodzenie nastala
        stosunkowo niedawno. Ja osobiscie nie jestem do konca przekonana co
        do jej zalet, szczegolnie patrzac z pozycji faceta. Od kilku
        znajomych, ktorzy dali sie przerobic na te mode zdarzylo mi sie
        slyszec negatywne wrazenia z tegoszze eksperymentu.
        Ja czworke dzieci rodzilam sama, co bylo obopolna nasza decyzja,
        ktora do dzisiaj uwazam za sluszna. Aha i korona mi z glowy
        absolutnie nie spadla a i maz wciaz jest raczej dobrym ojcem dla
        dzieci, wiec nie jest to prawda,z e obecnosc przy porodzie faceta
        automatycznie czyni z niego dobrego ojca.

        A juz najbardziej przerazajacy w tym watku jest dla mnie tak latwo
        wydawany osad opisywanych przypadkow facetow, ktorych to nie ma w
        czasie porodu ich dziecka i skazywanie ich zwiazkow na rozlam. Kazdy
        ma prawo zyc tak jak chce. Jedni chca rodzic razem, niech sobie
        rodza, inni nie chca mezow na sali , niech tez sobie same rodza.
        Dajcie zyc ludziom.
        A zwiazku z praca w korporacji nie widze tu zadnego.
        • burza4 Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 10:33
          jofin napisała:

          > A ja jestem w szoku, ze niektore z was maja tak wyprany mozg
          teoria > o koniecznosci obecnosci meza przy porodzie, ze gdy juz
          takowego nie > ma, to tenze tylko do odstrzalu sie nadaje.

          Nic nie rozumiesz. Tu nie chodzi o fizyczną obecność przy łóżku
          porodowym, tu chodzi o patologiczne przedkładanie obowiązków
          służbowych nad rodzinę. Jeśli facet nie widzi potrzeby bycia blisko
          żony i uczestnictwa w najważniejszym wydarzeniu swojej rodziny
          (nawet zza ściany) - to sądzisz, że będzie mogła na niego liczyć jak
          np. i ona i dziecko zachoruje? zawsze będzie jakiś projekt, jakieś
          zobowiązanie - i wszystko to będzie ważniejsze niż rodzina, która go
          potrzebuje.
        • franczii Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 10:52
          A przez wieki to baby rodzily w polu i tez dobrze bylo. A przez wieki to rodzily
          w domu w otoczeniu matki, siostry i cioci i facet byl zbedny. Teraz stosunki w
          malzenstwie inaczej wygladaja i chyba lepiej nie? Facet jest najblizsza rodzina
          i przyjacielem pod kazdym wzgledem, wiec nie dziwota, ze to jego sie potrzebuje
          przede wszystkim w takiej chwili.
          Jesli ktoras ojca dziecka nie chce przy porodzie to jej sprawa ale jesli kobieta
          potrzebuje to on powinien stanac na rzesach zeby z nia byc i wspierac w tym
          momencie. Jesli tego nie zrobi to cienias i tyle.
    • arturprzezywacz Re: Przerażająca korporacyjna historia 01.05.10, 19:43
      No i bardzo dobrze, skoro to taki wazny kontrakt to od tego mogla zalezec jego przyszlosc w tej firmie, dzieki czemu bedzie mogl zarobic na wikt i opierunek tego nieszczesnego dzieciaka.

      Jesli chodzi o odstrzal, to sie nie zgadzamy, ja bym odstrzelil chetnie takie bogobojne wariatki, ktorym sie wydaje, ze praca to jest takie hop-siup i swiata nie widza poza poswiecaniem czego tylko mozliwe dla drugiej osoby.
    • a_gurk Re: Przerażająca korporacyjna historia 01.05.10, 20:25
      Powiem coś niezbyt popularnego. Uważam, że do porodu lepiej jest
      mieć zaufaną i zaprzyjaźnioną położną niż męża. Urodziłam dwójkę
      dzieci i wolałabym sytuację, w której mąż byłby w stanie zarobić na
      prywatny poród w godnych warunkach nawet za cenę nieobecności przy
      porodzie.
      • a_gurk Re: Przerażająca korporacyjna historia 01.05.10, 20:29
        Dodam jeszcze, że dzieci kosztują i pieniądze są potrzebne. Jeżeli
        matka siedzi w domu z noworodkiem, ktoś musi w rodzinie zarabić.
        Czasem ceną jest krótszy czas spędzony z dzieckiem, czasem brak
        obecności ojca przy porodzie. Zdecydowanie dla mnie ważniejsza jest
        jakość tych kontaktów, jak ojciec spędza czas z dziećmi.
        • arturprzezywacz Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 13:43
          a_gurk napisała:

          > Dodam jeszcze, że dzieci kosztują i pieniądze są potrzebne.

          A tam. To takie materialistyczne. Lepiej dać się wywalić z pracy w imię szeroko pojętej miłości i przymierać głodem.
          • gazeta_mi_placi Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 18:14
            Oczywiście.Zawsze można poszukać sobie później pracy za 1000zł miesięcznie,ale najważniejsze,że się przy porodzie było big_grin
          • moofka Re: Przerażająca korporacyjna historia 03.05.10, 10:44
            arturprzezywacz napisał:

            > a_gurk napisała:
            >
            > > Dodam jeszcze, że dzieci kosztują i pieniądze są potrzebne.
            >
            > A tam. To takie materialistyczne. Lepiej dać się wywalić z pracy w
            imię szeroko
            > pojętej miłości i przymierać głodem.

            urlop na urodzenie dziecka i do tego o zgrozo PLATNY gwarantuje
            kodeks pracy
            i kazdy ze znanych mi wspolczesnych ojcow byl przy swojej zonie i
            dziecku nie tracac posady
            jezeli nie moze o niego poprosic bo go zwolnia to naleze powiadomic
            PIP, bo to mobbing najpewniej rowniez na innych polach
            a potem wiac gdzie pieprz rosnie bo to dopiero jaskoleczki
            pozniej wolny czas przy dziecku tez jest potrzebny
            przydaja sie dlugie weekendy, wakacje w terminie umozliwiajacym
            wyjazd calej rodzinie, szybsze wyjscie jak z przedszkola zadzwonia,
            wolne na akademie z okazji dnia taty oraz l4 jak dziecko dopadnie
            wirosowka
            trudno jest pracowac i wychowywac dzieci w firmie ktora nie rozumie
            ze oprocz poborow pracownik musi zapewnic rodzinie rowniez swoj czas

    • ja_w_twoim_wieku_nie_jadlam Re: Przerażająca korporacyjna historia 01.05.10, 20:31
      Niektore baby sa poprostu tak glupie ze az boli.
      Kobiety od zawsze rodza dzieciaki, wymysl "wspolnego" porodu (jakiego wspolnego skoro to baba rodzi a facet sie przyglada tej masakrze) kultywuje sie od ilu? 50 lat? krocej?
      I co, stala sie jaka tragedia ze ojca dzieciaka nie bylo przy porodzie? jakas wiez zostala bezpowrotnie utracona? no co za debilizm. Widac musial wyejchac, bo jak ktos zauwazyl - na impreze pt "dzieciaczek" ktos zarobic musi, i rzadko tym kims jest kobieta.

      • gazeta_mi_placi Re: Przerażająca korporacyjna historia 01.05.10, 21:43
        ja_w_twoim_wieku_nie_jadlam

        Super suwaczki.
        Skąd je masz?
        • ja_w_twoim_wieku_nie_jadlam Re: Przerażająca korporacyjna historia 01.05.10, 22:10
          FAJNE co! sama zrobilam!
          • gazeta_mi_placi Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 13:06
            Choć te 5358 dni zanim większość forumowiczek wróci do figury sprzed ciąży to
            zdecydowanie zbyt optymistyczne rokowania big_grin
            • morgen_stern Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 14:39
              Dlaczego rozmawiasz sama ze sobą?
              • ledzeppelin3 Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 18:30
                Nie karmcie pojebusów
              • ja_w_twoim_wieku_nie_jadlam Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 19:29
                Morgen stern, gadasz sama ze soba? to mozna leczyc ponoc, zainteresuj sie tym tematem big_grin
                -
                https://www.suwaczek.pl/cache/ee93f61262.png

                https://davf.daisypath.com/7tJDp1.png
            • franczii Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 17:38
              Gazeta a ty sie juz pozbylas nadmiaru sadla z pewnej czesci ciala?
              Bo wiesz matki sie zawsze moga tlumaczyc przebytymi ciazami a ciebie co tlumaczy?big_grin
              • gazeta_mi_placi Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 18:12
                Siedzenie na Gazecie big_grin
    • panirogalik Re: Przerażająca korporacyjna historia 01.05.10, 21:57
      obstawiam, ze facet po prostu musiał jechać bo inaczej korpoprzyjaciele by mu to
      wypomnieli kopem w odpowiadającym im momencie. Tak wiem, mógł zmienić pracę, ale
      może żonie bardziej odpowiadały pieniądze z tej firmy.
      • burza4 Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 10:36
        panirogalik napisała:

        > obstawiam, ze facet po prostu musiał jechać bo inaczej
        korpoprzyjaciele by mu to > wypomnieli kopem w odpowiadającym im
        momencie.

        Zapewniam cię, że gdyby wcześniej uprzedził w firmie, że w takim
        terminie chce wolne, bo żona rodzi - to kompletnie nic by się nie
        stało, firma dostosowałaby się do tego lekkim twistem, inaczej
        alokując zasoby ludzkie.
        • franczii Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 10:44
          No pewnie, ze sie dostosowuja, w koncu to ze bedzie rodzic sie wie z
          kilkumiesiecznym wyprzedzeniem. Moj chlop tez mial jechac gdzies w terminie +/-
          mojego pierwszego porodu, sie nie zgodzil i tyle, nikt nawet nie pisnal. I tak
          sie postaralam bo zaczelam rodzic po godzinach i w dodatku z piatku na sobotebig_grin
          • arturprzezywacz Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 13:42
            No i co z tego?

            W jednej firmie nikt nie piśnie, w drugiej wyleci się na zbity pysk, w trzeciej zaprzepaści się szansę na awans.
            • franczii Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 17:31
              Skarbie, to nie zalezy od firmy a zalezy od konkretnego czlowieka. Jesli ktos
              sie sam nie szanuje i nie stawia warunkow to inni tez nie beda go szanowac. Na
              pozycje trzeba sobie zapracowac, trzeba sie postawic nawet ryzykujac, trzeba
              postawic granice, jesli nie to bez skrupulow wleza ci na glowe nawet w
              najbardziej przyjaznej firmie. Taki pracownik, ktory nie potrafi zawalczyc o
              nalezne mu prawa za swoje poswiecenie dostanie jeszcze po du.pie. Nieednolrotnie
              zrobia z niego oferme i popychadlo jesli wyjdzie na jaw jak bardzo trzesie
              portkami przed utrata posady. Wiem co pisze, bo tez pare lat pracowalam w duzej
              miedzynarodowej firmie. Jesli ktos mialby wyleciec za wziecie urlopu z powodu
              porodu zony to nie ma sensu sie kurczowo takiego miejsca pracy trzymac a juz na
              pewno nie poswiecac niepowtarzalnych chwil w zyciu.
              • arturprzezywacz Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 18:58
                franczii napisała:

                > Skarbie, to nie zalezy od firmy a zalezy od konkretnego czlowieka.

                Zalezy od tego i od tego.

                > Jesli ktos mialby wyleciec za wziecie urlopu z powodu
                > porodu zony to nie ma sensu sie kurczowo takiego miejsca pracy trzymac a juz na
                > pewno nie poswiecac niepowtarzalnych chwil w zyciu.

                Oczywiscie. Przeciez mozna z takiej pracy zrezygnowac, pojechac obejrzec pozalsieboze "cud narodzin", a potem szukac sobie pracy i sie zastanawiac za co wykarmic siebie, zone i dzieciaka. Ofert na rynku jest tyle, ze hoho, a kazda lepiej platna od poprzedniej.
                • gazeta_mi_placi Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 20:20
                  Nie wiedziałeś,że kobiety rodzące z mężem rodzą zdrowe dzieci,a te bez męża kaleki?
                  • franczii Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 22:19
                    Tu akurat chodzi tylko i wylacznie o samopoczucie rodzacej, im lepsze
                    samopoczucie tym lepszy porod. Ja uwazam, ze moje samopoczucie przy porodzie
                    jest duzo wazniejsze niz chec wykazania sie pana meza w firmie. I tobie gazeta
                    jesli jestes kobieta to samo radze. On jeszcze bedzie mial okazje sie wykazac a
                    ja rodze dziecko tylko raz. No chyba ze mu chodzi o takie spektakularne wlazenie
                    w du.pe przelozonym to rzeczywiscie okazja zeby sie "wykazac" niepredko sie znow
                    nadarzy.
                    • gazeta_mi_placi Re: Przerażająca korporacyjna historia 03.05.10, 00:05
                      Od dobrego samopoczucia są prywatne kliniki,opłacona dobra położna i znieczulenie.
                      I to wszystko może załatwić zaradny mąż dzięki pieniążkom z tejże pracy.

                      • franczii Re: Przerażająca korporacyjna historia 04.05.10, 06:13
                        Moze tobie wystarczy tlum obcych ludzi przy porodzie, oplaconych czy
                        nieoplaconych, to bez roznic. O dobra polozna i dobra porodowke jestem w stanie
                        zadbac sama niepotrzebny mi do tego zaradny maz. Maz ma inne zadania na te okazjetongue_out
                • franczii Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 22:07
                  Ale tu nie ma z pracy rezygnowac tylko poprosic o urlop okolicznosciowy z okazji
                  narodzin dziecka. Juz widze jak zwalniaja cenionego i wartosciowego pracownika
                  tylko za to, ze chce skorzystac z przyslugujacego mu zgodnie z kodeksem prawa,
                  zwlaszcza jesli o przyblizonym terminie przyjscia na swiat dziecka poinformowal
                  z kilkumiesiecznym wyprzedzeniem. Juz widze jak laduje on od razu na bruku i
                  juz widze jak podejmuje on prace za tysiac pl miesieczniebig_grin Jesli tak ludzie
                  myslicie to macie niezle mozgi powypierane, chcecie byc niewolnikami to prosze
                  bardzo.
                  • gazeta_mi_placi Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 22:16
                    Och,jakie życie jest proste big_grin
                    • franczii Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 22:25
                      Proste nie jest ale jest jeszce kwestia szacunku do samego siebie.
                      • mala_gruba_dziwka Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 23:33
                        nie pieprz. jak sie nie ma co do garnka wlozyc to szacunek do samego siebie u normalnego czlowieka schodzi na dalszy plan.
                        • gazeta_mi_placi Re: Przerażająca korporacyjna historia 03.05.10, 00:09
                          Jak mąż straci pracę i przyjdzie rodzić w państwowym szpitalu i bez opłaconej
                          położnej,nie wspominając o znieczuleniu mina jednej z drugą zrzednie dość mocno.

        • panirogalik Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 12:01
          no właśnie, firma by go odsunęła od zadania a na to miejsce wszedłby ktoś inny,
          kto mógłby okazać się skuteczniejszy. Mogłoby to mieć konkretne przełożenie na
          przyszłość pana w firmie. Być może tego się obawiał, nie wiemy jaka to firma, z
          jaką atmosferą i kulturą pracy. Tak jak już pisałam, mógłby zmienić pracę i
          poszukać sobie "cieplutkiej posadki", niestety nie ma ich w Polsce tak wiele by
          wystarczyło dla wszystkich, być może stąd się też biorą takie historie. Nie
          wiemy też co ustalili między sobą małżonkowie.
          • verdana Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 13:34
            Nie mowiac o takim drobiazgu, ze ja pierwsze dziecko urodzilam trzy
            tygodnie przed wyliczonym, terminem, a dwoje pozostalych - ponad dwa
            tygodnie po. Trudno na miesiąc zawiesić wszelką działalność w
            firmie.
          • burza4 Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 18:09
            Franchii idealnie opisała schemat działania w takiej sytuacji. Jeśli facet był
            wybitnym specjalistą - to firma skacze koło niego i dogadza, takie są realia.
            Jeśli był jednym z wielu - to jego brak nie byłby odczuwalny dla nikogo poza nim
            samym. Nawet jak "musiał" - to po spotkaniu powinien wsiąść w pociąg i za 3
            godziny byłby w szpitalu, nawet jeśli rano miałby wrócić. Podszedł na zasadzie,
            że praca i koledzy ważniejsi, a pierworodny może poczekać. Też można, ale po co
            szukać naciąganych usprawiedliwień?

            Dziecko rodzi się raz, projekt to jeden z pierdyliona które się w życiu robi.
            Wystarczy wcześniej zapowiedzieć ograniczoną dostępność w danym okresie, tak się
            ustawia pracę żeby było to jak najmniej kłopotliwe dla OBU STRON. W końcu ludzie
            jeżdżą na urlopy, chorują, a biznes kręci się dalej i nie czeka. Żaden normalny
            szef od jednej, szczególnie zaplanowanej niedyspozycji nie uzależnia czyjejś
            całej kariery. A jeśli nawet - to z niego żaden manager, bo efektywnego zespołu
            nie tworzy się w atmosferze strachu, wyzysku i zagrożenia.

            Poza tym - dlaczego pierwszym odruchem większości kobiet jest szukanie
            okoliczności łagodzących i dorabianie teorii do faktów? nie chciał - nie
            pojechał, to wyłącznie jego decyzja i jego priorytety - nad czym tu deliberować?
            • gryzelda71 Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 18:14
              > Poza tym - dlaczego pierwszym odruchem większości kobiet jest szukanie
              > okoliczności łagodzących i dorabianie teorii do faktów?

              Dlaczego ploty nazywasz faktami.
              • burza4 Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 18:56
                gryzelda71 napisała:

                > Dlaczego ploty nazywasz faktami.

                Doprecyzuję - do faktów podanych w ćwiczeniu.
            • arturprzezywacz Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 19:00
              > Wystarczy wcześniej zapowiedzieć ograniczoną dostępność w danym okresie, tak si
              > ę
              > ustawia pracę żeby było to jak najmniej kłopotliwe dla OBU STRON. W końcu ludzi
              > e
              > jeżdżą na urlopy, chorują, a biznes kręci się dalej i nie czeka.

              W teorii to wszystko pieknie wyglada. W praktyce bywa roznie.

              > nad czym tu deliberować ?

              Takie pytanie to mozna zadac przy wiekszosci watkow ktore sie tutaj pojawiaja
            • panirogalik Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 21:24
              „Jeśli facet był
              wybitnym specjalistą - to firma skacze koło niego i dogadza, takie są realia.”

              Tak, ale do pewnego pułapu powyżej którego firmie opłaca się bardziej skorzystać
              z usług innego wybitnego specjalisty.

              „Jeśli był jednym z wielu - to jego brak nie byłby odczuwalny dla nikogo poza
              nim samym.”

              No i o to tu chodzi właśnie- jego brak byłby odczuwalny dla niego samego. A czy
              byłaby to tylko niezrealizowana ambicja czy konkretnie mniejsza kasa, słabsza w
              przyszłości pozycja w firmie, tego nie wiemy. Nie wiemy też czy pan był jedynym
              żywicielem rodziny lub jak bardzo pracodawca żony cieszy się z ciąż swoich
              pracownic i czy pan mógł sobie w sytuacji zwiększonych wydatków i
              odpowiedzialności związanej z dzieckiem pozwolić na taką niedyspozycję.

              „Nawet jak "musiał" - to po spotkaniu powinien wsiąść w pociąg i za 3
              godziny byłby w szpitalu, nawet jeśli rano miałby wrócić.”

              Tu się zgodzę ale znowu, ja widzę także drugą stronę medalu.
              Jestem przeciwniczką imprez integracyjnych dla pracowników gdzie wszyscy mielą
              się we własnym sosie, firmowego śledzika, jajeczka wielkanocnego, imienin,
              opłatka i co tam jeszcze bo to niewiele moim zdaniem wnosi, chociaż też zależy
              od ludzi. Natomiast integracja z kontrahentem, inwestorem to co innego, czasem
              omawia się coś nieformalnie, można też na gruncie towarzyskim przedstawić się
              być może przyszłemu pracodawcy. Poza tym wrógwink znany jest bardziej
              przewidywalny. Bywa ze takie spotkanie teoretycznie jest towarzyskie a w
              rzeczywistości służbowe. A ponieważ omawiana historia dotarła do nas na zasadzie
              głuchego telefonu- taką wersję także biorę pod uwagę.

              „Podszedł na zasadzie,
              że praca i koledzy ważniejsi, a pierworodny może poczekać. Też można, ale po co
              szukać naciąganych usprawiedliwień?”

              Nie, ja po prostu biorę pod uwagę także inne możliwości, nie zawsze wszystko
              jest takie proste i powierzchowne jak nam się wydaje, nie wychodzę z założenia
              że wszyscy faceci są tacy sami a każdy facet to świnia który myśli tylko o sobie.

              „Dziecko rodzi się raz”

              Amen. Ale znowu, nie wiemy jaka była sytuacja w pracy, w zespole, w pracy żony
              itp (nie będę się powtarzać).
              Pamiętam jak Martyna Wojciechowska zostawiła swoje nowo narodzone dziecko i
              wyjechała gdzieś tam robić reportaż. Z tego co kojarzę, część osób wykazała
              zrozumienie dla tej pani, ze odważna i ze dziecko ma też tatę do opieki.

              „Wystarczy wcześniej zapowiedzieć ograniczoną dostępność”

              Nie wszędzie jest tak samo

              „Żaden normalny szef”

              Nie wiemy czy szef był normalny

              „Poza tym - dlaczego pierwszym odruchem większości kobiet jest szukanie
              okoliczności łagodzących i dorabianie teorii do faktów?”

              Ponieważ w tej historii jest zbyt wiele niewiadomych. Praca nie zawsze jest
              wyzwaniem dającym spełnienie jak wejście na Mont Everest. Czasami to konieczność
              która wymusza na nas poświęcenia. Natomiast mogę przystać by traktować tą
              opowieść symbolicznie- bez wzgłębiania się jakie faktycznie były motywacje
              postępowań- że jest takie zjawisko jak pracoholizm, ze ludzie na to zapadają i
              rodziny cierpią.


              • panirogalik Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 21:26
                poprawka, nie wzgłębianie tylko wgłębianie, znaczenia tego pierwszego słowa nie
                znam.
            • demarta Re: Przerażająca korporacyjna historia 03.05.10, 00:09
              burza4 napisała:

              > Dziecko rodzi się raz, projekt to jeden z pierdyliona które się w
              życiu robi.
              > Wystarczy wcześniej zapowiedzieć ograniczoną dostępność w danym
              okresie, tak si
              > ę
              > ustawia pracę żeby było to jak najmniej kłopotliwe dla OBU STRON.

              a dla mnie jednym z owych pierdylionów jest wymaganie, żeby matka i
              ojciec nagle odcięli się od rzeczywistości i za wszelką cenę byli
              wespół w zespół na porodówce, z której - umówmy się każdy i każda
              jak najchętniej spierniczał(a)by gdzie pieprz rośnie, bo miejsce to
              mało zachwycające w swej oprawie....

              istotniejszym wydaje mi się takie współdziałanie małżonków, by
              zapewnić ujednolicony trakt wychowawczy, teoretycznie i praktycznie
              i aby w nim długofalowo, wieloletnio czynnie brać udział. to jest
              rzecz mega wartościowa i nieoceniona z punktu widzenia przychówku!

              a jeśli kobieta naprawdę woli sama (tak jak ja np. wolałam) i
              obecność współmałżonka na porodówce jest da niej kamieniem u nogi w
              czas nurkowania, nie skrzydłami anielskimi jak dla innych, to po cóż
              do cholery wmawiać jej, że jej mąż to korporacyjna świnia i ostał
              sie na niesłusznym dla siebie, żony i dziecka miejscu w ten krwawy,
              rozdarty czas porodu?

              tak jak dla jednych ja bezsensownie usprawiedliwiam, tak inne dla
              mnie zdejmowanie skorupki z jajka na twardo traktują z nabożeństwem
              wartym eleganckiego rozłupywania skorupiaków ośmioma rodzjami
              widelców na wykwintnym stole.

    • ida771 Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 14:18
      1. Nie wszystkie kobiety chcą rodzić w towarzystwie męża. Niektóre wolą z mamą
      lub tatą, koleżanką lub same.
      2. Nie wszyscy mężczyźni są w stanie towarzyszyć kobiecie przy porodzie co nie
      znaczy że są gorszego gatunku.
      3. W kult pracy wpaść łatwo zwłaszcza w młodym wieku, jest to pułapka w którą
      wpadają niedojrzałe osoby.
      4. Chlanie powinien sobie podarować.
      Faktycznie gnój.
      • gazeta_mi_placi Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 20:18
        Ad4.
        Dlaczego?
    • nie_bede_tu_wiecej_kupowal Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 22:00
      Na odstrzal to sie nadaja takie szurniete fanatyczki jak ty, ktorym sie wydaje, ze ich macica to pepek swiata.
      • gazeta_mi_placi Re: Przerażająca korporacyjna historia 02.05.10, 22:11
        Daj spokój.
        Większość z nich to przeciętniary.Dla nich faktycznie największym osiągnięciem życiowym będzie posiadanie i użycie macicy.
        Jednostki wybitne i wyjątkowe zdarzają się rzadko.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka