aglesnik
18.05.10, 16:57
Miesiąc temu byliśmy zmuszeni uśpić naszą 13-letnią suczkę i jakoś
pusto się zrobiło, dlatego rodzinnie podjeliśmy decyzje o tym, zeby
przygarnąc pieska ze schroniska lub fundacji. Znaleźliśmy fundacje,
wypełniliśmy ankietę i czekaliśmy na wizytę członków fundacji,
którzy mieli stwierdzić, czy posiadamy odpowiednie warunki domowe.
Mieszkamy w domku, mamy ogród, dośc duże mieszkanie więc naiwnie
sądziłam , że nie będzie problemu z dostaniem pieska po przejściach,
ale tu zdziwienie, nie przypadłam do gustu pani wizytującej, tak
myślę, ponieważ przepytywała mnie nader zawzięcie , widząc na żywo
warunki ciągle komentowała niezbyt miło moje odpowiedzi. Najbardziej
mnie zdziwiło , że miałam ją przekonać że jestem najlepszym
opiekunem dla tego psa. Psa nieznam, jestem pełna dobrej woli, mam
doświadczenie w opiece nad zwierzętami i wiecie co... już mi się
odechciało, choć dzieci bardzo zawiedzione. Pani nie była władna
powiedzieć mi, czy zostaliśmy zaakceptowana, miała wszystko
opowiedzieć swojej przełożonej i jak do tej pory nikt się nie
odezwał.
Zaraz mnie ktoś opieprzy, ze Pani się zapewne zna i dobrze zrobiła,
moze i tak?? Może i ja zła kobieta jestem ale chodzi o formę.