Dodaj do ulubionych

chciałam dobrze... i się zdziwiłam

18.05.10, 16:57

Miesiąc temu byliśmy zmuszeni uśpić naszą 13-letnią suczkę i jakoś
pusto się zrobiło, dlatego rodzinnie podjeliśmy decyzje o tym, zeby
przygarnąc pieska ze schroniska lub fundacji. Znaleźliśmy fundacje,
wypełniliśmy ankietę i czekaliśmy na wizytę członków fundacji,
którzy mieli stwierdzić, czy posiadamy odpowiednie warunki domowe.
Mieszkamy w domku, mamy ogród, dośc duże mieszkanie więc naiwnie
sądziłam , że nie będzie problemu z dostaniem pieska po przejściach,
ale tu zdziwienie, nie przypadłam do gustu pani wizytującej, tak
myślę, ponieważ przepytywała mnie nader zawzięcie , widząc na żywo
warunki ciągle komentowała niezbyt miło moje odpowiedzi. Najbardziej
mnie zdziwiło , że miałam ją przekonać że jestem najlepszym
opiekunem dla tego psa. Psa nieznam, jestem pełna dobrej woli, mam
doświadczenie w opiece nad zwierzętami i wiecie co... już mi się
odechciało, choć dzieci bardzo zawiedzione. Pani nie była władna
powiedzieć mi, czy zostaliśmy zaakceptowana, miała wszystko
opowiedzieć swojej przełożonej i jak do tej pory nikt się nie
odezwał.
Zaraz mnie ktoś opieprzy, ze Pani się zapewne zna i dobrze zrobiła,
moze i tak?? Może i ja zła kobieta jestem ale chodzi o formę.
Obserwuj wątek
    • majenkir Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 18.05.10, 17:01
      Z jednej strony to dobrze, ze sprawdzaja potencjalne rodziny, ale
      wiem, ze czasem przesadzaja. Nie zniechecaj sie, szukajcie dalej!
    • polaola Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 18.05.10, 17:05
      Pani pewnie ma dobre podejscie do zwierzakow, ale kiepskie do ludzi.
    • bez_seller Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 18.05.10, 17:08
      Jezeli jest to pies po przejsciach, to moze faktycznie nie masz
      kwalifikacji. Widzialas film "Zaklinacz koni", albo jakos tak
      podobnie, z Robertem Redfordem? Zwierze po przejsciach czasem
      potrzebuje profesjonalnego podejscia.
      • aglesnik Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 18.05.10, 17:13
        Nie spieram się, mogła to powiedzieć wprost, nie nadajemy się ,
        dziękuje za zainteresowanie i pa pa. Mnie przerażają skrajności
        ludzi, jedni głodzą i nie dbają, a inni ( nie generalizuje)
        przesadzają w drugą stronę, zwierze jest członkiem rodziny, nie
        głową.
        • bez_seller Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 18.05.10, 17:57
          aglesnik napisała:

          > Nie spieram się, mogła to powiedzieć wprost, nie nadajemy się ,
          > dziękuje za zainteresowanie i pa pa.


          Moze nie moze sama podejmowac decyzji.

          Mnie przerażają skrajności
          > ludzi, jedni głodzą i nie dbają, a inni ( nie generalizuje)
          > przesadzają w drugą stronę, zwierze jest członkiem rodziny, nie
          > głową.

          Przerazenie to tez skrajnosc.

          Samo chcenie i dobre warunki nie jest wystarczajacym powodem do
          posiadania zwierzecia. Lecz ludzie tego nie rozumieja.
          • cherry.coke Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 18.05.10, 18:02
            > Samo chcenie i dobre warunki nie jest wystarczajacym powodem do
            > posiadania zwierzecia. Lecz ludzie tego nie rozumieja.

            Wiesz, ale nie sadze, zeby zwierzakowi aktualnie przebywajacemu w schronisku czy
            azylu potrzebne byly warunki idealne. Wystarcza poprawne i wlasciwe.
            • bez_seller Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 18.05.10, 18:09
              cherry.coke napisała:

              > Wiesz, ale nie sadze, zeby zwierzakowi aktualnie przebywajacemu w
              schronisku cz
              > y
              > azylu potrzebne byly warunki idealne. Wystarcza poprawne i
              wlasciwe.

              Nie chodzi o idealne warunki, ale o to, by zwierzak za pare miesiecy
              ponownie nie wyladowal na ulicy, albo konal przywiazany do drzewa.
              Ida wakacje.
              • cherry.coke Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 18.05.10, 18:15
                > Nie chodzi o idealne warunki, ale o to, by zwierzak za pare miesiecy
                > ponownie nie wyladowal na ulicy, albo konal przywiazany do drzewa.
                > Ida wakacje.

                I to sie sprawdza bedac niemilym dla chetnego podczas wywiadu oraz nie
                informujac o decyzji?
                • bez_seller Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 18.05.10, 18:37
                  cherry.coke napisa


                  > I to sie sprawdza bedac niemilym dla chetnego podczas wywiadu oraz
                  nie
                  > informujac o decyzji?
                  ła:

                  No naprawde, i Ty wiesz czy byla niemila. Wyobraz sobie, masz
                  dzieci, ktore chca miec psa, domek, ogrodek a tu przychodzi
                  jakas "baba" i kreci nosem na te idealne przeciez warunki. No jakiez
                  to niemile. A ona kreci, bo jest, byc moze, przeszkolona na
                  okolicznosc nadawania sie ludzi do opieki nad zwierzetami i nie ma
                  stuprocentowej pewnosci. A decyzja moze nie nalezy do tej "baby",
                  tylko do innej. smile
                  • cherry.coke Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 18.05.10, 18:45
                    Ja nie wiem czy byla niemila, autorka wie. I to nie ona napisala "baba", tylko
                    ty. Autorka jakos wytrzymala 13 lat ze swoim psem i probowala wziac psa z
                    fundacji, gdzie sa one ewidencjonowane, wiec wydaje sie byc srednia kandydatka
                    na porzucanie - za to pani robi w plecy swojej fundacji, a przede wszystkim jej
                    podopiecznym. Bo zamiast pomoc psu od nich, mozna tez wziac psa ze schroniska
                    (to jeszcze dobrze) lub po prostu kupic.
                    • bez_seller Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 18.05.10, 18:54
                      Juz wyjasnilam, dlaczego autorka uznala, ze pracownica fundacji byla
                      niemila. To masz w samym tytule watku - chcialam dobrze... i sie
                      zdziwilam. Po prostu zamiast podziwiac autorke za jej dobroc, "baba"
                      kreci nosem. Co za afront i bezczelnosc. Przeciez pracownikom
                      fundacji zalezy, aby te zwierzaki gdzies upchnac, czy moze im nie
                      zalezy, jak myslisz?
                      • aglesnik Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 18.05.10, 19:10
                        nikt nie ma mnie podziwiać, bo o nie oto chodzi. w moim pojęciu
                        jestem przygotowana na posiadanie psa i to nie ja wytrzymałam 13lat
                        z psem , tylko on ze mną i miał zapewnioną opiekę i miłość całej
                        rodziny. Twoja uszczypliwośc jest chyba nie na miejscu. Zdziwiłam
                        się, bo w moim przekonaniu mam warunki i doświadczenie w opiece nad
                        zwierzętami. Chyba nie do końca zrozumiałaś o co chodzi, chodzi o
                        formę kontaktu z pracownikiem fundacji oraz o to, że nikt mnie nie
                        poinformował jaka zapadła decyzja
                      • z_lasu bez_seller, a może jakieś jasne kryteria? 23.05.10, 21:53
                        I rzeczowa odpowiedź?

                        Np. nie możemy Pani dać psa, bo:
                        - ma Pani za mały/za duży dom
                        - ma/ nie ma Pani dzieci albo w nieodpowiednim wieku
                        - wykazała Pani nieodpowiednią postawę wyrażając się o psie per...
                        - uśpiła Pani poprzedniego psa
                        - ma Pani brzydką fryzurę

                        I sprawa byłaby jasna.
                        • bez_seller Re: bez_seller, a może jakieś jasne kryteria? 24.05.10, 18:01
                          z_lasu napisała:

                          > I rzeczowa odpowiedź?

                          Pewnie, ze byloby lepiej.

                  • aglesnik Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 18.05.10, 18:49
                    a uważasz , ze ktoś może mieć pewność po 10 minutach rozmowy w
                    potencjalnych chętnym?? bo ja nie mam i nie wierze w takie znawstwo
                    ludzkiej natury. Może odpadłam, bo powiedziała, że oddam psa kiedy
                    będzie gryzł moje dzieci?? ale byłam uczciwa i szczera i nie mam
                    sobie nic do zarzucenia. Mnie się tylko nie podobała forma i styl
                    rozmowy i tyle. Nie neguje fachowości wolontariuszy, podziwiam ich
                    chęć bezinteresownej pomocy.
                    • majenkir No to sprawa sie wyjasnila..... 18.05.10, 19:36

                      aglesnik napisała:
                      > Może odpadłam, bo powiedziała, że oddam psa kiedy
                      > będzie gryzł moje dzieci??
                  • monnap Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 25.05.10, 04:51
                    Chyba sobie zartujecie?? TYle jest bezpanskich psow, ktorych nikt
                    nie chce,schroniska w Polsce tez nie ciesza sie najlepsza opinia i
                    sa przepelnione a jakas paniusia przychodzi do domu do kogos i stroi
                    fochy, bo jej sie nie podoba...Zenada. JA bym zlozyla skarge i
                    znalazla inne miejsce, tyle jest bezdomnych zwierzkow, ze powinnas
                    dostac psa bez wiekszej laski.
                    • majenkir Re: 25.05.10, 14:34

                      monnap napisała:
                      > JA bym zlozyla skarge

                      Teraz to chyba Ty zartujesz....
                      Jaka skarge? Do kogo?
                      Kazdy ma prawo prowadzic swoja organizacje tak, jak chce.
                    • titta Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 25.05.10, 21:23
                      Dokladnie. tyle jest bezdomnych zwierzakow, wiec mozna SAMEMU isc do
                      schroniska i sobie wybrac. Jesli jednak kozysta sie z posrednictwa
                      fundacji, nalezy rozumiec, ze tym ludzia przede wszystkim zalezy aby
                      zwierzeta znalazly sie w jak najlepszych rekach. Np. u osoby, ktora
                      nie odda zwierza, kiedy ten bedzie sprawial klopoty, a postara sie
                      klopoty rozwiazac, bo na 99% bedzie sprawial klopoty.
                      Moze nie zadzialala chemia?
                      Wolontariuszkami zostaja zazwyczaj mlode osoby, zafiksowane na losie
                      zwierzat, a nie koniecznie lubiace ludzi. Co miala ta dziewczyna
                      powiedziec: nie sposobala mi sie pani?
    • el_jot Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 18.05.10, 17:10
      Możecie wziąć ze schroniska, tam chyba nie sprawdzają? Ja niedawno
      przygarnęłam psiaka, który spał przy naszym ogrodzeniu. Pełna obaw,
      bo mamy już jednego. Mąż zapytał mnie czy ma się wyprowadzićwink A
      teraz sam mówi z takim nieśmiałym uśmiechem, że ten nowy i
      ten "stary" pies to świetni kumple. Nie zniechęcaj się.
    • aszlan Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 18.05.10, 17:10
      Szkoda, że nie wiesz dlaczego nie zostaliście zaakceptowani, być może chodzi dzieci.
      W innym wątku psim znalazłam info o tej psince
      www.allegro.pl/item1044683583.html
      • aglesnik Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 18.05.10, 17:15
        Dla nas daleko, my mieszkamy pod Poznaniem. Też znaleźliśmy na
        allegro. Jak ochłonę to poszukam następnego, albo jednak kupimy.
        • majenkir To idz do przytulku... 18.05.10, 17:18
          schronisko.com/galeria.php
    • figrut Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 18.05.10, 17:16
      Też chciałam adoptować suczkę, ale w końcu zrezygnowałam gdy się
      okazało, że panienka którą mi oferowano, tak naprawdę nie ma
      uregulowanej sytuacji i ci którzy ją przygarnęli, nie chcą jej oddać.
      Cała rodzina była zawiedziona, bo wszyscy już się przygotowali na
      powitanie nowego członka rodziny.
      Muszę jednak przyznać, że kontakt (tylko telefoniczny) z panią od
      adopcji był bardzo miły.
      • croyance Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 18.05.10, 18:01
        Ja wiem, ze zwierze to czlonek rodziny, sama mialam psa i trzy koty
        (naraz), ale jednak szokuje mnie nieco slowo 'adopcja' w tym
        kontekscie.
        • figrut Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 18.05.10, 18:06
          Croyance, to nie ja wymyśliłam, a organizacje zajmujące się adopcjami
          zwierząt. Dla mnie też jest to słowo na wyrost, ale chyba się już
          oswoiłam.
          Podobnie jak Ty, to ja długo nie mogłam zaakceptować słowa "zmarł"
          zamiast "zdechł" w stosunku do psa. Tak z domu wyniosłam, że umierają
          ludzie, a zdychają zwierzęta i nie ma w tym nic obraźliwego tak samo,
          jak nie ma nic obraźliwego w słowie "suka" jeśli mówimy o samicy psa.
          • croyance Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 18.05.10, 18:15
            Domyslilam sie, ale zaskoczylo mnie, ze tak sie o tym mowi. Wg mnie to
            jakas skrajnosc surprised
            • majenkir Re: 18.05.10, 20:06

              croyance napisała:

              > Domyslilam sie, ale zaskoczylo mnie, ze tak sie o tym mowi. Wg
              mnie to jakas skrajnosc surprised

              Skrajnosc to jest jak chlop mowi "jestesmy w ciazy", "
              razem rodzilismy
              " itp.
              Dlaczego "adopcja"? Trzeba bylo jakos rozgraniczyc zakup psa
              i ... no wlasnie - adopcje wink.
              • ewa-krystyna Re: 25.05.10, 06:22
                majenkir napisała:

                >
                > croyance napisała:
                >
                > > Domyslilam sie, ale zaskoczylo mnie, ze tak sie o tym mowi. Wg
                > mnie to jakas skrajnosc surprised
                >
                > Skrajnosc to jest jak chlop mowi "jestesmy w ciazy", "
                > razem rodzilismy
                " itp.
                > Dlaczego "adopcja"? Trzeba bylo jakos rozgraniczyc zakup psa
                > i ... no wlasnie - adopcje wink.
                >





                "przygarniecie" wedlug mnie brzmi calkiem ok smile
        • iuscogens Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 24.05.10, 18:31
          croyance napisała:

          > Ja wiem, ze zwierze to czlonek rodziny, sama mialam psa i trzy koty
          > (naraz), ale jednak szokuje mnie nieco slowo 'adopcja' w tym
          > kontekscie.

          a co jest w tym takiego szokującego?? psa można kupić, można znaleźć, można też
          adoptowac. czasami trzeba tez podpisywac umowy adopcyjne, dla mnie to rzecz
          oczywista. osoby, ktore dzialają w takich fundacjach naczęsciej nie dostają za
          to kasy, poswiecają swoj czas, często pieniadze zeby się zając tymi zwierzetami,
          wiec oczywiste jest ze jesli nie ma musu to się nie odda zwierzecia pierwszej
          lepszej osobie, bo ona chce. sama wielokrotnie odmawialam Nie wiem jak bylo w
          sytuacji autorki, bo raczej z tego co pisze to warunki ma dobre, ale widac
          jakies powody byly, za to niektórzy ludzie ktorzy chca adoptować są naprawdę z
          kosmosu.
          • sanna.i Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 24.05.10, 19:58
            Dlaczego adopcja jest nieodpowiednia?
            Za słownikiem języka polskiego: "1.adopcja - akt prawny dotyczący uznania
            cudzego dziecka za własne; przysposobienie, usynowienie; adoptacja".
            • figrut Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 24.05.10, 20:09
              > Dlaczego adopcja jest nieodpowiednia?
              Bo adopcja kojarzy się nam z przysposobieniem człowieka, a nie
              zwierzęcia. Zwierzę można kupić, przyjąć do rodziny ale jako najniżej
              postawione w stadzie. Adopcja w takim wypadku jest nieco na wyrost. Dla
              mnie trudne do przyjęcia jest również słowo "zmarł" w odniesieniu do
              zwierzęcia.
              • majenkir Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 24.05.10, 20:35

                figrut napisała:
                > Bo adopcja kojarzy się nam z przysposobieniem człowieka,

                No ale to juz nie nasza wina, co sie komu kojarzy wink.
              • bez_seller Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 24.05.10, 20:39
                figrut napisała:

                Dla
                > mnie trudne do przyjęcia jest również słowo "zmarł" w odniesieniu
                do
                > zwierzęcia.

                W jaki mianowicie sposob jest to dla Ciebie trudne? Masz klopoty z
                oddychaniem czy dostajesz biegunki?
                • figrut Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 24.05.10, 20:41
                  > W jaki mianowicie sposob jest to dla Ciebie trudne? Masz klopoty z
                  > oddychaniem czy dostajesz biegunki?
                  W taki sam jak użycie słowa "biust" w stosunku do krowich wymion, albo
                  słowa "wymiona" w stosunku do kobiecego biustu.
                  • bez_seller Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 24.05.10, 20:50
                    figrut napisała:

                    > W taki sam jak użycie słowa "biust" w stosunku do krowich wymion,
                    albo
                    > słowa "wymiona" w stosunku do kobiecego biustu.

                    A cycki szczesliwie godza - krowie wymiona i kobiecy biust.
                    • figrut Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 24.05.10, 21:08
                      > A cycki szczesliwie godza - krowie wymiona i kobiecy biust.
                      Nie dla mnie akurat.
                      • bez_seller Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 24.05.10, 21:24
                        figrut napisała:

                        > > A cycki szczesliwie godza - krowie wymiona i kobiecy biust.
                        > Nie dla mnie akurat.

                        No i jeszcze mleko. Musisz sie pogodzic, ze krowa i kobieta karmi
                        swoje male mlekiem.smile
                        • gazeta_mi_placi Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 25.05.10, 00:00
                          I że krowa też jest w ciąży big_grin
                          • majenkir Re: 25.05.10, 14:36

                            gazeta_mi_placi napisała:
                            > I że krowa też jest w ciąży big_grin

                            big_grin big_grin big_grin
                            Niektorym to jednak ciezko przelknac, ze tak naprawde to sie wcale
                            nie roznimy od zwierzat...
    • kai_30 Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 18.05.10, 17:29
      Weź psa ze schroniska. My przygarnęliśmy dwa lata temu maleńkiego szczeniaczka,
      w schronisku spędził tylko dwie doby razem z resztą miotu, więc nie nabawił się
      jakiejś wielkiej traumy, i jest naprawdę kochany. Oddano nam go z pocałowaniem w
      rękę, zapłaciliśmy tylko rachunek za szczepienie i odrobaczenie.
    • zebra12 Weź Trampka. Możemy dowieźć 18.05.10, 18:01
      Trampek jest rocznym psiakiem wielkości jamnika. Łagodnym i wesołym.
      Lubi dzieci - to one go przyniosły mi we czwartek. Przepada za
      pieszczotami. Obecnie w schronisku czeka na swojego człowieka.
      W razie potrzeby zorganizujemy transport.
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/lb/ai/hstg/CPTBxw9cK4oIdizfzB.jpg
      • zebra12 Dodam jeszcze 18.05.10, 18:05
        Trampek ma wielkie nietoperzowe uszy.
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/lb/ai/hstg/yjTvV2Vhb3rwwDUkuB.jpg
        I uwielbia pieszczoty. To domowy psiak.
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/lb/ai/hstg/SyOZnhdossIN61Yt1B.jpg
        • verdana Re: Dodam jeszcze 18.05.10, 18:57
          Ja przygarniajac kota musiałam odpowiedzieć na pytanie, czy mam male
          dzieci (nie przyznałam się ), co zrobię ze zwierzeciem w czasie
          wakacji (jedyna poprawna odpowiedź - zrezygnuję z wakacji, bo
          oddanie do rodziców nie spotkało się ze zrozumieniem, kot się
          zestresuje, tylko w domu), w jakich okolicznosciach zmarło
          poprzednie, czy kot na pewno pozostanie w moim domu (odpowiedź -
          nie, prawdopodobnie kiedys wyprowadzi sie z synem, bo syn dorosly, a
          dla niego biore kota).
          Aby dostać kota nałgałam od poczatku do konca. Wiem, ze dobrze się
          kotem zajmę. I chyba rzeczywiscie - kot odmowił wyprowadzki z synem,
          to został, u moich rodziców czuje się jak na wczasach zdrowotnych, i
          nie dziecko maltretowało kota, tylko przeciwnie. A na leczenie kota,
          ktory po 24 godzinach od zabrania od "troskliwej pani" zaczął
          zdychać wydałam majątek.
          • szeera Re: Dodam jeszcze 24.05.10, 17:04
            Moja koleżanka miała też podobne przejścia. Pani szalenie niemiła, przedziwnie
            skonstruowana umowa "adopcji" i masa dziwnych pytań. Ona brała kota, wcześniej
            miała już koty. Kot okazał się dość poważnie chory, była to choroba która
            musiała się już zacząć dużo wcześniej, a była po prostu nieleczona. Zostało to
            przed nią zatajone. Koleżanka dba więc o zwierzaka, ale tego typu adopcje radzi
            omijać szerokim łukiem.
          • jowita771 Re: Dodam jeszcze 24.05.10, 17:25
            > wakacji (jedyna poprawna odpowiedź - zrezygnuję z wakacji

            Naprawdę są ludzie, którzy myślą, że trzeba zrezygnować z wakacji, żeby być
            dobrym opiekunem dla zwierzaka? I tak na kilkanaście lat?
            Zdecydowanie potępiam przywiązywanie psa do drzewa czy wyrzucanie (żeby mnie tu
            ktoś czytający w myślach nie potępił zaraz), ale zapewnienie zwierzęciu opieki
            na czas wyjazdu to zupełnie rozsądna opcja.
          • gazeta_mi_placi Re: Dodam jeszcze 24.05.10, 23:54
            No,czasami te Panie bywają nawiedzone i zamiast oddać w dobre ręce trzymają Bóg
            wie ile te nieszczęsne zwierzaki (psy i koty) na domach tymczasowych z 10 innymi sad
            Na pewno jednak są osoby podchodzące inaczej do adopcji i nie wymagające cudów
            wianków.
    • anorektycznazdzira Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 18.05.10, 19:46
      To się nazywa ADOPCJA i tak jest przez sporą część działaczy animals
      traktowane. W dosłowności. Mam kumpelę zaangazowaną w adopcje i nie
      robią takiego cyrku, ale wiedzą, ze niektórzy robią. Sa animalsi,
      którzy naprawdę wychodzą z punktu, z którego wychodzą organizacje
      szukające rodzin zastępczych dla młodych homo sapiens.
      • aglesnik już wiem, czemu odpadłam... 18.05.10, 20:27

        ponieważ:
        - nie zabieram psa na wakacje, oddawałam poprzedniego do
        zaprzyjaźnionego hoteliku
        - będzie miał swoje posłąnie i będzie mógł spać w sypialniach
        - oddam jak będzie gryzł dzieci
        - pracuje, będzie w domu 7godz. samotnie
        - mogłabym zabierać go do pracy w lesie, ale moze zwiać
        - dzieci posiadam w liczbie 2szt.
        Dzięki za posty, poprawiły mi nastrój, bo juz się załamałam że może
        teraz zabiorą mi dzieci, skoro nie nadaje się do opieki nad psem smile
        • kawad Re: już wiem, czemu odpadłam... 23.05.10, 21:05
          W takim razie powinni pozabierać psy wielkiemu gronu właścicieli. Przesada, to
          nie grzech oddać psa do hotelu dla zwierząt ani pozostawianie go w domu na 7
          godzin (są gorsze przypadki). Daj sobie spokój z tą fundacją i weź psiaka ze
          schroniska. Będzie Ci wdzięczny do końca swojego psiego żywota (wiem bo
          wszystkie moje psy to były schroniskowce).
        • bez_seller Re: już wiem, czemu odpadłam... 24.05.10, 18:05
          Oddalam psa na cztery dni do hotelu. Pies nie jadl nic, prawie nie
          pil, a siersc gubil jeszcze przez pare tygodni po powrocie do domu.

        • mira59 Re: już wiem, czemu odpadłam... 24.05.10, 18:55
          A jakiego chciałaś psiaka ? Może na stronce fundacji SOS Bokserom
          znajdziesz takiego, któremu zechcesz dać dom? Tam też obowiązkowa
          jest wizyta przed - i poadopcyjna. Sama mam dwa cudne boksiki wzięte
          z tej fundacji.
          I oddanie psa do hoteliku nie jest problemem, i deklaracja, że
          oddasz jak ugryzie dziecko - taki sam warunek dałam ja (jak ugryzie
          dziecko, jak wystąpi alergia na sierść).Psy śpią u mnie na
          legowiskach.
        • green_land Re: już wiem, czemu odpadłam... 24.05.10, 18:56
          > juz się załamałam że może
          > teraz zabiorą mi dzieci, skoro nie nadaje się do opieki
          > nad psem smile
          Mojemu znajomemu sąsiedzi nasłali Zielonych, do rzekomo zagłodzonych
          psówsmile Owe "zagłodzone" zwierzęta to były... hartybig_grin

          Olej te wszystkie fundacje i schroniska, kup psa i nie będziesz
          musiała się spowiadać jakiejś nadgorliwej babietongue_outn
          • figrut Re: już wiem, czemu odpadłam... 24.05.10, 19:20
            > Olej te wszystkie fundacje i schroniska, kup psa i nie będziesz
            > musiała się spowiadać jakiejś nadgorliwej babietongue_outn
            W schroniskach nie robi się tylu problemów. Płaci się za szczepienie
            lub nie płaci, spisują dane nabywcy i tyle.
            Osobiście uważam, że cała procedura adopcyjna jest wielką komedią.
            Mnie wypytywano o różne dziwne rzeczy które by mi w życiu do głowy
            nie przyszły, że mogą być ważne przy nabyciu psiaka, a psiara jestem
            od dziecka i niejedną biedę przygarniałam na tymczas sama posiadając
            własne. Dałam namiary na naszego ( w sensie zaufanego) weterynarza
            którego istnienie i klinikę jak najbardziej można potwierdzić, a mimo
            to zostałam wypytana o masę różnych rzeczy nie mającego nic wspólnego
            z tym, czy pies nie będzie miał u nas krzywdy. Dobrym rozwiązaniem
            byłaby umowa nabycia psa zaczipowanego i wpisanego do rejestru, a nie
            tysiące pytań i sporo odrzuconych domów, bo ktoś nie wypadł dobrze na
            rozmowie kwalifikacyjnej.
            • iuscogens Re: już wiem, czemu odpadłam... 24.05.10, 19:27
              Tak z ciekawosci Figrut jakie byly te dziwne pytania??
              • figrut Re: już wiem, czemu odpadłam... 24.05.10, 19:42
                Choćby przykładowe menu psiaka, czyli zestawienie ryżu, warzyw,
                mięsa. Czy pies będzie spał na moim łóżku, jaką suchą karmą
                ewentualnie będę karmić (natychmiast przed oczami stanęła mi taczka z
                kaszą, namoczoną bułką i sporadycznymi, brązowymi skrawkami, czyli
                pewnie coś, czego nie jestem w stanie przebić jeśli chodzi o dietę
                tongue_out). Wystarczyło podać moje imię i nazwisko, zadzwonić do kliniki i
                tam weterynarz ma w komputerze stan zdrowia i częstotliwość naszych
                wizyt z naszymi psami, oraz z jakiej okazji są te wizyty. Zamiast
                tego miałam godzinną rozmowę telefoniczną Jako osoba chcąca
                adoptować psa mogłam nakłamać do oporu. Weterynarz z kłamstwami by
                się zawahał, bo w końcu chodzi tam o dobre imię jego kliniki.
                • iuscogens Re: już wiem, czemu odpadłam... 25.05.10, 00:09
                  Rozumiem, że te buły to jest to co wczesniej jadl?? w takim wypadku bym o
                  zywnośc wlasciciela nie pytala, ale ogolnie to nie myslę, zeby to bylo pytanie
                  od czapy. Jak ktos od temgo psa/kota czy krolika wczesniej dba, poświeca swoj
                  czas, pieniądze (na jedzenie np. smile to potem sprawdza dokladnie. To jest proste
                  i logiczne smile i jak się wie jak ludzie moga karmic lub jak olewac opike
                  weterynaryjną to się jest potem wyczulonym.
                  Mialam juz do czynienia z psami, ktore byly adoptowane z palucha i potem
                  wyrzucane, bo sie znudzily, a rodzinka potem kolejne "dla dzieci" brala z tego
                  samego schroniska bo nikt nawet nie sprawdzi, ze pol roku wczesiej byl pies brany.
          • iuscogens Re: już wiem, czemu odpadłam... 24.05.10, 19:25
            No i dobrze, że wezwali slłuzby, rozumiem, że znajomemu nic sie nie stalo i nie
            miał nic na sumieniu?? sytuacja srednio przyjemna, ale zadna tragedia sie nie
            stala, lepiej zareagowac jak się wydaje, ze cos jest nie tak i się pomylić niż
            olać.
            Bardzo dobrze że są takie "nadgorliwe baby", ze są osoby, ktore dbają o
            zwierzęta, wystarczy że w schronisku dają zwierzęta każdemu oraz że hodowca
            sprzeda każdemu kto da kasę i potem przy pierwszym lepszym problemie albo w
            okolicy wakacji psy zaczynają zwiedzac okoliczne lasy. Pytanie o wakacje jest
            wazne bo jest mnostwo debili, ktorzy wyrzucaja zwierzeta bo nie mają co z nim
            zrobic jak jada na wakacje. Niektorzy wyrzucaja psa bo np. zaczyna szczekac, jak
            ktos od razu zaklada że przy pierwszej trudności wywala psa bez proby
            rozwiązania problemu to nie dziwię się, że psa nie dostaje, tez bym nie dala.
            Pozostaje kupno co rok nowego, az sie trafi na bezproblemowego (są tacy
            naprawdę). jak bylam mlodsza ugryzl mnie nasz pies, nikt go nie oddal, tylko
            zostala przeprowadzona fachowa tresura, od tej pory pies sie uspokoil i nigdy
            sytuacja się nie powtorzyła a minelo już pare lat, jakby sie to powtarzalo to
            wtedy nie byloby miejsca, ale wiele osob oddaje, bo im sie nie chce nic zrobić,
            zeby sprobowac rozwiązac problem. są tacy, ktorzy wyrzucają psa profilaktycznie,
            bo ciąża. Rózne sa cuda uncertain
          • majenkir Re: 24.05.10, 19:28

            green_land napisała:
            > Owe "zagłodzone" zwierzęta to były... hartybig_grin

            A co to takiego?
            • korridda Re: wow! 24.05.10, 20:34
              Weszłam na link z sygnaturki. Cudne i wspaniałe!
              • majenkir Re: wow! 24.05.10, 23:23
                A dziekuje, dziekuje. I w pelni sie zgadzam - wspaniale smile.
                • karolina_g_k Ja jestem właśnie taką babą :) 25.05.10, 13:01
                  która robi wizyty przedadopcyjne więc może wypowiem się z tej drugiej
                  strony.
                  Wierzcie mi dziewczyny, że ludzie potrafią być bardzo "dziwni". Chcą
                  psiaka, zabiegają o niego, na pozór wszystko wygląda cukierkowo, a
                  psiak wraca do nas po kilku dniach, miesiącach czy nawet latach.
                  Czesto z bardzo już skrzywiona psychiką.
                  Ja nie jestem na takich wizytach nie miła, raczej konkretna. Mówię
                  wprost co mi nie pasuje, o ile mi nie pasuje. Wiem jednak, że "baby"
                  które siedzą w tym od dawna czasami maja taktykę zniechęcającą i
                  jesli mimo tego ktoś nadal chce psiaka to jest bardziej pewnym
                  przyszłym właścicielem niż ktoś kto od razu pasuje.
                  Przykre, że nikt nie poinformował autorki wątku o decyzji. Może warto
                  (oczywiście jesli chcesz) zadzwonić i spytać co jest grane?

                  A tak z innej strony.
                  Piszesz, że oddasz psa jeśli ugryzie dziecko (uprzedzam, że dla mnie
                  fakt posiadania potomstwa absolutnie nie skreśla kandydatów na
                  właścicieli, sama mam dwójke małych dzieci i bez problemu opiekujemy
                  się np psiakami, którym dajemy dom tymczasowy)dlatego ja jednak
                  nakłaniałabym Cię do wzięcia psa z domu tymczasowego.
                  Psy ze schroniska to psy z różnoraką czasem bardzo ciężką i nieznaną
                  historią. To niestety może (ale nie musi oczywiście) powodować wiele
                  problemów. W schronisku nie ma czasu na sprawdzenie każdego psiaka, a
                  ich opiekunowie nie są w stanie zagwarantować jak będzie zachowywał
                  się po wyjściu ze schroniska. Czasami pies zmienia się o 180 stopni.
                  Psy które przebywają w domach tymczasowych najczęściej już znamy.
                  Potrafimy okreslic dokładnie czy taki psiak odnajdzie się w
                  potencjalnym domu stałym.
                  Dla jednego czworonoga 8-9 godzin samotności to żaden problem inny w
                  tym czasie zrobi prawdziwy meksyk.
                  W domu tymczasowym "sprawdza" się jak psy reagują na dzieci (czesto w
                  takich domach psiak mieszka z dzieckiem właśnie), dzięki temu możemy
                  dac mniejszą lub większą gwarancję na to, że psiak nie ugryzie
                  dziecka.
                  Zawsze przestrzegam przed nierozważną decyzją, próbuje pokazać
                  wszelkie możliwe pułapki, które czekają przyszłych właścicieli.
                  Naciskam na sterylizację i kastrację (o ile psiak jeszcze nie jest po
                  zabiegu). Ale oczywiście proponuje również ze swojej strony wszelka
                  możliwa pomoc.

                  Nie wrzucajcie nas (ludzi pomagających bezdomnym zwierzętom) do
                  jednego wora z etykietka świrów.
                  Ktos tu już wcześniej pisał i taka jest rzeczywistość. Na tą naszą
                  pasje (bo dla mnie to pasja po prostu) przeznaczamy wiele prywatnego
                  czasu, pieniędzy, energii. Jedynym (chociaż najważniejszym) co mamy w
                  zamian to radość kiedy psiak znajdzie wspaniały dom.
                  • bez_seller Re: Ja jestem właśnie taką babą :) 25.05.10, 13:30
                    karolina_g_k napisała:

                    > Nie wrzucajcie nas (ludzi pomagających bezdomnym zwierzętom) do
                    > jednego wora z etykietka świrów.
                    > Ktos tu już wcześniej pisał i taka jest rzeczywistość. Na tą naszą
                    > pasje (bo dla mnie to pasja po prostu) przeznaczamy wiele
                    prywatnego
                    > czasu, pieniędzy, energii. Jedynym (chociaż najważniejszym) co
                    mamy w
                    > zamian to radość kiedy psiak znajdzie wspaniały dom.


                    Dziekuje.
                    Tak to sobie wyobrazam - pasja i poswiecenie ludzi kochajacych
                    zwierzeta, i nawet gdy czasem ktos przegnie z dociekliwoscia, nie
                    obrazac sie, nie wysmiewac, lecz pytac i dochodzic do sedna sprawy.
          • seniorita_24 Re: już wiem, czemu odpadłam... 25.05.10, 12:18
            Tak, najlepiej na Allegro, nie zapytają o nic, o niczym nie poinformują i
            jeszcze w paczce prześlą. Idealna opcja.
          • titta Re: już wiem, czemu odpadłam... 25.05.10, 21:36
            > Mojemu znajomemu sąsiedzi nasłali Zielonych, do rzekomo
            zagłodzonych
            > psówsmile Owe "zagłodzone" zwierzęta to były... hartybig_grin

            Urban legennds. Juz chyba u wszystkich hartow w Polsce byli
            zieloni tongue_out
            • green_land Re: już wiem, czemu odpadłam... 26.05.10, 08:33
              Nie wiem, czy u wszystkich chartów /mój odwieczny błąd, choć nie ja
              jestem dysortografikiem, a mój bratsmile/, ale u tych na pewnosmile Znam go osobiście,
              więc nie jest to historia zasłyszana gdzieś na forum czy od osób trzecich.
        • seniorita_24 Re: już wiem, czemu odpadłam... 25.05.10, 12:28
          Nie wiem jak wyglądała twoja rozmowa adopcyjna. Ja mam za sobą ich sporo tyle,
          że po drugiej stronie. I jeśli dla kogoś np. dziwnym i absurdalnym pytaniem
          byłoby to w jaki sposób zamierza zorganizować opiekę nad zwierzęciem na wakacje
          to podziękowałabym takiej osobie za zainteresowanie.
          Priorytetem rozmów adopcyjnych jest znalezienie dobrego domu dla zwierzęcia.
          Rozmowa powinna być prowadzona w uprzejmy, ale konsekwentny sposób. Często już
          podczas rozmowy przez telefon wiem czy osoba, z którą rozmawiam nadaje się na
          opiekuna dla tego konkretnego zwierzęcia. Nie każde zwierzę uszczęśliwi każdego
          człowieka. Osoby zainteresowane widzą ładna mordkę, ale często ignorują opis
          charakteru zwierzaka i nie dostrzegają, że pewne zachowania mogą być potem dla
          nich problemem, który spowoduje oddanie lub porzucenie zwierzaka. Dzięki
          rozmowom i mailom można zorientować się czy dana osoba (rodzina) będzie dobrym
          domem i czy właśnie ten zwierzak ich uszczęśliwi.
          I czasami nawet treść odpowiedzi nie jest najważniejsza, jak w każdej rozmowie
          kwalifikacyjnej suspicious
          Aglesik dla jednego psa te warunki byłyby idealne, dla innego, który boi się
          obcych miejsc i dzieci wprost przeciwnie.
          • verdana Re: już wiem, czemu odpadłam... 25.05.10, 13:38
            Ależ ja pytanie o wakacje rozumiem i popieram. Ale już zdecydowane
            stwierdzenie, ze nie mogę kota oddać na dwa tygodnie własnym
            rodzicom, bo kot musi być we własnym domu - uwazam za czysty absurd.
            Podobnie jak dykwalifikowanie, jeśli mam dziecko poniżej trzech lat
            (akurat takie pytanie padło z ust hodowcy, ktory sprzedał matke
            szczeniaków - kupilam szczeniaka z choroba sierocą).
            • seniorita_24 Re: już wiem, czemu odpadłam... 25.05.10, 14:53
              Często jest też tak, że dzwoni ktoś dla kogo naturalne jest, że kot czy pies
              będzie członkiem rodziny a dzwoni ktoś dla kogoś jest oczywiste, że zwierzę
              będzie pełnoprawnym łańcuchowym stróżem lub myszołapem dopóki nie wpadnie pod
              traktor.
              To trzeba wiedzieć i wybadać, w mniej lub bardziej dyplomatyczny sposób.
              Generalnie ludzie, którzy są zwolennikami tej pierwszej opcji nie obrażają się
              dokładnym wywiadem i jeszcze sami zapraszają do siebie na sprawdzenie warunków,
              zachęcają do odwiedzin, opowiadają o swoich poprzednich zwierzakach,
              doświadczeniach z nimi, nawet tymi negatywnymi.
              Ja wolę uczciwe postawienie sprawy i wtedy rozmowy na ten temat np.dlaczego
              uważam, że ten kot raczej będzie się czuł lepiej odwiedzany w znanym mu
              mieszkaniu niż w innym miejscu lub dlaczego tamten właśnie wolałby być ze
              znanymi mu ludźmi niezależnie od zmiany lokalizacji.
              Niektórych kotów nie oddałabym osobom, które maja małe dziecko a inne bez
              oporów. Osoby, które maja małe dziecko też przecież chciałyby aby było ono
              bezpieczne i nie narażone na podrapanie bo w sytuacji uszkodzenia potomka bez
              litości eksmitują drapiącego (nawet o ile to dziecko usiłowało uprzednio rzucać
              tymże drapiącym).
              Jeśli natomiast zauważyłabym, że zainteresowany adopcją poplątał się i ściemnia
              to wtedy wątpliwości rozstrzygnęłabym na jego niekorzyść i kota bym nie oddała.
              Tylko uważam, że lepiej zapytać podczas rozmowy o różne kwestie i na bieżąco je
              wyjaśniać niż zrobić wywiad w formie pytanie-odpowiedź, odhaczone, wyniki
              poznamy kiedy indziej.
            • bez_seller Re: już wiem, czemu odpadłam... 25.05.10, 14:57
              verdana napisała:
              .
              > Podobnie jak dykwalifikowanie, jeśli mam dziecko poniżej trzech
              lat
              > (akurat takie pytanie padło z ust hodowcy, ktory sprzedał matke
              > szczeniaków - kupilam szczeniaka z choroba sierocą).

              Prosze nie mylic hodowcy z pracownikiem fundacji.
    • tully.makker Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 25.05.10, 14:25
      Jedz do schroniska, tam docenia twoja chec opieki nad zwierzakiem.
      Ja zaadoptowalam 2 psy - jeden ze schroniska, drugi z fundacji, i
      nikt mnie nie traktowal jak potencjalnego znecacza sie nad
      zwierzakiem.
      Choc pytania co poniektore byly dziwaczne, przyznaje, np podczas
      adopcji westiczki pani pytal, czy do mieszkania, czy do domu z
      ogrodem. Bo to drugie juz niechetnie, zapewne w zalozeniu, ze
      trzymalabym psa w zime na dworze. na szczescie mam mieszkanie, wiec
      sie zakwalifikowalam. A westiczka prawie cala zime przesiedziala na
      balkonie, co chwila prosila, zeby ja wypuscic - najwyrazniej w domu
      bylo jej za cieplo.
      • beti222 Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 25.05.10, 17:06
        Myślę, że stwierdzenie iż oddasz psa jeśli ugryzie dziecko, mogło spowodować
        takie, a nie inne podejście osoby wizytującej. W ogłoszeniu, dzięki któremu
        znalazłaś psa, jak sama napisałaś, była informacja, że pies może iść do osoby,
        która ma doświadczenie z psem po przejściach, bo pies właśnie po takich
        przejściach jest. Zadeklarowałaś, że masz takie doświadczenie, a jego stan
        psychiczny, po tym co przeszedł, nie stanowi dla Ciebie problemu, po czym
        mówisz, że oddasz jak ugryzie. Należy się zdecydować albo umiem z psem pracować
        i mimo jego agresji, potrafię dalej się nim opiekować i układać go jak tylko
        potrafię albo nie toleruję takich zachowań. Jeśli osoba wizytująca idzie
        sprawdzić dom, osobę która deklaruje swoje doświadczenie i umiejętność pracy z
        psem, a zastaje osobę która owszem psa chce, ale jak ugryzie to odda, to nie
        dziwię się, że tak zareagowała. Skoro odpowiedziałaś na ogłoszenie o psie
        sprawiającym problemy, to znaczy że to tolerujesz, a tu się okazuje, że jednak
        nie tolerujesz. Ty dbasz o dzieci, ta osoba dba o najlepsze warunki dla psa i
        wizja oddania psa nie pozwala jej oddać go Tobie. Rozumiem, że nie możesz sobie
        pozwolić na psa z problemami, więc pomóż i adoptuj, ale takiego, który nie
        będzie agresywny. Jest tyle psów, które czekają na Twoje serce, że możesz
        któremuś pomóc, dać mu dobrą opiekę i sama być zadowolona.
        Pozdrawiam serdecznie i życzę udanej adopcji.
        • beti222 Re: chciałam dobrze... i się zdziwiłam 25.05.10, 17:23
          Proszę nie zrozum mnie źle, nie było mnie przy tej rozmowie, nie wiem jak to w rzeczywistości wyglądało, ale nie zrażaj się po nieudanej próbie, nawet jeśli zawiniła osoba wizytująca. Jest wiele psów, które czekają na taką Rodzinę jak Twoja, możesz pomóc zabierając psa, który bardziej pasuje do Waszej Rodziny.
          Piccolo i Barnaba potrzebują Rodziny.
          www.cafeanimal.pl/ogloszenia/oddam-zwierzaka-do-adopcji/psy/Piccolo,15468
          www.cafeanimal.pl/ogloszenia/oddam-zwierzaka-do-adopcji/psy/Barnaba,15469
          Pozdrawiam serdecznie.

      • karolina_g_k Tully.makker 25.05.10, 17:07
        "Jedz do schroniska, tam docenia twoja chec opieki nad
        zwierzakiem.
        "

        Pogubilam się... To w koncu o co chodzi? O to żęby zyskać
        czworonoznego czlonka rodziny, czy o to żeby poczuć się docenionym?

        tully.makker naprawde myslisz, ze dlatego schroniska wydaja
        psiaki bez sprawdzenia ich przyszlych domów?

        Schronisko to okropne miejsce wierz mi. Wiekszość wiecznie nie ma
        pieniędzy i jest notorycznie przepelniona. Nie ma funduszy na karme,
        leki dla zwierzat. Nie ma więc skąd wziąć na zatrudnienie dodatkowych
        osób, które zajelyby sie przeprowadzaniem calej procedury adopcyjnej.
        Kazdy wydany pies, to odciażenie i poprawienie bytu innym. Dlatego
        niestety cieżko jest (nawet tym co chcą)zrobic cokolwiek wiecej poza
        podpisaniem umowy i krotka rozmowa.
        Wlasnie dlatego tak wiele psów trafia na lancuch, do ciasnych kojcow,
        bez mozliwości wybiegania albo wprost na ulice..

        Rzeczywiście fundacje i tp instytucje zajmujace się tymi
        skrzywdzonymi przez los czy czlowieka zwierzakami robią "problemy".
        To robienie problemow zwieksza szanse psiaka na godne, dobre życie.
        Pozwala dopasowac psiaka do wlaściciela.

        Jeśli chodzi o mnie i wiele osób, które znam to rzeczywiście bardzo
        dbamy o każdy szczegół adopcji. Wiesz czemu?
        Bo psiaki, którym daje dom tymczasowy zawsze traktuje jak wlasne. Tak
        samo o nie dbam i tak samo kocham. Wiem jednak z zalożenia, że
        zwierze nie zostanie ze mną, ze pomagam mu wyzdrowieć, socjalizuje po
        to zeby pozniej trafilo do wspanialych ludzi.

        Teraz wyobraź sobie, że poważne okolicznosci zmuszają Cie do oddania
        swoich psiaków. Oddalabys je pierwszej lepszej, chetnej osobie czy
        dokladnie sprawdzila kogos kto chcialby je przygarnać? wink

        Post napisalam do Ciebie poniewaz wypowiedzialas sie w ten sposob
        jako ostatnia ale adresuje go do wszystkich oczywiście smile
        • ola Re: Tully.makker 25.05.10, 17:52
          Ja tez nie rozumiem.
          chcesz psiaka po przejściach bo chcesz mu stworzyc dom i dać
          poczucie bezpieczeństwa czy zostać świętą żeby wszyscy podziwiali
          Twoje dobre serduszko?

          Jesli chcesz psa, ale nie chcesz z nim problemów (gryzienie dzieci,
          akty agresji czy destrukcji oraz inne "nerwowe" zagrania) to po co
          nastawiasz się na psa po przejściach?

          Jedz do schroniska i wybierz psa, który trafił tam, że tak powiem "z
          ulicy" - znaleziony, szczeniak, lub taki, którego właściciel umarł
          itd. To są najczęściej miłe, łagodne psiaki, które dają sie
          zaadoptowac bez większych kłopotów.

          Psy po przejściach - w przeszłości katowane, chore, z traumą, zostaw
          ludziom którzy mają wiedzę/determinację/chęć takie psy prowadzic i
          nie zgotować im kolejnej traumy odrzucenia.

        • majenkir Re: Tully.makker 25.05.10, 20:15

          karolina_g_k napisała:
          Tak
          > samo o nie dbam i tak samo kocham. Wiem jednak z zalożenia, że
          > zwierze nie zostanie ze mną, ze pomagam mu wyzdrowieć, socjalizuje
          po to zeby pozniej trafilo do wspanialych ludzi

          Zalozenie zalozeniem, a zycie zyciem.
          W pazdzerniku wzielismy "tymczasowego" psa. O adopcji nie bylo nawet
          mowy. Dwa tygodnie temu podpisalam papiery adopcyjne big_grin.
          • karolina_g_k majenkir :) 25.05.10, 21:33
            Ja z trudem ale jeszcze się trzymam.
            Oddanie każdego tymczasowicza przypłacam litrami łez. Wiem jednak ,że
            jesli któryś z psiaków by z nami został to będe musiała zrezygnować z
            instytucji domu tymczasowego (malutkie mieszkanie, dwoje dzieci własny
            stały kocur, częsta opieka nad sunia mojej mamy), a tego bardzo nie
            chcę. Takich domów i tak jest jak na lekarstwo, a kolejka
            potrzebujących psiaków bez końca sad

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka