Jestem świeżo po lekturze "Lata przed zmierzchem" Doris Lessing. Pisarka dotknęła tam rzeczy, o której często wcześniej myślałam, a mianowicie - tak mocno ogólnie ujmując - o "powinności" kobiet do dobrego wyglądu, do bycia atrakcyjną, dobrze ubraną, w pełnym kobiecym rynsztunku itp.
Oczywiście nie neguję tego, bo zaraz mnie wyzwiecie od brzydkich i zaniedbanych feministek (ja jestem ładną i uroczą feministką, tak dla jajec), ale stanie się na pewien czas niewidzialną to ciekawy eksperyment.
Przepis jest prosty - wystarczy ubrać się w zwykłe spodnie, nieopinające pośladki i ogólnie w coś burawego i niezwracającego uwagi, nie mieć makijażu (włożenie okularów korekcyjnych na nos mile widziane), nie kręcić dupką podczas chodzenia itp.
Elementy stałe w postaci nadwagi/niedowagi, wady postawy, figury odbiegającej od aktualnie obowiązującego wzorca mile widziane.
Efekt natychmiastowy - stajemy się niewidzialne! Faceci omiatają nas niewidzącym spojrzeniem, inne kobiety nie lustrują części garderoby, nóg, torebki. I okazuje się, że nie będąc obiektem seksualnym nie istniejemy na ulicznym wybiegu.
Lubię czasem założyć czapkę niewidkę. Nie ogarnia mnie taka euforia + złość w związku z tym faktem, jak bohaterki książki, bo bywałam niewidzialna dużo wcześniej, dużo dłużej i jakoś tak bez mojej intencji

ale bywa zabawnie.
Kobieta w książce Lessing robiła np. taki eksperyment, że przechodziła koło robotników budowlanych kręcąc biodrami w sukieneczce wywołując oczywiście gwizdy i okrzyki, po czym za rogiem dokonywała szybkiej metamorfozy i kiedy przechodziła koło nich drugi raz słyszała już tylko ciszę.
Ale z nią to była trochę odmienna sprawa, bo jako dojrzała matka czwórki dorosłych dzieci mogła rzeczywiście poczuć stosowną ulgę po odkryciu, że naprawdę NIE MUSI być wciąż w pełnej gotowości z włosami prosto od fryzjera i w eleganckiej sukience. Wcześniej przyjmowała a priori, że tak po prostu powinno być.
Ale gdzie kończy się chęć zwykłego podobania się, a zaczyna wewnętrzny przymus, który każe robić pełny makijaż na wyjście do sklepu? No i różnica pomiędzy "chcę ładnie wyglądać" a "powinnam ładnie wyglądać"?
Ponieważ nie spodziewam zbyt wielu wypowiedzi na temat, a raczej pytań w rodzaju "o so chozi?" pozwolicie, że po prostu podziękuję wszystkim, którzy przebrnęli przez ten przydługawy wywód