Dodaj do ulubionych

roszczeniowi rodzice

01.07.10, 10:15
zaraz za nieznosnymi bachorami i kiepska placa to kolejny argument
udreczonych nauczycieli
jestem szalenie ciekawa
czego tez roszcza sobie od bidulow nauczycieli straszni rodzice?
jakiez to ponadstandardowe oczekiwania maja rodzice?
pytanie kieruje do jednych i drugich
sama niebawem bede matka pierwszoklasisty
to chce wiedziec o co moge prosic
a gdzie zacznie sie roszczeniowosc wink
Obserwuj wątek
    • patka_s Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:24
      Wiesz co najbardziej mnie - jako nauczyciela - wkurza? to, że
      rodzice są tak bezkrytyczni wobec swoich dzieci. Że tak im we
      wszystko wierzą. Gdy dochodzi do jakiejś przykrej sytuacji w szkole
      na lini uczeń-uczen, nauczyciel-uczeń, ten winny tłumaczy się przed
      rodzicami, że było zupełnie inaczej gdy wszystkim wokół wiadomo, kto
      był winny. Nie ma dyskusji, nauczyciel chce udupić dziecko, uwziął
      się itd. Można walić głową w mur, próbować dyskutować, dialogu nie
      ma.

      A jako matka-nauczycielka: znajomi zwracają mi uwagę, że jestem za
      bardzo wyrozumiała jeśli chodzi o przedszkole mojego dziecka i panie
      nauczycielki. To chyba dlatego, że zdaję sobie sprawę z tego, jak
      trudno jest czasem zapanować nad wszystkim...
      • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:28
        patka_s napisała:

        > Wiesz co najbardziej mnie - jako nauczyciela - wkurza? to, że
        > rodzice są tak bezkrytyczni wobec swoich dzieci. Że tak im we
        > wszystko wierzą. Gdy dochodzi do jakiejś przykrej sytuacji w
        szkole
        > na lini uczeń-uczen, nauczyciel-uczeń, ten winny tłumaczy się
        przed
        > rodzicami, że było zupełnie inaczej gdy wszystkim wokół wiadomo,
        kto
        > był winny. Nie ma dyskusji, nauczyciel chce udupić dziecko, uwziął
        > się itd.

        ano wlasnie
        bo czesto taka jest postawa nauczyciela
        ja pamietam jak moje 4 letnie dziecko zgubilo sie w przedszkolu i
        nikt nie mogl go znalezc
        to pani tez twierdzila ze to jego wina, bo on taki jest niedobry

        ja stoje na stanowisku ze to rodzic jest rzecznikiem swojego
        dziecka w szkole
        komu mam wierzyc jesli nie swojemu dziecku?


        Można walić głową w mur, próbować dyskutować, dialogu nie
        > ma.
        >
        > A jako matka-nauczycielka: znajomi zwracają mi uwagę, że jestem za
        > bardzo wyrozumiała jeśli chodzi o przedszkole mojego dziecka i
        panie
        > nauczycielki. To chyba dlatego, że zdaję sobie sprawę z tego, jak
        > trudno jest czasem zapanować nad wszystkim...
        • barboorka1313 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:04
          > ja pamietam jak moje 4 letnie dziecko zgubilo sie w przedszkolu i
          > nikt nie mogl go znalezc
          > to pani tez twierdzila ze to jego wina, bo on taki jest niedobry

          Jak wychowawczyni mojego dziecka nie dopilnowała, żeby wsiadło do
          busa i pojechało z całą klasą na basen, to się okazało, że to moja
          wina smile Nie wiem, czy wg n-lki powinnam chodzić z dzieckiem do szkoły
          i go pilnować. Wymaganie, żeby nauczyciel pilnował dzieci, chyba nie
          jest zbyt wielkie??
        • patka_s Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:03
          Ja napisałam o sytuacji, kiedy ewidentnie wiadomo kto zawinił. Uczeń
          powiedział do nauczycielki: pocałuj mnie w dupe. nauczyciel ma prawo
          w takiej sytuacji nawet policję wezwać, jednak podarował to
          uczniowi, wezwał rodziców, świadkami są uczniowie, a rodzice nie
          wierzą w to, wypierają się, uczeń się wypiera... takich i podobnych
          sytuacji jest na pęczki w szkołach...

          Rodzic potrafi przyjść lub zadzwonić do szkoły, że nauczyciel wpisał
          mu 1 za ściąganie na sprawdzianie. No przecież nie zabieram kartki i
          wpisuję 1 tak ot sobie, nigdy by mi to do głowy nie przyszło. Zawsze
          mówię, że za 2 upomnieneim zabieram kartkę. I tak zabieram za 5-6 sad
          • majenkir Re: 03.07.10, 17:04

            patka_s napisała:
            Uczeń powiedział do nauczycielki: pocałuj mnie w dupe. nauczyciel
            ma prawo w takiej sytuacji nawet policję wezwać

            A policja po co? jako swiadek calowania? tongue_out
            • kkokos Re: 03.07.10, 18:31
              majenkir napisała:

              >
              > patka_s napisała:
              > Uczeń powiedział do nauczycielki: pocałuj mnie w dupe. nauczyciel
              > ma prawo w takiej sytuacji nawet policję wezwać
              >
              > A policja po co? jako swiadek calowania? tongue_out
              >

              od czasów giertycha nauczyciel w szkole ma prawa jak funkcjonariusz państwowy na
              służbie. funcjonariusza państwowego na służbie lżyć nie można.
              nauczyciel wzywa policję, uczeń jest przesłuchiwany, sprawa idzie do sądu
              grodzkiego, który ją może oddalić albo wdrożyć i uczniowi niepełnoletniemu grozi
              kurator, a pełnoletniemu bodaj do roku w zawieszeniu (nie pamiętam prawidłowej
              nomenklatury i najpewniej słów typu wdrożyć, oddalić itd. używam nieprawidłowo).

              w praktyce nauczycielka oczywiście nie wzywa policji do notorycznych chuliganów
              z pierwszej gimnazjalnej pytających ją początku lekcji, czy zrobi im laskę (bo
              przecież ma instynkt samozachowawczy, a od nich oraz od ich kolegów mogłaby
              dostać przez łeb w ciemnej ulicy), tylko do jasia lub stasia, którzy mieli
              nieszczęście mruknąć coś przykrego za jej plecami, ale pochodzą z normalnych
              domów i generalnie nie sprawiają kłopotów wychowawczych. taka sytuacja miała
              miejsce w gimanzjum mojego syna - jego kolega, którego największym przewinieniem
              do tej pory było gadanie na lekcjach, burknął za plecami pani "szmata". pani
              znana jest m.in. z tego, że nie wolno się jej przyznać, że się czegoś na lekcji
              nie zrozumiało, bo stawia jedynki - bardzo, ale to bardzo roszczeniowi rodzice
              już w kilku klasach zapraszali panią na zebrania, by problem przedyskutować,
              pani przychodziła i mówiła "ale ja naprawdę nie rozumiem, o co chodzi???" i nic
              się nie zmieniało. przezwisko szmata ma od początku, uczennice-tipsiary palące
              pod szkolną bramą krzyczą tak, gdy się zbliża, no ale one mają wszak silnych
              kolegów lub ojców recydywistów. więc pani wezwała policję do kazia, nie
              informując o tym nawet dyrekcji, a matce kazia powiedziała wprost: no przecież
              kogoś w końcu musiałam ukarać dla przykładu.
              (sądząc po reakcji dyrekcji, nie wróżę tej pani długiej kariery w tej szkole)

              więc jest to bardzo wygodny przepis dla tych malutkich duchem i tych pospolicie
              wrednych.
      • e_r_i_n Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:38
        patka_s napisała:

        > Wiesz co najbardziej mnie - jako nauczyciela - wkurza? to, że
        > rodzice są tak bezkrytyczni wobec swoich dzieci.

        Wiesz, ja od nauczycielki (nie mojego dziecka, tylko opiekunki podczas "Zimy w
        mieście") usłyszałam, że pozwalam dziecku wchodzić sobie na głowę, bo je
        zapytałam o jego wersję zdarzenia, które pani mi opisywała. Tak więc przegięcia
        w drugą stronę też są. Co ciekawe, ostatecznie pani przyznała, że jej się dzieci
        pomyliły (w klasie mojego dziecka miała zastępstwo) - czyli dobrze, że zapytałam.
      • wuika Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:47
        Sorry, ale jeśli po jednej stronie jest dorosła osoba (nauczyciel), a po drugiej
        dziecko, to wiadomo, że siły nie są równe, ktoś po stronie dziecka musi stać. I
        psim obowiązkiem rodzica jest stać za własnym dzieckiem.
        Ze mną w szkole były mało problemów, ale jeśli się jakieś zdarzały, to strasznie
        ceniłam to, że rodzice nie dali sobie wejść na głowę i walczyli o moje. Rozmowa
        nt. zachowania, konsekwencji, etc. była w domu, nie w szkole.
      • kali_pso Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:56
        znajomi zwracają mi uwagę, że jestem za
        > bardzo wyrozumiała jeśli chodzi o przedszkole mojego dziecka i
        panie
        > nauczycielki. To chyba dlatego, że zdaję sobie sprawę z tego, jak
        > trudno jest czasem zapanować nad wszystkim


        hehehhh...a już myslałam, że tylko ja byłam taka wyrozumiała i nie
        siedziałam nauczycielowi co przerwa na głowie, nie dopytywałam
        codziennie o oszałamiające "postępy", o to czy zjadło w całości
        kotlecika itp. Ale to trzeba wyjśc troche poza siebie i swój mały,
        egocentryczny światekwink
        • marychna31 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:07
          Naprawdę sądzisz, że trzeba być egocentrykiem, żeby codziennie spytać
          nauczyciela, czego nauczyło się dzisiaj dziecko albo czy zjadło obiad? To jakić
          problem dla nauczyciela powiedzieć o kazdym dziecku zdanie lub dwa na
          zakończenie dnia? A co, nie rozpoznaje dzieci, czy wychodzi sobie w trakcie
          zajęć do kosmetyczki, żeby to miał być jakiś problem?
          • miliwati Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:10
            marychna31 napisała:

            obiad? To jakić
            > problem dla nauczyciela powiedzieć o kazdym dziecku zdanie lub dwa
            na
            > zakończenie dnia? A co, nie rozpoznaje dzieci, czy wychodzi sobie

            Nie no, jasne. 3 min. x 20 dzieci = godzina gadania dziennie -
            spoko, żaden problem.
            • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:16
              > Nie no, jasne. 3 min. x 20 dzieci = godzina gadania dziennie -
              > spoko, żaden problem.

              w statucie KAZDEJ placowki jest akcentowana rola wspolpracy z
              rodzicami
              3-minutowa rozmowa pracy nie zdezorganizuje
              a pozwoli utrzymywac staly kontakt i dogadac sie kiedy naprawde
              pojawia sie problemy
              • miliwati Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:31
                moofka napisała:

                > > Nie no, jasne. 3 min. x 20 dzieci = godzina gadania dziennie -
                > > spoko, żaden problem.
                >
                > w statucie KAZDEJ placowki jest akcentowana rola wspolpracy z
                > rodzicami
                > 3-minutowa rozmowa pracy nie zdezorganizuje

                Jasne, jasne. Godzina dodatkowego gadania dzień w dzień nic nie
                zdezorganizuje.
              • patka_s Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:17
                Przychodze po dziecko codziennie o 15.00 do przedszkola. Stoję w
                drzwiach i wołam panią bo chcę wpłacić pieniądze na wycieczkę. Na
                dywanie widzę ok. 15 dzieci, każde z nich w tym czasie może
                coś "zmalować", widzę dwóch chłopców, którzy kładą się na sobie w
                tym czasie gdy pani jest odwrócona do nich plecami. I co? I mam
                codziennie wypytywać panią o każdą kupkę i obiadek widząc tło? I tak
                każda mama, 2 minuty wypytuje o różne rzeczy. oczywiście, że
                współpraca musi być, ale trochę wyrozumiałości...
          • kali_pso Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:19

            Żeby codziennie pytać o zjedzony obiad?- tak, właśnie tak uważam,
            trzeba być egocentrykiem, który uważa, że oto nawiedził panią w
            przedszkolu i ona winna mu każdego dnia relację...albo mieć mnóstwo
            wolnego czasuwink, którego nauczyciel w przedszkolu nie ma, bo oprócz
            Twojego dziecka , które w tej chwili przebiera sie w szatni kiedy Ty
            dopytujesz po raz piąty w tym tygodniu o zupkę i kotlecika, jest
            jeszcze cała grupa, która wymaga pełnej uwagiwink

            Umiar, umiar we wszystkim należy zachować, to takie proste...wydaje
            się, jestwink
            • kiniox Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 15:38
              Ja czegoś tu nie rozumiem. W moim żłobku panie prowadzą kartotekę, w
              której szczegółowo notują, o której i ile zjadło moje dziecko, o
              której i jak długo spało, ile razy zrobiło kupę (sic!) i czy była to
              normalna kupa, czy zmieniona, ile razy interweniowała pielęgniarka i
              dlaczego. O tym wszystkim, a także o tym, co robiło moje dziecko w
              ciągu dnia, czy nastąpiło coś szczególnego oraz np. o tym, z kim się
              szczególnie danego dnia bawiło, jestem informowana każdego dnia,
              kiedy przychodzę odebrać dziecko ze żłobka. Panie z własnej
              inicjatywy opowiadają mi, jak zachowywało się moje dziecko na
              zajęciach muzycznych i jaką nową zabawę wymyśliło. W Waszych
              żłobkach i przedszkolach tak nie ma? Ja nigdy nie musiałam tego
              wymuszać na paniach i nikt nie uważa, że jestem egocentrykiem z
              roszczeniową postawą. To jest standard, po prostu. I szczerze mówiąc
              do dzisiaj myślałam, że tak jest wszędzie. Wydaje mi się oczywiste
              (teraz, po doświadczeniach z moim żłobkiem), że rodzic ma prawo
              wiedzieć, jak jego dziecko spędziło dzień oraz decydować pewnych
              sprawach, jeśli ma alternatywę (np. można prosić o położenie dziecka
              na drzemkę na powietrzu). Do tego regularnie mailem dostajemy
              szczegółowe menu, informacje o marce wody, którą podają dziecku do
              picia (sygnalizowana jest każda zmiana), czy listę potrzebnych w
              najbliższym czasie gadżetów (takich jak krem ochronny, okulary
              przeciwsłoneczne itp.). Dzięki temu mogę zdecydować, co dać dziecku
              na kolację, żeby np. nie jadło dwa razy tego samego dnia ryby.
              Dzięki temu wiem, jaka jest możliwa przyczyna, że dziecko nie chce
              kolacji, albo jest zmęczone wczesniej niż zwykle. Wiem, czy
              wieczorne rozwolnienie jest jednorazowe, czy może być początkiem
              choroby itp. itd. Dlaczego uważecie, że nie macie prawa do takich
              informacji? Przecież nie oddajecie dziecka na przechowanie, tylko
              pod opiekę. Moim zdaniem udzielanie takich informacji to jest część
              pracy opiekunki, a nie łaska pańska. Są trzy panie w grupie i w
              czasie kiedy jedna rozmawia z rodzicem, pozostałe zajmują się
              dziećmi.
              • morekac Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 17:19
                Bo żłobkowe dzieci nie są aż tak komunikatywne jak przedszkolaki.
                Przedszkolak - zwłaszcza starszy - z reguły powie, co było fajnego,
                a co było okropne. A jeśli dzieje się coś dziwnego w ciągu dnia - to
                z reguły przedszkolanki informowały.
                Co do obiadów - to chyba standardem jest wywieszanie jadłospisu na
                dany tydzień.
                Informowanie o każdym niedojedzonym kotlecie, z kim dziecko się
                bawiło (niektórzy bawią się niemal ze wszystkimi) i ile razy dziecko
                było w łazience w przypadku przedszkolaków uważam za przesadę.
                • kiniox Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 20:39
                  To prawda. Zgadzam się, że starsze dziecko jest bardziej komunikatywne i pewne
                  informacje nie są już potrzebne. Wychodzę jednak z założenia, że z wiekiem
                  dziecka będzie malała ilość udzielanych przez panie informacji, a nie że w ogóle
                  nie będę miała prawa zapytać (np. o to, czy dziecko zjadło), żeby się nie
                  narazić na zarzut "roszczeniowości".
                  • morekac Re: roszczeniowi rodzice 02.07.10, 01:17
                    No, dyskusja zaczęła się od składania szczegółowych, codziennych
                    relacji o przeróżnych bzdetach.
                    • iwles Re: roszczeniowi rodzice 02.07.10, 23:17

                      nieprawda, dyskusja zaczęla sie od 3 minut, ktore musiałaby
                      pani "poświęcić" rodzicowi dziecka.
              • patka_s Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 20:45
                A ile ma taka pani + wożna dzieci w tym żłobku? 5 sztuk? Moja córka
                jest w 25 osobowej grupie.
                • kiniox Re: roszczeniowi rodzice 02.07.10, 09:17
                  W grupie syna jest dwanaścioro dzieci. Opiekują się nimi dwie, albo
                  trzy panie, w zależności od pory dnia. Po południu, kiedy przychodzi
                  większość rodziców, panie są trzy.
              • taje Re: roszczeniowi rodzice 05.07.10, 21:16

                >W Waszych
                żłobkach i przedszkolach tak nie ma?

                Szczegółowa kartoteka? W polskich żłobkach i przedszkolach? Zapomnij. Jeżeli
                gdzieś tak jest to na pewno są to prywatne placówki i jest to wyjątek od smętnej
                normy.
            • boziaj Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 12:00
              zgodzam się
              egocentrykiem, albo slepym, zeby nie widziec, ze Pani aktualnie ma
              czas dla dzieci, a nie dla mnie, bo JA wlasnie przyszlam odebrac
              dziecko i to jest DLA MNIE super moment, zeby mi poswiecic czas
              u nas 1x w tygodniu jest czas na spotkania z rodzicami (wczesniej
              warto sie umówic, zeby nie czekac)- mozna sie umowic i bedzie zdany
              raport z tygodnia posiłków itd
              kwestia checi, zrozumienia i organizacji
              oczywiscie sprawy wazne komunikowane sa od ręki
              P.S. jestem rodzicem, nie pracuje w przedszkolu
    • lolinka2 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:24
      ja byłam Wrogiem Publicznym Nr 1 bo:

      - zadawałam trudne pytania (jak ocenia Pani aklimatyzację młodej w
      grupie? czy występują tiki w trakcie zajęć? jakie i kiedy? co Pani
      zdaniem możemy zrobić dla podniesienia motywacji dziecka...)

      - podważałam betonowe rozwiązania (system motywacji bez gratyfikacji
      "dla systemu" nie sprawdzi się z całą pewnością; indywidualizacja
      toku nauczania to kwestia nad którą musimy usiąść wspólnie; oglądanie
      zwłok Kaczyńskiej przejeżdżających przez Warszawę źle się odbiło na
      psychice mojego dziecka)

      - wymagałam (realizacji zaleceń PPP, indywidualnej uwagi dla młodej,
      zadań o wyższym stopniu trudności...)

      .... i, co najgorsze, miałam rację...
      • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:26
        potforo roszczeniowa big_grin
        • lolinka2 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:07
          no straszliwa, a w razie potrzeby z żelaznym argumentem w postaci 5 lat
          przepracowanych w szkolnictwie więc znam sprawę "z obu stron katedry"
    • zaziza Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:28
      jestem szalenie ciekawa
      > czego tez roszcza sobie od bidulow nauczycieli straszni rodzice?

      Pierwszy przyklad z brzegu- że np. szkola WYCHOWA za NICH potomstwo.
      • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:29
        zaziza napisała:

        > jestem szalenie ciekawa
        > > czego tez roszcza sobie od bidulow nauczycieli straszni rodzice?
        >
        > Pierwszy przyklad z brzegu- że np. szkola WYCHOWA za NICH
        potomstwo.

        puste haslo za ktorym zadna tresc nie stoi
        podasz przyklad?
        • zaziza Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:42
          > puste haslo za ktorym zadna tresc nie stoi
          > podasz przyklad?

          Nie ma sprawy. Piątoklasista
          (12latek), ktory np.ocenę nie po jego mysli odreagowuje, włażąc pod
          ławkę- w domu też tak robi- to tak na marginesie. Mamusia twierdzi,
          ze szkola sama powinna sobie radzic z takim zachowniem bez
          wspolpracy z domem,ze synusiowi trzeba ustapic, ona tez tak robi i
          to zdaje egzamin. Dziecko praktycznie bez wpojonych zasad zachowania.
        • alexa0000 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:43
          "Pani, on to jest taki niedobry,że mnie juz w ogóle nie słucha. Bez
          bicia nie da rady, ja panią proszę, niech pani da przez łeb raz i
          drugi, to sie uspokoi."

          Niektórzy nauczyciele stosowali sie, a i owszem.
      • e_r_i_n Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:39
        Wiesz, łatwo odbić piłeczkę - szkoła oczekuje, że rodzic 'coś zrobi' z
        dzieckiem, które w szkole jakoś tam gorzej funkcjonuje.
        • zaziza Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:43
          szkoła oczekuje, że rodzic 'coś zrobi' z
          > dzieckiem, które w szkole jakoś tam gorzej funkcjonuje.

          Zle funkcjonowanie dziecka najczesciej spowodowane jest bledami
          wychowawczymi rodzicow, sytuacja w domu itp.
          • gryzelda71 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:45
            A jak dziecko jest po prostu mało zdolne to tez błędy wychowawcze?Bo gadka
            proszę popracować z dzieckiem jest standardem.
            • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:49
              gryzelda71 napisała:

              > A jak dziecko jest po prostu mało zdolne to tez błędy wychowawcze?
              Bo gadka
              > proszę popracować z dzieckiem jest standardem.

              taak
              moja kolezanka zaczela sie uczyc niemieckiego
              bo jej pani germanistka kazala z dzieckiem pracowac
              to jest ten problem wlasnie
              nauczyciel chce dostac gotowe bezproblemowe nauczone wszystkiego
              dziecko
              i z nim "pracowac"
              • zaziza Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:00
                > nauczyciel chce dostac gotowe bezproblemowe nauczone wszystkiego
                > dziecko
                > i z nim "pracowac"

                Nie.Nauczyciel CHCE WSPOLPRACOWAC z domem dziecka. Chce, by rowniez
                dom wykonywal zalecenia poradni pedagogiczno- psychologicznej- a
                takie zalecenia sa w stosunku do rodzicow kierowane. Szkoda, ze tak
                niewielu rodzicow traktuje je powaznie, po co czytac z dzieckiem
                tekst 15 minut dziennie?. Przewaznie rola rodzica sprowadza sie do
                uzyskania takiej opinii- tylko i wylacznie.
                Szkola jest zobligowana, by przestrzegac zaleń PPP, a rodzice
                niestety maja je w d..pie.
                • barboorka1313 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:08
                  Ciekawe, bo ja się spotkałam z przypadkiem, gdy zalecenia PPP odbiegały
                  znacznie od tego, co sobie na temat dziecka wymyśliła wychowawczyni i
                  powiedziała, że nie będzie z dzieckiem pracować.
                  • zaziza Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:18
                    > Ciekawe, bo ja się spotkałam z przypadkiem, gdy zalecenia PPP
                    odbiegały
                    > znacznie od tego, co sobie na temat dziecka wymyśliła
                    wychowawczyni i
                    > powiedziała, że nie będzie z dzieckiem pracować.

                    Trzeba bylo isc do wydzialu oswiaty, bo to jest jej obowiazek.
            • zaziza Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:50
              > A jak dziecko jest po prostu mało zdolne to tez błędy wychowawcze?
              Bo gadka
              > proszę popracować z dzieckiem jest standardem.

              No proszę cię.Tobie najbardziej powinno zalezec, by dziecko
              wyprowadzic na ludzi. Czasami dziecko tak odstaje od reszty, ze
              niezbedna jest praca w domu, oprocz oczywiscie ZDW w szkole.
              • gryzelda71 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:56
                Widzisz,nauczyciel naucza,przynajmniej powinien,za to dostaje kasę.Jak zepsuje
                się pralka,wołasz fachowca i oczekujesz,że naprawi,a nie powie,żebyś popróbowała
                a on wieczorem przyjdzie oceni i weźmie zapłatę.
                • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:59
                  gryzelda71 napisała:

                  > Widzisz,nauczyciel naucza,przynajmniej powinien,za to dostaje
                  kasę.Jak zepsuje
                  > się pralka,wołasz fachowca i oczekujesz,że naprawi,a nie
                  powie,żebyś popróbował
                  > a
                  > a on wieczorem przyjdzie oceni i weźmie zapłatę.

                  big_grinbig_grinbig_grin
                  bardzo trafne
                  • ariana1 Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 10:44
                    moofka napisała:

                    > gryzelda71 napisała:
                    >
                    > > Widzisz,nauczyciel naucza,przynajmniej powinien,za to dostaje
                    > kasę.Jak zepsuje
                    > > się pralka,wołasz fachowca i oczekujesz,że naprawi,a nie
                    > powie,żebyś popróbował
                    > > a
                    > > a on wieczorem przyjdzie oceni i weźmie zapłatę.
                    >
                    > big_grinbig_grinbig_grin
                    > bardzo trafne



                    Faktycznie takie trafne wg ciebie? Bo IMO żałosne jest porównywanie
                    dziecka do pralki albo lidówki. Poza tym nie dziwię się już, ze
                    zawód nauczycielski ma taki niski status społeczny skoro określasz
                    ich szyderczy mianem "biduli" a ich rolę sprowadzasz do naprawiania
                    dzieci.
                    • gryzelda71 Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 11:33
                      Nie chodzi o porównanie dziecka do lodówki(że też takie pomysły w główce się
                      zalęgły,mam nadzieję,ze to stan przejściowy)tylko o stosunek do własnej
                      pracy.Tylko nauczyciel jest gotów zwalić swoje obowiązki na rodzica.
                • zaziza Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:06
                  > Widzisz,nauczyciel naucza,przynajmniej powinien,za to dostaje kasę.

                  Materiał ludzki podlega INNYM PRAWOM niz pralka albo lodowka.
                  Gdyby podlegal takim samym prawom, pracowalabys teraz nad
                  wynalazkiem na miare nagrody Nobla, a nie stukala w klawisze,
                  uczestniczac w pseudodyskusjach.
                  • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:10
                    kwestia jest i kompetencji i odpowiedzialnosci za to co sie robi
                    jak ja swoja robote spratole to wyjdzie w pierwszym raporcie
                    jak kucharka spartoli to sie wszysyc pochoruja
                    nie powiem jak spektalularne beda efekty partolenia kierowcy,
                    lekarza czy kosmetyczki wink
                    nauczyciela niekompetencja moze byc ukryta dlugimi latami
                    nie wystarczy na lekcji byc zeby dobrze robic swoja robote
                  • gryzelda71 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:08
                    Nadal w między czasie stukałabym w klawisz,dla rozrywkismile
                • miliwati Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:08
                  gryzelda71 napisała:

                  > Widzisz,nauczyciel naucza,przynajmniej powinien,za to dostaje
                  kasę.Jak zepsuje
                  > się pralka,wołasz fachowca i oczekujesz,że naprawi,a nie
                  powie,żebyś popróbował
                  > a
                  > a on wieczorem przyjdzie oceni i weźmie zapłatę.

                  No i widzisz, jakby nad Tobą pracowali w domu, to może znajdywałabyś
                  lepsze analogie.
                  Nauczyciel naucza? Owszem, ale proces nauki wymaga także pracy w
                  domu. Po prostu bez tego jest nieskuteczny. A Ty oczekujesz że
                  mechanik samochodowy będzie za Ciebie załatwiał także tankowanie
                  paliwa i pilnowanie żeby w odpowiednim terminie zgłosić sięna zmiane
                  oleju.
                  Natomiast jeżeli pomyliłaś uczenie z wychowaniem (a to częste), to
                  oczekujesz także że mechanik weźmie za Ciebie odpowiedzialność za
                  jazdę autostradą na drugim biegu.
                  • gryzelda71 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:11
                    W skład wychowanie wchodzi ogarnięcie zachowania,nie nauczania.Gdyby to
                    podlegało pod wychowanie nie posyłałabym dziecka do szkoły bo i po co?
                • iminlove Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:27
                  Jasne, nauczyciel naucza, ale niektórym dzieciom potrzeba więcej niż
                  np. 45 minut matematyki dziennie. Możesz wynająć korepetytora, który
                  usiądzie dodatkowo z dzieckiem kolejne 45 minut i przerobi z nim
                  indywidualnie materiał, a możesz też usiąść i przypilnować, żeby
                  dzieciak odrobił zadanie domowe, a nie spisał przed lekcją, bo tak
                  mu łatwiej...
                  Nie zawsze trzeba siedzieć i tłuc z dzieckiem materiał, czasami
                  wystarczy przypilnować, żeby zrobiło to, co zadał nauczyciel...
                  • gryzelda71 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:12
                    Ideałem jest,że dziecko uczy się w szkole,a nie nadrabia to czego w szkole nie
                    zdążyło w domu,bo pani pracuje z wygody tylko ze zdolniejszymi jednostkami.
                    • miliwati Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:45
                      gryzelda71 napisała:

                      > Ideałem jest,że dziecko uczy się w szkole,a nie nadrabia to czego
                      w szkole nie
                      > zdążyło w domu,bo pani pracuje z wygody tylko ze zdolniejszymi
                      jednostkami.

                      Dlaczego zdolne jednostki mają być poszkodowane?
                      • gryzelda71 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:51
                        A dlaczego mniej zdolne muszą doganiać wbrew własnym predyspozycjom zdolne?
                        • miliwati Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 13:54
                          gryzelda71 napisała:

                          > A dlaczego mniej zdolne muszą doganiać wbrew własnym
                          predyspozycjom zdolne?

                          Przecież nie muszą.
                          • imasumak Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 14:08
                            miliwati napisała:

                            Przecież nie muszą.

                            A właśnie, że muszą. Wielu nauczycieli dostosowuje poziom do garstki
                            najzdolniejszych.
                          • gryzelda71 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 15:40
                            Prace domowe mszą odrabiać.
                  • kasia_kasia13 Re: roszczeniowi rodzice 02.07.10, 17:24
                    minlove napisała:

                    > Jasne, nauczyciel naucza, ale niektórym dzieciom potrzeba więcej niż
                    > np. 45 minut matematyki dziennie. Możesz wynająć korepetytora, który
                    > usiądzie dodatkowo z dzieckiem kolejne 45 minut i przerobi z nim
                    > indywidualnie materiał,

                    W takiej sytuacji zamiast korepetytora lepiej zaakceptowac, ze dziecko uzdolnione nie jest. I nie pomoze tu najlepszy nauczyciel ani pilnujacy rodzic.
                    • imasumak Re: roszczeniowi rodzice 02.07.10, 22:58
                      kasia_kasia13 napisała:

                      W takiej sytuacji zamiast korepetytora lepiej zaakceptowac, ze dziecko uzdolnio
                      ne nie jest. I nie pomoze tu najlepszy nauczyciel ani pilnujacy rodzic.


                      I Ty byłaś/jesteś nauczycielką?
                      Twoim zdaniem dodatkowy czas poświęcony dziecku, to czas zmarnowany?
                      • kasia_kasia13 Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 00:04
                        imasumak napisała:

                        > kasia_kasia13 napisała:
                        >
                        > W takiej sytuacji zamiast korepetytora lepiej zaakceptowac, ze dziecko uzdolnio
                        > ne nie jest. I nie pomoze tu najlepszy nauczyciel ani pilnujacy rodzic.

                        >
                        > I Ty byłaś/jesteś nauczycielką?

                        Nigdy nie uczylam w szkole.

                        > Twoim zdaniem dodatkowy czas poświęcony dziecku, to czas zmarnowany?

                        Uwazam, ze nic na sile. Przecietnie uzdolnione dziecko powinno przejsc przez szkole bez dodatkowych korepetycji. Jesli jest mniej zdolne to nie ma sensu ciagniecie za uszy i zapelnianie mu calego wolnego czasu nauka.
                        • imasumak Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 00:12
                          A jeżeli jest zdolne, ale ma problemy z koncentracją?
                          • kasia_kasia13 Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 00:22
                            imasumak napisała:

                            > A jeżeli jest zdolne, ale ma problemy z koncentracją?

                            Ale problemy z koncentracja to chyba nie jest wina nauczyciela?


                            • imasumak Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 00:33
                              kasia_kasia13 napisała:

                              Ale problemy z koncentracja to chyba nie jest wina nauczyciela?

                              Rozmawiamy teraz o tym, co i w jakiej formie warto poświecić dziecku z deficytem.
                              I owszem, pomoc nauczyciela nie jest tu bez znaczenia, a brak takowej, jest
                              niestety postrzegany w kategorii winy.

                              • kasia_kasia13 Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 01:03
                                Pomoc ze strony nauczyciela - jak najbardziej! Ale trudno oczekiwac, ze nauczyciel oleje reszte klasy i cale 45 minut poswieci dziecku. Pomoc, wspolpraca a nie zwalanie wszystkiego na szkole i wielkie pretensje.
          • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:47
            zaziza napisała:

            > szkoła oczekuje, że rodzic 'coś zrobi' z
            > > dzieckiem, które w szkole jakoś tam gorzej funkcjonuje.
            >
            > Zle funkcjonowanie dziecka najczesciej spowodowane jest bledami
            > wychowawczymi rodzicow, sytuacja w domu itp.

            tak
            najczesciej kazde zaburzenie dziecka ma z tym zwiazek
            niska sprawnosc grafomotoryczna dziecka rowniez albo niewielka
            wiedza ogolna, czy kazdy inny deficyt
            tylko co z tego wynika dla ciebie jako dla pedagoga?
            to ma byc wymowka?
            • zaziza Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:53
              > tylko co z tego wynika dla ciebie jako dla pedagoga?
              > to ma byc wymowka?

              Jak narazie to rnieudalni i niewydolni wychowawczo rodzice szukaja
              wymowek.
          • kocianna Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:53
            - Proszę Pana, Jaś pali na każdej przerwie w łazience, uruchamiając system p/poż
            szkoły (który automatycznie zarządza ewakuację), przychodzi na lekcję po
            alkoholu, usiłował wymusić haracz od pierwszoklasisty - jeżeli któraś z tych
            sytuacji się powtórzy, będziemy zmuszeni wezwać Policję.
            - No nie będziesz mi tu wmawiała, kochaniutka, że sama w jego wieku nie
            popalałaś po kątach (rodzic w obecności syna).
            • kocianna Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:58
              To poniżej to oczywiście nie był przykład roszczeniowości smile
              Ja doskonale rozumiem rodziców, którzy chcieliby indywidualnej pracy ze swoimi
              dziećmi. I ja nawet staram się indywidualizację zapewnić, co nie zawsze jest
              proste. Ale ręce mi opadają, kiedy SYGNALIZUJĘ potrzebę dodatkowej pracy,
              ZAPRASZAM ucznia na bezpłatne konsultacje, które odbywają się po zakończeniu 90%
              lekcji w całej szkole, i jestem OLEWANA, bo w tym czasie dziecko musi pograć w
              piłkę.
          • e_r_i_n Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:55
            zaziza napisała:

            > Zle funkcjonowanie dziecka najczesciej spowodowane jest bledami
            > wychowawczymi rodzicow, sytuacja w domu itp.

            Bzdura.
            Dziecko z krótszą, niż wymagana koncentracją, wymagające zróżnicowanych
            aktywności, aby dobrze wykonywać polecenia, to nie jest błąd rodzica.
            • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:58
              e_r_i_n napisała:


              > Bzdura.
              > Dziecko z krótszą, niż wymagana koncentracją,

              taa
              z tą koncentracją tez jest dobre
              pani do mnie miala pretensje o to ze dziecko sie nudzi na zajeciach
              big_grin


              wymagające zróżnicowanych
              > aktywności, aby dobrze wykonywać polecenia, to nie jest błąd
              rodzica.
              • e_r_i_n Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:01
                No dokładnie.
                Tak samo temat funkcjonowania grupy - rodzic choćby na głowie stanął, nie nauczy
                dziecka, jak działać w klasie, nie mając tej klasy w domu przecież.
                To jest rola nauczyciela - być konsekwentnym, ustalić zasady i ich przestrzegać.
                Przez dwa lata nauki mojego dziecka byłam bardzo pomocna, wymagałam przede
                wszystkim od siebie i dziecka, podsuwałam gotowe rozwiązania PEDAGOGOM z
                wykształcenia (jam tylko ekonomistka). Teraz postawiłam, że w końcu papier z
                poradni z zalecaniami trafi do szkoły, a ja będę konsekwentnie wymagać i sprawdzać.
                • pade Re: roszczeniowi rodzice 02.07.10, 23:37
                  no to życzę powodzeniasmile
                  u mojego syna w szkole nauczyciele olali opinię, która mówiła o
                  braku koncentracji (a właściwie o jej rozproszeniu), żaden,
                  dosłownie żaden nie przypominał synowi o zadaniach domowych, czy
                  zapowiedzianych kartkówkach, w żadnym zeszycie nie było nawet
                  podpisu nauczyciela a wszystko było w zaleceniach z poradni!
                  ale teraz już nie będę się patyczkować, jak się nie zastosują
                  poskarżę się nawet w kuratorium
              • miliwati Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:12
                moofka napisała:

                > pani do mnie miala pretensje o to ze dziecko sie nudzi na
                zajeciach

                A jestes pewna że nie nudzisz? Taka na pewno pewna?
              • kasia_kasia13 Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 00:07
                moofka napisała:

                > e_r_i_n napisała:
                >
                >
                > > Bzdura.
                > > Dziecko z krótszą, niż wymagana koncentracją,
                >
                > taa
                > z tą koncentracją tez jest dobre
                > pani do mnie miala pretensje o to ze dziecko sie nudzi na zajeciach
                > big_grin

                A powiedz mi jak pani majaca ponad 30 dzieci w klasie ma prowadzic zajecia w
                taki sposob, zeby dostosowac je do indywidualnych potrzeb/mozliwosci kazdego
                dziecka?
                • iwles Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 00:16

                  normalnie: traktując klasę, jako "zbiór" dzieci, a nie jako
                  jednolity twór.
                • moofka Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 09:37
                  kasia_kasia13 napisała:


                  >
                  > A powiedz mi jak pani majaca ponad 30 dzieci w klasie ma prowadzic
                  zajecia w
                  > taki sposob, zeby dostosowac je do indywidualnych
                  potrzeb/mozliwosci kazdego
                  > dziecka?

                  no tak
                  po co sie starac jak i tam bedzie dupa
                  pani nie ma ponad 30 tylko ok 20
                  a moje dziecko specjalnych potrzeb nie ma
                  jest uwazne wesole aktywne i entuzjastycznie wlacza sie w zadania
                  jezeli pania smeci i nie chce jej sie poprowadzic zajec w
                  interesujacy dla dzieci sposob
                  to niech do siebie ma pretensje
                  nie do mnie i nie do dziecka
            • miliwati Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:11
              e_r_i_n napisała:

              > Dziecko z krótszą, niż wymagana koncentracją, wymagające
              zróżnicowanych
              > aktywności, aby dobrze wykonywać polecenia, to nie jest błąd
              rodzica.

              ...tylko nauczyciela.

              Tak?
              • e_r_i_n Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:14
                Głównie - tak.
                W klasach I - III powinno być nauczanie ZINTEGROWANE, nie odbębnianie polskiego
                w 45 minut.
                Zajęcia powinny być ciekawe, a nie polegać na przepisywaniu zdań z tablicy.
                Wyglądają, jak wyglądają i mój syn nie jest w stanie 45 minut pracować tak, jak
                się od niego oczekuje. I 3/4 klasy też nie.
              • wieczna-gosia Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:15
                nie- to jest fakt- dziecko gorzej sie koncentruje na lekcji. I
                rodzica z nim na tej lekcji nie ma. I mozna od rodzica oczekiwac
                wiele ale rownie wiele mozna oczekiwac od nauczyciela. Jedno bez
                drugiego nie pojedzie.
            • zaziza Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:15
              > Bzdura.
              > Dziecko z krótszą, niż wymagana koncentracją, wymagające
              zróżnicowanych
              > aktywności, aby dobrze wykonywać polecenia, to nie jest błąd
              rodzica.

              Rozumiesz slowo "najczesciej"? Poza tym mowimy o nieprzestrzeganiu
              norm, a nie deficytach.
              12-nastoletni chlopiec, ktory notorycznie opluwa, kopie dziewczynki,
              inny dwunastolatek, ktory rzuca lawką, bo nauczyciel mu postawil zla
              ocene-to nie jest krotsza koncentracja...Pierwszy przyklad- ojciec
              pijany oglada przy dziecku pornosy, drugi przyklad, matka zawsze
              synkowi ustepuje, wiec synek zasady te usiluje prezniesc na grunt
              szkolny.
              • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:19
                .Pierwszy przyklad- ojciec
                > pijany oglada przy dziecku pornosy, drugi przyklad, matka zawsze
                > synkowi ustepuje, wiec synek zasady te usiluje prezniesc na grunt
                > szkolny.

                i co zrobilas z takim problemem?
              • e_r_i_n Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:42
                Tak, rozumiem.
                Pokaż mi w takim razie statystyki na ten temat, skoro generalizujesz w ten sposób.
              • lolinka2 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:30
                zaziza, a ty przygotowania do życia w rodzinie uczysz???
                te twoje przykłady jakieś takie tendencyjne i mało przekonujące... coś
                jak pani Frau z "Włatców Móch" (ort. zamierzona)
          • wieczna-gosia Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:55
            > Zle funkcjonowanie dziecka najczesciej spowodowane jest bledami
            > wychowawczymi rodzicow, sytuacja w domu itp.

            nieprawda najczesciej dziecku nie wychodzi na zdrowie brak wspolpracy
            miedzy rodzicami a szkola. Bo owszem sa dzieci nie zadbane i nie
            dopilnowane, sa bezkrytyczni rodzice. Ale rowie czesto zdarzaja sie
            nieudolni nauczycciele, podwazajacy starania rodzicow (ktorym
            przestaje sie chciec). Po 3 latach w przedszkolu bycia
            wspolpracujacym rodzicem przestalo mi sie chciec. Zaczelam byc
            roszczeniowa.

            Po 15 latach edukowania dzieci w roznych placowkach zauwazylam taka
            prawidlowosc ze im nauczycielka jest sklonna dac z siebie, im mniej
            jest zaangazowana tym rodzice sa bardziej roszczeniowi. Im
            nauczycielka jest zaangazowana, z pasja tym bardziej widac ze rodzice
            wcale nie sa roszczeniowi wrecz bywaja zbyt pasywni smile

            mialam 4 bezproblemowych dziewczynek, nie mialam problemow
            wychowawczych z dziecmi, nie wymagaly tez staran ze strony
            nauczycieli bo byly dobrze zmotywowane, przestrzegaly norm
            spolecznych- to bylam tzw "dobra matka" a teraz mam syna lobuza,
            ktory tresurze poddaje sie z oporami, ktory wymaga wzmozonej uwagi
            nauczycieli i od razu jestem "zla matka" lamane na "roszczeniowa" w
            zaleznosci od tego czy tylko klade uszy po sobie w odpowiedzi na
            opieprz czy tez jednak usiluje wycisnac z nauczycielek CO zrobily w
            zasadzie w danej sytuacji.
            • wieczna-gosia Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:59
              a teraz wiienka na torcie- znam kilka fantastycznych nauczycielek z
              tzw powolaniem smile wszystkie mojego syna lobuza uwielbiaja, a ze znaja
              mnie i sekunduja mi w moich wysylkach- klna jego nauczycielki w zywy
              kamien. Wszystkie tez pracuja w publicznej edukacji, trafiaja im sie
              dzieci z ADHD, na nauczanie indywidualne, zdarzaja im sie ciezkie do
              opanowania dzieci. I maja w rekawie zawsze dla mnie jakas
              optymistyczna historie. I faktycznie- bardzie czesto kiedy historia
              nie konczy sie optymistycznie- brak w tym woli rodzicow- z bardzo
              prostego powodu- gdy wola rodzicow jest to moje kolezanki fajne
              nauczycielki po prostu nie maja o czym opowiadac gdyz dziecko jest
              zaopiekowane, jest pod kontrola, dostaje pomoc z obu zrodell i nic
              sie nie dzieje.

              Z drzeniem serca mysle o tym kto mnie czeka w pierwszej klasie.....
    • joanna29 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:40
      Moje dziecko przyszło z przedszkola w mokrych majtkach, powiedziało, że
      pani nie pozwoliła mu iść do łazienki tam mokro (7 łazienek dla dzieci i 1
      dla nauczycieli). Oczywiście pani w przedszkolu powiedziała, że nic
      takiego nie miało miejsca. Obrażona jest na mnie wielce, za takie sugestie.
      Mam wierzyć dziecku czy nauczycielce?
      Dziecko zostało przeniesione do nowej szkoly w trakcie roku szkolnego z
      uwagi na dojazdy. W starej szkole byl bardzo dobrym uczniem. Przez
      pierwsze 2 tyg. zanim dostarczyłam dokumntacje ze starej szkoly dziecko
      dostawało prawie same trójki. Po otrzymaniu dokumntacji i przejrzeniu ocen
      juz dziecko dostawało piątki.
      Niech nauczyciele czasem tez się w pierś uderzą, bo nawet gdyby zarabiali
      najniższą krajową to szacunek uczniom się należy.
    • kali_pso Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:48

      Ależ proszę bardzo:

      - trafia do mnie dziecko ze szkoły integracyjnej, które na co dzien
      pracuje z nauczycielem wspomagajacym, który jest do jego dyspozycji.
      Ja mam 10 dzieci na lekcji a mamusia żąda, abym poświęciła czas jej
      dziecku w takim samamym zakresie jak jest to w jego szkole
      macierzystej- agrgumenty, że przecież jest ich jeszcze 9, która też
      wymaga mojej pomocy a kazdy z nich pracuje:


      - w innym tempie
      - na innych pdrecznikach
      - jest w innej klasie
      - jest w innym miejscu z programem



      ...do pani nie trafiają. I nie jest to sytuacja odosobniona. Masz
      jeszcze jakieś interesujące pytania?wink
      • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:51
        jezeli macie dziecko o specjalnych potrzebach edukacyjnych
        to albo nalezy je zrealizowac albo odeslac tam gdzie maja warunki
        a nie miec pretensje do rodzica
        • miliwati Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 10:54
          moofka napisała:

          > jezeli macie dziecko o specjalnych potrzebach edukacyjnych
          > to albo nalezy je zrealizowac albo odeslac tam gdzie maja warunki
          > a nie miec pretensje do rodzica

          A rodzic może mieć pretensje?
        • kali_pso Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:01


          tia, tia..powiedziała co wiedziaławink
          Mają je odesłać do szkoły i leczyć w szkole? Przetransportować
          kroplówki, urządzenia medyczne do szkoły?
          Tak, droga moofko, trzeba dawać sobie radę u mnie w pracy, ale to
          wymaga współpracy z obu stron. Nie mozna żądać, bo w podobnej
          sytuacji co dziecko tej pani jest ta pozostała 9. Ale - powtarzam z
          posta wyżej- trzeba wspiąc się na wyzyny swego dobrego nastawienia
          do świata i wyjśc poza swój mały egoistyczny światek- że mnie sie
          cos nalezy. nalezy, ale to samo należy się tez innym.


          I ja nie mam pretensji- ja stwierdzam faktwink To jest dla mnie
          postawa roszczeniowa i tyle. Wynika zapewne z ogólnego nastawienia
          do zycia i trudnej sytuacji, ale roszczeniowa jest.
          • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:06
            jakie kroplowki?
            to moze po bialym kaftanie od razu
            dla pedagoga i ucznia w tym samym fasonie
            • purpurowa_komnata Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:56

              > to moze po bialym kaftanie od razu
              > dla pedagoga i ucznia w tym samym fasonie

              a może sama się zastanów-co oznacza dłuższy pobyt dziecka w szpitalu-
              nie zawsze psychiatrycznym....
              • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:06
                ale pri cziom tut szpital?
                • purpurowa_komnata Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:10
                  > ale pri cziom tut szpital?

                  przy nauczniu-jak sobie wyobrażasz choroby nowotworowe np.?
                  • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:14
                    ale w sensie ze co choroby nowotworowe?
                    • purpurowa_komnata Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:18
                      nie udawaj-jeśli dziecko trafia na dłużej do szpitala nadal
                      realizuje obowiązek szkolny- jeśli jego stan zdrowia na to pozwala.
                      Cudów nie ma -pracuje się tak jak się da-bo nie są to warunki
                      zwykłej szkoły- to tyle ode mnie.
                      • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:24
                        mowimy o zwyklej szkole
                        a jesli faktycznie piszecie o dziecach chorych przewlekle
                        a warunkach szpitalnych
                        to naprawde ciezko miec do rodzicow chorych dzieci pretensje o
                        jakies przewrazliwienie
                • kubek0802 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:15
                  Placówka oświatowa jest na terenie placówki medycznej - szpitala lub
                  sanatorium. Proste.
                  • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:17
                    kubek0802 napisała:

                    > Placówka oświatowa jest na terenie placówki medycznej - szpitala
                    lub
                    > sanatorium. Proste.

                    i nie mozna temu choremu dziecku poswiecic uwagi, o ktora prosi
                    matka?
                    • purpurowa_komnata Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:25

                      > i nie mozna temu choremu dziecku poswiecic uwagi, o ktora prosi
                      > matka?

                      pusty śmiech- to tyle-poświęca się uwagę ile się tylko da-a obok
                      czeka dodatkowa 9-tka w kiepskim stanie zdrowia, którym również
                      należy się uwaga- póki nie będzie dla każdego dziecka po jednym
                      nauczycielu na wyłączność, póty życzyć sobie można-nie udawaj, że
                      nie rozumiesz-jesteś bez wyobraźni,że ktoś inny może mieć inny
                      punkt widzenia, bo wie jak takie nauczanie wygląda-niestety nie z
                      opowieści
                    • kali_pso Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:34

                      Wiesz moofka, jakoś nigdy po drodze mi nie było z Twoimi poglądami
                      ale o głupotę nigdy Cię nie podejrzewałam, a Ty w tym watku starasz
                      sie usilnie na takie podejrzenie zasłużyć....


                      Matka nie prosi, matka WYMAGA ode mnie. To po pierwsze. Bo jest
                      przywyczajona, że nauczyciel wspomagający dziecku poświęca jej
                      dziecku 100 % czasu lekcyjnego. Co w warunkach szpitalnych jest
                      niemożliwe do osiągnięcia, bo to nie jest lekcja indywidualna, ani
                      ja nie mam żadnego wspomagacza u boku. Czym innym jest natomiast
                      indywidualizacja w nauczaniu i to się robi, bo po to tam też
                      jesteśmy, aby każdy odniósł sukces i czegoś się nauczył -
                      dostosowujemy program, treści i metody do poziomu dziecka i jego
                      mozliwości zarówno umsyłowych jaki i fizycznych, bo choroba to
                      zawsze pewne ograniczenia. Natomiast nigdy nie będzie to tak
                      wyglądało jak w szkole macierzystej tego dziecka. Ja zrobię to, co
                      będę mogła zrobić w danej sytuacji - będę pracować z nim na jego
                      poziomie, w jego tempie, na jego podręcznikach, dostosuję się do
                      jego ograniczeń ale nie poświęcę PEŁNI uwagi jednemu dziecku, bo
                      czekają też inne a na wszystkich mam 45 minut.

                      I to dla niektórych( jak się okazuje nietylko rodzicówwink jest nie do
                      ogarnięcia.
                      • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:42
                        Ja zrobię to, co
                        będę mogła zrobić w danej sytuacji - będę pracować z nim na jego
                        poziomie, w jego tempie, na jego podręcznikach, dostosuję się do
                        jego ograniczeń ale nie poświęcę PEŁNI uwagi jednemu dziecku, bo
                        czekają też inne a na wszystkich mam 45 minut.

                        I to dla niektórych( jak się okazuje nietylko rodziców jest nie do
                        ogarnięcia.

                        no i dochodzimy do senda
                        nauczyciel wszystko umie i wszystko wie
                        i wszystkiego by nauczyl
                        tylko mu dzieci przeszkadzają
                        i rodzice nie pracują big_grin
                        • miliwati Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 13:56
                          moofka napisała:

                          > I to dla niektórych( jak się okazuje nietylko rodziców jest nie do
                          > ogarnięcia.
                          >
                          > no i dochodzimy do senda
                          > nauczyciel wszystko umie i wszystko wie
                          > i wszystkiego by nauczyl
                          > tylko mu dzieci przeszkadzają
                          > i rodzice nie pracują big_grin

                          No, z takim histeryczno-głodnokawałkowym podejściem do sprawy to z
                          góry Ci gratuluję dobrze wypasionych konfliktów z nauczycielami.
                        • asia_i_p Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 16:21
                          Moofka, wkurzasz mnie.
                          Zasugeruj, co konkretnie Kalipso ma zrobić w tej sytuacji - 10 uczniów, każdy z
                          innymi potrzebami, tak żeby większość czasu z 45 minut poświęcić jednemu, a nie
                          zaniedbać innych. Walnij jakiś plan lekcji minuta po minucie, jak to powinno
                          wyglądać.
                          • kali_pso Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 09:53


                            Eeee....daj spokój, nie warto się wkurzać..nie pierwsza taka moofka
                            i nie ostatnia, która pojęcia nie ma jak wygląda nauczanie w
                            szpitalu i się wymądrzawink
                      • ahhna Re: roszczeniowi rodzice 02.07.10, 13:05
                        Chcesz powiedzieć, że masz 45 minut na 9 dzieci w różnym wieku, na
                        poziomie różnych klas, z różnymi podręcznikami..? Anię z czwartej
                        kalsy uczysz części zdania i w tym samym niemal czasie, na tej samej
                        lekcji Marcinka z pierwszej - czytać..? To jakiś absurd. Czy każde z
                        tych dzieci nie powinno mieć w tej sytuacji indywidualnych lekcji i
                        czy tak kiedyś przypadkiem nie było?
                        • kali_pso Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 09:49

                          tak, to chcę właśnie powiedziećwink
                          Z tymże ja uczę w ginazjum i liceum

                          Czy każde z
                          > tych dzieci nie powinno mieć w tej sytuacji indywidualnych lekcji


                          A jak to sobie wyobrażasz?I na jakiej podstawie?
                          Ilu nauczycieli należałoby zatrudnić w takiej sytuacji?


                          i
                          > czy tak kiedyś przypadkiem nie było

                          ...chyba na oddziale izolacyjnymwinkp
                          • lolinka2 Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 17:13
                            moja córka w szpitalu miała indywidualne lekcje......
                            sama na oddziale nie była zdecydowanie.
                            • kali_pso Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 17:49

                              A nie jest czasem w klasach I-III? Tam zdaje się nie masz lekcji po
                              45 minut( tak jest przynajmniej u nas). Koleżanki z I-III uczą w
                              jednej lub dwóch klinikach jedynie. Nie muszą tak, jak ja co 45
                              minut być w innym oddziale....idą i czasem mają po 90 minut albo
                              więcej do dyspozyji w jednej Klinice, poza tym- nie wszyscy są w
                              stanie się uczyć- to chyba różnica, prawda?


                              U nas indywidulane są: w przypadku izolacji( tak, uczymy i dzieci,
                              które potencjalnie nam zagrażają, ale mamy za to płacone, więc nie
                              narzekam, trzeba tylko sie odpowiednio zabezpieczyćwinkalbo w
                              przypadku, kiedy mam do czynienia z dziećmi po operacji np.- bo tych
                              nie ściągam z łóżek, spokojnie, aż taka złą i nieczułą blefrzycą nie
                              jestemwinkppp
                              • kali_pso Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 18:14

                                Uściślę jeszcze, bo zaraz sie ktoś znowu czepnie- izolacja dotyczy
                                również tych dzieci, którym mogę zagrozić ja lub większa grupa, np.
                                po przeszczepie. Wtedy jasne, że uczę 1 na 1, (no powiedzmy czasami
                                1 na 2( dziecko plus rodzicwink
                                • ahhna Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 19:24
                                  To nie jest czepianie się, tylko pytania. Skąd przeciętny rodzic ma
                                  to wiedzieć? System jest jednak szokujący, bo trudno mi sobie
                                  wyobrazić 9 dzieci na kompletnie różnych etapach na jednej lekcji.
                                  Korzystają z nich na pewno znacznie mniej niż normalnie w szkole
                                  uczniowie w jednej klasie. Nie wiem, jak mam sobie to inaczej
                                  wyobrazić, ale to co opisujesz - też trudno. I dawniej chyba inaczej
                                  było: mielismy w liceum koleżankę po Haine-Medina, poruszała sie
                                  wyłącznie na wózku, mało sprawna. Nauczyciele z naszej szkoły
                                  jeździli do niej na indywidualne lekcje. Dzieci z dysfunkcjami też
                                  miewają indywidualne lekcje - chłopiec z koszmarnym ADHD z klasy
                                  mojej córki ma. Nie czepiam się, nie mam pretensji do ciebie, po
                                  prostu dociekam.
                                  • kali_pso Re: roszczeniowi rodzice 04.07.10, 13:26
                                    > To nie jest czepianie się, tylko pytania. Skąd przeciętny rodzic
                                    ma
                                    > to wiedzieć?

                                    Tak, masz rację, niepotrzebnie to dodałam w odniesieniu do Ciebie,
                                    przepraszam...

                                    > Korzystają z nich na pewno znacznie mniej niż normalnie w szkole
                                    > uczniowie w jednej klasie.

                                    Oczywiście, nie ma co ukrywać. Natomiast prawdą jest też to, że
                                    szkoły takie jak moja są ostatnią szansą dziecka na zaliczenie
                                    całego roku szkolnego. Jeśli trafia do nas w kwietniu np. i lezy,
                                    bywa do czerwca, to szkoła macierzysta klasyfikuje go na podstawie
                                    też( a często JEDYNIE, bo np. leżał gdzieś w Polsce jeszcze, gdzie
                                    szkoły nie było) naszych ocen. W takiej sytuacji samo nauczanie
                                    wygląda też inaczej- takie dziecko jest długo, uczone jest dłużej,
                                    intensywniej niz ktoś, kto przychodzi dzisiaj i wychodzi za trzy
                                    dni. Jest ta ciągłość, dzięki której można widzieć efekty swojej
                                    pracy, bo na codzień, w przeciwieństwie do dziewczyn pracujących w
                                    zwykłych szkołach- ja efektów swojej raczej nie widzęwink

                                    Chyba, że dziecko wraca i mówi" Proszę pani, pani mi te XXXX tak
                                    dobrze wytłumaczyła, że dostałem 5 na klasówce"- to jest miłe i to
                                    oznacza, że moje bycie tam i moja praca ma sens.
                                    Bo czasem trzeba to potraktować jak
                                    korepetycje...darmowe..heheheh..i ja się nie obrażam, jak ktoś tak
                                    mówi( a rodzice często to robiąwink bo czasami tak właśnie jestsmile

                                    Takie nauczanie szpitalne wymaga dużo i od nas i od dziecka - ono
                                    samo też musi dużo pracować, często samodzielnie. Ale pamiętać
                                    należy, że my jesteśmy placówką terapeutyczną- oceny też zawierają
                                    pierwiastek terapeutycznysmile..że w tym okroplówkowaniu, bólu,
                                    cierpieniu i zwatpieniu często IM SIĘ CHCE uczyć- to jest
                                    fantastyczne i warte docenienia tą oceną.

                                    I dawniej chyba inaczej
                                    > było: mielismy w liceum koleżankę po Haine-Medina, poruszała sie
                                    > wyłącznie na wózku, mało sprawna. Nauczyciele z naszej szkoły
                                    > jeździli do niej na indywidualne lekcje.


                                    Tak, tyle, że to jest indywidualne nauczanie bez konieczności
                                    hospitalizacji prawda? Kiedy takie dziecko jednak tego wymaga,
                                    trafia do mnie i ja już nie mogę jej pełnego indywidualnego
                                    nauczania zapewnić- takie życie. Tutaj bez ścisłej współpracy i
                                    dobrej woli na linii rodzic-dziecko-nauczyciel się nie obędzie.
                                    • ahhna Re: roszczeniowi rodzice 05.07.10, 12:33
                                      Chylę czoła, ciekawa i wartościowa praca, pewnie majątku się nie
                                      dorobisz, ale satysfakcja na pewno ogromna. Jednak szkoda, że lekcje
                                      w szpitalach nie są indywidualne. Jeśli choroba trwa miesiąc, to pal
                                      licho, ale co, gdy dwa lata..?
                                      Pozdrawiam i życzę wytrwałości smile
                                      • kali_pso Re: roszczeniowi rodzice 05.07.10, 12:57

                                        Jeśli choroba jest przewlekła to dziecko ma na ogół indywidualne
                                        nauczanie, do nas trafia od czasu do czasu i wtedy uzupełniamy się-
                                        nauczyciele z indywidualnego i my. W większośći przypadków idzie to
                                        pogodzić- nawet jesli podczas pobytu u nas czuje się na tyle źle, że
                                        się nie uczy to zawsze w czasie indywidualnego można coś nadrobić.

                                        Dziękuję za miłe słowasmileTa praca to najlepsze co mi się w życiu
                                        przytrafiłosmile
                                        • ahhna Re: roszczeniowi rodzice 06.07.10, 00:17
                                          Ta praca to najlepsze co mi się w życiu
                                          > przytrafiłosmile

                                          Najwyraźniej jesteś właściwą osobą na właściwym miejscu. Mam
                                          nadzieję, że przynajmniej część rodziców to docenia. Gratulacje
                                          jeszcze raz smile
                    • kasia_kasia13 Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 00:29
                      moofka napisała:

                      > kubek0802 napisała:
                      >
                      > > Placówka oświatowa jest na terenie placówki medycznej - szpitala
                      > lub
                      > > sanatorium. Proste.
                      >
                      > i nie mozna temu choremu dziecku poswiecic uwagi, o ktora prosi
                      > matka?

                      No wymieklam. Tych dzieci jest wiecej. I kazde z nich ma matke, ktora uwaza, ze jej dziecku nalezy sie specjalna uwaga. A nauczciel jest jeden.
            • kali_pso Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:04

              Nie ironizuj i nie szydź, jak nie masz pojęcia o czym piszesz.

              Chciałaś przykładu postawy roszczeniowej to ją dostałaś.
              A że znowu nie pasuje?
              Cóż, to już nie mój problemwink
      • bogoosia Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 13:21
        to czemu trafia do Ciebie dziecko, które potrzebuje nauczyciela
        wspomagającego? może problem leży w systemie, a roszczenia i
        postawy ludzkie, to zwyczajnie skutki sytuacji, któranie ma szans
        powodzenia?
        • bogoosia aaa, już doczytałam... 01.07.10, 13:25
          nie napisałaś od razu, że to w szpitalu...
    • madeleine.b Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:15
      Widzisz z Twoją postawą już wiesz, że te wredne baby będą na 100% źle wykonywać
      swoją beznadziejną pracę, za która płacą im przecież takie krocie. Już wiesz, że
      zawsze staniesz po stronie dziecka, bo nielogiczne jest wysłuchanie racji tej
      drugiej strony. Twoje dziecko ma licencję na prawdę. Wiesz również, że będziesz
      wymagać, bo takie masz prawo i bez szemrania egzekwować co Ci się należy.
      Tylko po co założyłaś ten wątek? Żeby sprawdzić ile osób myśli podobnie?
      Podpowiem Ci. Wszyscy, którzy nie są nauczycielami, a także część tych, którzy
      są. Reszta to przecież i tak sfrustrowane panie "pedagog" (koniecznie w
      cudzysłowie, żeby podkreślić ironię), które są betonowe w swojej postawie i
      nigdy zdania nie zmieniają. Za to Ty prezentujesz postawę tolerancji i
      otwartości. Szkoda, że tylko wobec własnego dziecka.
      • kali_pso Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:21


        ......a dziecko albo już wie, albo dowie się szybko, jacy z
        nauczycieli "lenie żyjący na koszt państwa" coby zacytować tę panią
        z wątku wczorajszego...heheheheehh
      • imasumak Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 13:45
        A Ty naprawdę nie wiesz o co Moofce chodzi?
        Przecież ona pisze o sytuacji, kiedy niekompetentny nauczyciel nie przyjmuje
        żadnych uwag i sugestii ze strony rodzica. Masz wątpliwości, że tacy nauczyciele
        istnieją? I że są chronieni niejednokrotnie przez swych przełożonych?

        Sama miała do czynienia raz z takim egzemplarzem gdy moja córka chodziła do
        gimnazjum i uwierz, wszystko tej pani można było przypisać, poza predyspozycjami
        do nauczania. A rodziców, którzy artykułowali swoje zastrzeżenia wobec niej,
        traktowała jak roszczeniowych dziwaków właśnie.
        • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 13:50
          smile
          Um daremny trud mam wrazenie
          i szargasz swijentosci wogle nauczycielskie
        • purpurowa_komnata Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 13:53

          > A Ty naprawdę nie wiesz o co Moofce chodzi?
          > Przecież ona pisze o sytuacji, kiedy niekompetentny nauczyciel nie
          przyjmuje
          > żadnych uwag i sugestii ze strony rodzica.
          Ja nie wiem-serio piszę- bo po to jest rodzic aby dbać o interesy
          swojego dziecka -to oczywiste. Ale jeśli z góry założy,ze
          nauczyciel jest niekompetentny to sam nie przyjmie żadnych uwag-
          niezależnie od tego jak naprawdę jest. To są wpisy, poszukiwacza
          wrogów uczniów i tyle - prewencja kwitnie.
          • imasumak Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 13:57
            Moofka napisała jedynie, że w szkole ma zamiar obserwować nauczycieli i w
            przypadku, kiedy zauważy ich złą pracę, będzie reagować. Uważasz, że nie ma do
            tego prawa jako rodzic?
            • purpurowa_komnata Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 14:01
              Ma nawet obowiązek- tylko to nie jest roszczeniowość. Więc mniej
              pogardy by się przydało.
              • imasumak Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 14:06
                Doprawdy nie wiem, gdzie Ty tę pogardę wyczuwasz.
                Poza tym, piszesz, że zwracanie uwagi na złą pracę nauczyli to postawa
                roszczeniowa. Też tak uważam, ale niestety nie wszyscy nauczyciele myślą podobnie.
                • purpurowa_komnata Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 14:11
                  jak to dobrze,ze nie uczę-napisałam jedynie,ze zwracanie uwagi na
                  niekompetencję to jest obowiązek rodzica-a tu taka odpowiedż-
                  poprawiłaś mi nastój
                  • imasumak Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 14:17
                    A ja Ci jeszcze raz odpowiadam - wielu nauczycieli taką postawę rodzica uważa za
                    roszczeniową i generalnie upierdliwą. Teraz zrozumiałaś?
                    • purpurowa_komnata Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 14:28
                      pewnie,ze tacy nauczyciele są- ale co z tego- tak samo jak lekarze,
                      urzędnicy....są gotowi wszysto przypisać roszczeniowości. Tylko co z
                      tego. Mało mnie obchodzi,ze ktoś może sobie uznać mnie za
                      roszczeniową -powtarzam jeszcze raz dbanie o swoje interesy to jest
                      obowiązek.W przypadku np. szkoły dbanie o interesy dziecka swego.
                      Więc post założycielki jest tylko celowym wkładaniem kija w
                      mrowisko -no chyba,ze chodziło o to:

                      "Niektórzy ludzie- tu wpisać co się chce- uważają reszte za
                      roszczeniowych"
                      tylko co z tego-niech sobie uważają nadal.
                    • kasia_kasia13 Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 00:46
                      imasumak napisała:

                      > A ja Ci jeszcze raz odpowiadam - wielu nauczycieli taką postawę rodzica uważa z
                      > a
                      > roszczeniową i generalnie upierdliwą. Teraz zrozumiałaś?

                      No ale ja sie im nie dziwie. W koncu oni wykonuja swoj zawod, do ktorego, zakladam, maja odpowiednie przygotowanie. I tu przychodza rodzice, ktorzy im mowia, jak powinni wykonywac swoja prace, oceniaja ich (nie)kompetencje, sami nie majac wyksztalcenia pedagogicznego a czasem nie majac nawet zadnego wyksztalcenia. Ale i tak wszystko wiedza lepiej.
                      Nie przecze, ze zdarzaj sie nauczyciele niekompetentni, tacy ludzie sa w kazdym zawodzie, ale to chyba jednak nie wiekszosc?
                      • e_r_i_n Re: roszczeniowi rodzice 05.07.10, 19:18
                        kasia_kasia13 napisała:

                        > W koncu oni wykonuja swoj zawod, do ktorego, zakladam, maja
                        > odpowiednie przygotowanie.

                        No właśnie. Też tak zakładam. A rzeczywistość skrzeczy. Może nie w kwestii
                        posiadania przygotowania, co ich wykorzystywania?
                • ariana1 Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 10:57
                  imasumak napisała:
                  Doprawdy nie wiem, gdzie Ty tę pogardę wyczuwasz.

                  Doprawdy nie wiesz? A chociażby ironiczne wstawki: "nauczyciele
                  bidule" i "szarganie świętości nauczycielskie". Jeżeli to nie
                  pogardliwe tylko żartobliwe miało być, to ona ma doprawdy
                  specyficzne poczucie humorku.

            • kasia_kasia13 Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 00:38
              imasumak napisała:

              > Moofka napisała jedynie, że w szkole ma zamiar obserwować nauczycieli i w
              > przypadku, kiedy zauważy ich złą pracę, będzie reagować. Uważasz, że nie ma do
              > tego prawa jako rodzic?

              Z ciekawosci, jakie kompetencje ma moofka, zeby oceniac, czy nauczyciel dobrze czy zle wykonuje swoja prace?


              • moofka Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 09:33
                kasia_kasia13 napisała:


                > > tego prawa jako rodzic?
                >
                > Z ciekawosci, jakie kompetencje ma moofka, zeby oceniac, czy nauczyciel dobrze
                > czy zle wykonuje swoja prace?
                >

                kompetencje
                puste slowo wytrych ktorym zaslaniaja sie nauczyciele przy kazdej niekompetencji
                i to tez jest znamienne
                ksiegowa prawnik czy informatyk bedzie wychrzaniony zaraz po okresie probnym jeseli okaze sie ze daje ciala zadanich robi bledy olewa czy jest konfliktowy
                men nauczycielom okreslil 'kompetencje' i papier liczy sie bardziej niz czlowiek i jego umiejetnosci inne
                wszedzie indziej oprocz szkoly oprocz wysiedzianego szkole lansu zaocznie dyplomu pedagogiki jakiejstam
                podresla sie role umiejetnosci miekkich np
                nawet w biznesie sa one czesto wazniejsze niz dyplom
                a szkola - gdzie paradoksalnie pracuje sie na najwrazliwszym materiale
                wcale
                bo ona jest mgr wiec nie mozesz zwrocic uwagi ze jest do tego niesprawiedliwa i leniwa gula
                chociaz twojego dziecka nie interesuje to czy ona ma mgr i w jakim kolorze
                tylko to, ze w szkole czy przedszkolu czuje sie zwyczajnie zle
                i ma wieczne problemy
                • kasia_kasia13 Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 10:47
                  > ksiegowa prawnik czy informatyk bedzie wychrzaniony zaraz po okresie probnym je
                  > seli okaze sie ze daje ciala zadanich robi bledy olewa czy jest konfliktowy

                  Ksiegowego i infoformatyka sie wywali, ale to przelozony + koledzy z brazny sa w stanie ocenic jego umiejetnosci a nie przypadkowa osoba z ulicy, ktora nie ma pojecia, na czym polega ta praca.

                  Podobie w tym przypadku. Zlego nauczyciela tez sie powinno wywalic. Ale to przelozony nauczyciela jest w stanie ocenic, czy nauczyciel jest kompetentny. Przecietny rodzic nie.

                  • ahhna Re: roszczeniowi rodzice 04.07.10, 12:18
                    > Ksiegowego i infoformatyka sie wywali, ale to przelozony + koledzy
                    z brazny sa
                    > w stanie ocenic jego umiejetnosci a nie przypadkowa osoba z ulicy,
                    ktora nie ma
                    > pojecia, na czym polega ta praca.
                    >
                    > Podobie w tym przypadku. Zlego nauczyciela tez sie powinno
                    wywalic. Ale to prze
                    > lozony nauczyciela jest w stanie ocenic, czy nauczyciel jest
                    kompetentny. Przec
                    > ietny rodzic nie.

                    Totalna bzdura. Po pierwsze porównanie człowieka z ulicy i jego
                    wiedzy na temat danej branży do rodzica, który w branży "dziecko"
                    siedzi od wielu lat, to jakieś nieporozumienie. Swoje dziecko, jego
                    umiejętności, wrażliwość, podatność na stres itd., itp., najlepiej
                    zna rodzic. Oczywiście normalny rodzic, nie patologiczny. I jeśli
                    coś z dzieckiem jest nie tak, czy to w nauce, czy w zachowaniu, to
                    rodzic pierwszy to zauważy, zwłaszcza że nauczyciel ma 25 dzieci pod
                    opieką.

                    Po drugie przełożony w danej branży ocenia swoich podwładnych na
                    podstawie sygnałów płynących z zewnątrz. Czyli gdy zgłasza się Urząd
                    Skarbowy, ,że coś jest źle policzone, albo pani Ania, że ma o 1/3
                    mniejszą pensję niż zwykle tudzież do ZUS-u nie dotarły jej papiery,
                    to dopiero wtedy przełożony ma sygnał, że ma kiepskiego księgowego.
                    Zgłaszają się pacjenci ze skargami do kierownika kliniki - wtedy ma
                    on wiedzę, że coś jest nie tak. Ocena zawsze płynie najpierw z
                    zewnątz, bo przeciez żadna firma nie działa w hermetycznym
                    środowisku. Nauczyciele nie pracują sami dla siebie, na ich ocenę
                    powinna się składać ocena ich przełożonego wydawana na podstawie
                    m.in. opinii rodziców. Ciekawe, że na prywatnych uczelniach to
                    rozumieją; regularnie miałam naloty na swoich zajęciach: sprawdzano
                    frekwencję i rozdawano studentom anonimowe ankiety z pytaniami na
                    temat mnie i moich zajęć. Wchodziło to w skład oceny mojej pracy.
                    Jeśli frekwencja była za niska, a zajęcia wydawały się za nudne lub
                    za trudne, to to była moja wina, nie studentów. Ciekawe, kiedy
                    zaczną to rozumieć nauczyciele z państwowych placówek. Kiedy zaczną
                    w końcu rozumieć, że to oni są dla dzieci i rodziców, a nie dzieci i
                    rodzice dla nich.
                    • kali_pso Re: roszczeniowi rodzice 04.07.10, 13:00
                      Ciekawe, że na prywatnych uczelniach to
                      rozumieją; regularnie miałam naloty na swoich zajęciach: sprawdzano
                      frekwencję i rozdawano studentom anonimowe ankiety z pytaniami na
                      temat mnie i moich zajęć.


                      Postulujesz wprowadzenie czegoś podobnego w gimnazjum np.?
                      Ale po co?
                      Toż nawet gdyby wyszło z 99% ankiet, że pani X, ucząca wiele lat,
                      jest wredna, pogardliwie się odnosi do uczniów i dyktuje z notatek
                      ze swoich studiów.. to czy to coś zmieni w podejściu w/w pani? Albo,
                      że pracodawca ją zwolni?

                      Nie pocieszę - obserwacji własnych wynika, że w 99% NICwinkp
                      A zwolnić jej nie można.
                      • ahhna Re: roszczeniowi rodzice 05.07.10, 12:40
                        Ale dlaczego nic? Nigdy nic nie da się zrobić w polskiej szkole? Boi
                        nie? Dlaczego gdzie indziej w świecie można, a u nas nie? Zmienia
                        się świadomośc lekarzy, zmienia się w szpitalach, urzędach, tylko w
                        szkole NIC?
                        Tak, ja właśne postuluję, by ocenę rodziców, a nawet dzieci brać pod
                        uwagę przy okresowej ocenie nauczyciela. Zmiany będą nieuniknione,
                        może nie od razu, ale nastąpią. Od czegoś trzeba zacząć w końcu.
    • atenka11 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:17
      Jak mojego przedszkolaka, zabronilam karmic na sile zupa, az do
      zwymiotowania, to bylam roszczeniowa, nie doceniajaca dobrych checi.
      A pani przedzkolanka zapytala co zamierzam z tym zrobic ze mu zupy
      nie smakuja, bo ona sie nie zgadza aby ich nie jadl.
      W przedszkolu byl z powodu chorob i tych nieszczesnych zup rzadkim
      gosciem. Siedzial z niania lub byl przez nia odbierany okolo 13 aby
      nie bylo argumentu ze po niezjedzeniu zupy siedzi glodny do 15.
      Argument ze glupia zupa moze stac sie rzyczyna fobii przedszkolnej,
      do pani przedszkolanki nie trafial.
      Malo tego codzinnie bylam wzywana po to by opowiedziec mi ze dziecko
      tejze zupki nie zjadlo, lub przelewalo lyzke markujac ze cos zjada.
      • iminlove Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 11:34
        Taaaa, pamiętam jak sama byłam w przedszkolu i panie wmuszały mi
        zupę... Wmuszanie skończyło się po tym, jak po wmuszeniu całego
        talerza fasolowej (nie znosiłam i w dalszym ciągu nie znoszę!)
        zwymiotowałam ją spowrotem na talerzsmile)
        Fobię mam do dzisiaj, jak czegoś nie lubię to nie zjem, choćbym
        miała i tydzień nie jeść.
        • lolinka2 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:28
          iminlove - ja też fasolowa byłam - i też przestali zmuszać po pierwszym
          pawiu - tyle że na dywan malowniczo strzelonym...

          fasoli i grochu w żadnej postaci nie tykam do dnia dzisiejszego.
          • kittka25 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 21:22
            A ja spotkałam kilku roszczeniowych rodziców- i było to dla mnie największym chyba szokiem w pracy - np. całkiem serio rodzic powiedzial mi ze MUSZE zaprzyjaznic się ze wszystkimi nauczycielami uczącymi moich wychowanków-aby miec z tymi nauczycielami jak najlepszy kontakt -także prywatnie-bo to pomoże ich dzieciom...kolejny - nie uwierzył ze jego syn wulgarnie obrazą mnie i innych uczniów podczas lekcji ("on nawet nie zna takich słów"),i wiele innych podobnych sytuacji.Ogólnie - nastwienie rodziców do nauczycieli jest moim zdaniem bardzo negatywne - czasem mam wrażenie ze rodzice z góry zakładają, ze chcemy ich dzieci skrzywdzić. Miałam też sytuację ze uczeń III gimnazjum przepraszał mnie za zachowanie swojej mamy - zal mi go było bo mi za taką matkę tez byłoby wstyd.Rzadko zdarza się rodzic który bez negatywnego nastawienie, "najeżenia" chce porozmawiać o postępach czy zachowaniu dziecka. Z drugiej strony wynika to pewnie ze złych doświadczeń - bo, przyznaję, wśród nas nauczycieli tez jest wielu którzy chyba nie mieli innego pomysłu na życie- i teraz nie lubią swojej pracy.
    • mikas73 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:01
      Widywałam naprawdę przegięcia ze strony rodziców, w klasie mojego
      syna; np. telefon o 22:00 do nauczycielki; bo dziecko zapomniała
      zanotować, które zadanie ma odrobić.???? Niekiedy naprawdę mają
      prawo mieć dosyć, bo z jednej strony nadgorliwi rodzice, z drugiej
      olewający wybryki dzieci.

      Jednak też mam wrażenie, że uczeń wymagający indywidualnego
      podejścia to niestety kłopot a nie wyzwanie dla nauczyciela. A
      pytający rodzice to zmora.

      Ja na pewno roszczeniowa nie byłam, po wywiadówce, co najwyżej
      jakieś pytanie do Pani; czy wszystko ok? Pani, że ok. Oceny mam na
      kartce, to o co tu jeszcze pytać?
      No ale teraz mam „zonk” , bo na świadectwie mojego
      piątoklasisty: „poprawne” z zachowania i zachodzę w głowę; jak
      może „być ok”. i zachowanie na 3 a średnia całkiem, całkiem .
      Zagadką jest również pani z muzyki, która w czwartej klasie oceniła
      syna: na półrocze-5 na koniec roku-3. a w piątej to już w ogóle
      poleciała: na półrocze-4 a na koniec roku-6 a na kartce, którą mi
      dawano oceny jeszcze inne.

      No i wyszło mi, że ta mała roszczeniowość mało się opłaca, bo
      żadnych sygnałów ze strony szkoły nt. zachowania mojego syna nie
      dostałam….. i się teraz zastanawiam; chuligan czy nie chuligan? A
      syn wielkie oczy robi; że on tylko na lekcjach gada….
      • kocianna Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:33
        poprawne to nie jest obniżone, tylko poprawne: nie robi nic poza tym, co musi,
        nie reprezentuje szkoły na zewnątrz, nie bierze aktywnego udziału w życiu klasy,
        jednym słowem - nie wychyla się znacząco w żadną stronę smile Jest OK. Nie czepiają
        się jego zachowania.
        • mikas73 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:58
          > nie reprezentuje szkoły na zewnątrz

          No właśnie, że nie. Jest laureatem trzech olimiad; a średnia 4,8 i
          przez to zachowanie nici z czerwonego paska a i z konkursu
          krajoznawczego na wycieczce też zajął I miejsce wink i trochę mam
          pretensji do Pani, że nie wiem o co chodzi z tym zachowaniem.... bo
          niby było ok.
          Ale spać mogę smile
          • kub-ma Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 13:08
            A to faktycznie nauczycielka powinna dać jakieś sygnały. W mojej
            szkole funkcjonuje system uwag i pochwał o których rodzic jest
            informowany (najczęściej dostaje informację do dzienniczka). Na tym
            głównie opiera się ocena z zachowania. Poza tym miesiąc przed
            zakończeniem roku szkolnego powiadamia się rodzica o przewidywanych
            ocenach z przedmiotu i z zachowania.
            Ale dobrze, że spać możesz, bo teraz wakacje są najważniejsze smile
            • mikas73 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 13:14
              Poza tym miesiąc przed
              > zakończeniem roku szkolnego powiadamia się rodzica o
              przewidywanych
              > ocenach z przedmiotu i z zachowania.

              No i tu mnie oświeciłaś; nie byłam na ostatniej czerwcowej
              wywiadówce (nagłe zdarzenie)..... w połączeniu ze skłonnościami do
              lawirowania mojego ancymona - wyszło jak wyszło.
              Masz rację teraz wakacje smile
      • kub-ma Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:56
        Miałam napisać to samo co Kocianna. Zachowanie poprawne, to
        zachowanie "wyjsciowe" - od niego syn zaczął we wrześniu. A kwestia
        lepszej oceny, to zależy od tego co zrobił dla klasy, dla szkoły. I
        pewnie wchodzą w to drobne przewinienia.
        Poza tym możesz sprawdzić w statucie szkoły wyjaśnienie kiedy uczeń
        w szkole twojego syna może dostać ocenę poprawną.
        • mikas73 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 13:02
          No dowiem sie ale we wrześniu, nie będę zamęczać Pani na urlopie wink
          Wiem, że gada na lekcjach i prawdopodobnie nie nosił mundurka (który
          jest w szafce szkolnej) do tego się przyznał... reszta wyjdzie we
          wrześniu... mam nadzieję, że nic gorszego...
      • kasia_kasia13 Re: roszczeniowi rodzice 02.07.10, 17:37
        mikas73 napisała:

        > Widywałam naprawdę przegięcia ze strony rodziców, w klasie mojego
        > syna; np. telefon o 22:00 do nauczycielki; bo dziecko zapomniała
        > zanotować, które zadanie ma odrobić.????

        W dawnych czasach kiedy nauczaulam, zadzwonil do mnie rodzic studenta(!) z pytaniem, czy moglabym przelozyc egzamin w sesji zimowej na inny termin, bo oni chca jechac razem na narty smile))
    • purpurowa_komnata Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:01
      Co innego wysłuchanie wersji dziecka i wersji nauczyciela-co innego
      dbanie o interesy dziecka- a co innego twierdzenie,że wina jest
      zawsze po stronie nauczyciela...Pomoc dziecku tak ale nie poprzez
      twierdzenie,że moje cudo jest aniołem-mówię to jako mama
    • asia_i_p Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:09
      Nie spotkałam dużo roszczeniowych rodziców. Sytuacje, które spotkałam -
      naleganie, żebym dziecku z orzeczeniem o dysgrafii i skrzyżowanej lateralizacji
      wpisała do dziennika dysleksję, bo to to samo - tłumaczyłam, że piszę to, co mam
      na orzeczeniu (no nie będę poprawiała specjalistów), matka ucznia ustąpiła
      dopiero, kiedy pokazałam jej, że na innym orzeczeniu stoi jak byk dysleksja;
      matka, która żądała, żebym załatwiła (w maju), żeby nie było już sprawdzianu z
      matematyki, bo uczniowie mają wystawione oceny proponowane i jeszcze im się od
      tego sprawdzianu pogorszą. Nie uważam, żeby zachowanie tych matek było
      skandaliczne, jednak lekka przesada to była.
    • patka_s Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:12
      O proszę, czytając nasunęła mi się kolejna rzecz: "Nauczyciel nie
      nauczył!". Nosz kur... nie wynaleziono jeszcze łopaty, którą
      nauczyciel mógłby wsadzić do głowy wiedzę. nauczyciel jest m. in. od
      tego, aby jak najlepiej wytłumaczyć, wskazać skąd można dodatkowo
      zaczęrpnąć informacje na jakiś temat (chyba wiedza z zeszytu i
      podręcznika wystarczy każdemu nauczycielowi) podyktować
      najważniejsze rzeczy, rozwiązać zadania trudne. Nauczyciel nie jest
      odpowiedzialny za wszystko. Rodzic jest od przypilnowania aby
      dziecko przyswoiło wiedzę, odrobiło zadanie domowe, przygotowało się
      do sprawdzianu itp.
      • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:15
        to jest podejscie wykladowcy wyzszej uczelni
        przyszedl wylozyl poszedl
        nie osoby pracujacej z dziecmi
        poza tym
        rozni sa
        znam nauczycieli u ktorych na psrawdzianach sa same paly z gory na
        dol
        i dwie mierne
        pytanie za sto punktow
        kto zle zrobil swoja robote?
        • kub-ma Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:47
          Przedstawiasz skrajne sytuacje: nauczyciel-wykłądowca, nauczyciel
          kiepsko tłumaczący, nie potrafiący nauczyć nawet tych, którzy chcą.
          Czy nie ma już w Twoim wyobrażeniu o szkole nauczycieli dobrych,
          dobrze pracujących, dobrze uczących?
          • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:52
            alez są Bogu dzieki wink
            i tym bardziej na ich tle zlosliwa miernota wypada blado
            trduno jest lubic nauczyciela ktory nie umie nauczyc wymaga cudow i
            zwyczajnie nie znosi dzieci
            jak mozna pracowac z czyms czego sie nie lubi?
            nawet kontystka czy fakturzystka po latach pracy robi 'fakturki i
            przelewiki' wink
            a nauczycielka z tym samym stazem czesto gesto robi z bachorami big_grin
            • kub-ma Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 13:03
              Cieszę się, że doceniasz i tych dobrych nauczycieli. Mam wrażenie,
              iż postawiłaś sobie za cel tępić te - jak to nazwałaś - złośliwe
              miernoty. Ale robisz to tak zawzięcie, że przy okazji dostaje się
              wszystkim pozostałym: i dobrym, i świetnym.

              • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 13:10
                no prosze ciebie smile
                skad takie wrazenie?
                ja sama bylam nauczycielem
                i szczerze uwielbialam swoich uczniow
                zreszta na roszczeniowych rodzicow nie trafilam
                realizowalam program bez przeszkod
                przypominam sobie jednak ze sporym szokiem dla mnie zaraz po
                studiach bylo wejscie do smoczej nauczycielskiej jamy
                gdzie gniazdo os z nieadekwatnie zawyzona samoocena
                robilo nic albo byle jak
                a uczniowie byli zlem najgorszym
                byli i sa cudowni nauczyciele
                z calego serca zycze dziecku zeby na takich trafial na swojej drodze
                bo wiem jakie to wazne
                • purpurowa_komnata Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 13:23
                  Byłaś i pozostawiłaś sobie to co chciałaś we wpomnieniach-Ty
                  oczywiście jako wzór-nie mogło być inaczej-a teraz wzór będzie
                  wytykał innym błędy...Bo nikt z dyskutantów nie widział jak
                  pracujesz-nie może ich wytnąć Tobie-ale Ty możesz innym jake to
                  wartościowe doznanie.....
                  • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 13:26
                    chrzanisz
                    z przyjemnoscia sie uczylam od tych najlepszych
                    i nigdzie nie pisze ze jestem wzorem
                    ani ze ty nim nie jestes
                    nie wiem skad w watkach nauczycielskich takie dotkniecie do zywego
                    ogolna uwaga o ciele? wink
                    • purpurowa_komnata Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 13:39
                      no jasne-nie wierzę, że w szkole, w której uczyłaś nie było nikigo z
                      sensem prócz ciebie-przeczytaj jeszcze raz Twój wpis-i się nie unoś
                      bo to o ciele to samo Ciebie sie tyczy. Nie ważne czy napiszesz o
                      tym jak to źli są nauczyciele, czy złe są natki, bo robią inaczej
                      niż Ty , czy to źle o jakimkolwiek zawodzie- to jeśli mi czas
                      pozwoli napiszę -nie generalizuj bo nie masz patentu na prawdę. W
                      każdym zawodzie są ludzie, ktorych być tam niepowinno być - to nie
                      jest epokowe odkrycie.
                      Widzisz błąd wykaż go na konkretnym przykładzie- konkretnym
                      zdarzeniu -nie wylewaj na wszystkich wiadra pomyj- bo Ciebie
                      najbardziej pochlapią.
                      To napisałam ja świadoma swych ograniczeń i nie dorastająca Ci do
                      pięt-polecam się na przyszłość.
                      • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 13:48
                        nie wiem o co ci chodzi
                        ale cos czuje syndrom stolu i nozyczek
                        • purpurowa_komnata Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 13:54
                          w żadnym rarie-ale spodobał mi się Twój wpis.
                          • purpurowa_komnata Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 13:59
                            ten wpis
                            "realizowalam program bez przeszkod
                            przypominam sobie jednak ze sporym szokiem dla mnie zaraz po
                            studiach bylo wejscie do smoczej nauczycielskiej jamy
                            gdzie gniazdo os z nieadekwatnie zawyzona samoocena
                            robilo nic albo byle jak
                            a uczniowie byli zlem najgorszym
                            byli i sa cudowni nauczyciele"
                            gdybyś dodała,ze w Twojej szkole choć jeden taki wspaniały był prócz
                            Ciebie to bym nic nie pisała bo nie miałoby to sensu. Pokazujesz w
                            tym wpisie,ze większość z nich ogromna to plewy. Nie zgadzam się z
                            tym bo sama jeszcze edukacji nie zakończyłam-a byłam też uczniem.
                            • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 14:04
                              a co nie wiem to dopowiem
                              latwiej by ci bylo dyskutowac gdybys sie odnosila do tego co jest
                              napisane
                              a nie do tego co ci sie wydaje
                              taka mała podpowiedz wink
                              • purpurowa_komnata Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 14:05
                                super- nie masz więc argumentu -pozdrawiam
                                • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 14:07
                                  nie mam
                                  na obrone twoich rojeń nie mam
        • kasia_kasia13 Re: roszczeniowi rodzice 02.07.10, 17:40
          Dzieci tez sa rozne. Niektore sa wrecz tepe, wiekszosc jest przecietna, wiec nie ma co sie spodziewac cudow.
        • ahhna Re: roszczeniowi rodzice 04.07.10, 12:33
          > to jest podejscie wykladowcy wyzszej uczelni

          I to tylko na państwowej uczelni, i to tylko w Polsce, jak
          podejrzewam. Na mojej prywanej uczelni (byłej już) moja praca była
          bardzo skrupulatnie weryfikowana m.in. przez anonimowe ankiety
          kierowane do studentów. Jeśli studenci nie rozumieli, co do nich
          mówię, to była to moja wina i mój problem, a nie ich. I to ja miałam
          się dostosować do ich poziomu i z niego dopiero ciągnąć za uszy na
          wyższy. Przyjść i pogadać sobie do ściany zawsze można, tylko po co?
          A poziom studentów na prywatnych uczelniach jest tragiczny, dodam.
          • kali_pso Re: roszczeniowi rodzice 04.07.10, 13:07
            > A poziom studentów na prywatnych uczelniach jest tragiczny, dodam.

            Uspokój wszystkich, że nie była to uczelnia pedagogicznasmile
            • ahhna Re: roszczeniowi rodzice 05.07.10, 12:41
              Uspokajam - nie była smile
      • gryzelda71 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:22
        Skoro nauczyciel nie ma łopaty,skąd ma ją wziąć rodzic?
        • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:26
          lopaty nie ma
          ale powinien miec warsztat, dydaktyke i metodyke
          to zdaje sie studiuje lat 5
          • purpurowa_komnata Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:36

            > lopaty nie ma
            > ale powinien miec warsztat, dydaktyke i metodyke

            identycznie jest wymagać od lekarza aby wyleczył chorobę-bo
            przecież studiował lat sporo-wtedy zgonów by nie było
            czasem warsztat-metodyka-dydaktyka- to za mało bo pracuje się na
            żywym jedynym w swoim rodzaju organiźmie żywym.
            A to,że jest sporo nauczycieli z przypadku-albo mających swoją pracę
            gdzieś-to też prawda-ale generalizowanie jest najbardziej
            krzywdzące.
            • gryzelda71 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:48
              Widzisz ja od lekarza nie oczekuje wyleczenie,ale leczenia.Tak samo od
              nauczyciela.Nie podoba mi się,gdy pani karcącym tonem wydaje polecania,co
              powinna ze swoim dzieckiem nadrobić,bo ona nie zauważyła,ze nie wszystkie dzieci
              tak szybko łapą jak Marysia.A raczej zauważyła,ale nie będzie nadrabiać.
          • gryzelda71 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:42
            Jak sięjest rodzicem to i większe wymagania nie?
          • ariana1 Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 11:10
            moofka napisała:
            > lopaty nie ma
            > ale powinien miec warsztat, dydaktyke i metodyke
            > to zdaje sie studiuje lat 5

            Trzymajcie mnie, bo padnę! Gdzie ty znajdziesz nauczyciela, który
            świeżo po studiach ma warsztat pracy????? Nauczyciel po studiach
            jest zielony jak szczypiorek na wiosnę i nie ma bladego pojęcia nie
            tylko o uczeniu ale i wychowaniu.
            • moofka Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 17:00
              ariana1 napisała:

              > moofka napisała:
              > > lopaty nie ma
              > > ale powinien miec warsztat, dydaktyke i metodyke
              > > to zdaje sie studiuje lat 5
              >
              > Trzymajcie mnie, bo padnę! Gdzie ty znajdziesz nauczyciela, który
              > świeżo po studiach ma warsztat pracy????? Nauczyciel po studiach
              > jest zielony jak szczypiorek na wiosnę i nie ma bladego pojęcia nie
              > tylko o uczeniu ale i wychowaniu.

              smutne tym bardziej
              co wiec robil przez 5 lat studiow?
              i kiedy nabywa charakterystyczne w tym zawodzie wszechwiedzenie nie
              poparte znajomoscia rzeczy??
            • ahhna Re: roszczeniowi rodzice 04.07.10, 12:44
              > Trzymajcie mnie, bo padnę! Gdzie ty znajdziesz nauczyciela, który
              > świeżo po studiach ma warsztat pracy????? Nauczyciel po studiach
              > jest zielony jak szczypiorek na wiosnę i nie ma bladego pojęcia
              nie
              > tylko o uczeniu ale i wychowaniu.

              Ja mam dokładnie odwrotne spostrzeżenia, również jako były
              nauczyciel. To właśnie po studiach jest się największym idealistą i
              siłaczką, to po studiach przeżywa się szok po kontakcie z "pokojem
              nauczycielskim". Nie wiem, czy jest już wtedy warsztat pracy, ale
              wszelkie jego zalążki nauczyciele - niektórzy przynajmniej - raczej
              gubią z biegiem lat niż doskonalą. W tym fachu zresztą warsztatem
              powinna być przede wszystkim, oprócz wiedzy merytorycznej w danej
              dziedzinie wiedzy, empatia i cierpliwość. Jeśli się kończą, należy
              zmienić zawód, bo żaden warsztat tego nie zastąpi.
      • e_r_i_n Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:25
        Dokładnie - takie podejście - wyłożyć, podpowiedzieć i rozliczyć, to można mieć
        na fakultecie/zajęciach dodatkowych/studiach.
        Nie w szkole podstawowej np., gdzie się uczy dzieci PODSTAW.
        I to nauczyciel jest przede wszystkim odpowiedzialny za poziom wiedzy uczniów.
        Rodzic owszem, ma obowiązek przypilnować odrobienia lekcji, przygotowania do
        nich. Ale nie uzupełniać wiedzę, które nauczyciel nie przekazał/przekazał w
        sposób nie do przyswojenia.
        • rubia88 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:38
          tylko problem w tym, że są dzieci niewyuczalne. jak do I klasy gimnazjum
          przychodzą delikwenci, którzy mają problem z tabliczką mnożenia (!), to
          nauczyciel ma niewielkie pole manewru. przecież nie nauczy się za nich tej
          tabliczki.
          to przykład naprawdę z życia, niestety.
          • m.i.n.e.s Re: roszczeniowi rodzice 02.07.10, 10:41


            rubia88 napisała:

            > tylko problem w tym, że są dzieci niewyuczalne. jak do I klasy
            gimnazjum
            > przychodzą delikwenci, którzy mają problem z tabliczką mnożenia
            (!), to
            > nauczyciel ma niewielkie pole manewru. przecież nie nauczy się za
            nich tej
            > tabliczki.



            I tu sie z Toba nie zgodze.
            Ja nie siedzialam ani minuty z moim dzieckiem nad tabliczka
            mnozenia.Tabliczka opanowana w drugiej klasie szkoly podstawowej.
            I jest to zasluga pani, ktora nie kazala tabliczki bezmyslnie ryc,
            ale znalazla rozne metody zapamietywania, dzieki czemu dzieci
            nauczyly sie szybko i bez stresu.





        • kub-ma Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:43
          Oczywiście nauczyciel ma obowiązek przekazać wiedzę w sposób jak
          najbardziej przystępny. Od tego jest. Ale są sytuacje, kiedy
          nauczyciel zrobił wszystko a uczeń nie chce.
          Zawsze jestem do dyspozycji uczniów gdy czegoś nie zrozumieli na
          lekcji, byli nieobecni. Jeżeli się da, to wyjaśniam na pzrerwie,
          jeżeli nie, to po lekcjach. Ale jeżeli uczeń nie przychodzi po
          pomoc, to co nauczyciel może jeszcze zrobić? Na zorganizowanych
          zajęciach robią dokłądnie to co na lekcjach, nie uważają. Przy małej
          liczbie uczniów każdego można choć chwilę przypilnować, ale więcej
          się nie da.
        • patka_s Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 19:55
          Toteż to właśnie napisałam. W gimnazjum jest 1-2 godz fizyki w
          tygodniu i ok. 30 uczniów w klasie. Nie jestem w stanie aż tak
          nauczyć, żeby wyszli po lekcji WSZYSCY BEZ WYJĄTKU, nawet ci, którzy
          mają problemy z czytaniem - nauczeni, z odrobionym zadaniem domowym,
          zrobionymi przykładami, widocznie jestem BEZNADZIEJNYM, NIEUMIEJĄCYM
          UCZYĆ NAUCZYCIELEM.
    • izabellaz1 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:39
      Rodzice bardzo często potrafią zaleźć za skórę - widzę to, mimo że nauczycielem
      nie jestem.
      Najbardziej "jazgoczą" takie mamy co chyba w domu nie mają wiele do powiedzenia,
      albo udręczeni przez kierownictwo w pracy tatusiowie, którzy mogą pokazać
      nauczycielce "kto tu jest szefem"...

      Wiem, generalizuję. Są i fajni rodzice, z którymi można się porozumieć i
      niefajni nauczyciele, z którymi kontakt bywa uciążliwy. Nie ma reguły.
    • anik0987 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:41
      Ja jeszcze tego problemu nie mam, ale czeka mnie za 2 lata i już się chwilami
      martwię. Czytałam ostatnio ciekawy wywiad w polityce z psychologiem pracującym z
      nauczycielami. I rzeczywiście trochę mi się oczy otworzyły. Ta wieczna wojna na
      linii rodzice - nauczyciel, to niestety problem trudny do rozwiązania. Wina leży
      często po obu stronach, ale my jako rodzice musimy zdać sobie sprawę, że czasem
      zbyt wiele oczekujemy od nauczyciela. To błąd całego systemu - od kształcenia
      nauczycieli począwszy. Nauczyciel nie ma też wsparcia w samej szkole. Jeśli
      pojawiają się problemy wychowawcze z dzieckiem wszyscy oczekują, że to on je
      rozwiąże. A on nie jest do tego przygotowany i de facto nie ma czasu, żeby się
      tym zajmować (bo przecież ma pod opieką wiele dzieci). To nie znaczy, że wszyscy
      nauczyciele są tacy super, a rodzice wredni i roszczeniowi. Szkoła pełni również
      rolę wychowawczą, bo jakby na to nie patrzeć, dzieciaki spędzają w niej mnóstwo
      czasu. Błędy wychowawcze popełniają oczywiście rodzice, ale nauczyciele też.
      Myślę, że na zmiany w postawach i dojście do współpracy przyjdzie nam jeszcze
      sporo poczekać - na przyjście młodej kadry wykształconej w zupełnie innym
      systemie. To na razie wydaje się iluzją, bo w tej materii niewiele się zmienia.
    • kawka74 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:45
      Roszczenia rodziców wynikają, Moofko, z jednego - z braku szacunku do
      nauczyciela i jego pracy.
      Czy wobec tego zostaniesz uznana za rodzica roszczeniowego?
      Hm...
      • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:50
        kawka74 napisała:

        > Roszczenia rodziców wynikają, Moofko, z jednego - z braku szacunku
        do
        > nauczyciela i jego pracy.
        > Czy wobec tego zostaniesz uznana za rodzica roszczeniowego?
        > Hm...

        ano widzisz kawko
        szaucnek dla pracy jako takiej mam kazdej
        i wozkowego i stroza i lekarza i pani na urzedzie i handlowca i
        nauczyciela
        czy jednak wobec tego ostatniego musimy szczegolna czolobitnosc
        stosowac z racji wykonywanej pracy?
        nie mozemy jeszcze oczekiwac ze wykona ja dobrze?
        tym bardziej ze jak ktos tu slusznie zauwazyl material jest inny
        calkiem
        i dla nas rodzicow jakby najwazniejszy
        • kawka74 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 13:15
          Kiedyś już o tym pisałam - między czołobitnością a lekceważeniem jest dość
          szerokie spektrum możliwości, na przykład życzliwa współpraca.
          Nie oczekuję od rodziców niczego więcej poza tym, żebyśmy rozmawiali o dziecku
          jak partnerzy, a nie jak jaśnie państwo i chłopiec do bicia. Wielu rodziców
          oczekuje tego samego - że nie będą musieli siedzieć i kulić się w sobie, podczas
          gdy nauczyciel będzie wygłaszał orację o tym, jaki ich syn jest beznadziejny.
          Ale Ty idziesz do szkoły jak na wojnę, więc nie zdziw się, jeśli faktycznie
          wojnę będziesz miała.
          • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 13:24
            anienie
            zupelnie mylne wrazenie
            to ze ktos czasem dosc radykalne sady ma
            nie znaczy ze jest krzyczacym potworem w realu
            ja nie jestem na przyklad wink
            ale sama przez cztery lata edukacji przedszkolnej mojego dziecka
            zawsze wyrozumiale znosilam babole pan
            az przesadzily
            dopiero jak stanowczo sie upomnialam o dopilnowanie obowiazkow to
            nagle sie wszystko zrobilo
            tylko ja juz bylam niedobra (i roszczeniowa zapewne wink)
            teraz zamierzam te linie od poczatku trzymac
            wink
            • kawka74 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 13:37
              Ależ obowiązki wobec dziecka nauczyciel musi wypełniać, to jasne. Problem
              zaczyna się wtedy, kiedy następuje różnica pomiędzy rodzicami a nauczycielem,
              jeśli chodzi o szczegóły.
              Nie będę oceniać dziecka jako dyslektyka tylko na podstawie opinii ojca.
              Nie będę siedziała z dzieckiem po godzinach pracy, podczas gdy jego matka sama
              biega po sklepach - sama, bo dziecko będzie przeszkadzać.
              A wg rodziców powinnam.
              • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 13:38
                no jasne ze tak
                to sa jakies dziwne przypadki w ogole smile
                Ty uczysz w podstawowce?
                • kawka74 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 14:13
                  > to sa jakies dziwne przypadki w ogole smile

                  Dziwne, ale prawdziwe ;p
                  Na szczęście rzadkie.
                  Z większością rodziców współpracuje się dobrze czy bardzo dobrze, bo jaki
                  mielibyśmy interes w szarpaniu się za grzywki?

                  > Ty uczysz w podstawowce?

                  Si, w klasach starszych.
                  • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 14:21
                    to skad pomysl zeby siedziec z dzieckiem?
                    nie puszczacie do domu samych?
                    tak sie zastanawiam smile
                    • kawka74 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 15:09
                      Jeśli dziecko nie ma wpisanej do dzienniczka informacji, że rodzic wyraża zgodę
                      na wyjście do domu bez opieki, nikt go nie wypuści nawet jeśli jest
                      szóstoklasistą. Tamta sytuacja akurat dotyczyła dziecka młodszego.
                      Nie zostawia się też dzieci samych w szkole np. z woźnym czy konserwatorem, żeby
                      sobie poczekały.
                      Dzieciak ma pozwolenie na wyjście bez opieki dorosłego - wychodzi. Nie ma -
                      siedzi w szkole, a dyżurny nauczyciel razem z nim.
      • e_r_i_n Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 13:02
        Jeśli ta praca jest byle jaka i bez zaangażowania, to trudno ją szanować. A jak
        się oczekuje zaangażowania, to jest się ocenionym jako roszczeniowy. Jednym
        słowem - błędne koło.
        • kawka74 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 13:25
          I tak już z góry wiadomo, że nauczyciel mojego dziecka będzie wykonywał swoją
          pracę bez zaangażowania i trzeba będzie go ustawiać do pionu?
          • e_r_i_n Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 13:54
            Ja nie wiem, jak będzie z nauczycielem Twojego dziecka smile
            Ja wiem, jak wykonuje pracę nauczycielka mojego dziecka.
            Po rozmowie ze mną, ustaleniu jakichś zasad współpracy przez tydzień-dwa jej się
            chce, a potem wracamy do punktu wyjścia.
            Jak ona ma motywować do pracy moje dziecko, skoro sama siebie nie potrafi?
          • wieczna-gosia Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 14:54
            Kawka ja troche jednak obronie erin smile
            nie z gory nie z gory- erin jest po prostu zmeczona- wlasnie skonczyl
            sie rok szkolny, robi czlowiek z tym dzieckiem o co prosza, stara sie
            czlowiek, dziecko robi postepy ale gdzies za tym wszystkim wisi
            "niech go pani w diably zabierze do innej szkoly". I jak w tle cos
            takiego wisi to kazda moja alternatywna akcja jest niewystarczajaca
            bo:
            - chodzi na zajecia terapeutyczne? no ale tam sa dwie panie 6-8
            dzieci no prosze pani to sa idealne warunki, to sie nie da porownac.
            - psycholog zaleca? no ale co on zaleca przeciez ja mam 20 dzieci w
            klasie sie nie da.
            - chodzi na Integracje- no niech se chodzi fajnie.
            -chodzila pani na zajecia umiejetnosci wychowawczych? na pewno w domu
            jest cos nie ta no nie powie mi pani ze w domu on sie TAK nie
            zachowuje (no jakis sie kurrrna nie zachowuje).

            i najgorsze w tym wszystkim jest to ze czasami sie pani CHCE. I nagle
            dziecko funkcjonuje inaczej, jest ustawione i dopilnowane, owszem
            pani ma straszie duzo zajec ale dziecko nikogo nie bije, jest w more
            pacyfikowane. Czyli wiem ze ona UMIE. Ze przedszkole jednak moze COS
            zrobic co wiecej to COS dziala.

            Ale pozniej wracamy do stanu bywszego i pani przedszkolanka mnie
            prosi zeby dziecka pazorow pilnowala bo bic i tak bije a przynajmniej
            nie ma sladow i inni rodzice sie nie skarza.....
            • kawka74 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 15:21
              > Kawka ja troche jednak obronie erin smile

              Żebym ja ją jeszcze atakowała... wink
              Ja rozumiem, że przejścia i tak dalej, chodzi mi tylko o to, żeby nie zakładać,
              że nauczyciel mój wróg nie mając ku temu podstaw. Nie chodzi mi konkretnie o
              Erin, bo nie znam sytuacji, ale o to, że czasem wchodzi się do szkoły po raz
              pierwszy z założeniem, że oto ja, rodzic, staję twarzą w twarz z członkiem
              wrogiego plemienia, a topór wojenny już wykopany.
              Nie, nie twierdzę, że nauczycielom się taka postawa nie zdarza smile
              • purpurowa_komnata Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 15:37
                Nie chodzi mi konkretnie o
                > Erin, bo nie znam sytuacji, ale o to, że czasem wchodzi się do
                szkoły po raz
                > pierwszy z założeniem, że oto ja, rodzic, staję twarzą w twarz z
                członkiem
                > wrogiego plemienia, a topór wojenny już wykopany.

                Mam dokładnie takie same odczucia po postach założycielki wątku.
                Taka postawa jeszcze nikomu nie przyniosła nic dobrego.
                • moofka Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 15:47
                  > Taka postawa jeszcze nikomu nie przyniosła nic dobrego.

                  taaaaa
                  sie z tym wpisz do watku o prawdach o zyciu na forum horum
                  • purpurowa_komnata Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 16:05
                    taa bo cierpi na tym dziecko- humor tak tylko,ze czarny
              • e_r_i_n Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 22:34
                Tu się w 100% zgadzam - wchodzić z założeniem, że będzie wojna, nie ma sensu.
                Sama, jak już napisałam, miałam ocean dobrej woli, chęci współpracy itd, a
                okazuje się, że to za mało, bo dziecko super zdolne i fajne w ogóle, ale
                koncentracja za krótka. I dupa, i nie ma dla niego pół dobrego słowa, mimo, że
                się stara, jak może. Mimo, że siedzi i uzupełnia matmę, bo pani po dwóch
                tygodniach postanowiła mnie poinformować, że nie pracował na lekcjach (prace
                domowe miał odrobione).
                Tak, ulewa mi się w tym wątku nieco - ale nie z założenia, tylko z praktyki. Tym
                bardziej, że jak się pani chce, to wszystko jest super. A pani się chce rzadko,
                niestety. I super są dzieci ciche i nie wyróżniające.

                A Moof się nie dziwię, też się jej ulewa po przejściach przedszkolnych. Niech
                się tu wygada, we wrześniu będzie jej lepiej wink
                Z drugiej strony, po moich doświadczeniach, sama się zastanawiam, na ile dawać
                kredyt zaufania w przypadku małych dzieci. I nie mówię broń Boże o wojnie, tylko
                o sztywnym przestrzeganiu zasad i wymagań.
    • kura17 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 12:58
      najpierw odpisuje, potem bede czytac - mozliwe, ze sie powtarzam wink

      nie jestem nauczycielem, ale mam ich sporo w rodzinie.
      jedna osoba jest nauczycielem jezyka polskiego. chocby nie wiem, jak chciala
      "zrobic caly material na lekcjach", to dzieci musza w domu przynajmniej
      przeczytac lektury oraz napisac od czasu do czasu jakes wypracowanie (dluzsze,
      krotkie pisuja na lekcjach).

      i gdy w czasie wywiadowki czyta oceny i wylicza, ile bylo jedynek za brak
      przeczytania lektury - wiekszosc rodzicow ma DO NAUCZYCIELA pretensje, ze dzieci
      w domu lektur nie przeczytaly i ze nauczyciel smial postawic dwoje... bo
      przeciez niedopilnowal, to jak smie za to karac?
      tak samo jest z brakiem wypracowan domowych.

      naprawde uwazacie, ze nauczyciel jezyka jest w stanie w jakikolwiek sposob
      zmusic do przeczytania lektur, czy napisania wypracowania?...
      • patka_s Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 20:05
        kura17, dobrze, że podałaś taki przykład. Właśnie w poście
        zagubionym gdzieś powyżej chciałam powiedzieć, że rodzic ma za
        zadanie wspierać nauczyciela, powtórzyć z dzieckiem materiał,
        odrobić zadanie, przepytać. Nic tylko nauczyciel nie potrafi uczyć.
        Jak podsłuchuje te mamuśki np. na placu zabaw, w sklepach... tak
        rzadko można usłyszeć od rodziców coś pozytywnego o nauczycielach,
        najczęściej jadą po nich równo. A co robią na placu zabaw z 10-14
        letnimi dziećmi po lekcjach? Najpierw kółko wzajemnej adoracji,
        ploteczki, a potem zwołują dzieci i na szybko o 20.00 odrabianie
        zadania i ciągłe pretensje... Do roboty drogie panie, też jesteście
        odpowiedzialne za wiedzę u waszych dzieci.
        • e_r_i_n Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 22:35
          Nie lubimy uogólniania, tak? A co sami robimy?
      • madzioreck Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 23:18
        Kurko, znasz nasze lobbowe powiedzenie? Można zaprowadzić konia do wodopoju, ale
        nie można go zmusić, żeby się napił...
        • kura17 Re: roszczeniowi rodzice 02.07.10, 09:54
          ja znam smile ale rodzice najwyrazniej nie znaja. naprawde, to jest jeden z
          najczestszych zarzutow - dlaczego NAUCZYCIEL nie dopilnowal, zeby uczen
          przeczytal lekture i napisal zadane wypracowanie.
    • solaris31 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 15:58
      dla mnie roszczeniowy rodzic to taki, który wymaga ode mnie ale nic
      nie daje od siebie.

      przykład wink

      przychodzi tatuś 2 tygodnie po po wywiadówce końcoworocznej, na
      których podawaliśmy prognozy. synek nieklasyfikowany. do końca roku
      zostało niecałe 2 tygodnie, do wystawiania ocen tydzień.

      i jest problem - bo synek nieklasyfikowany. pytam więc, gdzie byl
      tatuś i dlaczego nie przypilnowal dziecka, żeby trafiało do szkoły.
      on na to, że on do szkoły wychodził. ja mu mówię, że nie docierał.
      dzwoniłam do domu, pisałam listy polecone raz w miesiącu - nie było
      żadnej reakcji. pytam się, gdzie byli rodzice przez cały rok, gdzie
      byli, jak dzwoniłam, pisałam te listy? tutaj tata się nawet nie
      odezwał.

      po czym wyjeżdża do mnie z tekstem - no niech pani coś zrobi. on
      musi skończyć klasę. a ja ciekawa jestem, jak dziecko nadrobi rok w
      tydzień.

      ale dobra - myślę sobie, niech będzie. wyznaczyłam termin,
      wyznaczyłam materiał - ok. synek przyszedl z uśmiechem na ustach ,
      że on i tak niczego nie umie. a ojciec skoczyl do mnie z mordą,
      powodując u mnie szok.

      przykład drugi - dziecko nie zwróciło książek do biblioteki i nie
      dostało obiegówki, wymaganej w mojej w szkole. wiedziało, że
      będzie zatrzymane świadectwo, ale nie zrobiło nic, żeby książkę
      oddać. za to zwyzywało od idiotek panią w bibliotece, na co są
      świadkowie. przyjechał tatuś wezwany przez wychowawcę i powiedział
      przy dziecku, że super, znaczy, że umie sobie w zyciu radzić.

      generalnie więc drażni mnie to, że rodzice myślą, że szkoła za nich
      wszystko załatwi, a oni po to oddają dziecko do szkoły, żeby szkoła
      nauczyła, wychowała, jeszcze nie wiem co - a rodzice mogą spokojnie
      w domu czytac gazetę. tak dobrze to nie jest.

      marzy mi się szkoła, w której rodzice współpracują dla dobra
      dziecka. mam takich rodziców, współpraca układa się wspaniale, a
      dzieci sobie radzą. bez współpracy nie ma szans na sukces.

      ale oczywiście - byuwa różnie i mnie samej czasen się nóż w kieszeni
      otwiera, jak widzę co wyprawiają koledzy po fachu. ale nie mam na to
      wpływu i za to nie odpowiadam.
      • elizka666 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 16:46
        Roszczeniowy rodzic to również taki, który z góry zakłada,że każdy
        nauczyciel biadoli nad swoim losem, udręczony jest przez nieznośne
        bachory i strasznych rodziców , no i generalnie bidul z niego.
        Jakoś mi złosliwością z Twego postu powiało.
        Jako nauczyciel moge Ci powiedzieć,że marzę o rodzicach partnerach,
        takich, którzy starają się traktować poważnie zarówno nauczyciela,
        jak i dziecko. I nie chodzi tu o wysłuchiwanie oracji na temat
        własnego dziecka, tylko o określenie problemu i wspólne próby
        rozwiązania go.
        Do takich rodziców na pewno nie zaliczę mamusi, która do styczna
        nie kupiła dziecku podręczników, bo " we wrześniu nie było, a
        później to jakoś tak jej umknęło", mamusi, której dziecko miało
        problem z czytaniem, która obiecała,że przypilnuje, aby potomek choć
        spróbował przeczytać określone lektury i która już w drodze do domu
        wykaz owych lektur zgubiła, mamusi, która widząc syna okładającego
        kolegę piąstkami powiedziała "XXXX widzi, ale już ocenę z zachowania
        masz wystawioną" itd.
        I możecie mnie zlinczować, ale do roszczeniowych rodziców zaliczam
        również tych, którzy uważają,że szkoła powinna wychować ich dziecko.
        Otóż jestem zdania,że dzieci wychowują przede wszystkim rodzice, a
        szkoła i inne instytucje mogą jedynie pomóc w wychowaniu.
        I baarrdzo mi po drodze z solaris31.
        I doskonale wiem,że niektórzy nauczyciele nie powinni pracować w tym
        zawodzie. Tacy ludzie są jednakowoż we wszystkich zawodach. Wśród
        księgowych też.
        • morekac Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 17:12
          rodziców na pewno nie zaliczę mamusi, która do styczna
          > nie kupiła dziecku podręczników, bo " we wrześniu nie było, a
          > później to jakoś tak jej umknęło",
          To nie jest mamusia roszczeniowa, to mamusia zaniedbująca.

          >której dziecko miało
          > problem z czytaniem, która obiecała,że przypilnuje, aby potomek
          choć
          > spróbował przeczytać określone lektury i która już w drodze do
          domu
          > wykaz owych lektur zgubiła
          A ta to chyba roztargniona.
          • elizka666 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 18:14
            To były mamusie roszczeniowe, bo jedna życzyła sobie, aby syn nie
            miał ocen niedostatecznych , chociażby za prace domowe ( a jak on
            miał je odrobić ewentualnie materiał do sprawdzianu powtórzyc, jak
            nie maiał z czego i w czym), a druga życzyła sobie poprawienia oceny
            z języka polskiego i nauczenia syna czytać, w taki sposób, aby on
            tej czynnosci nie musiał wykonywać samodzielnie , bo nie lubi czytać
            i ona go zmuszać nie będzie.
    • asia_i_p Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 16:13
      Przypomniały mi się jeszcze dwie sytuacje, ale one przydarzyły się moim
      koleżankom - nauczycielkom, nie mnie.
      Pierwsza - awantura w sekretariacie zrobiona przez matkę uczennicy usuniętej ze
      szkoły za wagary. Że mają jej wypisać świadectwo "co jej tam wychodzi", ale
      koniecznie wypisać. Druga - skarga do kuratorium napisana przez matkę
      17-tolatki, która się upiła na wymianie. Że jej dziecko zostało niedopilnowane.
      Po tej awanturze w szkole powstał kuriozalny dokument, który rodzice uczniów
      jadących na wymianę muszą podpisać - że są poinformowani, że dziecko na wymianie
      przebywa u rodzin partnerskich, a zatem nie pozostaje pod bezpośrednią opieką
      nauczyciela (matka, o ile mi wiadomo, twierdziła, że wiedziała o rodzinach
      partnerskich, ale nie wiedziała, że kiedy dziewczyna tam jest, to nie jest pod
      bezpośrednią opieką nauczyciela).
      Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. W pierwszym przypadku
      dziewczyna, już pełnoletnia absolwentka zawodówki, zaliczała pierwsze klasy w
      różnych szkołach średnich, żeby utrzymać rentę zusowską. Zapisywała się do
      szkoły i do niej nie chodziła, ale miała zaświadczenie, że jest uczennicą. W
      drugim przerażona matka z rodziny partnerskiej wezwała do pijanej dziewczyny
      pogotowie - a jeśli człowiek potrzebujący pomocy medycznej za granicą jest
      pijany, ubezpieczenie ani NFZ tego nie pokrywa.
    • joanna35 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 16:53
      A ja szczerze nauczycielom współczuję, zwłaszcza tym młodym i
      nieopierzonym lub zbyt taktownym i miłym, żebym przywołać
      tałatajstwo do porządku. Zwykle na wywiadówki chodzi mąż, ale dwa
      razy ta wątpliwa przyjemność przypadła mnie w udziale - stanąć
      naprzeciw 30 dorosłych ludzi, z których 3/4 zachowuje się jak banda
      rozwydrzonych bachorów to musi byc przeżycie....Do pierwszej
      wywiadówki nawet mi go głowy nie przyszło, że dorośli, matki/ojcowie
      dzieciom mogą się tak zachowywać. Dlatego w temacie roszczeń nic nie
      jest mnie w stanie zaskoczyć. Czasami wydaje mi się, że niektórzy
      rodzice cofnęli się w czasie i odreagowują swoje szkolne stresy na
      bogu ducha winnej nauczycielce
      • sowanka Re: roszczeniowi rodzice 04.07.10, 11:21
        tak jest. Niegdyś rozmawiałam na spokojnie z jedną mamą i wyszło, że
        ma nienajlepsze wspomnienia ze szkołą i stad była jej agresywna
        postawa. Jestem młodą nauczycielką. Pomimo znajomości kilku języków,
        pracy w biurze i tłumaczneiach, świadomie zdecydowałam się na
        wyuczony zawód, ponieważ w tym dobrze się czuję. Ale jestem zmeczona
        coraz bardziej, bo robi się ze mnie worek treningowy zarówno ze
        strony rodziców jak i uczniów. w mediach nauczyciele sa poniżani,
        rodzice nie mają najlepszych wspomnień i przekazują to swoim
        dzieciom, też podważając nauczycielski autorytet. wrzucają tez nas
        do jednego wora, mówiąc o nas jako nieukach, bandą debili. Nie jest
        to mile, ani sprawiedliwe. W każdym bądź razie dzieci przychodzą z
        takim nastawieniem i cyrki wydziwiają i zapoanować nad klasa jest
        problem. i zamiast skupić energię na przekazywaniu wiedzy, to
        skupiamy się początkowo na wyrabianiu własnego autorytetu i
        ogarnianiu klasy, co by nikt sobie ani nam krzywdy nie zrobił.
        Sytuacje są coraz trudniejsze i szczerze nie widzę aby w
        najbliższym, czasie miało być lepiej. bo nikt nie jest ze stali. z
        grupa nikt nie wygra. Gdyby takiego "rodzica" postawić w ciemnej
        uliczce i nagle 20 skinów zaczęło grozić, ciekawe jakby - ogólnie
        jako osoby dorosłe- się czuły. Moze dla kogoś ekstremalne
        porównanie, ale uważam, że jest adekwatne do sytuacji nauczyciela
        pracującego np. w gimnazjum (jak ja). Mnie na dzien dobry
        powiedzieli: (gdy wchodziłam do klasy) Wypier****j stara kur*o!
        No pieknie, rewelacja, prawda? albo słyszę, że ja NIE ZASŁUGUJĘ NA
        SZACUNEK, bo słabo zarabiam. Skąd to młodzież czerpie. Zacznijmy
        szanowac się wszyscy nawzajem, a nie wieszać psy na sobie. pomyslmy
        jak możemy WSPÓŁDZIAŁAĆ, a napewno będzie lepiej.

        poZdrawiam wszystkich
    • anulla1 Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 20:52
      Nie czytam całego wątku.
      Uważam że jak się jest otwartym i komunikatywnym to można się dogadać
      z większością rodziców, ale zawsze zostaje kilka procent rodziców
      oszołomów ( normalnie określam to inaczej ale mnie wykasują)
      Przykład:
      Uczniowie 5klasa idą na wycieczkę, spacer z nauczycielką, mijając
      bezdomnego chłopcy podnoszą kamienie i rzucają w niego, reakcja
      nauczycielki jest natychmiastowa, przywołuje ich do porządku.
      Decyzją rady pedagogicznej mają mieć obniżone zachowanie do
      nagannego. Pojawia się matka jednego z nich w szkole z pretensjami,
      dlaczego syn ma obniżone zachowanie? Nauczycielka przedstawia
      sytuację , jak miała miejsce, na to matka - No ale przecież nie
      trafił tym kamieniem w tego bezdomnego.
    • madzioreck Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 23:09
      Gdzie zaczyna się roszczeniowość... Nie wiem, czy to akurat przykład na pierwszą
      klasę, opowiadała mi koleżanka: ma uczennicę, która przez calutki rok olewała
      naukę, na proponowane poprawianie oceń się nie zgłaszała, i śmiała się
      bezczelnie w twarz, słysząc, że dostanie również lufę na koniec roku; pod koniec
      roku w dzienniku same lufy. Przez cały rok rodzice nie pojawili się na żadnym
      zebraniu, na żadnych konsultacjach, mimo telefonów z prośbą o kontakt. Rodzice
      obudzili się dwa tygodnie przed końcem roku, przybiegli oboje z buziami jak
      paszcza rekina, wrzeszcząc, żądają dla córki wyższej oceny, że się uwzięła na
      ich córkę, że co z niej za nauczyciel, że dziecko cały rok sumiennie pracowało,
      a teraz odmawia się jej możliwości poprawy. Córcia stoi obok z anielską,
      niewinną i zrozpaczoną miną. To chyba właśnie jest roszczeniowość.
      • madzioreck Re: roszczeniowi rodzice 01.07.10, 23:14
        Albo na przykładzie roszczeniowego klienta: nie jest roszczeniowy, jeśli wymaga
        ode mnie, abym dobrze wykonywała swoją pracę, poprawiała swoje błędy i umiała
        się do nich przyznać. Roszczeniowy jest, jeśli ma do mnie pretensje, że dostał
        kare za niewpłaconą ratę, bo on po prostu zapomniał (i przez miesiąc sobie nie
        przypomniał), a ja jestem "jak d... od srania", żeby mu przypomnieć, a ponieważ
        nie zadzwoniłam, to jestem wredna i podła i na pewno ta kara, co on zapłaci,
        idzie do mojej kieszeni. Echhh.
        • edycia274 Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 00:14
          Ze względu na moją pracę nie jestem w stanie codziennie odbierać dziecka z
          przedszkola. Odbiera opiekunka. Umowę mam z wychowawczynią córki,że jak coś nie
          pilnego ale coś się wydarzyło przekazuje poprzez opiekunkę jak coś pilnego
          kartka w plecaku. jesteśmy w stałym kontakcie telefonicznym. fakt to przedszkole
          a nie szkoła ale ja wole wiedzieć wszystko. bardziej mnie martwi fakt,że młoda
          jest teraz w dyżurującym przedszkolu i opikunka mi zgłosiła,że nikt jej nie
          sprawdził przy odbieraniu dziecka.
    • pade Szlag mnie trafia jak Was czytam-długie 03.07.10, 00:38
      panie nauczycielki
      podajecie przyklady rodziców oszołomów jakby takie sytuacje zdarzały
      się codziennie
      a co powiecie na taką sytuację?
      Klasa III-super zdolne dziecko, nie robi błędów ortograficznych,
      układa piękne wielozdaniowe wypowiedzi, świetnie liczy i w ogóle och
      ach...bzdura totalna jak się potem okazało
      Klasa IV, syn dostaje we wrzesniu dwie jedynki, dwie trojki, dla
      mnie to sygnał, ze coś jest nie tak, bierzemy się ostro do roboty.
      Zauważam, ze w ogóle nie umie się skoncentrować, nie wie co było na
      lekcji, co jest zadane itd. Zgłaszam się do poradni. Poradnia
      stwierdza, że dziecko mało inteligentne, mam kupić ortograffiti i
      ćwiczyć. Tiaa, siedział dzień w dzień do 22, soboty i niedziele też.
      Musieliśmy przerabiać wszystko to co było w danym dniu w szkole.
      Cały rok wyjęty z życiorysu, wolne miałam tylko w ferie i święta.
      Podczas wakacji syn był na kolonii, wychowawca daje mi sygnał:
      takiego "zakręta" w życiu nie widział.
      Idę do neurologa, psychiatry, psychologa, zaczyna chodzić na
      biofeedback. Mam opinię z poradni, na której jak byk jest napisane,
      że nauczyciel ma dostosować wymagania do poziomu dziecka, itd, itd,
      nie będę cytowac bo za dużo tego. Jestem w szkole dwa-trzy razy w
      miesiącu, grzecznie rozmawiam o synu z nauczycielami. Każdy widzi,
      że śpi z otwartymi oczami, ale nikt mu nie powie: hej, zapisz coś w
      zeszycie.
      Klasa V, dalej biofeedback, terapie, praca na maksa w domu non stop.
      Niewielka poprawa w ocenach, ale jednak. Potem spadek formy.
      Załamana rozmawiam z pielęgniarką, ta daje mi namiary do
      psycholozki, ta każe iść do Polskiego Towarzystwa Dysleksji. Idę,
      płacę za badania. Modlę się, żeby ktoś wreszcie powiedział co mu
      jest, bo, że zakręt to ja widze, ale na to lekarstwa nie ma.
      Po kilkugodzinnych testach (w PPP niecała godzina) okazuje się, ze
      moje dziecko ma porządną dysleksję, dysortografię i na dokładkę
      dysgrafię, mimo, ze umie czytać płynnie i mimo, że zdarza mu się nie
      zrobić błędu w zdaniu. Ponadto okazuje się, ze poziom inteligencji
      ma wyższy od przeciętnego, a matematycznie baaardzo wysoki. Boże
      mój, poradnia 2 lata wmawiała mi, ze mam przygłupa i muszę mieć do
      niego cierpliwość... I co powiedziały panie z poradni na taką
      opinię? Że miały za mało czasu na badania, a poza tym one się nie
      zajmują dziećmi, które mają pomoc od rodziców...DOSŁOWNIE to
      usłyszałam...
      A teraz o nauczycielach, od pedagoga wiedzieli, i ode mnie, i z
      opinii, że ma kłopot z koncentracją. Dwa miesiące co drugi tydzień
      chodziłam do szkoły i prosiłam o przesadzenie do pierwszej bądź
      drugiej ławki. To było za trudne, dopiero po 3 miesiącach dopięłam
      swego. Strasznie jestem roszczeniowa, co?
      W opinii jak byk, drukowanymi literami i wytłuszczoną czcionką mają
      napisane, by przypomnieć synowi o zapisaniu ważnych informacji. A co
      tam, będą się przemęczać? Zero przypominania. Jedna z nauczycielek
      powiedziała mi, ze dziecko już za duże na takie praktyki...
      Kolejny przykład: matematyczka, wie, ze syn matmę umie, albo udaje,
      ze nie wie. Robi w domu zadania i gdyby nie błędy w liczeniu
      (przyczyną jest dysleksja, o czym dopiero teraz się dowiedziałam)
      miałby cztery z plusem (to moje zdanie, może nieobiektywnie, ale ja
      naprawdę potwornie wymagającą matką jestem). Na początku czerwca w
      librusie
      wpisana trójka z plusem z matmy na koniec, pytam czy ma poprawiać,
      jeśli tak to z czego. Odpowiedź: z tego i z tego, ok, dziecko idzie
      do szkoły, chce się umówic, a pani: nie bedziesz poprawiał. Nie chcę
      być ROSZCZENIOWA więc nie idę do szkoły. Na lekcji jako jedyny
      oprócz jednej genialnej uczennicy rozwiązuje zadanie. Klasa się
      dziwi, a nauczycielka mówi: przecież będzie miał czwórkę na koniec
      roku, czemu się dziwicie. Z ostatniego sprawdzianu, robionego
      notabene na dwa dni przed radą syn dostaje trojkę. Wiem, wiem, nie
      jestem obiektywna, ale naprawdę zrobił tzw. głupie błędy ( w
      obliczeniach), gdyby wzięła pod uwagę opinię i oceniła sposób
      rozumowania czwóra byłaby jak nic. Na koniec roku: 3, pierwsze
      półrocze 4-, drugie 3+, koniec 3. Jedyna trója na świadectwie,
      trudno przebolałam. Ale syn, który potrzebuje baaardzo dużo
      pozytywnej motywacji nie mógł przeboleć, ze pani na forum klasy mówi
      co innego a robi co innego. Gdyby powiedziała, będzie miał czwórkę,
      pod warunkiem... to rozumiem, a tak..zrobila dziecko w konia i tyle.
      Dlatego od tej wlaśnie nauczycielki za to, ze nie wykazała minimum
      dobrej woli we wspieraniu ucznia będę wymagała najwięcej.
      Niech będę roszczeniowa, nic mnie to nie obchodzi.
      Jeśli nauczyciele nie potrafią docenić (nie wszyscy, ale część), ze
      dziecko ze średniej 3,2 w czwartej klasie poprawia na 4,2 na koniec
      piątej.Nie potrafią zauważyć, że cieszy się każdą piątką jak mały
      szczeniak, a jak usłyszy pochwałę to chodzi z głową w chmurach przez
      tydzień, to moim zdaniem minęli się z powołaniem.
      Ja wykazuję maksimum dobrej woli, to moje dziecko i moim obowiązkiem
      jest je wychowywać, dbać, pomagać, ale do jasnej cholery nie będę z
      nim chodziła do szkoły, żeby miał kompletne notatki! Nikt nie
      pamięta o ustawie, o trudnościach, o dostosowaniu wymagań, więc ja
      pomogę, przypomnę i będę tą roszczeniową jędzą.




      • kali_pso Re: Szlag mnie trafia jak Was czytam-długie 03.07.10, 09:58


        > podajecie przyklady rodziców oszołomów

        A nie o tym miał być ten wątek?winkp



        jakby takie sytuacje zdarzały
        > się codziennie

        Ktoś tak twierdzi? Podaj przykładwinkp
      • kub-ma Re: Szlag mnie trafia jak Was czytam-długie 03.07.10, 10:09
        Ty spoktałaś na swojej drodze (a raczej Twoje dziecko) na
        niekompetentnych ludzi. Nie powinno tak być. My nauczyciele
        spotykamy rodziców-oszołomów (jak ich nazwałaś). Zdarza się.
        Dla mnie rodzic taki jak Ty, który rozmawia często z nauczycielami,
        sugeruje, pomaga, słucha wskazówek, to rodzic współpracujący, nie
        roszczeniowy.
        • pade Re: Szlag mnie trafia jak Was czytam-długie 03.07.10, 10:30
          przesłanie tego mojego przydługiego tekstu było takie, że ja chcę
          współpracować z nauczycielem tylko odzewu z drugiej strony brak i z
          tego co słyszę jesli chodzi o dyslektyków to norma.
          • patka_s Re: Szlag mnie trafia jak Was czytam-długie 03.07.10, 14:59
            Wiesz, tak jak rodziców oszołomów - tak i nauczycieli jest sporo,
            jako nauczyciel bronię się po prostu przed nadmiernym
            podsumowywaniem nas jako nieuki, zrzędy, nieumiejące nauczać stare
            panny itp.

            Twój syn jest klasycznym dys, ale wiedz, że teraz jest jakby to
            powiedzieć - moda na dys, dysgrafię, dysleksję ma co 2 uczeń , z
            czego duży procent to uczniowie zaniedbani. Nie chcę tu podważać
            kompetencji PPP ale nie wierzę w każdą postawioną diagnozę, po
            prostu. Uczeń, który na całe wypracowanie z polskiego pisane na
            lekcji popełnia 2 błędy nie powinien mieć wystawionej opinii z
            poradni o dysortografii... a ma... Ale ok, może się nie znam...

            A twój syn ma stwierdzoną dyskalkulię? Często u uczniów z
            dyskalkulią jest problem z liczeniem. Uczeń zamiast 6 widzi 9 itp.
            Stąd błędny wynik na końcu, choć całe obliczenie razem wzięte jest
            poprawne.
            • pade Re: Szlag mnie trafia jak Was czytam-długie 03.07.10, 18:03

              Chyba faktycznie się nie znasz, tak jak wiekszość nauczycieli.
              Całą kadrę powinno się przeszkolić jeśli chodzi o postępowanie z
              dyslektykiem. Moda na dys minęła, ale nauczyciele dalej
              powątpiewają, nie świadczy to o nich najlepiej. Mój syn ma opinię z
              Polskiego Towarzystwa Dysleksji nie z ppp.
              Poczytaj sobie odrobinkę, może dowiesz się czegoś nowego:
              UCZEŃ Z DYSLEKSJĄ

              2. Problemy ucznia dyslektycznego na lekcjach matematyki – bardziej
              szczegółowo

              Arytmetyka:
              • Błędne zapisywanie i odczytywanie liczb wielocyfrowych ( z wieloma
              zerami lub miejscami po przecinku);
              • Trudności z rachunkami pamięciowymi, bez pomocy kartki papieru;
              • Trudności z opanowaniem tabliczki mnożenia;
              • Przestawianie cyfr, mylenie zapisów np. 45 zamiast 54 lub 3/4
              zamiast 4/3. Uczeń często myli działania, np. mówi o dodawaniu lub
              dzieleniu, a wykonuje odejmowanie lub mnożenie. Zna zasady i
              schematy postępowania, lecz je źle zapisuje. Dlatego może zaskakiwać
              nauczyciela oryginalnymi propozycjami rozwiązań zadań przy
              jednoczesnym popełnianiu prostych błędów rachunkowych lub zapisu.
              Jest w stanie poprawnie i dość szybko w pamięci wykonać mnożenie 18
              razy 35, ale pisemnie popełnia błędy wynikające chociażby ze
              zwykłego przestawienia cyfr w liczbie.
              • Zaburzona orientacja przestrzenna – np. cyfry i liczby o podobnym
              kształcie ( 2 – 5 ; 6 – 9 ; 69 – 96 itp.);
              • Nieprawidłowa organizacja przestrzenna zapisu działań
              matematycznych, przekształcania wzorów – uczeń ma trudności z
              zapisem działań matematycznych, myli kolejność działań
              arytmetycznych;
              • Odwrotne zapisywanie znaków nierówności: <, >, +, x itp.;
              • Problemy ze zrozumieniem pojęć związanych z przestrzenią i czasem;
              • Zaburzona kierunkowość – zwłaszcza, gdy trzeba przeprowadzić różne
              operacje w odmiennych kierunkach np. zaczynanie od prawej w
              dodawaniu czy odejmowaniu, a od lewej w dzieleniu;
              • Nieprawidłowe odczytywanie treści w zadaniach tekstowych,
              niezrozumienie ich treści.

              Często zdarza się, że przy błędnych zapisach uczeń podaje poprawną
              odpowiedź, ale nie potrafi jej uzasadnić. Wynika to z tego, że
              dysleksja zmusza uczniów do szukania oryginalnych i pomysłowych
              rozwiązań. Ze względu na krótką pamięć muszą działać szybko, często
              po wykonaniu zadania nie są w stanie powtórzyć swojej drogi
              rozumowania.
              Dysleksja dotyczy każdego przedmiotu, nie tylko matematyki, dotyczy
              także zycia codziennego, nie jest widoczna tylko w szkole. Szkoda,
              ze nauczyciele nie mają o tym pojęcia...
            • pade I jeszcze do patka_s 03.07.10, 18:24
              Można wskazać takie obszary trudności występujące u niektórych
              dyslektyków, które wpływają na zdolność uczenia się matematyki.
              Należą do nich kłopoty z pamięcią krótkotrwałą, dekodowaniem języka
              oraz sekwencjonowaniem. Kłopoty te występować mogą również u uczniów
              dyskalkulicznych. Dyslektycy mają trudności z zapamiętywaniem faktów
              matematycznych oraz ze zrozumieniem zadań z treścią. Czasami
              zapisują cyfry w niewłaściwej kolejności, ale zwykle nie mają
              problemów ze zrozumieniem matematycznych prawidłowości. Natomiast
              jedyną – być może – umiejętnością, która jest potrzebna do
              opanowania rachunków i która występuje u uczniów dyslektycznych, a
              nie występuje u uczniów dyskalkulicznych, jest rozumienie charakteru
              liczby (numerosity). Rozumienie charakteru liczby oznacza
              rozpoznawanie wartości liczby względem innych liczb. Ta podstawowa
              własność leży u podłoża całej nauki o liczbach i ich wzajemnych
              zależnościach. Brak rozumienia charakteru liczby jest czasem
              podstawą definicji dyskalkulii. Dzieci z dyskalkulią wykazują
              podstawowe problemy w rozumieniu matematyki.


              Widzisz różnicę?
              Przepraszam, ze tak ostro, ale nie potrafię zrozumieć dlaczego
              nauczyciele nie mają tej wiedzy.
              Ja w swojej pracy MUSZĘ chodzić na szkolenia i być na bieżąco z
              przepisami. Muszę wiedzieć.
              Do niedawna myślałam, że nauczycieli też to dotyczy...
              Wkurza mnie niekompetencja, okropnie wkurza. Jesli szkolenie za
              drogie, można książki z biblioteki pozyczyć.
              A dla leniwców totalnych polecam z netu to:
              www.edukacja.edux.pl/
              jest wyszukiwarkasmile
              • patka_s Re: I jeszcze do patka_s 03.07.10, 22:06
                Nie musisz mi tłumaczyć bo doskonale wiem na czym polegają problemy
                z dys u dzieci. zapytałam o dyskalkulię bo pisałaś o problemach z
                matematyką. Ale widzisz... Ja nie mam obowiązku wiedzieć wszystkiego
                tego czym zjamują się poradnie, nie mam obowiązku trafnie
                zdiagnozować dziecka, ja jestem nauczycielem fizyki, do moich
                obowiązków należy dobrze przekazać wiedzę z fizyki i być wyczuloną -
                nie przechodzić obojętnie obok pojawiających się problemów u
                uczniów, np. problem z czytaniem, liczeniem, koncentracją itp.
                Staram się na tej jednej godzinie tygodniowo w 30 osobowej klasie
                zwracać uwagę na takie problemy. Zgłaszam to zawsze wychowawcy lub
                bezpośrednio pedagogowi (psychologa nie mamy niestety) a co się z
                tym dalej dzieje - na to nie mam wpływu. Zdarza się, że podczas
                wywiadówki rodzic przychodzi zapytać jak sobie radzi jego dziecko to
                wówczas mówię o swoich spostrzeżeniach i nie ukrywam, że np.
                zgłaszałam to czy to pedagogowi. Co to tego, że napisałam, iż panuje
                swojego rodzaju moda na dys - otóż wyobraź sobie, że w gimnazjum
                dzieci najzwyczajniej w świecie chwalą się tym, zdobytymi opiniami,
                poradnie często wystawiają takie opinie mówiąc brutaknie "na odwal
                się"... stąd moje wnioski, z obserwacji i tego co słyszę. Uczennica,
                o której wspominałam wyżej ma opinię, otrzymała ją w I klasie
                gimnazjum. Dlaczego tak późno została zdiagnozowana? Całą
                podstawówkę przeszła na 3-4 ocenach, nagle doszły problemy z
                dojrzewaniem, z komputerem, towarzystwem, więcej przedmiotów i
                nauki... To i dys się pojawiło... W to akurat w tym przypadku nie
                wierzę.
                • patka_s Re: I jeszcze do patka_s 03.07.10, 22:19
                  Miałam taką sytuację - jest u nas matematyk, kosa straszna, prawie
                  się z nim raz pokłóciłam bo prosiłam aby wstrzymał się z oceną
                  niedostateczną na I semestr u jednego chłopca. Miał pecha, bo na
                  fizyce też się sporo liczy, a ja po kilku miesiącach zdążyłam już
                  zaczaić, że coś jest nie teges. Zgłosiłam pedagogowi i wychowawcy,
                  rodzina trochę patologiczna, więc z rodzicami kontakt też minimalny,
                  co mogłam zrobić więcej. dzisiaj chłopak ma dopuszczający z
                  matematyki, a sprawa się ciagnie - wporadni m. in. Jak na razie ma
                  obniżone wymagania, nie chcę już pisać wszystkiego bo chyba też nie
                  powinnam... nauczyciele się starają, to nie jest tak, że olewają.
                  Problem jest tam, zaczyna się wszystko od samej góry - klasy są
                  liczne, masz 1 godzinę, w gimnazjum jest ciężko, na prawdę, głównie
                  z dyscypliną, musisz lecieć z materiałem, bo egzamin, bo urząd chce
                  sprawozdań jak jest realizowany materiał, bo dyrektor żeby uczniowie
                  mieli po 4-5 ocen... Nie wszystko od nas zależy, nie wszystko to
                  nasza wina i niewiedza..
                  • pade Re: I jeszcze do patka_s 03.07.10, 22:37
                    Patka, ja się zgadzam z Tobą jesli chodzi o wymagania, papierologię
                    itd. Mam mamę nauczycielkę, wiem jaki to ciężki kawałek chleba.
                    Tylko ja zawsze byłam zdania, ze im wczesniej wykryje się u dziecka
                    niedoskonałości czy deficyty tym łatwiej można je skorygować. Im
                    później tym gorzej. W gimnazjum to już chyba za późno na diagnozy w
                    ppp...
                    Ja mam żal do nauczycieli nauczania początkowego głównie, i do
                    pedagogów, od których nic poza: za dużo pani wymaga nie usłyszałam
                    A nawet w IV klasie, jesli dziecko pisze koszmarnie, deformuje
                    litery, nie utrzymuje się w liniaturze, myli litery, niektórych w
                    ogóle nie umie napisać, nauczyciel powinien chyba zasygnalizować
                    rodzicowi: proszę iść do poradni coś jest nie tak, prawda?
                    A u mnie było odwrotnie. To ja chodziłam i pytałam, co mam zrobić?
                    Czy to normalne? Jak ćwiczyć z dzieckiem?
                    Usłyszałam tylko, ze nie każdy ma ładne pismo...
                • pade Re: I jeszcze do patka_s 03.07.10, 22:28
                  Rozumiem Cię, u mnie z kolei mój syn nie wie, ze ma dysleksję, nie
                  wie, że ma opinię i dzięki niej powinno mu być łatwiej w szkole. Po
                  co mam go uświadamiać skoro nauczyciele do zaleceń się nie stosują?
                  Wie jedynie, że ma trudności i czuje się z tego powodu duzo gorszy
                  od rówieśnikówsad
                  Świetnie, że jesteś spostrzegawcza i zgłaszasz uwagi do pedagoga, a
                  także rodzicom, szkoda, ze mój syn nie trafił jak do tej pory na
                  takich nauczycielisad


                  Gwoli sprawiedliwości: ma świetną, sprawiedliwą polonistkę, panią od
                  przyrody, która doceniła jego pracę a nie tylko wyliczyła średnią z
                  ocen, bardzo dobrego historyka-z takim rewelacyjnym podejściem do
                  historii i do uczniów jeszcze się nie spotkałam, i przemiłą panią od
                  angielskiego-niestety od września nie będzie już uczyć.
                  Niestety żadna z wymienionych osób nie zastosowała się do zaleceń z
                  ppp jesli chodzi o notatki, zad.domowe i terminy sprawdzianów. Ale
                  od września nie dam za wygraną i będę roszczeniowasmile
                  • patka_s Re: I jeszcze do patka_s 03.07.10, 23:27
                    Radzę ci osobiście udać się do każdego nauczyciela, z którym miałaś
                    jakiś "problem", nie poprzez wychowawcę czy dyrektora, pedagoga.
                    Wyłóż kawę na ławę, daj do ręki zalecenia itp. Osobiście wolę, gdy
                    rodzic bezpośrednio ze mną rozmawia. Pomimo, że twoje dziecko ma
                    wychowawcę i tak do niego dotrze to co powiesz nauczycielowi
                    przedmiotu, a taki przedmiotowec bardziej do serca sobie weźmie
                    twoje słowa niż swojego kolegi, który nie wiadomo w jakiej formie,
                    jakim tonem i kiedy to przekaże.
                    • pade Re: I jeszcze do patka_s 03.07.10, 23:34
                      Rozmawiałam z każdym przedmiotowcem, jestem na każdych
                      konsultacjach, pomijam tylko nauczycieli od wfu, muzyki i technikismile
                      z plastyką synuś też miał problemy.
                      Problem w tym, że pokiwają głowami, stwierdzają, ze problemu nie ma
                      bo ma czwórkę i tyle. Nie pytałam o dostosowanie wymagań bo nie
                      wiedziałam, ze jest taki obowiązek, ale teraz już wiemsmile i na pewno
                      o tym porozmawiam, z każdym z osobna.

                      Dzięki za zrozumieniesmile
                      • patka_s Re: I jeszcze do patka_s 03.07.10, 23:42
                        Ehhh... Jakieś betony wink Walcz i powodzenia smile
                  • morekac Re: I jeszcze do patka_s 05.07.10, 13:30
                    Po
                    > co mam go uświadamiać skoro nauczyciele do zaleceń się nie stosują?
                    Właśnie po to, żeby nie czuł się dużo gorszy.
                    Dziecko, które ma dysleksję - powinno pracować nad nią i być może
                    kwalifikacje mamy mogą nie być wystarczające, żeby nad tą
                    przypadłością zapanować.
          • lolinka2 Re: Szlag mnie trafia jak Was czytam-długie 03.07.10, 17:20
            pade, nie tylko dyslektyków.....
            wszystkich, którzy "odstają" w jakikolwiek sposób.
            • pade Re: Szlag mnie trafia jak Was czytam-długie 03.07.10, 18:07

              Wiem, ale ja piszę tylko o tym co znam z własnego doświadczenia
              Ile lat szukałam pomocy u wszelakiej maści pedagogów, psychologów,
              itd...Ciągle słyszałam, jest pani zbyt wymagająca, proszę mu
              odpuścić...
              Aż tu nagle psycholog z PTD: bardzo dużo umiejętności wyuczonych,
              widać ogromną pracę nad dzieckiem, dyslektykowi nie można
              odpuszczać!!!
              ehh, szkoda słów...
              • imasumak Re: Szlag mnie trafia jak Was czytam-długie 03.07.10, 21:32
                pade napisała:

                dyslektykowi nie można odpuszczać!!!

                Powiem więcej, taki dyslektyk nad którym pracuje sensownie i rodzic, i
                nauczyciel, zazwyczaj bardzo dobrze sobie radzi na dalszych etapach edukacji. To
                są dzieci, którym trzeba poświęcać sporo uwagi w pierwszych latach, ale potem to
                procentuje, bo są nauczone systematyczności i metodycznej pracy.
                Najgorzej jest właśnie olać sprawę na początku, dziecko przechodzi potem przez
                szkołę z bagażem narastających zaległości i z łatką nierozgarniętego ucznia.

                • pade Re: Szlag mnie trafia jak Was czytam-długie 03.07.10, 21:40
                  Dokładnie tak, tylko, że u mnie to jest współpraca rodzic-ścianasad
                  A szkoda, bo wystarczyłaby odrobina motywacji...
                  • imasumak Re: Szlag mnie trafia jak Was czytam-długie 03.07.10, 21:46
                    pade napisała:

                    > Dokładnie tak, tylko, że u mnie to jest współpraca rodzic-ścianasad
                    > A szkoda, bo wystarczyłaby odrobina motywacji...


                    Idź do szkoły zaraz po wakacjach, pogadaj z pedagogiem szkolnym, z dyrektorem,
                    wyjaśnij jakie są zalecenia i powiedz, że niestety jak do tej pory, nie udało
                    się nakłonić nauczyciela dziecka do współpracy.
                    Nie dziwię się, że jesteś wkurzona.
                    • pade Imasumak, pójdę 03.07.10, 22:18

                      ale wiesz dlaczego jestem taka rozgoryczona? Bo tę dysleksję można
                      było rozpoznać wczesniej, np w drugiej klasie. Wtedy i syn i ja
                      mielismy duzo więcej czasu i mniej materiału.
                      Właśnie w PTD usłyszałam, ze szkoda, ze tak późno syn został
                      zdiagnozowany, bo pewnych rzeczy, np pisma juz się nie wyprostuje,
                      pewne złe nawyki są już utrwalone. A pierwszy raz w ppp syn był w
                      pierwszej klasie! Byłam w stałym kontakcie z nauczycielem i
                      pedagogiem. Nawet w trzeciej klasie nauczycielka nie zauważyła, że
                      syn ma kłopoty z wypowiedziami i pisemnymi i ustnymi. Sama jej na to
                      zwróciłam uwagę, bezskutecznie zresztą.
                      Ech, ulało mi się, sorki.
                      Mam nadzieję, że z córą nie będę miała takich przebojówsmile
                  • moofka Re: Szlag mnie trafia jak Was czytam-długie 03.07.10, 22:10
                    pade
                    moze zorganizujecie jeszcze kilku rodzicow i wystaracie sie o terapie pedagogiczna w szkole
                    z doswiadczenia wiem, ze to jest mozliwe
                    dyrektor jakies tam pieniadze dodatkowo miec powinien
                    terapeuta zorganizuje sensowne zajecia
                    a nauczycielom podpowie jak (uwaga na straszne roszczeniowe slowo) zindywidualizowac podejscie do dzieci ze specyficznymi trudnosciami w nauce
                    powodzenia
                    • pade moofka 03.07.10, 22:43

                      ja się dzisiaj przez przypadek dowiedziałam, od nauczycielki z małej
                      mieściny, że u nich w szkole nauczyciel ma OBOWIĄZEK napisać
                      dostosowanie wymagań dla każdego ucznia z opinią z ppp.
                      Ładne kwiatkismile
                      Zbieram coraz więcej argumentów na wrzesień, o terapię też zapytamsmile
                      • sowanka Re: moofka 04.07.10, 11:07
                        reedukacja jak najbardziej jest możliwa. Prawdą jest też, że pedagog
                        wspomagający pisze INDYWIDUALNY plan terapeutyczno-edukacyjny z
                        dostosowaniem materiału.
                        Czy dziecko chodzi do szkoły integracyjnej?
                    • stawka ja tu nie piszę, ale... 03.07.10, 23:57
                      przeczytałam cały wątek i wcale nie jestem zdziwiona dyskusją. Rodzice zdaje się niewiele wiedzą o swoich prawach, naszych (nauczycieli) obowiązkach i - co najważniejsze- przepisach oświatowych, wg których funkcjonują szkoły.
                      Jestem nauczycielem od 22 lat i tyleż lat uczę dzieci ( już moich byłych uczniów). Ile się zmieniło przez te lata nie warto pisać, ale moofko:
                      1. co do indywidualizacji pracy - mamy obowiązek to robić i w mojej szkole piszemy programy dla uczniów z dysfunkcjami. Czyli np kl. 4 sp: dyslektyk, ADHD, dostosowanie do programu szkoły specjalnej ( tak tak, od wielu lat to rodzice wyrażają zgodę, czy ich dziecko będzie uczęszczało do szkoły specjalnej, czy szkoła masowa, publiczna, umożliwi mu naukę), dzieci po leczeniu psychiatrycznym. Lekcja ma 45 minut, uczniów w klasie nie 20 jak pisałaś ale 27-30 ( 1,5 minuty na dziecko).
                      2. Najwięcej uwagi poświęca się dzieciom z deficytami, to im przyznawane jest nauczanie indywidualne, zajęcia wyrównawcze, brak w tym samym wymiarze kół zainteresowań dla zdolnych - nikt od MENu do organu prowadzącego nie widzi takiej potrzeby ( zdolny, więc niech sobie radzi sam).
                      3. Każde z nas w mojej szkole ma godzinę konsultacji dla rodziców, by pogadać z Rodzicem, NAJBARDZIEJ zainteresowanym, co jest dobre w pracy dzieciaka, a co złe. Zwykle siedzę na takiej godzinie czekając, a rodziców brak. Za to pojawiają się np na przerwie, w potwornym hałasie, kiedy na korytarzu jest ok. setki dzieciaków. I mają pretensję, że za głośno a ja nie poświęcam im wyłącznej uwagismile
                      4.Wrzucanie nauczycieli do jednego worka jest bez sensu - pomyśl, co miesiąc wpłacasz realne kwoty na NFZ, a i tak przy bólu zęba nie idziesz do przychodni a wybierasz prywatnego dobrego dentystę. Może więc zamiast obrażać np. mnie zmień szkołę na społeczną/prywatną, płać i wymagaj? Wiem, cyniczna to rada, ale jak mówili Chińczycy: NAUCZYCIEL MOŻE OTWORZYĆ DRZWI, PRZEJŚĆ PRZEZ NIE MUSISZ SAM.
                      Pozdrawiam. Aga.
      • sowanka Re: Szlag mnie trafia jak Was czytam-długie 04.07.10, 11:01
        odpowiem jako nauczyciel- pedagog- róznica miedzy klasa III a IV-
        zmiana systemu oceniania, z opisowego na punktowy, czyli konkretne
        oceny. Niejedno dziecko zostało przez to skrzywdzone, nie uwazam ,
        że to dobrze, ale pokazuje słabosc systemu. druga sprawa, ze dziecko
        z orzeczeniem, opinia, dobrze by było aby sie znalazlo w klasie
        integrtacyjnej. sa tam pedagodzy wspomagający. zwykly nauczycil nie
        musi wiedziec (i często nie ma takiej wiedzy) jak podchodzić do
        danego dziecka z takim a takim zaburzeniem. po pierwsze taki
        nauczyciel musi zapanowac nad klasa (jeden rzuca krzeslam, inni
        gadaja, alborysuja) i wierz mi, że to sztuka. Dodatkow jeden
        nauczyciel ma kilkadziesat uczniów, wiec trudno mu
        zindywidualizować nauczanie dla kazdego. dlatego tez w oddziałach
        integracyjnych sa 0pedagodzy, którzy są przydzieleni do klasy.
        łatiwej sie skupić na potrzebach takiego dziecka.
        ps. t0o co opisujesz, to bardziej przypomina mi na orzeczenie-
        przynajmniej powinno nim być. Polecam raz jeszcze, wybranie sie do
        poradni.
        • pade sowanka, to do mnie? 04.07.10, 11:39
          Jeśli tak, to przeczytaj raz jeszcze wszystkie moje posty, bo chyba
          czegoś nie zrozumiałaś.
          w III i IV klasie u syna było 22 dzieci w tym 12-ścioro bardzo
          zdolnych (czerwone paski itp), nikt krzesłami nie rzucał, mój
          dyslektyk nie potrzebuje indywidualnego nauczania, po co mam iść do
          poradni????
    • kasia_kasia13 Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 10:54
      Po przeczytaniu calego watku dziwie sie, ze sa jeszcze ludzie, ktorzy z wlasnej woli decyduja sie na ten zawod. I koleczko sie niestety zamyka, bo niskie pensje, stresujaca praca i rodzice tacy jak moofka powoduja, ze normalni ludzie omijaja szkole dalekim lukiem. Wiec nauczyciele beda coraz gorsi a rodzice sie beda coraz bardziej wq..c.
    • moboj Re: roszczeniowi rodzice 03.07.10, 23:58
      Od razu zaznaczam, że dopisuję się po przeczytaniu tylko pierwszego
      wpisu. Mój przykład: dziecko głęboko upośledzone, niemówiące, raczej
      mówić nie zacznie, do lekarza trafiło po raz pierwszy około 5 roku
      życia (teraz zbliża się do 18 roku życia). Żądania rodziców:
      prowadzenie rodzinnej firmy, czytanie literatury pięknej i nauka
      wszystkich przedmiotów przewidzianych w podstawie programowej dla
      szkół średnich.
      No i co z tym faktem począć?

      aha, za udręczoną się nie uważam. Kocham moją pracęsmile
    • protozoa Re: roszczeniowi rodzice 04.07.10, 15:44
      Od ponad roku nie jestem już matką dzieci w wieku szkolnym. Uff!!! Tym nie mniej
      przez 13 lat ( zerówka szkolna+ 6 lat podstawówki+ 3 lata gimnazjum+ 3 lata
      liceum) przewinęła się przede mną pełna galeria nauczycielek i nauczycieli. Byli
      rózni, bo są ludźmi a nie cyborgami.
      Nauczyciel ma prawo:
      - mieć gorszy dzień
      - mieć gorsze samopoczucie
      - czegoś nie wiedziec
      - pomylić się
      Nauczyciel ma obowiązek:
      - przyznać się do błędu
      - przeprosić
      - powiedzieć uczciwie, że nie wie, sprawdzi itd
      Od nauczyciela nie mamy obowiązku wymagać:
      - aby lubił wszystkich uczniów identycznie
      - aby był miły, sympatyczny i nadskakujący
      - aby był tolerancyjny i wybaczał wszystkie wyskoki uczniów i rodziców
      - aby był do dyspozycji 24h na dobę, zostawał po godzinach itd.
      Od nauczyciela trzeba wymagać:
      - fachowości
      - sumienności
      - uczciwości
      - rzetelnego podejścia do obowiązków
      a przede wszystkim N A U C Z A N I A.

      Spotkałam w swoim rodzicielskim życiu, nauczycieli którzy:
      - mieli ogromne braki w edukacji i nieporadnie to kryli
      - byli kłamcami i oszustami
      - byli osobami niekompetentnymi
      - byli ludxmi podlizującymi się do rodziców, którzy mogą coś załatwić
      - mieli problemy z zachowaniem spokoju
      - mieli humory
      - nadużywali zwolnień
      - a przede wszystkim traktowali pracę w szkole jak zło konieczne.
      Spotkałam także:
      - wybitnych fachowców
      - osoby potrafiące zarazic pasją
      - nauczycieli twórczych, z pomysłami
      - nauczycieli, którym zalezy na sukcesach uczniów
      - nauczycieli lubiących młodziez , rodziców a przede wszystkim to czym się zajmują.
      Wyrózniłabym:
      - nauczycielkę matematyki, wcale nie miła, nie nadskakującą, która nauczyła tego
      przedmiotu kazdego, bo chciało jej się chcieć i umiała uczyć.
      - chemiczkę, która była kopalnią pomysłów, ubóstwianą przez młodzież
      - biologiczkę I, która tak przygotowała do matury, że WSZYSCY uczniowie dostali
      się na wybrany kierunek studiów
      - historyka I, który nie uczył suchych faktów i dat, ale rozumiec historię. Był
      przy tym wspaniałym wychowawcą
      - anglistke I, która znała język, miała pasję i większość jej uczniów po
      gimnazjum zdało FCE lub CAE
      - wuefistę, który dbał o młodzież, organizowal zawody, turnieje, oceniał nie
      według tabelek a zaangażowania . Prowadził gimnastykę korekcyjną, wykrył
      niejedną wadę postawy.
      Źle wspominam:
      - nauczycielke nauczania początkowego, która miała kłopoty z własną osobowością
      i porozumiewała się z ludźmi małymi i duzymi przy pomocy krzyku.
      - anglistkę II, która jako jeyny sprawdzian wiedzy uznawała kartkówki ze słówek.
      Słabo znała angielski
      - polonistkę, która była stale nieprzygotowana do lekcji, robiła błędy językowe
      i ortograficzne, a przede wszystkim 60%lekcji nie odbywało się ( choroby jej lub
      dziecka w końcu ciąża)
      - biologiczkę II - lenia i nieroba
      - geografa - osobę psychicznie niezrównoważoną, w IV klasie w ciągu tygodnia
      polecił nauczyć sie większości rzek w Polsce - takich jak Gwda, Tyśmienica i
      pokazywać je na mapie.
      - wufefmena II, który miał problemy z nadużywaniem alkoholu. Potrafił śpiewać:
      "drużyna przegrana, lezy na murawie cała za.....ana" - słyszałam.
      Pozostali to przeciętniaki, którym niewiele można zarzucić, których nie będzie
      się pamiętać po latach, którym najczęściej chciało się niewiele, uczyli jako tako.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka