Wczoraj lekarze wyznaczyli mi termin usunięcia endometriozy na wtorek. W
poniedziałek mam się położyć do szpitala, żeby zdązyli zrobić wszystkie
badania. Zbierałam się do tej operacji już chyba od roku, więc myślałam, że
jak przyjdzie ten moment, będę doskonale przygotowana psychicznie i
opanowana. A tu klops - boję się jak cholera

Niby nic wielkiego, bo
ognisko endometriozy jest w bliźnie po cesarce, więc chyba będzie to
przypominało właśnie cc. Rzecz w tym, że nie wiadomo, czy nie mam innych
ognisk poza blizną, to okaże się dopiero podczas operacji

Wiem, że to głupie, ale boję się,że "zmasakrują" mi brzuch, a już się
cieszyłam, że po cesarce śladu prawie nie ma(taka głupia kobieca próżność).
Martwię się też, jak mój mąż poradzi sobie sam z synkiem, nigdy do tej pory
nie został z nim sam na noc, a teraz mnie przecież nie będzie minimum pięć
dni

Jakoś przerażeniem napawa mnie też sam pobyt w szpitalu, znieczulenie
ogólne(to jest taki irracjonalny strach, bo przecież już to przeszłam i
przeżyłam

)
Aż mi głupio, że się tak nad sobą rozczuliłam

już mi troszkę lepiej, ale
chyba po prostu musiałam się wygadać.Pocieszcie mnie, że przeżyję i nie ma
się czego bać...