Dodaj do ulubionych

Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej)

13.08.10, 20:05
Na innym forum jakiś czas temu był przekomiczny tekst o panu
obsadzonym w roli przyjaciela. Przyjaciela, który zawiezie,
podwiezie, porozmawia długo, zaprosi do kina/knajpy, dokształci z
matematyki (wstaw dowolne), przyniesie ciężkie, kota nakarmi, cieszy
się, że ukochana spędza z nim czas i liczy na rozwój znajomości. Ale
powoli, bo nie chce naciskać i w ogóle jest subtelny oraz niemacho.
A tymczasem pojawia się jakiś atrakcyjny typ, który ukochaną po
prostu bierze i wyprowadza z imprezy. Przyjaciel pozostaje
zadziwiony ale potem ukochaną pociesza, głaszcze, znów jest na każdy
telefon i liczy, że ONA go dostrzeże jaki wartościowy.

Miałyście takich? Przyznam, że miałam i korzystałam z całym
okrucienstwem młodości, doskonale wiedząc, że przyjaciel chciałby
zupełnie czegoś innego. Wygodni byli, nie powiem, ale rola
przyjaciela jest IMO aseksualna.
Z aktualnym wspominaliśmy sobie niegdysiejsze techniki rwania i
opcję "na przyjaciela" wybierały takie męskie ofiary. Jeden się
zniechęcił dopiero jak mu trzech kolegów puknęło niezobowiązująco
wybraną księżniczkę.P
Obserwuj wątek
    • 18_lipcowa1 Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 20:24
      Tak, miałam takiego. Cierpiał ,słuchał i czekał. Nie naciskał.
      Dość długo był na każde pierdnięcie, na poczatku mnie to bawiło i
      korzystalam jak mogłam, a potem było mi go szkoda.
      A powiem, że fajny chłop sie z niego zrobił.
      Ale na szczęscie chyba mu przeszło, bo ma pannę i spodziewa się
      dziecka.
      • elza78 Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 20:40
        > Ale na szczęscie chyba mu przeszło, bo ma pannę i spodziewa się
        > dziecka.
        heh jako chlop sporo zarobi jak wyda na swiat spodziewanego potomka :LD
        • 18_lipcowa1 Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 21:51
          elza78 napisała:

          > > Ale na szczęscie chyba mu przeszło, bo ma pannę i spodziewa się
          > > dziecka.
          > heh jako chlop sporo zarobi jak wyda na swiat spodziewanego
          potomka :LD
          >


          wink))))))
    • mikas73 Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 20:25
      Mnie jednak zawsze szkoda było takiego deliwenta, chociaż raz
      bezwstydnie wykorzystałam i dotej pory mam raczej niesmak...
      poszłam z nim na wesele a bawiłam się z przystojniaczkiem i
      bawidamkiem...

      Za to mój mąż chciał być, tym razem, tylko przyjacielem, takim
      prawdziwym, który patrzy na kobietę aseksualnie i nam nie wyszło smile
      • triss_merigold6 Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 20:30
        Teraz pewnie byłoby mi szkoda, wtedy nie. Sami chcieli. A że nie
        potrafili bardziej konkretnie rozegrać i zadziałać to w sumie ich
        problem.
    • morgen_stern Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 20:27
      No widzisz, a u mnie jeden czekał, czekał i się doczekał...
      cierpliwy, był, uparty, ale faktem jest, że aseksualnym bym go nie
      nazwała smile
      Ale co on ze mną miał i co przeszedł, to inna sprawa. Święty
      człowiek, normalnie smile
      • matsuda Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 20:32
        nigdy. igrania z uczuciami boję sie nadal-nie wiadomo nigdy do czego
        mogą one doprowadzić, choć z drugiej strony starałam się być na tyle
        konkretna,że białe ma być białe, a nie jakieś inne-czarne.
      • triss_merigold6 Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 20:34
        Oni, obiektywnie rzecz biorąc, nie byli aseksualni tylko ROLA w
        jakiej występowli. Gdyby któryś był bardziej zdecydowany to by
        przyjaźń skonsumował, d.... nie mydło, nie ubyłoby mi.P

        Niemniej, z moich i aktualnego wspomnień wynika, że "przyjaciele"
        zwykle byli trzymani na fizyczny dystans, a nie mieli śmiałości go
        przełamać.
        • miaowi Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 22:48
          Ja miałam takiego, co własnie przełamał... Był aseksualny, potem
          przestał i wtedy się okazało, że lepiej jednak jak był aseksualny.
          BTW, zapamiętam sobie mydlane porównanie, będzie jak znalazł smile
    • cherry.coke Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 20:44
      Nie, zbyt prostolinijna jestem i nie umiem gierkowac. Albo-albo. Byl jeden taki,
      co to "wszystko by dla mnie zrobil" i "z dobroci serca ostrzegal" mnie przed
      moim obecnym, ale mu predko dalam do zrozumienia, ze dziekuje za uwagi i pomoc tez.
    • elza78 Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 20:48
      mialam takiego big_grin
      jest moim mezem, byl i jest zawsze kiedy go potrzebowalam, zna mnie lepiej niz
      ktokolwiek inny, mamy podobne zainteresowania, podobny swiat, dzialamy jako
      rodzina jak szwajcarski zegarek, tak jakbysmy byli zrobieni od poczatku po to
      aby ze soba byc, nie wyobrazam sobie zycia bez niego, przerazeniem ogarnia mnie
      mysl ze kiedys mogloby go zabraknac.
      To kiedy zmienil sie z przyjaciela w milosc mojego zycia przyszlo tak
      niepostrzeżenie ze sama nie potrafie dokladnie okreslic momentu. ale ja zawsze
      stawialam sprawe jasno ze nie ma zadnych szans, coz spotkalam sie z niesamowitym
      uporem i dobrze, bylo blisko i moglam go przegapic big_grin
      uwazam ze przyjazn damsko meska nie istnieje, kolezenstwo owszem, ale kiedy
      przeradza sie w cos glebszego zawsze podszyte to jest jakimis tam oczekiwaniami
      z ktorejs ze stron, nie ma takiej przyjazni big_grin
      • anias29 elza 13.08.10, 21:48
        > ale ja zawsze
        > stawialam sprawe jasno ze nie ma zadnych szans, coz spotkalam sie z niesamowitym uporem

        Pamiętam big_grin
        • elza78 Re: elza 14.08.10, 10:24
          dzisiaj mamy 6 rocznice slubu smile
          • anias29 Re: elza 14.08.10, 22:49
            gratulacjebig_grin
    • na_pustyni Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 20:49
      Miałam, czasem nawet kilku takich jednocześnie. Aż dostałam po łapach.
    • changeone Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 20:55
      Niewdzięczna rola, na włąsne życzenie w dodatku.

      Tak miałam, wstyd sie przyznać, bo to jednak było wykorzystywanie.
      Ale na usprawiedliwienie tłumaczę, że to było tylko wykorzystywanie
      czasowe, nigdy finansowe. Nie miał nic innego do roboty to ten czas
      przeznaczał na mnie wink Tak to sobie tłumaczę smile

      Natomist zupełnie nie zrozumiała była Jego rola nawet już po moim
      ślubie uncertain Choć wtedy już bezlitośnie pokazywałam, że jest mi zbędny,
      aby się zainteresował kimś innym. Teraz, po 5 latach w końcu ma
      kogoś i jestem bardzo zadowolona smile
    • epistilbit Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 20:57
      hehe
      ja byłam taką przyjaciółką
      i facet mnie bzyknął
      dzień później się oświadczył innej
      mam nadzieję że już kutas mu nigdy nie stanie
      ale mam na co zasłużyłam tongue_out
      • rosapulchra-0 Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 21:38
        też byłam taką przyjaciółką, do dziś żałuję.
        • triss_merigold6 Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 21:50
          Znam pannę, która mimo takich bolesnych doświadczeń nadal ustawia
          się jako dobra koleżanka/przyjaciółka upatrzonego faceta. Chodzą na
          kawę, na spacer, do kina, na rolki, seksu niet, pan jej się zwierza
          ze swych dylematów i problemów etc. Potem nagle pojawia się bardziej
          przedsiębiorcza i wyjmuje pana jednym ruchem (pan magicznym sposobem
          już nie ma wątpliwości i dylematów).
          • epistilbit Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 21:56
            No to na pewno nie ja tongue_out
            po paru tygodniach lizania ran
            umówiłam się z jego wrogiem
            tak dla równowagi
            po jego uwagach że nie powinnam
            powiedziałam że ma się zamknąć
            bo inaczej zadzwonię do narzeczonej i opiszę wygląd jego fiuta big_grin
    • kali_pso Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 21:41

      Nie mam wyrzutów sumienia, bo oni też zaspokajali sobie jakąś
      wewnętrzną potrzebę tym ciągłym nadskakiwaniem, trwaniem, byciem
      itp.- a skoro mają teraz żony i dzieci tzn., że potrafili sobie
      życie ułożyć pomimo kontaktów z taką wiedźmą jak jawinkp
      • triss_merigold6 Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 21:53
        Ci "moi" też sobie życie poukładali, aczkolwiek mogę mieć
        nieaktualne info, bo sprzed ładnych paru lat. Nie miałam wyrzutów
        sumienia, ale syna będę uczyć, żeby nie był frajerem tylko sprawniej
        się do panienek zabierał. P
        • falka32 Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 22:16
          W wieku lat nastu czy jeszcze dwudziestu, jak najbardziej. Ale z wiekiem (i
          nastaniem domowych obowiązków oraz prozy życia) obrzydł mi typ maczo i doceniłam
          łagodnych, nienarzucających się, cierpliwych i wiernych facetów smile Zastanawiam
          się zatem, czego uczyć synów.
          • triss_merigold6 Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 22:28
            Macho ma lepsze osiągi.
            Konsekwentnie wolę jednak macho (z minimalnymi modyfikacjami). Ale
            ja sobie umiem z macho radzić.
            • prezes_pan Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 22:40
              triss_merigold6 napisała:

              > Macho ma lepsze osiągi.

              He he , zależy od punktu widzenia. W zwykłym codziennym życiu maczo bywa równie
              przydatny jak porsche w charakterze podstawowego auta w rodzinie.

              A co do głównego tematu. Napatrzyłem się na wiele negatywnych akcji z
              "przyjacielami" moich Pań, którzy poczuli się w końcu wystrychnięci na dudka i
              po prostu fiksowali. Doprowadzenie do tego, aby się w końcu odczepili, bywało
              dla tych Pań niezwykle trudne i okupione męczarniami (terror smsowy, czy np.
              wieczne molestowanie na uczelni - nie do uniknięcia gdy jest ta sama grupa itp.
              itd.)
              • triss_merigold6 Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 22:48
                Doprecyzuję: macho ma lepsze osiągi w rwaniu atrakcyjnego towaru, co
                jest cenne dopóki chce balować i nie myśli o ustatkowaniu się.
                W zwykłym, codziennym życiu, jakokolwiek przydatny jest macho
                zmodyfikowany, wdrożony do pracy, zarabiania i pewnej części
                obowiązków domowych.
                • epistilbit Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 22:51
                  Opowiedz mi triss jak reagujesz na chłopów ciptoków. Bo ja ostatni tylko na
                  takich trafiam, mam ochotę ich prąc obcasem po głowie tongue_out
                  • triss_merigold6 Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 23:00
                    Teraz to nie wiem, bo nie flirtuję i nie nawiązuję nowych kontaktów.
                    W pracy utrzymuję relacje aseksualne. Poza pracą, w sytuacjach
                    towarzystkich czy na wyjazdach, rzut oka na aktualnego wystarczy,
                    żeby ewentualny zainteresowany przestał być zainteresowany.
                    Kiedyś albo mnie bawili albo drażnili, z przewagą irytacji. W
                    knajpach pozwalałam stawiać sobie drinki, czarować, prawić
                    komplementy, a potem spływałam w ramionach jakiego macho. Tak, wiem,
                    jestem prymitywna. P
                    • iwoniaw Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 23:09
                      CytatPoza pracą, w sytuacjach
                      > towarzystkich czy na wyjazdach, rzut oka na aktualnego wystarczy,
                      > żeby ewentualny zainteresowany przestał być zainteresowany.


                      O, prawdziwy macho to po "rzucie oka" dopiero by nie odpuścił... wink
                • iwoniaw Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 22:56
                  Cytat macho
                  > zmodyfikowany, wdrożony do pracy, zarabiania i pewnej części
                  > obowiązków domowych.


                  Macho zmodyfikowany to już nie macho.
                  Owszem, w codziennym, "ustatkowanym" życiu macho jest kompletnie bez
                  sensu, jak bikini na ulicę albo gumiaki do opery wink
                  • triss_merigold6 Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 23:05
                    Grunt, żeby był jurny. Afirmuję jurność. Jak pod tym względem mam
                    dobrze to jestem kobieta codzienna idealna - gotuję, podam pod nos,
                    zmyję ze śpiewem na ustach, wyrwę z ręki odkurzacz,
                    powiem "kochanie, idź odpocząć, a ja wezmę dziecko na spacer".
                    • iwoniaw Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 23:08
                      Cytattriss_merigold6 napisała:

                      > Grunt, żeby był jurny. Afirmuję jurność


                      No, ale wiesz - tego nikt nie ma na czole wypisanego. Po niektórych
                      nie powiesz "na oko", a inni mają lepsze opakowanie niż zawartość big_grin
                      • triss_merigold6 Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 23:16
                        Otwartym tekstem - wszystkie moje związki zaczynały się od
                        konkretów, więc opcja "pan słaby w te klocki ale ma inne zalety" nie
                        wchodziła w grę.wink Jeszcze nie upadłam na głowę, żeby się zadurzyć
                        bez wcześniejszego seksu.
                        • iwoniaw Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 23:19
                          No ale nie powiesz, że żaden z obiecująco się zapowiadających się nie
                          okazał totalnym rozczarowaniem? (zresztą to się tyczy dziedzin
                          wszelkich, co tam dla kogo najistotniejsze)
                          • triss_merigold6 Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 23:31
                            Po 1-2 spotkaniach to IMO kategoria "one night stand", a nie
                            obiecująca znajomość. Rozczarowania nie były kontynuowane, proste.
                            • iwoniaw Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 23:46
                              One night stand wszelako ma się nijak do "przyjaźni" - znaczy się
                              relacji, którą opisałaś na początku. Jak napisałam w odpowiedzi, IMO
                              zawsze jedna strona (przynajmniej) ma nadzieję w takim układzie na
                              "coś więcej" i układ trwa, bo jest ona (strona) gotowa czekać
                              cierpliwie wierząc w ziszczenie się bajki w życiu. Bezskutecznie
                              zazwyczaj. Strona druga niekoniecznie musi być prosięciem, choć nie
                              wierzę, że się nie domyśla uczuć i oczekiwań
                              "przyjaciela/przyjaciółki".
                              • triss_merigold6 Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 23:53
                                Nie, no jasne, wątek po prostu zboczył z toru.smile
                                Druga strona zwykle znakomicie wie o co chodzi ale nie ma interesu w
                                przerwaniu iluzji. Bo adoracja jest miła, a "przyjaciel" na
                                zawołanie, wygodny i dowartościowujący. Zawsze mozna było
                                niechcianego, chwilowego nagabywacza spławić tekstem "ale przyszłam
                                tu i bawię się z X".
                            • annamariamuff Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 14.08.10, 13:27
                              triss_merigold6 napisała:

                              > Po 1-2 spotkaniach to IMO kategoria "one night stand", a nie
                              > obiecująca znajomość. Rozczarowania nie były kontynuowane, proste.,
                              No ale sama pisalas kiedys, ze Twoj byly wlasnie nie
                              satysfakcjonowal Cie pod tym wzgledem i dlatego tez zostal bylym.
                              Masz z nim dziecko wiec chyba poczatkowo nie byl az takim
                              roazczarowaniem
                    • prezes_pan Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 23:11
                      triss_merigold6 napisała:

                      > Grunt, żeby był jurny. Afirmuję jurność. Jak pod tym względem mam
                      > dobrze to jestem kobieta codzienna idealna - gotuję, podam pod nos,
                      > zmyję ze śpiewem na ustach, wyrwę z ręki odkurzacz,
                      > powiem "kochanie, idź odpocząć, a ja wezmę dziecko na spacer".

                      To nie jest poprawne politycznie. Jedziesz najbardziej wymiętymi stereotypami. wink
                      • triss_merigold6 Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 23:27
                        Wiesz co, jestem w podeszłym wieku, po 2 rozwodach, 2 piwach, bo
                        chłop wziął nockę za kolegę w celach zarobkowych więc sie nudzę,
                        właśnie wróciliśmy z wakacji i nie chce mi się ściemniać. Ja lubię
                        ten sport pasjami, zawsze lubiłam i nie ukrywam, że to dla mnie
                        kluczowy element związku. Dopchnięta mam power, entuzjazm, lekkie
                        pms-y i w ogóle świat widzę pięknym. Endorfinowy haj. Gotować czasem
                        lubię, bo czuję się jak matka gastronomiczna, archetyp kapłanki
                        domowego ogniska etc. socjobiologia.
                        Aha, żeby nie było tak sielankowo - rzeczy techniczno-naprawczych
                        nie dotknę. Odpadnie - będzie leżało. Programowo. Ja jestem od
                        designu, a chłop od wykonawstwa.
                        • prezes_pan Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 23:44
                          W podeszłym wieku to Ty jeszcze nie jesteś, ale z tego co piszesz, masz duże
                          zadatki na spore problemy w momencie, gdy metryka rozwali ci witalno-kuszącą
                          seksualność.

                          Znałem trochę Pań o podobnej konstrukcji i ucieczki w nałogowy alkohol,
                          kościółek spod znaku RM, hodowle kotów na skalę przemysłową etc. były dość częste.
                          • triss_merigold6 Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 14.08.10, 00:00
                            Mam dziecko i staramy się z aktualnym o większą liczę dzieci, ratuje
                            mnie to? Kotów nie lubię, klerykalizm ateistce raczej nie grozi.
                            Alkoholizm? Też raczej nie, za bardzo balowałam kiedyś. Najwyżej
                            będę lecieć na prozaku, zawsze to jakieś wyjście.
                • prezes_pan Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 23:09
                  triss_merigold6 napisała:

                  > W zwykłym, codziennym życiu, jakokolwiek przydatny jest macho
                  > zmodyfikowany, wdrożony do pracy, zarabiania i pewnej części
                  > obowiązków domowych.

                  Macho zmodyfikowany to nie macho. Porsche nie jeździ z przyczepą campingową.

                  IMHO słabo mi się widzi proces pt. "modyfikacja macho". Ostatnio słyszałem o
                  takowej próbie, która skończyła się osadzeniem macho na 6 miesięcy w więzieniu
                  za ciężkie pobicie partnerki, a potem 2 latami w zawiasach na 5 i sądowym
                  zakazem zbliżania się.

                  No chyba że mówimy o podróbach maczo czyli zjawisku w typie weekendowych
                  motocyklistów. Ci faktycznie dają się łatwo modyfikować, jako że prawdziwymi
                  maczo nigdy nie byli.
                  • bri Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 14.08.10, 09:57
                    Ale w ogóle widujecie takich klasycznych macho, co to nie dość, że
                    prezentują wszystkie cechy stereotypowo przypisywane mężczyznom to
                    jeszcze są szowinistami, którzy nie tkną się odkurzacza ani pieluchy?

                    Znam mężczyzn, którzy są rozlazłymi mamejami, bez żadnych
                    spektakularnych sukcesów w jakiejkolwiek dziedzinie - takich, którzy
                    to nigdy się z nikim nie bili i mieli w życiu góra 3 partnerki
                    seksualne, włączając w to żonę. I tacy właśnie potrafią kompletnie
                    uchylać się od wszelkich domowych obowiązków i psychicznie znęcać
                    nad żoną.

                    Z kolei wszyscy macho (czy też pseudo-macho), których znam (męskie
                    hobby, długa lista podbojów i stałe grono wiernych fanek, waleczni
                    czasem do przesady, podejmujący odważne, a nawet ryzykowne
                    przedsięwzięcia biznesowe itp.), kiedy poznają odpowiednią kobietę i
                    zakochają się w niej stają się z miejsca najlepszymi mężami na
                    świecie. Jeżdżą w środku nocy po tampony, gotują, piorą, sprzątają,
                    ew. płacą za pomoc do domu, jeśli to nie wystarcza, zajmują się
                    dziećmi, pielęgnują żony w długiej chorobie itp. To moim zdaniem ma
                    sens, bo opiekować się żoną, która od lat choruje na raka i co pół
                    roku jest na skraju życia i śmierci, i jeszcze jej małymi dziećmi z
                    poprzedniego małżeństwa - do tego trzeba mieć jaja.
                    • aandzia43 Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 14.08.10, 13:02
                      > Znam mężczyzn, którzy są rozlazłymi mamejami, bez żadnych
                      > spektakularnych sukcesów w jakiejkolwiek dziedzinie - takich, którzy
                      > to nigdy się z nikim nie bili i mieli w życiu góra 3 partnerki
                      > seksualne, włączając w to żonę. I tacy właśnie potrafią kompletnie
                      > uchylać się od wszelkich domowych obowiązków i psychicznie znęcać
                      > nad żoną.
                      >
                      > Z kolei wszyscy macho (czy też pseudo-macho), których znam (męskie
                      > hobby, długa lista podbojów i stałe grono wiernych fanek, waleczni
                      > czasem do przesady, podejmujący odważne, a nawet ryzykowne
                      > przedsięwzięcia biznesowe itp.), kiedy poznają odpowiednią kobietę i
                      > zakochają się w niej stają się z miejsca najlepszymi mężami na
                      > świecie. Jeżdżą w środku nocy po tampony, gotują, piorą, sprzątają,
                      > ew. płacą za pomoc do domu, jeśli to nie wystarcza, zajmują się
                      > dziećmi, pielęgnują żony w długiej chorobie itp.

                      Coś w tym jest. Tak mi się skojarzył wątki z sąsiednich forów i linkuję. Co
                      prawda mój post, bo najbardziej w temacie, ale cały wątek wart przeczytania.
                      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,115238076,115263007,Re_za_bardzo_macho_.html
    • inguszetia_2006 Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 13.08.10, 23:35
      Witam,
      Mam takiego przyjaciela do dziś dzień. Pierwszą wódkę wypiliśmy
      razem, a potem on mnie zataszczył do domu, bo mi się film urwał;-P
      Jak sobie popijemy i mi się na szczerość zbiera to go proszę, by się
      wreszcie oświadczył, bo to tak nie wypada tyle lat się koło kogoś
      kręcić bez sensu;-P Wtedy jest śmiech i stwierdzenie, że jestem
      wiedźmą i potworem, więc nici z tego;-D Już się nawet nie
      zastanawiam, czego on ode mnie chce. Chyba faktycznie przyjaźnimy
      się,choć generalnie nie wierzę w przyjaźń damsko-męską.
      Pzdr.
      Inguszetia
    • iwoniaw Przyjaźń męsko-damska bez podtekstów nie istnieje 13.08.10, 23:41
      więc dla mnie to oczywiste, że on albo ona ma nadzieję na coś więcej.
      No, w wersji optymistycznej oboje i szybko zmieniają charakter relacji
      wink
    • deodyma Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 14.08.10, 08:46
      od takich przyjazni to ja stronie, jak tylko sie da, to po pierwsze.
      po drugie, nie mialabym serca tego, zeby wykorzystywac
      jakiegokolwiek chlopa i tym smym dawac mu zludne nadzieje.
    • bri Re: Przyjaciel z nadzieją na (coś więcej) 14.08.10, 10:17
      W zasadzie nie. Miewałam wielbicieli, ale ja ciągle byłam w jakimś
      związku i chociażby z tego względu ciężko by mi było prowadzać się
      na dłuższą metę z kimś innym. Raz, kiedy miałam romans z facetem,
      który był zajęty, używałam pewnego kolegi jako alibi, ale do dziś
      czuję z tego powodu niesmak. To był błąd, i tamten romans i sposób w
      jaki potraktowałam tego mężczyznę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka