Ma 12 lat. Do tej pory spędzał cały czas w domu (książki, nauka, czasem
komputer), uczy się świetnie, postępy w językach. Tylko jakoś przeszkadzał mi
brak kolegów. Tłumaczyłam, że mama to nie wszystko, że musi spotykać się po
szkole z rówieśnikami. I wziął sobie to tak bardzo do serca, że
wchodzi, "cześć mama" i wychodzi. Przed chwilą wbiegł z dwoma kolegami,
złapał rolki i wróci o 16. Wcześniej przychodził , do znudzenia opowiadał ze
szczegółami o życiu w klasie, o wszystkich problemach kolegów. A teraz
trzaśnięcie drzwiami.
Smutno mi

( Dobrze, że chociaż młodszy daje rano całuski

)Trzeba chyba
pogodzić się z faktem, że mama to nie wszystko.