bubenka
27.03.04, 13:31
Sama nie wiem czego się spodziewam pisząc ten post. Jeżeli któraś chciałaby
wylać na mnie swoją złość, to proszę, niech sobie daruje. Po prostu muszę to
w końcu z siebie wyrzucić. Jestem mężatką od prawie 7 lat, mam ukochaną
córeczkę. Z boku wyglądamy na idealne małżeństwo, któremu zazdrości cała
rodzina, że my tacy zgodni, tacy rozsądni, do wszystkiego razem, wszystko
robimy razem, itd., itp. A ja mam już tego po dziurki w nosie. Nie chcę
nikogo uświadamiać jaka jest prawda, bo i tak jeśli zaczynam komuś coś mówić,
to nikt mi nie wierzy i tylko uważa, że roi mi się w głowie. Rzeczywiście
doszliśmy razem do wielu rzeczy. Mamy mieszkanie, samochód, pracę. Mamy
dziecko. Więc czego jeszcze chcieć, ktoś mógłby zapytać? A ja po prostu w
ogóle nie czuję się jak kobieta. Wyszłam za mąż z miłości - w prawdzie nigdy
nie była to miłość szalona, raczej na zasadzie, że dobry człowiek, wiadomo
czego można się spodziewać, odpowiada całej rodzinie. Pierwsze 3 lata
małżeństwa, mieszkanie z jego babcią, ciągłe podjazdowe wojny, sprawdzanie
przez nią co wyrzuciłam do śmieci, sprawdzanie nalepek z cenami na wszystkich
kupionych towarach (nalepki potem zaczęłam obrywać, nawet z mleka,
masła, ...), przeglądanie szaf, podsłuchiwanie pod drzwiami, sprawiły, że ten
czas, kiedy to miało być tak pięknie, jawi mi się jak horror. Potem, tuż
przed urodzeniem córeczki, udało nam się kupić mieszkanie. I rzeczywiście,
urodzenie dziecka, przeprowadzka pomogły to na moje nerwy - skończyły się
bóle brzucha, wieczne zdenerwowanie. Ale coś się we mnie zmieniło. Na męża
patrzę już zupełnie inaczej. On jest zakochany w córce. Zakochany tak, jak
nigdy nie był we mnie. Po prostu bez zastrzeżeń. Mam wrażenie, że prowadzimy
teraz wspólny interes - dom, opieka nad dzieckiem. Nas już nie ma. Nie
kochamy się od kilku miesięcy. On nawet nie próbuje się do mnie zbliżyć.
Próbowałam z nim rozmawiać, mówić, że potrzebuję miłości, czułości, że po
prostu czasami potrzebuję seksu. Nie miałam z nim satysfakcji. Zawsze
odczuwałam, że nie ma czasu, żeby poświęcić mi tyle czasu, ile ja potrzebuję,
że nie umie, że nie chce. Jest moim pierwszym partnerem, więc miałam
nadzieję, że wprowadzi mnie w ten świat, o którym same często piszecie. I
ostatnio odkryłam, że go nie kocham. Jest między nami pustka. Całkowity brak
emocji. Ale co gorsze, że ja nie uważam się już za atrakcyjną kobietę. I
jedna myśl mnie gnębi i ciągle, gdzieś tam z tyłu głowy jest - że ja nie mogę
się już nikomu podobać. Choć przyznaję, że nie jestem całkiem szpetna, staram
się chodzić zadbana, chodzę do kosmetyczki, itd. Czuję, że mimo tej całej
maski zadbania, jak ktoś mnie bliżej pozna, to też mnie odrzuci. Czuję się
odrzucona. Czuję się odtrącona jako kobieta. I od razu, aby uprzedzić, on
nikogo nie ma. Wystarcza mu Kościół i córka. A ja coraz bardziej się
pogrążam....