mel-laa
05.11.10, 10:16
i wyżalić się chciałam a jednocześnie pokazać jak w Polsce działa wymiar sprawiedliwości. Jakiś czas temu wręczono mi wypowiedzenie umowy - powiedziałam, że nie mogą mnie zwolnić bo jestem w ciąży i dosłownie wcisnęli wypowiedzenie bo "umowa jaką mam mnie nie chroni". Umowa oczywiście mnie chroniła, pracodawca po zrozumieniu błędu próbował cofnąć wypowiedzenie i przywrócić mnie na stanowisko. Nie zgodziłam się bo z racji wykonywanej pracy bałam się o podłożenie tzw. świni...Oni uznali, że ja jestem nadal ich pracownikiem a ja, że w okresie wskazanym w wypowiedzeniu przestaję być ich pracownikiem. Za 30 dni wręczyli mi "dyscyplinarkę" bo uwaga: nie przychodziłam do pracy!
Poszłam do sądu. Z jednej sprawy zrobiło się trzy:
1)odszkodowanie o bezprawne zwolnienie - wygrałam
2)o wydanie świadectwa pracy- przegrałam
3) o odszkodowanie za zwolnienie dyscyplinarne- przegrałam.
Teraz argumentacja sądu:
pkt 3- skoro nie byłam ich pracownikiem to świadectwo pracy było nic nie wartym świstkiem, bo nie można kogoś zwolnić skoro u niego się nie pracuje - no ok- jakoś to przełknęłam.
pkt 2) dowiedziałam się dziś- że sąd oddalił moje powództwo.
Narazie bez argumentacji.
Dodam, że "dzięki" temu "nieważnemu" w/g sądu świadectwu nie mogłam otrzymać zasiłku dla bezrobotnych. No i według tegoż samego sądu nie należy mi się świadectwo pracy.
Ogarnęło mnie poczucie beznadzieji i bezsilności. Nie wiem czy działać coś dalej czy dać sobie spokój, chociaż...w imię czego mam afiszować się niezawinioną dyscyplinarką??
Sprawy 1 i 3 są definitywnie zakończone tzn po postępowaniu odwoławczym - 2 instancje, od 2 mogę się odwołać...Tylko po co. To duuuży pracodawca i zaczynam wierzyć, że znaleźli dojście do sędziów- no bo jak nawet na logikę można było tak postąpić. Ehh- nie wiem co robić.....