kosher_ninja
14.11.10, 12:01
Zainspirowałam się tym wątkiem:
forum.gazeta.pl/forum/w,572,118310501,118310501,gotowe_dania_dla_niemowlat_to_sama_chemia_.html
Od razu przyznam, że jeśli chodzi o żywienie dzieci, to jestem mądra tylko w teorii, praktykę dopiero nabędę. I być może życie mocno zweryfikuje moje poglądy.
W tej chwili kupowanie mrożonych/pasteryzowanych gotowców jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Jestem leniwa i nie gotuję tak często, jakbym chciała. Ratuję się mrożonkami i pasteryzowanymi rzeczami, ale własnymi. Jak robię krokiety, to robię je wtedy, kiedy mam czas. A jak mam czas, to jest mi w sumie wszystko jedno, czy zrobię ich 10 czy 20. Robię 20, połowę mrożę,a potem mam własne. No ale mnie ogólnie garmażerka napawa obrzydzeniem - np. garmażeryjne krokiety wyglądają zawsze na jakieś takie koszmarnie tłuste.
Totalnie nie rozumiem wszelkich fixów. Rozumiem chińską zupkę w robocie, ale gotowy sos do mięsa czy sos do sałatki w proszku to dla mnie zupełne nieporozumienie. Jak już ktoś wkłada wysiłek w przygotowanie potrawy, to jaki jest problem w zrobieniu sosu? Tego fixowego winegreta też trzeba przecież rozrobić z wodą/oliwą/octem. Trwa to może minutę krócej niż zrobienie własnego. A jak ktoś nie ma czasu na to dodanie podstawowych składników, to dlaczego nie zrobić własnej mieszanki w domu i mieć to gotowe, tylko do wsypania?
No i z tego powodu zastanawia mnie powodzenie gotowych dań dla małych dzieci. Nie chodzi mi o właściwości odżywcze, bo wiadomo, że najzdrowsze jest to, co świeże. Ale o sens.
Kupowanie jabłka w słoiku jest dla mnie po prostu absurdem. Rozumiem, że czasami coś takiego się bardzo przydaje, ale dlaczego nie można tego jabłka zrobić samodzielnie? Zrobić 10 własnych słoików, samemu zapasteryzować i mieć na takie okazje. A nawet do codziennego użytku.
Ja tę niechęć do gotowców wyniosłam z domu, mąż również, więc może to są jakieś nasze dziwne uprzedzenia. Nasi rodzice dużo pracowali, więc właśnie zawsze zamrażarka i szafki były bogato zaopatrzone we własne gotowce.