panna.w.paski
16.11.10, 10:30
Problem dla mnie na razie czysto teoretyczny, ale artykuł B. Pietkiewicz w "Polityce" o matko- i ojcobójcach wstrząsnął mną. Fragment:
"Nie odczuwał ich (wyrzutów)również Eryk – jeden z najstraszniejszych w galerii zabójców z reportaży wydrukowanych w POLITYCE. Ukochany jedynak, uczeń elitarnego ogólniaka na Wybrzeżu, postanowił, że zabije rodziców, zabierze wszystkie aktywa ze swego zamożnego domu i wyjedzie do innego kraju, np. do Rosji, żeby wieść w nim życie człowieka wolnego od chodzenia do szkoły, spędzając czas w dyskotekach, kasynach i restauracjach na poziomie. Podobnie jak morderca rodziców badany przez Teresę Gordon, lubił błyszczeć i imponować w życiu towarzyskim. Ojciec, oficer marynarki, pływał właśnie po morzu. Wystarczyło więc usunąć tylko matkę
Eryk wszedł do kuchni, w której matka zmywała naczynia, i zadał jej cios w głowę od tyłu. Zdołała się odwrócić, zaczęła płakać i prosić o darowanie życia Kolejne razy były już skuteczne. Pojechał potem bawić się do restauracji, jeździł w euforii po mieście, spędził noc w hotelu z dziewczyna za wybrane z karty pieniądze. Lecz zanim zdołał wyjechać do Rosji lub jakiegoś innego raju, pieniędzy do wybrania już nie było.
Nie czuł się winny, wszak nie zabił z podłej chciwości, ale dlatego, że pragnął żyć jak wolny człowiek. Wystosował prośbę do sądu, że ponieważ jego pobyt w więzieniu zapewne się przedłuży, chciałby zabrać następujące swoje rzeczy: serwis obiadowy, komputer, parasol, 15 l wina, łyżwy, sygnet od babki, dwa plecaki, stolik, lornetkę, kart do gry, radiomagnetofon, pelerynę i inne niezbędne mu za kratami przedmioty. Eryk to przykład psychopaty, jakby wyjęty z podręcznika o takich osobowościach.
Jeśli istnieje niedorozwój umysłowy, może istnieć także emocjonalny – mówi Teresa Gordon. Wyprani z uczuć, niezdolni do empatii, wszystko i wszystkich traktujący instrumentalnie. Bez lęku społecznego i, mimo wysokiej najczęściej inteligencji, jakby bez możliwości wyobrażenia sobie skutków tego, co chcą zrobić. Zakładają, że im wszystko się uda. Mili, czarujący, sprytni. Okrutni i bezlitośni."
Całość do przeczytania np. tutaj: jogin.hopto.org/forum/viewtopic.php?p=2059
Oczywiście przypadki opisywane w artykule to ekstrema, ale zaczęłam się zastanawiać, czy jest jakiś model wychowania, który gwarantuje to, że moja potencjalna latorośl nie będzie takim właśnie człowiekiem?
I jeszcze - czy macie taki "wewnętrzny" radar mówiący Wam, że jakiś człowiek jest nie do końca w porządku? Ja myślałam, że nie dopóki kiedyś w pociągu ICE nie spotkałam pracownika WARS-u. Z przyklejonym uśmiechem do twarzy, ślisko-usłużny - niby mój kontakt z nim ograniczył się tylko do zamówienia kawy, a oblał mnie zimny pot, poczułam podskórny lęk i potrzebę natychmiastowej ewakuacji..
I tak się wczoraj zastanowiłam, czy mogłabym tak reagować na własne dziecko i czy ludzie mogliby reagować podobnie. Brr.