red-truskawa
26.12.10, 18:09
Kilka dni temu usłyszałam wpowiedź, która, delikatnie mówiąc, mnie zaskoczyła. Pewnie dlatego, ze padła z ust pana, po którym nie spodziewałam się takiego zdania.
Autor wypowiedzi: starszy pan, profesor, znany w Polsce i Świecie, humanista, swojego czasu zajmujący jedno z najwyższych rządowych stanowisk, zapytał mnie jak długo nie było mnie w pracy w związku z urodzeniem dziecka. Powiedziałam, ze 7 miesiacy, pan: ze to dobrze, ze tak krótko, bo kobiety jak siedza w domu z dziecmi to głupieją. Ze on ma teraz pracownice, która lada moment bedzie rodzic i juz zapowiedziała, ze chce iść na 3-letni urlop wychowawczy, a on jej na to powiedział, ze w takim razie, nie ma po co do pracy wracać. Ze inna pracownica, bardzo dobrze sie zaowiadajacy naukowiec, została z dzieckiem 1,5 roku i zupełnie się jej mózg zlasował.
Wstrzasneło mną. Dodam, z pan pracuje na uczelni, jest filologiem, nie ma do czynienia z prężnie działajaca dziedzina nauki, w której postep toczy sie z dnia na dzien i jak ktos wypada na 3 lata z zawodu, to jakby zaczynał od początku kariere.
I tak sobie pomyslałam, ze jak takie zdanie ma profesor, zdawać by sie, mogło osoba światła o otwartym umyśle i poglądach (a facet na prawdę nie jest bucem, który dostał profesurę przez "zasiedzenie" na uczelni, cały czas jeździ po świecie, ma kontakt z róznymi ludźmi i różnymi kulturami, powinien mieć otwarty umysł na poglądy i zmiany zachodzace w świecie), więc, jakby nie patrzac taki autorytet, ma takie zdanie i poglądy, to ja ma sie zmienić podejscie do matek w pracy, jak ma być wdrażana w życie "polityka prorodzinna" ?
Co za stary baran z tego faceta!!