Dodaj do ulubionych

(Nie) Mądra Polka po szkodzie...

02.01.11, 20:52
No wytłumaczcie mi, czemu wiecznie jestem mądra po szkodzie, ale i tak nie wyciągam wniosków na przyszłość...? Głupia sprawa, pokłóciłam się z małżem o mopa, którego miał mi przynieść z samochodu. Ja poprosiłam o przyniesienie mopa. Małż usłyszał wymówkę "czemu jeszcze nie ma tego mopa"- i zaczął się tłumaczyć, że dzieci, że śniadanie, że najpierw odkurzyć trzeba itd. Ja zamiast tłumaczeń usłyszałam "nie przyniosę żadnego mopa, teraz ani nigdy". I tak od słowa do słowa... Im bardziej Puchatek zaglądał do dziury... i tak dalej wink I jak to jest, że po kłotni potrafię dostrzec przyczyny i dziwić się, że tak się nie zrozumieliśmy- a następnym razem znów się pożreć o bzdurę totalną? Jak to jest, że jestem mądra bardzo w wiedzę z poradników, artykułów, własnych przemyśleń- a jak się wścieknę, to tę wiedzę można o kant d... potłuc, bo wcale nie mam ochoty mądrze się kłócić, natomiast mam ochotę wrzeszczeć, tłuc talerze, zachowywać się dziecinnie i nieracjonalnie! Jak to łatwo brzmi " wyjdź, ochłoń i pogadaj na spokojnie", a w realnym świecie zamiast uspokojenia jest narastająca furia? Ech, z pewnością to wina moich rodziców, nie nauczyli mnie mądrze się kłócić wink

Też tak macie? Kłócicie się o sprawy ważne, czy o pierdoły (bo ja wyłącznie o pierdoły)? Jak sobie radzicie?
Obserwuj wątek
    • nangaparbat3 Re: (Nie) Mądra Polka po szkodzie... 02.01.11, 21:02
      Nie Ty jedna.
      BYłam przed Świętami w markecie, zobaczyłam wiszącą solo zmiotkę bez szufelki, wrzuciłam do wozka, żeby była do samochodu. Przy kasie okazuje się, że coś się nie zgadza, czekam z 10 minut, wreszcie przychodzi dziewczyna, patrzy na zmiotkę, a potem do mnie tonem oskarżycielskim: to jest w komplecie. Z szufelką.
      Ja: ależ skąd, wisiała sama.
      Ona: Niemożliwe, to jest w komplecie.
      I zwyczajnie się z nia pokłóciłam, poszłysmy razem sprawdzic, wyszło że w komplecie, i ze złości nie kupiłam.
      Szczyt idiotyzmu, bo szufelkę mogłam była zostawić nawet w ym sklepie, nie robiła mi najmniejszej różnicy, z drugiej strony co im szkodziło, że kupię tylko zmiotkę?
      Ale ja nie kupiłam, sklep nie sprzedał.
      I potem pomyślałam sobie, że większość małżeńskich kłótni przebiega podobnie.
    • kannama Re: (Nie) Mądra Polka po szkodzie... 02.01.11, 21:02
      Radze sobie dokładnie tak samo jak Ty smile I potem zła jestem na siebie, że nie potrafię nabrać dystansu do takich pierdół...
    • nutka07 Re: (Nie) Mądra Polka po szkodzie... 02.01.11, 21:16
      Ale Ty go o tego mopa wczesniej poprosilas a potem sie zapytalas czy juz jest?
      • memphis90 Re: (Nie) Mądra Polka po szkodzie... 02.01.11, 21:42
        Ja w moim odczuciu bardzo grzecznie poprosiłam "czy mógłbyś mi, kochanie moje najdroższe, przynieść tego mopa, bo czekam od rana?". A małż usłyszał coś w stylu "czemu jeszcze tego nie zrobiłeś, najgorszy z mężów i zakało męskości?" smile Coś dziwnego się dzieje, sens wypowiedzi wypacza się podczas szybowania w powietrzu od ust nadawcy do uszu odbiorcy... Efekt cieplarniany czy co?
        • kamelia04.08.2007 u nas bylo tak 02.01.11, 22:59
          he, he, calkiem niedawno bylo prawie dokladnie to samo u nas.
          Chlop chcial zrobic cos dobrego na kolacje sylwestrowa, kupil kaczke, ciasto francuskie, wedzonego lososia, przewidzial aperitif, przystawke, danie glowne, deser. Mialo byc dla calej naszej minifamilii, czyli, my plus nasza dwulatka.

          Problem polegal na tym, ze za przygotowywanie tej kolacji zabral sie w porze kiedy mloda ma przewidziane jedzenie kolacji, a nie czekanie dopiero, a ja nie czekajac na efekty jego pracy podgrzalam mlodej zupy (mloda codziennie albo prawie codziennie wcina zupe na kolcje, czesto oprocz zupy je jeszcze co innego). To juz chlopa wnerwilo troche, bo on gotuje, a my zamiast siedziec i czekac te poltorej godziny, to pozeramy zupe, tak na prawde, to ja sama bym mogla czekac, ale jak wytlumacze dziecku (u ktorego przestrzegam stalego rozkladu dnia), ze teraz nie dostanie nic jesc tylko za dwie godziny bedzie superkolacja.

          No wiec mamy faceta juz nabzdyczonego, a do tego cos w tej kuchni zaczelo mu sie przypalac, bo chcial zrobcic wiecej rzeczy na raz. Cisnienie mu skoczylo jak zapytalam "czy wszytko w porzadku, czy nic ci sie nie przypala". Zinterpretowane to zostalo tak: "pospiesz sie ty leniu jeden, grzebiesz sie i grzebiesz, a my tu z glodu zupe jemy i juz na te twoje kaczki nie bedziemy czekac". Jeszce z 15 razy tlumaczylam, ze czy wszystko w porzadku znaczy czy wszyko w porzadu, a nie co sie tak guzdrzesz.

          Przyszel wscieky do stolu, zacal ostentacyjnie stawiac talerze i klasc na nie co juz mial gotowe.
          Ja, ze w takiej atmosfzrze to ja jesc nie bede, bo przypomina mi to cudowne czasy w domu rodzinnym, gdy matka robiac niedzielny obiad albo kolacje wigilijna pieniaczyla sie, darla sie i wyzywala wszystkich, a potem trzeba bylo zasiadac do tego jej niedzielnego obiadu czy wigilli i udawac "cudowna rodzinna " atmosfere


          Potem juz sie potoczylo, ja powiedzialam, ze nie bede jesc, jak on takim tonem i taka afmosfere robi jak moja matka wczesniej, i jak mam wybierac jego superkolecje w takim supernastroju jaki stworzyl, to wole odgrzana mrozona pizze i jego spokojnego.
          W miedzyczasie spalil mu sie aperitif w piekarniku i musial go wyrzucic, ja zabralam mloda do kapania. Pieniaczyl sie jeszce bardziej, ja sie zaparlam i uparcie nalewalam wode do wanny, w miedzyczasie mi lzy lecialy.

          W koncu sie opamietal, ja wytlumaczyam, ze mi nie odpowiada dwugodzinny aperitif z orzeszkami i pistacjami, a dopiero potem porzadne jedzenie i nie zamierzam tak dziecka cwiczyc. To taki zwyczaj u niego w rodzinie, ze siedzi sie z godzine - dwie przy pustym stole (sa jakies soki, woda i te orzeszki, pistacje, czipsy), oczywiscie wzsycy sa glodni i nawet jak sobie tlumacze, zeby poczekac i nie jesc tyle tego aperitifu, to jak to wytlumacze dziecku. Oni na swoje dzieci pokrzykuja, zeby nie jadly tyle tego sucho-slono-tlustego i nie zlopaly tyle soku, no bo przeciez niedlugo bedzie przystawka i danie glowne. On pomyslal, ze jak sie najadlysmy, to nie bedziemy jesc tego co na gotowal i cala praca na marne.


          Udalo sie nam pogodzic, ja wykapalam mloda, ubralam w pizame, a ten obiecal, ze bedzie spokojny i poszlismy na te jego kolacje.


          • lola211 Re: u nas bylo tak 03.01.11, 09:11
            smile. cos mi to przypomina.
            Ja uparcie walcze z nawykiem faceta odkladania gotowania na zbyt pozno.Dla mnie to on ma problem z organizacja- twój jak widze rowniez.

            On chce by bylo gorace, swiezo zdjete z palnika, wiec czeka z ugotowaniem ziemniakow(wczoraj) na puree az ja wróce- z pracy, wypadu czy czego tam jeszcze.Ja w drzwi, a on z usmiechem na ustach włacza kuchenke.W tej samej sekundzie mnie się włacza agresor.Bo ja jestem głodna JUZ, teraz, musze zjesc natychmiast, a nie za 40 min,. gdy te pyry w koncu wyladuja na talerzu.A dodatkowo te ziemniaki leza w wodzie obrane od 2 godzin - wymokniete, wypłukane z wszystkiego co cenne dla organizmu, co jemu w ogole nie przeszkadza, a mnie wrecz przeciwnie.
            No i wychodze na zołze co nie docenia jego pracy i checi zrobienia mi dobrze,a on w moich oczach robi mi na zlosc, bo nie słucha mnie- szefa kuchni.
            • kamelia04.08.2007 Re: u nas bylo tak 03.01.11, 11:55
              lola211 napisała:

              > smile. cos mi to przypomina.
              > Ja uparcie walcze z nawykiem faceta odkladania gotowania na zbyt pozno.Dla mnie
              > to on ma problem z organizacja- twój jak widze rowniez.

              ten twoj przypadek, a mój sprzed 2 dni to dwie rózne sprawy. Kolacji sylwestrowej nie serwujesz o 16.00, a o 21.00. Moj akutat sie zabrał o odpowiedniej godzinie, bo i to co zaplanował podac nie mogło byc ugotowane w południe, a odgrzane w mikrofali na wieczór.

              Jego wnerwiły dwie rzeczy, że zasiadłam z dzieckiem do tej zupy, czyli normalnej kolacji i zaczełysmy spokojnie jesć. Druga rzecz, to on w tej kuchni latał jak w ukropie, wszystko na raz smazył, piekł, gotował, zaczęło mu sie przypalac, wiec moje pytanie o to czy w porzadku, rozjuszyło go do reszty.

              Mnie z kolei wnerwia taki zwyczaj, ze u niego w rodzinie to sie siedzi przy tym pustym stole i czeka az poszczególne składniki uczty wjada. Z dorosłymi tak mozna - ja sobie wytłumacze, ze mam teraz poczekac głodna, ale z dziećmi....
              Potem jest zdziwienie, pokrzykiwanie, zabranianie (niech nie jedza teraz tyle, bo potem nie beda jeśc obiadu), bo dzieci zzeraja czipsy, słone orzeszki, pistacje i popijają hektolitry soków i innego słodkiego badziewia - a przeciez one sa głodne własnie teraz i jedzenie maja dostac teraz a nie za 40 min czy za półtorej godziny. Przeciez dzieci maja przygotowany oddzileny stół i mozna im dać ich jedzenie wczesniej.


              Ostatnio jak bylismy na obiedzie, to młoda tez obzerała sie pistacjami, a chłop (majacy nawyki swojej rodziny) tez próbował młodej zabraniac, zamiast poprosic by jej dali cos konkretnego do zjedzenia, az wreszcie go wysłałam do kuchni po kawałek bagietki dla córki.
              Ten problem z nieczekaniem wylazł nam w czasie tej kłótni sylwestrowej.

              Mi chodziło głównie o dziecko, bo jak wytłumacze dwulatce, że teraz nic nie dostanie, ale potem (czyli w porze kąpania) sie naje az pod szyje



              > On chce by bylo gorace, swiezo zdjete z palnika, wiec czeka z ugotowaniem ziemn
              > iakow(wczoraj) na puree az ja wróce- z pracy,

              a co do tego pure i reszty to masz rację
        • nutka07 Re: (Nie) Mądra Polka po szkodzie... 02.01.11, 23:34
          Aha tak myslalam, to nastepnym razem jak bedziesz prosila to 'na juz'. Bo inaczej taka prosba wyladuje w szufladce z napisem 'na pozniej', czyli z czystym sumieniem mozna o tym teraz nie myslec wink
          Mnie wpienia jak musze cos kilka razy powtarzac. Stoi kolo mnie ja cos mowie albo on sam sie pyta ja odpowiadam a ten za minute jeszcze raz to samo.
          Teraz jak chce o cos poprosci to robie to jak wlasnie tego potrzebuje. Bo samej tez mi sie nie chce pamietac przez np. 4 godziny ze mialam przyniesc mopa smile
          Jest u nas jeszcze tak, ze o czyms rozmawiamy, ja mam jakies pomysly i mu je przedstawiam. Za jakis czas np 3-4tyg. moj maz wpada na super pomysl i proponuje mi to o czym ja mowilam wink albo przynosi 'niusy' od kogos i zdziwiony odpowiada, hmm no nie pamietam ze o tym rozmawialismy, no mozliwe.

          Z mojej strony moge napisac, ze odbieram niektore pytania jak oskarzenia kiedy faktycznie mam gdzies poczucie, ze 'nawalilam' wink
    • anet81 Re: (Nie) Mądra Polka po szkodzie... 02.01.11, 21:19
      Mam to samo. W teorii jestem najmądrzejsza na świecie. Doradzam przyjaciółkom jak sobie z partnerami mają radzić, wszystkim wkoło doradzam, bom oczytana, doświadczona niby itd.
      A sam w kłótni jestem ostatnią pierdołą, furia mnie ogrania i rozum wyłączam...
      Ech, szkoda gadać sad
      • miaowi Re: (Nie) Mądra Polka po szkodzie... 02.01.11, 21:37
        Ja mam jeszcze fajniej. Jak za długo jest dobrze, to sama wynajduję powody do kłótni. Też zwykle są to pierdy.
        • krapheika Re: (Nie) Mądra Polka po szkodzie... 02.01.11, 21:46
          Przpomnialas mi,ze mopa musze kupicbig_grin nie,nie kloce sie o pierdoly,mnie tylko powazne rzeczy z rownowagi wyprowadzajasmile
          • miaowi Re: (Nie) Mądra Polka po szkodzie... 02.01.11, 21:49
            A nie, to u mnie zależy od nastroju. Albo mnie nic nie denerwuje albo wszystko.
            Kłopot, że jak się już zacznę nakręcać, to każdemu się oberwie.
            • kocianna Re: (Nie) Mądra Polka po szkodzie... 02.01.11, 22:02
              To się nazywa teoria czterech uszu, czterech ust Schultza von Thuna.
              Teoria jest fajna.
              Tylko co z tego, że się zna teorię, jak praktyka jest o kant tyłka potłuc.
              Nas uspokaja Młoda. Nienawidzi, kiedy się kłócimy, i zawstydza nas momentalnie tekstami w stylu "i jak wy macie wychować mądrego dzieciaka, jak nie potraficie się pogodzić". Działa jak kubeł zimnej wody, wtedy zaczynamy stosować to, czego uczyliśmy się na warsztatach z sygnaturki - i czasami nam się udaje. A czasami musi znów nas uspokajać.

              Staramy się jednak wyjaśnić swoje intencje, kiedy emocje opadną, żeby się nieprzyjemne uczucia nie nawarstwiały. Z samym wybuchem nie dajemy sobie rady.
    • memphis90 Re: (Nie) Mądra Polka po szkodzie... 02.01.11, 21:48
      Ale wiecie, faceci to jednak głupi są wink Ostatnio tłumaczyłam szwagrowi, że jak żona mówi "sam zdecyduj, co robimy", on decyduje, a kobita strzela focha, to znaczy, że miał zadecydować inaczej. Np. zadecydować, że ma ogromną ochotę jechać na zakupy, wydać kasę i doradzać w zakresie wybierania odpowiedniej spódnicy do tych kozaczków- a nie, że woli zostać w domu. Kurczę, 5 lat związku, 3 lata małżeństwa, a jeszcze nie pojął takiej prostej rzeczy. Mój też tego nie rozumie big_grin Taki drobiazg, a ile mniej kłótni by było...
      • krapheika Re: (Nie) Mądra Polka po szkodzie... 02.01.11, 22:20
        Moj rozwiazal problem zakupow,dal mi dostep do moich ulubionych trzech sklepow internetowych za pomoca jego karty.Wpisuje na liste zyczen co chce,albo po prostu zamawiambig_grin w ten sposob te straaaaszne zakupy go omijajabig_grin
        Klotni brak,bo wiem,ze nawet jak stoi gorzej z kasa to moje zyczenia spelni z opoznieniem miesiecznym ale spelni.Ogolnie konsultowanie wiekszych zakupow to my za pomoca maili zalatwiamy,on daje swojego faworyta,ja swojego,wygrywa ten ktorego produkt ma lepsze opinie,jak jest remis to szukamy trzeciegosmile
      • lolinka2 Re: (Nie) Mądra Polka po szkodzie... 03.01.11, 07:59
        memphis, bo to co opisujesz nie jest ani proste, ani zrozumiałe smile
        jeśli ja mówię chłopu: sam zdecyduj, to i ja i on rozumiemy to jednoznacznie - jego decyzja, mnie jest wsio rawno w temacie, i każde jego zdanie na bary wezmę i uszanuję.
        jeśli natomiast chcę tę spódnicę i kozaczki to słyszy: "weź pojedź ze mną do sklepu, bo mi inspiracji potrzeba..., albo siedź w domu a ja ci mmsem foty będę wysyłać. Ale porada muss sein. Dobra?"

        prosta zasada współosiowości smile Robię to, co mówię, a mówię to, co myślę.
        • memphis90 Re: (Nie) Mądra Polka po szkodzie... 03.01.11, 08:29
          Jak to- jak raz pojmiesz ten pokręcony sposób rozumowania, to potem już łatwo wszystko wytłumaczyć smile Mnie dopiero olśniło jak zobaczyłam z boku kłótnię mojej siostry- że zdarza mi się robić dokładnie to samo! Kochanie, ty decyduj- ale jak zdecyduje nie po mojej myśli, to narasta jakieś nabzdyczenie wewnętrzne. Rzecz jasna nie za każdym razem, kiedy mój małz podejmuje jakieś decyzje, ale kiedy już jakaś nerwówka, to zaraz ma sprawdzian pt. "odgadywanie życzeń".

          To mi przypomina egzamin u jednej profesor:
          (prof)-Proszę pani, jest taka choroba.....
          (zdający)-......?
          -No, proszę pani, taka choroba. Ucha!
          -........?
          -Nie wie pani?
          -...... (strzela cokolwiek).
          -Nie, nie, chodziło mi o..... (tu wreszcie pada właściwe pytanie).
          • lolinka2 Re: (Nie) Mądra Polka po szkodzie... 03.01.11, 15:13
            heh, na to mój małżonek komunikujący się do bólu smile ma kolejny tekst: "słuchaj, ja nie jestem duch święty, żebym wiedział, kiedy o co i jak tobie chodzi, nie ten adres, moja droga, nie ten adres... ja jestem prosty chłop i jak mi powiesz, to masz szansę, że uzyskasz, a jak nie powiesz, szanse wynoszą 0"
    • jul-kaa Re: (Nie) Mądra Polka po szkodzie... 03.01.11, 01:20
      U nas inaczej: ja pytam o mopa, mąż słyszy "dlaczego nie przyniosłeś tego cholernego mopa", ale tu mamy ciekawiej, bo od razu robi się smutny, stwierdza że jest do niczego, ja się robię smutna, bo nie chciałam mu dać do zrozumienia, że jest do niczego. On idzie po mopa, a potem obojgu nam smutno.
      Ale tak było kiedyś, teraz ja po jego smutnej minie zaczynam się śmiać, jakoś rozładowuję, wyśmiewam te jego idiotyczne smutki.
      I kurcze, działa!
    • lolinka2 Re: (Nie) Mądra Polka po szkodzie... 03.01.11, 07:55
      Ja (wchodząc do domu): Jeść!!
      Chłop: nie mów do mnie tym tonem!
      Ja: Że niby jak ja do ciebie mówię?!
      Chłop: Nie wiem, jak mówisz, ale powiem ci co i jak słychać "Już tu teraz i natychmiast służba ma przynieść jedzenie albo wyp..."
      Ja: No ale ja tylko jeść chcę. Proszę...
      Chłop: A, teraz dykcja lepsza była smile

      Dialog przykładowy. Kluczem jest zdanie: " Nie wiem, jak mówisz, ale powiem ci co i jak słychać". Wiele problemów rozwiązuje, zanim jeszcze się pojawią.
      • memphis90 Re: (Nie) Mądra Polka po szkodzie... 03.01.11, 08:30
        " Nie wiem, jak mówisz, ale powiem ci
        > co i jak słychać".
        Dzięki Ci, na lustrze sobie przykleję!
    • lilly_about Re: (Nie) Mądra Polka po szkodzie... 03.01.11, 08:01
      Memphis nie napiszę nic odkrywczego: tak to już bywa w małżeństwiewink U mnie jest podobnie i zdecydowanie wole te kłótnie o drobiazgi, te awantury o mopa od powaznych sprzeczek o konkretne sprawy. Ty sie pociesz, że chociaż po sprawie jesteś mądrzejsza, bo ja ciągle trzymam się tego, że zawsze mam rację.
    • thegimel Re: (Nie) Mądra Polka po szkodzie... 03.01.11, 10:55
      Ech, ja też się chyba do pewnych rzeczy w wykonaniu pana męża nie przyzwyczaję. Awantury mamy głównie o jego wiecznie kwaśną minę i "optymistyczne" podejście do życia. Najgorzej jest jak młody marudzi a mąż siedzi z tą swoją wiecznie cierpiącą miną, no krew mnie zalewa i wybuch gotowy. Druga przyczyna wojen to jego tendencja do wykonywania różnych prac już teraz natychmiast. Niby fajnie i ok, ale dziś na przykład o piątej w nocy przypomniał sobie, że trzeba dokręcić śruby w fotelu. Myślałam że go zamorduję - najpierw w szufladzie szukał klucza a potem szurał meblami tuż przy mojej głowie. I jeszcze zdziwiony, że się czepiam! Grrrr

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka