Dodaj do ulubionych

jak to w rodzinie...

07.02.11, 12:29
chciałam usłyszec wasze zdanie, może to pozwoli mi "zweryfikowac" swoje.
Umieraja rodzice, w spadku zostaje duży dom z działką i mała działka budowlana (w efekcie nie do wykorzystania bo za wąska) do podziału na 2 siostry. Dom rodzinny, obie sie w nim wychowały, przy czym jedna z nich po wyjsciu za mąz wyprowadziła sie, a druga mieszka nadal. Jako ze mieszkajaca w tym domu ma dzieci na wydaniu, chciałaby zrzeczenia sie drugiej siostry ze swojej połowy dla własnych dzieci. W zamian za zrzeczenie ma otrzymac tą wąską działke budowlana i połowę pieniedzy z lokaty rodzicow, ktora przypada na tą drugą siostrę (tj ok 12 tys).
Sprawa wniesiona do notariusza, ktory to wyliczył koszty całej operacji na 3 tys.
To duzo, bo sam dom ma sporą wartość, plus dzialka na ktorej stoi.
Siostra, na rzecz ktorej jest zrzeczenie upomina się o partycypowanie w kosztach notariusza.
I tu moje pytanie - czy to w porządku? Tak normalnie, po ludzku.
Wartosc polowy domu z dzialka to ok 200 tys, "zysk" to 12 tys z lokaty rodzicow plus wąska dzialka bud o nieznanej wartosci, z pewnoscia trudna do sprzedania.
Obie siostry w mniej wiecej podobnej sytuacji finansowej.
Jak to z Waszego punktu widzenia powinno wygladac? ciekawa jestem Waszych opinii.
Obserwuj wątek
    • lejla81 Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 12:34
      Nie mam rodzeństwa, z którym musiałabym toczyć boje o spadek po rodzicach, ale jak dla mnie trochę nie w porządku. Jeśli już zgodziłabym się na coś takiego, to tylko za całą lokatę plus działka. No i oczywiście zero kosztów notarialnych.
      • attiya Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 13:27
        ale co z tej działki autorka będzie mieć, skoro jest za wąska na budowę np domu?
        dom i działka na połowę plus połowę lokaty - tu nie ma nic do gdybania - autorce należy się 50 procent wartości spadku i tyle
    • donnasanta Moim skromnym zdaniem.. 07.02.11, 12:35
      siostra zgarniajaca wiekszosc powinna oplacic koszty notariusza. Tak po ludzku.

      Pozdrawiam
    • jowita771 Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 12:37
      Wymaganie, aby partycypować w kosztach notariusza to przegięcie. A tak poza tym, ja bym się nie zrzekła, bo z jakiej racji, zwłaszcza na rzecz bezczelnej siostry.
    • filipianka Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 12:42
      Powinno to wyglądać tak że siostry powinny sponsorować notariusza po połowie, a wcześniej powinny wziąć rzeczoznawcę do obydwu nieruchomości i ich wartość plus lokatę podzielić na pół i wyszedłby wynik ile komu się należy
    • nisar Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 12:51
      bu-zia napisała:

      >> Siostra, na rzecz ktorej jest zrzeczenie upomina się o partycypowanie w kosztac
      > h notariusza.

      Siostra jest IMHO absolutnie bezczelna.
      Nie rozumiem też, dlaczego druga siostra miałaby się zrzec praktycznie całego swojego spadku, bo 12 tys. to dzisiaj naprawdę żadne pieniądze. Czy zrzekająca się siostra nie ma i już na pewno nie będzie miała dzieci? Czy siostra która ma otrzymać wszystko ma jakieś szczególne zasługi przed tą pierwszą? (np. opiekowała się chorymi rodzicami ostatnie 10 lat?). I w ogóle NIBY CZEMU jedna ma dostać wszystko, druga w zasadzie nic?
    • default Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 12:54
      Na miejscu owej mieszkającej i pozostającej w domu po rodzicach, na pewno starałabym się maksymalnie iść na rękę tej zrzekającej się. Z samej wdzięczności, że zgodziła się na taki układ, bo przecież wcale nie musiała.
      Zatem na pewno wzięłabym na siebie koszty notarialne oraz oddałabym swoją część lokaty.
      I tak czułabym, że mam wobec niej dług wdzięczności, zapewne ulżyłoby mi, gdyby siostrze udało się bardzo korzystnie sprzedać tę wąską działkę.
      • bu-zia Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 13:35
        z rzeczoznawca to nie najlepszy pomysł, bo to tylko generowanie dodatkowych (niemałych) kosztów. Biorac cenę rynkową dom ma wartość ok 400 tys a mała działka max 50 tys.
        Zrzekłam się swojej połowy na rzecz siostry (w efekcie jej córki, która juz tam zreszta mieszka) dobrowolnie, kiedy zostałam o to "poproszona". Nie chcialam wlasnie robic niepotrzebnych zamętow, wiem ze mieszkac tam nie bede, sprzedac obcemu nie sprzedam, ale przyznam, że liczyłam na spłatę w bardziej konkretnej formie.
        A tu nie dosyc ze taka nie nastapiła, to jeszcze zostało mi pokazane wyliczenie od notariusza i prosba o "dołozenie się" do koncowej kwoty.
        Czuje sie wykorzystana i to nawet nie z powodu samego faktu zrzeczenia się, co przede wszystkim, że mam jeszcze ze to zapłacić.
        A jako że jestem pasywno-bierna to pewnie sie dołożę i będę się wkurzac sama na siebie.
        • totorotot Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 18:19
          koszt rzeczoznawcy powinien zamknąć się w tys zł.

    • clio_yaga Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 13:21
      Ja się zrzekałam majątku po babci, a właściwie to przekazywałam w darowiźnie to co dostałam w spadku i do głowy by mi ni przyszło partycypować w jakichkolwiek kosztach. Gdyby taka propozycja wyszła ze strony osoby na rzecz której przekazywałam darowiznę to pewnie doszłoby do podziału majątku "jak pan bóg przykazał", czyli jak zasądził sąd.
    • sadosia75 Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 13:25
      Co maja dzieci " na wydaniu" do majatku bo naprawde nie rozumiem smile
      I dlaczego jedna z siostr ma pokrywac polowe kosztow za notariusza i w zamian dostac dzialke i 12 tys?
      Wg. mnie uczciwy podzial wyglada tak
      Siostra A dostaje dom. Pokrywa koszty zwiazane z notariuszem itp.
      Siostra B dostaje dzialke i cala kwote z lokaty.
      • bu-zia Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 13:56
        dzieci "na wydaniu" znaczą tyle, że córka siostry wlasnie zostala szczesliwa mama i zamieszkala w częsci po rodzicach a nie musiała szukac własnego lokum. To był gest z mojej strony także dla niej.
        A moj syn jest jeszcze mały i przez najblizsze mysle 20 lat nie bedzie musiał sie starac o mieszkanie.
        Tez byłam przekonana ze kosztami notariusza nikt mi nie bedzie glowy zawracał i jedyna dla mnie uciążliwość bedzie związana z koniecznościa brania urlopu, żeby sie u tego notariusza zjawic.
        • sadosia75 Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 14:00
          Bu-zia powiedzmy sobie szczerze smile
          Gdybys byla wredna to moglabys powiedziec " no tak twoja corka tu teraz mieszka, ale za X lat moj syn przyjdzie tu mieszkac bo to moja polowa wiec niech twoja corka placi mi za wynajem"
          chamstwo ale moglabys tak zrobic. ot dla zasady, zeby dopiec siostrze prawda?
          Oddajesz swoja polowe spadku. w zamian no przepraszam ale otrzymujesz obierki.
          Nie namawiam do bojow z siostra o spadek. Namawiam do rozsadnego podejscia do sprawy i rozsadnej rozmowy z siostra.
          O ile jestem w stanie zrozumiec, ze siostra moze miec teraz problemy z plynnoscia finansowa i Ty oplacasz polowe notariusza ale w ramach pozyczki to ok.
          Ale nie rozumiem dlaczego siostra wymaga od Ciebie oplacenia w polowie notariusza skoro i tak juz robisz i jej i jej rodzinie spory prezent.
          • verdana Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 14:26
            Jak dla mnie - szczyt bezczelnosci. Robisz siostrze prezent z polowy domu i jeszcze masz dopłacać?
            W zyciu bym się na cos takiego nie zgodziła.
            • bi_scotti Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 14:40
              Nie badz pasywna i ugodowa w tej akurat sprawie, bo nie ma powodu. Zostalas poproszona o partycypowanie w kosztach notariusza, powiedz prosto, jasno i bez owijania w bawelne - nie bede partycypowac, bo podzial jaki zaistnial jest na WASZA prosbe wiec ostateczny koszt oplacacie wy. Jesli nie chcecie, to odkrecamy wszystko i zaczynamy od rzeczoznawcy, dzieliwy wszystko na pol i jest gites. Wybor jest prosty: placicie 3000 zl za dokument albo deal is over.
              I bez zlosci tylko jako prosty, uprzejmy komunikat. Siostra powinna zrozumiec smile To, ze masz dobre serce i nie chcesz niesnasek, to nie znaczy, ze masz zawsze byc rodzinna slodka naiwna - to nie jest ani wygodna, ani przyjemna rola.
              A tak z zupelnie niezdrowej, babskiej ciekawosci - co zrobisz z ta dzialka, na ktorej nic sie nie da zrobic?
        • burza4 Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 19:07
          bu-zia napisała:

          > dzieci "na wydaniu" znaczą tyle, że córka siostry wlasnie zostala szczesliwa ma
          > ma i zamieszkala w częsci po rodzicach a nie musiała szukac własnego lokum. To
          > był gest z mojej strony także dla niej.

          Ale dlaczego nie miałaby tam mieszkać? niech mieszka - ale niech cię spłacą, mogą wziąć kredyt, zaproponować raty, cokolwiek. A nie stać z wyciągniętą na bezczela ręką.

          > A moj syn jest jeszcze mały i przez najblizsze mysle 20 lat nie bedzie musiał s
          > ie starac o mieszkanie.

          Ale za 20 lat mógłby mieć czekające na niego mieszkanie na start - wystarczyłoby kupić kawalerkę za to co siostra powinna ci spłacić i wynajmować przez te 20 lat.
        • anorektycznazdzira Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 19:17
          Co to znaczy "mój syn jest jeszcze mały i przez najbliższe 20 lat nie będzie się musiał starać o mieszkanie"?! Z jakie choinki Ty się oberwałaś? Po 20 lat wynajmowania swojej części domu i odkładania tego na lokatę/fundusz dla syna, albo trzymania na lokacie 200 tysięcy złotych (jak wolisz) on sobie to mieszkanie po prostu KUPI i nie będzie musiał główkowa ani żył sobie wypruwać jak niejeden z nas. Czy Ty masz tyle kasy, że Twoje dziecko ma pozakładane lokaty, ubezpieczenia i programy polisowe, bo jak tak, to przepraszam, oddaj wszystko, synowi nie ubędzie tongue_out
      • gazeta_mi_placi Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 19:41
        Do czego jej działka " za wąska na budowę" ? Buraki tam będzie sadzić?
        Naiwność ludzka nie zna granic uncertain
    • troll_only Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 16:04
      chyba upadłas na głowę, dlaczego twoja siostra robi prezent swojej corce a ty nie myslisz o swoim synu pozbawiając go spadku po dziadkach. Ja mieszkam w domu po rodzicach, moj brat (mysle ze zasobniejszy ode mnie minimum 10 razy) dostał równo polowe wartosci odziedziczonego domu mimo ze dla niego ta spałata to był pikus finansowy alu mu sie po prostu nalezała i koniec. Skoro dom jest warty ok 400 tys nalezy ci sie z niego 200 tys, działka na ktorej nie da sie budowac ma wartosc ziemi rolnej (niepełnowartosciowej bo mały kawałek)czyli ok 15 tys za hektar - miej gest i daj ją w prezencie siostrzetongue_out nie podpisuj zadnych aktow notarilanych, NIE SPIESZ sie i daj sie robic w bambuko (zrob to dla swojego dziecka !!!
      • beatulek Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 16:17
        Też przyznam szczerze, ze względem własnego dziecka miałabym wyrzuty sumienia. Z kolei gdybym wiedziała, ze moi rodzice kiedyś dali dom/pół domu jakiejś mojej kuzynce a ja mam miec kredyt ma 30 lat to miałabym żal o to do rodziców. No ale Twoje układy, Twoja sprawa.
        Za notariusza nie zapłaciłabym - tak poprostu mozna nawet beszczelnie powiedzieć, że nie mam więc nie idę do notariusza. Za pol roku będziemy dziedziczyć z urzędu - jak ustawa przewiduje więc albo siostro opłacisz notariusza sama albo go poprostu nie bedzie. Siostra ma z czego zapłacić skoro zostawiasz jej druga połowe lokaty. Ale ja to zawsze wredna byłam.
      • drogadodomu Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 16:29
        Mąż był w takiej sytuacji 2 lata temu. Jego siostra powiedziała, że chce wrócić do rodzinnej "siedziby" , ale inwestować będzie tylko we własny dom. Postawa całkiem słuszna. Porozmawiała z moim mężem i ciotką również współwłaścicielką. Umówiła notariusza na dogodny dla obojga termin i pokryła koszty. I wszyscy szczęśliwi. Nie spłacała nikogo bo głównym "majątkiem" po babci jest kawałek ziemi, dalej współwłasność. Dom ze względu na lokalizację i stan do generalnego remontu może poszedłby za 100tys. a i tak musieliby się w pas kłaniać kupcowi. Po prostu znamy realia okolicy. Działki wystawione za sumy, że ho ho dalej są do sprzedaży mimo że to tzw miejscowość turystyczna, las, jezioro itd.
    • tully.makker Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 17:16
      Rozumiem, ze druga siostra nie ma dzieci, i nie planuje ich miec, ze sie tak ochoczo zrzeka swojej czesci spadku?

      Bo jesli ma dzieci, to moze nalezaloby pomyslec o ich przyszlosci, a nie tylko o dzieciach siostry?
      • wilma1970 Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 17:30
        Będę w podobnej sytuacji z moją siostrą, która jest emanacją egocentryzmu.
        Umówimy się tak, że jedna z nas dokona podziału nieruchomości, a druga dokona wyboru części.
        Taki mam zamiar.
        To może być sprawiedliwie.
    • burza4 Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 19:03
      Normalnie, po ludzku, to nierówny podział dopuszczam moralnie tylko wtedy, kiedy tylko jedno dziecko zajmowało się rodzicami na starość. W innych przypadkach - powinno być po równo, partycypowanie w kosztach notariusza siostry, która została wygolona - jest nieporozumieniem.
      W ogóle dziwię się, że rozważa takie rozwiązanie, w końcu dlaczego ona i jej dzieci mają zostać praktycznie z niczym?
    • anorektycznazdzira Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 19:05
      Pytasz chyba retorycznie. Majątek po rodzicach powinien być podzielony RÓWNO, a nie na zasadzie "niech się jeden zrzeknie, bo drugiemu będzie niewygodnie". Jasne, że konieczność nagłego spłacania kredytu (zakładam, ze osoba zamieszkująca w domu po rodzicach nie ma dużych oszczędności) za możliwość dalszego zamieszkiwania w rodzinnym domu jest, hmmm, nieprzyjemna, ale - sorry. U mnie więc nie o koszty notarialne, ale o cały podział by szło. Chyba, że ta druga, która sie wyprowadziła otrzymała np. mieszkanie w prezencie lub duże do niego dofinansowanie od rodziców. W takim wypadku włączyłabym to lokum do kalkulacji ile/komu. Jeśli dorobiła się ciężka pracą własnych rąk oczekiwałabym uczciwego podziału spadku. Można jeszcze uwzględnić ewentualne gruntowne remonty i rozbudowy, które druga siostra być może poczyniła w domu rodzinnym ze swoich środków. Może warto też sprzedać tę niezabudowaną działkę od razu, żeby nie gdybać o jej rzeczywistej wartości, rynek to zweryfikuje i będzie konkretna kwota do obliczeń. Pozostanie stary dom do ewentualnej wyceny.
      • bu-zia Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 19:26
        opieka nad rodzicami była pełniona przez nas obie, a od rodzicow nie dostałam zadnych pieniędzy za ich życia. Wybudowalismy z mężem dom biorąc kredyt na 30 lat, ktory to aktualnie spłacamy.
        Dom rodzicow nie jest taki stary, fakt że siostra mieszkając tam czyniła nakłady na dom (przy współudziale finansowym rodziców), ale to chyba normalne. Ja jej nie prosiłam o udział w kosztach budowy mojego domu. Mieszkała tam tyle lat więc wiadomo, że remonty trzeba bylo przeprowadzac.
        Działke nie tak prosto sprzedac-nawet jak ją bede miala to nie zanosi sie na mozliwosc jej sprzedazy bo tak jak mowilam-nic sie wybudowac na niej nie da (moge domek kempingowy postawic)-bedzie chyba tylko stanowic tzw wartosc sentymentalną......no chyba ze za x lat sie okaże ze bedzie tam jakas autostrada przebiegac i moze wtedy.... smile.

        Siostra "gra" na moich uczuciach mowiac ze jej mąż pół roku na bezrobotnym, że są spłukani, że tak im zawsze pod górkę....ale kurna przeciez to nie moja wina?!
        Moze sie zdarzyc, że za rok czy dwa ja bede na bezrobotnym i czy ona sie nad moim kredytem ulituje?


        Uswiadomilyscie mi jedna rzecz o ktorej nie pomyslalam - o moje dziecko.
        Twardym trzeba byc, a nie d...pą wołową, bo od takich to sie wymaga jeszcze opłaty za to, ze się zrzekną wlasnych korzysci.


        • gazeta_mi_placi Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 19:45
          12 000 zł to żadne pieniądze przy spadku rzędu 400000zł.
          A działka jest bezużyteczna skoro ze względu na "wąskość" nie można nawet na niej nic sensownego wybudować.
          Niech zapłaci Ci Twoją część spadku czyli ok.100000zł jak dobrze liczę, a jak niedobrze to sama oblicz wartość całego spadku i podziel na dwa.
          Kwotę która Ci wyjdzie niech spłaci siostra.
        • burza4 Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 19:49
          bu-zia napisała:

          > Siostra "gra" na moich uczuciach mowiac ze jej mąż pół roku na bezrobotnym, że
          > są spłukani, że tak im zawsze pod górkę....ale kurna przeciez to nie moja wina?
          > Moze sie zdarzyc, że za rok czy dwa ja bede na bezrobotnym i czy ona sie nad mo
          > im kredytem ulituje?

          Taa, z pewnością, będzie pierwsza w kolejce, żeby ci powiedzieć, że ona to ma dopiero ciężko...

          Powiem ci, że naprawdę tylko d.... wołowa poszłaby na taki układ. Naprawdę. Siostra zachowuje się cwana gapa, ona ma całe życie pod górkę a innym to z nieba spada. Jest jej córka - ma dziecko, to i to dziecko jakiegoś ojca ma, niech wezmą kredyt na hipotekę i niech ci spłacą twoją część. Nie musi być jutro, ale czemu masz własnemu dziecku odbierać?
          • anorektycznazdzira Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 19:58
            No właśnie, dokładnie to samo pomyślałam, niech młodzi się okredytują, sami powoli spłacają ciocię, skoro chcą mieszkać. Albo wspólnie z matką, wszystko jedno. A Autorka ma co zrobić z pieniędzmi, SPŁACA KREDYT NA 30 LAT (!!!) za własnoręcznie budowany dom. Nie mogę uwierzyć, że to prawda, mnie 30-letni kredyt tak uwiera w doopę, że każde pieniądze jakie miałabym w ręce ładowałabym w spłatę a nie obdarowywała siostrzenice i siostry. Każdego roku czegoś odmawiam swoim dzieciom, rezygnuję z dodatkowe edukacji albo fajniejszych wakacji bo spłacamy mieszkanie. No, ale my nie zrezygnowaliśmy z żadnego spadku. Jest dokładnie tak, jak Autorka napisała: nie wiadomo co życie przyniesie, może okresowe bezrobocie, może (odpukać) problemy ze zdrowiem- co w takim wypadku zrobi, pójdzie do siostrzenicy żeby pomogła finansowo? Już to widzę... tongue_out A kredyt się nie zdematerializuje, będzie do spłacania tak, jak jest.
    • a.va Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 19:30
      Tak jak Burza - zrzekanie się spadku uznaję tylko w przypadku gdy jest to uzasadnione - osoba pozostająca w domu jest bardzo niezamożna, a ta druga wręcz przeciwnie albo gdy osoba pozostająca w domu opiekowała się zmarłymi rodzicami. Jeśli żadna z tych sytuacji nie wchodzi w grę, nie zrzekłabym się swojej części spadku (nawet części tej części), a już propozycja opłacenia notariusza obudziłaby we mnie wiedźmowatą atawistyczną część mojej, spokojnej i ugodowej zazwyczaj, natury.
      Nie rób nic, co uważasz za pokrzywdzenie siebie lub swojego dziecka, bo będzie ci się to odbijać po mózgu przez lata, wiem, co mówię.
      • triss_merigold6 Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 19:52
        Się podpiszę. Nigdy bym nie zrobiła takiej krzywdy finansowej własnemu dziecku.
    • anorektycznazdzira Jedno mnie bardzo ciekawi: 07.02.11, 20:05
      a co na to Twój mąż???
      • bu-zia Re: Jedno mnie bardzo ciekawi: 07.02.11, 20:53
        moj maz nie chce zabierac glosu w tej sprawie, ale końcówka (czyli dzielenie sie kosztami notariusza) tez go ubodła.

        Kurde....dlaczego nie pomyslalam o tym wszystkim w kategoriach mojego dziecka.
        Nie wiem co mam teraz zrobic.
        Wstepne ustalenia zostaly ustnie poczynione, siostrzenica wykonala remont "mojej czesci", mieszkaja tam juz. Co wiecej, remont zaczeli zanim wynioslam swoje rzeczy z pokoju, ktory zajmowalam odwiedzajac rodzicow. Powyrzucali bez pytania moje pamiątki z dziecinstwa, bo wg nich nie bylo tam nic waznego (owszem, moje pamietniki, listy i zdjecia to dla nich smieci).

        naprawde jestem osobą unikajaca problemow, mozna łatwo mna manipulowac, a żeby wszystko bylo cacy potrafie sporo na klate przyjac. Moj maz podobnego charakteru wiec nawet nie ma mnie kto buntowac.


        • asiorzynka Re: Jedno mnie bardzo ciekawi: 07.02.11, 21:48
          no to masz dziewczyny,które Ci dobrze mówią-nie daj się płaczliwej siostrze-i jeśli nie myslisz teraz o sobie-pomyśl o dziecku.Nawet jakby dom nie był rozpisany i ty tam na razie nie będziesz mieszkać-zawsze masz prawo tam wrócić.Za 5,10 lat-masz zawsze dach nad głową!
          I Twoje dziecko także.
          Słuchaj dziewczyn!
          Tyle w temacie.
        • thegimel Re: Jedno mnie bardzo ciekawi: 07.02.11, 21:49
          Może czas zacząć sprawiać problemy i się buntować. Poszłaś im na rękę, dostaną zdecydowanie więcej niż Ty i jeszcze im źle?
          Skoro nie umiesz im w twarz powiedzieć co Cie boli, to może napisz? A u notariusza już byliście?
          Jak sprawę można jeszcze odkręcić, ja bym trochę warunków postawiła.
        • a.va Re: Jedno mnie bardzo ciekawi: 07.02.11, 23:14
          No bez jaj, za wyrzucone pamiętniki i zdjęcia to ja bym im zrobiła dziką awanturę.
    • kora20 Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 22:05
      Może poinformuj siostrę, że przemyślałaś wszystko jeszcze raz i zmieniłaś zdanie.
      Na Twoim miejscu nie zgodziłabym się na taki podział. Po co Ci działka, której nie można zabudować. Sprzedajcie ją i podzielcie pieniądze na pół, albo wyceńcie i niech siostra spłaci Tobie połowę wartości w gotówce. No i pozostaje jeszcze dział domu. Moim zdaniem raczej też połowa w gotówce. Siostra może wziąć kredyt pod zastaw swojej połowy i Cię spłacić od razu, albo w ratach.
      Oczywiście spawa spadkowa w sądzie, wszystko na papierze. Nie wiesz jak się Twojej rodziny życie potoczy, nie rezygnuj z czegoś do czego masz prawo. Zwłaszcza, że sama spłacasz kredyt hipoteczny.
      Oczywiście koszty działu spadku ponieść powinnyście solidarnie, ale sprawiedliwego działu, a nie tak jak teraz.
      • claudel6 Re: jak to w rodzinie... 07.02.11, 23:09
        dokładnie tak. i zrób to właśnie teraz, gdy poprosili Cie o partycypowanie w kosztach notariusza, zeby mieli swiadomosc, ze sami sobie zapracowali na zmianę Twojego podejścia.
        i dziewczyny mają rację - w jaki sposób uznałaś, że mozesz oddać siostrze i jej córce połowe domu, gdy sama spłacasz kredyt 30-letni?? robisz prezent siostrzenicy, o ktorym każda z nas marzyłaby na starcie, a masz przecież własne dziecko, któremu nic nie zostawisz, bo nie sądzę, by Cię było stac na zaoszczędzenia na jego mieszkanie.
        a koszty remontu, które ponieśli, rozlicz uczciwie w podziale spadku.
    • volta2 Re: jak to w rodzinie... 08.02.11, 09:41
      ja troszkę inaczej
      oczywiście jak sprawę postawisz na ostrzu noża, to ci siostra może zaproponować, żebys ty zamieszkała w swojej połowie domu, lub żebyś ty ją ze wszystkiego spłaciła, a wówczas ona sobie z tego domu pójdzie.
      i tak zabrniecie w impas
      skoro gość jest na bezrobociu, to dla nich ta wartość z lokaty pewnei jest istotna...

      ale mimo wszystko - prośba o notariusza jest tu chamstwem, bo tak naprawdę za tego notariusza powinna zapłacić siostrzenica albo razem z matką powinny zrzutę zrobić.

      ja bym raczej nieustąpiła, w żadnym wypadku koszty notarialne, a i upomniałabym się jednak o 100% lokaty jako gratyfikacji za oddanie mieszkania siostrzennicy.

      z doświadczenia ci powiem, że mój mąż też się zrzekł czegoś tam, i na początku nie żałował.
      ale po roku widać było mały żal, a jeszcze uświadomiłam mu, że swoją postawą "ograbił" dzieci. bo to że jemu nie potrzeba było nic w tamtym momencie, to nie znaczy że naszym dzieciakom by się nie przydało.
      a rodzina zachowała się genialnie, bo dzwoniła, by potwierdzić gotowość do wypełnienia woli osoby zmarłej, oczywiście za notrariusza nikt nie kazał nam dopłacać.

      pomyśl o dziecku, tak jak siostra myśli o swoim.

      na dodatek nie jestem pewna, czy kwestii mieszkania nie lepiej omawiać z siostrzenicą - ona musi mieć świadomość, że nie dostała tego od matki tylko od ciebie, może powinnaś wyjść z propozycją "sprzedaży" za jakieś symboliczne pieniądze?
      to jest domyślam się mieszkanie niesamodzielne, ale jednak coś co rodzinie odpowiada, skoro tam mieszkają i remont zrobili?
      • bu-zia Re: jak to w rodzinie... 08.02.11, 09:56
        to jest dom-pietrowy.
        Pietro zajmuje siostra, a na parterze mieszkali rodzice, w tej chwili mieszka siostrzenica.
        Ona wie, ze dostala to ode mnie, podziekowała nie powiem. I to wszystko. Nikt nie proponowal zadnych pieniedzy, nawet dla przyzwoitosci.

        Majac w rodzinie męża doswiadczenia w bojach wieloletnich o majatek, kiedy to babcia za życia dokonała darowizny na jedno z dzieci, drugie walczylo o swoje długo po smierci babci i najgorsze, że nie doczekało końca, bo także dokonało żywota.
        Myslalam ze robie dobrze zrzekajac sie swojej czesci (dodam, ze sądownie mamy majatek przydzielony z siostra po polowie, notariusz dokonuje tylko działu majatku), że uniknie sie sporów, mamy tylko siebie, zadnej innej rodziny, ale wyglada na to, że albo się zgodze w imie swietego spokoju, albo ciągle ktos mi bedzie po głowie chodził i nawet przytupywał sad.
        • ezaremba Re: jak to w rodzinie... 08.02.11, 10:12
          Kobieto, jeżeli już zdecydowałaś zrzec się części spadku, to właściwie Twoja sprawa. Jednakże co do kosztów notarialnych to w całości powinna ponieść je siostra, a dla Ciebie powinno być wszystko w 100% poza tym domem, którego się zrzekasz.
        • burza4 Re: jak to w rodzinie... 08.02.11, 10:55
          > że uniknie sie sporów, mamy tylko siebie, zadnej innej rodziny, ale wyglad
          > a na to, że albo się zgodze w imie swietego spokoju, albo ciągle ktos mi bedzie
          > po głowie chodził i nawet przytupywał sad.

          Twoją rodziną jest mąż i dziecko. I to o nich masz obowiązek dbać w pierszej kolejności. Może i siostra jest jedyna - ale jest egoistką i zwyczajnie chce cię oskubać. Zna cię od lat i wie doskonale jak cię podejść. Wie, że jesteś typem, który unika konfliktów i że wystarczy posuszyć ci głowę a dopnie swego. Gra warta świeczki - kilkaset tysięcy piechotą nie chodzi.

          Rozumiem, że stan prawny jest taki, że na razie obie jesteście właścicielkami? i miałaś dopiero zamiar podarować siostrzenicy swoją połowę? ja bym się wycofała, wiadomo, że skończy się to kwasami, ale relacje nie będą dobre i tak, skoro będziesz się czuła wykorzystana.

          Szczerze - nic nie skłoniłoby mnie do tego, żeby ograbić własne dziecko a obdarować kogoś tak roszczeniowego - i bezwzględnie chytrego jak twoja siostra. Jeśli się zgodzisz "dla świętego spokoju" będziesz zwyczajnie - sorry - ciężką frajerką. Okradasz w ten sposób własną rodzinę, wystawiasz was wszystkich na ryzyko znalezienia na bruku (wariant skrajny w przypadku utraty pracy i niemożności spłaty kredytu) - pamiętaj o tym.
      • jowita771 Re: jak to w rodzinie... 08.02.11, 10:22
        > oczywiście jak sprawę postawisz na ostrzu noża, to ci siostra może zaproponować
        > , żebys ty zamieszkała w swojej połowie domu, lub żebyś ty ją ze wszystkiego sp
        > łaciła, a wówczas ona sobie z tego domu pójdzie.
        > i tak zabrniecie w impas

        Wtedy można zaproponować sprzedaż całego domu i podział pieniędzy. Zakład, że to siostra pierwsza odpuści?
        Autorko wątku! Nie daj się. Ja miałam podobną sytuację. Po śmierci bliskiej osoby Jeden ze spadkobierców ze łzami mnie poprosił o zrzeczenie się na jego rzecz i się zgodziłam. Była gadka, że wszystkie koszty ponosi ta osoba. Podatek od spadku musiałam zapłacić sama, to były grosze, ale wkurzyło mnie, że nie dotrzymuje słowa. A potem dowiedziałam się, co ta osoba wyczyniała jeszcze za życia spadkodawcy, abym w ogóle spadku nie dostała. I tu zmieniałam zdanie, powiedziałam, że jednak chcę spłaty, bo się nie zamierzam zrzec. Nie powiem, miało tez znaczenie to, że w czasie od mojej pochopnej obietnicy zdążyłam założyć rodzinę i nie widzę powodu robić komuś dobrze, bo mam dziecko i mam komu robić prezenty. Jeśli jeszcze się nie zrzekłaś, to się wycofaj. Jeśli będą Ci truć, że już remont zrobili, to powiedz, że remont rozliczycie.
    • iziula1 Re: Buzia.... 08.02.11, 10:25

      Nie wiem czy ktoś juz to pisał ale.... Gdy ty zrzekasz sie spadku to on przechodzi na twoje dziecko! To b. wazne.
      To nie jest tak,że ty sie zrzekasz i wskazujesz na kogo. Zrzeczenie sie spadku traktowane jest ja "niedożycie " spadku i przechodzi on na twoich spadkobierców, w tym wypadku syna.
      Czy jesteś gotowa iść do sadu rodzinnego i prosić sąd o zgode na odrzucenie spadku w imieniu syna? I to wszystko robisz dla siostry?
      A gdzie w tym wszystkim jest twoje dziecko i potrzeby?
      Wiem,że w rodzinie zaraz zaczną się "kwasy"-trudno. Skoro chcesz uszczęśliwic siostre kosztem swojej rodziny zrzecz się spadku, potem razem z mężem wystapcie do sadu o zgode na odrzucenie spadku przez wasze dziecko.
      Najuczciwiej jest wycenić mase spadkowa przez rzeczoznawcę lub dokonać sądowego podziału spadku o ile jeszcze tego nie zrobiliście.
      Rzeczoznawca wyceni działke budowlaną, wyceni działke zabudowaną domem jednorodzinnym i wtedy dzielcie się ale uczciwie.
      U notariusza!
      • beatulek Re: Buzia.... 08.02.11, 10:40
        Żaden kurator w sądzie nie pozwoli Tobie na odrzucenie spadku za dziecko jelsi spadkiem nie sa długi. Kurator zawsze bedzie działam dla dobra dziecka. Przekazać don siostrzenicy najłtwiej jest przez przyjęcie spadku i zrobienie darowizny. Tak z ciekawosci to kto po dziewczynie dziedziczy - od razu dziecko czy najpierw małżonek? Ale tak jak pisał ktoś wyżej - jeli Ty się zrzekniesz spadek przechodzi na twoich spadkobierców - w przypadku małoletnich dziedzicza z dobrodzejstwem inwentarza.
    • martabmw Re: jak to w rodzinie... 08.02.11, 10:57
      Według mnie siostra zrzekająca się jest jakaś dziwna. Robi krzywdę własnemu dziecku kosztem siostrzenicy. Pieniądze po dziadkach można nieźle zainwestować i będą np. jak znalazł na studia za 20 lat.

      Wzięłabym rzeczoznawcę, wyceniłabym majątek i bezwzględnie po pół, no chyba, że starsza siostra opiekowała się rodzicami, to rozważyłabym podział 75:25 czy jakoś tak.

      Opłacenie notariusza, to już absurd. Nie dość, że łaskę robi, to jeszcze swoją kasę ma wydać.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka